07.02.05, 22:38
Kobitki jak przebiegał Wasz poród? Jeżeli o mnie chodzi to było bardzo
ciężko. Opieka medyczna była nienajgorsza. Szybki postęp porodu zawdzięczam
położnej, która robiła co mogła, aby ta męczarnia dla mnie i Kubeczka
zakończyła się jak najszybciej. Wystąpiły też pewne komplikacje mianowicie
mój synek utkną w kanale rodnym i pani doktor chciała użyć kleszczy ale na
szczęście ostatkiem sił udało mi się doprowadzić poród do samego końca
naturalnie. Kuba był trochę niedotleniony, ale nie mamy żadnych (dzięki Bogu)
problemów na tle neurologicznym. Jedyne co niemiło wsponiman to podejście
ordynatora szpitala w którym rodziłam do kobiet w ciąży. Traktuje się je
jak "mięcho". W moim przypadku po badaniu na sali porodowej pan ordynator
oświadczył: "dobra dawajcie kroplówe niech w końcu urodzi bo będzie nam tak
wrzeszczeć do jutra". To była bardzo nieprzyjemna uwaga i zarazem nie na
miejscu, ale czego można się spodziewać od ordynatora szpitala? Mój poród
trwał 11 godzin, bez znieczulania, ponieważ chciałam być świadoma w pełni
tego bólu i stwierdziła że jeżeli będę chciała mieć następnego bobasa to beż
znieczulenia się nie obejdzie.A Wy?
Obserwuj wątek
    • aniutka009 Re: Poród 08.02.05, 15:27
      Ja urodziłam w 36 tygdoniu. Mój poród także był bardzo ciężki. Miałam skurcze
      przez trzy dni ale mogłam być w domku. Trzeciego dnia jednak kazał mi lekarz
      przyjechać do szpitala koło 21.30 i zostałam na sali porodów rodzinnych. Leakzr
      orzekł że urodze spokojnie i dali mi oksytocynę żeby trcohę pomóc..Położna koło
      24 stwierdzila że niemożliwe abym urodziła, ale lekarz kazał mi dalej
      czekać..chociaż miałam co 3 minuty skurcze i nie powiększało się rozwarcie.
      Skońćzyło się 10 rano cesarkai to tylko dzięki temu że ordynator był moim
      lekarzem prowadzącym i mój mąż rodził ze mną..NIGDY WIĘCEJ MĘCZARNI..
    • makoc Re: Poród 09.02.05, 23:44
      Ja miałam zzo. I całe szczęście, bo nie wyobrażam sobie, że dałabym rade. Poród
      był wywoływany, bo Gosi się nie spieszyło na świat wcale i od rana miałam
      skurcze po żelu założonym na szyjke. Cały dzień. Dopiero około 20 lekarz
      stwierdził, że już się "nadaję" na porodówkę i mnie na nia zaprowadzili. Ale na
      miejscu okazało się, ze wszystkie sale porodowe zajęte! Położyli mnie na kozetce
      w korytarzyku, gdzie swoje biurko mieli lekarze i podłaczyli do ktg. I tak przez
      jakies 3 godziny nikt się mną nie interesował. Mężowi wejść nie pozwolili, żeby
      im nie przeszkadzał i leżałam tam sama w okropnych bólach. Nie miałam nawet siły
      zawołać kogos. To było straszne. Przeżyłam tam, nasłuchując, 4 porody. Zwijając
      sie z bólu i modląc,zeby mój miły przyszedł i pomasował mi plecy. Aż mąż nie
      wytrzymal, przyszedł mimo zakazu i zajął sie mna. opieprzyl lekarza i od razu
      mnie zbadali i zabrali do sali. Mialam juz dosc i poprosilam o zzo. I jak reka
      odjął. Odzyskałam humor i siły. Rozmawiałam sobie z mężem, żartowalismy z
      polozna, a ona tylko informowala ile rozwarcia i kiedy mam przec. I po godzince
      urodziła się Gosia. Potem tylko najgorsze to zszywanie - 45 min. no i nie moglam
      podniesc sie z łóżka przez jakies 15 godz. bo mdlalam...
    • olciac1 Re: Poród 14.02.05, 14:56
      Ja od początku gdy dowiedziałam się że jestem w ciąży najbardziej bałam się
      porodu,że nie wytrzymam bólu,że nie dam rady itp.no i stało się tak że mój
      maluszek oszczędził mi tego cierpienia bo nie chciał się obrucić i miałam
      cesarkę.Jednak teraz po roku czasu czuję się jakoś nie do końca spełniona całą
      tą ciążą tym że nie rodziłam siłami natury.Po prostu nie wiem na ile jestem
      wytrzymała na ból.Chodź jak by mi dali przy następnym porodzie wybór czy
      cesarka to pwenie bym się zastanawiała czy z niej nie skorzystać.
    • martha_s Re: Poród 16.02.05, 11:43
      jak zaszłam w ciążę właśnie porodu bałam się najbardziej, ale odbyło się to
      wszystkow ekspresowym tempie, bez większych problemów, naturalny i bez
      znieczulenia, nie powiem żeby mnie nie bolało ale dało się wytrzymać
      do szpitala przyjechałam na sotatnią chwilę napędzając przy tym stracha
      sanitariuszom w karetce, biedne chłopaki bali się niesamowicie, ze zaczne im w
      karetce rodzić wink
      do spzitala dotarłam po 3 a o 4:07 synuś leżał u mnie na brzuszku i wrzeszczał
      dzielnie zdrowiusieńki różowiutki i głodny smile po chwili zabrano go na momencik
      do zbadania i oddano zawinietego w reczniczek, poleżał jeszcze chwile ze mną nim
      zabrano go do mycia i kolejnego badania. Przyniesiono go jak leżałam już na
      sali poporodowej i mogłam go mieć przy sobie cały czas. Bardzo miło wspominam to
      wydarzenie, przed porodem batrdzo się bałam szpitala bo naczytałam się tylku
      różnych historii o tym jak traktuje sie pacjentów ale nie było najgorzej. Z
      nieprzyjemnych rzeczy mogę wymienić jedynie :
      - na izbie przyjęć wpakowano mi ukochany wenflon (brrrr.. ale to rozumiem,
      ostrożności nigdy za wiele, na szczęście się nie przydał)
      - nie damo mi pić po porodzie choć bardzo się tego domagałam
      - rzesze studentów łażących za lekarzem podczas obchodu
      Sergiuś w szpitalu przeżył też małą przygodę, a mianowicie przyjechała straż
      pożarna. Doszło do małego pożaru piętro nad nami od instalacji elektrycznej i
      sprawdzali czy nie przedostał sie na inne piętra i zastanawiali się nad
      ewentualną ewakuacją ale przeszli się po salach i stwierdzili, że skoro
      wszystkie maluchy słodko śpią to nie może sie nic złego wydarzyć i na szczęście
      nic się nie wydarzyło.
      Po jednej dobie spędzonej w spzitalu wypisano nas do domu - w sam raz na zabawe
      sylwestrową
      • apteros Re: Poród 17.02.05, 03:09
        też się bałam porodutongue_out ale tak dobrze znosiłam ciążę, że pomyślałam, że z
        porodem też dam radę. zdecydowaliśmy sięna poród rodzinny (choć Paweł nie był
        zbyt zachwycony..) i zzo - 1000zł ta przyjemność kosztowała..

        w tym szpitalu sugerowali kontrolne ktg w 38 tygodniu. przyejchałam sobie na
        kilka dni przed terminem.. i dzidziunia miała tętno ponad 200sad więc zostawili
        mnie na obserwacji - między innymi test oxytocynowy miałam.. i tak obserwowali
        mnie do terminu porodu.. okazało się, że wszsytko dobrze, tylko już wypuścić
        mnie nie mogli.. i leżałam na patologi ponad trzy tygodniesad bo dzidziunia nie
        chciała sie urodzić wcale, ja o tym wiedziałam, tzn. czułam ze jeszcze nie
        czas.. wspierałam tyle dziewczyn i oglądałam tyle dzidziusiów.. a sama
        urodziłam dopiero w 43 tygodniu..

        skurcze zaczęły się po południu, rano po dość spokojnej nocy miałam 2cm,
        spakowałam się, zeszłąm sobie do pokoiku, przyjechał mąż.. ból nie był miły, no
        ale jak mi przebili pęcherz i zrobiło się 6cm to poprosiłam o zzo. i przez
        godzinę było pięknie, żadnych bóli, mogłam się nawet zdrzemnąć... a potem
        zaczał się koszmar - zzo odpuściło!! zaczęło mnie tak boleć w lędźwiach, że nie
        miałam nawet siły krzyczeć, płakałam z bólu.a nie mogli mi dać dawki nowej bo
        już było 8cm! starałąm się bardzo jakoś w kucki przyspieszyć ten poród,
        chodziłam, mąż bardzo mnie wspierał. zaprowadzili mnie w końcu na porodówkę,
        miałam już 10cm, ale tak byłam obolała... położna była naprawdę super pomocna i
        bardzo mnie wspierali wszyscy, ale ja nie czułam kiedy mam skurcze, tak mnie
        wszystko bolało. najgorzej, żę nikt mi w to nie wierzył. ja sobie tak
        wymyślałąm, kiedy bym poparła - znaczy jak łapałam nieco siły i oddechu.
        marzyłam żeby to się skońćzyło jak najszybciej.. w którymś momencie nawet
        położna kazała mi sprawdzić, że główeczkajest blisko bardzo zeby mnie podniesc
        na duchu.. a potem nagle jak już i drugi lekarz nie mógł mi pomóc urodzić to
        podjęli decyzję, że idę na cesarkę..
        wpadłam w popłoch, zaczęłam przepraszać męża ze nie dałam rady naturalnie,
        przebierały mnie kobitki jakoś tak niedelikatnie w te koszule operacyjną..
        wsadzili mnie na wózek, a ja umierałam z bólu tego krzyża i myślaalm że umrę
        jak mnie wieźli do windy bo operacyjna pietro wyżęj..
        a to jeszcze nie był koniec afery, bo na operacyjnej dolali mi zzo.. i czułam
        ze mnie kłują w brzuch.. to znowu mi dolali... i dalej czułam.. w końcu po pół
        gdzinie uśpili mnie. obudziłąm się wymiotującsad przewiezli mnie na
        pooperacyjną, mąż przyniósł rzeczy i pokazał mi filmik i zdjęcia zrobione
        dzidziunismile nie wiedział biedaczek, żę ja jej w ogole jescze nie widziałam..
        potem przynieśli mi dzidziunie do "karmienia" i została wyjątkowo przez kilka
        godzin, bo pielegniarka przy porodzie asystowała.. a ja biedulka nie mogłam ise
        ruszyć i poprawić dzidizuni, ani nawet jej wyrażnienie mogłam zobaczyć..
        pobyt w szpitalu pamiętam źle, opieka poporodowa nie patyczkowała się z nami. a
        na odchodnym zostałyśmy z dziwczynami z sali opieprztusiane ze nosimy dzieci po
        cięciu.. chorzy ludzie, skąd takie wyrzuty, skoro zostawili nam dzieci na
        wyłączność w trzeciej dobie?? niby że te dzieci to grzecznie lezały sobie w
        tych wanienkach a my ich w ogole na rece nie brałyśmy?? absurd.
        i jeszcze mi dokarmiali dziecko strzykawa i pierwsza noc po powrocie to byl
        koszmar, bo sie oduczyla ssac cycunia.. ale potem juz bylo dobrze.

        prawde powiezdiawszy boje sie porodu tym bardziej, ze w koncu go nie przezylamw
        pelni. i chyba wolalabym znowu cesarke..

        przepraszam ze tak sie rozpisalam, ale poczulamz e znow musze sie wyzalic..
    • naatii Re: Poród 18.02.05, 17:38
      Hmmm..... Troszke to trwało licząc od chwili skurczy smile). Skurcze dostałam koło
      2 w nocy, ale nie pjechałam do szpitala bo stwierdziłam, że nie będę jeździć po
      nocach smile). Do szpitala pojechałam dopiero o 7 rano. Poszłam na
      porodówkę....i..... nie uwierzycie... Wody odeszły mi ok 23:40, a urodziłam o
      3:10 nad ranem (następnego dnia). Troszkę się pomęczyłam, tyle godzin. Jak
      pomyśle to brrrrr....
      Ale mogłabym urodzić jeszcze raz smile)). Nie pamiętam już bólu, tylko synka jak
      mi go położyli na brzuchu. Coś pięknego smile)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka