anka1-1
08.02.05, 01:15
rok temu adoptowalismy 2 chłopców , 4 i 3 lata. Uprzedzano nas że dzieci są
po wielu przejściach, agresywni, wycofani.. Zdecydowlismy się usynowić
chłopców, zupenie świadomi że nie będzie łatwo, ale mimo to początki były
staszne. Myslałam, że nie dam rady. Wstawałam rano i prosiłam Boga o
przetrwanie do wieczora, jak dzieci zasną.. sama nie wiem co wtedy czułam, w
dzień starałam się być dobrą spokojną mamą, ale często się złościłam,
izolowałam się szukając jakiejkolwiek pracy, byle tylko odpocząc od chłpoców.
W nocy nadsłuchiwałam czy oddychają, spałam bardzo czujnie. Obwiniałam się, o
brak czułości , cierpliwości, miłośći. Strasznie cierpiałam, bo czułam się
zła, tak na nich czekałam, a tu taka reakcja..ale w naszym ośrodku adopcyjnym
przekazano mi wiele cennych wskazówek, które pozwalały mi przetwać, min. tę,
że nie trzeba dziecka zaraz kochać, że to przychodzi z czasem, i że ta miłość
jest trudna.....Dziś nasi chłopcy to zupełnie inne dzieci. To nasze dzieci,
kochamy ich, nie wiem czy tak do końca, bo nie wiem czy tak można kochać
nawet biologiczne dziecko. Pamiętam , że kiedyś będąc na spacerze w lesie
dzieciaki szczególnie marudziły, i mignęła mi przez chwilę myśl, że
najchetniej odwróciłabym się i poszła w drugą stronę, byle dalej... strasznie
się wstydziłam tej myśli, ale taka jest rzeczywistość.. jesteśmy zmęczeni i
często nie radzimy sobie z trudnościami, bo przecież nie mamy ukończonej
psychologii, a choroba sieroca to nie byle jaki problem. Najważniejsze zeby
zdać sobie sprawę, z czego wynika zachowanie dziecka, i nie obwiniać się za
to. Ja piszę o tym, bo mam nadzieję, że zmieni się nastawienie społeczeństwa
do adopcji. Mam wrażenie, że teraz zapanowała moda na adopcję , ale też i
panuje mylne wyobrażenie o tym procesie, wyrabiane przez artykuły i programy.
To jest zagrożenie dla ludzi decydujących się na ten krok, że będą oczekiwali
spełnienia marzeń, słodkiego aniołka który wniesie do ich domu miłość i
radość, a wzamian przyjmą dziecko pełne lęku, poranione, opóżnione i
wymagające wielu wysiłków i cierpliwości.Tylko będąc w pełni świadomymi na co
się decydujemy, możemy przez to przejść, mam na myśli adopcję dzieci
starszych. Ja od jakiegos czasu przestałam się zastanawiać, jak ja kocham
chłopców, i czy postępuję dobrze czy żle. Staram się być wystarczająco dobrą
mamą, nic na siłe, i chyba to zdaje egzamin. Jestm pewna, ze nie oddałabym
ich za nic na świecie, chociaż czasem mam dość. Tęsknię za nimi i kocham ich,
ale też potrafię się wściekać i psioczyć.. chyba jestem normalną mama, nie
idealną sztuczną ale mamą..