Dodaj do ulubionych

emamy za kierownicą

10.03.05, 13:54
tym razem wątek pouczający: Napiszcie, co Was drażni na drodze: ja, np. :
1. dostaję białej gorączki, gdy stoję na czerwonym świetle w kolejce
pojazdów, włącza się zielone, ale kierujący samochodami stojącymi przede mną
ruszają w pięciosekundowych odstępach czasu (chociaż przecież wszyscy widzą,
że światło się zmieniło i moglibyśmy ruszyć powoli, ale razem) i zamiast
dziesięciu, załapuje się trzech szczęśliwców.
2. poza tym brakuje mi na naszych drogach życzliwości względem siebie
nawzajem: stoi jakiś biedaczyna na drodze podrzędnej, skręca w lewo i czeka
aż się ktoś zlituje i wpuści. AAA, nie ma tak dobrze! Sznurek samochodów jest
nieprzerwany i mało komu chce się zatrzymać na te kilka sekund, i dokonać
samarytańskiego posunięcia. Nie dość na tym, kilkakrotnie, gdy wpuszczałam
kogoś przed siebie, widziałam w lusterku wkurzoną twarz kierowcy jadącego za
mną. NO BO PRZECIEŻ ON SIĘ TEŻ MUSIAŁ ZATRZYMAĆ!!!
Przyszły mi akurat na gorąco do głowy te dwa przykłady. Sama pamiętam, jak na
początku bezrefleksyjnie siedziałam za kierownicą, skupiona jedynie na tym,
by DOJECHAĆ cało i zdrowo na MIEJSCE. dopiero mój mąż zwrócił mi uwagę, na
pewne sytuacje. I pomyślałam, że może jeśli razem stworzymy taką "bazę
przestępstw" komunikacyjnych smile, to zaowocuje to pewną poprawą na naszych
drogach? smile))))
Obserwuj wątek
    • magda.u Re: emamy za kierownicą 10.03.05, 14:57
      A mnie denerwuje to ze na krótkim odcinku drogi (od ronda do ronda, a na
      Ursynowie w stronę Geanta jest taki odcinek) jadę tyle na ile mój samochodzik
      mi pozwoli, i widzę jak lepszy samochód poprostu mnie "pcha" i w końcu wymija
      na podwójnej ciągłej zeby ostro zahamować przy rondzie, o matko wtedy się we
      mnie gotuje, jeszcze jak jadę z dzieckiem to napewno się nigdzie nie spieszę, a
      uprzejmości rzeczywiście jest mało mam wrażenie że jak samochód chce się
      włączyć do ruchu i ja go nie wpuszczę to będzie stał i stał,
      Jeszcze jedna sytuacja: Stoję na skrzyzowaniu, patrzę w lewo w prawo no to
      można jechać a za mną kierowca mnie mija i skreca jak gdyby nigdy nic, no
      oczywiście też miał lepszy samochód i co będzie czekał aż baba sie ruszy,
      Mój mąż jak jedziemy razem oczywiście on prowadzi i gdy widzi że samochód przed
      nami "wolno" jedzie to kwituje: "oczywiście baba za kierownica", i tak sobie
      myślę ile ludzi tak na mnie reaguje, no ale facet juz tak ma we krwi,
      Pozostaje sie nie przejmować i trzymac się "przepisów"
      Pozdrawiam Magda
    • ewitek01 Re: emamy za kierownicą 10.03.05, 15:09
      mnie najbardziej wkurzają bezmyślne matki chodzące z wózkami po osiedlowych
      uliczkach (obok wygodnych i przejezdnych chodników !!!), ludzie pchający się
      prosto pod koła samochodu (jeżdżę bardzo ostrożnie, ale mimo to łatwiej jest
      zatrzymać się niż wyhamować samochodem na takim lodowisku jak ostatnio)
    • fiszerowa Re: emamy za kierownicą 10.03.05, 17:07
      Uwielbiam jezdzic samochodem. Jestem bardzo tolerancyjna dla cudzych bledow,
      zyczliwa dla innych kierowcow i cierpliwa wink jesli trafie na kobiete przed
      soba wink.
      Ale jest jedna rzecz, kotra doprowadza mnie do furii.
      Nienawidze cwaniactwa i chamstwa objawiajacego sie wpychaniem na sile.
      Zazwyczaj ma to miejsce gdy: konczy sie pas, trwaja roboty drogowe, wydziela
      sie osobny pas do wlaczenia np. do innej trasy itp. Wtedy nie ma bata, zawsze
      trafi sie jakis aniolek z rozcieta d..., udajacy ze nie zauwazyl. Przykleja sie
      taki prawie do ciebie i na sile probuje wymusic wpuszczenie. Krew mnie wtedy
      zalewa, bo niby dlaczego ja mam grzecznie stac w kolejce a ten... Wtedy
      przywieram doslownie do zderzaka przede mna i nie popuszczam.
      I zauwazylam pewna prawidlowosc. Jezdza tak zazwyczaj panowie w ciemnych
      samochodach od naszych zachodnich sasiadow, co to szyi nie maja i wlosow na
      glowie tez...
      • adaska1 do ewitek 10.03.05, 20:08
        A ja jestem mamą co chadza po drodze osiedlowej!!Bo..jak wszycy mam jakiś powód
        Mój jest jeden...samochody tak parkuja ,że na chodnkiu za diabła nie zmieszcze
        się z wózkiem - zwróć uwagę na osiedlach gdzie brak miejsc parkingowych
        samochody zostwiają jakies pól metra dla pieszego ale bez wózka, z wózkiem,w
        którym jest dziecko czasem zakupy(całośc waży jakies 20 kg )nie mam nerwów i
        sił na bieg z przeszkodami dlatego wolę ulice tym bardziej,że strefa zabudowana
        kierowca i tak musi(powinien) powolutku jechać bo może dziecko z piłka wybiec
        albo jakis piesek.POzdrawiam.
        P>S A ty jak parkujesz?
        • dyrgosia Re: do ewitek 11.03.05, 09:54
          Jestem kierowcą i mamą spacerujacą z wózkiem, może dlatego ZAWSZE parkuje tak
          aby chodnik był przejezdny, ale prawda jest taka, że niestety mało takich
          kierowców, niektórzy jakby mogli wjechaliby do klatki schodowej, czasem mam
          ochote mimo wszystko przejechac , a wózek mam masywny.....
        • ewitek01 do adaska 11.03.05, 14:05
          tak jak napisałam powyżej: chodniki u nas są szerokie i przejezdne ! osiedle
          jest w miarę nowe, wszędzie położona kostka bauma, są wyznaczone parkingi;
          wiem, bo sama też jestem mamą i codziennie wychodzę na spacery z wózkiem;
          dlatego dziwi mnie, że mamuśkom chce się narażać zdrowie i życie swoje i
          własnych dzieci spacerując ulicą, lub co gorsza na tych uliczkach uczyć dzieci
          jazdy na rowerkach (dosłownie kilkanaście mertów dalej jest przestonyy
          wyasfaltowny plac zabaw, boisko szkolne - jednym słowem JEST GDZIE bawić się z
          dziećmi);
          oczywiście nie raz zdażyło mi się nie przejechać wózkiem bo jakiś bezmyślny
          kierowca (pewnie facetwink zastawił cały chodnik lub przejazd; w takiej sytuacji
          zazwyczaj zostawiam kierowcy za wycieraczką karteczkę z poradą, żeby następnym
          razem zastanowił się jak parkuje- może jemu wygodniej, ale niekoniecznie innym
          przechodniom;
          sama zawsze parkuję tak, aby nikomu mój samochód nie przeszkadzał; nie musze
          stawać tuż przed sklepem/pracą itp.- zawsze mogę się przespacerować 20m;

          co do wybiegających dzieci z piłką- jestem przezorna i jeżdżę ostrożnie,
          szczególnie przez osiedle, ale nie zwalnia to matek z obowiązku pilnowania
          własnych dzieci;

          pieski najchętniej bym rozjechała - powinny chodzić na smyczy;
      • laskosia Re: emamy za kierownicą 11.03.05, 10:59
        ja ogólnie mało się stresuję podczas jazdy- ale teraz drażni mnie niesamowice
        ja ogólnie mało się stresuję podczas jazdy- ale teraz drażni mnie niesamowicie
        brak świateł - qurcze nie rozumiem dlaczego ludzie tak oszczędzają żarówki?
        skoro przy takiej pogodzie jaką właśnie mamy około 7,30 średnio fajnie
        widać ....
        a i jeszcze sporo starsi panowie, którzy bardzo często niesłusznie robią głupie
        uwagi- np. mrugają gdy jedzie się ulicą dwukierunkową, która skrzyżowanie
        wcześniej była tylko jednokierunkowa, ale od skrzyżowania jest już możliwość
        jazdy w obu kierunkach - wyjeżdża taki fafarafa i mruga, pytanie po co? ja nie
        jadę za zakaz wjazdu, skręcam w prawo przed znakiem jak się należy...
    • paraga Re: emamy za kierownicą 11.03.05, 10:44
      Ja tak jak fiszerowa smile tolerancyjna i wyrozumiała smile Może dlatego że sama
      doskonała nie jestem, no ale też i taka moja natura.
      Hihi ale zauważyłam, że jak jest sytuacja, że np. potrzebuję, żeby ktoś mnie na
      pas wpuścił, bo się zagapiłam i nie zmieniłam w porę a tu trzeba np. skręcać, to
      nie potrafię jak mój mąż "migacz,ciach i już", tylko stosuję moje "odkrycie":
      najczęściej jest tak, że włączam migacz i staram się nawiązać kontakt wzrokowy z
      kierowcą od którego oczekuję przepuszczenia. Bezpośredni, a nie przez lusterko.
      Mówię Wam - działa za każdym razem. Inaczej muszę stać i czekać aż ktoś się
      zlituje...
      • ula_max Re: emamy za kierownicą 11.03.05, 11:01
        jeździłam i jeżdzę dużo, kiedyś do pracy dojeżdzałam 120 km w jedną stronę, nie
        ma dla mnie problemu wsiaść i jechać w trasę jakieś 400 - 500 km. Po mieście
        też jeżdzę szybko, nagminnie nie wrzucam kierunkowskazów zmieniajac pas ruchu,
        nie wpuszczam do kolejki przed sobą, wpycham się, jeżdzę "na żabkę" - z pasa
        na pas, ale jest coś czego nie znosze i nigdy nie robię: nie wyprzedazm kogoś,
        żeby za chwilę zajechać mu drogę i po hamulcach bo ... skręcam w prawo lub
        lewo. Jazdy uczył mnie mąż, zresztą stary rajdowiec.
        • e_madziq Re: emamy za kierownicą 11.03.05, 12:24
          Tak jak fiszerowa-nie mogłam ścierpiec gdy remontowali most i zamknęli jeden
          pas ruchu i podczas gdy wiekszość stala "w kolejce" mnóstwo było cawniaczków co
          pędziło prawym pasem do punktu jego zamknięcia, kierunkowskazik i z głowy!!
          Brrr..

          Taj jak ula-wyprzedzanie by pozniej zajechac droge,ale reszta mnie irytuje
          maksymalnie, jazda na żabkę mnie raczej smieszy, bo juz wielokrotnie
          zauwazyłam, ze jak taki osobnik zmienia 5 razy pas na odcinku 100-200 to i tak
          spotykamy sie na najbliższych światłach i mam wtedy ochote sie do niego
          uśmiechnąc.

          A oto co ostatnio mnie najbardziej denerwuje:
          Zjazd z mostu do ronda, są trzy pasy
          1 dla skręcajacych w lewo
          2 dla jadacych na wprost
          3 dla skręcających w prawo
          Tych jadących w lewo jest ogromna ilośc wiec robi sie kolejka do wjazdu na
          rondo a udaje sie to zaledwie paru kierowcom na każdą zmianę swiatel, bo jest
          masa ferdynków, którzy jadą środkowym pasem(niby na wprost) i nagle na rondzie
          kierunkowskazik i skręcają w lewo na rondo. No po prostu jasny szlag mnie
          trafia gdy stoję 15-ta w kolejce, widze przejeżdzający obok mnie samochód
          rzekomo jadący na wprost, by za chwilę zobaczyc jak opuszcza rondo skręcając w
          lewo. Przeżywam to codziennie jadąc z pracy i za każdym razem sobie przyrzekam,
          ze albo sama tek zacznę jeździc, i nie bede robić z siebie frajerki, albo
          zadzwonię na policje-niech staną przez jeden dzien i zaczną wlepiać mandaty,
          albo niech na środkowym pasie domaluja strzałkę dająca możliwosc skrętu w lewo.

          To narazie tyle.Pozdrawiam, magda
          • krasulas Re: emamy za kierownicą 11.03.05, 13:37
            Mnie praktycznie drażni to co Wassmile Także nawet nie warto wymieniać. ALE jest
            jedna niesamowita prawidłowość. Nie wiem dlaczego - zawsze uważam na PANÓW W
            KAPELUSZACH (bądź w jakiś wielkich czapach). Część z nich to "niedzielni
            kierowcy", ale pewien procent to codzienni "rajdowcy". Jak za takim gościem
            jadę to włączają mi się światła awaryjne (w główce oczywiściesmile). I w 99% mają
            miejsce "miłe, niespodziewane niespodzianki" hehe. Zwróćcie na to uwagęsmile Mam
            nadzieję, że nie obraziłam żadnego kapeluszowego kierowcysmile)
            • paraga Re: emamy za kierownicą 11.03.05, 13:42
              100% prawda! Panowie w czapkach, beretach, kapeluszach, a nie daj Boże w
              maluchu...makabra! Trzeba szczególnie uważać, szczególnie przed skrzyżowaniami,
              bo okazuje się, że nagle skręcają bez kierunkowskazu, albo ostro hamują bez
              wyraźnej przyczyny itp. smile)))))))))))))))))))
              • e_madziq Re: emamy za kierownicą 11.03.05, 13:48
                Co do prawidłowosci to zwróćcie też uwage jak jeżdza kierowcy polonezów-
                makabra, nie bez przyczyny polonezy to podobno "demony prędkosci"
                I jeszcze jedna prawidowosć-wszelkie auta z kratkami, kierowcy firmowych aut
                jeżdzą jak wariaci.
    • karola.v Re: emamy za kierownicą 11.03.05, 20:17
      Ogolnie jestem bardzo nerwowym kierowcą smile
      Wkurzam się non stop,kiedy jade sama sypie wiązankami straszliwie wink
      Ciągle się spiesze,ciągle nie mam czasu,i pewnie dlatego jazda wywołuje u mnie
      agresjęwink
      Wkurzają mnie-
      -piesi którzy bez wyobrażni wchodzą na jezdnię zwlaszcza w miejscach
      niedozwolonych,lub ci którzy z marszu wchodzą na pasy co zmusza mnie do
      gwałtownego hamowania(no cóz niektórym sie błędnie wydaje ze samochód zatrzyma
      się od razu w miejscu).
      -ci,którzy nachalnie wpychają się w kolejkę samochodów w miejscu gdzie np.są
      roboty drogowe i wyłączone są pasy ruchu.
      -starsi panowie i starsze panie,które z racji wieku i słabego wzroku popełniają
      wszystkie mozliwe błedy na drodze i nie chodzi tu tylko o zapominanie włączania
      kierunkowskazów.
      -kierowcy,którzy w centrach miast parkuja i zostawiają swoje samochody gdzie się
      da,czasami na skrzyżowaniach lub tak ze inni kierowcy muszą wykonywać przedziwne
      manewry zeby ich ominąc(często niestety przez takich robia sie korki)
      I jeszcze wiele innych smile
      No cóz chyba powinnam przesiąsć sie na helikopter smile
      pozdrawiam
    • ariana1 Re: emamy za kierownicą 11.03.05, 23:14
      A mnie wybitnie wkurza jak ktoś stoi na skrzyżowaniu i chce skręcić w lewo,
      ustawia się przy linii środkowej i owszem, ale nie włącza kierunkowskazu. Ja
      staję tuż za nim , bo jestem święcie przekonana, że on jedzie prosto tak jak
      ja. A on nagle włącza kierunek jak zapala się zielone. Kurcze jaki oszczędny na
      akumulatorze! Piesi też mnie wpieniają, ci którzy sądzą,ze mają absolutne
      pierwszeństwo na jezdni. Niektórzy powinni dostać mandat za utrudnianie ruchu,
      bo idą po pasach na zielonym ( ich prawo), ale wloką się noga za nogą jakby
      szybciej nie umieli.
      • rysia_mama_wiktorka Re: emamy za kierownicą 12.03.05, 09:46
        jeżdżę często do pracy samochodem i od pewnego czasu najbardziej wkurza mnie
        jadący lewym pasem, który zachowuje się tak jakby nie miał lusterek i nie
        widział, że inni chcą jechać szybciej. Kiedyś tego nie robiłam, bo uważałam to
        za szczyt chmastwa a teraz niestety sama to robię, czyli jadę najbliżej jak się
        da, lub jak już zbyt długo to trwa to migam długimi światłami. Oczywiście
        zawsze biorę poprawkę, że czasami trudno jest zmienić pas szybko, oraz to czy
        ogólnie wszyscy jadą tak na tym pasie. Bo drugą rzeczą jakiej nie znoszę to
        jadący za mną na zderzaku kierowca "sportowiec", który wręcz na mnie najeżdżą
        żebym mu zjechała, chociaż wszyscy jedziemy w sznurze samochodów jadących tak
        samo. Wtedy mam swój wypróbowany sposób, czyli odpalam spryskiwaczesmile Delikwent
        za mną zawsze zwolni bo musi przetrzeć szyby. Oczywiście do tego manewru trzeba
        jechać odpowiednio szybko, żeby płyn przelciał nad samochodem. Robię to już w
        ostateczności bo normalnie po prostu jadę i w duchu zaśmiewam się z jego
        manewrów za mną.
        Co do jazdy pasem remonotowanym bądź też kończącym się zaraz i cwaniczek w
        środku, który po częsci mnie omija tym pasem i próbuje na chama się wepchnąć to
        mój mąż ostatnio pounął sie do tego, że nie wpuścił radiowozusmile Oczywiście nie
        jechali na sygnale, ot po prostu policjanci z prewencji mieli dosyć stania w
        korku. No i trafili na mojego mężasmile
        Co do panów w kapeluszach to zgadzam się ale marka samochodu to zazwyczaj skoda
        felicjasmile i dziadek emeryt w środku.
        pzdr.
        • krasulas Re: emamy za kierownicą 12.03.05, 12:09
          No i cinquecento PANÓW KAPELUSZNIKÓW!! A co do zakratkowanych samochodów
          służbowych - w wiekszości warszawskiej i poznańskiej rejestracji (pomijam auta
          kratkowe na rejestracji z moich terenów, mieszkam na cudnym Śląsku) - to
          prawdziwa masakra. Wpychają się gdzie mogą, parkują byle gdzie, jeżdżą bardzo
          szybko, ale też często duuużo lepiej niż pozostali (w końcu większość z nich ma
          doświadczenie, jest po kursach jazdy w złych warunkach). Cześć z nich ma
          gdzieś kulturę jazdy. Ale niestety - oboje z mężem do nich należymysmile
          Przyznaję się do tego bez biciasmile Mąż jeździ więcej i lepiej niż ja, sporo też
          mnie nauczył (teraz jeżdżę jego autem). Rany -ileż ja się naklnę za
          kierownicą, nakrzyczę. Nieraz jestem przerażona bezmyślnością kierowców (masa
          skrzyżowań, świateł i samochodów), zapewne wyglądam jak wariatka uderzając w
          kierownicę (np. stojąc na światłach). Fakt zaraz mi przechodzi i śmieje się
          sama z siebiesmile Ale podsumowując mój misz-maszowy wywodzik - boję się
          kapeluszników, przechodniów, TAKSÓWKARZY, nieraz AUTOBUSÓW i niestety uważam na
          KRATKARZY. He - ale takie słowne odreagowanie w aucie daje mi nawet sporą ulgę
          po np. ciężkim dzionkusmile))
    • naatii Re: emamy za kierownicą 12.03.05, 12:35
      Oj niestety u nas nie ma kultury jazdy!!
      I raczj jej nie będzie. Bardzo mnie drażnią tacy kierowcy co nie widzą na
      drodze nikogo prócz siebie.
      Raz się spotkałam z sytuacją, gdzie na rondzie koleś powinien mi ustąpić
      pierwszeństwa, ale tego jednak nie zamierzał zrobić (niestety ja się nie
      zaczymam na środku ronda, bo jemu się spieszy). Beszczelnie zaczął na mnie
      trąbić. A jak zatrzymaliśmy się na światłach, to wyskoczył do mnie (nie wiem
      czy z zamiarem udeżenia mnie). Usłyszałam pod swoim adresem ty ku.... itp.
      Więc jak tu się spodziewać kultury od kierowców ???

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka