Dodaj do ulubionych

żadna praca nie hańbi... czyżby??...

11.03.05, 18:31
stałam dziś na mrozie, deszczu, wietrze i totalnym wygwizdowie i rozdawałam
ulotki. za 5zł za godzinę.
są ludzie kulturalni, którzy się naprawdę potrafią zachować nawet jak nie
chcą tej durnej ulotki. nie jestem natrętna, nikomu tej makulatury do gardła
nie wciskam. ale spojrzenia co niektórych... pełne pogardy, wyższości,
paniusie w długich płaszczach i panowie w lśniących butach i kapeluszach. Ale
nie tylko. studenci, młodzi ludzie, nie spodziewałam się co niektórych
reakcji.
w sumie mocno mnie to nie ruszyło, ale... coś zawsze w człowieku zostaje.
to tak gwoli refleksji...
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • mama007 i jeszcze jedno 11.03.05, 18:36
      w pewnym momencie pomyślałam sobie, że w ciągu tych 7 godzin, które stałam na
      tym mrozie powinnam może siedzieć przed kompem, wklepać parę wzruszających
      postów na forum oddam/przyjme na przykład o tym jak to sypie się mój związek,
      jak nie mam do kogo się zwrócić, co odwala mój mąż, jak mnie ośmiesza i robi ze
      mnie idiotkę i alkoholiczkę wśród obcych ludzi... na pewno dałoby mi to dużo
      więcej niż 35zł na tym mrozie
      no, to już chyba wszystko co chciałam napisać, lepiej mi trochę (chociaż palce
      dalej mam nieruchome z zimna...)
      • czajkax2 Re: i jeszcze jedno 11.03.05, 19:08
        Praca nie chańbi,tak samo nie pochańbiło by cię gdybyś napisała że czegoś
        potrzebujesz. Czasy są cieżki i to nie wstyd prosić,tym bardziej ze są ludzie
        którzy mogą i chcą pomóc. Mi swego czasu kilka mam wysłało kilka ubranek dla
        córeczki,ja równiez wysłalak kilka paczek potrzebujacym. takie zycie. Ale
        rozumiem cie ze krępujesz sie pisac na Oddam/przyjme. Ja tez mimo ze znowu
        potrzebuje ubranek dla małęj,to na razie staram sie jakoś kombinowac sama.jak
        juz wszystkie manewry zawiodą to moze będe zmuszona poprosic o pomoc na
        forum.Inna sprawa czy ktos pomożesmile Trzymaj sie.Napisz czego potrzebujesz,to
        jezeli bym miala to chętnie wysle.
    • nchyb Re: żadna praca nie hańbi... czyżby??... 11.03.05, 18:36
      Mama007, rozdawanie ulotek ciebie nie hańbi. A to, że inni zakompleksieni na
      tobie się wyżywają, takie życie. Bądź ponad to! A jak nie, to pamiętaj co ci
      pisałam o możliwości nieszczęśliwego wypadku smile)
    • natunia1 Re: żadna praca nie hańbi... czyżby??... 11.03.05, 18:46
      Może zacznę od tego, że ja właśnie szukam pracy...

      I tak sobie kiedyś myślałam, ja siedzę w domu z dzieckiem, z marnym skutkiem
      szukam pracy, (muszę, wiadomo pieniądze) a tu ludzie robią kariery: dyrektorzy,
      kierownicy, menadżerowie, jeden ważniejszy od drugiego...

      Ale pomyśl, jak oni wszyscy by funkcjonowali, gdyby piekarz nie upiekł im
      chleba, palacz w elektrowni nie dorzucił węgla (wszystkie urządzenia biurowe
      kaputt)a zwykły tramwajarz nie dowiózł swego czasu na uczelnię (bo teraz mają
      własne bryki)

      Jeśli nikogo nie krzywdzimy, nie oszukujemy i pracujemy uczciwie to praca nie
      hańbi.

      A ci ludzie którzy zachowywali się tak jakby byli lepsi od Ciebie, tak naprawdę
      sami wystawili świadectwo o sobie
      Pozdrawiam
    • pannajoanna Re: żadna praca nie hańbi... czyżby??... 11.03.05, 18:47
      Mama007 ja nie dalej jak kilka dni myslalam o tych ulotkowiczach ...
      No i wlasnie bylam lekko przerazona. Zadko bywam w Centrum ale kiedy juz jestem
      i chca dac mi ta nieszczesna ulotke to zwyczajnie mowie dziekuje. Ale jestem w
      szoku jak inni ludzie sie zachowuja sad( Pogardliwe spojrzenia, mruczenie pod nosem.
      Czy naprawde zwykle slowo dziekuje - powiedziane nawet kilka razy tak wiele
      kosztuje ?? Moze boli ?? Nie wiem.
      Ale trzymaj sie. Pozdrawiam serdecznie
      • sowa_hu_hu Re: żadna praca nie hańbi... czyżby??... 11.03.05, 18:58
        nie masz sie czego wstydzić! wręcz przeciwnie - ja cie podziwiam że staoisz na
        takim mrozie i pracujesz...
        staraj sie nie przejmowac takimi ludźmi , różni po swiecie chodzą - kij im w
        plecy smile

        ps. jestes z krakowa?

        ps2 a na forum oddam/przyjme możesz napisac , czemu nie...
        • mama007 do sowy 11.03.05, 19:08
          tak, jestem z krakowa, ale jak nie znajde szybko stalej pracy to nie wiem czy
          dalej bede... sad
          i to nie chodzi o to, ze sie wstydze, bo tak nie jest. chcialam sie tylko
          podzielic refleksja z dzisiejszego dnia...
          poza tym wygladalam jak kretynka z tymi ulotkami smile wyczerpaly mi sie baterie w
          discmanie, wiec stwierdzilam, ze bede cwiczyc krok defiladowy (mam przysiege za
          tydzien), hihi, wygladalam co najmniej dziwnie, ale przynajmniej bylo mi
          cieplej smile))
          grunt to poczucie humoru big_grin
          • sowa_hu_hu Re: do sowy 11.03.05, 19:37
            a w jakim wieku jest twoja dzidzia? starsza od mojego marcela? mój ma 22 mies...

            jako kto chcesz pracować?
            widziałam juz kilka razy ogłoszenia o prace w sklepach z ciuchami... przyklejone
            na szybie są... chyba ze szukasz czegoś lepszego...
            a kupujesz sobie wyborcza co poniedziałek...?
            • mama007 Re: do sowy 11.03.05, 19:43
              jestem zainteresowana, przynajmniej ciepło...
              Asia ma półtora roku, po sezonie grypowym spróbuję ze żłobkiem. i tak miałam to
              w planach, bo mała zwyczajnie zaczyna się nudzić w domu... Tylko ja nie mogę
              pracować 8-20, bo nie zostawię jej w żłobku w takich godzinach... sad( i tu
              właśnie się cała sprawa komplikuje, bo nie jestem dyspozycyjna sad z tym
              największy problem.
              jak dojdzie jednak między nami do rozowdu (a pewnie tak, prędzej czy
              później...) to zostanę z nią sama w Krakowie, nie mam tu rodziny, raptem
              garstkę zajętych koleżanek, które czasem zajmą się małą, ale też same mają
              prace, studia itd...
              ciemno to widzę...
              ale do rodziców nie wrócę. uprę się jak osioł, będę roznosić i rozdawać te
              cholerne ulotki i tyle. nie wrócę.
              • sowa_hu_hu Re: do sowy 11.03.05, 19:46
                a dlaczego jej nie możesz w takich godzinach zostwic w żłobku?

                jaki rozmair nózki ma twoja mała? mam bartki granatowe z tamtego roku wiosenne
                rozm 21 - będą pasowały? nie wyglądają jak nówki ale tez nie sa zajechane - do
                gonienia w sam raz... ale chyba za duże co? a jaki rozmair ubranek nosi?
                • mama007 Re: do sowy 11.03.05, 19:53
                  hihi, Asia ma noge jak rodzice (ja 40,maz 45), ona teraz ma 25 z bartkow smile))))
                  wiesz co, sytuacja jest taka, ze ubranek, butow itp na razie nam nie brakuje.
                  jesli chodzi o nowe rzeczy to dostaje glownie od moich rodzicow, ja czasem
                  kupie cos w komisie albo na ciuchach. najwiekszy problem widze w ogolnym
                  utrzymaniu - trzeba placic za mieszkanie, dom, rachunki, jesc cos.... jak
                  zostane sama to bedzie ciezko
                  w zolbku na tyle godzin asi nie zostawie, to jest w ogole niemozliwe. chce
                  zostac w krakowie i zostane tu, dam z siebie naprawde bardzo duzo, ale z
                  drugiej strony - moze jednak lepiej bedzie mniej zarabiac i miec z dzieckiem
                  kontakt...? ona zapomni jak ja wygladam jak bedzie mnie widziala pol godziny
                  rano i pol godziny wieczorem.... na to nie pojde, to wyrzadzi jej wiecej szkody
                  niz pozytku...
                  a z mezem po rozstaniu nie bede jej chyba miala odwagi zostawic, bo on w tej
                  chwili w nerwach grozi ze mi ja odbierze itp. w nerwach jest gotowy to zrobic -
                  porwac ja czy cos. az sie boje o tym myslec
                  tylko nie piszcie, z ewyszlam za kretyn ai furiata. to juz wiem. jak rowniez
                  czesc zupelnie obcych osob, ktore wplatal w nasze prywatne sprawy...
                  no, to chyba tyle, eh...
                  • sowa_hu_hu Re: do sowy 11.03.05, 19:56
                    to niezłą ma nówżke smile jak mój marcel...

                    jesli masz ochote to napisz na priva - chętnie z tobą pogadam...

                    pozdrawiam

                    i wysyłam pozytywne fluidy zeby sie powiodło... musi!!!
      • mifka Re: żadna praca nie hańbi... czyżby??... 11.03.05, 19:08
        a ja zawsze biore te ulotki i oddaje na makulature bo wiem jak ciezko jest te
        cholerne 5 zl. zarobic. nie przejmuj sie przemadrzalymi dupkami i zaloz sobie
        na kurtke wielka koszulke z napisem -ja pracuje nie zebram! jesli kiedys trafi
        ci sie dziewczyna, ktora jest gotowa poczekac az podasz jej ulotke to na pewno
        ja. szanuje kazda prace zwlaszcza ta najciezsza i wiem, ze ludzi takich jak ja
        jest wiecej. naprawde wspaniale, ze mimo wszystkich klopotow starasz sie wziac
        sparwy w swoje rece i isc do przodu, niech ci glupi ludzie nie przeszkodza ci
        czuc sie dumna, ze pracujesz i nie chcesz obciazac innych swoimi klopotami.
        glowa do gory a tym najbardziej chamskim przechodniom zaserwoj swoj najslodszy
        usmiech-podziala lepiej niz obelga.
    • wegatka Re: żadna praca nie hańbi... czyżby??... 11.03.05, 19:31
      Właśnie niedawno rozmawiałam na ten temat z koleżanką. Uświadomiłam sobie, że w
      czasach gdy istnieje ogromne bezrobocie sporo ludzi uważa pewne zawody za
      hańbiące. Niektórzy ludzie po studiach, choćby nie mieli co do garnka włożyć,
      nie skalają się pracą fizyczną, bo nie po to się przecież uczyli, żeby teraz
      stać za ladą, albo pakować makaron czy rozdawać ulotki.
      U mnie w rodzinie jest małżeństwo mające poważne problemy finansowe, ale
      dziewczyna (po ekonomii) szuka pracy tylko w księgowości choć wielkiego
      doświadczenia zawodowego nie ma bo ona nie potrafi nic innego robić. Inny
      przykład: mąż nie pozwolił żonie iść do pracy w sklepie spożywczym (a długów
      mają więcej niż włosów na głowie) bo to taka podła praca, gdyby to jeszcze był
      sklep z ciuchami to owszem ale na spożywczy to on się nie zgadza.
      Pamiętam też jak po urodzeniu starszej córki spotkałam koleżankę, która została
      dyrektorem jakiejś tam firmy w WARSZAWIE (och!). Miała taką skrzywioną minę gdy
      usłyszała, że obecnie nie pracuję i zajmuję się dzieckiem (wcześniej pracowałam
      w sklepie z AGD), po czym rzekła " ale i tak chyba nie chciałabyś pracować w
      jakimś sklepie z kafelkami..." Zrobiło mi się wtedy najzwyczajniej w świecie
      przykro, po pierwsze nie sprzedawałam żadnych kafelków, a po drugie nie
      sądziłam, że stanie za ladą jest takim podłym zajęciem.
      Wygląda na to, że teraz wypada tylko marzyć o fotelu dyrektorskim albo w
      najgorszym przypadku o stanowisku sekretarki. A jeśli przypadkiem pracuje się w
      innym, mniej prestiżowym zawodzie, to wypadałoby się chociaż tłumaczyć, że to
      tylko sytuacja przejściowa.


      Pozdrawiam

      Wegatka
      • mama007 Re: żadna praca nie hańbi... czyżby??... 11.03.05, 19:40
        no właśnie,
        przy mnie stały dwie dziewczyny, też studentki (co prawda bez rodziny i tak
        dalej), ale tez się zaczęłam zastanawiać ile osób z tymi ulotkami ma wyższe
        wykształcenie. sporo, oj sporo....
        a odnośnie proszenia na forum. jak będę w sytuacji, że Asi nie będę miała w co
        ubrać, nie będziemy miały co jeść itp to poproszę na pewno. Ale póki mogę sama
        coś zrobić i mam taką możliwość to tak po prostu zrobię. i tyle. koniec,
        kropka.
        i staralam sie odpowiadac usmiechem, nawet krzyczalam "DZIEKUJE!!!" co
        niektorym takim najwazniejszym dopoki mi gardlo nie wysiadlo smile)))
    • agawka2 Re: żadna praca nie hańbi... czyżby??... 11.03.05, 19:34
      ja skończyłam pare lat temu psychologię, pracuję jako psycholog, obecnie robię
      certyfikat terapeuty, równocześnie kiedy tylko mogę pomagam moim rodzicom na
      straganie owocowo-warzywnym, ubieram się wtedy w swój ulubiony "zestaw
      straganowy" - koszula w kratę, czapka z daszkiem, rękawiczki bez palców itp i
      zasuwam łącznie z noszeniem skrzynek, worków, jeżdżeniem na giełdę duuużym
      samochodem, "negocjowaniem" ze straszymi paniami, dawaniem na krechę,
      podnoszeniem paniom doktor siat do domu......... i wiesz co? uwielbiam tą
      robotę, odpoczywam od swojej pracy, dystansuję się i patrzę z góry... na
      paniusie w długich płaszczach i panów w kapeluszach, głowa do góry
    • anjaa13 Re: żadna praca nie hańbi... czyżby??... 11.03.05, 20:23
      ja wsrod swojego "doswiadczenia zawodowego" rowniez rozdawalam ulotki na placu
      targowym i wiem o czym piszesz.Roznosilam tez po blokach gazetki ze sklepow.Nie
      masz pojecia jak ciezko bylo sie doprosic zeby ktos mnie wpuscil.
      Nie przejmuj sie i mysl sobie ze robisz to dla swojej malej
      Ania
    • kapustek81 Re: żadna praca nie hańbi... czyżby??... 11.03.05, 20:43
      ja osobiscie staram sie zawsze wziąść ta ulotkę. nawet jeśli za chwilę mam ja
      wyrzucić (bo to juz 10 dziś..smile).
      podziwam Cie za to że wytrzymujesz smile
      ja tez jestem z k-wa,też szukam pracysad,też próbuje się tu utzrymac i zostać,
      mam 4,5 letnia córeczkę,wiec jakbyś cos potrzebowała to chętnie pomogę.a jak
      masz ochote pogadać napisz na priv smile
      trzymaj sie ciepło smile
      pozdr
    • karola.v Re: żadna praca nie hańbi... czyżby??... 11.03.05, 21:07
      No własnie skąd to sie bierze?Buractwo i słoma z butów u ludzi,którym sie
      wydaje,ze posadka sekretarki/dyrektora/menagera jest wystarczającym powodem,zeby
      czuc sie lepiej i patrzec na innych z góry.
      Wielu jest takich niestety.Szkoda,ze tacy zapominają ze nic nie trwa wiecznie i
      ze nie wiadomo co sie jeszcze w życiu wydarzy.

      Odkad skonczyłam siedemnaście lat ciagle pracuję.
      W dzień chodziłam do liceum,a wieczorami opiekowałam sie dziećmi,pracowałam też
      w sklepie spozywczym.Nigdy nie musiałam pracować ale zawsze chciałam,odkąd
      pamiętam podobała mi sie moja niezależnosć zwłaszcza ta finansowa.
      Dzisiaj mamy z męzem własna firmę,zaczynalismy od zera.Kiedy otworzylismy nasz
      pierwszy sklepik mąż stał za ladą a ja roznosiłam ulotki żeby przyciagnąć
      klientów.Pracowalismy na zmiany,w przerwach biegałam dokarmiać piersia moja
      wówczas 9-miesięczną córcie,którą kiedy my pracowalismy zajmowała sie moja teściowa.
      Udało nam sie.Stworzylismy sporą firme,zatrudniamy
      ludzi,produkujemy,handlujemy.Jesteśmy zadowoleni.
      Na szczęscie w głowach nam się nie poprzewracało smile
      Nadal zdarza się ze sama stoje za ladą w swoich sklepach(kiedy ekspedientki mają
      wolne),ciągle biegam z kartonami,zawoze towar do klientów.Nie raz jestem
      umorusana i rozkopana.Niedługo otwieramy trzeci sklep,znowu stanę na chodniku i
      będe rozdawała ulotki i słodko uśmiechała się do przechodniów.
      Taki lajf smile
      Mamo nie przejmuj się buractwem innych,wokół ciebie jest wielu miłych i
      sympatycznych ludzi,na takich zwracaj uwagę smile
      pozdrawiam
      • asiax Re: żadna praca nie hańbi... czyżby??... 11.03.05, 23:17

        A ja napiszę dlaczego tych ulotek nie biorę. Wydaje mi sie że ten proceder z
        ulotkami, zaśmiecającymi póxniej ulice miast jest nieekologiczny. Nic nie mam do
        osób je rozdajacych, wiem, że to ciężka praca ale ulotek nie biorę bo nigdy mi
        nie są potrzebne, to śmieci.
        I może dlatego niektórzy ludzie tak niechętnie patrzą na ulotkowiczów...
        Asia
        • nanuk24 Re: żadna praca nie hańbi... czyżby??... 11.03.05, 23:46
          Bo taka niechciana ulotke, ktora sie bierze trzeba wrzucic do kubla na smieci i
          juz balaganu na ulicy nie bedzie.

          Ja ulotki zawsze biore z usmiechem na twarzy. Nigdy mi nie sa potrzebne, ale dla
          mnie zaden wysilek wyrzucic.
          • mifka Re: żadna praca nie hańbi... czyżby??... 11.03.05, 23:53
            a dla mnie sa czasem zrodlem calkiem cennych info. na przyklad w ten sposob
            dowiedzialam sie o targu organicznych produktow i bylo to najlepsze odkrycie
            roku. zabieram te ulotki do domu i wrzycam do pudla z papierami, ktore sa
            powtornie przerabiane. i jakos nie umieram od pelnych kieszeni a zato mam
            swiadomosc, ze moze wlasnie pomoglam komus, kto z ledwoscia na swoj obid
            zarabia. bardzo poprawia samopoczucie.
            • nanuk24 Re: żadna praca nie hańbi... czyżby??... 11.03.05, 23:59
              No i wlasnie dlatego biore te ulotki, bo wiem, ze rozdawanie to praca -
              niewdzieczna do tegosmile
    • wieczna-gosia Re: żadna praca nie hańbi... czyżby??... 12.03.05, 03:02
      ZAWSZE biore ulotki wink

      Praca wyjatkowo niemila w tej aurze, trzymaj sie mama, a pani w lsniacych
      bucikach niech uwaza bo sie poslizgnie jak nos bedzie zadzierac....
    • p_swiat Re: żadna praca nie hańbi... czyżby??... 12.03.05, 08:11
      Oczywiście , że nie hańbi!!! bo dlaczego ma ??? Praca jak każda inna tylko moze
      być mniej lubiana przez ciebie , gorsza sprawa jeśli Ty sie w niej źle czujesz,
      marzniesz itp. Zanm ludzi którzy wola siedzieć w domu użalać sie , labidzić do
      wszystkich , lae nie podejma sie takiej praacy. Czasami nawet mam wrażenie, że
      nie ma bezrobocia w polsce kiedy moj mąż zatrudniał pracowników to mieli takie
      wymagania, że mi sie mózgg przestawiał i w końcu niektórzy nie podjeli pracy a
      dlaczego bo jesli maja pracowac ciężko i za dobre pieniądze to wolą siedzieć na
      zasiłku bo po co sie troszkę wysilać.
      Ja od skończenia ogólniaka pracowałam jako roznosiciel ulotek, na promoocjach
      po 10 -12 godz. potem dopiero mi sie udało znaleść dobrą pace.
      Popytaj wśród koleżanek może jakieś sprzątanie 2, 3 razy w tygodniu moja
      koleżanka tak dorabia 2X w tygodniu po 8 godzin zarabia na miesiąc 400 zł ja
      tez popytam kogośsmile Napisz mi na priva pola.s@poczta.fm co potrafisz itp
      też jestem z Krakowasmilesmile TRZYMAJ SIĘ
    • mamadwojga Pytanie o ulotki 12.03.05, 08:30
      Ja nigdy nie biorę ulotek bo nie lubię śmiecenia. A brać coś po to tylko żeby
      wyrzucić do kosza za rogiem to dla mnie marnotrawstwo. Zawsze grzecznie
      dziękuję za proponowaną ulotkę i nigdy mi się nie zdarzyło głupio spojrzeć na
      kogoś kto je rozdaje. Dla mnie NAPRAWDĘ żadna praca nie hańbi. Sama pamiętam
      jak mój mąż (mgr inż.) sprzedawał lody bo nie mieliśmy co jeść a Misia była
      maleńka.
      Pytanie o ulotki brzmi:
      Czy osoby je rozdające mają płacone za godzinę czy za rozdaną ulotkę??
      Bo może zacznę brać tylko po to żeby takim osobom pomóc???
      • kalina_p Re: Pytanie o ulotki 12.03.05, 08:35
        No właśnie o tym samym myślałam. Ja nie biorę, bo dla mnie też jest to
        marnotrawstwo, nie lubię tego widoku, jak tysiące ulotek zaśmieca centrum
        miasta. Niestety, sorry. Natomiast mąż zawsze bierze i wyrzuca potem do kosza.
        Oczywiście, jest to wyjście ale przez to kosze się szybko przepełniają i ulotki
        tak czy siak lądują na ulicy.
        • mama007 odpowiadam i małe sprostowanie jeszcze :) 12.03.05, 11:34
          ja miałam za godzinę i musiałam swoje wystać. Z tego co wiem część osób ma od
          ulotki. Było kilka (głównie młodych) dziewczyn, które się zatrzymywały i z
          uśmiechem mówiły "dawaj więcej, co tu będziesz stała do wieczora!!".
          I sprostowanie - mi naprawdę nie chodzi o to, że ludzie ich nie biorą!! niech
          nie biorą, naprawdę, nie mam żadnego żalu, bo w gruncie rzeczy co mnie obchodzi
          kto to weźmie, a kto nie? tylko można to zrobić uprzejmie - podziękować,
          powiedzieć "już mam" na przykłąd albo chociaż głową pokręcić z uśmiechem. Ale
          są tacy, dla których taki gest to zbyt dużo, może uważają się za zbyt dobrych
          (wykształconych??), żeby kulturalnie się zachować.
          I jeszcze jedno - czułam się tam źle tylko dlatego, że było strasznie zimno. W
          lecie mogłabym stać i się uśmiechać, naprawdę. Ale tak zmarzłam, że nie
          przespałam nocy z bolącym gardłem i dzisiaj nie mogę mówić sad a 2 tygodnie temu
          miałam grypę, we wtorek mam egzamin z unitarki, w czwartek praktyczny z musztry
          (muszę być na chodzie, bo to niezły wycisk...), a w sobotę ma przysięge, nie
          mogę pójść z czerwonym nochalem i chrypą....
          i to chyba głównie dlatego jestem taka rozżalona...
          aha, i jeszcze jedno. myślę, że te moje ulotki to nie były takie totalne
          śmieci. ja przynajmniej bym wzięła, chociaż często dziękuję i nie biorę. To
          była ulotka nowego EMPiK-u, który ma zostać otwarty w Galerii Kazimierz. jak
          ktoś chce to kilka mi zostało i leżą, mogę się podzielić smile))))
          pozdrawiam
          • mayessa Re: odpowiadam i małe sprostowanie jeszcze :) 12.03.05, 12:12
            U mnie placili za godzine ale w czasie tej godziny trzeba rozdac pewna
            okreslona ilosc-nie pamietam 100 czy 150 czy jakos tak.Wiec bierzcie ulotki
            wszystkie Emamy!!
    • black_currant Re: żadna praca nie hańbi... czyżby??... 12.03.05, 11:38
      Ulotki biorę zawsze. Potem w 99% wypadków wyrzucam. Czaaaaasem trafi się coś, co
      mnie akurat zainteresuje.

      ---------------------------------------
      Ania - podwójna mama październikowa smile
      Emilka (1.10.2001)
      Grześ (18.10.2004)
      • mayessa Re: żadna praca nie hańbi... czyżby??... 12.03.05, 11:52
        Ja czasem jak stoje na promocjach to tez rozdaje ulotki a kiedys to tez bez
        promocji-po prostu ulotki na ulicy.Wiem jak sie trzeba narobic ale powiem
        Wam,ze nigdy nie spotkala mnie zadna przykrosc-niektórzy nie biora inni biora
        ale zadnej miny i komentarza nie zauwazylam.Zawsze biore ulotki od rozdajacych
        i cala moja rodzina tez ma to zapowiedziane-moga wyrzucac ale brac MUSZA!
    • sowa_hu_hu mama007 12.03.05, 11:54
      myslałam że do mnie napiszesz... bu
      sama bym napisała ale nie wiem czy sobie tego życzysz...
      myslałam ze może chciałabys pogadac...
    • aluc Re: żadna praca nie hańbi... czyżby??... 12.03.05, 11:58
      nie hańbi smile
      ale ja ulotek nigdy nie biorę, jakiś taki mechanizm mam wbudowany, że nawet
      jak się ktoś o godzinę chce zapytać, to się uśmiecham, mówię "dziękuję" i idę
      dalej smile

      i gazetę też wolę kupić w kiosku niż na skrzyżowaniu, co nie znaczy, że uważam
      pracę gazeciarzy za hańbiącą, a tylko tyle, że mam lekką fobię na punkcie
      opuszczania szyby w takim miejscu i nie chodzi tu o gazeciarzy
    • aleksandrynka dziękuję 12.03.05, 13:34
      po przeczytaniu tych postów zastanowiłam się trochę i...
      Do tej pory nie brałam ulotek, wychodziłam z założenia, że ktoś mi chce coś
      dać, ja nie chcę wziąć, dziękuję, i po kłopocie. Makulatura mi zbędna,
      angielski znam, na wczasy nie pojadę, kurs komputerowy niepotrzebny. Ale...
      Dałyście mi do myślenia. Nie myślałam o tej drugie stronie, szanowałam ich
      pracę, nie raz podziwiałam, że stoją na mrozie/upale, ale po prostu
      twierdziłam,ze te oferty nie do mnie i nie będę sobie zaśmiecać torby. I wiecie
      co? Od dziś będę. Może taka mama007 dzięki temu wcześniej wróci do domu, do
      dzieci... Dzięki za otwarcie oczu na drugą stronę medalu.
      • cocollino1 Re: dziękuję 12.03.05, 13:39
        I ja się pod tym podpiszę. Bo na mnie tak samo ten post podziałał.smile)
        • mayessa Superowo!!!!!!! 12.03.05, 13:40

        • mynia_pynia Re: dziękuję 12.03.05, 14:31
          Na mnie też podziałało ale kilka lat temu jak kumpela tak dorabiała, i od tego
          czasu zawsze zbieram, czasami jak mam dobry humor to nawet nie wyrzucam do
          pierwszego kosza (zawsze wcześniej czytam)ale ide z tymi ulotkami i tak po 15
          min spacerowania ul Świdnicką we Wrocławiu można się pochwalić niezłą
          kolekcją wink
    • kawka74 Re: żadna praca nie hańbi... czyżby??... 12.03.05, 14:04
      też kiedyś sterczałam - bez względu na pogodę - z ulotkami pod urzędem podatkowym. Wiele osób traktowało mnie jak pomiotło, które ani się kształci, ani rzetelnie pracuje (o tak, pracowali tylko oni, interesanci urzędu), tylko wykpiwa się machaniem plikiem kartek. Na szczęście nie wszystkie. Płacono mi za czas rozdawania, nie za ilość rozdanych ulotek. W każdym razie od tego czasu biorę ulotki jak leci, potem przeglądam, segreguję i większość wyrzucam. No, chyba, że to trzecia taka sama ulotka: wtedy uśmiecham się i odmawiam. Jak wezmę te kilka papierków, nikomu krzywda się nie stanie, a może ktoś szybciej skończy pracę.
    • aniael Re: żadna praca nie hańbi... czyżby??... 12.03.05, 14:58
      Oj, jak ja Cię rozumiem. Jestem z wyższym wykształceniem (filolog polski), a
      jestem zatrudniona w urzędzie państwowym na stanowisku ankietera. Moja praca
      polega na tym, że ankietuje się gospodarstwa domowe zamieszkujące pod
      wylosowanymi adresami. Dodam, że te badania ankietowe są anonimowe. Muszę
      chodzić do prywatnych mieszkań, domów, przeprowadzać czasem długie ankiety. Za
      niektóre ankietowani ludzie dostają symboliczną zapłatę (ok 30 zł). Mam
      określoną iość ankiet, które muszę zrobić w miesiącu. Jak ludzie reagują -
      łatwo się domysleć. Na 10 czasem zgadza się raptem jedna. Musi być
      przestrzegana kolejność adresów, więc czasem chodzę po osiedlu (wtedy pół
      biedy), lub po wsi (tragedia, zwłaszcza gdy w danej miejscowości jest "stara"
      numeracja domów, według kolejności w jakiej powstawały, trudno wtedy
      gdziekolwiek trafić), jesli na dodatek jest zima - tragedia do kwadratu, bo nie
      jestem zmotoryzowana. Już nie pamiętam ile razy wracałam z "pracy" kompletnie
      zdołowana, zaryczana, przemarznięta do szpiku kości, z ani jedną nie
      przeprowadzoną ankietą. Nawet sobie nie wyobrażacie okrucieństwa ludzi,
      chamstwa. Byłam traktowana jak jakaś przybłęda, próżniak, sama już nie wiem
      kto. Najprzykrzej zapamiętałam potraktowanie mnie przez pewną panią -
      pracownika naukowego pewnej szacownej uczelni. Jej mąż udzielił mi odpowiedzi
      na ankietę. Kiedy parę dni póżniej przyniosłam im pieniążki, ową symboliczną
      sumkę, pani urządziła mi karczemną awanturę. Już nie pamiętam słów, które wtedy
      wykrzykiwała. Jej mąż odprowadził mnie do drzwi i przepraszał za żonę. Widać
      było, że jest mu głupio.
      Te dziesiątki kilomatrów przemierzane na nogach, bo do niektórych "dziur" nie
      dojeżdża żadna komunikacja, bywało, że musiałam chodzić przez las, bo to była
      najkrótsza, choć nie zawsze najbezpieczniejsza droga. I to wszystko za
      niespełna 700 zł miesięcznie.
      Teraz jestem na wychowawczym i marzę, by znaleźć inną pracę...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka