Dodaj do ulubionych

Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylematy..

19.03.05, 10:45
Zaczne od tego, że moja mama ma 64 lata a tata 72.

Moi rodzice obecnie mieszkają w naszym (częściowo) mieszkaniu w bloku w innym
niż my mieście. Mają swój domek na wsi ale pod lasem, daleko od sklepu (3 km)
i bez żadnych wygód (wychodek na dworze, studnia). Od kilku już lat
wyprowadzają się stamtąd na zimę bo nie dają sobie rady - jak jest duzo
śniegu to mama nie daje rady pójśc po zakupy, jest schorowana a tata jest po
wypadku (chodzi ale jest dość niedołężny a poza tym cierpi na zanik komórek
mózgowych). Wyprowadzali się przeważnie do mojej siostry - tam mieli
najbliżej.
Ale.... nie podobało im się... W domu u mojej siostry podobno było zimno i
głodno - tak mówi moja mama, a poza tym nie za bardzo dogadywali się ze
szwagrem.
W tym roku są zachwyceni - mieszkają w bloku, cieplutko, sami, do sklepu 3
kroki, ciepła woda, łazienka... mają blisko do lekarza (przychodnia w tym
samym budynku)! - to też bardzo ważne w ich stanie zdrowia.
Codziennie wpada do nich mój brat, siostra, wnuki...

Kiedyś już pisałam, że mieszkanie w którym oni teraz mieszkają jest zapisane
na mojego męża ale z zastrzeżeniem, że nie jest ono tylko i wyłącznie jego (w
przyszłości do podziału na 3).... więc moi rodzice nie mogą tam wiecznie
mieszkać.
Czekają tak na prawdę na to aż my znajdziemy jakieś mieszkanie do kupienia i
umowa jest taka, że wprowadzają się razem z nami i pomagają nam spłacać
kredyt a tak na prawdę to dopóki będą żyć będą nam ten kredyt spłacać a i na
remont jakiś wystarczy - mają spore renty.

Myslałam o tym wszystkim i wydawało mi się proste, fajne i w ogóle... ale
teraz... boję się bardzo! Boję się ich niedołężności, tata ma problemy z
potrzebami fizjologicznymi, boję się ich śmierci w moim domu - pewnego dnia
to sie przecież musi stać.

Prawda jest taka, że dwóch moich braci mają ogromne domy (po części nie
wykorzystane) i nawet nie pisnęli nigdy o tym żeby wziąść starych rodziców do
siebie - dlaczego? Może dlatego, że to synowie a nie córka, że może synowa
sie z teściami nie dogada, że będą im garbem, że trzeba będzie sie nimi w
przyszłości zająć. No ale zaraz - przecież ktos to i tak kiedys musi zrobić.
No i mama bardzo chce jednak ze mną tą starość spędzić ale jesli ja nie
zechcę to ona się pogodzi i koniec końców wróciliby do starego domku pod
lasem. Ostrzega mnie tylko - "żebys wiedziała co na siebie bierzesz".
Ja też chcę - bo rodziców bardzo kocham no i korzyści jakies też będę z tego
miała (ten kredyt i dzieci przypilnują) ale boję sie okropnie.....

Dziewczyny, może jest któras w podobnej sytuacji, proszę pocieszcie mnie
jakoś, dajcie jakieś wskazówki, naprowadźcie na słuszny tok myslenia....
Nie wiem jak to będzie... co ja pocznę jak moja mama się rozpłacze od czasu
do czasu (to strasznie wrażliwa kobieta), będzie mi przykro, będę myślała, że
może im u mnie bardzo źle, że cos powiedziałam nie tak...
A tata? wspominałam o zaniku komórek mózgowych. On czasem zapomina, cos mu
się wydaje, płacze - ja nie wiem czy dam radę to ogarnąć psychicznie.
Dodac jeszcze muszę bo to ważne - mój mąż jest jak najbardziej na tak.
Obserwuj wątek
    • suffo Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 11:08
      Twoja sytuacja jest moralnie trudna. Wiem, ze nie chcesz skrzywdzic rodzicow i
      czujesz sie w obowiazku zapewnic im starosc w godnych warunkach, w szczesciu.
      Jednak bardzo dobrze rozumiem Twoj strach przed smiercia rodzicow w domu, przy
      Tobie i Twoich dzieciach. Mysle, ze nie nalezy do tego dopuscic. Ja przezylam
      ostatnio smierc babci - prawie na moich rekach, w moim domu. Na szczescie
      mialam mozliwosc wyslania synka do mamy. Konanie jest przerazajace i moze
      zostawic trwaly slad w psychice doroslego czlowieka, nie mowiac o dzieciach.
      Osobiscie uwazam, ze najlepszym rozwiazaniem dla wszystkich (osoby starej,
      schorowanej i jej rodziny) jest dobry Zaklad Opieki Leczniczej. Jednak jest to
      ostatecznosc, na ktora zawsze przyjdzie pora. Wczesniej sprobowalabym
      zamieszkac z rodzicami. Z tego co zrozumialam, na razie nie jest z Twoimi
      rodzicami, az tak zle, nie potrzebuja opieki 24 godziny na dobe i nie sa
      zagrozeniem dla otoczenia. Poniewaz choroba neurologiczna ojca moze sie
      nasilac, w pewnym momencie mozecie nie dac rady. I wtedy proponowalabym
      rozwazyc ZOL. Nalezy byc dobrej mysli, optymistycznie nastawionym, jednak
      myslec z wyprzedzeniem.
      • koleandra Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 11:19
        Z moimi rodzicami nie jest źle teraz - mama jest w pełni sprawna fizycznie,
        cierpi tylko na kilka chorób - miażdżyca, migrena, nieżyt zołądka i chyba cos
        jeszcze z ciśnieniem... Jeśli by się o jej zdrowie dbało, to ona jest na prawdę
        w pełni sił. Mogłaby sie zająć moimi dziećmi, ja mogłabym pójśc do pracy...
        Najbardziej boję sie o jej nerwy, bo jak się będzie u mnie męczyła psychicznie
        to łatwo wpędzi się w chorobę.
        Gorzej z moim tatą - tak to jest też nie najgorzej ale ma on swoje lata, czasem
        nabrudzi w łazience, sam koło siebie wszystkiego nie zrobi ale chodzi, nie jest
        leżący. Opiekuje sie nim mama - myje go, dopilnuje w ubikacji, poda jedzenie,
        wyjdzie z nim na spacer - i tyle.

        ZOL? Myslałam o tym.... ale wydaje mi się to takie okrutne! Toz to jak
        odtrącenie własnych rodziców! To tak jakby córce sie nie chciało i oddała dla
        świetego spokoju do zakładu. A tam różnie się ludzi traktuje... zresztą nie
        wiem.
    • lila1974 Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 11:45
      Koleandro!
      Znam nieco Twoją sytuację z innego wątku, ale nie w tym rzecz.
      Mam jeszcze młodych rodziców, więc ten problem na razie mnie nie dotyczy ale ...

      Byłam w sytuacji, kiedy mama zachorowała na kręgosłup i jakikolwiek ruch z jej
      strony był nie możliwy. Wszystkie czynności musiała wykonywać w czyimś
      towarzystwie - nawet te najbardziej intymne. Było dla mnie oczywiste, że muszę
      się nią zająć. Tak jak oczywiste jest, że zajmę się nimi na starość (też mam
      rodzeństwo, ale nie zastanawiam się nard tym, co oni myślą - mam o nich jak
      najlepsze zdaniu i wierzę, że dla nich też jest to oczywiste). Starość może być
      straszna, ale nie musi. Po części zależy to właśnie od nas - dzieci.

      Osobiście nie wyobrażam sobie oddania rodziców do domu opieki. Nie oznacza to
      oczywiście, że potępiam tych którzy decydują się na ten krok. Za bardzo kocham
      rodziców by fundować im takie rozczarowanie.

      Za to ciężko mi sobie wyobrazić, że obsługłuję w ten sam sposób teściów. Mój
      mąż zapewne też ich nie odeśle w przyszłości do domu opieki, więc być może będę
      musiała zająć się nimi. Będzie mi napewno dużo trudniej, ale zasady są te same.
      Twoje serce Ci podpowie, co robić, bo z tego co piszesz (i pisałaś) jawisz mi
      się osobą dobrą i mądra.

      Życzmy naszym bliskim dobrego zdrowia.
    • sally_zielona Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 12:08
      Koleandro,

      Nie chcę Ci nic radzić. Sytuacja jest niewątpliwie trudna, ale decyzja należy
      do Ciebie. Niestety, nie ma idealnego rozwiązania. Musisz liczyć się z tym, że
      gdy weźmiesz rodziców do siebie, pewien luksus i spokój zostanie Ci odebrany (i
      twojej rodzinie). Piszesz, że teraz mama jest sprawna, ale nie wiadomo jak
      długo jeszcze będzie. Tatą już trzeba się zajmować. W przyszłości wszystko to
      spadnie na Ciebie. Z drugiej zaś strony, gdy oddasz rodziców do Zakładu nigdy
      sobie tego nie wybaczysz.
      Wiesz, ja raczej rzadko pisuję na forum. Teraz zabrałam głos, ba sama byłam w
      takiej sytuacji. Jak już powiedziałam, nie chcę Ci radzić, ale mogę coś napisać
      ze swojego doświadczenia.
      Przez wiele lat mieszkałam ze starszym człowiekiem. Nigdy myśl o oddaniu go do
      zakładu nie przyszła mi do głowy. Nigdy bym tego nie zrobiła - On tak się bał
      tego, że kiedyś Go oddamy. Nigdy nie daliśmy Mu powodów, by tak myślał, ale
      miał znajomych, którzy mieszkali w domu starców.
      Na początku nie było źle. Od razu, jak zamieszkał z nami wiedziałam, że trzeba
      się Nim opiekować. Porównując z Twoimi rodzicami oceniam, że jego stan zdrowia
      był gorszy niż Twojej Mamy lecz lepszy niż Taty. W każdym razie na Jego
      jakąkolwiek pomoc w domu nie mogłam liczyć. Wtedy był jeszcze w miarę
      samodzielny. Z czasem stan Jego pogorszył się znacznie. Zarówno stan fizyczny
      jak i psychiczny. Opieka była bardzo trudna. Nie chcę tu opisywać szczegółów (i
      tak strasznie się rozpisałam) ale miałam chwile zwątpienia. I czasami bałam
      się. Na szczęście nie byłam sama. Bardzo pomagał mi mąż (dlatego, gdy jakiś
      czas temu w pewnym wątku przeczytałam, że można brzydzić się butów swojej
      teściowej to aż mną zatrzęsło; a co będzie, gdy teściową trzeba będzie
      zaprowadzić do ubikacji i posadzić na sedesie, ubrać, wsadzić do wanny,
      opatrzeć odleżyny? rozumiem, że w takim przypadku zięć będzie trzymał się z
      daleka, bo będzie się brzydził? no, ale to tylko taka dygresja nie na temat,
      sorry, poniosło mnie).
      Teraz Jego już nie ma, a ja cały czas czuję pustkę i pewnie będę ją czuła do
      końca życia. Prawdopodobnie, gdyby zajął się Nim ktoś inny, a ja tylko
      przyjeżdżałabym w odwiedziny, to teraz czułabym się inaczej. Lepiej. Nie byłoby
      tego bólu. Ale wiesz co ? Nie oddałabym tych lat za nic. Mimo tego, że kiedy
      moi znajomi chodzili na dyskoteki i jeździli pod namiot, ja byłam uwiązana do
      domu i nie mogłam go opuścić na dłużej niż kilka godzin i nigdy w nocy.

      Nic nie radzę. Nie oceniam ludzi, którzy oddali swoich bliskich do domów
      opieki. Po prostu w pewnym momencie trzeba podjąć decyzję czy ważniejsze jest
      własne szczęście i spokój, czy drugiego człowieka. Mam nadzieję, że za
      kilkadziesiąt lat mój syn podejmie decyzję taką jak ja na starcie w swoje
      dorosłe życie. Mam nadzieję, że jego miłość do mnie sprawi, że nie będzie się
      mnie brzydził. Mam nadzieję, że jego żona otoczy mnie jeśli nie miłością, to
      przynajmniej szacunkiem, nawet, jeżli będę mówiła od rzeczy ...

      Jeśli chciałabyś porozmawiać, napisz na priv.

      Sally
      • sowa_hu_hu Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 12:18
        koleandro nie wiem co ci doradzić bo sama nigdy nie byłam w takiej sytuacji choć
        nie raz sie nad tym zastanawiałam co ja bym zrobiła... i tak naprawde wiele
        rzeczy rozbija sie o pieniądze , bo gdyby sie je miało to wynajełoby sie super
        pielegniarke do domu ktora zajmowała by sie rodzicami kiedy my nie możemy...
        tudna jest twoja sytuacja... przykro mi ze musisz stawac przed takimi dylematami...

        chciałabym ci polecic wspaniały film - chyba najlpeszy jakikiedykolwiek w zyciu
        widziałam - nawiżujący do tego o czym piszesz... nazywa sie "wtorku u moriego" -
        może już widziałas? jesli nie naprawde koniecznie obejrzyj...

        pozdrawiam
    • kolorko Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 12:24
      Koleandro, masz brdzo trudną sytuację. Mam rodziców prawie w tym samym wieku ,
      co twoi ( 65 i 72), stopień "sprawnosci" też podobny, też mieszkają na wsi,
      tyle, że z bratem i jego rodziną. W takiej sytuacji jak Ty, wzięłabym rodziców
      do siebie, choć dla nich nie byłaby to idealna sytuacja, żle się czują w
      mieście, "duszą" się tu, tym bardziej, że mieszkamy w mieszkaniu, bez choćby
      małego ogródka. Łatwo nie będzie, przynajmniej nam trudno byłoby sie
      przestawić, przyzwyczailismy się do samodzielnego mieszkaniasmile Ale ogromny plus
      za stały kontakt dzieci z dziadkami, a jak jeszcze mama będzie mogła z nimi
      zostać, żebyś mogła pracować, to juz wogóle prawie rajsmile)
      Pozdrawiam serdecznie i zyczę powodzenia, bo mam wrażenie, że decyzja już
      zapadłasmile)
    • lajlah Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 12:27
      Koleandro rozumiem Cię doskonale. Mam podobną sytuację. Moi rodzice nie
      mieszkają z nami, ale wiem, że kiedyś przyjdzie ten moment kiedy będe się
      musiała nimi zająć.
      Z mamą nie ma kłopotu, to wspaniała i wyrozumiała osoba, ale ojciec... lekoman
      (nawet swoje pigułki antykoncepcyjne będe musiała chować, to nie żart),
      charakter okrpony, awanturnik, nic mu nie odpowiada. Wymyśla sobie niezliczone
      choroby ( ma już raka, prostatę, wrzody na wszystkich narządach) a tak naprawdę
      końskie zdrowie, co potwierdził lekarz.
      COż mogę, życzę dużo siły i pozdrawiamsmile
    • koleandra Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 13:16
      Dzięki Wam za wszystkie posty. Chociaż troche mnie pocieszyłyscie. No, łatwo
      nie będzie a w ogóle to jakos to trudno przewidzieć. Moi rodzice przyzwyczaili
      się do miasta, nie chcą wracac na wieś. Tutaj gdzie mamy zamiar mieszkac to
      takie troszke miasto, troszkę poza miastem bo uliczka maleńka, cichutka ale do
      centrum parę kroków. No i nie jest to mieszkanie w bloku więc jest chociaz te
      dwa metry podwórka jakby chcieli sobie na ławeczce posiedziec smile
      Tak bym chciała zeby sie tutaj dobrze czuli...
      Decyzja niby juz podjęta bo nie za bardzo byłoby sie jak z tego wycofać no ale
      ja się tak jednak trochę boję. Cóż, zycie nie jest łatwe.

      Dzięki jeszcze raz smile
      • fra_mauro Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 14:03
        Koleandro, a bracia ?! Wspomnialas przeciez ze masz braci. Dlaczego chcesz caly
        ciezar decydowania o przyszlosci rodzicow brac wylacznie na siebie ? A panowie
        co? Beda stac i patrzec z perspektywy swoich wygodnych domow ? Nie daj zrzucic
        wszystkiego na siebie i koniecznie urzadz narade rodzinna. Jesli braciszkom nie
        w smak codzienna opieka nad starymi rodzicami, niech chociaz partycypuja w
        jakis inny sposob -finansowo,"transportowo" etc. I niech im sie przypadkiem nie
        wydaje, ze majac rodzicow pod swym dachem bedziesz miec z ich strony Bog wie
        jaka pomoc. Niestety, zamieszkiwanie z osobami starszymi i schorowanymi-nawet,
        gdy sa to nasi rodzice- jest sytuacja trudna psychologicznie i twoi bracia
        doskonale o tym wiedza. Zycze wytrwalosci, smile
        • koleandra Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 14:17
          A no własnie.... bracia! To jest dla mnie zagadka trochę...
          Obydwaj mają wielkie domy (piętrowe) i po dwójce dzieciaków. Zarówno u jednego
          jak i u drugiego część pokoi stoi pusta.
          Ale oni nie chcą, ze wzgledu na swoje żony, które nie za bardzo dogadują się z
          teściami i nie wiem czemu jeszcze... no bo dwie gospodynie w domu to już tak
          jakby za dużo a jeszcze jak to jest córka to ok ale jak synowa to już mogą byc
          zgrzyty...
          No ale ja mam 6 rodzeństwa... i nikt się nie kwapi, no nikt! czy to może tylko
          ja taka głupia jestem czy co? bo już nie wiem...
          • sowa_hu_hu Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 14:19
            nie ejstes głupia , masz wielkie serce! i nie zapominasz że ci ludzie to twoi
            rodzice...
            moim zdaniem jestes wspaniała smile
      • suffo Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 14:12
        Nie mylcie dziewczyny ZOLu z domem starcow. Ja uwazam, ze w domu starcow
        niektorym osobom moze byc jak w niebie - maja towarzystwo w podobnym wieku, z
        podobnymi przezyciami, doswiadczeniami, chorobami. Zawsze ktos jest blisko
        (tego w domu nie da sie zagwarantowac). Jednak niektore osoby na pewno za nic w
        swiecie nie chcialyby trafic do domu starcow, bo uznalyby to za odtracenie.
        Jednak w przypadku powaznych schorzen, a do takich naleza niektore choroby
        neurologiczne, nie kazdy jest w stanie zagwarantowac nalezyta i fachowa opieke.
        Nie chodzi tutaj o starcze narzekania, niedoledztwo. Chodzi o calkowite
        przykucie do lozka, o problemy z przelykaniem, a co za tym idzie z jedzeniem i
        piciem, o problemy z podstawowymi czynnosciami fizjologicznymi, z mowa, z
        zaburzeniami umyslowymi (wychodzenie nago na balkon i krzyki, ze morduja,
        odkrecanie gazu). Moja babcia wazyla 40 kg, a ja po 1 dniu przewijania jej
        ledwo zylam, nie moglam sie ruszac, gdyz cialo bylo bezwladne. Pomoc meza? Coz,
        moja babcia byla swiadoma co z nia sie dzieje. Byloby to zbyt krepujace dla obu
        stron. Pielegniarki? Do takich przypadkow nie chca przyjezdzac, chyba ze za
        naprawde wielkie pieniadze i przecietnej rodziny na to nie stac. A takich ludzi
        nie mozna zostawic nawet na chwile, jak niemowlaka. Nie chce nikogo straszyc,
        ale ja niestety poznalam ta strone zycia. Z ZOLami trzeba oczywiscie byc
        ostroznym, bo niektore, to miejsca eksterminacji. Ale sa tez takie, ktore
        pomagaja spokojnie i godnie odejsc.
    • czajkax2 Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 14:12
      Najsmutniejsze jest to że czasem po prostu nie ma wyboru czy lepszej decyzji.
      Co byś nie zrobiła w takiej sytuacji to zawsze będziesz sie zastanawiała czy
      inaczej byłoby lepiej. Podziwiam cię ze zdecydowalas sie zajać rodzicami,to
      wymaga wiele odwagi. Ale moim zdaniem taki jest ten swiat, rodzice zajmują sie
      nami, przychodzi czas i trzeba się odwdzięczyc. Wiem ze ja nie oddalabym swoich
      rodziców do Zakłądu, mimo ze pewnie często bym czuła sie zmęczona i zniechęcona
      opieką. Zycze moralnego spokoju z decyzją którą podejmiesz,a bracia powinni ci
      pomagac,przynajmniej finansowo jezeli inna forma nie wchodzi w grę. Ja jestem
      jedyną corką swoich rodziców i wiem ze mama wolałaby gdybym to ja się nią
      zajęła niż synowe. Pozdrawiam
      • koleandra Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 14:22
        Nie no... o pomocy finansowej rodziny nawet nie mam co marzyć! jeszcze mi będą
        wypominać, że z renty rodziców korzystam i gadać, że oni też by tak chcieli ale
        jakby im ktos zaproponował to oni rodziców nie chcą, broń Boże!
    • mrda Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 14:34
      Powiem ci tylko tyle:jak bylas dzieckiem i nie kontrolowalas swoich potrzeb
      fizjologicznych, to rodzice czy im sie to podobalo czy nie (pewnie tak)
      podcierali ci tylek i pielegnowali, wychowywali przez wiele lat, dawali jesc,
      posylali do szkoly itd, itd, teraz TWOJA kolej i to najnaturalniejsza w swiecie
      rzecz!Chyba ci raczki nie odpadna jak umyjesz ojca czy matke W koncu to ci
      ludzie dali Ci zycie, ROZUMIESZ TO? A teraz wyobraz sobie, ze ty jestes stara i
      niedolezna a do tego kompletnie bezradna, no a twoje dziecko ma dylemat: jak ja
      sobie z taka stara i niedolezna matka poradze ojojoj! Pojmujesz juz?
      • koleandra Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 14:40
        Hej Mrda, nie mów do mnie "czy pojmuję" bo ja pojmuję i to naprawdę świetnie
        pojmuję. Ja nie brzydzę sie swoich rodziców, nie brzydze się im tyłka
        podetrzeć, umyc czy nawet pampersy zmieniać jak będzie potrzeba. Mnie chodzi o
        moją i ich psychikę. Przeciez ja nigdy w zyciu swojego ojca czy matki gołych
        nie widziałam, nie wiem jak miałabym im na początku w oczy spojrzeć. Ja sobie
        dam z tym radę, jakos sobie dam ale ciężko będzie.
        No i chodzi mi o chorobę mojego ojca - teraz ta choroba sie cofnęła i to bardzo
        się cofnęła ale od razu po wypadku on krzyczał, klął, szalał, głupoty wygadywał
        i leciał się wieszać. Ja tego się boję - pojmujesz już?
        • mrda Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 14:53
          Ta, najlepiej oddac do szpitala, tam pielegniarki tylek umyja i nikt sie nie
          bedzie zastanawial, czy twoich rodzicow widzial golych czy nie.Myslisz, ze dla
          ludzi ktorzy ewidentnie cie potrzebuja, bedzie w danym momencie wazne czy ich
          nago widzialas czy nie? Moze kiedys sie przekonasz,ze nie zobaczysz w ich
          oczach wstydu i zazenowania tylko wdziecznosc i wolanie o pomoc a moze takze
          dume, ze taka corke maja.
          • koleandra Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 15:00
            mrda napisała:
            Moze kiedys sie przekonasz,ze nie zobaczysz w ich
            > oczach wstydu i zazenowania tylko wdziecznosc i wolanie o pomoc a moze takze
            > dume, ze taka corke maja.

            Mam nadzieję zobaczyc dumę i mam nadzieję sprostać ich oczekiwaniom. Chciałabym
            żeby dobrze wyszło, żeby nie cierpieli oni i żebym ja ich cierpienia nigdy nie
            widziała bo cierpiałabym sama podwójnie. No i moje dzieci żeby nie widziały
            konania (ktos tu wcześniej pisał).
            No... chyba mam się prawo bać. Chcę pisac o tym co czuję bo wtedy mi lepiej,
            czy to źle?
            • mrda Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 15:05
              nie to nie jest zle ale jeszcze jedna sugestia:pamietaj, ze twoje dzieci beda
              cie obserwowac bacznie. Tylko tyle, jestem pewna, ze wiesz o co mi chodzi ,ja
              juz sie nie chce rozwodzic.Uda ci sie, w mysl powiedzenia, ze dla chcacego... a
              obawy... kazdy je ma, w koncu kazdego to czeka, nie tylko ciebie, KAZDEGO.
        • luccio1 Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 20.03.05, 20:06
          >Ja nie brzydzę sie swoich rodziców, nie brzydze się im tyłka
          > podetrzeć, umyc czy nawet pampersy zmieniać jak będzie potrzeba. Mnie chodzi
          o
          > moją i ich psychikę. Przeciez ja nigdy w zyciu swojego ojca czy matki gołych
          > nie widziałam, nie wiem jak miałabym im na początku w oczy spojrzeć. Ja sobie
          > dam z tym radę, jakos sobie dam ale ciężko będzie.
          W zeszłym roku toczyła się na kilku wątkach dyskusja, czy dzieci powinny
          oglądać rodziców nagich, kąpać się wraz z nimi, a jeśli tak, to do jakiego
          wieku? Twoje zdanie jest dodatkowym argumentem za tym, że dzieci powinny
          poznawać ciało ludzkie tak jak zostało stworzone, poczynając właśnie od
          rodziców (potem ewentualnie także od dziadków - żeby z góry oswoić się z tym,
          że nie zawsze będzie młode i piękne).
          Przez dwa lata opiekowałem się (wespół z siostrą) Mamą, dotkniętą połowicznym
          paraliżem. Pamiętam, że ze zmienianiem pampersów itp. kłopotów nie miałem. Było
          tak dzięki temu, że z czasów, gdy jako kilkulatek chodziłem z Mamą za rękę,
          zapamiętałem Ją wielokrotnie, jak podczas spaceru czy zakupów w pewnym momencie
          odchodziła wraz ze mną gdzieś na bok, podnosiła spódnicę, kucała i robiła
          siusiu. Natomiast myć piersi Mamy było trochę trudniej - przedtem zawsze
          widziałem je przysłonięte - chociażby górą od kostiumu kąpielowego.
          Poza tym: trwająca dwa lata choroba Mamy, podczas której kursowałem wyłącznie
          na traie praca-dom i z powrotem, kosztowała mnie pozrywanie wielu kontaktów;
          większości z nich nie udało się już odtworzyć (zresztą, w ciągu tych dwu lat ze
          wszystkich przyjaciółek Mamy pozostały na placu trzy najwierniejsze).
          Pozdrawiam. Łukasz.
          • luccio1 Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 20.03.05, 20:15
            Przepraszam, dodaję o czym zapomniałem:
            Tato odszedł dawno temu; od pełnego zdrowia do śmierci nie upłynęły nawet 24
            godziny. Zastanawiałem się nie raz: gdybym miał się zajmować leżącym Tatą,
            byłoby mi znacznie ciężej, niż przy Mamie (Tato pilnował tego, żeby pokazywać
            się nam możliwie zapięty na ostatni guzik - Mama dość swobodnie przebierała się
            przy nas).
            Łukasz
      • grenta Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 15:03
        mrda napisała:

        > Powiem ci tylko tyle:jak bylas dzieckiem i nie kontrolowalas swoich potrzeb
        > fizjologicznych, to rodzice czy im sie to podobalo czy nie (pewnie tak)
        > podcierali ci tylek i pielegnowali, wychowywali przez wiele lat, dawali jesc,
        > posylali do szkoly itd, itd, teraz TWOJA kolej i to najnaturalniejsza w
        swiecie rzecz!Chyba ci raczki nie odpadna jak umyjesz ojca czy matke W koncu to
        ci ludzie dali Ci zycie, ROZUMIESZ TO? A teraz wyobraz sobie, ze ty jestes
        stara i niedolezna a do tego kompletnie bezradna, no a twoje dziecko ma
        dylemat: jak ja
        > sobie z taka stara i niedolezna matka poradze ojojoj! Pojmujesz juz?

        Najgorsze na forum są wszechstronne i wszystkowiedzące...
        mrda ciekawa jestem czy ty jesteś tak chętna do opieki
        nad niedołężnymi starszymi osobami??
        Ton twojej wypowiedzi jest co najmniej żenujący.

        Koleandra! Poruszyłaś ważny i aktualny temat.
        Wiele osób ma podobną sytuację i jakoś nie chce mi się wierzyć,
        że nie mają takich dylematów. Bardzo dobrze, że rozważasz
        wszelkie za i przeciw.
        • sowa_hu_hu grenta 19.03.05, 15:04
          i znowu sie zgadzamy smile
      • fra_mauro Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 20:14
        Mrda, zanim kogos op.... sz to przynajmniej zadaj sobie trud uwaznego
        przeczytania i ZROZUMIENIA tego, co pisze autor watku. Koleandra przeciez nie
        zamierza wykrecic sie od opieki nad rodzicami lecz szuka czyjejs rady,
        wsparcia, ktorego sama nie moze doswiadczyc od najblizszych (rodzenstwo).Stoi
        w obliczu problemu, ktory niewiele obchodzi dobrze sytuowanych braciszkow i
        siostrzyczke. Moze tak o ich postawie warto porozmawiac ?
    • kawka74 Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 15:26
      Koleandro, rozumiem Cię bardzo dobrze. Moja mama jest chora na nowotwór od półtora roku. Mieszkam z nią sama, p.o.mąż chwilowo mieszka tak na pół gwizdka, poza tym nie śmiałabym wymagać od niego obsługiwania mojej mamy. Robię przy niej to wszystko, co na filmie i w opowieściach wywoływało mój odruch wymiotny, o strachu nie wspominam. Wylewam, podcieram, podmywam, pocieszam, kiedy płacze, przyklejam worki stomijne (nie wiem, czy wiesz, jak wygląda stomia), myję ją, i tak dalej, i tak dalej. Sama siebie nie podejrzewałabym w życiu, że dam radę, że to zniosę. Że mam tyle siły. A mam. Spadło to na mnie wszystko jak grom z jasnego nieba i dałam radę. Czasem mam chwile słabości, ale mijają. Wszystko robię sama, bo nie mam rodzeństwa, co wbrew pozorom bardzo ułatwiło mi sprawę, bo nie muszę dyskutować, kto co jak i kiedy. Po prostu robię to, co do mnie należy.
      • mayessa Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 15:42
        U mnie (i rodzicó) mieszka babcia-mama taty.Ma 74 lata.Narazie jest ok ale
        zdajemy sobie sprawe, ze kiedys moze byc zle.Chyba jednak nie zdecydowalibysmy
        sie na dom starców, opieki itp.Róznica jest taka, ze mój tata jest jedynakiem.W
        sytuacji gdyby mial rodzenstwo (tak jak u Ciebie) mysle, byloby ono "scigniete"
        o pomoc-nie tylko finansowa w razie potrzeby.
        Ale mimo to rozumiem, ze jest to bardzo ciezka sytuacja.
      • kolorko Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 16:15
        Kawko, czy mogę napisac do Ciebie na priv??
        • kawka74 Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 16:33
          jasne, że tak, bardzo proszę
          • anovi3 Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 18:48
            witam!!Droga Kawko,ja tez mam bardzo chora mamę i bardzo chcialabym porozmawiać
            z kimś w podobnej sytuacji...Czy Twoja mama zmienila się poczas choroby(chodzi
            mi o psychikę)??pozdrawiam
            • kawka74 Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 19:39
              jeśli masz ochotę, pogadajmy przez gg, mój numer 4132197. będę za jakieś dwadzieścia minut. Jeśli nie możesz przez gg ani tlena, to za jakiś czas naskrobię coś więcej. Pozdrawiam
    • jordanka1 Re: Moi rodzice, ich starośc, mój strach i dylem 19.03.05, 21:34
      Witam! właściwie już kilka razy brałam się za napisanie o moim życiu z 80-
      letniem dziadkiem. Czasami prawie ryczałam ze złości, bezsilności i nie wiem
      jeszcze czego... Wściekałam się na siebie, że jednak nie zdecydowalismy się na
      kredyt, a przystaliśmy na propozycję zamieszkania z dziadkiem. Po trzech latach
      wiem jedno mieszkanie ze starszą osobą, zwłaszcza jak się z nią przebywa 24h na
      dobę (jestem w domu z synem, pracuje w weekendy) jest bardzo, bardzo trudne!!!
      Mój dziadek jest osobą niezmiernie żywotną, świetnie ma się fizycznie i
      psychicznie, jest bardzo aktywny i kocha swojego prawnuka na potęgę. Jego
      aktywnośc i wszytskowiedzenie jest czasami dobijające, podobnie jak konieczność
      skomentowania wszytskiego i pouczania mnie przy każdej okazji (łącznie z
      adresem fryzjera!!!), bo przecież mam zaledwie lat 30-ci. ja z kolei jestem
      generalnie samodzielna i ciagła troska o mnie jest dla mnie męczaca. Denerwują
      mnie jego zarzuty, że z nim nie rozmawiam, kiedy poświęcam ma niemal każdą moja
      wolną chwilę, chodzę z nim na spacery, staram się być... Ale ja czasami
      potrzebuję ciszy i samotności. Nie chcę, żeby ktoś do mnie mówił!!!
      o remoncie sypiacego się mieszkania nie wspomnę, bo przecież "to wszytsko jest
      jak nowe, w sklepie lepszego nie ma"...Każe sobie wówczas nieustannie
      udowadniać, że to już nadaje się do wywalenia, wynajdując jednoczesnie
      argumenty (głupie czasami) że jest to prawie nowe...Poza tym sąsiad ma
      starsze...Rozumiem przywiązanie do "starcyh smieci", ale one się rozsypują w
      proch...
      Kocham mojego dziadka, jestem bardzo wdzięczna za pomoc jaka mam z jego strony
      przy synku, ale czasmi mam ochotę od niego uciekać gdzie pieprz rosnie.Póki
      jednak bedzie, będę się nie opiekować..., bo jestem jego wnuczką...
      Pozdrawiam!Życzę powodzenia!
      Jordanka
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka