koleandra
19.03.05, 10:45
Zaczne od tego, że moja mama ma 64 lata a tata 72.
Moi rodzice obecnie mieszkają w naszym (częściowo) mieszkaniu w bloku w innym
niż my mieście. Mają swój domek na wsi ale pod lasem, daleko od sklepu (3 km)
i bez żadnych wygód (wychodek na dworze, studnia). Od kilku już lat
wyprowadzają się stamtąd na zimę bo nie dają sobie rady - jak jest duzo
śniegu to mama nie daje rady pójśc po zakupy, jest schorowana a tata jest po
wypadku (chodzi ale jest dość niedołężny a poza tym cierpi na zanik komórek
mózgowych). Wyprowadzali się przeważnie do mojej siostry - tam mieli
najbliżej.
Ale.... nie podobało im się... W domu u mojej siostry podobno było zimno i
głodno - tak mówi moja mama, a poza tym nie za bardzo dogadywali się ze
szwagrem.
W tym roku są zachwyceni - mieszkają w bloku, cieplutko, sami, do sklepu 3
kroki, ciepła woda, łazienka... mają blisko do lekarza (przychodnia w tym
samym budynku)! - to też bardzo ważne w ich stanie zdrowia.
Codziennie wpada do nich mój brat, siostra, wnuki...
Kiedyś już pisałam, że mieszkanie w którym oni teraz mieszkają jest zapisane
na mojego męża ale z zastrzeżeniem, że nie jest ono tylko i wyłącznie jego (w
przyszłości do podziału na 3).... więc moi rodzice nie mogą tam wiecznie
mieszkać.
Czekają tak na prawdę na to aż my znajdziemy jakieś mieszkanie do kupienia i
umowa jest taka, że wprowadzają się razem z nami i pomagają nam spłacać
kredyt a tak na prawdę to dopóki będą żyć będą nam ten kredyt spłacać a i na
remont jakiś wystarczy - mają spore renty.
Myslałam o tym wszystkim i wydawało mi się proste, fajne i w ogóle... ale
teraz... boję się bardzo! Boję się ich niedołężności, tata ma problemy z
potrzebami fizjologicznymi, boję się ich śmierci w moim domu - pewnego dnia
to sie przecież musi stać.
Prawda jest taka, że dwóch moich braci mają ogromne domy (po części nie
wykorzystane) i nawet nie pisnęli nigdy o tym żeby wziąść starych rodziców do
siebie - dlaczego? Może dlatego, że to synowie a nie córka, że może synowa
sie z teściami nie dogada, że będą im garbem, że trzeba będzie sie nimi w
przyszłości zająć. No ale zaraz - przecież ktos to i tak kiedys musi zrobić.
No i mama bardzo chce jednak ze mną tą starość spędzić ale jesli ja nie
zechcę to ona się pogodzi i koniec końców wróciliby do starego domku pod
lasem. Ostrzega mnie tylko - "żebys wiedziała co na siebie bierzesz".
Ja też chcę - bo rodziców bardzo kocham no i korzyści jakies też będę z tego
miała (ten kredyt i dzieci przypilnują) ale boję sie okropnie.....
Dziewczyny, może jest któras w podobnej sytuacji, proszę pocieszcie mnie
jakoś, dajcie jakieś wskazówki, naprowadźcie na słuszny tok myslenia....
Nie wiem jak to będzie... co ja pocznę jak moja mama się rozpłacze od czasu
do czasu (to strasznie wrażliwa kobieta), będzie mi przykro, będę myślała, że
może im u mnie bardzo źle, że cos powiedziałam nie tak...
A tata? wspominałam o zaniku komórek mózgowych. On czasem zapomina, cos mu
się wydaje, płacze - ja nie wiem czy dam radę to ogarnąć psychicznie.
Dodac jeszcze muszę bo to ważne - mój mąż jest jak najbardziej na tak.