Dodaj do ulubionych

mój mąż zwariował.....

20.04.05, 08:00
Zmieniałam nick.
Nie ukłąda nam się w małzenstwie. Po pracy mąż nie pomaga mi przy dziecku
kompletnie, nic.
Ciągle się kłócimy, zaczął podnosic na mnie rękę,a ja na niego (szarpiemy
się). I to jest na porządku dziennym. Wczoraj po wielkiej awanturze, mąż
chciał dosłownie skończyc z sobą.Szantażuje mnie.Mamy problemy finansowe,
mieszkaniowe,kiepska praca, nic się nie układa. Dlatego tak jest. Nie
potrafimy tego zmienic. On poweidział ze mam sobie zmienic faceta, bo on nie
potrafi nic. Winie go o to ze mało zarabia, ze pieniadze wszystkie ida na
jedzenie, nic inngo nie kupujemy bo nie starczy.Ja wiem ze to nie jego wina,
ze teraz ciezko znalezc prace, ale moja tez nie jest wina. Mam tego dosc,
odzice odwrócli sie od nas.Jestesmy tylko sami sobie.
Powiedzcie, co mamy zrobic.
Obserwuj wątek
    • janet3 Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 08:28
      mamsia_dzidzi napisała:

      > Zmieniałam nick.
      > Nie ukłąda nam się w małzenstwie. Po pracy mąż nie pomaga mi przy dziecku
      > kompletnie, nic.
      > Ciągle się kłócimy, zaczął podnosic na mnie rękę,a ja na niego (szarpiemy
      > się). I to jest na porządku dziennym. Wczoraj po wielkiej awanturze, mąż
      > chciał dosłownie skończyc z sobą.Szantażuje mnie.Mamy problemy finansowe,
      > mieszkaniowe,kiepska praca, nic się nie układa. Dlatego tak jest. Nie
      > potrafimy tego zmienic. On poweidział ze mam sobie zmienic faceta, bo on nie
      > potrafi nic. Winie go o to ze mało zarabia, ze pieniadze wszystkie ida na
      > jedzenie, nic inngo nie kupujemy bo nie starczy.Ja wiem ze to nie jego wina,
      > ze teraz ciezko znalezc prace, ale moja tez nie jest wina. Mam tego dosc,
      > odzice odwrócli sie od nas.Jestesmy tylko sami sobie.
      > Powiedzcie, co mamy zrobic.

      Nie zmienisz swojej sytuacji obciążając męża za zbyt małe zarobki bo nic tak
      nie podcina skrzydeł jak brak wiary,,,,,tym bardziej dotyka to
      mężczyzn.Sytuacja materialna u wszystkich raz jest lepsza a raz gorsza i czasem
      trzeb przygryzć zęby.Może jest taka mozliwość odsapnijcie od siebie na kilka
      dni a potem poważnie porozmawiajcie.Trzeba skonczyc ze wzajemnymi oskarzeniami
      a tym bardziej rękoczynami przecież w domu jest dziecko!!!!!Nie wiem co mogę Ci
      jeszcze napisać ale bądz rozważna w tym co robisz i mówisz trzymam kciuki i mam
      nadzieję że zaświeci jeszcze dla was wielkie słońcesmile
    • kalina_p Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 08:34
      Przede wszystkim nie win go! To na faceta strasznie dziala, rozwala go
      psychicznie totalnie! Naprawde!
      mój mąz kiedys nie miał pracy przez dlugi czas, klopoty finanswe byly, sa i
      pewnie bedą, mamy rozwalajacego sie poloneza ale NIGDY nie mówiłam mu ani nie
      dałam odczuc, że jestem na niego o to zła.
      Pamietaj o tym...wspieraj go, to stanie na uszach, żeby cos zmienć, moż prace,
      może dorobi...Myślę, że stad bierze sie reszta kłopotów - facet ma poczucie
      winy i tak sie zachowuje.
      Pogadajcie spokojnie, przytul go i powiedz, że ważne, że macie siebie i
      DZIECKO, forsa to "rzecz nabyta", wazne, że Wam na jedzenie starcza. Wierz w
      niego, w kim on ma mieć oparcie, jak nie w żonie? A jak y uwierzysz w niego to
      i on będzie się inaczej zachowywał, bedzie sie Wami zajmował, bedzie czuly...
      Takie jest moje zdanie.
      Pozdrawiam
      • kalina_p P.S. Wyobraź sobie : 20.04.05, 08:40
        wzięliscie ślub i zdecydowaliscie sie byc razem świadomie - tak zakładam..
        To wyobraź sobie (odpukac 100 razy w niemalowane!), że mąż ma wypadek, że
        ląduje na wózku inwlidzkim. Nie jest to jego wina. A nie mże pracować, dostaje
        400-500 zl renty. Co by było wtedy? Szanowałabys go? Kochała..?
        Pozdrawiam
    • mamsia_dzidzi Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 09:36
      moze jestem za ostra dla niego, ale to z powodu wszystkich obowiązków które
      spadły na mnie.Czy faceci nie mają takiego obowiązku w pomaganiu? czy ja za
      duzo wymagam? Czy mąz po pracy powinien spać cały dzien? żeby odpocząć,
      oświećcie mnie!
      • kalina_p Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 09:39
        Nie, nie powinien spać. Ale to chyba kółko zamknięte i jesli Ty jestes
        mądrzejsza to Ty możesz to przerwacwink
        Nie angazuje sie i nie pomaga, bo czuje sie "do niczego" i pewnie ma żal do
        Ciebie.
        A powinien pomagac, jak najbardziej. Mój mąz po pracy "przejmuje" małą a ja
        moge od niej odpocząc.
        hehehe...a zawsze mi mama powtarzała, że to baba musi być ta mądrzejsza w
        związku!
        Pozdrawiam
      • moofka Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 09:42
        mamsia_dzidzi napisała:

        > moze jestem za ostra dla niego, ale to z powodu wszystkich obowiązków które
        > spadły na mnie.
        ________________
        jezeli za duzo masz na garbie, to sama sobie ustal priorytety
        nie musisz robic wszystkiego, kosztem swojego zdrowia i awantur w domu
        poluzuj tam gdzie cie ciśnie

        nie musisz sie zażynać
        dla lśniącej podłogi

        Czy faceci nie mają takiego obowiązku w pomaganiu? czy ja za
        > duzo wymagam? Czy mąz po pracy powinien spać cały dzien? żeby odpocząć,
        ____________________
        jego świete prawo przyjsc do domu po pracy i odpocząć
        tak uwazam
        • mamsia_dzidzi Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 09:47
          mąz spi po pracy 2, 3 godziny, i jak musi wstac to mowi ze nie ma sily i dalej
          spi.Ja sie wkurzam i tak wkólko.
          • moofka Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 09:48
            mamsia_dzidzi napisała:

            > mąz spi po pracy 2, 3 godziny, i jak musi wstac to mowi ze nie ma sily i
            dalej
            > spi.Ja sie wkurzam i tak wkólko.
            _______________
            o co sie wkurzasz? i dlaczego?
          • umasumak Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 09:55
            Takie długie polegiwanie popłudniami, nieangażownie się w życie rodzinne, to
            może być jeden z objawów depresji. Niestety okoliczności jakie opisałaś,
            sprzyjają rozwojowi tej choroby. Przede wszystkim nie możasz się awanturwać i
            go obwiniać. Na Twoim miejscu zastanowiłabym się też nad wizytą u specjalisty.
            Ale przedtem niech mąż może zrobi podstawowe badania, przede wszystkim poziom
            cukru. Pzdr
      • redmiss Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 09:51
        mamsia_dzidzi napisała:

        > moze jestem za ostra dla niego, ale to z powodu wszystkich obowiązków które
        > spadły na mnie.Czy faceci nie mają takiego obowiązku w pomaganiu? czy ja za
        > duzo wymagam? Czy mąz po pracy powinien spać cały dzien? żeby odpocząć,
        > oświećcie mnie!

        coś mi się wydaję, ze przesadzasz! robisz z siebie męczennice, jaka to ty
        biedna, ile obowiązków, ile zajęć! przecież nikt cię nie zmusza, byś codziennie
        zapierdzielała naprzykąld ze sprzątaniem, praniem, prasowaniem. Ty sobie mozesz
        odpuścić. On NIE! On MUSI rano wstać i iść do pracy. Czy mu się podoba, czy
        nie, czy go boli głowa, czy pada deszcz, czy sypie gradem. MUSI!
        Więcej zrozumienia dla małżonka! wykończysz go psychicznie. Jak możesz go
        winić, że mało zarabia?????? w głowie mi się nie mieści...! jak można być taką
        nieczułą egoistką!
        usiądź ty sobie na chwilkę i przemyśl...
    • ula_max Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 09:59
      uważam, ze trochę przesadziłaś. Jeżeli facet jest już w takim dole, ze Ci mówi
      zebyś zmieniła męża, bo on nic nie umie, to dowód, że nieźle mu już dokopałaś.
      Stąd naprawdę niedaleka droga do tragedii. Wymagania masz i owszem: mąż ma
      zarobić, na dom, jedzenie i na wszystko inne, a po pracy zajmować się
      dzieckiem. A może Pani sama poszuka pracy, dorobi do budżetu rodzinnego, a po
      pracy razem bedziecie się zajmować dzieckiem? Poluzuj mu dziewczyno, bo to nie
      koń roboczy. Masz ambitnego faceta, bo widać ze mu zależy, ze chce, ale
      rzeczywistość jest daleka od marzeń.
      • mamsia_dzidzi Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 10:04
        wiem, ze jestem trochę dla niego wstrętna, ale to z tego powodu ze psychicznie
        jestem zmęczona.On nigdy nie chce wychodzic na spacery ze swoim dzieckiem,
        nawet w wekendy kiedy ma wolne, to wyleguje się. To kiedy powiedzcie ,moze mi
        pomoc, ja nie jestem męczennicą, ja chce tylko odsapnąc od codzienności.Ja mam
        myslec,ze jutro pewnie nie dam nic dziecku jesc, bo moze nam nie starczyc
        pieniedzy.Przewaznie starcza, ale jemy naprawdę kiepsko.Ja tez czuję sie
        zmęczona,on chce odpocząc po pracy i ja tez po całym dniu.
        • redmiss Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 10:20
          mamsia_dzidzi napisała:

          > wiem, ze jestem trochę dla niego wstrętna, ale to z tego powodu ze
          psychicznie
          > jestem zmęczona.On nigdy nie chce wychodzic na spacery ze swoim dzieckiem,
          > nawet w wekendy kiedy ma wolne, to wyleguje się. To kiedy powiedzcie ,moze mi
          > pomoc, ja nie jestem męczennicą, ja chce tylko odsapnąc od codzienności.Ja
          mam
          > myslec,ze jutro pewnie nie dam nic dziecku jesc, bo moze nam nie starczyc
          > pieniedzy.Przewaznie starcza, ale jemy naprawdę kiepsko.Ja tez czuję sie
          > zmęczona,on chce odpocząc po pracy i ja tez po całym dniu.

          nie przekonałaś mnie. dalej uważam, że się tłumaczysz. "jesteś zmęczona
          psychicznie", przynajmniej wiesz co ci jest. a on? czy on się dla ciebie liczy?
          czy rozmawialiście ze sobą w taki sposób? on potrzebuje wsparcia a nie
          wiecznych awantur. najprościej zganić wszystko na sytuację matrialną. zmień
          stosunek do swojego mężą. powiedzmu, że go rozumiesz, że tobie też jest ciężko,
          ale że przecież się kochacie i wszystko musi być dobrze! zobaczysz, jeżeli ty
          się zmienisz, on także to zrobi. bez kłótni, awantur, pretensji sam zabierze
          dziecko na spacer, pobawi się z nim, itp.

          p.s. spróbuj odpoczywać jak dziecko śpi, masz wiele mozliwości, żeby sobie
          pomóc. pomóż też jemu. on potrzebuje żony a nie jędzy w domu!
      • sowa_hu_hu Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 10:12
        jeśli go kochasz to na pewno można jeszcze wszystko zmienić... obojgu wam jest
        ciężko ale to on pracuje i ty powinnas go wspierać... wyobraź sobie jak ty byś
        sie czuła będac na jego miejscu... mysle że teraz wszystko lezy w twoich rękach
        bo ona ma niezłego doła i bez twojej pomocy , wsparcia sie nie podniesie...
        musicie na psokojnie porozmawiać , okazac sobie uczucia , zrozumienie - wiem ze
        to trudne w takiej sytuacji ale jesli tego nie zrobicie wszystko sie posypie...
        powiedz tez męzowi o swoich uczuciach , o tym ze czujesz sie obciązona
        obowiązkami w domu... to nie moze być tak ze on sie wyleguje na kanapie a ty
        robolisz cały dzień... może niech on zacznie szukać innej pracy... jedna z
        dziewczyn napisała zebys sama poszła do pracy - wiem ze łątwo sie mówi bo
        dziecko trzeba oddac do żłobka lub przedszkola , płacić za to... a pensje w
        dzisiejszych czasach do wysokich nie należą... nic nie pisałaś czy juz
        pracowałaś czy nie... może warto taką opcje jednak przemyśleć... trudno mi
        radfzić w tej kwestii...

        w kazdym razie życze powodzenia
    • lajlah Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 10:35
      Oboje dołujecie się wzajemnie i jeżeli to się nie zmieni dojdzie do tragedii.
      Jeżeli nie dajecie sobie rady sami, poszukajcie pomocy u psychologa( są ośrodki
      bezpłatne. Rozumiem,że to sytuacja bardzo ciężka, sama nie wiem jak
      zachowałabynm się w podobnej, ale walczcie, bo stracicie się nawzajem.
    • moofka Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 10:43
      mamsia_dzidzi napisała:

      > Wczoraj po wielkiej awanturze, mąż
      > chciał dosłownie skończyc z sobą.Szantażuje mnie.Mamy problemy finansowe,
      > mieszkaniowe,kiepska praca, nic się nie układa. Dlatego tak jest. Nie
      > potrafimy tego zmienic. On poweidział ze mam sobie zmienic faceta, bo on nie
      > potrafi nic. Winie go o to ze mało zarabia, ze pieniadze wszystkie ida na
      > jedzenie, nic inngo nie kupujemy bo nie starczy.Ja wiem ze to nie jego wina,
      > ze teraz ciezko znalezc prace, ale moja tez nie jest wina.
      _______________________

      z powodu zarobków rujnujesz swoje małzenstwo
      doprowadzasz do depresji swojego meza, siebie, dziecko
      sprawiasz ze dom dla twojej rodziny zamiast oaza spokoju staje sie miejscem, do
      którego nie chce sie wracac
      i kiedys nie wróci
      a ty bedziesz mowic, ze to ostatni łachudra,
      ale czy zauwazysz w tym swój wkład?
    • patunia13 Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 10:44
      Naprawdę głęboko ci współczuję. Ale jestem bardzo rozczarowna oceną twojej
      sytuacji przez niektóre forumowiczki. Kochana żadna depresja, żadne kłopoty
      finansowe i żadne zmęczenie po pracy nie mogą być powodem do podniesienia na
      kogoś ręki. Twój mąż nie jest małym dzieckiem, żeby odróżnić dobro od zła. A
      przemoc w rodzinie? No cóż... Jeśli chcesz napisz na mojego priva chętnie z
      tobą porozmawiam. Bo to tobie potrzebna jest pomoc, on o nią nawet nie prosi...
      Pozdrawiam
      • umasumak Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 11:02
        Ona napisała o szarpaniu się, a nie o jednostronnej przemocy. Poza tym widać,
        że nie wiele wiesz o depresji. To straszna choroba, która sprawia, że człowiek
        na nią cierpiący zachowuje się tak, jak w normalnych okolicznościach by się
        nigdy nie zachowywał. W zachowaniach tych wystepują skrajności od apatii, po
        agresje. Pewnie, że najłatwiej byłoby obsabaczyć faceta z góry na dół, a
        autorkę wątku pogłaskać po głowie. Tylko czy to rozwiąrze ich problem?
        • patunia13 Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 11:09
          Po jednym poście nie jesteś wstanie stwierdzić mojej wiedzy na temat depresji.
          Po za tym jeźdyicie po dziewczynie jak po łysej kobyle. Nie chce mi się więcej
          gadać.
          • umasumak Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 11:16
            Ja po nikim nie jeżdżę. To co nampisałam, było podzieleniem się moimi
            doświadczeniami, a nie wyżywaniem się. Napisałam, że niewiele wiesz o depresji,
            bo tak właśnie wynika z Twojego postu i nie masz o co się obrażać, gdyż osoba
            która nigdy nie zetknęła się z tą chorobą, wcale nie musi o niej nic wiedzieć.
            Pzdr
            • patunia13 Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 11:48
              Na nikogo się ni obrażam, bo nie jest to w moim stylu. Nie uważam jednak, że z
              jednego postu jesteś wstanie stwierdzić u czyjegoś męża nieleczoną depresję. Co
              to jest depresja, niestety, powtarzam niestety, wiem. Pozdrowienia
              • umasumak patunia13 20.04.05, 12:33
                patunia13 napisała:

                > Na nikogo się ni obrażam, bo nie jest to w moim stylu. Nie uważam jednak, że
                z
                > jednego postu jesteś wstanie stwierdzić u czyjegoś męża nieleczoną depresję.
                Co
                >
                > to jest depresja, niestety, powtarzam niestety, wiem. Pozdrowienia

                *************************************************************************

                Nie powiedziałam, że obrażasz kogoś, ale że SIĘ OBRAŻASZ, czyli że czujesz się
                urażona tym co napisałam.
                Poza tym nie stwierdziłam u nikogo depresji, lecz jedynie wskazałam, że
                istnieje taka możliwość i doradziłam wizytę u specjalisty. Do diagnozy jestem
                tak samo mało upoważniona, jak Ty do twierdzenia, że autorka postu jest ofiarą
                przmocy w rodzinie
        • kalina_p Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 11:09
          Nie, no co Ty, Uma???
          Facet ma harowac jak wół pociagowy, sprzatac, dawac się objeżdżać, wyładowywac
          na sobie i ani miauknąc. Nie wiedziałaś?
          • wieczna-gosia Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 13:16
            a ja zona trzasnie go w pysk- powiedziec dziekuje wink
        • soffica Re: mój mąż zwariował..... 22.04.05, 14:27
          Nie chcę straszyć ale...
          Znam przypadek gdzie w małżeństwie działo się tak samo. Mężowi udało się
          znaleźć dużo lepiej płatną pracę, więc pełnia szczęścia, poziom zycia
          podskoczył. W tej pracy poznał jednak inną babę, a żonę zostawił, nie mógł jej
          wybaczyć awantur jakie mu robiła gdy byli "pod wozem"
    • tygrysiaczek2 Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 10:55
      Myślę, że autorce wątku potrzebny jest odpoczynek, babcia, która mogłaby zająć
      się dzieckiem (szkoda, że jak piszesz sie odwrócili od was). Ale co do postawy
      ojca to obiektywnie patrząc ojciec leżacy cały dzień w łóżku, to nie dziwie sie
      dziewczynie, że sie wkurza. U mnie po ślubie mąż po pracy też chciał leżeć,
      owszem mógł 30 minut, a nie cały dzień. Ludzie, przecież to jest rodzina: on
      pracuje w pracy, a ona w domu. A od spania jest noc. A nie mąż zmęczony cały
      dzień spi. Widocznie nie nauczony jest roboty. Mój małżonek potrafił robić po
      kilkanaście godzin dziennie i przyjść do domu i tryskać energią.
      • janet3 tygrysiaczek 20.04.05, 11:10
        tygrysiaczek2 napisała:

        > Myślę, że autorce wątku potrzebny jest odpoczynek, babcia, która mogłaby
        zająć
        > się dzieckiem (szkoda, że jak piszesz sie odwrócili od was). Ale co do
        postawy
        > ojca to obiektywnie patrząc ojciec leżacy cały dzień w łóżku, to nie dziwie
        sie
        >
        > dziewczynie, że sie wkurza. U mnie po ślubie mąż po pracy też chciał leżeć,
        > owszem mógł 30 minut, a nie cały dzień. Ludzie, przecież to jest rodzina: on
        > pracuje w pracy, a ona w domu. A od spania jest noc. A nie mąż zmęczony cały
        > dzień spi. Widocznie nie nauczony jest roboty. Mój małżonek potrafił robić po
        > kilkanaście godzin dziennie i przyjść do domu i tryskać energią.

        Z tą różnicą drobną że twój mąż nie ma depresji!!!!Nie ma co porównywać w tej
        sytuacji naszych mężów do jej męża bo sytuacja jest dość trudna.Dziewczyna ma
        problem więc przydałoby się więcej delikatności w doradzaniu.
        • lolinka2 Re: tygrysiaczek 20.04.05, 11:21
          1. Czy na tym forum jest psychiatra??? Jeszcze nie słyszałam o diagnozowaniu przez sieć zaburzeń psychicznych a sporą liczbę prac naukowych w tej dziedzinie tłumaczyłam wiec w nowościach się orientuję.
          2. Kazdego dobija permanentnie kryzysowa sytuacja a chowanie tyłka pod koc nie rozwiaże żadnego problemu. Wkurzanie się tez nie.
          3. jeśli liczymy sobie kto pracuje... pracują oboje- jeden etat to zawód a drugi robota w domu, więc po 8 godzinach z dzieckiem, garami i miotłą którymi autorka wątku słusznie zarabia na chleb, przez pozostałe 16 godzin doby powinno być równouprawnienie, to samo w weekendy. Czyli: WSZYSTKO NA PÓŁ- niańczenie, godziny odpoczynku, gotowanie, sprzątanie, pranie itp- każdemu się cos od życia nalezy. Do jasnej ciasnej, bo ona tez sie problemów emocjonalnych dorobi.
          4. A co, drogie Doradczynie powiecie na małzeństwo dwojga ludzi z zaburzeniem afektywnym dwubiegunowym, żona pracująca zawodowo, mąż na etacie w domu, problemy jak wyzej. Kogo by tu ukamienować??? I na czyje plecy zwalic winę jeśli obojgu się zejda fazy depresyjne w tym samym czasie???
          Wszystkiego dobrego. Rozsądku przede wszystkim.
    • kalina_p Posłuchaj... 20.04.05, 11:17
      Piszesz, że Ty się przejmujesz, co będziecie jeśc.
      Pamietaj, że ON tez się przejmuje, może nawet bardziej.
      Ja tez się takimi rzeczami przejmuje - wczoraj miałam 20zl do wypłaty. I mam
      sie na ęża o to wkurzać? Pewnie, fajnie byłoby gdyby zarabiał 6 tys. Ale nie
      zarabia, co nie znaczy, że jest złym facetem/mężem/ojcem.
      Swego czasu tez miewalam o takie rzeczy żal i pretensje. Dopóki nie zrozumiałam
      tego, co juz wyżej pisałam.
      Wydaje mi się, że to nie depresja tylko oogólna niechęć do życia.
      Idźcie razem na spacer, pogadajcie, obejrzyjcie film i zapomnij o forsie na
      jakis czas.
      Zobaczysz, jak on odzyje i z checia zajmie się wszystkim, jeśli bedzie sie czul
      AKCEPTOWANY.
      Trzmaj się.
      • wieczna-gosia Re: Posłuchaj... 20.04.05, 11:30
        Sluchaj,
        Jak forsy jest brak to z ludzi wylaza swinie. On- wraca z pracy i swoje stresy
        chowa w snie zamiast tylek ruszyc. Byc moze jest to depresja byc moze nie.
        Ty- jak tylko dostaniesz go w szpony po pracy to zaczynasz go ustawiac. facet
        pewnie przez caly dzien jest ustawiany w pracy. Forsy wam od tego nie przybedzie
        ze oboje sobie dowalicie.
        Trzeba odkrecic ten caly uklad- wiec po pierwsze rozmowa. On pracuje, ale ty
        rowniez. On potrzebuje odpoczac- ty tez. To dla mnie jasne. Dla was byc moze
        nie. No wiec trzeba to sobie wyjasnic. Powiedz ok- masz po pracy godzine. Ale
        potem JA tez musze odpoczac. W weekend spij do poludnia jak chcesz. Ale drugiego
        dnia to JA chce spac dlugo. Nie lubisz wychodzic z dzieckiem rano- wyjdz wieczorem.

        Musicie wypracowac swoj wlasny uklad.

        Po drugie- to szacunek. Piszesz ze wiesz ze to nie jego wina ze tyle zarabia
        ale.... no wlasnie ale moglby d.upe ruszyc nie?
        Moglby. Ale majac przekonanie ze jest do luftu nie tylko jej nie ruszy do nowej
        pracy, ale pewnego dnia moze po prostu jej w ogole nie ruszyc. Musisz go
        wspierac. Do pracy cie nie bede wysylac. Ja tez nie pracowalam, jadlam
        tygodniami chleb z dzemem. I summa sumarum uwazam ze wybralam opcje dobra. Gdyby
        mojemu mezowi cos sie stalo- poszlabym do pracy az by sie kurzylo. Dwie raczki
        mam glowke mam. Ale pamietaj ze ty jestes jego zapleczem. Emocjonalnym rowniez.
        Nam sie zdarzalo nie poplacic rachunkow, nei miec w portfelu nawet 10 zlotych.
        Staralismy sie to obsmiac. Zagadac. Olac. Damy sobie rade- mowlismy. I dalismy.
        I wy tez sobie dacie, tylko zacznijcie grac do tej samej bramki a nie strzelac
        samoboje....
        • mamsia_dzidzi Re: Posłuchaj... 20.04.05, 11:34
          do pracy wybieram sie od maja, podpisalam juz umowę. Więc nie jestem jakas lewa.
          • wieczna-gosia Re: Posłuchaj... 20.04.05, 11:41
            A czy ja twierdze ze jestes?
            Czyli sytuacja ma swiatelko w tunelu?
            To swietnie.
            Wy sie zajmijcie soba a nie dowalaniem sobie nawzajem.
          • redmiss Re: Posłuchaj... 20.04.05, 11:52
            Wiesz, wydaję mi się, ze chciałaś usłyszeć, ajka ty jesteś biedma i twój mąż to
            potwór. I w pewnym sensie to otrzymałaś, utwierdzasz się tylko w przekonaniu,
            że jesteś najbiedniejszą istotą na świecie. O swoim mężu nie myślisz w ogóle!
            Może zamiast siedzieć przy komputerze, odpoczywaj teraz, zeby jak mąż wróci
            przytulić go, połasić się i powiedzieć, ze go kochasz. Kiedy ostatnio mu to
            mówiłaś?? On nie ma luksusu planowania sobie czasu, siedzenia przy komputerze i
            ględzeniu jaka krzywda mu się dzieje. Czy on pracuje fizycznie? czy wstaje
            wcześnie rano, dzień po dniu? Na twoim miejscu zmieniłabym przede wszystkim
            siebie, swoje podejście.
            Mój T. też po pracy przychodzi i śpi, najczęściej jakieś 2 godzinki. Ja to
            rozumiem. Nie myslę, ze jest leniwy, też jest człowiekiem! Do dnia dzisiejszego
            nie dostał wypłaty (powinien mieć ją 10.). I co? mam się na niego obrazić, że
            księgowa mu nie przelała? mam mu zrobić awanturę, że jest nieudacznikiem i nie
            potrafi zarobić? mam się załamać? otóż nie. rozmawiamy o tym, pocieszamy się
            wzajemnie, radzimy razem jak wybrnąć z sytuacji. On wie, ze moze na mnie
            liczyć, że go nie winię za to, co nie jest od niego zależne!
            Twój mąż ma dość. Żdecydowanie dość i nie ma wsparcia, ma tylko krytykę.
            • mamsia_dzidzi do redmiss 20.04.05, 15:18
              ja mu mowie codziennie ze go kocham a on mi powiedzial moze 3 razy w zyciu.Bo
              tłumacczy sie ze on nie potrafii mowic tych słow.W czynach teez nie przekazuje
              uczuc.A jesli nie mialabym wyplaty, to co bym dala dziecku? to nie jest
              smieszne, mozna siepocieszac, ale skoro to trwa kilka lat, to juz nie jest do
              pocieszenia, tylko do płaczu.
      • cocollino1 Re: Posłuchaj... 20.04.05, 12:42
        kalino.. jak jeszcze raz napiszesz cos tak madrego, co ja popieram w 100% to
        nie wiem co bedzie, ale chyba posądzą mnie że się podlizuje moderatorcesmile) Ale
        naprawde popieram w 100%. Moze dlatego, ze mam podobne doswiadczenia i podobne
        przemiany wewnetrzne.
    • weronikarb Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 11:21
      Wiesz, u nas w malzenstwie im wieksze klopoty tym bardziej sie kochamy.
      Zauwazylam ze jak wszystko uklada sie idealnie to my sami wyszukujemy sobie
      klopoty smile
      No a powaznie. My tez mielismy wielkie problemy finansowe-do teraz sie ciagna.
      Maz sie wsciekal, bo nie bylo go stac aby zonie kupic cos do ubrania itp.
      Caly czas sobie mowilismy, ze poki jestesmy razem to jest dobrze pieniadze
      niewazne, bo raz sa raz ich niema.
      Najwazniejsze jest to ze idziemy ramie w ramie -RAZEM pokonujemy przeszkody.
      Wiesz i ta wiara nam pomogla przezwyciezyc wszystkie przeciwnosci.
      Zaczelo sie lepiej ukladac-nagle jakas dodatkowa kaska wpadla - jak np. nie
      mielismy na chleb.
      To znowu maz podlapal dodatkowa prace.
      Wspierajcie sie nawzajem a nie oskarzajcie bo to nie pomoze.
      Dopoki razem nie staniecie w szeregu to nie wymagaj od meza zeby ci pomogl,
      bo podejrzewam ze sily,, ochota i wrecz radosc zycia (ktora daje energie)
      go opuscila, on naprawde jest zmeczony. Kobieta wiecej psychicznie wytrzyma
      wiem to z wlasnego doswiadczenia.
      • mamsia_dzidzi Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 11:26
        dzięki dziewczyny !!!
        Ja jestem może chamska,wiem ze to robie ze zmęczenia, moje dziecko jest jeszcze
        male, nigdy nie opuscilam dziecka na krok.Poważnie, na dluzej niz na 15 minut,
        bo sie kąpałam.Tak nie moze być, kobieta siedząca w domu, gotowanie, prasowanie
        itp to jest wypoczęta? To chodzi o to ze gdybym miala pomoc to by tego w ogóle
        nie było.
        • mamsia_dzidzi Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 11:28
          Mój mąż nigdy nie był chętny mi pomagac, skąd ja mogłam o tym wiedziec? tak mi
          mowi siostra, trzeba było nie brac slubu, ale ja bralam slub przed ciążą, i nie
          mialam pojęcia ze mi mąż nie pomoze i on tez nie mial chyba pojęcia ze będzie
          taki leniwy.Fakt jest zmęczony pracą, ale ja tez jestem człowiekeim> Powiem
          szczerze ze jak szykuje mu obiad to on nie przypilnuje dziecka, tylko ja latam
          w tą i spowrotem, czasem ja "mordę" wydrze to z awantury to zrobi.
          • wieczna-gosia Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 11:33
            A dlaczego latasz?
            Wloz mu dziecko w rece i zamknij drzwi. Albo nie rob obiadu. To nie jest tak, ze
            jak ty latasz to on poczuje wyrzuty sumienia. Latasz wsciekasz sie ale obiad w
            rezultacie jest i dziecko zaopiekowane nie? No to znaczy ze dajesz sobie rade.
            Przestan sobie dawac rade. Albo wyraznie zakomunikuj ze nie chcesz sobie sama
            dawac rade, bo masz meza. I sie dogadajcie. Nie twierdze ze to bedzie latwe. Ale
            awantura i dolowaniem nic sie nie zdziala.
          • weronikarb Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 11:34
            Niektore typy tak maja niestety, ze nie poomoga. Na ogol wynosza to z domu. Ich
            mama latala kolo nich i pozniej sa tego skutki sad (choc to nie regula)
            Postaraj sie zmienic to malymi kroczkami, ale to dopiero poskutkuje gdy
            bedziecie mieli wszelkie pretensje za soba.
            Jak kogos sie kocha to chce sie aby druga osoba byla zadowolona i robi sie w
            tej mierze wszystko.
            Moj maz w domu nie robil kompletnie NIC.
            Tesciowa dopiero teraz wie jaki z niego geniusz kulinarny, jak wspaniale sam
            opiekuje sie synkiem.
            Robi to bo chce abym i ja odpoczela, abym pochwalila. Zreszta identycznie robie
            ja, chce aby mnie tez pochwalil.
            To tak w skrocie opisuje
            • cocollino1 Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 12:47
              Popieram w 100%smile))
      • e_r_i_n Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 08:58
        Mam identyczne zdanie - u nas tez jest tak, ze im trudniej, tym lepiej między
        nami. Oczywiscie przychodzą jakieś 'dołki' od czasu do czasu, ale wiemy, że
        póki jesteśmy razem, póty damy sobie rade. Bo generalnie na tym polega
        małżenstwo - żeby sobie pomagac, nie rzucac kłody pod nogi.
    • k_wielinska Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 11:56
      Kochana Mamsio_Dzidzi!
      Dokaldnie Cie rozumiem, bo mam dokladnie taka sama sytuacje w domu. Tylko moze
      moj maz lepiej zarabia... a dodatkowo, to calkowicie nie jest moim
      PRZYJACIELEM. A bycie dla kogos PRZYJACIELEM to najwazniejsza rzecz pod
      Sloncem!!!! Bo tylko PRZYJACIEL jest w stanie zrozumiec, ze masz prawo czuc sie
      gorzej, slabiej, byc zmeczona ciaglym nianczeniem dziecka (no niech mi ktos
      tutaj powie, ze nie mial ani razu chwili zwatpienia!!!!)a dodatkowo wykonujesz
      wszystkie prace domowe, ktore tez nie naleza do najlatwiejszych, jesli trzeba
      je wykonywac z"dzieckiem na reku". Ale zeby nam sie chcialo chciec, to trzeba
      zeby bylo dla kogo. Bo wtedy wszystko jest do zrobienia. Ale jesli maz jest
      niereformowlany i leniwy, to kapota na calej linii!!!!bo mozna stracic caly
      szacunek dla siebie i poczucie wlasnej wartosci i godnosci. Ja juz to wszystko
      przerobilam i teraz jestem na takim etapie, ze klade przyslowiowa laske na
      wszystkie zlosliwosci mojego meza. Wierze, ze znajde kogos naprawde bliskiego,
      kto nie bedzie robil zlosliwych uwag itp. itd. i wtedy bez zmruzenia oka
      odejde. Bo meczyc sie z kims z tytulu tego, ze jest mezem slubnym to bzdura!
      Jakie zgorzknienie i jak szybko Cie opanuje? Zycie ma dla nas jeszcze wiele
      pieknych chwil i niespodzianek losu, nie warto zatem brnac w cos toksycznego,
      tym bardziej, jesli nie widac chocby mdlego swiatelka w tunelu.
      Dlatego zycze Ci wytrwalosci i... podejmij sluszna decyzje. A mamom, ktore
      wypowiadaly sie malo wyrozumiale o Tobie, zycze aby nigdy, przenigdy nie
      musialy stanac w takiej sytuacji, ze sa z kazdym problemem same i ponosza 100%
      odpowiedzialnosci za dziecko... bo wtedy beda zapewne mialy inne poglady.
      Pozdrawiam,
      Karolina
    • iwles Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 12:16
      Rozumiem Cię, bo mam podobny egzemplarz w domu. Tzn. nie mamy kłopotów
      finansowych, ale mąż też lubi sobie pospać po południu. Już go od dawna
      namawiam, żeby zrobił badania na cukier, niestety - podejrzewam, że mógł
      odziedziczyc po ojcu cukrzycę...

      Też często się denerwuję, ale ... zaczynam rozumieć: nie tędy droga...
      Hamuję się, staram się opanować, sporo mnie to kosztuje, kiedy ja sama zasuwam
      jak motorek, a mąż w tym czasie sobie posypia...
      ale.....
      widzę już efekty mojego niekrzyczenia, spokojnych rozmów, że nie wyrabiam się,
      jest mi ciężko...

      Widocznie to taki egzemplarz, który długo "dojrzewa"... i wreszcie dojrzał,
      wstaje nawet w nocy do dziecka smile
      Tylko, że do tego musiał dojść sam...

      Nie wiem, na ile jesteś w stanie samodzielnie się wyciszyć, spróbuj... wiem, że
      nerwy ponoszą, trudno się opanować, ale może na próbę... odpuścić sobie (mówiąc
      mało elegancko: olać). Ułóż sobie życie tak, jakbyś była samotną matką.
      A po kilku dniach - na spokojnie porozmawiaj z mężem, bez złośliwości i ironii,
      bez oskarżania i pretensji.

      Wiem, że tak być nie powinno, ale bądź od niego mądrzejsza i silniejsza.

      Gdybyś miała kłopoty z wyciszeniem się, idź do lekarza, może jakieś lekkie
      ziołowe środki uspokajające? Ale nie bierz sama - zapytaj lekarza.


      Pozdrawiam.
      Iwona.

    • koala500 Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 12:58
      A może przeczytaj to co powiedziała Ci redmiss i zrób tak. Gdy mąż wróci dziś z
      pracy to się nie wydzieraj, gdy zje i trochę odpocznie to zaproponuj spokojną
      rozmowę o Was.ojnie wytłumacz mu czego od niego oczekujesz, porozmawiaj o tym
      co czujesz, wysłuchaj też tego co on ma do powiedzenia. I nie wiń go że mało
      zarabia bo to bardzo dołujące dla mężczyzny, a przecież tak jest teraz w wielu
      rodzinach. Przecież każdy chciałby zrabiać dużo. Skoro od maja idziesz do pracy
      to są perspektywy polepszenia sytuacji materialnej. Myślę że jeśli oboje
      będziecie chcieć to wszystko może się miedzy wami dobrze ułożyć, przecież
      jesteście młodym małżeństwem, macie małe dziecko.
      Pzdr. Napisz jutro jak tam Wam mini dzisiejszy wieczór.
      Zgoda, zgoda ,zgoda,zgoda- Pan Bóg wtedy rękę poda.smile))
    • judytak Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 13:24
      bo ja wiem, chyba razem zwariowaliście...
      dziecko małe, siedzisz w domu, robisz się nieznośna: nie powiem, że nie
      rozumiem, owszem rozumiem, też byłam nieznośna
      ale nie aż tak...
      jak musisz się powściekać (ja też czasami muszę, więc to rozumiem), to wściekaj
      się "bezosobowo", wściekaj się nie na męża, tylko na "tematy zastępcze", to
      powściekacie się razem, będzie fajnie ;o)
      (na pogodę, na polityków, na szefa, na ciotkę co mieszka daleko itp. itd.)

      jeśli mąż tyle śpi, to pewnie jest rzeczywiście zmęczony po pracy?
      no i pewnie woli spać, niż słuchać tego twojego gderania...
      nie mówiąc o tym, że jest śmiertelnie przerażony, co będzie, jak ty pójdziesz
      do pracy, nie daj boże będziesz zarabiała więcej od niego, i albo nie będzie ci
      potrzebny do niczego, albo będziesz chciała, żeby to on był "nianią i
      gospodynią"?
      nie wykluczyłabym depresji, wiele na to wskazuje (zaburzenia snu, myśli
      samobójcze, agresja), ale może najpierw coś takiego:

      zorganizuj 20 zł, kup wina (piwa, ciasto, co tam lubicie), siadajcie wieczorem,
      jak dziecko śpi, i pogadajcie sobie
      pogadajcie o tym, że "jesteście tylko sami sobie"
      o tym, że się kochacie i potrzebujecie na wzajem
      i teraz najważniejsze:
      o tym, jak będzie, kiedy pójdziesz do pracy
      bo przecież coś się zmieni?
      wiele się zmieni?
      nie czekaj, że samo się wyjaśni, kto, co, kiedy, tylko ustalajcie zawczasu
      pomyśl, co chciałabyś od niego?
      nie "tak naprawdę", "gdyby nie było ograniczeń", tylko konkretnie, od jutra?
      może jak się po pracy prześpi, to włożysz mu dziecko do łóżka, niech to będzie
      półgodziny na początek, jak mu będzie pasowało, to wstaje, a jak nie, to niech
      leżą :o)
      może wyjdziecie razem na spacer pod wieczór, to spokojnie wejdziesz do każdego
      sklepu, dziecko z mężem zostawisz na zewnątrz, pooglądasz, powybierasz,
      zapolujesz na promocje, przejrzysz wszystkie gazety na półkach...
      albo co tam jeszcze wymyślisz...
      i niech mąż też może "sobie życzyć", a ty wtedy nie marudź ;o)

      no i jeszcze umówcie się, że przez tydzień nie mówicie o pieniądzach
      zobaczycie, czy to pomaga

      pozdrawiam
      Judyta
      • mamsia_dzidzi judytak 20.04.05, 15:34
        wiesz co zapowiada sie ze jednak zarobię wiecej od męża, on chyba sie zalamie
        • cocollino1 Re: judytak 20.04.05, 15:44
          no to dobrze by bylo sprawy tak rozegrac, zeby poczul sie dumny ze ma taka
          obrotna, madra i zaradna zone, a jednoczesnie moze go to zmobiliuje do pomocy w
          pracach domowych?
        • melka_x Re: judytak 20.04.05, 19:37
          > wiesz co zapowiada sie ze jednak zarobię wiecej od męża, on chyba sie zalamie

          a moze odetchnie z ulga, ze utrzymanie rodziny nie jest wylacznie na jego
          glowie? To w koncu niezly stres. Mnie sie wydaje, ze wiecej facetow frustruje
          sie faktem, ze zona nic nie zarabia, niz ze zarabia za duzo. Nie upieram siewink,
          podrzucam tylko mysl do rozwazeniasmile
    • monanan Re: mój mąż zwariował..... 20.04.05, 13:40
      Ja nie rozumiem jednego - gosc nie chce pomagac przy dziecku bo jest zmeczony?
      Przeciez mu nie kazesz zapi...ać, tylko cieszyc się potomkiem i zyciem
      rodzinnym smile
      A poza tym ja sobie nie wyobrazam nie wyjsc z domu bo jest dziecko. Kazda z nas
      tego potrzebuje. Mowisz po prostu: kochanie wychodze na zakupy/do kolezanki/na
      spacer. Uważaj na malucha. Pa pa
    • mamsia_dzidzi Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 07:59
      wczoraj nie klócilismy sie cały dzień, troche mi pomógł maz.
      Mam nastepny problem taki ze musze w tym tygodniu zalatwic badania do pracy, we
      wtorem go informowalam ze roda,czw,pt musze ktorys z tych dni miec czas dla
      siebie tylko rano.A to jest nie mozliwe bo maz pracuje rano.
      On chce zebym poszla do pracy, namawiał mnie, chodz ja tez bardzo chcialam.
      W tym problem ze go nie interesuje gdzie dam dziecko w tym czasie.On powiedział
      ze nie moze wziasc wolnego.No to jak rozwiazac problem? Oczywiscie jak zwykle
      musze liczyc na siebie.i ALBO KOGOS WYNAJDE ALBO ZREZYGNUJE Z PRACY, ALE TAKA
      JEST PRAWDA ze zapewne nici wyjda z pracy (bo nikogo jeszcze nie znalazlam od 2
      lat).Do złobka tylko wtedy zaprowadze dziecko, kiedy zaczne pracowac i podejme
      decyzje 100% ze tam chce pracowac.
      Inaczej wykluczone, bo nas nie stac.
      Prosilam go wczoraj zey wzial wolne , przeciez sa 2 dni na dziecko albo 4 dni
      na żądanie, ale on się boi wziąśc, taki jest.A wysyla mnie jak najszybciej do
      pracy.
    • mamsia_dzidzi aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa 21.04.05, 08:02
      powiedzial ze on moze wziasc dzien wolny np 2 tygodnie wczesniej zglosic, a nie
      z dnia na dzien czy 3 dni wczensiej. I mial pretensje ze mu mowie w ten dzien
      kiedy i ja sie o tym dowiedzialam.Besczelnośc, ja juz nie weim czy ja jestem
      jakas glupia czy on.
      • umasumak Mamisio Dzidzi 21.04.05, 08:12
        mamsia_dzidzi napisała:

        > powiedzial ze on moze wziasc dzien wolny np 2 tygodnie wczesniej zglosic, a
        nie
        >
        > z dnia na dzien czy 3 dni wczensiej. I mial pretensje ze mu mowie w ten dzien
        > kiedy i ja sie o tym dowiedzialam.Besczelnośc, ja juz nie weim czy ja jestem
        > jakas glupia czy on.
        *****************************************************************************

        No cóż, wolałabym nie odpowiadać na tak postawione pytanie. Doradzę Ci tylko w
        kwestii merytorycznej. Jeśli na prawdę nie możesz liczyć na męża, to tym
        bardziej powinnaś natychmiast iść do pracy, a nie z powodu badań rezygnować.
        Nie chce mi się wierzyć, że nie masz jakiejś koleżanki, która mogłaby zostać z
        maleństwem na parę godzin. A nawet jeżli tak jest, to z powodzeniem możesz
        zabrac dziecko na badania. Mi się zdarzyło zabrać ze sobą córkę, gdy musiałam
        zrobić badania łącznie z USG tarczycy (około pół godziny samo to badanie) i
        zapewniam Cię, że jest to wykonalne. Jeden warunek - trzeba chcieć. A mnie się
        wydaje, że Ty nie chcesz i zrobisz wszystko, nawet na złość, żeby tylko
        udowodnić facetowi jaki jest beznadziejny i jak to wam się przez NIEGO życie
        wali. Zmień nastawienie, bo bardzo źle skończycie. Pzdr
        • kalina_p racja Umo... 21.04.05, 08:17
          Zgadzam się w 100%.
          Na pare godzin mozna opiekunke wynająć.
          Albo iść z dzieckiem.
          Mój mąż TEZ NIE MOZE wziąc sobie wolnego (tego ustawowego) kiedy chce, takie
          życie, niestety.
          Niby jest ten urlop na dziecko i na żądanie ale niestety to zależy,
          jakie "klimaty" sa w pracy i czy nie byłoby potem nieprzyjemności.
          Zrozum trochę męża, naprawde.
          Bo ja juz Ciebie kompletnie nie rozumiem...zero dobrej woli, same trudności i
          jeszcze do faceta pretensje.
        • umasumak Re: Mamisio Dzidzi 21.04.05, 08:19
          A i chciałam Ci jeszcze powiedzieć, że mój mąż, nawet jak obieca, że weźmie
          wolne na jakiś dzień, a raczej że wyjdzie na parę godzin, bo ja chciałabym coś
          załatwić, to niejednokrotnie dzwoni z pracy, że bardzo przeprasza, ale ktoś tam
          przyjachał do firmy i on musi być na spotkaniu, albo że wypadła mi kontrol,
          albo jeszcze coś innego. Gdybym miała z tego powodu na nim psy wieszać, to
          pewnie bylibyśmy już po rozwodzie. Troszkę więcej zrozumienia dziewczyno. Czasy
          są tak beznadziejne, że każdy musi pilnować pracy, bo wiesz przecież jak trudno
          ją znaleźć, a jeszcze trudniej utrzymać. Pzdr
          • umasumak Re: Mamisio Dzidzi 21.04.05, 08:21
            oczywiście miało być "wypadła mu kontrol" a nie "wypadła mi kontrol"
        • mamsia_dzidzi umasumak 21.04.05, 08:33
          z malym dzieckiem pojade do pracy po papiery? pomyslą ze jestem jakas glupia,
          mowilam na rozmowie ze nie ma problemu z dzieckiem, a teraz nagle przyjade z
          dzieckiem wszystko zalatwiac do sekretariatu? oszalałas? w jakim Ty swiecie
          zyjesz?
          • mamsia_dzidzi Re: umasumak 21.04.05, 08:37
            na badania? dajcie spokój,nawet zalatwiac prace musze z dzieckiem? teraz to juz
            gadacie glupoty, maz jak chce zebym pracowala, to musi wykazac troche
            incjatywy, niestety.Ja wykazuje ze bede pracowala po 12 godzin.Wcale mi sie nie
            uśmiecha pracowac po 12 godzin, z myslą ze przyjdę do domu do nastepnej roboty,
            rano ja oczywiscie dziecko do żlobka, wieczorem kąpiel ja bo mąż bedzie spał,ja
            jeszcze karmię dziecko, takze wiem ze na niego nie będę mogła liczyc.
            Nie mam nawet kolezanki ktora moglabym posiedziec z dzieckiem.Jedynie tylko w
            niedzielę, jak mąz ma wolne, to ona jest chętna(koleznak), bo pracuje i
            studiuje, wiec nie ma szansy w inny dzien.
            • amb25 Re: umasumak 27.04.05, 10:48
              A czy ty w ogóle chcesz iśc do pracy? Bo nie gniewaj się - ale odnoszę
              wrażenie, że wcale nie chcesz iśc do pracy, że wolałabyś siedzieć w domu.
              Nie wiem w jakim charakterze będziesz pracować, ale dla mnie praca to
              odpoczynek (głównie psychiczny)- choć po południu w domu dzieckiem zajmuje się
              mąż a obiady najczęściej gotuje mi Teściowa. I wszystkie moje pracujące
              koleżanki też uważają pracę za odpoczynek.
              Kiedy siedziałam w domu z dzieckiem - prawie dwa lata też wariowałam i czasem
              zachowywałam się żenująco. Jednak choć mieliśmy niewielkie problemy finansowe
              to nigdy nie twierdziłam, że mój mąż jest winny. Ale namówiłam go do zmiany
              pracy i jest ok. A oporny jest strasznie.
              Ja wiem, że dziecko to duży problem i załatwiać pracy z dzieckiem na ręku nie
              można - możesz jej po prostu nie dostać. Ale na badania spokojnie z dzieckiem
              iść można, jak będa robili Ci prześwietlenie to może jakaś uprzejma pani z
              recepcji zajmie się maluchem na chwilę.
              A może możesz dziecko "podrzucić" na chwilę sąsiadce, albo do przedszkola
              prywatnego czy żłobka? Sa też świetlice dla dzieci i nawet 0,5 rocznego
              maluszka prrzyjmą na jakiś czas (krótki).
              Mój mąż tez po pracy bywał bardzo zmęczony, w ogóle szybko się męczył, czasem
              wydawało mi sie, że udaje, że robi to specjalnie. Po pewnym czasie okazało się
              że ma chorą wątrobę i stąd te problemy.
              Ale generalnie to jest on okazem rozpieszczonego lenia - mamusia za niego
              wszystko robiła, wręcz starała się zgadywać jego życzenia. Powoli to zmieniamy.
              Czy nie możesz wyjść gdziesz wieczoerm - choćby na spacer, żeby mąż zostal
              zdzieckiem jak już sobie odpocznie? Spacer dobrze Ci zrobi.
    • mamsia_dzidzi Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 08:41
      moje dziecko jest bardzo ruchliwe, nie rozumie jeszcze nic, nie wyobrazam sobie
      zebym miala jechac robic badania, czekac w kolejce z malym dzieckiem, ktore nie
      usiedzi chwili w spokoju, a co dopiero do pracy z dzieckiem, kierowniczka
      pomyslalaby sobie ze zglupialam całkiem,jeszcze z wózkiem pewnie bym weszla.
      O to chodzi ze ja chce isc do pracy ale nikt mi nie pomoze ani maż a tylko
      wymaga.
      • mamsia_dzidzi Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 08:42
        ja bym wszystko zrobila dla meza nawet poszlabym na jeden dzien zwolnienia,
        zresztą są dwa dni na dziecko,i moze w tym wypadku wziąśc(dla chcącego nic
        trudnego), ma mozliwosc, bo ja kiedys pracowalam tam gdzie on i znam
        kierownictwo, zawsze mi szli na rękę, ale on jak zwykle wszystkiego się boi.
        • kalina_p No nie mogę! 21.04.05, 08:48
          1. Masz dziecko a to jednak wiąże sę z pewnymi ograniczeniami.
          2. Może w pracy męża coś się zmienilo i nie tak łatwo wziąć wolne (mój mąznie
          może np. tak o! wziąć sobie wolnego dnia, nie zawsze).
          3. Opiekunkę zatrudnij na kilka godzin.
          4. Nie wymyślaj problemów, bo przesadzasz.
          Zła jestes, że wszystkie tuttaj nie współczują Ci? Ja współczuję Twojemu
          mężowi, naprawde.
          Im więcej piszesz o tej sytuacji tym bardziej mi faceta skodasad
          Pozdrawiam tak czy siak i życze więcej zrozumienia, spokoju, dobrej woli a
          mniej złości i pretensji do świata.
          • mamsia_dzidzi kalina_p 21.04.05, 08:50
            trochę wiecej zrozumienia, opiekunkę zatrudnię jak mi zasponsorujesz, bo nas
            nie stac, czytaj mój tekst ze zrozumeniem
            • kalina_p Re: kalina_p 21.04.05, 08:52
              na 3 godziny Cie nie stac?
              Jeśli to jest kwestia "byc albo nie byc" (czyli miec prace albo nie mieć) to
              rozmawiajmy powaznie..
              • mamsia_dzidzi Re: kalina_p 21.04.05, 08:54
                kalina_p napisała:

                > na 3 godziny Cie nie stac?
                > Jeśli to jest kwestia "byc albo nie byc" (czyli miec prace albo nie mieć) to
                > rozmawiajmy powaznie..

                nie stac mnie dzis na bochenek chleba.
                • e_r_i_n Re: kalina_p 21.04.05, 08:57
                  A koleżankę jakąś masz? Bo to jest rozwiązanie.

                  A poza tym - w pracy, jeśli ktoś będzie niezadowolony, możesz uzyc tych samych
                  argumentów - że nie masz z kim dziecka zostawić.

                  A z dniem wolnym naprawdę może nie być tak łatwo - mój mąż kiedyś pracował w
                  firmie, w której musiał być nawet jeśli miał 40 stopni gorączki.
          • mamsia_dzidzi Re: No nie mogę! 21.04.05, 08:53
            kalina_p napisała:
            > 1. Masz dziecko a to jednak wiąże sę z pewnymi ograniczeniami.

            no własnie, ograniczeniem jest to ze musi pomóc inna sooba, bo nie zaszw mozna
            poradzic sobie samemu.


            > 2. Może w pracy męża coś się zmienilo i nie tak łatwo wziąć wolne (mój mąznie
            > może np. tak o! wziąć sobie wolnego dnia, nie zawsze).


            nie zmienilo sie nic, kompletnie, jestem na bierząco, na 100%, tylko mój mąż
            jest taki ze boi sie cokolweik zalatwic

            3. Opiekunkę zatrudnij na kilka godzin.

            jak oplacicsz mi opikunkę nie ma sprawy


            • mamsia_dzidzi Re: No nie mogę! 21.04.05, 08:56
              nie mam skąd pozyczyc, dlugów mamy od cholery, dlatego nie chce zadluzac sie
              ponownie, nie mamy skąd pozyczyc. Najtaniej a nwet bezplatnie jest zalatwic
              przez męża sobie wolnego, dobrze wie ze nic nie zalatwie jak mi nie pomoze,
              tylko on wie ze do tej pory sobie radzialm i ma mnie w d..., i dlatego nie
              stara sie.
              • kalina_p Nie wierze 21.04.05, 09:01
                a jak z nim o tym wolnym rozmawiałaś?
                Może tak, jak pisałaś, z pretensjami itd? Może spokojnie i miło spróbwać?
                Wytłumaczyc? Nie wnikam ale pomyśl sama, jak ta rozmowa wyglądała?
                NIE WIEZRZE, że jeśli nie macie pieniedzy i masz możliwość załatwienia pracy o
                mąż celowo to utrudnia. Po prostu w to nie wierze, sorry.
            • twinmama76 Kobieto! 21.04.05, 09:03
              Mój mąż NIE MÓGŁ wziąść wolnego na mój poród (ustawowo przewidziany 1 dzień),
              chociaz wczesniej rozmawiał o tym z kierownikiem! Przyszedł dopiero po pracy i
              zobaczył dzieci jako OSTATNIA osoba z rodziny! Jak myslisz, komu było bardziej
              przykro - mnie czy jemu?
              Przeważnie NIE MOŻE wziąść wolnego, a już napewno nie z dnia na dzień!
              Wiem, że niestety nie mogę w tygodniu na niego liczyć i potrafie sobie
              zorganizować pomoc. Jeśli sie nie da inaczej, to idę z dziećmi (1,5
              bliźniakami).

              Zgadzam się z Kaliną - sama wymyślasz sobie problemy i odpowiedzialność za
              wszystko, nawet za WŁASNE niezorganizowanie zwalasz na męża.
              • mamsia_dzidzi Re: Kobieto! 21.04.05, 09:07
                nie, on nie utrudnia, tylko sobie w mawia zeby nie zaklawteic, bo wie ze do tej
                pory sobie dawalam radę,tylko ze w sprawie pracy to juz musi byc pomoc.
                • e_r_i_n Re: Kobieto! 21.04.05, 09:11
                  No to mu to powiedz, wytłumacz. Na SPOKOJNIE.
                • kalina_p Re: Kobieto! 21.04.05, 09:11
                  nie wierze, że ni chce pomóc, jesli nie macie kasy a załatwiasz prace. Może po
                  prostu NIE MOZE? Zobacz, ile dziewczyn o tym pisze...zastanów się, skoro jednak
                  wiekszośc faceta broni to może cos w tym jest..?
                  • mamsia_dzidzi Re: Kobieto! 21.04.05, 09:14
                    > nie wierze, że ni chce pomóc, jesli nie macie kasy a załatwiasz prace. Może
                    po
                    > prostu NIE MOZE? Zobacz, ile dziewczyn o tym pisze...zastanów się, skoro
                    jednak
                    >
                    > wiekszośc faceta broni to może cos w tym jest..?


                    moze i ja nie mam racji, moze powinnam zrezygnowac, skor nie pomoze mi, jego to
                    kompletnie nie obchodzi, tak mi wczoraj powiedzial
                    • mamsia_dzidzi Re: Kobieto! 21.04.05, 09:16
                      powiedzial ze taki jest ze nie potrafii nic zalatwic ze go nie obchodzi nic
                      wiecej,nie zalatwi i koniec - to są jego słowa.
                      • kalina_p Re: Kobieto! 21.04.05, 09:17
                        takie słowa to mie sie kojarza jedynie ze wsciekłym i załamanym facetem.
                        Pogadajcie spokojnie...
                    • kalina_p Re: Kobieto! 21.04.05, 09:16
                      A kłóciliscie sie pewnie?
                      Może pogadaj z nim o tym na spokojnie, wykaz dobra wolę, nie miej pretensji i
                      sobie wyjaśnijcie.
                      A rezygnowac nie powinnas chyba, skoro to dla Ciebie takie ważne i forsy
                      brakuje...
                    • e_r_i_n Re: Kobieto! 21.04.05, 09:17
                      mamsia_dzidzi napisała:

                      > moze i ja nie mam racji, moze powinnam zrezygnowac, skor nie pomoze mi, jego
                      > to kompletnie nie obchodzi, tak mi wczoraj powiedzial

                      A potem mieć argument do kolejnego wypominania? Ja wierzę, że facetowi może być
                      ciezko wziac wolne. I wierze, ze sa inne wyjscia, zeby załatwic konieczne do
                      pracy formalnosci. W ostatecznosci mozna zalatwic je z dzieckiem (wiele mam ma
                      zapewne doswiadczenie z załatwianiem 'papierków' z dzieckiem na reku, ja
                      osobiscie do nich naleze).
                      • mamsia_dzidzi Re: Kobieto! 21.04.05, 09:20
                        e_r_i_n napisała:

                        > mamsia_dzidzi napisała:
                        >
                        > > moze i ja nie mam racji, moze powinnam zrezygnowac, skor nie pomoze mi, j
                        > ego
                        > > to kompletnie nie obchodzi, tak mi wczoraj powiedzial
                        >
                        > A potem mieć argument do kolejnego wypominania? Ja wierzę, że facetowi może
                        być
                        >
                        > ciezko wziac wolne. I wierze, ze sa inne wyjscia, zeby załatwic konieczne do
                        > pracy formalnosci. W ostatecznosci mozna zalatwic je z dzieckiem (wiele mam
                        ma
                        > zapewne doswiadczenie z załatwianiem 'papierków' z dzieckiem na reku, ja
                        > osobiscie do nich naleze).

                        tak, ja moge isc na reku z dzieckiem, ale ja nie chce tego robic, bo moze ze
                        mnie zrezygnują skoro nie mam z kim zostawic dziecko, ja jeszcze nie
                        pracuję,obiecalam ze z dzieckiem nie bedzie problemu, a jednak....
                        • e_r_i_n Re: Kobieto! 21.04.05, 09:23
                          Powiedzialas, ze jak bedziesz pracowac, nie bedzie problemu. Na razie nie
                          pracujesz, nie zarabiasz, wiec nie masz pieniedzy na opiekunke czy zlobek.
                          Jasna sprawa, dla pracodawcy rowniez, mysle.

                          A co z kolezanka/sasiadka/kims innym, kto moglby sie podjac opieki?
                          • mamsia_dzidzi Re: Kobieto! 21.04.05, 09:24
                            e_r_i_n napisała:

                            > Powiedzialas, ze jak bedziesz pracowac, nie bedzie problemu. Na razie nie
                            > pracujesz, nie zarabiasz, wiec nie masz pieniedzy na opiekunke czy zlobek.
                            > Jasna sprawa, dla pracodawcy rowniez, mysle.
                            >
                            > A co z kolezanka/sasiadka/kims innym, kto moglby sie podjac opieki?

                            oszukalam ze babcia sie zajmie dzieckiem, a pozniej pojdzie do zlobka, zeby
                            dostac tą pracę, kierowniczka która mnie przyjmowala, to tylko dawala warunek
                            ze z dzieckiem nie bedzie problemu.
                            • e_r_i_n Re: Kobieto! 21.04.05, 09:27
                              No to trochę nierozsadnie zrobilas. Wiesz, ze dziecko od razu nie zostaje
                              w zlobku na 8 godzin? Jak sobie wyobrazasz poczatki, kiedy dziecko sie musi
                              zaadaptowac?
                • umasumak Re: Kobieto! 21.04.05, 09:15
                  mamsia_dzidzi napisała:

                  > nie, on nie utrudnia, tylko sobie w mawia zeby nie zaklawteic, bo wie ze do
                  tej
                  >
                  > pory sobie dawalam radę,tylko ze w sprawie pracy to juz musi byc pomoc.

                  ****************************************************************************

                  Musi, nie musi, dziewczyno a co by było gdybyś była samotną matką? Też byś do
                  pracy nie poszła i piętrzyłabyś przeszkody? Jeszcze raz Ci powtarzam: przestań
                  liczyć na kogokolwiek poza sobą, zorganizuj sobie dzień załatwiania formalności
                  tak, jakbyś była samotną matką. Pomyśl, jak dostaniesz tę pracę, to będzie wam
                  lepiej finansowo. Chyba warto zrobić jeszcz ten wysiłek?
                  • mamsia_dzidzi Re: Kobieto! 21.04.05, 09:18
                    gdybym byla samotną matką, to zapewne znalazlabym sobie faceta, nigdy sama bym
                    nie byla.Skoro mam męza to mi musi pomoc w takiwj sytuacji gdzie ja nie mogę
                    sama sobie pomóc, wiem ze jakby chciał to by zalatwil.
                    • kalina_p a może nie chce, bo 21.04.05, 09:21
                      ma Ciebie dosyc? Pretensji, wypominania? Może sie juz "czara przelała" i facet
                      naprawde ma w nosie, co załatwisz i jak? Może juz dosyc ma wysłuchiwania, jaki
                      to jest do dupy i że nic nie potrafi?
                      Wcale bym się mu nie dziwila...
                      masz 3 wyjścia:
                      -zmienic swój do niego stosunek
                      -rozwieśc się i byc samotna matka
                      -znależc nowego, który bedzie Cie utrzymywał
                      • mamsia_dzidzi Re: a może nie chce, bo 21.04.05, 09:28
                        kalina_p napisała:

                        > ma Ciebie dosyc? Pretensji, wypominania? Może sie juz "czara przelała" i
                        facet
                        > naprawde ma w nosie, co załatwisz i jak? Może juz dosyc ma wysłuchiwania,
                        jaki
                        > to jest do dupy i że nic nie potrafi?
                        > Wcale bym się mu nie dziwila...
                        > masz 3 wyjścia:
                        > -zmienic swój do niego stosunek
                        > -rozwieśc się i byc samotna matka
                        > -znależc nowego, który bedzie Cie utrzymywał

                        on musi miec wyjscie albo mi pomoze, albo bedziemy tak zyc, ze na nic nas nie
                        stac. Niech się ktoś wypowie wreszcie ze w tym temacie jesli chodzi o prace mam
                        rację.Skoro decydowal sie na dziecko, wysyla mnie do pracy to chyba musi mi
                        pomóc, zeby nie weim co.Nawet urlop planują za niego, nie mozna byc taką
                        ofiarą. Pytają sie kiedy chce miec urlop a on nie wie,nie zalezy mu, to chyba
                        nie jest moja wina, bo problemy w malzenstwie zaczely sie rok temu,a 5 lat temu
                        byl w wojsku i tylko na przysiege przyjechalam do niego, bo w ciągu roku nie
                        wyszedł na przepustkę bo bał sie zapytac o nią.
                        • kalina_p .......................boże! 21.04.05, 09:31
                          to w takim razie po co brałaś ślub?
                          Skoro to taka ofiara i Cię wkurza?
                          Wybrałaś sobie męża to postaraj się życie z nim ułożyć a jak nie to sie
                          rozstańcie.
                          Nie masz racji z ta praca, wiele nas juz Ci o tym napisało. Sorry.
                          Pozdrawiam
                        • redmiss Re: a może nie chce, bo 21.04.05, 09:33
                          ty tylko czekasz, żeby ci ktoś napisał, że masz rację smile jakie to żałosne...
                          zamiast czytać rad i premyśleć wszystko, tylko czekasz, aż ktoś powie: biedna
                          dziewczynka, no masz rację, twój chłop to gnojek!
                          Wiesz co ci powiem?? WIDZIAŁY GAŁY CO BRAŁY!!! teraz radź sobie sama, skoro
                          wszystkie wypowiedzi cię nie zatysfakcjonują!
                        • nanuk24 Re: a może nie chce, bo 22.04.05, 01:24
                          "byl w wojsku i tylko na przysiege przyjechalam do niego, bo w ciągu roku nie
                          wyszedł na przepustkę bo bał sie zapytac o nią."

                          No wlasnie. Mnie sie Droga Kolezankao wydaje, ze nie staral sie o przepustke, bo
                          zadna przyjemnosc bylo sie z toba widywac. I wcale mu sie nie dziwie.

                          Ja wolalabym walnac 10 razy glowa w mur, niz siedziec pod jednym dachem z jedza,
                          ktorej jedynym celem jest dokuczyc ososbie, ktora sie niby kocha.
                          • mamsia_dzidzi nanuk24 22.04.05, 07:52
                            nanuk24 napisała:

                            > "byl w wojsku i tylko na przysiege przyjechalam do niego, bo w ciągu roku nie
                            > wyszedł na przepustkę bo bał sie zapytac o nią."
                            >
                            > No wlasnie. Mnie sie Droga Kolezankao wydaje, ze nie staral sie o przepustke,
                            b
                            > o
                            > zadna przyjemnosc bylo sie z toba widywac. I wcale mu sie nie dziwie.
                            >
                            > Ja wolalabym walnac 10 razy glowa w mur, niz siedziec pod jednym dachem z
                            jedza
                            > ,
                            > ktorej jedynym celem jest dokuczyc ososbie, ktora sie niby kocha.


                            jędzą to ty jestes.
                            Nie znasz mnie i nie ubliżaj. Wcale na przeputskę nie musiał do mnie
                            przyjezdzac,on nawet do rodziców nie przyjechał, nawet mama jego mówiła mi to
                            samo co mysle.
                            Walnij sobie głową w mur w mur i odetchnij
                    • umasumak Re: Kobieto! 21.04.05, 09:26
                      i na tym możemy właściwie skończyć dyskusje. Ty po prostu nie chcesz nic
                      zmienić. Kompletny brak dobrej woli. Ręce opadają. Pozdrawiam i życzę więcej
                      rozsądku
    • mamsia_dzidzi Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 09:23
      do tej pory byłam samowystarczalna, dobrze o tym wie, dlatego ma takie
      podejscie do wszystkich spraw, on mi nie pomoze, ja to wiem a w tym przypadku
      ja nie mam co zrobic z dzieckie, to jest praca i musze zalatwic wszystko sama,
      nie wezmę dziecka ze sobą, ja nie ide zalatwiac coś urzędowo,ani na pocztę.To
      jest już ważniejsza sprawa, tutaj wykluczona jest obecnosć z dzieckiem.
      • e_r_i_n Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 09:24
        Ok, wiec skoro wiesz, ze nie pomoze, to o co zlosc? Znajdz inne rozwiazanie
        i koniec.
        • kalina_p Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 09:29
          ale wtedy nie mialaby o co miec pretensji do męża, ehehe.
          To chyba kólko zamknietesad
          • mamsia_dzidzi Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 09:30
            złosc jest o to ze nie mam mi kto pomoc ze mam takiego męża.Nie wiedzialam ze
            bede sama wszystko musiala robic.
            • kalina_p małżeństwo to 2 osoby 21.04.05, 09:34
              które jakos musza i chca się dogadac.
              Jak jedna sie przestaje starać to druga może pomóc, jak druga zaczyna miec
              klopoty to ta pierwsza pomaga. Kompromisy. Zrozumenie.
              Stosunek roszczeniowy do zycia i faceta to nie jest rozwiazania.
              zastanow się troche nad tym.
              Ja juz tu napisałam, co mialam napisac i podobnie, jak Uma zycze wiecej
              zrozumienia.
              zastanow sie, co robisz i czego chcesz.
              pozdrawiam
              • mamsia_dzidzi Re: małżeństwo to 2 osoby 21.04.05, 09:40
                nie o to chodzi czy usatysfakcjonowaly mnie odpowiedzi czy nie. Chodzi o to co
                pisalam, ja nie dam rady zalatwic pracy bez pomocy męża, juz kombinowalam
                wszystkiego, on musi byc i mi pomoc.Tylko moze problem polega na tym ze jakbym
                go tak prosila np zeby zrobic cos po jego mysli to pewnie i by dal sie namowic,
                ale siedzenie z dzeckiem wykluczone, on nie lubi opiekowac się, nie nakarmi,
                nie przewinie...
                • kalina_p Re: małżeństwo to 2 osoby 21.04.05, 09:44
                  ja myslę, że jakby zostal sam to by i nakarmil i przewinąl, bo nie mialby
                  innego wyjściawink
                  Pogadaj z nim spokojnie, milo, jeszcze raz.
                  I naprawde nie miej do niego o wszystko pretensji.
                  • mamsia_dzidzi Re: małżeństwo to 2 osoby 21.04.05, 09:46
                    dzis poprosze go ostatni raz, jesli nie to wyjscie mam tylko w niedzielę,ale w
                    niedzielę wszystko zamkinięte.
                • e_r_i_n Re: małżeństwo to 2 osoby 21.04.05, 09:46
                  A czy Ty robisz tylko rzeczy, które lubisz? Ja na przykład nie lubię zmywać
                  naczyń i obierać ziemniaków, ale to robię, bo nikt za mnie tego nei zrobi.
                  I Twój mąż, tak jak pisze Kalina, będzie musiał przewinąc i nakarmić.
                  • mamsia_dzidzi Re: małżeństwo to 2 osoby 21.04.05, 09:47
                    ale jak go zostawic z dzieckiem? nie on nie nakarnmi bo dziecko nie lubi od
                    niego, juz próbowal, jak mu nakazalam,a nie przewinie napewno.dziecko bedzie
                    chodzilo w pamppersie caly ddzie, odparzone, taka prawda.
                    • e_r_i_n Re: małżeństwo to 2 osoby 21.04.05, 09:49
                      Wiesz, nie wierzę, że zniesie płacz głodnego i nieprzewinietego dziecka (jesli
                      nie z zalu, ze dziecku zle, to chociaz z braku cierpliwosci).

                      A moze warto zakopac topor wojenny z dziadkami?
                      • mamsia_dzidzi Re: małżeństwo to 2 osoby 21.04.05, 09:51
                        dziadkowie i rodzice mieszkają 600 prawie km od nas.Siostra prawie 200km, brat
                        tez 600 prawie
                        • mamsia_dzidzi Re: małżeństwo to 2 osoby 21.04.05, 09:52
                          dlatego mamy malo znajomych, nie ma szans. Tak mi przykro, trafiła sie praca,
                          od roku poszukuję a nawet dluzej a on mi robi taka łaskę.
                          • e_r_i_n Re: małżeństwo to 2 osoby 21.04.05, 09:53
                            Az mnie kusi, zeby zapytac, skad jestes i zaproponowac pomoc. Ciekawe, czy
                            jakies przeciwwskazania do tego beda smile
                          • kalina_p no jeszcze napisze jednak: 21.04.05, 09:54
                            nie wydaje mi sie, żeby to byla "łaska". W pierwszym poscie opisalas sytuacje,
                            której np. mój mąz by nie zniósł. Albo by sie wściekl albo mnie zostawiłwink
                            Wydaje mi się, ż Twój mąz ma dosyc tego, co się dzieje. I wydje mi sie, że
                            najpierw Ty powinnas się zmienić, żeby cos zaczęło się polepszać.
                            A skąd jestes?
                            Może ktoś z forum może zostac z Twoim dzieckiem na pare godzin na czas
                            załatwiania tych badań?
                      • kalina_p Re: małżeństwo to 2 osoby 21.04.05, 09:51
                        zniesie, twardy jest! A co!
                        hehe.
                        • mamsia_dzidzi Re: małżeństwo to 2 osoby 21.04.05, 09:54
                          dzis zobaczymy, ale skoro nie zalatwil wczoraj, dzis to i jutro nici zapewne.
                          Zaraz mu przypomne jeszcze smsem. Nawet nie mamy skąd pożyczyc pieniędzy, ja
                          mam tylko jedną kolezankę, ona mi juz pozyczyla, wiec najpierw musze jej oddac,
                          bo nie mam mowy inaczej, a mąż ma kolegów wiecej w pracy,i tez nie ma od kogo.
                          Ja pracowalam tez tam, ale to są sami faceci, Własnie jego koledzy.
                          • mamsia_dzidzi Re: małżeństwo to 2 osoby 21.04.05, 09:55
                            mieszkamy w Warszaiwe
                            • e_r_i_n Re: małżeństwo to 2 osoby 21.04.05, 09:56
                              No to tak jak ja. Do kiedy musisz zrobic te badania?
                              • mamsia_dzidzi Re: małżeństwo to 2 osoby 21.04.05, 09:56
                                do jutra.
                              • kalina_p Erin 21.04.05, 09:57
                                to jest nas 2, z jednym dzieckim sobie poradzimy?
                                dawaj, pomożemy koleżanc!
                                • e_r_i_n Re: Erin 21.04.05, 09:58
                                  smile No jasne. Tyle, ze ja jutro rano niedyspozycyjna - zajecia na uczelni mam uncertain
                                  • kalina_p Re: Erin 21.04.05, 10:01
                                    wylamujesz się!
                                    a ja Cie przy okazji chciałam poznaćsad
                                    • mamsia_dzidzi Re: Erin 21.04.05, 10:01
                                      jak sie wyłamuje, no co TY
                                    • e_r_i_n Re: Erin 21.04.05, 10:03
                                      No nei wyłamuję, tylko ostatnio i tak duzo zajec przez chorobe syna zarwalam i
                                      wiecej nie moge sad
                                      A poznac sie mozemy i bez takiej okazji smile
                            • kalina_p Re: małżeństwo to 2 osoby 21.04.05, 09:56
                              podrzuc mi malego. Ile ma?Pare godzin wytrzymam. Chyba, że ma uczulenie na
                              sierśc...mam psy i koty.
                              • mamsia_dzidzi Re: małżeństwo to 2 osoby 21.04.05, 09:57
                                a gdzie mieszkasz?
                                jak dzis nic nie zalatwi to chcetnie skorzystam
    • mamsia_dzidzi Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 09:58
      wieczorem sie odezwe i napisze wszystko. Powiem mu ze obce mamy z forum chcą mi
      pomóc a własny mąż robi mi łaske.
      • e_r_i_n Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 09:59
        No jak tak mu powiesz, to na pewno wszyyyystko zalatwisz... Ech...
        • kalina_p kobito... 21.04.05, 10:00
          jak mu tak powiesz to na pewno będzie pk...No zastanow się!
          Porozmawiaj z nim milo i spokojnie a nie tak!!!
        • mamsia_dzidzi Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 10:01
          a co mam mu powiedziec ze "trudno jak mi nie pomozesz to nie bede sie
          denerwowala,ok, poradze sobie sama?" Ja juz mam takie nerwy z tego powodu ze
          bym go rozszarpala.
          • kalina_p Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 10:03
            Powiedz mu tak:
            "kochanie, prosilamCie o wolne, pamiętasz? bardzo mi na tym zależy. Tbie
            przeciez tez, bo moge załatwićpracę...Postaraj się, prosze, żby wziąć wolny
            dziń. Wierzę, że Ci się uda, bylabym Ci bardzo wdzięczna i zadowolona. Dobrze?"
            A potem daj mu buziakawink))
            • mamsia_dzidzi Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 10:04
              ok.dzis mu tak powiem, wieczorem sie odezwe.
              • kalina_p ok, tylko pamietaj 21.04.05, 10:06
                bądź spokjna, wspieraj go, utwierdzaj w tym, ż jest nezatapion i ż potrafi nie
                kłć s nim i rozmawiaj urzywajac rzeczowych argumentów
                typu :wolne=badania=praca=forsa.
              • pade Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 13:44
                wiesz co, z zainteresowaniem przeczytałam wszystkie wypowiedzi i przyszedł mi
                do głowy taki pomysł (może głupi)nie znam warunków pracy Twojego męża itd, ale
                ja bym zaprowadziła dziecko do pracy męża i poprosiła żeby popilnował (musiałby
                wtedy wziąć chociaż dwie godziny wolnego)a potem szybciutko polecialabym na
                badania i tyle. Możesz go uprzedzić o takiej ewentualności, ale nie groźbą!!!
                Jesli pomogą Ci dziewczyny z forum to znów wyjdzie na to, że zawsze sobie sama
                radzisz, a on się już pewnie do tego przyzwyczaił, a ponadto podejrzewam, że
                dość często mu to wypominasz (że radzisz sobie sama), więc nie dziwię się, że
                się zaparł i nie chce pomóc. Spróbuj tez czasem poodgrywać słabą kobietkę..On
                na pewno chce się czuć potrzebny i doceniany, a skoro wszystko robisz sama, a
                zwłaszcza koło dziecka, to mu się nie dziw że nie chce. Boi się, że będziesz na
                niego wrzeszczeć, że robi coś nie tak, po prostu...
          • e_r_i_n Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 10:03
            Tak, dokładnie. Ze tym razem poradzisz sobie sama, ale jak pojdziesz do pracy,
            to musi sie liczyc z tym, ze bedzie musial sie mocniej zaangazowac w zycie
            rodziny.
    • g0sik Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 10:27
      Jeśli dostaniesz pracę to co z dzieckiem? Nie wierzę że z dnia na dzień
      rozwiążesz problem jeśli nie potrafisz zorganizować sobie wyjścia na badania.
      Nie we wszystkich żłobkach są miejsca z dnia na dzień, a opiekunka to poważny
      wydatek.

      Gdybyś miała problem z wyjściem na te badania możesz maleństwo podrzucić do
      mnie. Ola ma opiekunkę, nie będzie problemu żeby przez parę godzin zajęła się
      dwojgiem dzieci.

      A jeśli chodzi o Twojego męża to wrzuć trochę na luz. Facet długo tego gderania
      i pretensji nie wytrzyma, a jeśli się rozstaniecie będzie Ci o wiele ciężej.
      Nie oszukuj się, że jest wielu chętnych facetów którzy marzą o tym żeby wziąść
      sobie na głowę utrzymanie baby i cudzego dziecka. Prędzej trafisz na
      szukających niezobowiązującego seksu niż gotowych do zobowiązań.
      • e_r_i_n Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 10:29
        g0sik napisała:

        > Jeśli dostaniesz pracę to co z dzieckiem? Nie wierzę że z dnia na dzień
        > rozwiążesz problem jeśli nie potrafisz zorganizować sobie wyjścia na badania.
        > Nie we wszystkich żłobkach są miejsca z dnia na dzień, a opiekunka to poważny
        > wydatek.

        Dokładnie tak. W Warszawie jest problem z miejscami, a poza tym przecież
        dziecko się musi do zlobka przyzwyczaic (i zajmie to jakiej dwa, trzy tygodnie
        minimum).
        • wieczna-gosia no wiec sobie przeczytalam 21.04.05, 11:27
          i troche mi sie zmienil poglad- sluchaj ty idziesz do pracy tak?

          No wiec moim zdaniem dziecko juz dawno powinno byc w zlobku zaaklimatyzowane.
          Wtedy ty bys miala czas na badania i papiery a twoj maz widzialby ze ty do tej
          pracy idziesz. Bo na razie widzi ze nie idziesz. No OK, on zaluzmy jutro wezmie
          dzien wolny. Albo kalina serce czlowiek przypilnuje ci dziecka. Od kiedy masz
          pracowac? Co wtdy z dzieckiem? A jak zachoruje ( a zachoruje na pewno, pare razy
          i na tydzien minimum)?

          No ludzie- ustalcie moze pewne sprawy miedzy soba zamiast podejrzewac sie o
          chorobe umyslowa. Jak ja sie zabieram do rzeczy w taki wlasnie sposob od d...
          strony- czyli zaczynam od najazdu na meza ze mi nie pomaga i dlaczego mi nie
          pomoze bo przeciez musimy... itd, to tez mi nie idzie. Natomiast gdy siadam z
          nim- duuuzo wczesnij i ustalam- to i to musze zalatwic, tu i tu jestes mi
          potzrebny. I wtedy nawet jak mu sie zdarzy nawalic- a zdarza mu sie dokladnie
          tak jak u Umy dzeci ja wymeldowalam w jeden dzien a moj maz od dwoch tygodni
          odwoluje nasze plany bo po prostu NIE MOZE wziac wolnego.
          • cocollino1 Re: no wiec sobie przeczytalam 21.04.05, 11:55
            No i ja poczytalam, i mysle ze jednak to zachowanie meza nie wzielo sie znikad,
            moze to byc wlasnie efekt czestego, nie wiem moze codziennego utyskiwania zony,
            ze maz jest do d.... A w kwestii pracy, to oczywiscie ja sie zgadzam, ze
            pojscie na rozmowe z dzieckiem nie jest zbyt wlasciwe, zwlaszcza ze obiecywala,
            ze z dzieckim problemow nie bedzie bo ma zapewniona opieke. No ale tutaj to juz
            mozna miec pretensje tylko do samej siebie. No skoro ide na rozmowe to nie po
            to zeby nawciskac kitu potencjalnemu pracodawcy, ze bedzie ok z dzieckiem,
            tylko ide bo juz mam ustalone kto i jak zaopiekuje sie dzieckiem. Czyli omawiam
            z mezem na spokojnie zanim zaczne szukacc roboty jak zapewnimy opieke
            dziecku.chyba trzebaby bylo jeszcze raz zaczac z mezem pewne tematy i pewne
            rzeczy ustalic i dopiero zaczac dzialac. I nie dolowac ani męża ani siebie.
            Ktos tu fajnie napisal, ze gramy w jednej druzynie z mezem i bronimy tej samej
            bramki a nie strzelamy sobie samoboje.
            • ulkapolla Re: no wiec sobie przeczytalam 21.04.05, 12:54
              cocollino1 napisała:
              > Ktos tu fajnie napisal, ze gramy w jednej druzynie z mezem i bronimy tej
              samej
              > bramki a nie strzelamy sobie samoboje.

              Tylko, ze maz autorki postu jest raczej biernym graczem i malo go obchodzi co
              do ich wspolnej bramki wpadnie.
              • nanuk24 Re: no wiec sobie przeczytalam 22.04.05, 01:40
                ulkapolla napisała:


                > Tylko, ze maz autorki postu jest raczej biernym graczem i malo go obchodzi co
                > do ich wspolnej bramki wpadnie.

                Ja sie nie dziwie, ze maz jest biernym graczem. Bo skoro on strzeli bramke, a
                zona zaczyna najezdzac, jakim on jest niedorajda, bo strzelil nie z tej strony
                co trzeba.

                Ja osobiscie nie chcialabym, zeby maz wrzeszczal na mnie, jakim to ja jestem
                nieudacznikiem.
          • mamsia_dzidzi Re: no wiec sobie przeczytalam 21.04.05, 15:46
            wieczna-gosia napisała:
            > i troche mi sie zmienil poglad- sluchaj ty idziesz do pracy tak?
            >
            > No wiec moim zdaniem dziecko juz dawno powinno byc w zlobku zaaklimatyzowane.
            > Wtedy ty bys miala czas na badania i papiery a twoj maz widzialby ze ty do tej
            > pracy idziesz. Bo na razie widzi ze nie idziesz. No OK, on zaluzmy jutro
            wezmie
            > dzien wolny. Albo kalina serce czlowiek przypilnuje ci dziecka. Od kiedy masz
            > pracowac? Co wtdy z dzieckiem? A jak zachoruje ( a zachoruje na pewno, pare
            raz
            > y
            > i na tydzien minimum)?


            powinno i nawet 2 miesiace wczesniej byc w złobku, ale my nie mamy sponsorów
            jak wspominałam, dlatego nie stac mnie na zlobek, dzis nie mam na chleb, a co
            dopiero złobek.
            Druga sprawa, wiec gdy podejmę pracę, zarobię to dziecko moze isc do tego
            zlobka, a jak zachoruje to albo zrezygnuje z pracy, albo pojde na zwolnienie.
            Inaczej nie da rady.
            • e_r_i_n Re: no wiec sobie przeczytalam 21.04.05, 18:47
              mamsia_dzidzi napisała:

              > powinno i nawet 2 miesiace wczesniej byc w złobku, ale my nie mamy sponsorów
              > jak wspominałam, dlatego nie stac mnie na zlobek, dzis nie mam na chleb, a co
              > dopiero złobek.

              Ale zrozum - dziecko od pierwszego dnia nie bedzie mogło zostać w złobku na
              całe 8 godzin (bo zapewne tyle bedziesz pracowac). Wiec niestety - konieczne
              jest nawet zapozyczenie sie (dla dobra dziecka).

              > Druga sprawa, wiec gdy podejmę pracę, zarobię to dziecko moze isc do tego
              > zlobka, a jak zachoruje to albo zrezygnuje z pracy, albo pojde na zwolnienie.
              > Inaczej nie da rady.

              Hmmm, dzwine to wszystko dla mnie...
              • mamsia_dzidzi dziwne? 21.04.05, 18:51
                e_r_i_n napisała:

                > Hmmm, dzwine to wszystko dla mnie...

                dziwne, ? jakbys nie miala co jest to tez mialabys takie podejscie do
                wszystkiego.Ja musze ryzykowac,żeby dostac tą pracę. Musze powiedziec ze mam z
                kim zostawic dziecko zeby dostac prace, to nie bedziemy cierpiec na tyle jak
                teraz.
                • mamsia_dzidzi korekta, jakbys nie miała co "jesc" 21.04.05, 18:52
                  • e_r_i_n Re: korekta, jakbys nie miała co "jesc" 21.04.05, 19:00
                    Ja rozumiem, ze powiedzialas w pracy, ze sprawa z dzieckiem jest zalatwiona.
                    Teraz tylko powinnas zadbac tez o spokoj dziecka, ktore musi miec czas na
                    przyzywczajenie sie do zlobka. Bo powiedz szczerze - jak Ty to sobie
                    wyobrazasz? Zaczynasz prace 4 maja i dziecko 4 maja idzie do zlobka na 8
                    godzin? (pomijam juz fakt, ze pierwsza pensje dostaniesz pod koniec maja,
                    a za zlobek trzeba zaplacic do 5).
                    • kalina_p Re: korekta, jakbys nie miała co "jesc" 21.04.05, 19:06
                      wiesz, erin, dla mnie tez to jest dziwne wszystko.
                      Niby praca itd. a nic nie zalatwione...
                      Pisalas, mamsiu, ze praca 12 godzin?
                      A zlobek 8...
                      I jak z ta platnoscia pod koniec miesiaca?
                      Jakos to wszystko wydaje sie być lekko naciąganesad
                      • ulkapolla Re: korekta, jakbys nie miała co "jesc" 21.04.05, 19:57
                        Tez juz zaczynam myslec, ze to fikcja jakas.
                        • mamsia_dzidzi no nie........ 22.04.05, 07:59
                          ulkapolla napisała:

                          > Tez juz zaczynam myslec, ze to fikcja jakas.

                          ze tak się ukłąda w moim związku to odrazu fikcja?
                          Dajcie spokuj. Mąż wczoraj był na rozmowie i chcieli go przyjąc do pracy, w
                          której zarobiłby o 150 zł mniej, z tym ze lepsze warunki pracy o wiele lepsze.
                          Bo tutaj ma niestety złe, no i chce tą pracę zmienic.
                          To juz całkiem sie załamałam.
                          Dziś nie muszę robic badan,bo wczoraj zadzwonila do mnie pani z innej pracy
                          (wysyłalam 100 CV) i zaproponowala pracę nawet lepszą bo za te same zarobki a
                          nie po 12 godzin, tylko pół etatu.Więc nie ma co sie zastanawiac tylko iść na
                          pół etatu, i jest możliwość pracowania wtedy kiedy mi odpowiada w godzinach
                          między 9 a 21. Także złobek odpada, bo i tak narazie nie mamy pieniędzy, a mąż
                          pracuje do 14, więc czy chce czy nie chce bedzie po pracy zajmowal sie
                          dzieckiem.I juz mnie to mało obchodzi, ja chce isc do pracy.
                          A, i jeszcze jedno ze jakby zmienil prace to dopiero po 3 miesiacach zarabiałby
                          tyle samo co teraz(czyli mało) ale zmieniłby branżę i warunki pracy. Ale
                          godziny pracy znów do 18, więc cały dzień, a jakby zmienil tą pracę to moja
                          praca wykluczona.
                          Znów jest problem, ale chyba bedzie musial zostac przy tej pracy.
                          • kalina_p No to świetie!!!!!! 22.04.05, 08:34
                            Masz prace, kłpot z glowy, pieniędy będzie więcej, super!
                            Mam nadzeje, że się cieszysz...
                            No a teraz zotje sprawa męża - pomyśl o tym, co tu dziewczyny pisaly i sprobuj
                            jaos to małżeństwo naprawić...Powodzenia żyzę!
    • ulkapolla Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 11:40
      Dziewczyny,
      Czytam i oczom nie wierze. Przeciez mamsia_dzidzi nie jest samotna matka! Ma
      meza, ktory jest ojcem dziecka. I ma od niego niczego nie wymagac? Zadnej
      pomocy? Liczyc tylko na siebie a biednego, zmeczonego faceta zostawic w
      spokoju? Cos tu jest nie tak. Facet na moje oko ma wszystko gdzies i chce tylko
      swietego spokoju a Wy jednoglosnie go usprawiedliwiacie. On ma obowiazek jej
      pomoc, zwlaszcza, ze dziewczyna idzie do pracy. Ma obowiazek pomagac jej na
      codzien. O ile w przypadku meza to nie jest depresja (a na tym sie nie znam) to
      moim zdaniem gosc zasluguje na poteznego kopniaka. Nie wiem ile ma ich dziecko.
      Ale to, ze do tej pory rozstawala sie z dzieckiem tylko na czas kapieli jest
      dla mnie niewyobrazalne. I jeszcze zarzucacie jej brak zorganizowania. Naprawde
      nie poznaje Was. A mamsi_dzidzi wpolczuje, jej mezowi ani troche.
      • dzindzinka Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 12:03
        Popieram Twój głos. W głowie mi się nie mieści takie zachowanie męża. Sama
        trochę zrzędzę, że mąż za mało mi pomaga np. nie umyje po sobie nawet łyżeczki,
        nic nie ugotuje choćbym była umierająca (nie lubi i nie umie), ale dziećmi
        zajmuje się bez problemu i wykonuje inne czynności domowe. Kobiety bardzo często
        rozgrzeszają nieróbstwo faceta, w końcu to one same tych tych facetów wychowują.
        Mamusia wszystko zrobi za syneczka, który widzi, że tatuś też w domu nic nie ruszy.

        I co teraz robić? Zrzędzenie nie pomaga. Chyba dziewczyny dobrze radzą, że
        najpierw należy działać "po dobroci".
        • ulkapolla Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 12:53
          dzindzinka napisała:

          > I co teraz robić? Zrzędzenie nie pomaga. Chyba dziewczyny dobrze radzą, że
          > najpierw należy działać "po dobroci".


          Wiesz co, znam mnostwo facetow ktorzy olewja dzialania "po dobroci". Ja jak cos
          od mojego meza chce, to mowie jasno i prosto ale dosyc dobitnie bo delikatnie
          prosic to moge kilka dni.
          • g0sik Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 13:35
            ulkapolla napisała:

            Wiesz co, znam mnostwo facetow ktorzy olewja dzialania "po dobroci". Ja jak cos
            od mojego meza chce, to mowie jasno i prosto ale dosyc dobitnie bo delikatnie
            prosic to moge kilka dni.


            Dobitnie nie pomogło więc co proponujesz? Moim zdaniem szybciej się dogadają
            jak usiądą i porozmawiają niż gdy ona bedzie się na darła i jego obarczała winą
            że nie może pójść do pracy. Nie uważasz, za trochę nierozsądne, że w przeddniu
            otrzymania pracy (zakładam, że etat jest od zaraz a nie za pół roku) dziewczyna
            nie ma co zrobić z dzieckiem? Problem sam się rozwiąże? Jeśli teraz nie potrafi
            zorganizować sobie wyjścia na 2-3 czy 4 godziny to co będzie dalej?

            Czy wyjściem jest stawianie sprawy na ostrzu noża: jak mąż nie zostnie z
            dzieckiem to nadal będą klepać biedę i niech on się martwi bo ona do pracy nie
            pójdzie? Albo że go zostawi i znajdzie sobie innego faceta bo nie potrafi być
            sama?
            Jak jesteś taka wyrozumiała to podeślij jej jakiegoś dobrze sytuowanego i
            fajnego kolegę który będzie chciał utzymywać ją i dziecko....
            • pade Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 13:48
              wiesz co, z zainteresowaniem przeczytałam wszystkie wypowiedzi i przyszedł mi
              do głowy taki pomysł (może głupi)nie znam warunków pracy Twojego męża itd, ale
              ja bym zaprowadziła dziecko do pracy męża i poprosiła żeby popilnował (musiałby
              wtedy wziąć chociaż dwie godziny wolnego)a potem szybciutko polecialabym na
              badania i tyle. Możesz go uprzedzić o takiej ewentualności, ale nie groźbą!!!
              Jesli pomogą Ci dziewczyny z forum to znów wyjdzie na to, że zawsze sobie sama
              radzisz, a on się już pewnie do tego przyzwyczaił, a ponadto podejrzewam, że
              dość często mu to wypominasz (że radzisz sobie sama), więc nie dziwię się, że
              się zaparł i nie chce pomóc. Spróbuj tez czasem poodgrywać słabą kobietkę..On
              na pewno chce się czuć potrzebny i doceniany, a skoro wszystko robisz sama, a
              zwłaszcza koło dziecka, to mu się nie dziw że nie chce. Boi się, że będziesz na
              niego wrzeszczeć, że robi coś nie tak, po prostu...


            • ulkapolla Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 14:03
              Niewiele zrozumialam z Twojej wypowiedzi a co do tego wszystkiego ma propozycja
              podsuniecia kolegi to juz zupelnie nie rozumiem.
              Ja tylko uwazam, ze dziewczyna ma za duzo na glowie a maz jej zupelnie nie
              pomaga. Nie wierze, ze zaczela od stawiania sprawy na ostrzu noza. Ma prawo juz
              byc zmeczona jakimkolwiek brakiem zainteresowania i zaangazowania z jego
              strony, moze juz nie potrafi podejsc do tego wszystkiego na spokojnie. Zdziwilo
              mnie przede wszystkim niemal jednoglosnie bronienie olewajacego wszystko meza i
              huzia na biedna, zestresowana i zmeczona dziewczyne.
      • umasumak Ulkapolla i Dzindzinka 21.04.05, 14:05
        Moje wypowiedzi nie miały na celu opowiedzenie sie po czyjejkolwiek stronie.
        Nie rozgrzeszam faceta, ale jakikolwiek nie byłby powód jego zachowania, to
        takim postepowaniem autorka wątku raczej nic nie wskóra. Owszem, nie jest
        samotną matką, ale jesli facet jest np chory na depresje, to Ona musi wziąść
        sprawy w swoje ręce. A jeśli jest patentowanym leniem, to też musi zacząć
        liczyć na siebie, a faceta małymi kroczkami przyzwayczajać do tego, że nie jest
        panem i władcą, koło którego trzeba latać. Ale powtarzam - małymi kroczkami, bo
        rewolucje jak widać w tym przypadki nie działają. Pzdr
        • ulkapolla Re: Ulkapolla i Dzindzinka 21.04.05, 14:10
          Uma,
          Co do stwierdzenia depresji to chyba zgodzisz sie ze mna ze "brak danych".
          A tak poza tym, to nie wiem czy w tym przypadku jeszcze cokolwiek zadziala.
          Uwazam, ze dziewczyna zostala zle osadzona tylko dlatego, ze czegokolwiek od
          meza wymaga a biedaczek taki niewyspany jest.
          • cocollino1 Re: Ulkapolla i Dzindzinka 21.04.05, 14:18
            Myślę, ze spłyciłaś temat, ze dlatego ze chlop niewyspany to wszystkie huzia na
            jozia na biedna autorke. Nie znamy dokladnie przyczyn zachowania obojga. Nie
            wiemy jak to wygląda z drugiej strony. A rada w stylu, zeby spokojnie podejsc
            do sprawy jest dobra, bo czy chlop robi to bo ma depresje czy spadek formy
            jakis inny, czy tez z lenistwa, to tak czy siak krzykiem i nerwami niczego nie
            zalatwi.
            • ulkapolla Re: Ulkapolla i Dzindzinka 21.04.05, 14:24
              Nie twierdze, ze nie jest to dobra rada. Po prostu wydaje mi sie, ze ja w
              takiej sytuacji nie umialabym juz spokojnie podchodzic do sprawy. Nigdy cos
              takiego mnie nie spotkalo bo na szczescie zawsze moge liczyc na mojego meza, co
              nie znaczy, ze czasem nie stoje nad nim z "batem".
              • cocollino1 Re: Ulkapolla i Dzindzinka 21.04.05, 14:36
                No widzisz, ja nawet z batem stać nie musze zazwyczaj, ale jak juz rzeczywiscie
                z czyms sie ociaga to nie sa to sprawy powazne tylko naprawde pierdolki i
                nauczylam sie ze nie warto krzykiem, przynajmniej na mojego dziala wrecz
                odwrotnie, za to jak nic nie mowie, za dwa dni zrobione elegancko. Moze stad
                moja rada, ale moze rzeczywiscie z braku sil juz ten brak cierpliwosci, sama
                nie wiem.
              • umasumak Ulka 21.04.05, 14:38
                A mnie spotkało i mam pewne doswiadczenie co z "fantem" zrobić. Nie twierdzę,
                że to depresja, ale że to jedna z możliwości. Tak naprawdę współczuje
                dziewczynie, ale ona musi zrozumieć, że nerwami nic nie wskóra. A jeśli nie
                jest w stanie tego wytrzymać, to niech lepiej odejdzie od gościa, bo fundną
                dziecku niezłe piekło. Uwierz, że to co pisze, nie ma na celu nikomu dokopać.
                Pzdr
                • ulkapolla Re:Uma 21.04.05, 14:52
                  umasumak napisała:

                  > A jeśli nie
                  > jest w stanie tego wytrzymać, to niech lepiej odejdzie od gościa, bo fundną
                  > dziecku niezłe piekło. Uwierz, że to co pisze, nie ma na celu nikomu dokopać.
                  > Pzdr

                  Nie chcialam tego pisac ale tez tak sobie pomyslalam, o rozstaniu.

                  Ani przez moment nie podejrzewalam Cie o chec dokopania komukolwiek. Chyba juz
                  troche Cie "znam" wink.

                • g0sik Re: Ulka 21.04.05, 14:58
                  Żeby odejść trzeba mieć gdzie pójść i z czego żyć. Skoro wie, że na męża liczyć
                  nie może to powinna po raz kolejny spróbować poradzić sobie bez niego -
                  chociażby dlatego żeby w przyszłości jeśli sytuacja między nimi się nie zmieni
                  mieć niezależność finansową.
                  Zaryzykuję stwierdzenie że większość kłótni między nimi wynika po prostu z
                  problemów finansowych. Zamiast suszyć mu głowę że za mało zarabia, powinna
                  zrobić wszystko żeby dostać pracę.
                  • ulkapolla g0sik 21.04.05, 15:09
                    Chyba nie czytalas watku. Przeciez Ona juz sobie zalatwila prace, potrzebuje
                    tylko pomocy meza, zeby dopelnic formalnosci (mialby zajac sie przez jeden
                    dzien dzieckiem). I caly problem polega na tym, ze on nie chce jej pomoc.
                    • g0sik Re: g0sik 21.04.05, 15:37
                      Doczytałam, że jest w trakcie załatwiania i ma problem nie do przeskoczenia bo
                      mąż nie chce się zająć dzieckiem. Napisała również, że jeśli mąż nie zostanie z
                      dziackiem to będą nadal tak żyć że ich nie będzie na nic stać.
                      Dlatego napisałam, żeby zrobiła wszystko żeby pracować nawet jeśli on jej nie
                      pomoże. Kalina zaproponowała, że zaopiekuje się dzieckiem, ja również jeśli
                      tylko zechce (mieszkam na Mokotowie, przy stacji metra więc łatwo trafić).
                      Wyjście z sytuacji już jest i nie ma co się denerwować i stawiać pod murem
                      męża. Jak złapią oddech finansowy wiele spraw się między nimi ułoży, a jak nie
                      ułoży to wtedy pójdzie za radą niektórych z Was i zostawi męża (będzie łatwiej
                      się utrzymać bo z alimentów o ile facet będzie płacił nie za bardzo)
                  • umasumak Re: Ulka 21.04.05, 15:58
                    g0sik napisała:

                    > Żeby odejść trzeba mieć gdzie pójść i z czego żyć. Skoro wie, że na męża
                    liczyć
                    >
                    > nie może to powinna po raz kolejny spróbować poradzić sobie bez niego -
                    > chociażby dlatego żeby w przyszłości jeśli sytuacja między nimi się nie
                    zmieni
                    > mieć niezależność finansową.
                    > Zaryzykuję stwierdzenie że większość kłótni między nimi wynika po prostu z
                    > problemów finansowych. Zamiast suszyć mu głowę że za mało zarabia, powinna
                    > zrobić wszystko żeby dostać pracę.
                    *****************************************************************************

                    Dokładnie. Nic innego nie twierdziłam smile. Pzdr
    • olimama Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 20:58
      A mnie się wydaje, że rzeczywiście Twój mąż Cię szantażuje (jak sama
      napisałaś). Bo albo zrobi sobie przez Ciebie coś złego, albo Ty mu zrobisz coś
      złego tym, że znajdziesz innego faceta. W każdym razie zawsze jesteś winna Ty.
      Na dodatek przerzuca odpowiedzialność emocjonalną na Ciebie: za wasz związek,
      za Twoją pracę, jego pracę. Mam wrażenie, że chce Cię zdołować, a wtedy (kiedy
      Ty zaczynasz za niego przeżywać, że świat jest do d...) on ląduje na kanapie i
      słodko sobie śpi. Nie podoba mi się to, ale nie umiem Ci nic doradzićsad.
      Trzymaj się w nowej pracy i nie daj się!
      Aśka
      • kalina_p Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 21:11
        wiesz, jak ja bym słyszała, że jestem do niczego i pretensje ciagle to tez bym
        wolała leżeć na kanapie i sie nie odzywaćwink
        Może chociaz sny bylyby miłe, hehehe.
        Zreszta jakis dziwny dla mnie tenwątek. A przez internet nic stwierdzic nie
        można, jak widac opinie baaaardzo różne - od takich, że to żona zła a mąż ma
        depresje do takich, że to on a wykorzystuje a ona jest biedna ofiara...
        • mmmammma Re: mój mąż zwariował..... 21.04.05, 23:23
          Sorry, może się nie doczytałam, ale skąd ona to pisze? O ile dobrze zrozumiałam
          nie ma pieniędzy na chleb a ma komputer i dostęp do internetu? Coś przeoczyłam?
          Chyba nie pracuje jeszcze więc nie pisze z pracy. Jak mojej znajomej brakowało
          pieniędzy to w pierwszej kolejności zrezygnowała z kablówki i internetu.
          Przepraszam jeśli kogoś niesłusznie urażę,ale cos mi to dziwnie wygląda.
          • kalina_p Re: mój mąż zwariował..... 22.04.05, 07:12
            w sumie racja..ale niektore kablówki sa b.tanie a internet moze zastepowac
            telefon w kwestii kontaktu ze swiatem.
          • mamsia_dzidzi do mmmammma 22.04.05, 07:49
            wiesz, a co powiesz na to ze mam za darmo net? mam zrezygnowac z netu? a po co?
            skoro nie płacimy to na cholere mam rezygnowac?
            • maxim31 Re: do mmmammma 22.04.05, 07:54
              A jak to robisz, że masz za darmo? Mozesz przybliżyc nieco sytuację?

              Sama chciałabym miec za darmo.
              • mamsia_dzidzi Re: do mmmammma 22.04.05, 08:02
                > A jak to robisz, że masz za darmo? Mozesz przybliżyc nieco sytuację?
                >
                > Sama chciałabym miec za darmo.

                przyjmij sie do zakladu pracy mojego meza to net bedziesz miala za darmo, ale
                za to nic nie bedziesz miala w lodówce i w portfelu.
                Nie chodzi o to ze net kosztem zarobków, ale taki jest uklad i nie mozna tego
                zmienic, mąż dokancza pracę w domu, musi.
                • maxim31 Re: do mmmammma 22.04.05, 08:21
                  Aaa, czyli cos w rodzaju refundacji kosztów.

                  Ciesz się, że mąż ma pracę. Mógłby nie miec i dopiero wtedy byłoby ciężko. To
                  tak na marginesie.

                  A w Twojej sytuacji (nie wiem, czy gdzieś tego nie wyjaśniałaś) nie możesz
                  poprosic o pomoc rodziny? Mamy, czy teściowej? Warto może byłoby zakopac topór
                  wojenny dla dobra dziecka?

                  Fajnie jest miec babcie. Dla dziecka też jest to ważne - w końcu taka babcia to
                  częstokroc ważny "składnik" dzieciństwasmile
                  • mamsia_dzidzi Re: do mmmammma 22.04.05, 08:25
                    maxim31 napisała:

                    > Aaa, czyli cos w rodzaju refundacji kosztów.
                    >
                    > Ciesz się, że mąż ma pracę. Mógłby nie miec i dopiero wtedy byłoby ciężko. To
                    > tak na marginesie.
                    >
                    > A w Twojej sytuacji (nie wiem, czy gdzieś tego nie wyjaśniałaś) nie możesz
                    > poprosic o pomoc rodziny? Mamy, czy teściowej? Warto może byłoby zakopac
                    topór
                    > wojenny dla dobra dziecka?
                    >
                    > Fajnie jest miec babcie. Dla dziecka też jest to ważne - w końcu taka babcia
                    to
                    >
                    > częstokroc ważny "składnik" dzieciństwasmile


                    babcia moze i by pomogła ale mieszka daleko, rodzice tez i rodzenstwo.
                    • maxim31 Re: do mmmammma 22.04.05, 08:38
                      A czy np. mama jest pracująca? Może jak nie jest, to zgodziłaby się przyjechac
                      do Was i na ten czas np. adaptacji malucha w żłobku mogłaby by pomóc?

                      Powiem Tobie, że gdybym miała sytuację podbramkową, dla dobra dziecka
                      zrobiłabym wszystko, żeby jak najmniej ucierpiało.

                      A jeżeli mama nie może, Wy nie macie pieniędzy, ale jest realna szansa na pracę
                      (i pojawienie sie tych pieniędzy), nie wstydziłabym się poprosic mamy o
                      pożyczkę na żłobek, żeby dzieciak sie przyzwyczaił. I, znając moją mamę, na
                      pewno nie odmówiłaby - w pełni zrozumiałaby sytuację. Oczywiście - gdy
                      dostałabym pierwszą pensję - oddałabym pożyczkę.

                      W końcu myślę, że co jak co, ale na rodzinę zawsze powinno się móc liczyc.
                      Oczywiście - w obydwie strony. Gdyby np. mama była w potrzebie - ja równiez bym
                      jej pomogła.smile
                      • mamsia_dzidzi Re: do mmmammma 22.04.05, 08:43
                        maxim31 napisała:

                        > A czy np. mama jest pracująca? Może jak nie jest, to zgodziłaby się
                        przyjechac
                        > do Was i na ten czas np. adaptacji malucha w żłobku mogłaby by pomóc?
                        >
                        > Powiem Tobie, że gdybym miała sytuację podbramkową, dla dobra dziecka
                        > zrobiłabym wszystko, żeby jak najmniej ucierpiało.
                        >
                        > A jeżeli mama nie może, Wy nie macie pieniędzy, ale jest realna szansa na
                        pracę
                        >
                        > (i pojawienie sie tych pieniędzy), nie wstydziłabym się poprosic mamy o
                        > pożyczkę na żłobek, żeby dzieciak sie przyzwyczaił. I, znając moją mamę, na
                        > pewno nie odmówiłaby - w pełni zrozumiałaby sytuację. Oczywiście - gdy
                        > dostałabym pierwszą pensję - oddałabym pożyczkę.
                        >
                        > W końcu myślę, że co jak co, ale na rodzinę zawsze powinno się móc liczyc.
                        > Oczywiście - w obydwie strony. Gdyby np. mama była w potrzebie - ja równiez
                        bym
                        >
                        > jej pomogła.smile


                        a znajac moja mame,tate, i tesciow, to nikt z nich nie garnie sie do pozyczki
                        ani pomocy przy dziecku.Dlatego skonczylam z prosbami, bo to nie mialo sensu.
                        • mamsia_dzidzi Re: do mmmammma 22.04.05, 08:44
                          finansowo to nikt nie moze pomoc bo kazdy ma mala emeryture.(tesciowie i
                          rodzice) a przyjechac to sie wiaze z kosztami co odpada,zostajemy sami sobie.
                          • maxim31 Re: do mmmammma 22.04.05, 08:50
                            Ale słuchaj. Babcia by przyjechała na jakis czas. To wtedy jest to zakup biletu
                            w jedną stronę. A wróciłaby do siebie, w kolejnym miesiącu np. przy kolejenj
                            wypłacie pieniędzy.
                            • mamsia_dzidzi Re: do mmmammma 22.04.05, 08:54
                              maxim31 napisała:

                              > Ale słuchaj. Babcia by przyjechała na jakis czas. To wtedy jest to zakup
                              biletu
                              >
                              > w jedną stronę. A wróciłaby do siebie, w kolejnym miesiącu np. przy kolejenj
                              > wypłacie pieniędzy.

                              Wy to jednoo , skoro nie to nie, zrozumcie ze oni nas nie lubia i powiedzieli
                              stanowczo ze nigdy nie pomogą, bo nie chcielismy kiedys zostac u nich, tylko
                              wyprowadzilismy sie do pracy.
                              • mamsia_dzidzi Re: do mmmammma 22.04.05, 08:55
                                moi rodzice maja jeszcze tez inne sprawy niz nianczenie dziecka0wnuczka, oni
                                znow nie przyjechaliby do nas.
                        • maxim31 Re: do mmmammma 22.04.05, 08:48
                          Ale spróbuj! Przecież tu chodzi o Twoje, Wasze dziecko. Myślę, że gdybys w
                          taktowny, spokojny sposób pogadała - pomogliby Tobiesmile

                          Może z teściową porozmawiaj?
                • umasumak Re: do mmmammma 22.04.05, 08:49
                  mamsia_dzidzi napisała:

                  > Nie chodzi o to ze net kosztem zarobków, ale taki jest uklad i nie mozna tego
                  > zmienic, mąż dokancza pracę w domu, musi.

                  Czyli że jednak pracuje jeszcze w domu. A Ty nam go tu rysowałaś jako
                  patentowanego lenia, który leży całymi popołudniami na kanapie.
                  • mamsia_dzidzi Re: do mmmammma 22.04.05, 08:51
                    praca w domu nie schodzi mu dluzej, nigdy wiecej niz godzina, ale za to idzie
                    nie na 6 do pracy tylko na 7 albo 8.a po pracy to nie robi nic jak pisalam
    • mamsia_dzidzi mm juz wszystko pozałatwiane 26.04.05, 07:48
      drogie mamy, jak pisałam nie mogłam załatwic jednej pracy, załatwiłam drugą.Po
      czym dostaje telefon, ze w pierwszej pracy mam sie wstawic za tydzien, bo
      przeciez podpisalam umowe, ja na to ze niestety nie moge bo nie załatwiłam
      badan.Kieroniczka na to ze mam czas do konca tygodnia w takim razie.
      Nie wiedzialam co mam robic, własnie moj maz mial wolne i zrobilam badania.
      Wiec jednak ide do pracy jednak tej pierwszej, poniewaz bardzo im zalezy abym
      tam poszła.Praca jest po 12h.Ale jakos musze dac rade.Złobek załatwiamy, pani
      powiedziala ze mozemy wplacic po wyplacie(pojdzie na reke), wiec ułozyło sie.
      Ale to znow ja wszystko załatwiam, nie maz.Moj maz ma to w d....
      On tez zmienia prace, nie beda nam pasowaly godziny pracy ale powiedział
      (chociaz jedno dobre) ze przed podpisaniem umowy poprosi aby dopasowac sie do
      godzin zlobka, bo przeciez jesli on nie odbierze dziecka to nikt inny! Mnie nie
      bedzie wkońcu! No i zrozumiał, bo nie ma wyjscia....
      • weronikarb Re: mm juz wszystko pozałatwiane 26.04.05, 09:02
        Przeczytalam caly wątek i jedno pytanie caly czas mi sie nasuwalo ile Ty masz
        lat?
        Po wypowiedziach Twoich wywnioskowalam ze chyba raczej nie za wiele:
        mam meza to MUSI pomoc
        bo jest do d...
        ja nigdy nie bede sama bo znajde sobie innego
        i wymagania i wymagania
        Kobieto po pierwsze widzialy galy co braly, po drugie wspolmalzonek to nie
        sluzacy/sluzaca ktorym mozna pomiatac jak nie chce czegos zrobic.
        Nie dziwie sie ze maz ma wszystko gzies ja nawet czytajac Twoje posty sie
        wkurzylam, a co dopiero on.
        Znowu wroce do mojej szwagierki - bardzo ja przypominasz.
        Chlop wraca z pracy, ona siedzi caly dzien w domu i ta go goni jeszcze aby
        spelnial jej kaprysy i zajmowal sie w pelni mala. Jest zmeczony, styrany bo
        wiem jaka ma prace, widze go na codzien to on niknie w oczach./
        Ona nie pojedzie pozalatwiac do miasta z dzieckiem, tylko on musi brac wolne
        aby ja zawiesc.
        Malzenstwo trwa 2i pol roku i nie daje im zbyt dlugiego trwania.
        Ja zawsze licze na siebie a maz moze mi pomoc i jest na odwrot i dlatego
        w sumie robimy wszystko razem, troche pokrecone wyszlo mam nadzieje ze
        zrozumiesz o co mi chodzilo.
        Mezczyzna to taki typ co lubi byc chwalony, doceniany i wspierany.
        Wyobraz sobie ze ja nawet nie musze mowic mezowi ze np. cos zrobil nie tak wg
        mnie - on bedzie to wiedzial i w przeprosny (jak np. dzis) bedzie posprzataane,
        obiad zrobiony powieszone obrazy (o ktorych powieszenie prosze juz 2 tyg. -
        niezle juz musialabym go za to objechacsmile i dziecko przypilnowane.
        On natomiast pojdzie jeszcze na sluzbe na 16.00 (wczesniej odbierze mnie z
        pracy i zawiezie do domu). Nie prosze o to i nie wyzywam i nie ponizam meza,
        gdy tego nie zrobi. Gdybym ja na co dzien od meza slyszala ze jestem do d....,
        ze mu nie pomagam ze to i tamto to po prostu wszystko bym naprawde miala gdzies.
        Zastanow sie nad swoim zyciem i nie badz ksiezniczka ktora musi miec wszystko
        podane na tacy
        • mamsia_dzidzi Re: mm juz wszystko pozałatwiane 27.04.05, 08:49
          weronikarb napisała:

          > Przeczytalam caly wątek i jedno pytanie caly czas mi sie nasuwalo ile Ty masz
          > lat?



          mam chyba wiecej od Ciebie



          > Po wypowiedziach Twoich wywnioskowalam ze chyba raczej nie za wiele:
          > mam meza to MUSI pomoc
          > bo jest do d...
          > ja nigdy nie bede sama bo znajde sobie innego
          > i wymagania i wymagania


          no chyba wiadomoo ze nie tylko ja jestem do wszystkiego, on nigdy nie zrobi
          opłat, zakupów, nie zajmie sie dzieckiem, on jest tylko ograniczony do pracy
          (8h) i koniec, "wiecej mnie nie obchodzi" tak mowi, no ludzie, ja moge cos
          chciec od meza chyba co?



          > Kobieto po pierwsze widzialy galy co braly, po drugie wspolmalzonek to nie
          > sluzacy/sluzaca ktorym mozna pomiatac jak nie chce czegos zrobic.
          > Nie dziwie sie ze maz ma wszystko gzies ja nawet czytajac Twoje posty sie
          > wkurzylam, a co dopiero on.
          > Znowu wroce do mojej szwagierki

          widzialy galy co braly, oczywiscie, po pierwsze nie mielismy dziecka wiec nie
          widzialy galy, a po drugie nie pracowal bo sie uczyl tez widzialy galy, wiec
          skąd ja to moglam wiedziec ze sie zmieni? po slubie wszystko wychodzi


          > Znowu wroce do mojej szwagierki - bardzo ja przypominasz.
          > Chlop wraca z pracy, ona siedzi caly dzien w domu i ta go goni jeszcze aby
          > spelnial jej kaprysy i zajmowal sie w pelni mala. Jest zmeczony, styrany bo
          > wiem jaka ma prace, widze go na codzien to on niknie w oczach./
          > Ona nie pojedzie pozalatwiac do miasta z dzieckiem, tylko on musi brac wolne
          > aby ja zawiesc.
          > Malzenstwo trwa 2i pol roku i nie daje im zbyt dlugiego trwania.
          > Ja zawsze licze na siebie a maz moze mi pomoc i jest na odwrot i dlatego
          > w sumie robimy wszystko razem, troche pokrecone wyszlo mam nadzieje ze
          > zrozumiesz o co mi chodzilo.


          rozumiem, ale ja od zawsze robie wszystko sama, to i tak małe mam wymagania.....


          Mezczyzna to taki typ co lubi byc chwalony, doceniany i wspierany.
          > Wyobraz sobie ze ja nawet nie musze mowic mezowi ze np. cos zrobil nie tak wg
          > mnie - on bedzie to wiedzial i w przeprosny (jak np. dzis) bedzie
          posprzataane,
          >
          > obiad zrobiony powieszone obrazy (o ktorych powieszenie prosze juz 2 tyg. -
          > niezle juz musialabym go za to objechacsmile i dziecko przypilnowane.
          > On natomiast pojdzie jeszcze na sluzbe na 16.00 (wczesniej odbierze mnie z
          > pracy i zawiezie do domu). Nie prosze o to i nie wyzywam i nie ponizam meza,
          > gdy tego nie zrobi. Gdybym ja na co dzien od meza slyszala ze jestem do
          d....,
          > ze mu nie pomagam ze to i tamto to po prostu wszystko bym naprawde miala
          gdzies
          > .
          > Zastanow sie nad swoim zyciem i nie badz ksiezniczka ktora musi miec wszystko
          > podane na tacy
          >


          twoj maz to jeszcze obiad zrobi, a moj to nawet na kolacje czeka jak mu podam
          pod nos, inaczej nie wezmie sobie, a dziecku to nie da zjesc, dziecko bedzie
          glodne siedzialo, wczoraj mialam przyklad, od godz 14 do godz 20 bylam zajeta i
          niestety dziecko nie tknęło nawet picia, nie podał dziecku, płakało a on pytał
          sie przez telefon o co chodzi dziecku,bo placze, wróciłam to nietknięte
          dosłownie nic, dziecko płakało z pragnienia.

      • g0sik Re: mm juz wszystko pozałatwiane 26.04.05, 12:49
        mamsia_dzidzi napisała:
        Ale to znow ja wszystko załatwiam, nie maz.Moj maz ma to w d...

        Ja już się Twojemu mężowi nie dziwię......Nie chciał zostać z dzieckiem źle,
        wziął wolne i został też źle! Dopasuje godziny swojej pracy do godzin pracy
        żłobka a Ty kwitujesz to - chociaż jedno dobre? To mało? Z tego co piszesz o
        zarobkach i pracy męża wnioskuję nie jest jakimś specjalnie wykwalifikowanym
        pracownikiem. Myślisz, że takim teraz wszyscy idą na rękę? Czego Ty chcesz
        kobieto, co załatwiłaś sama - pracę dla siebie? To Twój mąż miał tam pójść za
        Ciebie?
        • gocha71 Re: mm juz wszystko pozałatwiane 26.04.05, 13:27
          Witam smile Przeczytałam caly wątek bardzo dokladnie, post po poście i w końcu
          zabiorę głos. Dziwię się, jak niektore z Was (a jest ich mało) temu atakowi na
          autorke tego wątku.
          Owszem za mało danych, a z tego co pisze, to ona tylko zrzędzi, robi awam\ntury,
          a mąż tylko spi i ma wszystko gdzieś...
          Tylko jedna z e-mam napisała, że nie znamy początku całej sytuacji, że dzidzinka
          raczej nie zaczęła od zrzędzenia i awantur i ja się z tym zgadzam.
          Według mnie jej mąż ma depresję - znam to z autopsji: cierpi na nią mój mąż. U
          mnie w domu wszystko zaczęło się od jego pracy: czuje się w niej niespełniony (o
          dziwo nie chodzi o pieniądze), że niczego w zyciu nie osiągnął, itp.
          Po pracy przychodzil do domu i totalnie nic nie robił tylko spał. Jak myślicie,
          jak długo mozna to spokojnie wytrzymać? Porozmawiać się nie da, bo po prostu mąż
          nie ma ochoty, siły nawet na rozmowę, a wszelkie rzeczowe argumenty zbywa
          milczeniem, albo stwierdza, że on jest do niczego i nic mu i tak nie wyjdzie?
          Jak długo wytrzymalybyście w spokoju taką sytuację? czy po kilku miesiącach nie
          byłybyście wsciekłe, rogoryczone i pelne poczucia winy, że to jednak przez Was?

          Któraś napisala, że jeżeli mąż ma depresję, to dzidzinka powinna wziąc sparwy we
          własne ręce...Jak? To mąż sam musi zdecydowac się na leczenie, musi być o tym
          przekonany, nikt go do tego nie może zmusić !!!

          co do braku opieki nad dzieckiem: autorka pisze wyraźnie, że nie ma pomocy
          rodziny, bo ta mieszka daleko, że wyjechali do innego miasta za pracą. To kiedy
          i jak, mając na głowie przez cały czas małe dziecko miała poznać kolezanki?

          Nie twierdzę, że w tej całej sytuacji jest bez winy, ale jest za malo danych,
          aby postawić pewną diagnozę. Nie róbcie z niej jednak jędzy, która tylko wymaga
          i zrzędzi, a sama nie potrafi zalatwić opieki nad dzieckiem na kilka godzin. Mąż
          owszem ma problem w postaci depresji (wg mnie), ale ten problem musi rozwiązac
          przede wszystkim on. Owszem, wsparcie psychiczne od żony jet potrzebne i to
          bardzo, ale ile można je dawać bez efektów?

          Moja jedna rada do autorki wątku: może poszukaj sąsiadki do pomocy nad
          dzieckiem? Nie masz pieniędzy, aby płacić, to może zaoferuj pomoc w zakupach lub
          w sprzątaniu?

          Mam nadzieję, że nie pomyliłam nicku autorki wątku. I tak na marginesie: mój mąż
          poszedł w końcu do psychologa po dwóch latach zmagania się z depresją. To były
          straszne dwa lata dla mnie. Postwaiłam sprawe na ostrzu noża: albo psycholog,
          albo odchodzę, bo po prostu nie miałam już siły na takie życie. Na razie efekty
          sa u niego, za to ja też musze teraz wygrzebać się z traumy tego okresu.
          Gocha.
          • umasumak Re: mm juz wszystko pozałatwiane 26.04.05, 14:05
            gocha71 napisała:


            > Któraś napisala, że jeżeli mąż ma depresję, to dzidzinka powinna wziąc sparwy
            w
            > e
            > własne ręce...Jak? To mąż sam musi zdecydowac się na leczenie, musi być o tym
            > przekonany, nikt go do tego nie może zmusić !!!

            To ja napisałam te słowa i uważam że jest to właściwe podejście. Wiesz
            dlaczego? Bo chory nie weźmie się sam w garść, tylko trzeba mu pomóc wydobyć
            się z choroby. U jednych trwa to dłużej, u niektórych krócej. Jedno jest pewne,
            awanturami i brakiem zrozumienia przedłuża się tylko okres, w którym chory
            dojrzewa do decyzji o leczniu.Pzdr
          • dzindzinka Re: Gosiu pomyliłaś nick. 27.04.05, 10:00
            Choć trochę przekręciłaś smile
            Ja nie mam takich problemów z mężem.
        • mamsia_dzidzi Re: mm juz wszystko pozałatwiane 27.04.05, 08:52
          g0sik napisała:

          > mamsia_dzidzi napisała:
          > Ale to znow ja wszystko załatwiam, nie maz.Moj maz ma to w d...
          >
          > Ja już się Twojemu mężowi nie dziwię......Nie chciał zostać z dzieckiem źle,
          > wziął wolne i został też źle! Dopasuje godziny swojej pracy do godzin pracy
          > żłobka a Ty kwitujesz to - chociaż jedno dobre? To mało? Z tego co piszesz o
          > zarobkach i pracy męża wnioskuję nie jest jakimś specjalnie wykwalifikowanym
          > pracownikiem. Myślisz, że takim teraz wszyscy idą na rękę? Czego Ty chcesz
          > kobieto, co załatwiłaś sama - pracę dla siebie? To Twój mąż miał tam pójść za
          > Ciebie?


          moj maz jest wyksztalconym i doswiadczonym pracownikiem, lecz niestety nie
          znalazl dobrze platnej pracy do tej pory, ale wszystkie prace jakie mial do tej
          pory to ja mu znalazlam, on nawet nie aplikacji.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka