Dodaj do ulubionych

Jak Was czytam.....

01.05.05, 22:57
a dokładnie to o waszych mężach
- ten oszukuje
- ten krzyczy i bije
- ten se zrobił wakacje beze mnie ( SZCZYT!)
- ten pije

To myślę że macie spaprane życie, tylko czy nic nie widzialyście przed
ślubem? CZy może tylko przymykałyście oczy? A może byłście pewne że on sie
zmieni. Mi się po prostu w głowie nie mieści jak można byc z takimi facetami
z jakimi wy żyjecie....
Obserwuj wątek
    • czajkax2 Re: Jak Was czytam..... 01.05.05, 22:58
      mój jest w porzadku smile całkeim fajny chłopak z niego
      • moofka Re: Jak Was czytam..... 01.05.05, 23:02
        czajkax2 napisała:

        > mój jest w porzadku smile całkeim fajny chłopak z niego
        ______
        a mój tez fajny smile
        i dzieckiem sie zajmie
        i pachnie ładnie
        i wyglada dobrze


        czajka, dzieki za mejla smile
        • czajkax2 Nie ma sprawy Moofka,jak coś to pisz:) n/t 01.05.05, 23:06

          • moofka Re: Nie ma sprawy Moofka,jak coś to pisz:) n/t 01.05.05, 23:08
            dzieki smile
            na razie sie przegryzam, ale łatwe to nie jest, oj nie nie big_grin
            • czajkax2 Re: Nie ma sprawy Moofka,jak coś to pisz:) n/t 01.05.05, 23:10
              Najlepiej przeczytac książke(szybciej niz wszystkie forasmile) a potem na forach
              wyjaśniac niejasności czy prosic o poradysmile Ja przeczytalam książke i jest ok.
              Na fora bardzo rzadko zaglądam. Emama to wyjątek-codziennie tu jestemsmile
    • czajkax2 Re: Jak Was czytam..... 01.05.05, 22:59
      Aha,wiesz zapewne,że to będzie następny "jatkowy" wątek?
    • lola211 Re: Jak Was czytam..... 01.05.05, 23:03
      Twoj to pewnie chodzacy ideal..Lepiej za maz nie wychodz za niego, bo bedziesz
      takie same watki zakladac, kwestia czasu.

      > - ten se zrobił wakacje beze mnie ( SZCZYT!)

      Ja w tym nie widze nic zlego.Tez wole wakacje bez drugiej polowki, wtedy
      dopiero odpoczywam.

      • 18lipcowa Re: Jak Was czytam..... 01.05.05, 23:14
        lola211 napisała:

        > Twoj to pewnie chodzacy ideal..Lepiej za maz nie wychodz za niego, bo
        bedziesz
        > takie same watki zakladac, kwestia czasu.


        Po 1 nie zamierzam wychodzić za mąż.
        Po 2 nawet jakbym wyszla nie sądzę bym zakladała takie watki. Zrozum że ja nie
        piszę o kłotni czy nieporozumieniu które sie kazdemu zdarza tylko o prawdziwych
        hardcorach.
        >
        > > - ten se zrobił wakacje beze mnie ( SZCZYT!)
        >
        > Ja w tym nie widze nic zlego.Tez wole wakacje bez drugiej polowki, wtedy
        > dopiero odpoczywam.
        >
    • sylwija Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 10:34
      dokładnie to o waszych mężach
      > - ten oszukuje
      > - ten krzyczy i bije
      > - ten se zrobił wakacje beze mnie ( SZCZYT!)
      > - ten pije
      dla mnie jednak szczytem bylyby krzyki i bicie, a nie oddzielny wyjazd na
      wakacje smile)
    • kosheen4 Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 11:08
      18lipcowa napisała:


      > To myślę że macie spaprane życie, tylko czy nic nie widzialyście przed
      > ślubem? CZy może tylko przymykałyście oczy?

      kwestia podejścia do zycia. nie mogę mówić za ogół, ale niektórzy się wybitnie
      wcześniej maskują, albo dopiero w trakcie wspólnego zycia wychodzi na jaw coś,
      co w okresie narzeczenstwa było chowane. przykład mam w otoczeniu. bardzo bliski
      mi człowiek ożenił się po dwóch latach znajomości. cieszyłam się razem z nim...
      po kolejnych dwóch latach był już "rozwódkiem", bo żona okazała się mentalną
      dziewicą i wolała mamusię. uwierz, wiele rzeczy da się maskować, a niekóryz są
      zaprawieni w bojach.

      A może byłście pewne że on sie
      > zmieni. Mi się po prostu w głowie nie mieści jak można byc z takimi facetami
      > z jakimi wy żyjecie....

      z nutką złośliwości dodam: a mi się nie mieści w głowie, jak można być z
      facetem, który eksponuje na szyi grubaśny łancuch (taki drobny ukłon w stonę
      zdjęcia, jakie zamieściłaś). i co? każdy ma to, co wybrał, z lektury postów
      wynika, że niektóre z forumowiczek rozchodzą się także, nie tkwią na stałe w
      toksycznych związkach. reszta poszukuje porady, pocieszenia i chce się wyżalić.
      tak więc może nie skacz im po głowach, i nie udowadniaj, że masz lepiej (bo
      czymże innym jest pisanie o toksycznych związakch, dodając jednocześnie, że JA
      bym się na to nie zdecydowała?...)
      szkoda, że nie wystarczy Ci podbudowywanie się lekturą forum w zaciszu domowym,
      moim zdaniem niektóre sprawy można by przemilczeć. ale to chyba twoja domena,
      dowartościowywać się głośno, żeby wszyscy wiedzieli.
      i oto temat na następny watek: Jak Ciebie czytam, Lipcowa... wink

      koshee
      • kalina_p Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 11:11
        Chyba trafilas w sedno...Podpisuję się pod twoim postem.

        chociaz przyznam szczerze, że czasm przeraża mnie bezradnośc i uległośc kobiet.
        Ale to juz nie o forum tylko ogólnie, Dlaczego jedna z druga siedzą z pijakiem-
        brutalem? Może autentycznie nie maja gdzie pójśc..? Może nadal kochają? Nigdy
        nic nie jest tak proste, jak sie wydaje na pierwszy rzut oka...
        Pozdrawiam
        • kosheen4 schodzimy na smutny temat :( 02.05.05, 11:25
          kalina_p napisała:

          > Chyba trafilas w sedno...Podpisuję się pod twoim postem.

          wink

          >
          > chociaz przyznam szczerze, że czasm przeraża mnie bezradnośc i uległośc kobiet.

          tja...znam taką rodzinkę, trójka dzieci, malutka żona, bardzo zresztą miła i
          przyjazna sąsiadom - i mąż. nie jakiś maczo-sraczo, normalny łysiejacy urzędas i
          na ulicy nie wpadłby ci w ogóle w oko, ani jako przystojniak, ani silny, ani
          umięśniony, nic.
          tylko najbliżsi sąsiedzi znają prawdę (a z sąsiadami cała okolica, niezawodny
          łańcuszek opowieści...). o tym, jaka dyscyplina u nich panuje. o tym, że
          przynajmniej raz w tygodniu pan mąż przychodzi pod gazem. o tym, że żona krzyczy
          i błaga, żeby jej nie bił.
          i dalej z nim jest, chociaż tuż obok stoi schronisko dla osób dotkniętych
          przemocą - głównie matki z dziećmi. ale widać ta pani nie ma innej mozliwości
          ucieczki, a schronisko ją odrzuca. a może w jakiś masochistyczny sposób kocha
          tego potwora. gdyby to ode mnie zależało, spakowałabym ją i dzieci, albo jeszcze
          lepiej, jego (bardziej ekonomicznie...) i wywaliła drania na zbity pysk, kopiąc
          jednocześnie go w tą urzędniczą dupę.
          mimo to, że wszyscy wiedzą jak jest, widzą również, że ona się go trzyma w jakiś
          sposób. mieszkają nadal wspólnie, dyscyplina trwa. może w jakiś chory sposób jej
          to odpowiada. może również pisuje na tym forum (mają internet, nawet w ich
          mieszkaniu jest switch)?
          • kalina_p Re: schodzimy na smutny temat :( 02.05.05, 11:38
            ano właśnie...smutne to ale niestety prawdziwe. sama znam kobiete, która\daje
            soba pomiatać. czaka, aż ON się zmieni, wierzy w to, nie ma gdzie się wynieść.
            nie jest to moja bliska znajoma, nie moge pomóc...

            Pewnie część takich kobiet wybiera mniejsze wg nich zło bycia z takim facetem,
            niż tułanie sie po ośrodkach Może maja trochę racji..?
            Nie wiem, mam nadzieje, że mnie to nie spotka a tez faktem jet, że to jest taki
            typ kobiety- cierpietnicy...są kobiety, które faceta-agresra strzela, spakują i
            wywala.
            Eeee, smutne, nie ma co gadać...
            Pozdrawiam
            • mama.tosi Re: schodzimy na smutny temat :( 02.05.05, 12:13
              znam takie osrodki dla samotnych matek, współuczestniczyłam w kilku dużych
              badaniach takich ośrodków i kobiet, które tam mieszkaja (jestem po socjologii).
              i to nie jest łatwa sprawa zdecydować się na coś takiego. większość kobiet,
              która sie na to decyduje zostaje już w nich praktycznie na zawsze. nie moga się
              z nich wyrwać. a jeżeli sie im uda na jakis czas to później znów wracają.
              a tam nie jest lekko. też często przemoc i uzależnienie sie, co prawda nie od
              mężczyżny, ale od instytucji...
              to bardzo przykre... po tym jak weszłam i zobaczyłam takie miejcsa z bliska,
              nie mówię już tak "lekko": możesz odejść od męża, który cę bije, są przecież
              domy dla samotnych matek...

              pozdrawiam
              kasia
              • lola211 Re: schodzimy na smutny temat :( 02.05.05, 12:46
                Nigdy w takim osrodku nie bylam, ale jestem w stanie sobie wyobrazic, ze tam za
                ciekawie nie jest i mierza mnie rady typu - zabierz dzieci i idz do domu
                samotnej matki.Wyobrazacie sobie jakas fajna kobiete, wyksztalcona, na
                poziomie, ktora pechowo ma meza drania, ze udaje sie mieszkac pod jeden dach z
                róznego typu rodzinami, bo tam pewnie i margines spoleczny przebywa? Ja sobie
                nie wyobrazam i wcale sie nie dziwie, ze maja takie opory przed opuszczeniem
                domu.
                Czy nie powinno byc tak, ze to facet agresor powinien zostac eksmitowany, a nie
                ofiary powinny uciekac? To bylo by sprawiedliwe, ale Panstwu to zwisa.Bedzie
                udawac, ze cos robi, stawiajac jakies schroniska jak dla bezpanskich psow.
                Poza tym denerwuje mnie, ze zamiast starac sie takim kobietom pomoc, ludzie
                dodatkowo obarczaja je wina- ze sobie na takie traktowanie pozwala.Glupia
                idiotka, zamiast pojsc pod most daje przyzwolenie na szturchanie jej i dzieci
                przez agresywnego samca.To kopanie lezacego.
      • 18lipcowa Do Kosheeen 02.05.05, 11:47

        > z nutką złośliwości dodam: a mi się nie mieści w głowie, jak można być z
        > facetem, który eksponuje na szyi grubaśny łancuch

        Widzisz i tu wychodzi na jaw to że zdjęcia niewiele pokażą i jakie są
        niewyraźne. Mój facet nigdy nie założyłby biżuterri a tym bardziej grubaśnego
        łańcucha. To co ma na szyi to zwykły, cienki, srebrny łańcuszek z krzyżykiem z
        jezusem przywieziony z jakiegoś ważnego miejsca przez wazną osobę. Nie
        śmiałabym tego nazwać GRUBYM, a już napewno nie ŁAŃCUCHEM. A tak poza tym wolę
        faceta dobrego i z łańcuchem po kostki niż eleganta który mnie maltretuje w
        domu. To tak apropos tych modnych męzów wyjeżdzających samemu na wakacje, albo
        wyrywających panieny na tlenie i apropos tego że akurat po kolczyky czy
        łańcuchu ludzi nie można oceniać.


        (taki drobny ukłon w stonę
        > zdjęcia, jakie zamieściłaś). i co? każdy ma to, co wybrał, z lektury postów
        > wynika, że niektóre z forumowiczek rozchodzą się także, nie tkwią na stałe w
        > toksycznych związkach. reszta poszukuje porady, pocieszenia i chce się
        wyżalić.
        > tak więc może nie skacz im po głowach, i nie udowadniaj, że masz lepiej (bo
        > czymże innym jest pisanie o toksycznych związakch, dodając jednocześnie, że JA
        > bym się na to nie zdecydowała?...)
        > szkoda, że nie wystarczy Ci podbudowywanie się lekturą forum w zaciszu
        domowym,
        > moim zdaniem niektóre sprawy można by przemilczeć. ale to chyba twoja domena,
        > dowartościowywać się głośno, żeby wszyscy wiedzieli.
        > i oto temat na następny watek: Jak Ciebie czytam, Lipcowa... wink


        Nie dowartościowuje mnie to.Absolutnie. Chciałam po prostu wiedzieć dlaczego
        kobiety trwają przy takich facetach? Słabość, miłość a może LUBIĄ?
        >
        > koshee
        >
        • kosheen4 Re: Do Kosheeen 02.05.05, 12:08
          18lipcowa napisała:

          > apropos tego że akurat po kolczyky czy
          > łańcuchu ludzi nie można oceniać.

          ładnie powiedziane, ale jakoś mi się to nie komponuje z ogólną tematyką Twoich
          postów, obracających się głównie wokół urody, piękności, korzystnego wyglądu i
          dbania o siebie (vide wątki: jestem piękna i dyskusje o fotkach), i nie żebym
          miała coś przeciwko ich powstawaniu, bo dobrze to się czyta do papierosa i kawki
          wink tylko co: gust nie obejmuje zwracania uwagi na łańcuch (czy jak chcesz:
          łancuszek) mężczyzny? zresztą niech nosi co chce, rzecz gustu właśnie, ja tylko
          podałam przykład sprawy, która może mi dyskredytowac faceta jako kandydata na
          partnera życiowego. wolno mi? wolno. tak jak w Twoich oczch może być
          zdyskredytowany facet który jedzie sam na wakacje.

          > Nie dowartościowuje mnie to.Absolutnie. Chciałam po prostu wiedzieć dlaczego
          > kobiety trwają przy takich facetach? Słabość, miłość a może LUBIĄ?

          może słabość, może miłość, a może brak innych mozliwości i duma nie pozwalająca
          przyznać się, że coś jest nie tak. może to dla kogoś jest to naturalne, choć
          bolesne, bo to wyniósł z domu, itd. są potrzeby, których nie ogarniesz ani ty,
          ani ja, okoliczności o jakich by się nie śniło - co nie znaczy że nie można ich
          wziąć pod uwagę, załozyć że istnieje coś co trzyma w takich związkach. może
          przymus majątkowy, a może spojrzenie na śpiącego mężczyznę i czułość jaka się
          wtedy budzi, pozwalajaca znosić zycie z "potworem". różnie bywa.
          • 18lipcowa Re: Do Kosheeen 02.05.05, 12:28
            > ładnie powiedziane, ale jakoś mi się to nie komponuje z ogólną tematyką Twoich
            > postów, obracających się głównie wokół urody, piękności, korzystnego wyglądu i
            > dbania o siebie (vide wątki: jestem piękna i dyskusje o fotkach),


            Dlaczego? Czy to ze uważam się za ładną, że dbałośc o swój wygląd to dla mnie
            ważna sprawa dlatego juz nie wierzysz w to że mogę oceniać ludzi po czymś
            więcej niz fajny ciuch czy zadbane ciało. Owszem nie lubię grubych flejtuchów
            ale między nimi a modelkami jest cała przepaść ...

            i nie żebym
            > miała coś przeciwko ich powstawaniu, bo dobrze to się czyta do papierosa i
            kawk
            > i
            > wink tylko co: gust nie obejmuje zwracania uwagi na łańcuch (czy jak chcesz:
            > łancuszek) mężczyzny? zresztą niech nosi co chce, rzecz gustu właśnie, ja
            tylko
            > podałam przykład sprawy, która może mi dyskredytowac faceta jako kandydata na
            > partnera życiowego.



            Przyznasz że jest róznica miedzy facetem noszącym łańcuszek cieniutki i srebrny
            i dresem noszącym złoty gruby bo mam wrazenie ze zaliczasz mojego do tej
            drugiej grupy a tak nie jest,
            Poza tym przyznasz tez ze jest roznica miedzy facetem z łańcuszkiem ktory mozna
            zdjąc a facetem bijącym , pijącym itp...?


            wolno mi? wolno. tak jak w Twoich oczch może być
            > zdyskredytowany facet który jedzie sam na wakacje.

            Nie czytałaś wątku o ktorym pisałam. Facet zostawił żonę z 2 małych dzieci i
            sobie pojechał. Dla mnie to niedopuszczalne. Nie chcialabym mieć kogoś takiego.


            >
            > > Nie dowartościowuje mnie to.Absolutnie. Chciałam po prostu wiedzieć dlacz
            > ego
            > > kobiety trwają przy takich facetach? Słabość, miłość a może LUBIĄ?
            >
            > może słabość, może miłość, a może brak innych mozliwości i duma nie
            pozwalająca
            > przyznać się, że coś jest nie tak.

            Duma???????????? Nie, one nie mają dumy.


            może to dla kogoś jest to naturalne, choć
            > bolesne, bo to wyniósł z domu, itd. są potrzeby, których nie ogarniesz ani ty,
            > ani ja, okoliczności o jakich by się nie śniło - co nie znaczy że nie można
            ich
            > wziąć pod uwagę, załozyć że istnieje coś co trzyma w takich związkach. może
            > przymus majątkowy, a może spojrzenie na śpiącego mężczyznę i czułość jaka się
            > wtedy budzi, pozwalajaca znosić zycie z "potworem". różnie bywa.
            >

            A moze zwykła głupota? Bo z czułością moge popatzec na mojego ktory wraca
            padnięty i wiem że jak wstanie to mnie nie wyzwie, pobije czy siądzie na czata.
            • kosheen4 Re: Do Kosheeen 02.05.05, 13:06
              18lipcowa napisała:



              > tylko
              > > podałam przykład sprawy, która może mi dyskredytowac faceta jako kandydat
              > a na
              > > partnera życiowego.

              > Przyznasz że jest róznica miedzy facetem noszącym łańcuszek cieniutki i srebrny
              >
              > i dresem noszącym złoty gruby bo mam wrazenie ze zaliczasz mojego do tej
              > drugiej grupy a tak nie jest,
              > Poza tym przyznasz tez ze jest roznica miedzy facetem z łańcuszkiem ktory
              mozna zdjąc a facetem bijącym , pijącym itp...?

              przyznam. ale ja nie mówię o konsekwencjach wyboru, tylko o kryteriach jakie
              dyskwalifikują w moich oczach meżczyznę na tyle, że już nie jest mężczyzną
              wartym zainteresowania. mam takie halo,że mężczyzna nie powinien nic nosić na
              szyi. jasne, że może potem zdjąć, ale fakt, że założył w ogóle już mnie drażni.
              i nie musisz mnie zapewniać, że nie jest czy jest dresiarzem, bo szczerze mówiąc
              nie interesuje mnie to; dorabiasz małą ideologię do mojego stwierdzenia, że
              mężczyzna nie powinien nosić nic na szyi, niepotrzebnie.
              >
              >
              > wolno mi? wolno. tak jak w Twoich oczch może być
              > > zdyskredytowany facet który jedzie sam na wakacje.
              >
              > Nie czytałaś wątku o ktorym pisałam.

              skąd wiesz? czy zainstalowałaś kamerę w moim pokoju skierowaną na monitor, czy
              tylko zapomniałaś postawić znaku zapytania po tym zdaniu? wink

              Facet zostawił żonę z 2 małych dzieci i
              > sobie pojechał. Dla mnie to niedopuszczalne. Nie chcialabym mieć kogoś takiego.

              ha. nie znasz szczegółów pożycia małżeńskiego. relację poznałaś tylko z jednej
              strony, która jest rozżalona i urażona. w moich oczach też facet zrobił świństwo
              i to grube. ale nie wiemy przecież co za tym stoi, nie znamy jego psychiki, nie
              wiemy co w tym momencie odczuwa autorka wątku (chyba że właśnmie zaraz pojawi
              się jakiś post). mogę powiedzieć tylko tyle: rozumiem autorkę wątku, bo też
              miałabym wieeeelki żal, i nie wiem, jak wyglądayby nasze relacje po powrocie
              męża, ale wydaje mi się że znalazłabym usprawiedliwienie dla tego rodzaju
              eskapady. bo sama czuję chęć ucieczki, spakowania się i wyp... w nieznane na
              kilka dni. nie robię tego, bo wiem że odbiłoby się to na moim związku, taki
              wyjazd bez uprzedzenia. tamten mąż tego widać nie wie, co nie znaczy że jest
              zimnym draniem i rozmyślnym złoczyńcą. dał ciała, tak. ale tak jak ci powtarzają
              do znudzenia forumowe mamy: nie znasz życia i jeszcze niejeden dowcipas może ci
              ono wyciąć. mnie, każdemu innemu też.

              > Duma???????????? Nie, one nie mają dumy.

              każdy za co innego pojmuje dumę, wiesz? bywają środowiska w których największym
              upokorzeniem jest klęska małżenstwa i rozwód. zwróć też uwagę na to, co napisała
              jedna z forumowiczek o domach dla samotnych matek: tam faktycznie nie każdy ma
              ochotę trafić, dla jednych to może być wybawienie, dla innych upokorzenie nie do
              przejścia, mieszkać w towarzystwie posiniaczonych, z powybijanymi zębami i
              prostych matek. bo przecież one są z lepszego domu i wychodzą na spacer a nie
              wychodzOM.
              słaba jestem z filozofii. ale istnieje coś takiego jak względność i relatywizm.
              ty, ja, on, ona, inaczej pojmujemy kategorię piękna, priorytety życiowe i nawet
              smaki. prosty przykład - ten wątek. rzuciłam łancuszkiem dla absurdalnego trochę
              porównania, a Ty wyjeżdżasz mi od razu z tłumaczeniem, że facet nie nosi grubego
              łancucha, że nie jest... itd. nie o to chodziło.


              > A moze zwykła głupota?

              oj, nie zawsze. patrz powyższe rozważania: nie ma mozliwości ucieczki, duma
              zabrania zwracać się o pomoc (i inne wersje). jakoś trzeba się ładować, żeby
              żyć. więc chociażby spokojnym wyglądem męża podczas snu.
              • 18lipcowa Re: Do Kosheeen 02.05.05, 13:15
                Tak tylko jedna sprawa. Nie porównujmy łańcuszka do paskudnega charakteru. O
                ile ilośc biżuterii dyskredytuje faceta u Ciebie to chyba to że pije, bije i
                zdadza to akurat u każdej ?
                >
      • sakada Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 22:53
        " a mi się nie mieści w głowie, jak można być z
        facetem, który eksponuje na szyi grubaśny łancuch "

        Rany! Co ma przysłowiowy piernik do wiatraka???
    • twinmama76 Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 12:24
      "Jak wy możecie...."
      to jest moje ulubione sformułowanie. Najczęsciej używaja go osoby, które mało o
      życiu wiedzą, bo mało przeżyły. POzwala im to bezkrytycznie stawiac siebie i
      swoje wybory za wzór innym.
      A życie nie jest wcale takie proste Lipcowa. Nie zawsze da się wszystko
      przewidzieć, nie zawsze da się wszystko od razu zostawić za sobą.
      Może napisz sobie na kartce wielkimi literami taka mądrą maskymę "Nigdy nie mów
      nigdy" i powieś w widocznym miejscu.
      Jest jeszcze lepsza, ale do jej zrozumienia potrzeba choć odrobiny
      samokrytycyzmu:"Wiem, że nic nie wiem."
      • yenna_m Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 12:33
        ano ano
        lipiec, trochhu życia poznasz, to Ci sie zmieni...

        Największymi ekspertami we własnym mniemaniu z danej dziedziny są kompletni
        ignoranci.

        Tylko wiesz, lipiec, oby życie Ciebie zbytr brutalnie wielu rzeczy nie
        nauczyło. Bo biorąc pod uwagę Twoje nieliczenie się z innym człowiekiem śmiem
        twierdzić, że przy nadarzającej okazji inni ludzie Ci dokopią na maksa. W dowód
        wdzięczności. Jak to ludzie.
        A to ani przyjemne, ani budujące. Ani pomocne.

        Ale świnstwa robione innym wracają do czlowieka. Jak nie w tej konkretnej
        formie, to w innej.

        Ja w każdym razie nie życzę...
        • 18lipcowa Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 12:42
          yenna_m napisała:

          > ano ano
          > lipiec, trochhu życia poznasz, to Ci sie zmieni...

          No tak, znowu ten pouczający ten. Poznasz zycie...oby nie.
          >
          > Największymi ekspertami we własnym mniemaniu z danej dziedziny są kompletni
          > ignoranci.

          Jezu nie piszę ze wszystko wiem, ale wrodzony instynkt samozachowawczy każe mi
          uciekać od ludzi ktorzy mnie krzywdzą. A innym kobietom cos chyba ten instynkt
          przesłania!

          >
          > Tylko wiesz, lipiec, oby życie Ciebie zbytr brutalnie wielu rzeczy nie
          > nauczyło. Bo biorąc pod uwagę Twoje nieliczenie się z innym człowiekiem śmiem
          > twierdzić, że przy nadarzającej okazji inni ludzie Ci dokopią na maksa. W
          dowód
          >
          > wdzięczności. Jak to ludzie.


          Tak tylko że nie mają powodu.Nic złego nikomu nie zrobiłam.

          > A to ani przyjemne, ani budujące. Ani pomocne.
          >
          > Ale świnstwa robione innym wracają do czlowieka. Jak nie w tej konkretnej
          > formie, to w innej.
          >
          > Ja w każdym razie nie życzę...
          • lola211 Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 12:52
            Lipiec, według mnie ma to scisly zwiazek z sytuacja ekonomiczna.Jesli kobieta
            jest samowystarczalna, da rade utrzymac siebie i dzieci, to dziada kopnie w
            tylek.Ale takich jest niewiele.Wiekszosc po rozstaniu czeka klepanie biedy i
            tego wlasnie te kobiety sie boja.Poza tym malo kto moze tak po prostu kupic
            sobie mieszkanie czy je wynajac, po prostu nie maja te zony z dziecmi gdzie isc.

            • 18lipcowa Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 12:55
              lola211 napisała:

              > Lipiec, według mnie ma to scisly zwiazek z sytuacja ekonomiczna.Jesli kobieta
              > jest samowystarczalna, da rade utrzymac siebie i dzieci, to dziada kopnie w
              > tylek.Ale takich jest niewiele.Wiekszosc po rozstaniu czeka klepanie biedy i
              > tego wlasnie te kobiety sie boja.Poza tym malo kto moze tak po prostu kupic
              > sobie mieszkanie czy je wynajac, po prostu nie maja te zony z dziecmi gdzie
              isc
              > .

              Wiem o tym i wiem że własniwe jest tak jak piszesz.
              Ale to wynik przerywania nauki bo ciąża i dziecko, nie pracowania bo ciąża i
              dziecko, poświęcania siebie dla rodziny bo mąz i dziecko.
              A ja i tak bym uciekła.
              • lola211 Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 13:36
                Ale to wynik przerywania nauki bo ciąża i dziecko, nie pracowania bo ciąża i
                > dziecko, poświęcania siebie dla rodziny bo mąz i dziecko.

                Chyba z dwóch roznych Polskach zyjemy.Jak skonczylam studia to otrzymalam
                propozycje pracy w zawodzie z pensja 1200 zł. brutto.Przelicz i zastanow sie,
                czy bylabym w stanie wynajac za to mieszkanie w duzym miescie i utrzymac siebie
                i dziecko.Alimentow nawet nie licze, bo jak facet cwany to zlotowki nie da, a
                komornik nie bedzie mial z czego sciagac.A wyobra x sobie teraz kobity, ktore
                prace utracily i znaleźc nowej nie moga, nawet majac wyksztalcenie.
                Ukonczenie studiow nie daje zadnej gwarancji na dobra prace,a Ty wydaje mi sie,
                tak myslisz.

                To jeszcze napisz, gdzie bys uciekla, z dzieckiem oczywiscie, bo samej to zadna
                sztuka.


                > A ja i tak bym uciekła.
              • nanuk24 Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 15:26
                18lipcowa napisała:
                >
                > Wiem o tym i wiem że własniwe jest tak jak piszesz.
                > Ale to wynik przerywania nauki bo ciąża i dziecko, nie pracowania bo ciąża i
                > dziecko, poświęcania siebie dla rodziny bo mąz i dziecko.
                > A ja i tak bym uciekła.
                >
                >
                I tu sie Lipiec mylisz. Widzisz. Bylam z facetem, z ktorym przezylam pieklo.
                Mialam 18 lat, kiedy z nim zamieszkalam. Chodzilam do szkoly nawet. Dzieci nie
                mialam. A tkwilam w tym zwiazku 4 lata. Wlasnie dlatego, ze po pierwsze nie
                mialm gdzie isc. A po drugie duma mi nie pozwalala. Dziwne? Smieszne? Ano wlasnie.
                Paradoksalnie, mieszkalam blisko rodzicow, dokladnie 2 km. Ale nigdy nie
                chcialam im sie przyznac, ze jest zle. Bo wydaje mi sie, ze moja mama tylko
                siedzi i zaciera rece, kiedy mi sie noga podwinie...Nie dam tej satysfakcji.
                Do dzisiaj moja rodzina nie wie, ze bylam bita, mimo, ze juz od trzech lat z nim
                nie jestem. A odeszlam, kiedy mialam przygotowany cwany plan.
    • 18lipcowa Chyba mnie nie zrozumiałyście.... 02.05.05, 12:53
      Ja nie uważam że wiem wszystko i że wszystko przeżyłam.Od razu się
      czepiacie.Ale jak już napisałam instynkt obronny każe mi uciekać od ludzi
      którzy powinni mnie kochać , a mnie krzywdzą.
      I nie popadajcie w skrajności bo o ile wybaczę wirtualny flirt to kochanki z
      netu juz nie. Tak samo wybaczę kłótnię w której on na mnie krzyknie, a nie
      wybaczę płaskiego, albo wyzwisk i poniżania. Wybaczę wyjazd z kolegami ale nie
      pozostawienie mnie z dwójka małych absorbujących dzieci w domu. No kobiety. Nie
      patrzcie tak czarne -białe.

      I nie wymądrzam się. Po prostu wiem że jeśli ktoś mnie poczęstuje strzałem w
      pysk, wyzwiskiem ,poniżeniem, to się spakuję i zwieję. I dlatego dziwię się tym
      kobietom które sobie na to pozwalają i pozwalają na to by widziały to dzieci.
      Dla mnie jako dziecka przerażające były zwykłe kłótnie rodziców ktore słyszałam
      czasem, dlatego nie chcę wiedzieć kim bym teraz była i jak miałabym skrzywioną
      psychę gdybym widziała że mój ojciec leje matkę, albo ją wyzywa od najgorszych
      albo lata za dupami.
      • kawka74 Re: Chyba mnie nie zrozumiałyście.... 02.05.05, 13:21
        IMO na taką sytuację wpływ ma właśnie zanik instynktu samozachowawczego u kobiet. Dziewczynka a potem kobieta ma być grzeczna, trzymać kolanka razem, przytakiwać i nie złościć się. Ma być miła, ma być oparciem dla pana domu i dla dzieci. Ma być zawsze gotowa do pomocy i do ponoszenia ofiar.
        Tak większość kobiet jest wychowywana - jako przyszły "odpoczynek wojownika". Kobiety twarde, samodzielne są traktowane jak, excuses le mot, cnotki niewydymki, którym chłopa potrzeba, co to zaraz ustawi je na właściwym miejscu, w domu z dziećmi.
        Co do walki o swoje, znoszenia poniżeń, upokorzeń i bólu - często jest to poprzedzone czy połączone z długotrwałym niszczeniem poczucia własnej wartości u kobiety. Bita, okłamywana, poniżona - nie odejdzie, bo ma zakodowane, że sobie nie da rady, że jest nikim bez męża, że sama nie podejmie żadnej decyzji. Że dla dobra dziecka i trwałości świętego węzła małżeńskiego nie warto robić afery o jednego plaskacza czy o parę wyzwisk. Że własciwie ponosi ofiarę dla dobra rodziny, bo jest przede wszystkim Dobrą Matką i Żoną, a nie osobnym istnieniem ludzkim, które ma prawo się bronić. Wstukany kod mówi, że rodzina jest wartością ponad inne, a że w rodzinie dzieje się źle i bardzo źle, to schodzi na drugi plan. Więcej - czasem kobiety są dumne z tego, że mimo wszystko trwają, mimo tego, że ich trwanie na posterunku związane jest z ponoszeniem bardzo wysokich kosztów.
        • 18lipcowa kawka 02.05.05, 13:28
          .
          > Co do walki o swoje, znoszenia poniżeń, upokorzeń i bólu - często jest to
          poprz
          > edzone czy połączone z długotrwałym niszczeniem poczucia własnej wartości u
          kob
          > iety. Bita, okłamywana, poniżona - nie odejdzie, bo ma zakodowane, że sobie
          nie
          > da rady, że jest nikim bez męża, że sama nie podejmie żadnej decyzji.


          Piszesz o długotrwałym niszczeniu, a ja właśnie pytam jak można tak długo
          sobie pozwalać na to? Jak można ?
          Ja odeszłabym po pierwszym plaskaczu bo wiem, że nikt na jednym nie
          poprzestanie.
          Odeszłabym po wyzwiskach, poniżaniu, olewaniu mnie, jawnej zdradzie.

          Może jednak to że nigdy nie należałam do grzecznych dziewczynek wyjdzie mi w
          życiu na dobre? Przysięgam że wolę żyć sama i masturbować się codziennie niż
          być zoną kogoś kto w domu jest katem...
          • kawka74 Re: kawka 02.05.05, 13:39
            Widzisz, Ty byś odeszła, ja też bym odeszła, na odchodnym jeszcze oddając trzy razy mocniej (niestety, ale krzepę mam sad. Bo mamy świadomość, że na jednym razie się nie skończy i że będzie już tylko gorzej.
            Co do tego długotrwałego niszczenia - łączy się z tym kwestia wychowania, o której pisałam. Masz być grzeczna, nie bić się z chłopcami, tylko bawić w dom (uch, jak ja nie cierpiałam takich zabaw, jedynie szpital wchodził w grę, bo można było zobaczyć, co nieszczęsna lalka ma w środku). I to posłuszne bawienie się w dom, tę grzeczność i dobre wychowanie, które psu na budę się zdaje, taka dziewczyna przenosi do swojego domu, swojej rodziny. To jest jedna rzecz.
            Druga - takie psychiczne dołowanie ofiary (bo już można mówić o ofierze) to gra długa i subtelna. Weźmy przykład - facet nie pozwala się ubrać swojej żonie czy dziewczynie w wydekoltowaną kieckę, bo jest zazdrosny. Dziewczyna jest cała w skowronkach, bo och, on tak kocha. I nie wie, że to najprawdopodobniej pierwszy niepokojący sygnał, że trafiła na model Pana i Władcy, który niepostrzeżenie zrobi z niej szarą, zastraszoną kurę. Właśnie na tym dowcip polega - na tym, że wszystkie zabiegi, żeby zniszczyć w żonie wszelkie przejawy samodzielności, są dość delikatne, są też często właśnie postrzegane jako objaw wielkiej miłości. I tak, powoli, klatka się zamyka.
            • 18lipcowa Re: kawka 02.05.05, 13:42
              kawka74 napisała:

              > Widzisz, Ty byś odeszła, ja też bym odeszła, na odchodnym jeszcze oddając
              trzy
              > razy mocniej (niestety, ale krzepę mam sad. Bo mamy świadomość, że na jednym
              raz
              > ie się nie skończy i że będzie już tylko gorzej.
              > Co do tego długotrwałego niszczenia - łączy się z tym kwestia wychowania, o
              któ
              > rej pisałam. Masz być grzeczna, nie bić się z chłopcami, tylko bawić w dom
              (uch
              > , jak ja nie cierpiałam takich zabaw, jedynie szpital wchodził w grę, bo
              można
              > było zobaczyć, co nieszczęsna lalka ma w środku). I to posłuszne bawienie się
              w
              > dom, tę grzeczność i dobre wychowanie, które psu na budę się zdaje, taka
              dziew
              > czyna przenosi do swojego domu, swojej rodziny. To jest jedna rzecz.
              > Druga - takie psychiczne dołowanie ofiary (bo już można mówić o ofierze) to
              gra
              > długa i subtelna. Weźmy przykład - facet nie pozwala się ubrać swojej żonie
              cz
              > y dziewczynie w wydekoltowaną kieckę, bo jest zazdrosny. Dziewczyna jest cała
              w
              > skowronkach, bo och, on tak kocha. I nie wie, że to najprawdopodobniej
              pierwsz
              > y niepokojący sygnał, że trafiła na model Pana i Władcy, który
              niepostrzeżenie
              > zrobi z niej szarą, zastraszoną kurę. Właśnie na tym dowcip polega - na tym,
              że
              > wszystkie zabiegi, żeby zniszczyć w żonie wszelkie przejawy samodzielności,

              > dość delikatne, są też często właśnie postrzegane jako objaw wielkiej
              miłości.
              > I tak, powoli, klatka się zamyka.



              Masz rację kawka. Jak cholera. To się dzieje już wcześniej, jeszcze w domu
              rodzinnym, tak jak wychowuje się dziewczynki.
              Całe szczęście mnie tak nie wychowano, prałam się z chłopakami az huczało,
              skakałam po drzewach, nie byłam beksą i skarżypytą a raczej krzykaczką. I teraz
              ustawić chłopa umiem, ugotować i nawet dzieckiem się zając.
          • lola211 Re: kawka 02.05.05, 13:47
            > Piszesz o długotrwałym niszczeniu, a ja właśnie pytam jak można tak długo
            > sobie pozwalać na to? Jak można ?
            > Ja odeszłabym po pierwszym plaskaczu bo wiem, że nikt na jednym nie
            > poprzestanie.
            > Odeszłabym po wyzwiskach, poniżaniu, olewaniu mnie, jawnej zdradzie.

            Jest caly wachlarz bardziej wysublimowanych metod, zadne tam bicie czy wyzwiska.
            Poczytaj Susan Forward "Dlaczego on nie kocha, a ona za nim szaleje" , moze
            choc troche zrozumiesz na czym to polega, poczytaj o racjonalizacji, syndromie
            sztokholmskim, itd.
            • 18lipcowa Re: kawka 02.05.05, 13:52
              lola211 napisała:

              > > Piszesz o długotrwałym niszczeniu, a ja właśnie pytam jak można tak długo
              >
              > > sobie pozwalać na to? Jak można ?
              > > Ja odeszłabym po pierwszym plaskaczu bo wiem, że nikt na jednym nie
              > > poprzestanie.
              > > Odeszłabym po wyzwiskach, poniżaniu, olewaniu mnie, jawnej zdradzie.
              >
              > Jest caly wachlarz bardziej wysublimowanych metod, zadne tam bicie czy
              wyzwiska
              > .
              > Poczytaj Susan Forward "Dlaczego on nie kocha, a ona za nim szaleje" , moze
              > choc troche zrozumiesz na czym to polega, poczytaj o racjonalizacji,
              syndromie
              > sztokholmskim, itd.



              Dzięki nie trzeba. Wiem co jest złe a co jest dobre i wyobraż sobie umiem
              stworzyć szczęsliwy związek.
              • lola211 Re: kawka 02.05.05, 14:05
                > Dzięki nie trzeba. Wiem co jest złe a co jest dobre i wyobraż sobie umiem
                > stworzyć szczęsliwy związek.

                No widzisz, a bylabys w temacie madrzejsza, a tak nie masz za wiele pojecia o
                zjawisku, a wydaje Ci sie ze wiesz.
                A co do tworzenia szczesliwego zwiazku, to wiekszosc z tych, ktore tak
                krytykujesz, tez bylo o tym przekonanych.I byly szczesliwe, az milo.Do czasu.
                • aleksandrynka Re: kawka 02.05.05, 14:51
                  No właśnie, zrozumieć chce, ale poczytać już nie... Lipiec, albo wóz albo
                  przewóz, z gdybania nic jeszcze nie wynikło. jak chcesz na prawdę zgłębić i
                  pojąć istotę problemu, zrozumieć skomplikowane ścieżki, dziwne wybory,
                  mechanizmy zachowań to fachowej i mniej fachowej literatury jest multum, sama
                  podeślę kilka tytułów. Ale zadając pytania w przestrzeń i przekonując nas, że
                  Ty to nigdy... niewiele się dowiesz, po prostu. Jedynie my się dowiemy, ze masz
                  mocny charakter i zdrowe priorytety, chwała Ci za to, życzę wszystkim kobietom
                  takiego podejścia i siły, niestey, w życiu bywa różnie. Ty byś nie wyszła za
                  chłopa za którym inna szaleje, tak to jest...
                • 18lipcowa Re: kawka 02.05.05, 16:07
                  lola211 napisała:

                  > > Dzięki nie trzeba. Wiem co jest złe a co jest dobre i wyobraż sobie umiem
                  >
                  > > stworzyć szczęsliwy związek.
                  >
                  > No widzisz, a bylabys w temacie madrzejsza, a tak nie masz za wiele pojecia o
                  > zjawisku, a wydaje Ci sie ze wiesz.
                  > A co do tworzenia szczesliwego zwiazku, to wiekszosc z tych, ktore tak
                  > krytykujesz, tez bylo o tym przekonanych.I byly szczesliwe, az milo.Do czasu.

                  Nie sądzę. Raczej udawały że jest ok.
                  • lola211 Re: kawka 02.05.05, 16:28
                    Nie, byly przekonane, ze trafily na kogos fantastycznego i byly super
                    szczesliwe.
                    • 18lipcowa Re: kawka 02.05.05, 16:38
                      lola211 napisała:

                      > Nie, byly przekonane, ze trafily na kogos fantastycznego i byly super
                      > szczesliwe.

                      bo nie umiały patrzeć krytycznie na nich, bez klapek na oczach. Ja umiem, widzę
                      wady i decyduję czy będę je tolerować czy szukam kogoś innego. Wady te to mogą
                      być lenistwo, czy bałaganiarstwo jak przykład a nie chęć boksowania kobiet czy
                      oszukiwanie czy zapędy do nałogów. I nie wierzę że nie da się takiego wcześniej
                      wyczuć, ja umiem, dzięki temu juz teraz udało mi się uniknąć spapranego życia.
                      • lola211 Re: kawka 02.05.05, 18:23
                        a nie chęć boksowania kobiet czy
                        > oszukiwanie czy zapędy do nałogów. I nie wierzę że nie da się takiego
                        wcześniej
                        >
                        > wyczuć, ja umiem, dzięki temu juz teraz udało mi się uniknąć spapranego
                        życia.

                        A jaki tym masz staz w zwiazku, ze wiesz iz na pewno Cie to nie spotka?
                        Bo schody czesto zaczynaja sie po latach, a nie w okresie gdy zwiazek
                        buzuje.Emocje opadaja i zaczyna Cie gosciu denerwowac, a Ty jego.I wowczas do
                        glosu dochodza najgorsze instynkty i sie zaczyna jazda.

                        a nie chęć boksowania kobiet czy
                        > oszukiwanie czy zapędy do nałogów.


                        Wyobraź sobie, ze ludzie sie zmieniaja, czesto na gorsze.Abstynenci zaczynaja
                        pic, monogamisci zaczynaja zdradzac, itd.Nikt nie jest ciagle taki sam.Nie
                        jestes w stanie przewidziec, jaki Twoj facet bedzie za 5 lat czy za 10.Nie
                        jestes, chocbys nie wiem jak sie zapierala, ze nie mam racji.
      • wieczna-gosia Re: Chyba mnie nie zrozumiałyście.... 02.05.05, 13:39
        > I nie wymądrzam się. Po prostu wiem że jeśli ktoś mnie poczęstuje strzałem w
        > pysk, wyzwiskiem ,poniżeniem, to się spakuję i zwieję. I dlatego dziwię się tym
        >
        > kobietom które sobie na to pozwalają i pozwalają na to by widziały to dzieci.
        > Dla mnie jako dziecka przerażające były zwykłe kłótnie rodziców ktore słyszałam
        >
        > czasem, dlatego nie chcę wiedzieć kim bym teraz była i jak miałabym skrzywioną
        > psychę gdybym widziała że mój ojciec leje matkę, albo ją wyzywa od najgorszych
        > albo lata za dupami.
        >

        po 10 latach?
        Tak se zwiejesz? No to super ze bedziesz miala dokad.
        Ja tez na ten przyklad bym miala, nawet z piatka. Co wiecej posiadam taka ceche
        charakteru ktora sie nazywa hura optymizm- jak wszyscy mi beda mowili ze sie ie
        da, to ja im przyznam racje po czym zaczne udowadniac ze sie da. Wszyscy mi
        mowili ze z 5 dzieci w tym jednym malutkim nie mozna znalesc pracy nawet w
        miescie stolecznem. A sie da.

        Ale widzisz- dosc latwo mi sobie wyobrazic ze ktos nie ma gdzie pojsc, i nie wie
        co ze soba zrobic. Co wiecej- gdy mialam z mezem ostre kryzysy i wojny
        podjazdowe ostatnia rzecza o jakiej myslalam bylo wianie do mamusi- wrecz
        przeciwnie se myslalam- o bosze ja zwieje a ona zmuzy oczka i powie- a co? nie
        mowilam? bylo sie nie puszczac. I wtedy chetniej zarwalabym od meza z plaskiego
        niz przyszla na tarczy do domu rodzinnego.

        Teraz po tych 14 latach patrze na to zupelnie inaczej i wialabym do mamusi jak w
        dym, bo i glupiej pychy we mnie mniej i moje relacje z mamusia insze.

        Ja sie teoretycznie z toba zgadzam. Co wiecej uwazam ze 90% takich kobiet ktore
        nie widza swiatelka w tunelu- przy minimalnej pomocy i zastrzyknieciu wiary w
        siebie bierze nogi za pas i swietnie se radzi.

        Ale twz. ofiara przemocy domowej to osoba albo o charalterze ofiary z natury,
        albo ze zlamanym charalterem, ktora poszla na zbyt wielkie kompromisy. I mysle
        ze tu tkwi problem a nie w "nie mam dokad pojsc". I mowienie do takej osoby "wez
        sie w garsc" nie specjalnie pomaga.

        W kazdej przemocy nie jest straszne to ze facet leje. Ja facetowi oddawalam wet
        za wet. Bardziej straszny jest psychiczny aspekt przemocy, czyli to, ze czlowiek
        zaczyna sie meza bac i nie poruszac pewnych kwestii, ze co wiecej zaczyna
        podswiadomie uznawac wine- wlanal wiec jestem zla, wyszedl do kolegow tzn ze
        dupa ze mnie nie zona.

        Tak to juz jest ze jak jest dobrze to ze szczesciem radzimy sobie sami, a jak
        jest zle to dobrze sie wygadac. Forum jest tego odzwierciedleniem.
        • andaba Re: Chyba mnie nie zrozumiałyście.... 02.05.05, 14:07
          Zgadzam się Gosiu z Tobą w 100%. Najbardziej w kwestii z mamusią... Ostatnia
          rzecz, którą bym zrobiła na świecie, to poskarżyłabym sie mamie na męża.
          No i niestety ja też w razie czego nie miałabym gdzie pójść. Dobrze, że na razie
          nie mam problemów z mężem, a przynajmniej nie takie , po których myślałabym o
          odejściu. Ale wiele jest kobiet w mojej sytuacji - i co wtedy? Domy samotnej
          matki nie załatwiają sprawy...
          • dzindzinka Re: Chyba mnie nie zrozumiałyście.... 02.05.05, 14:29
            Zastanawiam się dlaczego kobieta z dziećmi musi uciekać do Domu Samotnej Matki,
            nawet wtedy gdy mieszkanie należy do niej? Marzy mi się, aby (tak jak to jest w
            niektórych krajach) to sprawca przemocy musiał się wynieść jak najdalej od
            swoich ofiar, nawet ze swego domu. Społeczeństwo też by na tym zyskało.

            Jeśli chodzi o mnie to jestem bardzo "nietolerancyjna" dla faceta: zdrad,
            przemocy, wyzywania nigdy bym nie wbaczyła. Nie wyobrażam też sobie, że mąż
            mógłby sobie zrobić wakacje i zostawić mnie samą z domem i małymi dziećmi. Gdy
            musiał dwa wyjechać na 3 dni, zorganizował mi pomoc.
          • 18lipcowa I tu wychodzą chore uklady z matką.... 02.05.05, 16:10
            Bo ja swojej się nie zwierzam, nie jest moją przyjaciółką a jednak
            przyleciałabym do niej w pierwszej kolejności. I tu Wam współczuję, a teksty
            typu "zbyt dumna jestem by lecieć do matki", Współczuję mam...
            • wieczna-gosia Re: I tu wychodzą chore uklady z matką.... 02.05.05, 17:48
              a nie wiadomo nie wiadomo....

              czlowiekowi ciezko sie do porazki przyznac, szczegolnie w kwestii zasadniczej.

              Chociaz oczywiscie moge sie mylic.
              Ale widzisz lipiec, juz ci rozwiazalam jeden problem- po co kobiety z nim sa- ty
              bys nie siedziala, bo mozesz zwiac do mamusi zawsze- wiele kobiet nie posiada
              tego luksusu.

              Inna sprawa to taka- on mnie zostawia z malutkimi dziecmi. To nie jest OK. Ale
              kiedy mnie nie zostawia to jest super dla dzieci i dzieci go uwielbiaja. Czy tez
              na GG sie umawia ale ojcem jest jak wyzej. I co? Owszem ty to ty- ale tu sie
              waza nie tylko twoje losy, ale takze losy innych kochajacych tego faceta osob.

              Ja mysle ze MNIEJSZOSC sytuacji to sa tzw sprawy oczywiste- on pije, wali jak w
              patelnie, dzieci sie go boja, zona go nienawidzi i tkwi w matni. Wiekszosc
              sytuacji jest jednak takich ze z jednej strony facet odpycha (flirtujac czy
              wyjezdzajac czy pijac za duzo) a z drugiej strony- jak jest to pomaga, forse
              przynosi, dzieci go kochaja...

              I jeszcze jedno- moje malzenstwo przechodzilo krytyczne chwile. Naprawde bylo
              beznadziejnie (i nie bylo forum...). Dosc powaznie rozwazalam wtedy odejscie- ba
              raczej bylam zdecydowana ze odchodze. Ale nie odeszlam. Po tych paru latach z
              perspektywy czasu- powody by odejsc mialam wystarczajace. Ale zostalam. I
              patrzac na to co mam teraz ( a raczej mamy)- uwazam ze bylo warto. Pewnie wtedy
              w tamtych czasach pare osob zadalo sobie pytanie po co ona z nim jest? Po kiego
              diabla on jest z nia?Nikt na szczescie nie dal mi rady- rozwiedz sie, ale
              sugestie nie w prost sie zdarzyly. Ale udalo sie wyszlo, jestesmy razem i jest
              super. Byc moze czesc kobiet, ktore z nim sa mimo wszystko wlasnie znajduje sie
              na takim zakrecie?
              • 18lipcowa Re: I tu wychodzą chore uklady z matką.... 03.05.05, 00:05

                A ja sie umiem do porażki przyznać. I najszybiej przed własną, dośc chłodną
                matką.i całe szczęscie mam.
            • pieczareczka Re: I tu wychodzą chore uklady z matką.... 02.05.05, 21:08
              naszlo mnie wieczornie na wywody psychologiczne - Ty jakos Lipcowa dzialasz
              zawsze pobudzajaco na aktywnosc moich polaczen nerwowych smile
              mozesz mowic 'nigdy', 'zawsze' , 'nie wyobrazam sobie' i jeszcze kilka innych
              zwrotow; mozesz pisac posty obfite w pewnosc siebie, dziwic sie ludziom a
              niektorymi byc moze i troche gardzic; sila takich zachowan jest odwrotnie
              proporcjonalna do ilosci zdobytych w zyciu doswiadczen; i to jest jak kuszenie
              losu; zebys nie wiem jak sie zarzekala nie wiesz co Ci ten pokretny los
              zgotuje; czasem ludzi pewnych siebie i przekonanych ze wiedza 'co by zrobili
              gdyby...' zlosliwie rzuca na kolana; albo tez stawia w sytuacji w ktorej mial
              sie czlowiek nigdy nie znalezc i smieje sie w nos; nie mowie, ze Twoje
              podejscie do zycia jest zle; ono jest jedynie zbyt idealistyczne; nie bedac w
              danej sytuacji mozesz jedynie sobie wyobrazac jak bys sie zachowala; ale Ty
              tego nie wiesz - i wcale Ci nie zycze abys sie dowiedziala; chociaz znam ludzi
              ktorzy doswiadczyli zycia i dalej nic nie wiedza
              pozdrawiam majowo
              pieczareczka
              • kalina_p powinnas podziekowac Lipiec za 02.05.05, 21:25
                stymulacje neuronówwink
                Wyszlo bardzo zgrabnie, lepiej bym tego nie ujęła.
                zaywazylam taka prawidłowosc - im starsza jestem, tym rzadziej mowie "zasze"
                i "nigdy" i coraz mniej rzczy wydaje sie proste i oczywiste...
                Pozdrawiam
                • czajkax2 Re: powinnas podziekowac Lipiec za 02.05.05, 21:56
                  Ja za Kaliną musze napisać, że również wykreśliłam słowa "zawsze", "nigdy" itp
                  ze swojego słownika. Po to aby
                  1. nie kusić losu,
                  2. Nie wiadomo czy czas nie zweryfikuje moich poglądów
                  3. ludzie się zmieniaja i to co nam czasem wydaje sie ok,za jakiś czas może
                  okazać sie niedopuszczalne
                  • maxim31 Re: powinnas podziekowac Lipiec za 02.05.05, 22:06
                    Ja tylko w dwóch przypadkach stosuje słówko nigdy:
                    1. nigdy nie polubie owadów;
                    2. nigdy nie przekonam sie do ciasta biszkoptowego z truskawkami i galaretką.
                    Obiektywnie jadłam pyszne odmiany tegoż ciasta i nadal nie jestem zwolenniczkąwink

                    Ale to tak na marginesie, gdyz podobnie do Kaliny życie wielokrotnie
                    weryfikowało moje poglądy i nastawienie do róznych spraw. Tutaj to juz niczego
                    tak naprawde nie jestem pewna i zawsze staram widzieć dwie strony medalu.
        • maadzik3 Re: Chyba mnie nie zrozumiałyście.... 02.05.05, 14:42
          A ja mysle, Gosiu, ze poza wieloma innymi poruszanymi wzgledami (gdzie zgadzam
          sie z Toba, Lola i Kawka) strzal w 10-tke to to dzielenie sie. Bo jak tu
          zakladac watek "nie mam problemow, mam super meza, rozmowny, seks zawsze
          pierwsza klasa, nigdy sie za inna nie obejrzal"?wink))) A co do watkow o
          problemach, psychologowie dosc dawno udowodnili ze lepiej z problemami radza
          sobie Ci ktorzy szukaja w ich rozwiazaniu udzialu i wsparcia innych - czesciej
          omijaja ich zalamania i depresje, wiec forum moze byc czasem dobrym miejscem na
          takie rzeczy.
          pozdrawiam
          Magda
    • sss8 Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 16:27
      nie masz ochoty, to nie czytaj,skoro Ciebie to nie dotyczy i tak bardzo Ci to
      przeszkadza.
      ja nie czytam tych wątków,które mnie nie interesują, nie odpowiadam na nie i
      nie czepiam sie tych dziewczyn,że maja problemy.
      po to jest to forum,zeby sobie z kims "pogadac"
      • 18lipcowa Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 16:36
        sss8 napisała:

        > nie masz ochoty, to nie czytaj,skoro Ciebie to nie dotyczy i tak bardzo Ci to
        > przeszkadza.
        > ja nie czytam tych wątków,które mnie nie interesują, nie odpowiadam na nie i
        > nie czepiam sie tych dziewczyn,że maja problemy.
        > po to jest to forum,zeby sobie z kims "pogadac"


        A mnie to interesuje, choć często nie wiem jak pomóc takim kobietom skoro
        słowo 'rozstanie' nie miesci im sie w glowie tak samo mocno jak ich
        mężom 'szacunek'
        >
        >
        • kalina_p Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 18:59
          wszystkich wpisów nie czytalam ale wieczna gosia madrze napisala o tym
          wszystkim. Nigdy nie jest tak prosto - ze on zly i leje to ona odchodzi. Sa
          dzieci, pieniadze, uczucia, nadzieje...Strasznie zagmatwane sprawy. Niestety...
    • l.e.a Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 19:03
      Jakies 3 lata temu szukalam tu pomocy dla mojej przyjaciolki, ktora byla przez
      lata maltretowana psychicznie i fizycznie. Nie miala dokad pojsc z dwojka
      duieci, jedno chore, wymagalo jej nieustannej opieki, syn nie mogl uczeszczac
      do przedszkola, a i zadna z opiekunek z powodu jego choroby nie chciala z nim
      zostac. Jej rodzina kazala jej sie cieszyc z tego co ma, bo maz biznesmen-
      bogaty bo maja 2 samochody i duzy dom. Kazali jej siedziec z nim, powiedzieli,
      ze nie chca jej w domu. Diewczyna po studiach, kiedys dziennikarka ... dopiero
      niedawno sie skonczyla jej gehenna ona i jej dzieci przezyly koszmar. POprostu
      te kobiety nie maja dokad pojsc ...
    • discombopulated Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 19:22
      gratuluję Ci, że jesteś szcvzęśliwa w swoim małżeństwie i zapewniam Cię, gdybym
      miała choć próbkę tego, co mam dziś przed ślubem, to nigdy w życiu za niego bym
      nie wyszła. nie miałam 20 lat, ani 22, wiedziałam co robie i z pełną
      świadomością powiedziałam TAK, to była wielka miłość, ale dość krótka. sama
      sobie jestem winna i nie użalam się, tylko nie mam z kim o tym pogadać i
      dlatego napisałam na forum. bądź szczęśliwa i niekomu nie życzę tego przez co
      ja teraz przechodzę. pozdrawiam.
    • triss_merigold6 Poprawka 02.05.05, 22:13
      Poprawka do jednej z wypowiedzi: jeśli mieszkanie należy do kobiety to może ona
      spokojnie: zmienić zamki, wymeldować i wystawić walizki typa za drzwi w ciągu 1
      dnia. To co wnoszą strony do małżeństwa nie stanowi części wspólnoty
      majatkowej, podobnie jak darowizny i majątek ze spadków.
      Tak więc najlepszym zapleczem jakie mogą zafundować córce rodzice jest jej
      własne mieszkanie. Bez pracy jakoś przebieduje na opiece społecznej i
      pozyczkach ale przynajmniej w razie dramatu zyciowego nie pójdzie pod most.
      Ad rem wypowiedzi Lipiec:
      Są sygnały ostrzegawcze, których niedoświadczona lub odpowiednio "wychowana"
      kobieta nie wychwyci:
      - zazdrość o strój, dekolt, makijaż;
      - zazdrość o znajomych ukrywana pod tekstem "kochamy się i powinnismy sobie
      wystarczyć";
      - zniechęcanie i skłócanie z rodziną: Twoja matka ma na ciebie za duży wpływ,
      ONI chcą rozwalić nasz związek - czyli powolna izolacja od ludzi;
      - pogardliwe wypowiedzi na temat innych kobiet: wszystkie to interesowane
      dziwki; babę trzeba lać i krótko trzymać
      - alkohol - no comments, wiadomo, jeśli facet twierdzi, że "pije jak wszyscy"
      to na 100% jest alkoholikiem
      - praca - facet nie zgadza się, smęci, mędzi, że jego narzeczona lub dziewczyna
      pracuje gdzieś tam (zwłaszcza jeśli panna ma fajną pracę i kontakt z ludźmi)
      - tresura - po kłótni wychodzi i nie daje znaku życia przez jakiś czas -
      wystarczą 2-3 dni i panna "przemyśli" i zmięknie

      Lipiec łatwo jest PIERWSZY raz młodą, nawet niegłupią i niezależną kobietę
      wpędzić w kanał związku koszmaru.
      • 18lipcowa Re: Poprawka 03.05.05, 00:04

        >
        > Lipiec łatwo jest PIERWSZY raz młodą, nawet niegłupią i niezależną kobietę
        > wpędzić w kanał związku koszmaru.
        >
        To moze ja jestem za cwana? Bo nie dam sie wpreowadzic w taki kanał.
        • triss_merigold6 Re: Poprawka 03.05.05, 00:15
          Nie jesteś z pierwszym "poważnym" chłopakiem w życiu, prawda?
          Nie potrzebujesz dowartościowywać się faktem, że ktoś Cię zechciał, pokochał,
          ktoś się Tobą interesuje.
          Z domu rodzinnego wyniosłaś przekonanie, że jesteś super i kochana, chciana,
          mądra.
          Nie masz kompleksów na temat wyglądu i tekst: ciesz się, że z Tobą jestem bo
          nikt inny by nie spojrzał - zabiłabyś śmiechem.
          Masz dużo szczęścia.
          Pamiętaj jednak, że są dziewczyny niezbyt pewne siebie, zakompleksione, o
          słabszej psychice, chcące wyrwać się z toksycznego domu - one są łatwymi
          ofiarami a typ kata wyczuwa słabość i zależność jak posokowiec krew.
          • 18lipcowa ReTriss odpowiem ale poczytaj mój nowy wątek 03.05.05, 00:24


            > Nie jesteś z pierwszym "poważnym" chłopakiem w życiu, prawda?
            Nie, nie jestem.
            > Nie potrzebujesz dowartościowywać się faktem, że ktoś Cię zechciał, pokochał,
            > ktoś się Tobą interesuje.
            Nie, super czułam się sama.Ale wolę byc z kims.
            > Z domu rodzinnego wyniosłaś przekonanie, że jesteś super i kochana, chciana,
            > mądra.
            Tak.
            > Nie masz kompleksów na temat wyglądu i tekst: ciesz się, że z Tobą jestem bo
            > nikt inny by nie spojrzał - zabiłabyś śmiechem.
            Tak.
            > Masz dużo szczęścia.
            > Pamiętaj jednak, że są dziewczyny niezbyt pewne siebie, zakompleksione, o
            > słabszej psychice, chcące wyrwać się z toksycznego domu - one są łatwymi
            > ofiarami a typ kata wyczuwa słabość i zależność jak posokowiec krew.
    • zoska48 Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 22:18
      Wiesz co Lipcowa!
      Ja nie wiem ile ty masz lat "dziecino" .Przypuszczam jeszcze 30-tu nie
      skonczylas i meza ,i dzieci nie masz.A "gadasz" jakbys wszystkie rozumy
      pozjadala!!!Powiem Ci ,ze ty o zyciu wiesz tyle co kot naplakal.TEORETYCZNIE to
      my wszyscy jestesmy madre i wiemy co bysmy zrobily gdyby,ale realia wygladaja
      "troszke" inaczej!!
      Cos ty w zyciu przezyla,ze dziewczynom z wieloletnim stazem malzenskim chcesz
      porad udzielac????????
      Jestes mloda i (sorry) glupia!!!
      Jeszcze jedno male pytanie???Dokad bys uciekla od "niedobrego" meza i np. 3-a
      dzieci ???Do mamusi???
      A jak bys jej(sorry!!!) nie miala i nikogo kto by cie mogl przyjac???
      No czekam???
      • triss_merigold6 Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 22:28
        To zawsze można - tylko wymaga to odwagi i determinacji - złożyć na policji
        doniesienie o popełnieniu przestepstwa, wnieść o prokuratorski zakaz zbliżanie
        się, zmienić zamki z drzwiach i wywalić walizki gościa za drzwi - 1 dzień
        wsyatrczy, akurat kiedy facet w pracy.
        Wiele rzeczy można zrobić tylko warto używać mózgu i korzystać z informacji o
        niebieskich liniach, organizacjach pomocnych ofiarom itd.
        • maxim31 Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 22:36
          Pamietam przypadek kobiety, która była potwornie maltretowana (jej mąż zreszta
          został skazany za to) i ona trwała w tej matni aż dwa lata! Pewnie, ze sie
          uwolniła (dzieci nie mieli), tylko dlaczego tak późno? Dodam tylko, ze ona
          zdecydowała sie na wyrwanie z tego związku, gdy jej szanowny małżonek po raz
          kolejny jej połamał ręce oraz najpierw wyciął usta (?!), a potem je zszywał.
          Wyrywał jej paznokcie itp.- i na dodatek mieszkali z jego matką. Do tej pory
          nie jestem w stanie zrozumiec - dlaczego ona to znosiła tak długo.

          Paradoksalnie, gdy facet wyszedł z więzienia, poznał nastepna kobietę, ale ona
          juz sobie na takie traktowanie nie pozwoliła i zakończyła przygodę po dwóch
          miesiacach.
          Rzecz działa się w jednym z miast w Polsce - opisywana była przez gazety.
          • triss_merigold6 Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 22:43
            Pamiętam historię. 18-letnia dziewczyna związała się z ochroniarzem, w
            dreczeniu córki pomagała jej matka (!). Facet był patologicznie zazdrosny.
            Po wyjściu z pudła związał się z kolejną kobietą, był ślub - babka wiedziała,
            że jest zazdrosny (darł jej zdjęcia, niszczył osobiste pamiatki, warował pod
            pracą, oskarżał o zdrady - i gó.., nie zraziła się. Dopiero jak jej wtłukł
            konkretnie obudziła się z złożyła doniesienie.
        • merusia Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 22:36
          a mnie rozmieszylo to,ze z punktow: Bicie, picie , klamanie , Droga Autorka
          watku punkt wyjazd samodzielny na wakacje uznala za SZCZYT!!!
          :smile)))
      • kawka74 Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 22:33
        Aj jak ja nie lubię takich napastliwych postów.
        Doświadczenie nie zawsze czyni człowieka mądrzejszym.
        • zoska48 Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 22:43
          kawka74 napisała:

          > Doświadczenie nie zawsze czyni człowieka mądrzejszym.

          Z tym sie zgodze,
          ale bez doswiadczenia wiesz jeszcze mniej!A moj "napastliwy" post byl pod
          adresem Lipcowej ,ktora ma niezly tupet i rowniez w slowach nie przebiera.
          Moze i ona sie czasem w jezyk ugryzie ,zanim napisze BZDURE!
          Zoska
          • triss_merigold6 Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 22:46
            W sumie to ma dziewczyna rację: gdyby kobiety sprawnie wychwytywały niepokojące
            sygnały przed ślubem i kopały panów z zad to dramatów byłoby mniej.
            Byłyby pomyłki i nieszczęścia bo człowiek potrafi się maskować albo zmienić w
            potwora.
            • maxim31 Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 22:52
              Mnie sie wydaje, że dużo zależy od cech charakterologicznych danej kobiety.
              Sa chyba takie, które maja w sobie coś z ofiaty. Tylko pytanie, czy jest to
              kwestia wychowania (wpływu środowiska) czy tez genów?
              • andaba Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 22:53
                maxim31 napisała:

                > Mnie sie wydaje, że dużo zależy od cech charakterologicznych danej kobiety.
                > Sa chyba takie, które maja w sobie coś z ofiaty. Tylko pytanie, czy jest to
                > kwestia wychowania (wpływu środowiska) czy tez genów?

                Moim zdaniem więcej tu ma do rzeczy wychowanie.
              • maxim31 Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 22:54
                Myślę, że dopóki nie przeżyjemy czegos, to tak naprawde nie jesteśmy w stanie
                określic garanic naszej tolerancji na pewne zachowania.
                • maxim31 Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 22:57
                  Zakładanie czegos z góry, moim zdaniem mija się z celem. Pewnie, że ja również
                  nie tolerują: picia, bicia, poniżania. Ale jak to któras z Was zauważyła, nie
                  jest to proces, który nagle pewnego pieknego dnia sie dokonuje - tylko często,
                  gęsto trwa latami. I ta granica, gdzie cos zaczynamy akceptowac się przesuwa.
            • wieczna-gosia jasne jasne 03.05.05, 00:41
              > W sumie to ma dziewczyna rację: gdyby kobiety sprawnie wychwytywały niepokojące
              >
              > sygnały przed ślubem i kopały panów z zad to dramatów byłoby mniej.
              > Byłyby pomyłki i nieszczęścia bo człowiek potrafi się maskować albo zmienić w
              > potwora.

              alez oczywiscie wink

              Co nie zmienia faktu ze uwazam stwierdzenie "widzialy galy co braly" w stosunku
              do rozpaczajacej kobiety za jedna z wymyslniejszych tortur.

              Pisalas tez o niebieskich liniach itd.

              Mysle ze jesli ktos daje soba manipulowac- to w jego charalterze tkwi pewna
              biernosc- to raz.

              A dwa- To jest kurcze powazna decyzja. Tym bardziej, ze- jak pisalam- wiekszosc
              takich sytuacji to nie jest tak, ze facet jest dran 100% i nic tylko wiac. No OK
              jest zazdrosny- ale to przeciezs mile. Popija- ale nieduzo. Itd. Lipiec pisze ze
              by wiala. fajnie. Tylko moim zdaniem naprawde trudno oszacowac moment,
              szczegolnie gdy sa dzieci, kiedy wiac. Przeciez one tatusia kochaja. Kiedy cos
              co bylo klotnia zamienia sie w przedsionek piekla?
              • 18lipcowa Re: jasne jasne 03.05.05, 01:01
                wieczna-gosia napisała:

                > > W sumie to ma dziewczyna rację: gdyby kobiety sprawnie wychwytywały niepo
                > kojące
                > >
                > > sygnały przed ślubem i kopały panów z zad to dramatów byłoby mniej.
                > > Byłyby pomyłki i nieszczęścia bo człowiek potrafi się maskować albo zmien
                > ić w
                > > potwora.
                >
                > alez oczywiscie wink Oczywiście. Zadatki na damskiego boksera i alkoholika i
                lenia widać zawsze. uwierz. To tylko kobiety na to oko przymykają.
                >
                > Co nie zmienia faktu ze uwazam stwierdzenie "widzialy galy co braly" w
                stosunku
                > do rozpaczajacej kobiety za jedna z wymyslniejszych tortur.
                >
                > Pisalas tez o niebieskich liniach itd.
                >
                > Mysle ze jesli ktos daje soba manipulowac- to w jego charalterze tkwi pewna
                > biernosc- to raz.

                To fakt. Wina wychowania. Dziewczynka ma być grzeczna i nie pyskować. Jak to
                potem dziewczynkom wychodzi każdy widzi.
                Jakos z mojego otoczenia te pyskate, balangowiczki ( nie mylić z alkohliczkami,
                tylko te które zycia nie załowały) zycie mają ułożone, a te ciche myszki-
                tortury, męczarnie itp.
                >
                > A dwa- To jest kurcze powazna decyzja. Tym bardziej, ze- jak pisalam-
                wiekszosc
                > takich sytuacji to nie jest tak, ze facet jest dran 100% i nic tylko wiac. No
                O
                > K
                > jest zazdrosny- ale to przeciezs mile. Popija- ale nieduzo. Itd. Lipiec pisze
                z
                > e
                > by wiala. fajnie. Tylko moim zdaniem naprawde trudno oszacowac moment,
                > szczegolnie gdy sa dzieci, kiedy wiac.

                Moment jest wtedy jak on zdradza, podnosi rękę, oszukuje, wyzywa. Wtedy jest
                MOMENT.


                Przeciez one tatusia kochaja. Kiedy cos
                > co bylo klotnia zamienia sie w przedsionek piekla?

                Kochają tatusia, jasne. O wiele zdrowsze są dzieci z robitych małżeństw niż z
                chorych domów. Wiele razy powtarzam, dla mnie kłotnie rodziców o pierdoły były
                piekłem, a co dopiero to o czym piszą forumowiczki. To jest wlasnie brak
                dbałosci o DOBRO DZIECI.
                • wieczna-gosia Re: jasne jasne 03.05.05, 01:19
                  > Moment jest wtedy jak on zdradza, podnosi rękę, oszukuje, wyzywa. Wtedy jest
                  > MOMENT.

                  tralala. Jak sie tak skompiluje to jasne. Ale jak cos nasciemnia a poza tym nie
                  zdradza, nie awanturuje sie, nie podnosi reki a za dziecko oddalby zycie?

                  dla mnie zadne klotnie nie byly pieklem, chociaz moi rodzice sie klocili. Ja
                  jestem temperametna i gdyby moj maz chcial sie ze mna rozwiesc bo go wyzywam to
                  by sie ze mna nie ozenil. Ja prawde mowiac sobie nie wyobrazam ze ludzie sa ze
                  soba i sie nie kloca wink))) to forma uzgadniania stanowisk.

                  Lipiec ja cie prosze, nie wal mi tu sztampa pt "lepsze rozbita rodzina niz pelna
                  ale chora" bo najlepsza to zdrowa i pelna tylko co z tego. No OK rozwodzimy sie,
                  mamy gdzie isc, fajnie. Ale ja nadal sie tych dzieci poczepiam- pakujemy je
                  mowiac tatus was juz nie kocha? Wyprowadzamy sie po trochu przez miesiac?

                  Ja po prostu uwazam ze to nie jest tak- cyk i zwiewam. Po 14 latach malzenstwa
                  100 razy sie zastanowie nim przewroce zycie do gory nogami. Zycie 7 osob
                  zreszta. Jak mialam 17 przychodzilo mi to duzo latwiej. Gdybym nie miala slubu i
                  dzieci to juz w ogole luzik. A jakbym mieszkala z mama to chyba wystarczyloby
                  gosciowi buty na klatke wyrzucic zeby faceta wyniesc no nie?
                  • 18lipcowa Re: jasne jasne 03.05.05, 10:34
                    A jakbym mieszkala z mama to chyba wystarczyloby
                    gosciowi buty na klatke wyrzucic zeby faceta wyniesc no nie?


                    tralala. Z domu tak, z zycie nie.
                    • wieczna-gosia Re: jasne jasne 03.05.05, 11:21
                      no czyli jednak przyznajesz ze to nie jest takie latwe?

                      Doloz do tego 10 lat razem dzieci, kredyt, mieszkanie i samochod. I pewna niemoc
                      decyzyjna. I masz odpowiedz dlaczego ona z nim jest i dlaczego nie odchodzi.
                      • 18lipcowa Re: jasne jasne 03.05.05, 11:53
                        wieczna-gosia napisała:

                        > no czyli jednak przyznajesz ze to nie jest takie latwe?
                        >
                        > Doloz do tego 10 lat razem dzieci, kredyt, mieszkanie i samochod. I pewna
                        niemo
                        > c
                        > decyzyjna. I masz odpowiedz dlaczego ona z nim jest i dlaczego nie odchodzi.


                        Jasne że nie jest łatwe. Buty można wystawić za drzwi, ale lat życia nie da się.
                        Ale z drugiej strony szukałabym każdej możliwości by uciec z takiego
                        związku.KAŻDEJ.
                      • irazone punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia 03.05.05, 12:01
                        moim skromnym zdaniem można całą tą dyskusję podsumować krótkim stwierdzeniem w
                        tytule postu.

                        mam takie zdanie-że lepiej zostawić faceta jeśli się bardzo nie układa. ale
                        wszystko zależy od mentalności osoby stykającą się z daną sytuacją. ja bym nie
                        wybaczyła zdrady-pogoniłabym na 4 wiatry. ale są kobiety,które dadzą drugą
                        szansę. czasem się uda-czasem nie-po prostu życie.
                        ja bym nie wybaczyła podniesienia ręki na mnie-ale zdarzają się przypadki... że
                        się wybacza-wiem z autopsji.
                        teraz mam zdanie,że gdyby mnie mąż uderzył,to wywaliłabym go przez okno. ale co
                        zrobić z tym-że ja go uderzyłam? i to nie raz?? ma mnie wyrzucić za okno?

                        oj trudno zająć jedno stanowisko i go nie zmienić.

                        ogólnie uważam,że nie ma co się męczyć w chorym związku-ale róznie sie w życiu
                        układa.
                        poza tym trzeba olbrzymiej siły charakteru,żeby zostawić rodzinę (chorą czy
                        zdrową) po dłuższym czasie jej budowania-im więcej dni,tym więcej więzów do
                        przerwania-nie każdy ma na to siłę.
                        niektórzy wolą się męczyć psychicznie w związku,bo boją się innego.
                        lepszy stary wróg-którego się zna,niż nowy.

                        poza tym lepsze jest wrogiem dobrego.


                        ale zboczyłam z tematu wątku-pierwszy post był,że Lipcowa nie rozumie
                        narzekania po ślubie-jacy to oni źli są...
                        czasem też mnie to przeraża.
                        poza tym jemu w twarz powiesz,że go kochasz-a na forum obsmarujesz...
                        najpierw powiedz to jemu!
          • kawka74 Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 22:58
            To co Lipcowa pisze, to nie do końca są bzdury. Nad tym też wartałoby się
            zastanowić.
            • andaba Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 23:03
              Może i nie całkowite bzdury, ja też wyznaję zasadę "widziały gały co brały", ale
              nie zawsze to takie proste. Nie jest sie w stanie przewidzieć np. zdrady. No i
              gdyby miała dwudziestoletni staż małżeński to mogłaby sie wymądrzać, najwyzej
              ktoś by napisał, żeby sie cieszyła... A tak to trochę śmiesznie wychodzi.
              • kawka74 Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 23:11
                Pewne zachowania rzeczywiście źle rokują na przyszłość, ale zachowanie
                czujności ideologicznej przy wysokim stopniu zakochania jest dość trudne, ale
                nie niemożliwe. Zdrady oczywiście nikt nie jest w stanie przewidzieć, ale chyba
                daje do myślenia wymierzony jeszcze przed ślubem policzek czy popychanie.
            • zoska48 Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 23:13
              Sorry kawka ,ale moim zdaniem Lipcowa pisze poprostu bardzo naiwnie i to jej
              wybaczam ,bo jest jak juz pisalam jeszcze mloda i ..........niedoswiadczona.
              Sposob jednak ,jak okresla dziewczyna ,ktore szukaja tu na forum porady bardzo
              mnie razi ,ONA NIE RADZI TYLKO KRYTYKUJE I OBRAZA!!
              Moze jak sama upadnie pare razy na "buzie" to zobaczy jaka jest roznica miedzy
              teoria a zyciem.Czego nikomu nie zycze!
              Zoska
              P.S. Sorry za ewentualne bledy (na codzien nie pisze po polsku).
              • kawka74 Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 23:22
                W tym wątku raczej się dziwiła... Czasem ja sama się dziwię. Dziwię się na
                przykład mojej mamie, która wytrzymała dwadzieścia lat z osobnikiem, którego
                porzuciłabym jeszcze w czasach narzeczeńskich. Co ją przy nim trzymało? Ano ja.
                Żeby dziecko (hm...) miało dom. A dziecko mialo przedsionek piekła. Dlatego
                choćby to, co napisała Lipcowa na temat dzieci w chorych związkach i kosztów
                ponoszonych przez nie, mocno trzyma się kupy.
                • andaba Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 23:25
                  Ale czasami lepszy przedsionek piekła, niż piętno dziecka z rozbitej rodziny.
                  Pamietam jak sama matkę na kolanach błagałam, żeby od ojca nie odchodzila...
                  Mimo wszystko cieszę się, że miala na to wzgląd.
                  • kawka74 Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 23:39
                    Lepszy przedsionek piekła? Lepiej, żeby matka obrywała co jakiś czas a dziecko
                    moczyło się w nocy i miało lęki? Żeby dostało pałką policyjną? Nie rozumiem.
                    Nieważne co w domu, ważne że nalepki "dziecko bez ojca" nie będzie ? Przecież
                    to czysta dulszczyzna.
                    • sakada Re: Jak Was czytam..... 04.05.05, 15:34
                      Zgadzam się w 100% Kawka.
    • donatta Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 22:47
      18lipcowa napisała:

      > a dokładnie to o waszych mężach
      > - ten oszukuje
      > - ten krzyczy i bije
      > - ten se zrobił wakacje beze mnie ( SZCZYT!)
      > - ten pije
      >
      > To myślę że macie spaprane życie, tylko czy nic nie widzialyście przed
      > ślubem? CZy może tylko przymykałyście oczy? A może byłście pewne że on sie
      > zmieni. Mi się po prostu w głowie nie mieści jak można byc z takimi facetami
      > z jakimi wy żyjecie....
      >
      Może masz małą głowę wink?
      "Never say never", czyli nigdy nie mów nigdy, to bardzo proste, a jednak
      niezmiernie mądre słowa. Życie pisze nam scenariusze (ale banalne!), w których
      nigdy byśmy siebie nie widzieli. Ludzie się zmieniają i ten, kto kiedyś grał
      rolę błazna, amanta, czy szarego człowieczka teraz jest głównym aktorem w
      tragedii (to tak gwoli kontynuacji tej kinematograficznej metaforyki).

      Wiesz, ja też się zmieniłam. Przez 10 lat małżeństwa przeżyłam wiele wzlotów i
      upadków. Ukształtowało mnie wszystko. Otaczająca rzeczywistość i ewolucja
      wewnętrzna, konflikty i miłe zdarzenia, sukcesy i porażki. Nie wiem kim będę za
      kolejne 10 lat. Może znaną i cenioną autorką książek do nauki angielskiego, a
      może wyląduję w kiciu bo przypadkowo zabiję przechodnia na czerwonym świetle.
      Ty znasz siebie tak dobrze, żeby wykluczyć inne rozwiązania niż te, które sobie
      zaplanowałaś? O naiwności!
      Nie jestem psychologiem, ale myślę, że z wiedzą - bardzo znikomą, jakby nie
      było - jaką posiadam nie pokusiłabym się o tak ostre oskarżenia pod adresem
      kobiet znoszących zachowanie swoich mężów. To o wiele bardziej skomplikowane
      niż proste "zostaw go", "rozwiedź się z nim".

      A teraz personalnie. Bo ja Ciebie, lipiec, kiedyś nawet lubiłam. Ot, młoda
      dziewucha, zadaje dużo pytań, wiele się czepia - to dobrze. Dobrze rokuje na
      przyszłość. Ale teraz tak sobie myślę, że Ty musisz mieć hell of a lot wolnego -
      i niczym wartościowym nie zajętego - czasu. Może warto pomyśleć o jakimś
      bardziej rozwijającym zajęciu? Ja, gdybym miała tyle czasu na internetowe
      dyrdymały, na pewno wykorzystałabym go bardziej konstruktywnie. Czego i Tobie
      życzę.
      • discombopulated Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 22:52
        BINGO!!!!!
        • andaba Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 22:54
          Też się z Donattą zgadzam...
          • discombopulated Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 22:55
            a dlaczego lipcowa nie odpowiada? czyżby czytała dzisiejszą Wyborczą?
            • andaba Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 22:57
              A co tam było? W tej Wyborczej?
      • lidkakn Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 22:58
        To samo chciałam napisać. Lipcowa pewnie jeszcze nie dostała po d.... i daltego
        się jej wydaje, że rozumy pozjadała i ma antidotum na szczęście. Życzę jej
        samych dobrych wyborów. Ale ty to masz pisane...
        • maxim31 Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 23:01
          Ale wiesz, z drugiej strony, dobrze, że ona ma takie założenia. Bo przynajmniej
          wychodzi z jakiegos punktu, który rokuje na przyszłośc.
          Ja jej nie życzę, żeby doznała w życiu tego, czego nie akceptuje.
          I czasami tak ładnie sie układa, że człowiek dostaje od życia to, czego
          oczekuje. Albo przynajmniej do czego dąży.
          • donatta Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 23:07
            Założenia to jedno, a rzeczywistość to co innego. Lepiej być świadomym porażek,
            wtedy szok jest nieco zneutralizowany wink
            A że się czasem układa? No, pewnie. Mnie się ułożyło nawet lepiej niż tego
            oczekiwałam, a zawsze ambitna byłam.
            • maxim31 Re: Jak Was czytam..... 03.05.05, 09:33
              donatta napisała:

              > Założenia to jedno, a rzeczywistość to co innego. Lepiej być świadomym
              porażek,
              >
              > wtedy szok jest nieco zneutralizowany wink

              No własnie kiedy ktos zakłada, że sobie na coś nie pozwoli, to chyba już
              przewiduje ewentualne porażki? I sposób rozwiązania problemu?

              Wydaje mi sie, że złe zachowanie faceta ma bardziej nagatywny wpływ na te
              kobiety, które niczego takiego nie zakładają. I najczęściej to optymistki
              własnie padaja ofiara własnych wyobrażeń (on się zmieni po ślubie etc.)

              A ja w Lipiec optymistki nie widzę, raczej realistkę.
              • inia25 a mój mąż... 03.05.05, 10:09
                to chodzący ideał.
                Dzieckiem się zajmie, fajnie wygląda, kocha nas i daje nam poczucie
                bezpieczeństwa.

                a kłotnie się czasem i nam przytrafią, cóż jesteśmy tylko ludźmi.
          • lidkakn Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 23:08
            Ja również życzę ludziom jak najlepiej i cieszę się, że wielu się układa, ale z
            drugiej strony staram się szanować innych, czasem dobrze doradzić, pożałować.
            Nie lubię takich cwaniackich odzywek, można nimi kogoś urazić a w tym forum
            chyba nie o to chodzi
            • maxim31 Re: Jak Was czytam..... 02.05.05, 23:10
              Zgadzam się, że forma ma istotne znaczenie na odbiór treści.
    • 18lipcowa Re: Jak Was czytam..... 03.05.05, 00:09
      Źle mi większość z Was życzy. A ja wiem że tego nie dam sobie zrobić. Nawet jak
      wyjdę za wariata to mam gdzie uciec. I tego mi możecie zazdrościć - przede
      wszystkim instynktu obronnego i tego że mam dokąd uciekać w razie co.
      • andaba Re: Jak Was czytam..... 03.05.05, 00:11
        Instynkt może zawieść. Baza dobra rzecz big_grin
    • zona_wojtka Re: Jak Was czytam..... 03.05.05, 17:49
      18lipcowa napisała to tu to tam:...
      "Moj tez sie czesto nie slucha.A potem marnuje czas na odkrecanie spraw, do
      ktorych ja mialam lepsze podejscie.I sie nie przyzna.
      Ja jestem logiczna a on nie.Ale sie nie przyzna.Nigdy."

      A do tego masz mamusię i tatusia, do których biegniesz z każdym bzdetnym
      problemem, darmowego adwokata w rodzinie, doświadczenie w pracy, więc ją
      napewno znajdziesz; aaa - no i napewno znajdziesz posadę opiekunki do dzieci i
      będą ci za to najlepiej płacić...

      Twoja infantylność przywodzi mi na myśl półtoraroczne dziecko...
      • 18lipcowa czy Ty wiesz co piszesz kobieto ? 03.05.05, 20:04

        >
        > A do tego masz mamusię i tatusia, do których biegniesz z każdym bzdetnym
        > problemem,

        NIGDY jeszcze nie pobiegłam.


        darmowego adwokata w rodzinie, doświadczenie w pracy, więc ją
        > napewno znajdziesz;


        A to akurat prawda.


        aaa - no i napewno znajdziesz posadę opiekunki do dzieci i
        > będą ci za to najlepiej płacić...
        >
        > Twoja infantylność przywodzi mi na myśl półtoraroczne dziecko...
        • anulka.p Re: czy Ty wiesz co piszesz kobieto ? 03.05.05, 20:27
          doświadczenie w pracy, więc ją
          > > napewno znajdziesz;
          >
          >
          > A to akurat prawda."

          A podobno teraz nie mając dzieci i rodziny nie moze znaleźć tej pracy, i na
          bezrobociu siedzisz?
          • 18lipcowa Re: czy Ty wiesz co piszesz kobieto ? 03.05.05, 21:00
            anulka.p napisała:

            > doświadczenie w pracy, więc ją
            > > > napewno znajdziesz;
            > >
            > >
            > > A to akurat prawda."
            >
            > A podobno teraz nie mając dzieci i rodziny nie moze znaleźć tej pracy, i na
            > bezrobociu siedzisz?



            A nieprawda. Siedzę na bezrobociu bo pieniądze mam. Jak się skończą pójdę do
            pracy. To powinno byc właściwie po drugie.Po pierwsze jest to że piszę pracę
            mgr, muszę się sprężać, więc odpuściłam sobie szukanie.
    • marcelino1 Re: Jak Was czytam..... 03.05.05, 17:59
      Ale dlaczego odzierać dziewczynę ze złudzeń? Każdy ma do nich prawo. Jak
      byłyście w jej wieku to też tak myślałyście tylko wtedy nie było internetu więc
      nie było komu głosić tych mądrości.
      • irazone Re: Jak Was czytam..... 03.05.05, 19:05
        marcelino1 napisała:

        > Ale dlaczego odzierać dziewczynę ze złudzeń? Każdy ma do nich prawo. Jak
        > byłyście w jej wieku to też tak myślałyście


        niekoniecznie-Marta jest w moim wieku i jakoś nie myślimy tak samo

        tylko wtedy nie było internetu więc
        >
        > nie było komu głosić tych mądrości.
      • anulka.p Re: Jak Was czytam..... 03.05.05, 19:07
        A cco ty masz nas za jakieś staruszki, z epoki przedinternetowej? Ja np. w
        sumie mam niewiele więcej lat niż Lipiec. Ona naprawdę nie jest nastolatką.
        • anulka.p Re: Jak Was czytam..... 03.05.05, 19:09
          Zdublowałam się z Irazonesmile
      • cocollino1 Re: Jak Was czytam..... 04.05.05, 14:56
        A wlasnie, zgadzam sie, przeicez to chyba zadne nowosci,to co Lipiec napisala,
        nikt swiadomie nie pcha sie w nieszczesliwy zwiazek. Sa sygnaly, ze cos moze
        byc nie tak, ale wlasnie zdrowy rozsadek czy instynkt samozachowawczy to raz,a
        uczucia, serce,a pozniej dzieci, dom, finanse, to dwa. Nie zawze tak latwo
        wszystko nagle olac i sobie pojsc w diably, zwlaszcza ze przez kilkanascie np
        lat sie kogos kochalo, zylo z nim budowalo cos. Nie mowie oczywiscie o
        przypadklach, ze jak dziewczyna zauwazy ze chlopak szturcha bije, to nie
        nalezy sie zastanowic, ale sa rozni ludzie, rozne charaktwery, rozne sytuacje.
        A poza tym zycie przynosi rozne sytuacje, nieprzewidywalne. jak ma sie 20kilka
        latto sie jeszzce z tego sprawy nie zdaje i to calkiem normalne. Wszystko to
        zweryfikuje czas, jesli nie na skorze Lipec czego nie zycze, to na skorze kogos
        inego, ktorego moze zrozumie jak troche pozyje w rodzinie.
    • szyszunia75 Re: Jak Was czytam..... 04.05.05, 14:32
      Lipcu - kilka myśli mi się nasunęło.
      Piszesz o swoim instynkcie samozachowawczym. To wielka siła, ale nie
      niezawodna. Patrząc na świat zwierząt (a mówiąc o instynktach jakoś się do tego
      świata odnosimy) instynkt samozachowawczy musi czasem zawieść, by mógł istnieć
      łańcuch pokarmowy. My, ludzie, generalnie (jedni lepiej inni gorzej)
      orientujemy się, co dla nas dobre, a co nie. Ale nie można powiedzieć: ”ja mam
      instynkt i nigdy się na nim nie przejadę. A Ty nie masz i przez to jesteś
      nieszczęśliwa”. Ufam swojej intuicji, ale czasem się na niej zawodzę. Bardzo
      rzadko, ale może się zdarzyć, że ten zawód będzie miał skutki brzemienne na
      przyszłość.
      Po drugie - pytasz dlaczego kobiety pakują się w chore związki. Kilkadziesiąt
      odpowiedzi już padło. Ja dodam: z samotności i potrzeby miłości. Był czas w
      moim życiu, kiedy byłam gotowa związać się z alkoholikiem i narkomanem bez
      gorsza przy duszy, bez stałej pracy i perspektyw na przyszłość, tylko dlatego,
      że WYDAWAŁO MI SIĘ, że on mnie akceptuje i potrzebuje. Dziś nie mogę się temu
      nadziwić, ale tak było. To był rodzaj choroby, a człowiek zdrowy nie zrozumie
      chorego, bo nie zna jego cierpienia.
      Co do odchodzenia od mężczyzny, który gnębi. Wiesz, najtrudniejsze w tym jest
      to, że ten mężczyzna NIE ZAWSZE gnębi. Jest nadzieja, że jutro, pojutrze znów
      będzie dobry i czuły. Bez wsparcia, pomocy (także psychologicznej) trudno jest
      wyrwać się z tej nadziei, przekuć ją na inną energię, pozwalającą żyć godnie,
      zawalczyć o dobre życie dla siebie i dzieci.
      I jeszcze jedna myśl, choć oczywiście nie jedyna. Część dziewczyn piszących tu
      o trudnych doświadczeniach ma je w istocie i bardzo im współczuję, trzymam
      kciuki, żeby miały siły to przetrwać. Ale bardzo wiele - mam wrażenie - narzeka
      dla narzekania. I to mnie wkurza. I tu dzielę z Tobą pewną złość i zdziwienie,
      choć chyba o co innego nam chodzi. Mnie dziwi to, że kobiety narzekają: on taki
      zły, niedobry, kwiatków mi nie przynosi, nie mówi jak mnie kocha... Przecież to
      działa w obie strony. Jak ona tylko narzeka, to ja się nie dziwię, że on z
      kwiatkami nie biega.
      Ale oczywiście to tylko na marginesie, bo wątek trochę o czym innym.
    • tygrysiaczek2 Re: Jak Was czytam..... 04.05.05, 17:28
      Lipiec Ty masz myślenie 16 letniej panienki. Myślisz, że facet przed ślubem
      pokaże, że jest draniem? On prawdopodobnie sam tego nie wie, jak bardzo może
      się zmienić. Ty myślisz, że ludzie brali by ślub, gdyby w okresie
      narzeczeńskim partner znęcał się nad nimi, poniżał, zachowywał się jak swinia?
      Kobieto. Przed ślubem to sielanka. I to działa w dwie strony zazwyczaj, to nie
      tylko facet się maskuje. Kobieta przed ślubem grzeczna, miła, atrakcyjna,
      chętna na sex, a po.... zazwyczaj się to zmienia. Dochodzą obowiązki, praca,
      stres, przeszkody. Życie TO NIE BAJKA, z której można uciec. Ja akurat jestem
      na etapie krzyków (ja krzyczę zamiast mówić) i co uważasz, że mąz mój ma
      spakować walizki i kopnąć mnie w tyłek? Nie. O szczęście walczy się razem.
      Powiem Ci,że jestem szczęśliwa, ale o to trzeba dbać całe życie, w każdej
      chwili. I powiem Ci , gdyby facet mnie zdradził to bym WYBACZYŁA. A
      wieszdlaczego: bo ślubowałam na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie, w
      szczęściu i w nieszczęściu. Co do uderzenia (nigdy sienie zdarzyło), przemocy
      uważam, że to trzeba leczyć. Jeśłi sie nie da to wtedy zdecydowałabym się na
      odejście. Mając dzieci to nie jest tak LIPCU drogi wziac walizki i odejść.

      Lipiec oszczędzaj nogi, bo z tego co mówisz, to wiele razy w życiu będziesz
      musiała uciekać. A życie to nie bieżnia. konflikty trzeba roziwązywać, a nie
      przed nimi uciekać

      I jeszcze mam prośbę do Ciebie lipcu, jak będziesz odpowiadałą, to nie
      rozdzielaj mojej wypowiedzi na 1000 części , to jest całość mojego zdania na
      twój post, a nie kawałeczek zdania, które ci wpadnie w oko
      • 18lipcowa Re: Jak Was czytam..... 04.05.05, 20:41
        tygrysiaczek2 napisała:

        > Lipiec Ty masz myślenie 16 letniej panienki. Myślisz, że facet przed ślubem
        > pokaże, że jest draniem? On prawdopodobnie sam tego nie wie, jak bardzo może
        > się zmienić. Ty myślisz, że ludzie brali by ślub, gdyby w okresie
        > narzeczeńskim partner znęcał się nad nimi, poniżał, zachowywał się jak
        swinia?
        > Kobieto. Przed ślubem to sielanka. I to działa w dwie strony zazwyczaj, to
        nie
        > tylko facet się maskuje. Kobieta przed ślubem grzeczna, miła, atrakcyjna,
        > chętna na sex, a po.... zazwyczaj się to zmienia. Dochodzą obowiązki, praca,
        > stres, przeszkody. Życie TO NIE BAJKA, z której można uciec. Ja akurat jestem
        > na etapie krzyków (ja krzyczę zamiast mówić) i co uważasz, że mąz mój ma
        > spakować walizki i kopnąć mnie w tyłek? Nie. O szczęście walczy się razem.


        Nie zrozumiałaś. Ja nie mówię nic o tym że można wszystko widzieć przed ślubem.
        Ja sie dziwię że ludzie po ślubi tkwią w chorych układach. I nie układach typu
        nieuprane gacie czy nawet krzyki bo on coś skłamał albo na mnie nawrzeszczał
        tylko o laniu w ryj, chlaniu, zdradach. Ja też bym nie odeszła o pierdołę, ale
        zdradę, uderzenie, alkoholizm TAKKumasz?


        > Powiem Ci,że jestem szczęśliwa, ale o to trzeba dbać całe życie, w każdej
        > chwili. I powiem Ci , gdyby facet mnie zdradził to bym WYBACZYŁA. A
        > wieszdlaczego: bo ślubowałam na dobre i na złe, w zdrowiu i w chorobie, w
        > szczęściu i w nieszczęściu.


        Dlatego ja nie ślubuję, bo czasem lepiej się rozejść niz pozabijać.


        Co do uderzenia (nigdy sienie zdarzyło), przemocy
        > uważam, że to trzeba leczyć. Jeśłi sie nie da to wtedy zdecydowałabym się na
        > odejście. Mając dzieci to nie jest tak LIPCU drogi wziac walizki i odejść.
        >
        > Lipiec oszczędzaj nogi, bo z tego co mówisz, to wiele razy w życiu będziesz
        > musiała uciekać. A życie to nie bieżnia. konflikty trzeba roziwązywać, a nie
        > przed nimi uciekać
        >

        Jak narazie nie uciekłam. Jakoś przyciągam dobrych facetów.

        > I jeszcze mam prośbę do Ciebie lipcu, jak będziesz odpowiadałą, to nie
        > rozdzielaj mojej wypowiedzi na 1000 części , to jest całość mojego zdania na
        > twój post, a nie kawałeczek zdania, które ci wpadnie w oko


        Oh,,,sorki.
        • tygrysiaczek2 Re: Jak Was czytam..... 05.05.05, 08:56
          Ano kumam. I tutaj masz rację, jeśli chodzi o chore układy. A może te kobiety,
          które pozwalają się bić lubią być bite albo robią to dla dobra dzieci. W kazdym
          bądź razie na pewno coś przeoczyli w swoim życiu, skoro pozwalają się tak
          traktować. Mam przykład z życia: mam znajomych, którzy bardzo długo wyczekiwali
          dziecka. Mały ma 3 latka i od 2 lat jest bity pasem. Tragedia. Ale mało tego,
          matce to nie przeszkadza, że ojciec tak go traktuje. Z czasem doszło do mnie,
          że ona również od niego dostaje (od męża), jej mama mieszka blok dalej. Ona ma
          pracę. I pytanie: dlaczego pozwala sie tak traktować? Dlaczego pozwala bić
          pasem dziecko, które nosiła 9 miesięcy pod sercem? Dlaczego?I dlaczego sama to
          dziecko też bije? Bo zakochała się w kimś, kto się diametralnie zmienił. Powiem
          tak: gdyby mój mąż uderzył dziecko pasem to nie ręczę za siebie. Byłabym gotowa
          ugodzić go nożem co najmniej w obronie tego dziecka. Bo cóż roczne dziecko może
          złego zrobić? Dla mnie największą tragedią jest to, że kobiety pozwolą katować
          swoje dzieci. I wtedy uważam, że są równo winne. I jeszcze coś, jesli matka
          pozwala, by ojciec dziecko katował, to powinien katować i ją, by wiedziała, jak
          to boli.

          Ponioslo mnie, sorry
          • 18lipcowa Re: Jak Was czytam..... 05.05.05, 10:51
            tygrysiaczek2 napisała:

            > Ano kumam. I tutaj masz rację, jeśli chodzi o chore układy. A może te
            kobiety,
            >
            > które pozwalają się bić lubią być bite albo robią to dla dobra dzieci. W
            kazdym
            >
            > bądź razie na pewno coś przeoczyli w swoim życiu, skoro pozwalają się tak
            > traktować. Mam przykład z życia: mam znajomych, którzy bardzo długo
            wyczekiwali
            >
            > dziecka. Mały ma 3 latka i od 2 lat jest bity pasem. Tragedia. Ale mało tego,
            > matce to nie przeszkadza, że ojciec tak go traktuje. Z czasem doszło do mnie,
            > że ona również od niego dostaje (od męża), jej mama mieszka blok dalej. Ona
            ma
            > pracę. I pytanie: dlaczego pozwala sie tak traktować? Dlaczego pozwala bić
            > pasem dziecko, które nosiła 9 miesięcy pod sercem? Dlaczego?I dlaczego sama
            to
            > dziecko też bije? Bo zakochała się w kimś, kto się diametralnie zmienił.
            Powiem
            >
            > tak: gdyby mój mąż uderzył dziecko pasem to nie ręczę za siebie. Byłabym
            gotowa
            >
            > ugodzić go nożem co najmniej w obronie tego dziecka. Bo cóż roczne dziecko
            może
            >
            > złego zrobić? Dla mnie największą tragedią jest to, że kobiety pozwolą
            katować
            > swoje dzieci. I wtedy uważam, że są równo winne. I jeszcze coś, jesli matka
            > pozwala, by ojciec dziecko katował, to powinien katować i ją, by wiedziała,
            jak
            >
            > to boli.
            >
            > Ponioslo mnie, sorry




            Zgadzam się z Tobą, tylko powiedz czy pozwoliłabys tak samo by dziecko widziało
            jak mąz katuje Ciebie, dla dobra tego dziecka?
            • tygrysiaczek2 Re: Jak Was czytam..... 05.05.05, 11:52
              Nie pozwoliłabym. Ale tez bym nie uciekała. Walizki przed drzwi, jak to by nie
              pomogło to bym zabrała dziecko i by dłuuuuuugo go nie widział.
              • kalina_p Re: Jak Was czytam..... 05.05.05, 11:54
                Dziecko karta przetargowa? No nieźle...
                • tygrysiaczek2 Re: Jak Was czytam..... 05.05.05, 11:58
                  gdyby mąż mnie katował to byłoby wtedy kartą przetargową w stylu: tatuś odszedł
                  i byłoby to na pewno lepsze niż pozwalane by oglądał tortury w domu. Musiałabym
                  być strszną matką, by pozwolić mu patrzeć jak sie znęca nade mną.
                  • kalina_p Re: Jak Was czytam..... 05.05.05, 12:08
                    Moglibyscie Wy dorośli się rozstac natomiast zabieranie ojca dziecku to juz nie
                    ta bajka...
                    Jeśli by to byl psychol totalny to ok ale często taki facet potrafi dla dziecka
                    byc właśnie dobym ojcem i wasze ew, rozstanie nie powinno wpływac na miłośc
                    między ojcem a dzieckiem.
                    chyba, ze facet dziecko tez by tak traktował...
                    • tygrysiaczek2 Re: Jak Was czytam..... 05.05.05, 12:15
                      No ale facet, który bije żonę, torturuje, okalecza psychicznie chyba nie może
                      być dobrym ojcem? Dobry ojciec dobrze traktuje matkę dziecka. Myślę, że dziecko
                      nie odczułoby wówczas straty ojca, a moze i by tego pragnęło
                      • kalina_p Re: Jak Was czytam..... 05.05.05, 12:22
                        a może by odczulo i nie pragnęło? Może ojciec, aki by nie byl dla żony, jest
                        dziecku potrzebny?
                        Pisze tak, bo sma znam 2 osoby, których matki odcieły od kontaktów z ojcami i
                        te osoby nie moga tego wybaczyć...
                        Ty o Twoje sposunki z ojcem dziecka to jedno a dziecko i jego stosunki z ojcem
                        to drugie. Wg, mnie matka, właśnie dla dobra dziecka, nawet, jeśli sie rozstaje
                        ze znienawidzonym mężem, powinna na przyslowiowych uszach stanąć, żeby dziecko
                        znało i miało ojca a nie mścic sie na facecie ograniczaniem kontaktów z
                        dzieckiem, bo przez to robi jedynie dziecku krzywde.
                        • czajkax2 Re: Jak Was czytam..... 05.05.05, 12:28
                          Kalina ale jest chyba różnica pomiędzy rozstaniem z(nawet znienawidzonym)
                          mężęm,a rozstaniem z mężem,który pije i bije? Uwierz mi,w tym drugim przypadku
                          dzieci raczej oddychaja z ulgą,a nie tęsknią. Znam to z autopsji.
                          • kalina_p Re: Jak Was czytam..... 05.05.05, 12:31
                            wiem, że jest różnica, dlatego pisałam, że jesli ojciec jest totalnym dnem, to
                            oczywiście...
                            Chodzi mi głównie o to, że tygrysiaczek pisala cos takiego, że "walizki za
                            drzwi a jak nie, to dluuuuugo nie zobaczy dziecka". Uwazam, że traktowanie
                            dziecka jako argumentu jest nie w porządku. Kontakty albo brak nalezy
                            przemyslec, uzaleznic od stosunków między dzieckiem a ojcem a nie matka a
                            ojcem. To tyle.
                            Pozdrawiam
                            • czajkax2 Re: Jak Was czytam..... 05.05.05, 12:33
                              Oczywiście zgadzam się z toba,ze dziecko nie moze byc kartą przetargową.To
                              niedopuszczalne.
    • sta_mag Re: Jak Was czytam..... 05.05.05, 13:51
      Ja w kwestii wychowywania "grzecznych" dziewczynek. Dokładnie tak byłam przez
      matkę wychowywana, zawsze miła, uprzejma, nie podnoś głosu, przymilaj się do
      tatusia to może nie pójdzie chlać. Widze błędy takiego wychowywania, ale na
      pewno nie można mówić że takie wychowywania daje potem rezultaty bycia w
      związku ofiarą. Mam super męża, oboje się szanujemy i na pewno nie pozwoliłabym
      żeby mnie albo synka bił. Natomiast mam siostrę, która zawsze była z tych
      zadziornych, nie ułożonych i cóż? Wyszła za faceta, który lubił popić i zaczyna
      się u niej małe piekiełko. I tu się zgodzę z Lipcową, bo sama byłam cholernie
      zdziwiona, skoro widząc jak ojciec pije i traktuje mamę, sama nie bała się
      wiązać z chłopakiem lubiącym popić. A najlepsze , że siostra jest PSYCHOLOGIEM.
      Sama mam czasem ochotę jej powiedzieć "Przecież widziały gały co brały, do
      cholery!"
    • marcelino1 Re: Jak Was czytam..... 05.05.05, 14:51
      Moja koleżanka miała w mieście mieszkanie (3 pokoje) własnościowe po zmarłych
      rodzicach. Poznała buca z lasu, ożeniła się , wyjechała z nim na wiochę. On
      leśnik, dusił się w mieście. Wypić lubił i przed i po slubie. A ta głupia
      tłumaczyła mi " Wszystkie boruchy (czyt.leśnicy) to dobre chłopoki tylko wypić
      lubią". Namówił ją do sprzedania mieszkania i ona sprzedała. Pieniędzy na życie
      nie było to sprzedała. Ale na piwko się kaska zawsze znalazła. A teraz jestem
      pewna, że ją okłada ale ona się przyznać nie chce i jeszcze go broni.
      Ja po pierwszej akcji piwkowo - awanturniczej zostawiłabym buca i wrócila do
      miasta do własnego mieszkania.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka