wzystko rozegrało sie w ciągu kilku godzin , dostałam fuul ogłoszen od
znajomej z biura nieruchomości , zadzwoniłam , okzazało sie ze jest mieszkanie
w krakowie (Bieżanów) duze , dobra wydaje mi sie cena... wiec zwerbowałam
kolezanke i pojechalismy zobaczyć... mieszkanie nie nowoczesne ale naprawde
bardzo ładnie utrzymane - super jak dla mnie!!! 52 metry więc naprawde duze...
właściciele super! do wzięcia za tydzien.. w pon mamy podpisac umowe...
jestem w szoku , zarazem zadowolona i wystraszona jak jasna cholera...
z poprzednim mieszkaniem nam sie nie udało , czekalismy na nie i sie nie
doczekalismy a teraz taki szybki zryw...
przeraza mnie to ze to jest cholernie daleko old centrum i do mojego byłego
domu tez nie a blisko (tzn autostrada owszem ale my samochodu nie mamay)
poza tym ja tu nikogo nie znam - będe sie czuć samotna jak jasny gwint... wiem
ze to najmniejszy problem ale ja juz mysle o wszystkim - taki mam natłok w
głowie...
nie wiem jak to teraz załatwić z rodziną , niby stara baba jestem a nie wiem
jak im to powiem... z mamą jestem na bardzo wojennej stopie - wczoraj była
bardzo ale to bardzo nieciekawa awantura w której zostałam sprowadzona do
parteru i usłyszałam równiez ze coś slabo szukam tego mieszkania... ale tak
naprawde to ja wiem ze mama nie wierzy w to ze ja sie wyniose...
najgorzej bedzie z tatą - on sie obrazi ze ja mame samą zostawiam... ech...
nie licze na zadną pomoc rodziców...
ale boje sie bo z kasa cięzko - mamy teraz tyle wydaytków związanych z firmą
ze nie wiem co to bedzie... najgorsze jest to ze nie wiem skąd wezme kase zeby
zapłacić za czynsz z góry bo pewnie tak sobie zazyczą... - no ale moze ktoś
nam pozyczy...
o matko! uffffffffffffffff... ależ to był zryw

ale mam nadzieje ze tym razem sie uda...
pozdrawiam serdecznie