Dodaj do ulubionych

Przykra wizyta

18.06.05, 13:56
Witam!!!
Wczoraj przypadkiem zaszlam do mojej kolezanki ania otworzyła mi drzwi
wbiegła do pokoju mrucząc pod nosem zebym weszła dalej.Weszłam wzielam córe
pod pache siadłam na fotelu z kochni uslyszalam pytanie;Kawa czy herbata?
Po chwili Ania wchodzi do pokoju z moją kawą i widze.............Podbite oczy
siniak na policzku since na nadgarstkach.....Widok jednym słowem
straszny,oczywiscie wypalilam odruchowo: Boze co ci sie stało na co znajoma:
nic.No to udawalam ze nic nie widze i o wiecej nie pytałam.Po jakim czasie
Ania sama zaczeła opowiadac ze to mąz(nie pierwszy raz) ze on nie chciał ze
była policja ze nastepnym razem rozwód a ja siedziałam otepiała i nie
wiedziałam co powiedziec.No bo co mozna powiedziec?
A ja jestem taką idiotką ze na ostatniej wizycie u niej zaliłam sie jak mi to
zle mąz mnie nie rozumie (nie chce pomóc pozmywac) tesciowa sie czepia i inne
bzdety a tu taka tragedia rozgrywa sie pod moim nosem.Moje zycie to po prostu
pasmo szczescia i dostatku a ja sie uzalam bo mi zle a zle mam ,nie.Mega
kretynka ze mnie.
Prosze was o pomoc.Jak moge pomóc znajomej czy wogóle mozna jej pomóc ,co
powiedziec, jak sie zachowac?Pierwszy raz spotkałam sie z taką sytuacją i oby
ostatni.Co wy byscie zrobiły na moim miejscu
Pozdrawiam Edyta
Obserwuj wątek
    • 18lipcowa Re: Przykra wizyta 18.06.05, 14:06
      Raczej nic bym nie zrobiła , bo jedyne co umiałabym zrobić w takiej sytuacji to
      namawianie do odejścia od damskiego boksera, a wiem ze cięzko takiej kobiecie
      odejść i raczej tego nie zrobi, więc chyba bym się zamknęła.
      • lila1974 Re: Zamknac sie to pozwolic mu na ciag dalszy... 18.06.05, 14:14
        W zyciu bym tego tak nie zostawila.
        Twoim obowiazkiem jest namawianie jej na odejscie od tego gnoja.
        Przede wszystkim poszlabym tam w porze, kiedy wiem, ze On jest w domu i wtedy
        zapytala co sie stalo i dodala, ze przeciez ewidentnie widac, ze jest pobita,
        wiec niech nie kreci. Jemu natomiast bym zapowiedziala, ze jest na cenzurowanym
        i nie puszcze mu tego plazem. Donioslabym na policje i gdzie tylko sie da.
        Powiadomolabym jej i jego rodzine. Zrobilabym to nawet wbrew jej woli.
        Milczenie jest najgorszym wyjsciem. Jeszcze gorszym utrzymywanie z nim
        uprzejmosci. Jest chamem i brutalem i nalezy go tepic.
        • 18lipcowa Re: Zamknac sie to pozwolic mu na ciag dalszy... 18.06.05, 14:22
          Ja też bym radziła odejście od takiego typa, ale wiem że mało kobiet się na to
          decyduje. Najczęściej typ przeprasza, daje kwiatki i jest ok. A osoba która
          chce pomóc wychodzi na wtrącającą się.
        • attena76 Re: Zamknac sie to pozwolic mu na ciag dalszy... 18.06.05, 14:26
          i to było by chyba najgorsze rozwiązanie. Zastanowiłaś sie jaka by była jego
          reakcja po Twoim wyjściu?? 99% pobije swoją żonę za to że rozpowiada co sie
          dzieje w domu. Jedynym wyjściem jest opuszczenie jego, niestety nie jest to
          wcale takie łatwe.
          • sowa_hu_hu Re: Zamknac sie to pozwolic mu na ciag dalszy... 18.06.05, 14:39
            miałam podobną sytuacje... namawiałam kolezanke bardzo długo do odejscia od tego
            typu debila... ale ona nie bardzo chciała bo coś do niego czuła no i przy nim
            miała kase... ale w koncu sie zdecydowala...
            on nigdy nie słyszał ze ja namawiam ją do odejscia... kiedys jednak mi
            powiedział ze jak sie spotkamy w ciemnej ulicy to mi nie daruje a kolejny razem
            nazwał mnie głupią ku..ą...
            nie poszłam na policje bo nie chciałam aby mi coś zrobił albo komus z mojej
            roziny - to nieobliczalny typ...
            jedyne co mogłam to byc przy kolezance , podtrzymywac ją na duchu i tłumaczyć ze
            lepsze będzie odejscie od niego... zaprowadzilam ją tez do psychologa ale olała
            sprawe po jedej wizycie... tutaj szkopuł twkil w tym ze jej było w tymz wiązku
            wygodnie bo miała kase... ale w koncu nawet kasa przestała być dla niej az tak
            wana i odeszła...
            znalazła sobie nowego faceta - jest szczęliwa - ale za to mnie odstawiła na
            bok... tak ze pomoc nie zawsze sie opłaca...
          • lila1974 Re: Mam przyklad niewtracania sie 18.06.05, 15:04
            Moj kolega z klasy, inteligentny, spokojny facet ...
            A jego zona to córka mojej mamy przyjaciólki.
            Dziewczyna bardzo szybko po slubie skarzyla sie, ze on sie dziwnie zachowuje,
            potem, ze ja lekcewazy, potem, ze sie psychicznie nad nia zneca ... a jej
            rodzice nie chcieli sie wtracac. Tlumaczyli sobie i jej, ze sa mlodym
            malzenstwem i wszystko sie ulozy. On nawet podziekowal tesciowi za
            wyrozumialosc!!! Moja mama namawiala przyjaciólke do reakcji, bo chlopak
            ewidentnie przeginal ... I co? Zareagowali dopiero wtedy, jak córka zostala
            pobita i omal zgwalcona. Na szczescie udalo sie jej uciec. Zrobili obdukcje i
            zlozyli pozerw o rozwód ale On nadal uwazany jest za szanowana osobe. Juz ja
            sie postaram by przestal za taka uchodzic a jak go spotkam to dostanie opier...
            Wolno mi - kiedys uwazalam go za kogos wartosciowego i zaliczal sie do grona
            bliskich znajomych, teraz nie chce go znac.


            Co do tego watku. Nie spuscilabym dziewczyny z oka. Spakowalabym jej rzeczy i
            zabrala w bezpieczne miejsce.
            Oczywiscie, ze Ona moze stawiac opór ale gdyby to byla moja PRZYJACIOLKA to
            nawet za cene naszej przyjazni nie zostawilabym jej z nim.
            Takie typy licza na to, ze sprawa sie nie wyda, ze wszyscy beda trwac w niemym
            przyzwoleniu. Wlasnie z tego powodu jest tyle tragedii - bo nie wolno sie
            wtracac. Wolno a nawet trzeba.
            • 18lipcowa Re: Mam przyklad niewtracania sie 18.06.05, 15:06
              lila1974 napisała:

              > Moj kolega z klasy, inteligentny, spokojny facet ...
              > A jego zona to córka mojej mamy przyjaciólki.
              > Dziewczyna bardzo szybko po slubie skarzyla sie, ze on sie dziwnie zachowuje,
              > potem, ze ja lekcewazy, potem, ze sie psychicznie nad nia zneca ... a jej
              > rodzice nie chcieli sie wtracac. Tlumaczyli sobie i jej, ze sa mlodym
              > malzenstwem i wszystko sie ulozy. On nawet podziekowal tesciowi za
              > wyrozumialosc!!! Moja mama namawiala przyjaciólke do reakcji, bo chlopak
              > ewidentnie przeginal ... I co? Zareagowali dopiero wtedy, jak córka zostala
              > pobita i omal zgwalcona. Na szczescie udalo sie jej uciec. Zrobili obdukcje i
              > zlozyli pozerw o rozwód ale On nadal uwazany jest za szanowana osobe. Juz ja
              > sie postaram by przestal za taka uchodzic a jak go spotkam to dostanie
              opier...
              > Wolno mi - kiedys uwazalam go za kogos wartosciowego i zaliczal sie do grona
              > bliskich znajomych, teraz nie chce go znac.
              >
              >
              > Co do tego watku. Nie spuscilabym dziewczyny z oka. Spakowalabym jej rzeczy i
              > zabrala w bezpieczne miejsce.
              > Oczywiscie, ze Ona moze stawiac opór ale gdyby to byla moja PRZYJACIOLKA to
              > nawet za cene naszej przyjazni nie zostawilabym jej z nim.
              > Takie typy licza na to, ze sprawa sie nie wyda, ze wszyscy beda trwac w
              niemym
              > przyzwoleniu. Wlasnie z tego powodu jest tyle tragedii - bo nie wolno sie
              > wtracac. Wolno a nawet trzeba.




              Ale one nie chcą odchodzić? Gdyby tak było nie byłoby tych wszystkich tragedii!
              • lila1974 Re: Mam przyklad niewtracania sie 18.06.05, 15:14
                To nie jest kwestia chcenia czy nie chcenia (a przynajmniej nie zawsze).
                To jest kwestia braku perspektyw.
                Na ogól sa to osoby o slabej konstrukcji psychicznej, które mozna zniewolic.
                Znasz problem utozsamiania sie ofiary z katem? Zdarza sie nawet, ze osoba
                porwana, uwieziona nie chce uciekac, gdy nadazy sie sposobnosc, bo jest juz tak
                emocjonalnie zwiazana ze swoim oprawca.
                Dlaczego silnym dziewczynom raczej sie takie historie nie zdazaja? Bo
                Ci "twardziele" omijaja kobiety o silnej osobowosci, szukaja tych kruchych,
                bezwolnych.
                • 18lipcowa Re: Mam przyklad niewtracania sie 18.06.05, 15:19
                  lila1974 napisała:

                  > To nie jest kwestia chcenia czy nie chcenia (a przynajmniej nie zawsze).
                  > To jest kwestia braku perspektyw.
                  > Na ogól sa to osoby o slabej konstrukcji psychicznej, które mozna zniewolic.
                  > Znasz problem utozsamiania sie ofiary z katem? Zdarza sie nawet, ze osoba
                  > porwana, uwieziona nie chce uciekac, gdy nadazy sie sposobnosc, bo jest juz
                  tak
                  >
                  > emocjonalnie zwiazana ze swoim oprawca.
                  > Dlaczego silnym dziewczynom raczej sie takie historie nie zdazaja? Bo
                  > Ci "twardziele" omijaja kobiety o silnej osobowosci, szukaja tych kruchych,
                  > bezwolnych.

                  Dokładnie wiem o czym mówisz. Może ja tego nie zrozumiem, bo jakbym dostała to
                  bym oddała w ryja, trzasnęła drzwiami i paszła w siną dal. Nie wróciłabym za
                  Chiny do kogoś kogo darzę uczuciem a kto narusza moją nietykalnośc osobistą,
                  kto sprawia mi ból i poniża bo to chore...Wiem że są osoby z syndromem ofiary i
                  chętnie bym im pomagała ale to mało daje. Powiesz jej odejdź, spakujesz ją, a
                  ona za kilka dni wraca...Nie wiem jak tj. w jaki sposób można takim osobom
                  pomagać....? Jesli one same psychicznie sie nie zmienią to ja widze małe szanse
                  dla osób postronnych...
                  • lila1974 Re: Wiem, ze latwo powiedziec.... 18.06.05, 15:30
                    Ty jestes silna osobowoscia, ja raczej tez. Dzien, w którym maz podnióslby na
                    mnie reke, bylby ostatnim dniem naszego malzenstwa. Wiem, ze Te konkretne
                    dziewczyny sa inne, slabsze, bezwolne ... i dlatego takie jak my musza
                    przynajmniej sie postarac wyrwac je z tego marazmu. Moglabys spojrzec bez
                    wstretu w lustro wiedzac, ze Twoja przyjaciólka byc moze wlasnie w tym momencie
                    znów obrywa? Wiem, ze nie! Ciagnelabym ja za uszy, nie zwazajac na protesty, ze
                    kocha, ze nie ma pieniedzy, pracy, perspektyw...
                    Jak jest ciezko nie musisz mnie przekonywac, bo niestety prowadze bezowocne
                    rozmowy z dwiema kolezankami. Co prawda mezowie ich nie bija, jedynie totalnie
                    lekcewaza (odeszli zreszta od zon) a one ciagle kochaja i czekaja na powrót, na
                    happy end. Mozolna to praca ale moze przyniesie efekt? Jedna z nich wniosla o
                    rozwód, choc w glebi serca pozwolilaby mu wrócic. Jest to jednak postep
                    ogromny. Druga ma siebie za takie dno, ze mam wrazenie, iz calowalaby go po
                    stopach byleby wrócil ... Czasami rece opadaja....
                    • 18lipcowa Re: Wiem, ze latwo powiedziec.... 18.06.05, 15:35
                      lila1974 napisała:

                      > Ty jestes silna osobowoscia, ja raczej tez. Dzien, w którym maz podnióslby na
                      > mnie reke, bylby ostatnim dniem naszego malzenstwa. Wiem, ze Te konkretne
                      > dziewczyny sa inne, slabsze, bezwolne ... i dlatego takie jak my musza
                      > przynajmniej sie postarac wyrwac je z tego marazmu. Moglabys spojrzec bez
                      > wstretu w lustro wiedzac, ze Twoja przyjaciólka byc moze wlasnie w tym
                      momencie
                      >
                      > znów obrywa? Wiem, ze nie! Ciagnelabym ja za uszy, nie zwazajac na protesty,
                      ze
                      >
                      > kocha, ze nie ma pieniedzy, pracy, perspektyw...
                      > Jak jest ciezko nie musisz mnie przekonywac, bo niestety prowadze bezowocne
                      > rozmowy z dwiema kolezankami. Co prawda mezowie ich nie bija, jedynie
                      totalnie
                      > lekcewaza (odeszli zreszta od zon) a one ciagle kochaja i czekaja na powrót,
                      na
                      >
                      > happy end. Mozolna to praca ale moze przyniesie efekt? Jedna z nich wniosla o
                      > rozwód, choc w glebi serca pozwolilaby mu wrócic. Jest to jednak postep
                      > ogromny. Druga ma siebie za takie dno, ze mam wrazenie, iz calowalaby go po
                      > stopach byleby wrócil ... Czasami rece opadaja....

                      Ja nie traktuję faceta jak ósmy cud świata...Wiem że poradziłabym sobie bez
                      niego, wiem że mogłabym mieć powodzenie, wiem że on nie jest jedynym który mnie
                      zechce, wiec jak coś się nie podoba, wyzwiska, poniżanie, bicie to kop w dupę i
                      tyle.Chociaż bym nie chciała.
                      Też wielokronie próbowałam pomóc koleżankom w takich toksycznych związkach.
                      Mało pomagało. Teraz są już same, albo z nowymi dobrymi facetami ale wiem że to
                      nie moja zasługa.
    • beata132 Re: Przykra wizyta 18.06.05, 14:37
      Trudna sprawa. Mozesz ją namawiać do odejścia od męża, ale z doświadczenia
      wiem, ze to rzedko skutkuje. Zazwyczaj kobiety są tak zstraszone, że nie są w
      stanie odejść. Zdaję sobie sprawę, że maltretowane żony potrzebują pomocy ale
      jeśli same nie dojdą do takich wniosków to nikt im nie jest w stanie pomóc.
      Najgorsze jest to, że często w tym wszystkim są dzieci, a kobieta nie chce
      odejść dla ich "rzekomego" dobra. Horror. A jak słyszę słowa "nastepnym razem
      rozwód", to z góry wiem, że ona nie jest gotowa na odejście od swojego tyrana.
      Cóż mogę poradzić? Spróbuj namówić ją na wizytę w poradni. W każdym większym
      mieście są odpowiednie instytucje, które pomagają maltretowanym kobietom. Może
      to coś pomoże? Sama nie wiem. Powiem tylko, że siostra mojego M była bita przez
      męża na oczach dziecka przez 8 lat i dopiero 2 tyg. temu wygnała go z domu. I
      to nie wiadomo czy na zawsze. Staraliśmy się jej pomóc jak mogliśmy ale ona
      zawsze twierdziła, że nie chce aby ktoś wtrącał się do jej małżeństwa i że jast
      szczęśliwa. Mam nadzieję, że Twoja koleżanka szybciej się opamięta niż siostra
      mojego M. Czego z całego serca jej życzę.
    • kawka74 Re: Przykra wizyta 18.06.05, 15:18
      Zdaje się, że dziewczyna podjęła już jakieś postanowienia - wezwała (chyba ona,
      tak?) policję, myśli o rozwodzie. Teraz pozostaje Ci ją wspierać, aby wytrwała
      w tym postanowieniu. Z taką łajzą jak jej mąż, nie ma nawet co negocjować, ani
      brać na serio jego szlochów i obietnic zmiany. Niech dziewczyna się od niego
      odseparuje i to szybko, zanim dojdzie do nieszczęścia.
      Czy Twoja koleżanka pracuje? Ma dokąd iść, gdyby chciała uciec? Czyje jest to
      mieszkanie, w którym teraz mieszka z mężem? To wszystko są dość istotne
      szczegóły, jeśli chodzi o dalszy ciąg.
      Zastanów się razem z nią nad tym, co dalej. Nad stroną praktyczną. Usiądźcie,
      pogadajcie. Jak ona widzi swoją przyszłość - konkretnie.
      • lila1974 Re: Dokladnie tak! 18.06.05, 15:22

    • morgen_stern Re: Przykra wizyta 18.06.05, 16:49
      Eccia, zajrzyj na pocztę gazetową!
    • penelina Re: Przykra wizyta 18.06.05, 16:59
      Moja opinia na ten temat jest następująca - niczego nie doradzaj ani nie
      sugeruj (mam tu na myśli zdania typu: "wyrzuć go z domu" , "ty się wyprowadź"
      itp.)- to w końcu małżeństwo Twojej koleżanki, jej życie i jej mąż.
      Ale możesz jej powiedzieć, że się o nią martwisz i masz dla niej taki adres:
      www.niebieskalinia.pl/index.php?w=800.
      Niech skorzysta z pomocy fachowców.
      • kawka74 Re: Przykra wizyta 18.06.05, 18:12
        > Moja opinia na ten temat jest następująca - niczego nie doradzaj ani nie
        > sugeruj (mam tu na myśli zdania typu: "wyrzuć go z domu" , "ty się wyprowadź"
        > itp.)- to w końcu małżeństwo Twojej koleżanki, jej życie i jej mąż.
        Penelino, sama byłabym daleka od doradzania dość drastycznych kroków, gdyby nie
        chodziło o przemoc. W tym jednak wypadku pozostanie w takim układzie, jaki
        jest, może się skończyć tragicznie - między innymi dlatego, że jesteśmy tacy
        delikatni i nie chcemy wtrącać się w cudze życie. Nie mówię, żeby wpaść do domu
        tej dziewczyny jak komandos, spakować jej walizki i ryknąć "wymarsz!!", ale
        zasugerować jej dwie rzeczy: że może to przeciąć, może się nie dać i że
        istnieje szansa, że sobie poradzi. Po to właśnie potrzebna jest jej
        przyjaciółka - żeby miała oko na nią i jej męża. Fachowcy z Niebieskiej Linii
        to bardzo cenna pomoc, ale oni nie załatwią wszystkiego.
        • eccia0102 Re: Przykra wizyta 18.06.05, 18:41
          Moja znajoma dla kasy napewno nie siedzi z tym sadystą najgorsze jest to ze
          mają dziecko z porazeniem .Oj nie ma łatwo.Same widzicie ze jest to trudny
          temat.Wtrącając sie mozna zrobic zle nie reagując na takie zeczy jeszcze
          gozej.Najgorsze jest to ze przed mężem sadystą chodziła przez cztery lata z
          chlopakiem który nie tylko bił ale tez gwałcił .Tak strasznie jest mi jej
          zal.Chce jej pomóc ale jak czy przyjmie pomoc od osoby która nie ma pojecia co
          ona czuje.Jakie kolwiek zdanie w mojej rozmowie z nią mogłobybyc odebrane jako
          wymądzanie sie czy wtrącanie.ja tez nie lubie jak kyos mi prawi morały.
          Umówiłam sie z Ania we wtorek,tak wogóle umawiamy sie wtedy kiedy jej mąż jest
          w pracy.Wiem ze po tej awanturze policjant który przyszedl z interwencja
          proponował pomoc,w domu przy całym zajsciu była matka znajomej.Nie wiem czy u
          niej rozmawia sie na ten tematpózniej dokoncze bo dziecko mi nie daje
          • kawka74 Re: Przykra wizyta 18.06.05, 18:52
            Mają dziecko z porażeniem?? To może zmienić sytuację diametralnie - w dwóch
            kieunkach. Albo zdecyduje się - ze względu na dziecko i fałszywie pojmowane
            dobro rodziny (wszystko jedno, jaka, byle cała; bzdura kompletna, ale ludzie w
            to wierzą) - zostać i cierpieć, albo - także ze względu na dziecko - zdecyduje
            się odejść. Bo czy to dobrze dla dzieciaka, że będzie dorastać przy agresywnym
            ojcu, który - skoro leje matkę - może zacząć bić i dziecko?
            Eccia, nikt Ci nie każe decydować za nią. Możesz jednak próbować jej pomóc -
            choćby właśnie zastanawiając się razem z nią nad różnymi wyjściami z tej
            sytuacji, analizując wszystkie możliwe kierunki, w jakich może się to dalej
            potoczyć. Nic na siłę, ale delikatne sugestie odpowiednio podane nie zaszkodzą.
            Zwłaszcza, że jak piszesz, ona myśli o podjęciu radykalnych kroków.
        • penelina Re: Przykra wizyta 18.06.05, 20:21
          kawka74 napisała:

          > Penelino, sama byłabym daleka od doradzania dość drastycznych kroków, gdyby
          > nie
          > chodziło o przemoc.

          Zgadza się, Kawko - masz sporo racji, ale:

          > W tym jednak wypadku pozostanie w takim układzie, jaki
          > jest, może się skończyć tragicznie - między innymi dlatego, że jesteśmy tacy
          > delikatni i nie chcemy wtrącać się w cudze życie.

          Skąd można wiedzieć, jak naprawdę jest między nimi?
          Nie mówię tutaj o tym, że jak babka chodzi poobijana, to jest ok - bo nie jest,
          to jasne.
          Ale nie wiemy przecież, nie znamy do końca relacji między nimi itd.
          Wiesz - są kobiety, które tkwią w chorych, toksycznych związkach, a które nie
          uwalniają się z nich - nie wiem, dlaczego - może nawet z jakichś
          masochistycznych pobudek (oczywiście, nie możemy również w tym wypadku
          zakładać, że akurat w tym związku tak jest).
          Kolejna sprawa - zdarzają się kryzysy w związkach (i tu też nie mówię, że jest
          dobrze, jak chłop w kryzysie babę zdemoluje - nie, też nie), ale być może
          akurat w tym związku przejawem kryzysu (chwilowego) - jest mordobicie?
          Myślę, że Autorka wątku nie chciałaby znaleźć się w sytuacji, gdy doradzi
          Koleżance drastyczne kroki, ta je wykona, po czym strony się pogodzą i żyć będą
          dalej zgodnie i szczęśliwie.Obawiam się, że w takiej sytuacji skończyłoby się
          koleżeństwo między Autorką wątku a wspomnianą dziewczyną.
          Już pomijam tutaj ewentualną wrogą postawę męża Koleżanki.

          > Nie mówię, żeby wpaść do
          > domu
          > tej dziewczyny jak komandos, spakować jej walizki i ryknąć "wymarsz!!", ale
          > zasugerować jej dwie rzeczy: że może to przeciąć, może się nie dać i że
          > istnieje szansa, że sobie poradzi. Po to właśnie potrzebna jest jej
          > przyjaciółka - żeby miała oko na nią i jej męża.

          Co rozumiesz przez pojęcie "miała oko" ?
          Czy ma ich ( czy raczej jego) - pilnować, żeby ręki nie podniósł? Czy wręcz ma
          Koleżankę własną piersią osłaniać?

          > Fachowcy z Niebieskiej Linii
          > to bardzo cenna pomoc, ale oni nie załatwią wszystkiego

          Wszystkiego może i nie, ale pomogą bardzo dużo.
          Zapewnią rozmowę z psychologiem (a tu potrzeba psychologa; osoby bezstronnej,
          nie zaangażowanej emocjonalnie przyjaciółki; po to właśnie, by ustalić, jakie
          są między nimi relacje, co się dzieje w związku, czy jest co ratować itd.),
          który pomoże podjąć optymalną decyzję; wreszcie - zgodnie z decyzją
          zainteresowanej pomogą myśl wcielić w czyn (doraźna pomoc materialna, prawnik,
          hostel; lub - terapia rodzinna, pomoc psychologiczna).

          Zresztą - napisałam wyraźnie, że to ja bym tak postąpiła w takiej sytuacji.
          Co wcale nie oznacza, że koniecznie należy tak postąpić.
          Przedstawiłam swój punkt widzenia, ktoś inny może mieć inny. Niekoniecznie
          gorszy lub lepszy.
    • lajlah Re: Przykra wizyta 18.06.05, 18:33
      A coż tu można zrobić. Niewiele. Wiem , bo sama mam podobną sytuację w
      rodzinie. Kobieta ma dwoje małych dzieci, mąż ją tłucze, wywala z mieszkania, a
      ona nadal tkwi w tym związku. Dopóki sama nie zrozumie, nic się nie da zrobić.
      Można jej co pewien czas wpajać, żeby od niego odeszła(jeśli on nie chce się
      leczyć)i oferowaćpomoc jesli się zdecyduje, nic ponadto.
    • paulinka32 Re: Przykra wizyta 18.06.05, 20:00
      A co było powodem owej bijatyki w domu?Wiem, że nic nie usprawiedliwia
      przemocy, bicia żony, ale czy to był piewrszy raz? Jak do tego doszło?
      • eccia0102 Re: Przykra wizyta 18.06.05, 21:08
        Powodem była zwykła sprzeczka typu niedosolona zupa.
        Z tego co zaobserwowałam w tym domu nie ma takich zwyczajnych zachowan typu
        czesc kochanie wróciłem.Moze duzą podpowiedzią na pytania w związku z tym
        tematem jest fakt iz znajoma wychowywana była przez matke(wdowa) ,mąż przez
        rodziców alkoholików.
        Znajoma wogóle malo mówi o swoim mezu tak jakby nie istniał wiec nie wiem jakie
        sa stosunki miedzy nimi.
        We wtorek jestem z nia umówiona i jezeli nie bedzie powracac do tematu to co
        sama mam wiercic jej dziure w brzuchu czy poczekac az sie nadazy nastepna
        okazja?
        Troche pisze chaotycznie i pewnie z bykami,ale dzis dostalam niezle w kosc od
        swojego dziecka [rosnie mi mały terrorystawink]
        • paulinka32 Re: Przykra wizyta 18.06.05, 21:12
          Ja bym delikatnie wypytała, w końcu to przyjacióła. I szczerość to podstawa.
          • eccia0102 Re: Przykra wizyta 18.06.05, 21:17
            Zobaczymy jak to wyjdzie wrazie co wpadne po rade.Pozdrawiam
            Edyta
      • 18lipcowa Re: Przykra wizyta 18.06.05, 22:12
        paulinka32 napisała:

        > A co było powodem owej bijatyki w domu?Wiem, że nic nie usprawiedliwia
        > przemocy, bicia żony, ale czy to był piewrszy raz? Jak do tego doszło?


        Czy to ważne jaki był powód? Nic tego nie usprawiedliwia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka