Dodaj do ulubionych

stoję na rozdrożu ....

08.07.05, 09:04
mam 30 lat, synka 2 lata i 3 miesiąca
mam pracę natomiast mój mąż jej nie ma. mamy dochody miesięczne gdzieś na
poziomie 2000zł jest cięzko, czasami nawet bardzo utrzymać 3 osobową rodzinę
(mąż płaci też alimenty)
niestety w tej chwili jestem na rozdrożu i nie wiem co dalej
zrobiłam test ciążowy i okazało się że jestem w ciążysad mimo brania pigułek i
stosowania prezerwatyw, początek jakiś 3 tydzień , jest mi ciężko podjąć
decyzję ale nie dam sobie rady z 2 dzieci, niestety nie...
na pewno stracę pracę a co się z tym wiąże to i przychody, rodzina jest w
trudnej sytuacji mama nie chodzi od 10 lat, ojciec na przed emerytalnym a
jeszcze 3 braci w dorosłym wieku na utrzymaniu
myślę o tym aby rozwiązać problem farmakologiocznie wiem pewnie zaraz posypią
się gromy, jeszcze nikomu o tym nie mówiłam i postanowiłam się wyżalić tutaj
.....
Obserwuj wątek
    • l.e.a Re: stoję na rozdrożu .... 08.07.05, 09:08
      Cięzka sytuacja, rozumiem Cię i przytulam. Jeżeli masz potrzebe wykrzyczenia z
      siebie żalu, mozesz do mnie piac na priva.

      Pozdrawiam Cię - lea

      Ps. dlaczego mąż nie pracuję ? nie może znaleźc pracy ? bo to napewno poprawiło
      by Waszą sytuacje, wiem jednak z własnego doświadczenia,że z pracą bardzo trudno
      • ula_max nie, nie stoisz na rozdrożu... 08.07.05, 09:16
        jesteś matką dwojga i doskonale wiesz co robić. Moze się boisz czy das radę,
        ale napewno dasz, przeciez masz dla kogo żyć.
      • sowa_hu_hu Re: stoję na rozdrożu .... 08.07.05, 09:20
        a potwierdziłaś tą ciąże u lekarza? albo poporzez badanie krwi? jesli nie zrób
        to jak najszybciej bo testy zawodzą...

        staram sie zrozumieć twoją sytuacje... wcale nie potepiam cie za to ze chcesz
        podjąć taką a nie inną decyzje... pewnie na twoim miejscu zrobiłabym to samo...

        ale powiedz czy gdyby mąz miał prace mogłabyś urodzić? chciałabyś???
        ja wiem że o prace jest trudno... mój facet mi to przez dwa lata powtarzał ale
        jak go w końcu przycisnełam do muru to znalazł robote - nie za 2 tys tylko dużo
        mniej ale pracuje... mysle ze gdybyscie mieli 1000zł więcej to jakoś dalibyście
        rade...
        bardzo mnie to frapuje ze twoj facet nie pracuje... w przeciągu 9 mies. trwania
        ciązy przeciez mógłby coś znaleźc... ale czy on w ogóle szuka? czy jak to jest?

        pozdrawiam serdecznie
        • zrozpaczona6 Re: stoję na rozdrożu .... 08.07.05, 09:26
          sowa_hu_hu napisała:

          > a potwierdziłaś tą ciąże u lekarza? albo poporzez badanie krwi? jesli nie zrób
          > to jak najszybciej bo testy zawodzą...
          jeszcze nie potwierdziłam ale wiem jak było z pierwszą ciąża i teraz jest
          podobnie, pójdę do lekarza w poniedziałek, teraz jest mnóstwo pracy i nie mogę
          wziąść urlopu,

          mąż szuka ale jest po ciężkim wypadku, krótsza noga, gips przez 9 miesięcy i
          rehabilitacja, cięzko jest znależć pracę
          • l.e.a Re: stoję na rozdrożu .... 08.07.05, 09:44
            zrozpaczona - a czy w czasie wypadku mąż pracował ? jeżeli tak powinien być na
            chorobowym, potem mógł przejśc na zasiłek rehabilitacyjny, a jeżeli nie nadaje
            się do pracy mógł złożyć papiery o rentę.

            Może warto ? Wierzę, że Wam ciężko.
            • kiniaan Re: stoję na rozdrożu .... 08.07.05, 10:49
              Dziewczyny, o czym wy mówicie... Renta?? Mam mamę która jest chora na cukrzycę
              ma 52 lata i zabrali jej w tym roku rentę, na szczęście znalazła pracę.
              Może twój mąż spróbowałby postarać się o grupę inwalidzką (łatwiej dostać) i
              wtedy starać się o pracę w zakładzie pracy chronionej?
              • l.e.a do kinian 08.07.05, 10:54
                mój mąż tez jest po wypadku , jest po 3 operacjach kolana, czeka go 4 jest
                właśnie na zasiłku rehabilitacyjnym i lekarz proponuje mu pójście na rente
                inwalidzką właśnie ...
                wszystko zależy od komisji ZUS-owskiej
                • l.e.a Re: do kinian PS. 08.07.05, 10:54
                  mam jednak nadzieje,że mimo wszystko mój mąz wyzdrowieje i wróći do pracy ...
                  • kiniaan Re: do kinian PS. 08.07.05, 10:58
                    Życzę wam tegosmile.
    • 18lipcowa Re: stoję na rozdrożu .... 08.07.05, 09:17

      mimo brania pigułek i
      stosowania prezerwatyw


      dajcie mu na imię McGyver...
      • zrozpaczona6 Re: stoję na rozdrożu .... 08.07.05, 09:21
        18lipcowa napisała:

        >> dajcie mu na imię McGyver...

        dam mu na imię lipcowa jak będzie dziewczynka - mam nadzieję że masz
        satysfakcję z gnębienia ludzi??
        może to taki sadyzm?
        jak nie masz nic mądrego do powiedzenia to nie odpowiadaj na posty
        dziękuję
        mam wrażenie że i tak tego nie zrozumiesz....
      • duramgama Re: stoję na rozdrożu .... 08.07.05, 09:40
        8lipcowa napisała:


        >
        > dajcie mu na imię McGyver...
        >


        Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że trzy litery przed nazwiskiem o
        niczym jeszcze nie świadczą.
        To, że zostałaś pania magister jak widać nie spowodowało, że zaczęłaś pisać
        mniej zjadliwe, mniej ordynarne, a bardziej wyważone posty.
        • 18lipcowa Re: stoję na rozdrożu .... 12.07.05, 19:37
          duramgama napisała:

          > 8lipcowa napisała:
          >
          >
          > >
          > > dajcie mu na imię McGyver...
          > >
          >
          >
          > Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że trzy litery przed nazwiskiem o
          > niczym jeszcze nie świadczą.
          > To, że zostałaś pania magister jak widać nie spowodowało, że zaczęłaś pisać
          > mniej zjadliwe, mniej ordynarne, a bardziej wyważone posty.


          heh widzisz ...wisi mi to co do mnie mówisz i co o mnie myslisz...
          >
      • lajlah do 18 lipcowej 08.07.05, 09:55
        Nigdy się nie przyczepiałam do Twoich wypowiedzi, ale teraz muszę. Co za takt
        i klasa, naprawdę pozazdrościć.
        • 18lipcowa hehehe ale obrażalskie panny.... 12.07.05, 19:36
          dla mnie to naprawdę McGyver - tabsy + guma i ciąża? nie wierzę.
          • anias29 Re: a kto jest McGyver? n/t 19.07.05, 10:00

      • palka_zapalka Re: stoję na rozdrożu .... 18.07.05, 23:52
        sądzisz, ze to niemożliwe??? wiem,ze masz nie wyparzony jęzor, ale czasami
        stopuj - satysfakcje masz tylko na chwilę wink
    • amb25 Re: stoję na rozdrożu .... 08.07.05, 09:30
      wiem, że to trudna decyzja, ale jeśli mąż nie pracuje to może on zajmie się
      dziećmi i będzie na wywchowawczym? Jestes pewna, że stracisz pracę? Jeśli ma
      krótsza nogę - próbowaliście starać się o rentę?
      • ewa2233 Re: stoję na rozdrożu .... 08.07.05, 10:12
        Myślę, że potrzebujesz koniecznie pogadania z przyjaciółką.
        Jeśli taką masz - bardzo polecam - pomaga!
        Czy mąż wie o ciąży? Co o tym sądzi? To przecież także jego dziecko?!
        I przede wszystkim dlaczego utrzymujesz 3 braci w dorosłym wieku?
        Może przez chwilę spróbuj nie myśleć CZY urodzić, ale na tym JAK sobie poradzić?
        Może właśnie to dziecko spowoduje, że wszyscy się ockną i razem coś zaradzicie?
        Nie podejmuj decyzji sama! Jeśli ogólna sytuacja rodzinna jest powodem
        dramatycznych Twoich rozważań - niech także mają świadomość sytuacji. Może się
        okaże, że nie jest tak źle?
        Może jednak nie stracisz pracy? W końcu tylko parę miesięcy trwa macierzyński.
        Przede wszystkim powinnaś potrząsnąć braćmi!
        Pozdrawiam, trzymaj się ciepło!
        Ewa
        ------------------------------------------------------
        çççççççççççççççççççççĂçççççç
    • marcelino1 Re: stoję na rozdrożu .... 08.07.05, 10:25
      Jak to mozliwe, że mimo stosowania pigułek i prezerwatyw zaszłaś w ciążę?
      Pytam, bo się lekko zestresowałam, że cos takiego jest możliwe.
      Jeśli nie chcesz to nie odpowiadaj.
      pozdrawiam serdecznie
      • agata_to_ja Re: stoję na rozdrożu .... 08.07.05, 11:22
        No ja też nieśmiało chciałabym o to zapytać. Sam abiorę pigułki i stosuję
        prezerwatywy (to znaczy nie sama, a z mężem wink) i ogarnął mnie lęk.
        Moim zdaniem to jest możliwe tylko w przypadku nieprzestrzegania regularności
        brania pigułek lub stosowania prezerwatyw, lub jedno i drugie naraz. Bo jeśli
        jest inaczej, to ja się załamię, co mam jeszcze robić???
        • jol5.po Re: stoję na rozdrożu .... 08.07.05, 11:26
          zaglądnij tutaj
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29805
    • zrozpaczona6 Re: stoję na rozdrożu .... 08.07.05, 13:38
      ja nie wzięłam 1 pigułki, przez chorobę małego, zaganiana byłamsad teraz oto
      skutki
      i jest jeszcze jeden problem
      obecnie ważę 85kg podczas pierwszej ciąży przytyłam 16kg i zostało
      teraz pewnie też tak będzie jak się zdecyduję i będę ważyć ponad 100kg, potwó z
      bagiensad(
      już nie mogę patrzec na siebie sad(
      • ewa2233 Re: stoję na rozdrożu .... 08.07.05, 13:40
        Każda ciąża jest inna!!! Wcale nie musisz przytyć 16 kg jeśli tego nie
        chcesz!!! Po prostu bardziej uważaj na to nie co JESZ, ale co PODJADASZ!
        ------------------------------------------------------
        çççççççççççççççççççççĂçççççç
        • sowa_hu_hu Re: stoję na rozdrożu .... 08.07.05, 14:21
          najpierw sie upewnij czy naprawde jesteś w ciąży...

          porozmawiajcie z mężem na temat waszej sytuacji , na temat jego osoby -
          podowiadujcie sie jak to z ta praca jest - czy moze czy nie moze... czy nalezą
          mu sie jakies pieniądze...

          i tak naprawde zastanów sie czy chcesz tego dziecka bo jesli sie zdecydujesz to
          myśle że jak sie spręzycie to coś wymyslicie - tzn poszukacie rozwiązań - co by
          miec chociaz 500zł więcej w kieszeni...

          ale jesli nie chcesz tego dziecka to nie ma sensu przedłużać... rozumiemze to
          moze wam bardzo skomplikowac zycie...

          łatwo sie mówi - no ale niestety my mozemy tylko mówić - do ciebie nalezy decyzja...

          pozdrawiam
    • iwoniaw Re: stoję na rozdrożu .... 08.07.05, 16:34
      zrozpaczona6 napisała:

      > mam 30 lat, synka 2 lata i 3 miesiąca
      > mam pracę natomiast mój mąż jej nie ma. mamy dochody miesięczne gdzieś na
      > poziomie 2000zł jest cięzko, czasami nawet bardzo utrzymać 3 osobową rodzinę
      > (mąż płaci też alimenty)

      Ale to chyba nie z twoich dochodów te alimenty płaci, nie daj Boże?

      > niestety w tej chwili jestem na rozdrożu i nie wiem co dalej
      > zrobiłam test ciążowy i okazało się że jestem w ciążysad mimo brania pigułek i
      > stosowania prezerwatyw, początek jakiś 3 tydzień , jest mi ciężko podjąć
      > decyzję ale nie dam sobie rady z 2 dzieci, niestety nie...

      Przede wszystkim porozmawiaj z mężem - po pierwsze, to też jego dziecko, po
      drugie - to nie Ty masz dać sobie radę z dwójką, ale _WY_

      > na pewno stracę pracę a co się z tym wiąże to i przychody, rodzina jest w
      > trudnej sytuacji mama nie chodzi od 10 lat, ojciec na przed emerytalnym a
      > jeszcze 3 braci w dorosłym wieku na utrzymaniu

      Może niekoniecznie stracisz pracę - w końcu dopóki z ciążą wszystko w porządku,
      możesz pracować niemal do porodu, później zdecydujesz, czy zmieniło się coś w
      Waszej sytuacji na tyle, że możesz wziąć macierzyński czy/i wychowawczy.
      Piszesz o swojej rodzinie - rozumiem, że chodzi Ci o to, że na pomoc finansową
      Rodziców nie masz co liczyć. Ale może na pomoc przy dziecku? (ojciec na
      przedemerytalnym, niepracujący bracia)

      > myślę o tym aby rozwiązać problem farmakologiocznie wiem pewnie zaraz posypią
      > się gromy, jeszcze nikomu o tym nie mówiłam i postanowiłam się wyżalić tutaj
      > .....

      porozmawiaj z mężem - napiszę raz jeszcze. Nie możesz sama podejmować żadnych
      dramatycznych decyzji, zwłaszcza, że nie tylko Ciebie to dotyczy, lecz całej
      Waszej rodziny. Musisz wszystko przemyśleć i otrząsnąć się z tej paniki.
      A w ogóle skąd wiesz, że z 2 dzieci "nie dasz rady"?
    • mamaloli Re: stoję na rozdrożu .... 08.07.05, 21:01
      Nie decyduj sie na aborcję , nie zabijaj swego dziecka.
      Będziesz tego do końca życia żałować...
      Aborcja to najgorsza rzecz jaką mogłabyś w tej sytuacji zrobić.
      Teraz wydaje
      ci sie ,ze nie dacie sobie rady ale
      pamiętaj; ze "to co nas nie zabija to nas wzmacnia".
      Wierz ,ze będzie dobrze
      bo być musi.
      Lipcowa - po raz kolejny udowadniasz
      jaka jesteś prymitywna.
      • 18lipcowa Re: stoję na rozdrożu .... 12.07.05, 19:39

        > Lipcowa - po raz kolejny udowadniasz
        > jaka jesteś prymitywna.


        MamoOli po raz kolejny udowadniasz, lubisz sie mnie czepiać.
    • sally_zielona Re: stoję na rozdrożu .... 09.07.05, 09:35
      18 lipcowa napisała:

      >>mimo brania pigułek i
      >>stosowania prezerwatyw

      >dajcie mu na imię McGyver...

      Reakcje innych mam:

      >Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że trzy litery przed nazwiskiem o
      >niczym jeszcze nie świadczą.
      >To, że zostałaś pania magister jak widać nie spowodowało, że zaczęłaś pisać
      >mniej zjadliwe, mniej ordynarne, a bardziej wyważone posty.

      >Nigdy się nie przyczepiałam do Twoich wypowiedzi, ale teraz muszę. Co za takt
      >i klasa, naprawdę pozazdrościć.

      Dziewczyny, nie przesadzajcie. Nie jestem fanką Lipcowej, ale jej spostrzeżenie
      było dowcipne. Może czasami potrzeba takiego dystansu nawet do własnych
      problemów. Ja raczej oceniłabym wypowiedź Lipcowej tak: wraz z trzema literkami
      przed nazwiskiem poprawiło się jej poczucie humoru. Jest na wyższym poziomie smile)))

      Moja rada dla Zrozpaczonej6. Postaraj się nie panikować, jeżeli nie wiesz
      jeszcze na 100%, że jesteś w ciąży. Testy mogą kłamać. Możesz mieć jakieś
      zaburzenia hormonalne. Możliwe, że jak w poniedziałek pójdziesz do lekarza,
      okaże się, że to wcale nie ciąża, czego Ci życzę, mając na uwadze Twoją sytuację.
      Ale gdyby się jednak okazało, że to ciąża, to może spróbuj popatrzeć na to z
      zupełnie innej strony. Są pary, które bardzo pragną mieć dzieci a nie mogą. Wy
      zabezpieczaliście się na 2 sposoby, a mimo wszystko ciąża jest. Nie jestem w
      stanie nawet sobie wyobrazić jak nikłe jest prawdopodobieństwo poczęcia dziecka
      w takiej sytuacji. Więc może to znak? Może czyjaś wyższa wola? Może
      przeznaczenie? Było wam pisane mieć dwójkę dzieci i w pewnym sensie jest to od
      Was niezależne? Może to dziecko musi się urodzić, bo do spełnienia ważną misję?
      A może to próba dla Was, dla Waszego związku? Taki egzamin. Pomyśl, że
      zostaliście wybrani. Że to nie jest przekleństwo, lecz dar. Myślę, że nie ma w
      życiu tak trudnych sytuacji, żeby nie mogło być jeszcze gorzej. Ważne jest, żeby
      myśleć pozytywnie i mieć pozytywne nastawienie. Wiem, że czasami jest to trudne.
      Ale warto spróbować.
      Napisz w poniedziałek, jak już będziesz po wizycie u lekarza, co powiedział.
      A jeśli byś chciała przed poniedziałkiem jeszcze się wygadać, to pisz. Na forum
      na pewno znajdą się mamy, które Cię pocieszą i podtrzymają na duchu.
      Trzymaj się.

      Pozdrawiam

      Sally
      • dzindzinka Re: stoję na rozdrożu .... 09.07.05, 14:08
        Gdy dowiedziałam się, że jestem w drugiej ciąży, byłam zrozpaczona. Wg lekarzy
        miałam niedonosić, mogłam nawet umrzeć, ciąża miała być na 100% przeleżana.
        Namawiali na aborcję, której jestem przeciwniczką. Gdybym to zrobiła, nie
        darowałabym sobie do końca życia, ale przez pierwsze tygodnie ciąży wstyd się
        przyznać marzyłam o poronieniu, skoro i tak miałam nie donosić. Potem nagle
        nabrałam optymizu. Całą ciążę znosiłam rewelacyjnie, dużo lepiej niż pierwszą.
        Synek dziś skończył trzy latka, jest bardzo pogodnym, zdrwowym i mądrym
        dzieckiem, urodził się 2 tygodnie po terminie.
        Podpisuję się pod tym co napisała Sally: myśl pozytywnie. Nawet jak Wasza
        sytuacja finansowa się nie poprawi, może uszczęśliwisz dzieckiem inne
        małżeństwo? Takie maluchy natychmiast znajdują rodziców. Znam dwie rodziny,
        które adoptowały dzieci, są bardzo szczęśliwe.
        • dzindzinka Re: stoję na rozdrożu .... 09.07.05, 14:10
          A jeszcze mi się przypomniało: ja po drugiej ciąży wręcz wychudłam.
      • duramgama Re: stoję na rozdrożu .... 09.07.05, 14:25
        sally_zielona napisała:

        >
        > Dziewczyny, nie przesadzajcie. Nie jestem fanką Lipcowej, ale jej spostrzeżenie
        > było dowcipne.

        Nie należę do osób zgnuśniałych i nie brak mi, jak sądzę, poczucia humoru.
        Lipcowa mnie jednak tutaj nie rozbawiła. Nawet jeśli jest się super
        błyskotliwym, czasem trzeba się ugryźć w język, żeby kogoś nie urazić. To chyba
        kwestia umiejętności empatii...
        Inteligentny dowcip - jestem za, pod warunkiem, że nie zapomnimy o tym, czym
        jest takt. Nawet na forum, gdzie jesteśmy anonimowi.
        Pozdrawiam
    • johana2 Re: stoję na rozdrożu .... 09.07.05, 14:34
      Sama mam b. podobną sytuację. Utrzymuję rodzinę - mąż po ciężkim wypoadku - b.
      trudno mu znaleźć pracę nawet w Zakładach Pracy Chronionej. Tam generalnie
      potrzebują szwaczki lub osoby do sprzatania, a on nie może pracować fizycznie.
      Sama ze strachem nieraz myslę o takiej sytuacji u siebie. Co ja bym zrobiła? NA
      PEWNO urodziłabym. Nie dlatego że jestem przeciwniczką aborcji. Po prostu nie
      mogłabym dalej żyć z takim piętnem, że odebrałam szansę na życie własnemu
      dziecku. Na pocieszenie powiem Ci, że gdy bedziesz miała dwójkę dzieci, będzie
      można na pewno starać się o zmniejszenie alimentów na minimalną kwotę. A
      własnie - z czego płacicie alimenty skoro mąż nie ma dochodów???? Jeśli biora
      pod uwagę dochody w całym gospodarstwie domowym to po prostu zróbcie
      rozdzielność majątkową. Sąd musi to wziąć pod uwagę. Poza tym przed wami długie
      życie. Nie zakładaj że mąż już nigdy nic nie znajdzie! W końcu musi być lepiej.
      A Ty na starość będziesz odwiedzana przez dwójkę swoich dzieci smile)
    • mamafilipcia Re: stoję na rozdrożu .... 09.07.05, 14:38
      Sorry, że tak piszę ale jakoś nie chcę Mi się w to wierzyć...
      Jeśli to prawda to przestanę wierzyć w jakąkolwiek antykoncepcję...
      Biorę pigułki i zabezpieczamy się jeszcze prezerwatywą....
      Daj znać jeśli pójdziesz do lekarza i potwierdzi ciążę.
    • kuba-and-twins Re: stoję na rozdrożu .... 09.07.05, 14:45
      To, ze tu napisałaś, a nie podjęłaś decyzji w samotności, myślę, że już o
      czymś świadczy.
      Od siebie Ci napiszę: NIE rób tego!
      Ja też uważam, ze to znak od Kogoś w górze dla waszej rodziny.
      Może Cię troszkę pocieszy, jak opowiem mój początek z dwiema? Ciąża w sumie
      nieplanowana, tzn. nie staraliśmy się specjalnie, ale też się nie
      zabezpieczaliśmy, zdaliśmy się trochę na los wink Pierwszy trymestr był dla mnie
      prawdziwym koszmarem! Tak potworny ból głowy jakiego nie sposób opisać...
      Zmęczenie potworne, do tego stopnia, że kilka razy wieczorm przebierając Kubę -
      zdarzyło mi się zasłabnąć, jakbym nagle zasnęła i po jakimś czasie się budziłam
      (obok Kuba szalał na golaska). Wyłam codziennie z bólu i niesprawiedliwości,
      darłam się na męża, ze mnie nie rozumie, że jak ma tak boleć, to niech ktoś te
      dzieci zabierze! Że niech to wszystko szlag trafi! Że skończę ze sobą... Itp.
      Przeszedł ból głowy, przeszły humory, zaczęło być lepiej.

      A teraz często nazywamy nasze dzieci darami od Boga smile)) Wniosły tyle miłości,
      wzajemnej pomocy, radości z codzienności.
      Mój mąż zarabia różnie, czasem trochę lepiej. Mieszkanie też musimy utrzymywać
      sami, a mamy ogrzewanie elektr. Mój pracodawca już mnie (a raczej mojego męża,
      ze mną nie rozmawiał) poinformował, ze nie mam dokąd wracać. Pracowałam tam
      od '98 r. Nie chodziłam w ciąży na zwolnienia, nie brałam wolnego, zastąpiłam
      koleżankę (gł. księgową) na macierzyńskim, nie brałam zwolnień na Kubę... I
      takie podziękowanie. sad(( Na razie jestem na zwolnieniu (mam zrujnowane
      zdrowie po ciąży), ale jak się skończy, to nie wiem, jak damy sobie radę. Na
      razie chcę męża namówić na działkę, w sensie ogródka. Może wyemigrujemy? Może
      za jakiś czas znajdę dobrą pracę? Albo otworzę coś swojego? Jest tyle
      możliwości.
      A dzieci to cud!
    • umasumak Re: stoję na rozdrożu .... 09.07.05, 15:05
      Po pierwsze załatwcie rozdzielność majątkową, wtedy wysokość alimentów będzie
      uzależniona od jego dochodów, jak na razie zerowych.
      Po drugie, dlaczego uważasz, że stracisz pracę? Skoro mąż jest w domu, to po
      macierzyńskim mozesz być znów czynna zawodowo - mąż zajmie się przecież
      dzieckiem.
      Po trzecie, wcale nie jest powiedziane, że będziesz wyglądała jak monstrum.
      Widziałaś aktorkę, która gra żonę Ryśka z Klanu? Ona we wszystkich ciążach
      ważyła po 110 kg, a teraz jaka z niej laska. Wszystko jest do zrobienia. Pzdr
      • szaraiwka umo... 13.07.05, 23:31
        szczerze mowiac troche mnie dziwi ten post... po pierwsze nigdzie nie zostalo
        wyjasnione z czego placone sa alimenty i jakos nie podejrzewam zeby byly
        placone z pensji Zrozpaczonej.... ale przede wszystkim - tak sobie mysle ze te
        alimenty ktore ma zasadzone maz autorki watku tez sa na jakies dziecko, nie
        dziecko Zrozpaczonej ale innej kobiety i tegoz pana. I co, dlatego ze teraz
        Zrozpaczona jest byc moze w ciazy trzeba pozbawic tamto dziecko srodkow do
        zycia? Dla mnie podawanie sposobow na unikniecie placenia przez faceta
        alimentow na jego dziecko jest niemoralne.

        Kobiety przeciez kazda z nas moze kiedys miec dziecko "alimentowane" - nie
        chcialabym, dyby to byl moj case zeby ktos jego ojcu lub jego nowej zonie
        podpowiadal jak zrobic zeby tych alientow dziecko nawet nie powachalo. Troche
        mnie zadziwil Twoj post....
        • g0sik Re: umo... 13.07.05, 23:54
          Sytuacja jest trudna.....ja zrozumiałam że to autorka wątku płaci alimenty za
          męża na jego dziecko z wcześniejszego związku bo on nie ma dochodów. Gdybym
          miała do wyboru: zabić własne dziecko albo płacić alimenty na cudze to bym się
          nie zastanawiała....
          • szaraiwka Re: umo... 14.07.05, 12:11
            moim zdaniem z pewnoscia ten wybor nie jest taki (placic alimenty-dokonac
            aborcji). Jak nie beda mieli to nie zaplaca to oczywiste. Jak nie beda mieli to
            pomysla co zrobic zeby miec. Za to podpowiadanie przez dobre forumowe ciocie
            ze ... no to zrobcie tak zeby ojciec nie placil na dziecko ktore ma z
            poprzednia kobieta jest dla mnie wstrzasajace. Bo to znaczy: bardzo kochamy
            dzieciatka, ale te nasze, te dziewczyn z forum, te nienarodzone malenstwa a
            inne dzieci juz mniej, mozna im zabrac alimenty zeby wam bylo lepiej kochane. A
            zaloze sie ze sa wsrod foremek matki ktore wlasnie nie moga pojac jak to jest
            ze ich byli mezowie/faceci nie tylko "wybrali sobie nowe kobiety" ale "wybrali
            sobie tez nowe dzieci" ich dzieci z zakonczonych zwiazkow juz ich nie obchodza
            i nie sa warte kilku groszy.

            Nie jestem sama w takiej sytuacji ale po prostu instynkt samozachowawczy kaze
            mi postepowac, robic i mowic tak zeby obowiazek placenia na dzieci byl uwazany
            za swiety. Gdybym miala faceta z "historia" pilnowalabym zeby placil. Bo kto
            wie czy za chwile to ja nie bylabym "byla zona" a dzieci "bylymi dziecmi".
        • umasumak Szaraiwko 19.07.05, 00:39
          Wydaje mi się, że Zrozpaczona jednoznacznie okresliła z czyjej pensji płacone
          są alimenty w momencie, gdy napisała, że jej mąż wogóle nie zarabia. Przecież
          to oczywiste, że "z próżnego i Salomon nie naleje", nieprawdaż?
          Wybacz, ale w sytuacji gdyby mi nie starczało na podstawowe rzeczy dla moich
          dzieci, nie zaprzątałabym sobie glowy dziećmi mojego męża z poprzedniego
          związku - to on powinien dołożyć wszelkich starań, aby jednak środki na
          alimenty zapewnić i do tego bym go mobilizowała.

          Dodam jeszcze, że sama mam dziecko "alimentowane".
        • umasumak Re: umo... 19.07.05, 00:47
          szaraiwka napisała:
          Dla mnie podawanie sposobow na unikniecie placenia przez faceta
          > alimentow na jego dziecko jest niemoralne.

          No wiec niech będzie, że niemoralna jestem. Ale takie sposoby są prawnie
          dopuszczalne i doradzi je każdy adwokat. Czyli ,ze mamy niemoralne, albo głupie
          prawo, bo powinno przewidzieć takie sytuacje
          W życiu bym nie doradziła jak unikać alimentów, w sytuacji gdyby facet zarabiał.
    • inguna2 Re: stoję na rozdrożu .... 14.07.05, 00:05
      Chyba rozumiem jak ci trudno.Mozesz "problem"-brzydko to nazywajac rozwiazac
      farmakologicznie ale na pytanie czy problem naprawde zniknie moze odpowiedziec
      jedynie twoje sumienie(niezaleznie od wiary).Ja tez sie zalamalam dowiedziawszy
      sie o 3 ciazy.Maz nie pracowal ,ja tez,dwojka malych dzieci w domu.Finansowo na
      pomogli tesciowie.Teraz sie sytuacje wyprostowala,maz pracuje,ja tez sie
      zabralam za szukanie.Na szczescie kolejne dziecko uzywa wiele rzeczy po
      starszym rodzenstwie,jak powertujesz forum to mozna wiele rzeczy tanio kupic a
      nawet za darmo.Ale do czego zmierzam.Po drugim dziecku wiecej nie
      planowalam,ciaza byla zaskoczeniem(efekt burzy hormonalnej)i mialam tez rozne
      mysli.Nigdy bym nie usunela ciazy ale przyznam,ze wtedy zdesperowana
      chcialam,zeby natura sama rozwiazala sytuacje.A dzisiaj jak widze usmiech na
      rocznej buzi po prostu mi wstyd za te mysli.Jak widze,jakie to dziecko jest
      sliczne i madre(najladniejsze z calej trojki wyszlo),jak widze jak oni sie
      kochaja to jestem szczesliwa.I teraz czuje,ze rodzina jest w komplecie.
    • aada100 Re: stoję na rozdrożu .... 18.07.05, 23:46
      Wiesz co? Ja z drugą ciążą wpadłam. Po urlopie wychowawczym pracowałam 5
      miesięcy a tu nagle... Byłam załamana. Sytuacja finansowa tragiczna (masa
      kredytów), jedno małe dziecko, stara rozwalająca się chałupa. Ale ani na chwilę
      nie pomyślałam o usunięciu czy czymś takim. Nie chcę Cię namawiać ani
      umoralniać. To Twoje serce, Twoja decyzja a potem Twój ból. Jedno Ci powiem:
      jeden uśmiech mojego 2,5 miesięcznego synka utwierdza mnie w przekonaniu, że
      było warto podjąć właściwą decyzję. Moje dzieci to cały mój świat. A może
      uszczęśliwisz jakąś samotną rodzinę? Wiesz, że teraz wystarczy tylko Twój
      podpis. Pozdrawiam.
    • palka_zapalka Re: stoję na rozdrożu .... 18.07.05, 23:56
      Ja akurat nie jestem za usunięciem bo to, ze finansowo Was dziecko zdołuje to po
      zabiegu Ty będziesz inną osobą.
      Jaki zawód ma Twój mąż i gdzie mieszkasz???
      Głowa do góry pogadajcie o Ty poważnie.
      Trzymam kciuki

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka