abba29
09.07.05, 21:56
Dziś z mężem byłam na grilu. Kiedy wracaliśmy do domu nasze dziecko 3,5 mies bardzo płakało (maluszek był senny i zmęczony). Niestety musiałam jechać – bo nie piłam. Ale puściły mi nerwy. Rozpłakałam się ze nie mogę słuchać jak mały płacze, ze serce mi pęka, ze nie mam w nim oparcia bo jak by nie pił to on by jechał a ja bym zajęła się małym. Denerwowało mnie wszystko bo w uszach słyszałm tylko przeraźliwy płacz. Teraz matczyny instynkt się uspokoił (mały słodko śpi), ale ja wciąż jestem zdenerwowana – mąż się do mnie nie odzywa, nie chce zemną rozmawiać wyszedł z domu i siedzi pod blokiem w samochodzie.
Podle się szuje bo kocham go to bardzo dobry człowiek, a ja tak na niego najechałam. Czy wy też tak reagowałyście/ reagujecie na płącz dziecka że możecie jak lwice myśleć tylko o nim by nie stała się mu żadna krzywda. Mam w swoim życiu dwóch najważniejszych mężczyzn męża i syna. Żadnego nie chcę ranić i zaniedbać – jak wy sobie z tym radzicie.