haganna
29.08.05, 09:38
Wczoraj był obiad z okazji roczku Małej. Zaprosiliśmy dziadków, tzn. teścia,
teściową i mojego tatę. Bardzo starałam się, żeby było pięknie: kwiaty na
stole, pyszne jedzenie, uroczy torcik. Mała wyspana i w dobrym humorze.
Teściowie mocno spóźnieni dają prezent, czwartą z kolei lalkę ze straganu.
Były o te lalki boje przez ostatnie pół roku. Wiedzieli, że nie chcę, żeby
Mała bawiła się taką zabawką teraz (poprzednie schowałam-dam jej za parę
miesięcy). Zrobili to specjalnie, na złość. I zaczęli komentować - może ci ją
wygotować. Teść przy stole podjął temat. Nie wytrzymałam i powiedziałam, co o
tym myślę. Dyskusja trwała 1,5 godziny. Temat zamknięto.
Teść nie dał za wygraną i zaczął mówić coś o roli kobiety (siedzieć w domu,
słuchać męża, całować rodziców w rękę, itp. bzdury). Nie zależało mi na jego
aprobacie - powiedziałam jakie jest moje zdanie. Zaczęły się wycieczki
personalne ze strony teścia i chamskie odzywki.
Wstałam, trzasnęłam drzwiami i wyszłam.
Nienawidzę ich za to, że celowo zniszczyli uroczystość. Zachowywali się
prowokacyjnie, teść koniecznie chciał zaszkodzić, szukał pretekstu do kłótni.
Mała nie wiedziała co się dzieje. Bawiła się nowymi zabawkami, miała dużo
wrażeń.
Jak to dobrze, że urodziny Małej tak naprawdę są dzisiaj.
A teściów nie chcę znać.