Chyba mi nerwy wysiadkę robia,bo miałam w nocy taki koszmar,że mało zawału
nie dostałam....
Sen jak sen..jakis typ włamuje mi się do domu..zresztą sen tej tresci nie
pierwszy raz..
Ale co najwazniejsze....taki paniczny lek mnie ogarnął,jak chyba nigdy w
życiu..po prostu zamarłam..jakby mi serce przestało bić...przy tym hałas
miałam w głowie straszny..
Obudziłam sie ...leze sobie w swoim łózku..zmęczona jak diabli, bo sie
niedawno położyłam i chcę zasnąć ponownie,ale co zamknę oczy to ten potworny
niepokój i hałas wracają..najlepsze z tego wszystkiego to to,że nie mogłam
mieć oczu otwartych ,bo strasznie mnie piekły...Poniewaz akurat mój maż
poszedł do Jasia,bo bardzo rano miał zamiar wstawać, to wybrałam sie do nich
(Jaś ma duże Łoże),przytuliłam się do męża i przeszło.. BRRRRRR
Nigdy juz nie spię sama- z wyjątkiem dziś -mąż dopiero jutro wraca..

((
No dobre, chyba sie na "nerwicę" preniosę

)
Ps. Rosie, nie będę tego interpretowała