Dodaj do ulubionych

pomóżcie mi...mam dość życia

12.09.05, 11:54
Drogie Forumowiczki!

Pomocy!Bardzo dlugie ale wazne.....
Muszę się wyżalić, gdyż nie mogę o tym nikomu powiedzieć. Przeżywam dramat...
Jestem rozbita, nie wiem co robić... Wstyd to o czym napisze ale tak mi
wywraca żołądkiem i nie mogę zebrać myśli. Zdarzenie miało miejsce w
sobote.... Nadmienię jako wprowadzenie, że mój mąż należy do strasznych
zazdrośników, niewiernych, nieufnych. Jestesmy małżeństwem od 3 lat. Cztery
razy miałam z jego strony awantury i nasłuchałam się wyzwisk i obelg co do
mojej osoby, gdy wyjezdzalam na szkolenia. Nic zlego nie robilam ale on
zawsze widzial zdrade itp.... Często po alkoholu robił się agresywny
ale "tylko" na wyzwiskach i przykrych slowach sie konczylo......... Dodam, ze
nigdy nie dałam mu powodu do zazdrości. Trzy razy mu wybaczyłam. Raz nawet na
10 dni wyrzucialm go z domu ale od tamtego czasu minął dokładnie rok i
sytuacja ulegla poprawie.... Staralismy sie zyc dobrze......................a
teraz...:

W sobotę byłam z mężem i synkiem u teściów. Mąż wypił u nich kilka piw. Nie
sprawiał wrażenia pijanego. W drodze do domu zadzwoniła moja komórka,
kazałam odebrać mężowi. Zapewne była to pomyłka, gdyż męski głos
poinformował, że dostał z tego numeru sms i nie wie o co chodzi. Mąż
zdenerwował się faktem, że ja wysłałam do kogoś sms. Sama byłam zaskoczona
ale od razu zaprzeczałam, że to na pewno pomylka, bo ja takiego numeru nie
znam i do nikogo nie wysyłałam sms-ów. Nalegałam żeby mi podał telefon. I w
tym momencie jakby wstąił w niego diabeł. Dostał takiego szalu i napadu
złości (ja prowadziłam w tym czasie auto! bylo ciemno i wieczór) Wypominał,
zeby ten gosc odesłal rzekomego sms-a, że o co to chodzi. Moje zapewnienia
nie wystarczaly. Zaczął wykrzykiwać, że on nie będzie robiony w konia, że on
sobie nie da.ze nie będę oszukiwać. Po chwili zadzwonil pod ,ten numer,
rozmawial z facetem, tamten dyktowal mu inny numer, ale mój mąż nie
przyjmowal do wiuadomości, że to pomylka. Więc rozmowca zaczął sobie robić
jaja i mowil, że kochal sie ze nmną, że się z nim spotkałam i takie brednie.
W tym momencie mąż dostał furii! Rozłaczyl sie.Kazał mi zatrzymać samochód. W
mgneiniu oka wyjął mi kluczyki ze stacyjki, wysiadl i otworzyl moje drzwi,
ciągnął mnie całą siłą za rękę, wyzywał, od ci.... i kur....., ze on
poprowadzi auto a ja mam wysiadac i wracac na nogach, bop jestem wredna su...
i ie będęgo roibić w ciula (dziecko 17 miesiecy w szoku cicho siedzialo z
tylu!o dziwo ze nie plakalo)
Błagałm, prosiłam , żeby się uspokoil i wsiadal do auta.Przeciez nie moglam
wysiasc bo by wsiadl i odejechal (mial moja omorke, kluczyki, dziecko w
aucie) Gdybym zdążyla Synka wyciągnąć tpo bym mu dala niech jedzie
idiota..... Bylo to na drodze dwupasmowej, auta musialy nas omijac, włączyłam
awaryjne i całą siłą trzymałam się kierownicy. Krzyczalam, blagalam. W pewnej
chwili pojawila sie grupka 20-latkow ktorzy na moje krzyki i prosby
zareagowali. Podeszli do niego i zagrozili zeby mi dal spokoj. Zwrocili mu
uwage jak sie odnosi do kobiety (DO ZONY!!!!!!!!!!) - obcy ludzie! Dostal
deikatnie w twarz, przestarszyl sie i wsiadl do auta. Zaczelo sie, ze ja
obcych ludzi wolam o pomoc, ze co jak sobie mysle. Cala roztrzęsiona jadę
dalej.... Znowu zadzwonil do goscia bo sms-a nie dostawal....agresja sie
wzmorzyla, zaciągnął mi ręczny.... zatrzymalam sie na poboczu, znowuy jazda z
wyciąganiem mnie za rękę z auta. Z pobliskiego domu wyszla kobieta, speszyl
sie jje i kazal mi jechac dalej. Pędem zawróciłam i jedynym ratunkiem w tej
sytuacji byl powrót do teściów!Jechałam byle szybciej, byl w szoku, krzyczal
co robię i w tym momencie gdy mialam 80 km/h zaciągnął mi mocno ręczny. Auto
zaczęło wirować , lewo, prawo, ja krzyk ale manewrowałam kierownicą. JAKIMS
cudem i opatrznosci Bozej nie wpadlismy do rowu ani auta z przeciwnego pasa
nie jechaly (a byl ruch duzy!) wylądowalismy w przeciwny kierunku do
jazdy....... Szybko zjechalam na pobocze, komorka jemu upadla mu pod
siedzenie, więc byla walka kto ją pierwszy zdobędzie... Udało mi się!!!!!!
Szybko wyrwalam kluczyki, komorke i wyszlam na ulice. Zadzwonilam z krzykiem
i palczem do tesciow aby jechali na pomoc bo o maly wlos nie zabilismy sie! W
miedzyczasie zadzwonilam tez pod ten numer i odebrala kobieta z teksetm zebym
nie nachodzila jej meza, zebym nie wydzwaniala, bo ze szmata nie bedzie
gadac. Zebym sie odpier.... bo wie gdzie mieszkam itp.... BYLAM W SZOKU! Tom
chyba jacys nacpani, pijani ludzie blednei wybrali moj numer i zgotowali mi
TAKI LOS. PO 20 min. przyjechali tesciowie. Ja rozdygotana, w szoku wszyskto
powiedzialam. Juz dawalam mu 2 razy szanse, wiedzial o tym, ze jak jeszcze
raz mi nie zaufa i wytnie numer, to go nie chce znac. Zagrozilam ze mam dosc.
Rodzice plakali, stwierdzili ze nie wypil az tak duzo, ze czego on ode mnie
chce, ze jest gnojem i dupkiem...... tak go zwywyslal ojciec, ze go nie chce
znac, ze mu wstyd itp.... Sploszyl sie, uspokoil.Jak
ochlonelam ,przyjechalismy do domu. Zaczął przeprazszac, ze nie wie co mu sie
dzieje.... itp. ze on mnie kocha a ten telefon go wyprowadzil z rowniagai, co
ja bym sobie pomyslala na jego miejscu? Ja bym nie wpadla na pomysl, ze to
moze byc prawda........ Nie wyrzucilam go, to juz trzeci raz....teraz mam
siniaki na ręce, boli mnie ta ręka cała. Tu uz wkroczyla przemoc, tu juz
mogla sie stac krzywda i mnie i mojemu dziecku.Mógł nas zabic! Jego mama
dzwonila, prosi zebysmy sie dogadali, zemus byc dobrze....... On chodzi
pokorny jak baranek, przeprasza, aniol........ Ale wiem ,że jak ten stan
minie to to może się powtórzyć i nie skończyć tak dobrze.
To na prawde byl cud,ż uszlismy calo z tego zdarzenia !!!

Dziewczyny, co mam robić ? Jestem teraz w pracy. Niedzielę przezylam sama bo
on byl w pracy ale nie wiem jak rozwiązać ten problem. Może powinien iśc
do lekarza ? Co w niego wstąpilo ? Co mam robic. Mam taki bol brzucha z
nerwow, ze ledwo siedze. Rękę mam tak nadwyrężoną i posiniaczoną. Mma odbity
srebrny pasek od zegarka i punktowe siniaki od jego palcy, gdy sila mnie
chcial wyciagnac z auta.... Mam dosyć. Patrze na niego i nie wierze co za
bestia w nim siedzi. A na tydzien przed mialam koszmarne sny, ząb zepsuty - a
to przecież smierć......... Czy to bylo dla mnie ostateczne ostrzeżenie ? Co
to ma znaczyć, co robić.
Obserwuj wątek
    • aleksaa1 Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 12:00
      Odpowiedż jest prosta - rozwód w trybie natychmiastowym!!! To jakaś bestia!
      Naraził życie Twoje i dziecka wiec nie zastanawiaj się i działaj.
      Boszzz - kiedyś miałam z podobnym świrem do czynienia( nie mąż) - wyskakiwał z
      jadącego samochodu, walił głowa w ściane , wciąż jakies sceny itp itp - dobrze
      ze w miarę szybko zakończyłam te znajomosć. Az mnie ciarki przechodzą jak sobie
      przypomnę....
      Uciekaj od niego jak najszybciej!!!!
      • gkjustyna Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 12:11
        ja tez jestem zazdrosna ale nie w takim stopniu
        sluchaj jesli go kochasz to walcz o niego wiem ze trudno to znies ale on jest
        chory potrzebuje pomocy od lekarza nie wiem psychologa czy nawet psychaietry
        stworzyliscie rodzine macie dziecko macie jakies juz lata ze soba spedzone nie
        mozecie od razu przekreslic rozwodem cos w niego wstapilo ale lekarza musi
        odwiedzic wierze ze sie kochacie i przezwyciezyccie to to co robil bylo pod
        wplywem chwili
      • ekan13 Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 12:13
        Przeczytałam i jestem w szoku. To jak scenariusz z niezłego thillera. Cokolwiek nie zostanie powiedziane i tak musisz zmierzyć się z tym sama. Nie pozostawiaj tego bez echa. Następnym razem możesz nie mieć tyle szczęscia. Natiz ma rację, zrób obdukcję, zapamietej adres tej kobiety, która zainterweniowała. Nie daj się. Bądź silna.
        • magdalenax Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 20:02
          Tez bym zrobila obdukcje. Tak na wszelki wypadek. jestem w szoku.... ja wiem ze
          ty go kochasz ale przemysl czy chcesz z nim byc. Malo brakowalo a byloby
          nieszczescie... wiem ze to latwo powiedziec jak sie stoi z boku... ale ja
          jestem na prawde przerazona.
      • krzosowka Re: pomóżcie mi...mam dość życia 13.09.05, 00:09
        Musisz być silna, masz dla kogo żyć,a on zorientuje się, że jest głupcem, gdy
        was straci.
      • nadia27 Re: pomóżcie mi...mam dość życia 13.09.05, 15:32
        Dziewczyno,to jakiś wariat ten Twój maż!rozwód i to jak najszybciej...Ja również
        mam męża też jest o mnie zazdrosny,ale o czymś takim to jeszcze nie
        słyszałam.Nabawisz się nerwicy!!!jeśli już Cię nie dopadła...a Twoje dziecko
        odbiera wszystkie Twoje emocje..Jestem w szoku po tym co przeczytałam,Ty jesteś
        człowiekiem,kobietą,miej swoją godność,nie daj się tak traktować jeżeli będziesz
        w tym tkwić wykonczysz się.Nic nie usprawiedliwia zachowania Tego
        potwora!Pozdrawiam.
    • ligia76 Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 12:01
      Bardzo Ci współczuję sad
      Jeśli chcesz ratować ten związek namów męża na leczenie (psycholog, psychiatra).
      Jeśli czujesz, że nie dasz rady, lub nie chcesz ratować małżeństwa zostaw go jak
      najszybciej, bo kiedyś zrobi Ci krzywdę.
      Sama tez powinnaś pójść do psychologa, masz dziecko, musisz być silna.

      Pozdrowienia
      Ligia
    • natiz Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 12:05
      Zrób obdukcję - będziesz miała papierek. Twój mąż jest chory, bo chorobliwa
      zazdrość to choroba. Serdecznie Ci współczuję. Do Ciebie należy decyzja czy
      dasz mu kolejną szansę. Ale zabezpiecz sie jakoś - ten papierek z obdukcji
      dałby Ci jakąś szansę manewru. Jeszcze jeden taki wyskok - i idziesz na
      policję, rozwód (separacja) z jego winy, rozstanie. Jeżeli dasz mu szansę, to
      pod warunkiem przymusowego leczenia. Na prawdę serdecznie Ci współczuję.
      Ochłoń, porozmawiajcie, nie możesz przejść nad tym zdarzeniem do porządku
      dziennego. Szkoda Twego zdrowia, szkoda dzieciaczka...
      • balba_77 Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 12:26
        dokładnie zrób obdukcję i poszukaj pomocy w miejscach, w których pomagają
        ofiarom przemocy żebyś wiedziała konkretnie co mozesz zrobić a co tylko
        pogorszy Twoją sytuację. Bardzo Ci współczuję, mogę tylko sobie wyobrazić w
        niewielkim stopniu to co mogłaś przeżyć tamtej nocy.
        Dziewczyno walcz o Siebie i o swoje Dziecko. Nie łudź się, że ta sytuacja nigdy
        się nie powtórzy. Jak się już raz przejdzie tą granicę to później jest już
        niestety z górki. Postaw sprawę zdecydowanie i nakłoń Go do leczenia. Jak się
        nie uda to wiej, nie rozważaj ryzyka i tego że dużo masz do stracenia i nie
        zważaj na jego potulną minkę. Wszystkie materialne rzeczy da się odbudować,
        zrujnowanego zdrowia psychicznego i fizycznego już nie.
        Trzymam mocno kciuki za Ciebie i pamiętaj nie ty jedna byłaś w takiej sytuacji.
    • babka71 Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 12:12
      O Boże!!!!!!!!!
      zatkało mnie
      • natiz Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 12:19
        Babka, Ciebie niech odetka, Ty radź coś dziewczynie!
        • babka71 Natiz moja rada nie nadaje się na forum, 12.09.05, 12:53
          bo złamię regulamin
    • rybka002 Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 12:13

      Bardzo Ci wspólczuję. Musisz namówić męża na wizytę u lekarza, to zachowanie
      jest chorobliwe. Całe szczęście że nic Wam się nie stało. Musisz go namówić na
      wizytę. Szkoda Twojego zdrowia i malucha...
    • chimba Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 12:13
      Cóż bardzo Ci współczuję. Cóz pytanie mam - kochasz go? Ja bym kogos takiego
      nie mogła kochać. Powiem tak w takiej sytuacji jak Twojej roztanie - rozwód to
      chyba dobre rozwiązanie, bo jak widać może stać się coś złego prędzej czy
      później. Nie dawałabym już więcej szansy, lepiej być samą z dzieckiem niż z
      takim człowiekiem i nie znać dnia ani godziny kiedy znowu coś mu odbije,a moze
      wtedy nikt nie będize mógł Ci pomóc, bo nikogo nie bedize w pobliżu. Tylko
      pytanie czy jeśli dojdzie do rozwodu - czy ten człowiek nie bedize Cię nękać?
      Trzymaj się dzielnie. I naprawdę przemyśl sprawę nad roztaniem,niekoniecznie
      musi to byc od razu rozwód.
      Pozdrawiam
      • ewa2233 Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 12:25
        To straszne, co napisałaś!
        Przychodzą mi do głowy 2 wyjścia:
        1. odejść natychmiast
        2. jeśli nie chcesz tego - ratować związek, ale POD WARUNKIEM, że mąż przejdzie
        terapię.
        ------------------------------------------------------
        çççççççççççççççççççççĂçççççç
      • gugus2004 Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 15:08
        jak po wypiciu twoj moz jest agresywny to go zostaw niema naco czekac tacy
        ludzie sie nie zmieniaja powodzenia
    • izabela_741 Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 12:22
      Zrob obdukcje - tak na wszelki wypadek. Opowiedz znajomym, rodzinie. Mowilas
      komus o wczesniejszych zajsciach? Sprobuj skontaktowac sie z tamtym gosciem od
      smsa (wiem, ze to bedzie trudne ale porozmawiaj z nim, moze zdobadz imie i
      nazwisko?- nie wiem) i zapisz jego numer, zeby Ci nie zginal.
      Nie wiem co wiecej Ci radzic. Znasz meza i wiesz jakie sa szanse, ze mu cos
      takiego nie wroci czy wroci. Ja jestem przerazona po Twoim opisie - narazil
      Wasze zycie!!! Mysle, ze zdecydowalabym sie co najmniej na separacje (tzn.
      jesli bym wiedziala, ze zaczal sie leczyc to na separacje)...
      Trzymaj sie
      • mamakochana Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 12:25
        Kochana. Strasznie Ci współczuję. Tez uważam że powinnaś zebrać dowody na to co
        się stało. Mąż jest przypadkiem klinicznym, musi zacząć się leczyć. Tylko nie
        wiem czy byłaby to dla mnie wystarczjąca motywacja by z nim dalej być ;-(
    • azatroskanaa Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 12:24
      Wielkie dzieki za odzew!!!Az sie lepiej czuje, bo jestem z tym sama a opinia
      ludzi postronnych jest bardzo pomocna w takiej sytuacji.Musi sie leczyc!Jak
      teraz przejde do porzadku dziennego to nie zaowocuje to niczym dobrym.Wrecz
      moze sie powtorzyc i nie skonczyc tak dobrze...zeczywiscie niezly thriller by
      byl... ale moja rola jest najgorsza.....
      • natiz Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 12:29
        Poproś o pomoc teściów (jakby nie chciał sie leczyć). Zresztą, jak dla mnie,
        jakby nie chciał się leczyć to : dowidzenia! Powiedz, że boisz się o swoje
        dziecko - ich wnuka, o siebie. Z tego co sie wydarzyło, widać, że ani Ty ani
        dziecko go nie przekonacie, on się boi silniejszego!
      • lgosia1 Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 12:40
        to co teraz napiszę jest trochę sprzeczne z tym co sama myślę. Ale nie daje mi
        to spokoju. Mam brata alkoholika na dodatek z problemami emocjonalnymi
        (niedowartościowanie, zazdrość itp). Przez lata fundował swojej rodzince takie
        scenki. Byłam pierwsza z radami, by wzięli rozwód. Strasznie współczułam jego
        żonie i dziecku. Ja na nim położyłam kreskę. Większość rodziny spisała go na
        straty. Jego żona nie mogąc tyle lat już znosić takich scenek wniosła w końcu
        sprawę o rozwód. I w końcu nasza ciocia porozmawiała z nią, by dać memu bratu
        jeszcze jedną szansę. Pod warunkiem, że będzie się leczył. Byłam zła, że ciocia
        wywiera taką presję. Że szafuje argumentami o byciu w zdrowiu i w chorobie na
        dobre i na złe itp. Mój brat był trzy miesiące na leczeniu. Ja osobiście nadal
        nie wierzę, że będzie dobrze. Ale jak się patrzy na nich......
        Oni się z powrotem w sobie zakochali. Oni są szczęśliwi. Ona się leczy jako
        żona alkoholika, on jako alkoholik. Są świadomi zagrożeń, że może się nie udać.
        Zadziwia mnie to, że ona ma siłę żyć z tym poczuciem ryzyka, że go jeszcze
        kocha. Ja chyba bym nie miała tej siły. Na razie minęło 10 miesięcy w
        trzeźwości. A może im się uda?
        A może wam też by się udało?
        Do niczego nie namawiam, bo jeśli miałabym wyrazić swoje osobiste zdanie, to
        powiedziałabym: weź rozwód. Jednak czułabym się źle, gdybym nie zauważyła, że
        po wielu traumatycznych przeżyciach jest możliwe nadal się kochać i wieść
        naprawdę "szczęśliwe" życie - przynajmniej jak na razie przez 10 miesięcy.
    • karina1974 Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 12:39
      O Bożeszzz, to horror!
      nie wiem co powiedzieć! Przychodzą mi do głowy 2 rzeczy:
      1. obdukcja
      2. spakować sie i wynieść z dzieckiem lub spakować jego i wywalić walizki z
      drzwi.

      trzymaj sie dziewczyno i bądź silna cokolwiek postanowisz!
      • verdana Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 13:01
        Zawsze w takich wypadkach jestem za rozwodem. Ale ta sytuacja, dziewczyny,
        wydaje mi się tu trochę inna niż w przypadku furii bez powodu.
        Poczatkowo rzeczywiscie zazdrość faceta była nieuzasadniona. Ale kiedy tem swir
        z drugiej strony zaczął mu tłumaczyć, że spał z jego żoną? Nie powinien
        uwierzyć, ale splot wydarzeń był taki, że naprawdę, mógł uznać, że coś się
        stało. Tajemniczy sms, zaprzeczenia zony, potem mężczyzna, który potwierdza
        podejrzenia.
        Miał prawo być w szoku. Leczyć się powinien, niewatpliwie, obdukcję też radze
        zrobić, ale widze tu bardzo poważne okolicznosci łagodzace. Ja bym dała jeszcze
        jedną szansę.
        • mysia.8 Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 13:07
          verdana napisała:

          > Miał prawo być w szoku. Leczyć się powinien, niewatpliwie, obdukcję też radze
          > zrobić, ale widze tu bardzo poważne okolicznosci łagodzace. Ja bym dała jeszcz
          > e
          > jedną szansę.

          nie wiem czy zdajesz sobie sprawe co oznacza zaciagniecie recznego w trakcie
          jazdy - to prawie pewna smierc lub kalectwo, prawdziwy cud ze nic sie nikomu
          nie stalo, IMHO tylko osoba która jest chora psychicznie moglaby cos takiego
          zrobic wiedzac ze jedzie razem z żoną i dzieckiem
          zanim mąz wroci radze zadzwonic na blekitna linię, opowiedziec dokladnie jak
          bylo i dowiedziec sie co dalej robic, jako osoby ktore na codzien zajmuja sie
          poradnictwem w takich sytuacjach powinni dokladnie opisac, jakie kroki powinna
          poczynic bohaterka
        • yenna_m Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 13:09
          obukcja, jaka trapia malzenska i terapia dla meza

          chociaz nie wiem, czy nawet w przypadku faktycznej zdrady mial prawo sie tak
          zachowac...

          ja bym chyba pomyslala o rozwodzie
          i tez pisze "chyba"

          a co na to Twoi rodzice?

          moze dobrym wyjsciem jest zaproponowac facetowi wyprowadzke na jakis c`zas - az
          ochloniecie? Albo samej sie na jakis czas wyprowadzic, zeby se wyciszyc i
          pomyslec, co dalej z tym zrobic?
          • natiz Yenna 12.09.05, 13:11
            Popieram pomysł z wyprowadzką na jakiś czas - ja bym tak zrobiła. Tu jest
            potrzebny czas na jakieś przemyślenia i decyzje co dalej.
        • margosia.kr Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 13:23
          Jesteśmy podobno cywilizowanymi ludźmi. Myślę, że nawet teksty dupka po drugiej
          stronie słuchawki nie dały prawa Twojemu mężowi do takiego zachowania.
          Niewątpliwie potrzebuje on pomocy specjalisty. Tylko pytanie, czy tej pomocy
          chce ? Czy zdaje sobie sprawę z problemu ? Jeżeli tak, to może pomóż mu dotrzeć
          do dobrego psychologa. Terapia naprawdę pomaga. Jeżeli zależy Ci na tym facecie
          i Waszym związku, a on zdecyduje się leczyć, to wspieraj go. Jeżeli jednak
          uzna, że jest zdrowy itd., to zastanów się, czy faktycznie takiego chcesz
          życia. Czy ciągle chcesz być w strachu, jak zadzwoni komórka lub inny mężczyzna
          powie Ci dzień dobry na ulicy. Musisz wiedzieć, że chorobliwa zazdrość pogłębia
          się wraz z wiekiem i przybiera różne formy. Nawet wyjście do sklepu będzie
          problemem.
          Twój mąż zapewne cierpi na zespół Otella.
          Pozdrawiam - Małgosia
      • l.e.a Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 13:06
        Bardzo smutna historia Aza. Pewnie Ci źle i tu wirtualnie przytulam. Slonko,
        tak jak dziewczyny doradzają zrób obdukcję i powinnas się wyprowadzić, a jeżeli
        chcesz dać Wam szansę mąz KONIECZNIE musi sie leczyć, nie ma innej możliwości.

        życzę Ci z calego sreca spokoju
        lea
        • katkasia1 Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 13:12
          Trzymaj się kochana.
          Zrób koniecznie obdukcję. Nie wiadomo kiedy może się przydać.
          Mąż na leczenie!!
    • azatroskanaa Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 13:14
      Moi rodzice sa na wczasach,jak bym im powiedziala to wygonili by go na zbity
      pysk,bo on juz na poczatku w ciazy mi robil jaja i oni o wszystkim wiedzieli a
      tesciowie nie. W koncu gdy w awanture wmieszalismy rodzicow jego i moich to
      tesciowie wtedy wzieli jego strone i poklocili sie z moimi.ja mu wybaczylam bo
      go kochalam a pozniej wmieszalam jego rodzicow i moich nie chce teraz trapic...
      jade po pracy do tesciow i pokaze im sie i powiem ze ma sie leczyc i tyle.on
      nie wie,pisze mi mile smski zatroskany...
      • yenna_m Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 13:21
        a masz klucz od domu rodzicow?
        bo ja naprawde bym sie dzis wyprowadzila
        zatroskane smski nie zalatwiaja problemu - sama o tym wiesz

        bez konkretnych krokow - z awantury na awanture bedzie coraz gorzej.
        niestety - w malzenstwie czesto jest tak, ze im dalej w las (przynajmniej na
        poczatku, gdy ma sie dzieci) tym gorzej
      • natiz Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 13:24
        Nie daj się zwieść miłym sms-om!!! On wie, że narozrabiał i chce załagodzić
        sprawę! Bądź stanowcza, bo kolejny raz Ci numer wywinie licząc, że znów ujdzie
        mu płazem. Jak uważasz za słuszne - jedź do teściów, dobrze jest mieć w nich
        sprzymierzeńców. Powiedz, że boisz sie o swoje życie (mąż naraził Wasze życie)
        i niech Ci pomogą namówić go na leczenie.
        Najgorszym uczynkiem z Twojej strony byłoby mu teraz wybaczyć i odpuścić, mąż
        poczułby sie bezkarnie. MUSISZ coś zrobić.
      • izabela_741 Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 14:06
        Zanim pojedziesz do tesciow to zrob ta obdukcje.
        Poza tym nie rozumiem dlaczego to zawsze kobieta ma sie wyprowadzac??? Niech on
        sie wyprowadzi i zacznie leczyc i juz! Dla Twojego z dzieckiem bezpieczenstwa.
        Tesciom zalezy na synu a na wnuczku/wnuczce nie?
        Poniewaz, jak pisalas, przy awanturach w ciazy i wlaczeniu sie w nie rodzicow,
        meza rodzice zaczeli trzymac jego strone, ja opowiedzialabym innym
        (przyjaciolce, sasiadce, rodzenstwu meza?) ta historie, zeby za jakis czas
        (jesli nie zacznie sie leczyc a skupi sie na maltretowaniu niewiernej zony) nie
        brano Ciebie za osobe koloryzujaca wydarzenia.
        Trzymaj sie
        • triss_merigold6 Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 14:13
          No, ja też bym opowiedziała. Żeby w razie rozwodu mieć świadków. Rodzice zawsze
          będą trzymać stronę syna i z czasem przyjmą wersję, że "ona go prowokuje".
          • natiz Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 14:18
            Dlatego powinna zrobić obdukcję - ten papierek może okać się pomocny, a nic
            nie kosztuje. Może wstydzisz się przed obcymi ludźmi męża oczerniać? Tu nie
            czas na cerygiele, wal do najbliższego szpitala, tam Ci powiedzą co masz robić!
    • mieszkowamama Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 13:16
      Jestem w szoku... nie wiem... albo niech się leczy... albo do widzenia. Ja
      wiem, że najłatwiej jest odejść i rzucić go w cholerę, że nie tędy może droga.
      Naraził nie tylko siebie, ale przede wszystkim Was, tych, których tak kocha.
      Nie... tak nie może być. Nie możesz czekać na następny raz w strachu, że coś mu
      odbije, jak np. będzie miał nóż w ręku. Najlepiej by było, gdybyś się zgłosiła
      do jakiegoś stowarzyszenia pomocy kobietom maltretowanym, nie wiem... oni na
      pewno powiedzą Ci więcej, niż ja tutaj sad
      Trzymam kciuki, uda Wam się, musisz w to wierzyć. Najbardziej mi szkoda Waszego
      dzieciaczka. Pomyśl o nim w pierwszej kolejności. Poza tym, masz za sobą
      teściów, a to dużo wink
      • triss_merigold6 Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 13:49
        Nie zgadzam się. Teściowie zrobią wszystko żeby ratować małżeństwo syna, żeby
        dziewczyna nie wnosiła o rozwód z jego winy itd.
        Najpierw powinna pomyśleć o sobie, dziecko w niepełnej rodzinie jest i tak w
        lepszej sytuacji niż kiedy matka żyje w strachu przed świrem.
        Niech nie myśli, że dziecko straci na co dzien tatusia tylko o tym, że ledwie
        uszła z życiem.
    • triss_merigold6 Kopa natychmiast 12.09.05, 13:46
      Przykro mi, nie wierzę w leczenie wariatów. Zwłaszcza chorobliwie zazdrosnych
      wariatów.
      Kuźwa wszędzie można zrobić awanturę ale nie w jadącym samochodzie.

      Nie wierzę w leczenie psychiatryczne, terapię psychologiczną, przeprosiny i Bóg
      wie co jeszcze. Facet jest niebezpiecznym furiatem, nie panuje nad sobą. To, że
      płacze to nic nie znaczy - użala się nad sobą.

      Zrób tę obdukcję, będziesz mieć dowód w sądzie. CIEBIE szkoda dziewczyno, bo
      zazdrośnik zadręczy albo kiedyś Cię zabije.

      Ja bym już żadnej szansy nie dała, teściowie dobre rady mogą sobie wsadzić w
      d..ę. Jeśli masz możliwość to uciekaj do domu rodziców.

      Nic w niego nie wstąpiło, taki był i taki jest. Z czasem przestanie się w ogóle
      hamować i będziesz dostawać po twarzy za rozmowę z listonoszem.
      • black_currant Re: Kopa natychmiast 12.09.05, 14:14
        Triss ma całkowitą rację.

        Nie ma miejsca na sentymenty czy wiarę w zmianę skoro gość do tego stopnia nie
        panuje nad sobą. Przecież tak naprawdę tylko boskiej opatrzności zawdzięczasz
        to, że żyjecie.

        ---------------------------------------
        Ania - podwójna mama październikowa smile
        Emilka (1.10.2001)
        Grześ (18.10.2004)
        • triss_merigold6 Re: Kopa natychmiast 12.09.05, 14:19
          W co on się zmieni, przepraszam? W jeszcze większego wariata?
          Niech dziewczyna nie da się wkręcić w klimat "nie rozbijaj rodziny". Dziecku
          niepełna ne zaszkodzi, bardziej szkodliwe będzie jak tatuś mamusię zatłucze
          któregoś dnia.
          Zero sentymentów, zero litości.
          Zespół Otella narasta. Kończy się w kostnicy albo w szpitalu na OIOM-ie. Facet
          jest niebezpieczny dla żony i należy się od niego odizolować a nie "dawać
          szansę".
          • black_currant Re: Kopa natychmiast 12.09.05, 14:21
            Właśnie to napisałam - że nie można w takim wypadku mieć złudzeń, ze on się zmieni.

            ---------------------------------------
            Ania - podwójna mama październikowa smile
            Emilka (1.10.2001)
            Grześ (18.10.2004)
            • triss_merigold6 Re: Kopa natychmiast 12.09.05, 14:24
              Wiem, tylko powtarzam.
              Następny raz może być dużo gorszy. Okaleczy ją albo zabije.
              W ogóle co to za !@#$% dawanie szansy do następnego razu?!
              • black_currant Re: Kopa natychmiast 12.09.05, 14:30
                Ta... Szczególnie, że po takich radach dziewczyna wpędzi się w poczucie winy, że
                go zostawiła zamiast dać mu szansę na leczenie.

                ---------------------------------------
                Ania - podwójna mama październikowa smile
                Emilka (1.10.2001)
                Grześ (18.10.2004)
                • triss_merigold6 Re: Kopa natychmiast 12.09.05, 14:33
                  Ooo w poczucie winy to ją wpędzi mąż i jego rodzina na 100%.
                  Ja bym sobie powtarzała mantrę "ten facet może mnie zabić, ten facet może mnie
                  zabić...".
                  Sorry, ale miejsce niezrównoważonego świra jest w zakładzie zamkniętym. Jeśli
                  wniesie o natychmiastowe ubezwłasnowolnienie i leczenie zamknięte na podst.
                  wyroku sądu to z rozwodem może poczekać.
                  • twinmama76 popieram w 100% n/t 12.09.05, 14:41

        • aniabi Re: Kopa natychmiast 12.09.05, 14:20
          Popieram!!!!!Kopa w tyłek i tyle. Jeżeli zrobił to pierwszy raz, drugi etc. nie
          wierzę żeby nagle sie zmienił!!!!!!!naraził życie nie tylko swoje, ale dziecka
          i Twoje!!!!!
          ja też walcze z piwkiem u mojego męża. Bywa różnie. Ale powiedziałam że jak
          podniesie na mnie łapę to WON z domu. Nie Ty masz odchodzić z dzieckiem tylko
          jemu wystaw walizki za drzwi i zmień zamki.
          OBDUKCJA _ KONIECZNA
          powodzenia dziewczyno, trzymaj się i daj znać co dalej się działo

          • mieszkowamama Re: Kopa natychmiast 12.09.05, 14:47
            Aniabi, masz rację, skoro zrobił to raz, drugi, trzeci, to za dwudziestym nie
            zawaha się. Widzisz Azatroskana, skoro tłum tak mówi... musi mieć rację smile
            • aniabi Re: Kopa natychmiast 12.09.05, 15:06
              jak zaczynał "akcje" jak byłas w ciązy to nie rób sobie nadziei zę będzie
              lepiej!!!!!
              i nie daj sobie wmówić kolejny raz że będzie ok, że się poprawi i takie tam
              mydlenie!!!!
              jak nie docenił do tej pory tego co ma, czyli żony i dziecka, to niech żyje
              sobie sam lub znajdzie taką która to zniesie i da się okładać!!!!!!
    • umasumak Wspołczuję ale dziwie się, 12.09.05, 14:19
      że wsiadłaś z nim ponownie do auta. Na Twoim miejscu, zostawilabym go teściom i
      pojechała zrobić obdukcje oraz na policje. Przecież on o mało Was nie zabił!
      • triss_merigold6 Re: Wspołczuję ale dziwie się, 12.09.05, 14:20
        Dziecko. W środku było dziecko. Jakby dostał szału prowadząc to zabiłby
        dziecko. Ona prowadziła. Z tego co zrozumiałam nie pozwolił jej zabrać dziecka.
        • umasumak Re: Wspołczuję ale dziwie się, 12.09.05, 14:23
          triss_merigold6 napisała:

          > Dziecko. W środku było dziecko. Jakby dostał szału prowadząc to zabiłby
          > dziecko. Ona prowadziła. Z tego co zrozumiałam nie pozwolił jej zabrać
          dziecka.

          Ale wtedy gdy przyjechali teściowie uspokoił się. W tym momencie zostawiłabym
          go i pojechała z dzieckiem. Nie inaczej.
          • triss_merigold6 Re: Wspołczuję ale dziwie się, 12.09.05, 14:25
            A to tak. Ja bym tego czegoś nie wzięła do domu ze strachu, że znowu dostanie
            jazdy, zamknie chatę na cztery spusty i dopiero zacznie "dochodzenie".
            Nie wierzę w skruchę, nie wierzę w zmiany.
            • ula_max Otóż to!!! 12.09.05, 14:40
              Ludzie się nie zmieniają. Ja też nie wierzę w przeprosiny, skruchę, sypanie
              głowy popiołem. Przy najbliższej okazji znowu wpadnie w szał, i znowu, i
              znowu... Nie wiem moze terapia? Choć ja nie słyszałam o terapii na chorobliwą
              zazdrość, a tym bardziej terapii zakończonej sukcesem!!! Ja uciekałabym gdzie
              pieprz rośnie. Rozwód to dla mnie jedyne rozwiązanie, tym bardziej że to JUŻ
              RECYDYWISTA!
              • triss_merigold6 Re: Otóż to!!! 12.09.05, 14:47
                A potem orzeczenie sądu o zakazie zbliżania się. Żeby jej nie nękał, tacy
                nękają.
                Cholera, stara się robię i bez wiary w ludzi.
                Też nie słyszałam o skutecznym leczeniu zespołu Otella. O recydywach z
                kolejnymi partnerkami - owszem.
    • natiz Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 14:24
      On już podczas Twojej ciąży odstawiał takie numery??????????? Dziewczyno,
      uciekaj! Nie bądź kolejnym przykładem "chorej miłości"!
      • headonshoulders Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 14:34
        dawaj go tu sk********* zatluklabym sama.
    • triss_merigold6 Mam dziwne i nieprzyjemne przeczucie 12.09.05, 14:56
      Mam dziwne i nieprzyjemne przeczucie, że autorka ochłonie, po 3 telefonach od
      teściów z błaganiem o szansę i kwiecistych przeprosinach męża ani nie zrobi
      żadnej obdukcji ani nie wystawi typa z domu.
      Uwierzy, bo będzie chciała uwierzyć. Zbagatelizuje niebezpieczeństwo.
      Postawi jakieś warunki, których facet nie dotrzyma. Wysle na terapię na którą
      gość nie pójdzie albo pójdzie i zrezygnuje.
      Nie wierzę, że mąż azatroskanej SAM będzie chciał się zmienić.

      I trudno, za parę lat będzie o jedną koleżankę forumową mniej.
      • michiko triss za parę lat?? a za jakieś kilka miesięcy 12.09.05, 15:08
        tak jej skóre przetrzepie że zostanie kaleką albo roślina i po rybach.
        facet jest psychol, damski bokser i powinien sie leczyć natychmiast. a autorka
        wątku jest bardziej głupia niz ustawa przewiduje.
        szkoda jedynie dziecka...
        • triss_merigold6 re 12.09.05, 15:28
          Ona nie jest głupia tylko przerażona, roztrzęsiona i ma do tego prawo. To szok
          kiedy bliska osoba zmienia się w agresywnego furiata i omal nie dorpwadza do
          wypadku.
          Będzie naiwna jeśli uwierzy, że coś (poza rozwodem i izolacją) można z tym
          facetem zrobić, zmienić go, poprawić.
          Jej szkoda, bo zespół Otella narasta, ryzykuje swoim życiem i zdrowiem.
          Nie musi podejmować decyzji o rozwodzie już natychmiast, ale niech spróbuje się
          odizolować, nie mieszkać razem i spokojnie rozważy ryzyko, plusy, minusy itd.
          • gugus2004 Re: re 12.09.05, 15:37
            oczywiscie ze nie jest glupia ktos kto tego nie przezyl niewie jak bardzo
            czlowiek czuje sie zagubiony; osamotniony :zglos sie do poradni o pomoc
        • ekan13 Re: triss za parę lat?? a za jakieś kilka miesięc 12.09.05, 15:34
          Autorka nie jest głupia tylko zagubiona. Łatwo jest pisać różne mądre rzeczy gorzej zastosować to w praktyce. To taka matnia, z której ciężko sie wygrzebać z pomocą innych, a co dopiero bez takiej pomocy. Takie osoby jak ten facet celowo wybieraja sobie za partnera osobę słabszą psychicznie aby móc się nad nią bezkarnie znęcać i manipulować.
          • triss_merigold6 Re: triss za parę lat?? a za jakieś kilka miesięc 12.09.05, 15:36
            Otóż to. Dziewczyna ma pełne prawo być w szoku. Można być super hiper bystrym i
            przewidującym i pogubić się w takiej sytuacji.
            A stosujący przemoc są na ogół swietnymi manipulatorami.
            • tynia3 Jaka szansa? 12.09.05, 15:42
              A szansa dla dziecka na normalne życie bez takich akcji, które zagrazają jego
              życiu i bezpieczeństwu.
              Rozwód bez dwóch zdań. Z orzeczeniem o winie i do tego najlepiej jeszcze sprawa
              karna.
              pzdr
              • chicarica Re: Jaka szansa? 12.09.05, 16:27
                A tak w ogóle to czy to się przypadkiem nie kwalifikuje dla prokuratora jako
                próba zabójstwa? Facet z premedytacją zaciągnął ręczny w jadącym (zapewne
                szybko) samochodzie. Moim zdaniem sprawa jasna.
                • mysia.8 Re: Jaka szansa? 12.09.05, 16:30
                  chicarica napisała:

                  > A tak w ogóle to czy to się przypadkiem nie kwalifikuje dla prokuratora jako
                  > próba zabójstwa? Facet z premedytacją zaciągnął ręczny w jadącym (zapewne
                  > szybko) samochodzie.

                  jechali 80 km/h sad
                • triss_merigold6 Re: Jaka szansa? 12.09.05, 16:34
                  Weź i zgłoś.wink Już widzę żonę, która zgłasza coś takiego. Pewnie by się
                  kwalifikowało (chociaż sąd mógłby dopatrzeć się ograniczonej poczytalności w
                  wyniku wzburzenia, alkohol nie jest przesłanką znoszącą odpowiedzialność, wręcz
                  przeciwnie "kto świadomie itd.. wprowadził się w stan etc.").
                  Tam już teściowa wydzwaniała z prośbami, że musi być dobrze itd.
                  Zakład o dużą wódkę, że dziewczyna da mu szansę, bo ojciec, bo mąż, bo obieca.
                  • chicarica Re: Jaka szansa? 12.09.05, 17:34
                    Jasne, tylko ciekawe co będzie następnym razem: zaciągnie hamulec, odkręci gaz,
                    udusi gołymi łapami, czy staropolskim obyczajem widocznym jakże często w
                    kronikach policyjnych, zadźga nożem kuchennym, bo w domu zadzwoni pomyłka
                    telefoniczna, pech chciał że w słuchawce odezwie się męski głos?....
    • chicarica Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 16:25
      Nie wiem na co jeszcze czekasz, o czym chcesz rozmawiać z teściami. Ten człowiek
      próbował zabić Ciebie i Wasze dziecko - nie ma się co łudzić, zaciągnięcie
      ręcznego w czasie jazdy taki właśnie ma skutek - i tylko opatrzności możesz
      zawdzięczać, że mu się nie udało. On jest nienormalny, agresja w której człowiek
      posuwa się do próby zabójstwa jest chorobą psychiczną. Alkohol ani zdenerwowanie
      go nie tłumaczy, nazwijmy rzeczy po imieniu: on PRÓBOWAŁ WAS ZABIĆ i prawie mu
      się udało.
      Ale tak samo jak Triss, nie wierzę że będziesz miała odwagę coś z tym zrobić.
      • lenka30a Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 16:44
        Miałam kiedys takiego faceta, chorobliwie zazdrosny kretyn, zniszczył wszystko,
        cały nasz związek, zostawiłam go po 1,5 roku znajomości, bo juz psychicznie nie
        dawałam rady.ciągle mnie o cos podejrzewał, sugerował że go zdradzam, nawet nie
        mogłam rozmawiać z kolegami w pracy, sprawdzał mi telefon, gdy nie widziałam,
        czytał wszystkie sms i sprawdzał połączenia. Uciekłam od niego i teraz się
        bardzo cieszę, że tak postąpiłam. Teraz mam wspaniałego męża, który mi ufa.
        Taki człowiek bez pomocy lekarskiej nie da jej żyć, za jakis czas znów wywinie
        taki numer, tylko to juz wtedy może się nie skończyć na kilku siniakach.
        Dawanie szansy po raz kolejny nic kompletnie nie da. Dziewczyna wykończy się
        psychicznie.
    • blum5 Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 17:41
      wywalic z domu i zapomniec!!! jak cos takiego sie zdarzylo raz zdarzy sie i
      nastepny .
      zadnych szans mu nie dawac!!!!!!!
      • dzindzinka Re: pomóżcie mi...mam dość życia 12.09.05, 18:30
        Rzadko tak radykalnie radzę komuś na forum. Uciekaj jak najszybciej, nie miej
        złudzeń: on się nie zmieni. Nie słyszałam, aby ktoś taki się zmienił, wręcz
        odwrotnie. Jest tak jak napisały dziewczyny: choroba narasta z wiekem. Moja
        koleżanka pracowała z kobietą, która miała takiego psychola. Podejrzewał ją
        nawet o romans z dwudziestoletnim współpracownikiem. Kobieta była wyjątkowo
        szpetna i miała około 60 lat. Przychodziła pobita do pracy, facet się leczył,
        ale z marnym skutkiem. Nie wiem jak się skończyła ta historia. Mam nadzieję, że
        jej nie zabił.
    • erba Re: pomóżcie mi...mam dość życia 13.09.05, 09:01
      Na tym forum tylko czytam, ale musze napisac teraz...

      Ja miałam to samo, tylko takimwariatem byl moj ojciec. I powiem tak, jesli go
      faktycznie kochasz, jestes w stanie mu wybaczyc, to pod warunkiem terapii (ale
      nie takiej ze poszedl dwa razy i juz zdrowy) daj mu szanse. Ale tylko i
      wylacznie jesli zgodzi sie na terapie i bedziesz miala po swojej stronie
      tesciow.
      A wszystkim ktorzy twierdza, ze taki facet jest skonczony, powiem, ze moja mama
      przed dobre pare lat chodzila na terapie dla wspoluzaleznionych i byli tam
      ludzie, ktorzy wyczyniali podobne rzecz albo i gorsze, a nie pija od kilkunastu
      lat i maja szczesliwe rodziny. Oczywiscie moze sie nie udac. Jesli nie bedzie
      chcial terapii, albo bedzie uwazal ze zrobi ja dla ciebie zebys sie odczepila,
      a nie zeby sie wyleczyc, albo jesli tesciowie nie beda po twojej stronie, to
      kopa w tylek i ukladaj sobie zycie z innym, tym bardziej ze masz male dziecko
      jeszcze. Aha i obdukcje koniecznie.

      Trzymaj sie i badz silna, nie ukrywaj tego, powiedz przyjaciolom, wspolnym
      znajomym, rodzicom, niech cie wspieraja.
    • sowa_hu_hu Re: pomóżcie mi...mam dość życia 13.09.05, 09:17
      twój mąż jest chory! ja bym pakowała walizki - uciekaj póki możesz , mam
      nadzieje że masz dokąd... on sie nie zmieni... nastepnym razem może być gorzej...

      ON SIE NIE ZMIENI
    • sowa_hu_hu i koniecznie zrób obdukcje!!! 13.09.05, 09:18

    • dagbe Poradnia Złości w Gdańsku 13.09.05, 09:29
      Poszukaj, może cośtakiego jest w Twoim mieście:

      www.trojmiasto.pl/wiadomosci/news.phtml?id_news=17109
      Fragment artykułu:
      Terapia dla agresywnych
      Poradnia Złości działa przy Centrum Interwencji Kryzysowej w Gdańsku, przy ul.
      Lęborskiej 3B. Można tam dzwonić i przychodzić całą dobę. Terapeuta dyżuruje
      pod nr. tel. 511 01 21, można też skontaktować się z nim mailowo:
      centrum@cik.sos.pl. Porady są udzielane nieodpłatnie. Poradnia będzie prowadzić
      zajęcia indywidualne i grupowe. Mogą się do niej zgłaszać wszyscy, którzy mają
      problemy z opanowaniem złości, są porywczy i agresywni nawet w stosunku do
      bliskich. Terapia może trwać od kilku miesięcy do kilku lat.

      Pozdrawiam,
      Dagmara
    • kizdam47 Re: alkoholik i psychopata 13.09.05, 09:31
      Takim ludziom żadna terapia nie pomoże. Również miałam do czynienia z takim
      gnojem, we wczesnej młodości. Nic mu nie wytłumaczysz, uspokoi się na potrzeby
      chwili, a jak wypije to koniec - czepia się wszystkiego, jakaś psychoza
      paranoidalna czy coś. A potem bedzie się ciął i zapewniał, jak to kocha i nji9e
      wie, co go opętało.

      Nie piszcie o żadnych terapiach bo mimo iż nie jestem psychologiem (psychiatrą)
      to jestem pewna, że taki typ sięnie zmieni. Z "moim" byłam 4 lata, z czego 3,5
      wspominam koszmarnie. Nie wolno mi było porozmawiać z kolegą, usiąśc za blisko
      bo potem była karczemna awantura z wyzwiskami i rękoczynami. Szkoda zdrowia i
      czasu.
      • umasumak Re: alkoholik i psychopata 13.09.05, 09:41
        kizdam47 napisała:


        > Nie piszcie o żadnych terapiach bo mimo iż nie jestem psychologiem
        (psychiatrą)
        >
        > to jestem pewna, że taki typ sięnie zmieni.

        A próbowałaś go leczyć, że tak autorytatywnie sie wypowiadasz? Ja np wiem, że
        agresje, szczególnie tę wypływajacą z alkoholizmu można leczyć. Nie jest to
        łatwe, ale możliwe. Pzdr
        • kizdam47 Re: alkoholik i psychopata 13.09.05, 11:09
          A próbowałaś go leczyć, że tak autorytatywnie sie wypowiadasz? Ja np wiem, że
          > agresje, szczególnie tę wypływajacą z alkoholizmu można leczyć. Nie jest to
          > łatwe, ale możliwe. Pzdr

          Nie próbowałam, za to z udanym skutkiem zawalczyłam o siebie, o uwolnienie się
          od niego. Chyba po prostu go nie kochałam - na szczęście, chociaż na początku
          związku byłam gotowa na wiele.

          Moja matka jest alkoholiczką, a jej napady agresji nie były mi obce od
          dzieciństwa, ale w wyleczenie z alkoholizmu (u kobiet), agresji czy chorej
          zazdrości - nie wierzę.
    • magdak5 Re: pomóżcie mi...mam dość życia 13.09.05, 09:39
      Witaj !
      To smutna historia. Wywnioskowałam, że masz wsparcie w swoich rodzicach i radzę
      Ci porozmawiaj tak szczerze z mamą, powiedz co czujesz i że nie wiesz co robić.
      Na początku będą wściekli, ale myślę że Ci poradzą. Ja nigdy nie lubiłam się
      radzić rodziców, babci itp, ale potem okazywało się że często mieli rację.
      Chyba dłużej żyją na tym świecie.
      Teście będą robić wszystko aby ocalić wasz związek.
      Osobiście myślę że on nie jest Ciebie wart, to on ma jakieś grzeszki (zdrady
      itp.).
      Pozdrawiam
      Magda
    • escape5 Re: pomóżcie mi...mam dość życia 13.09.05, 09:43
      Pomijając już wcześniejsze zdrady i wyswiska dostał furii w jadącym samochodzie gdzie było dziecko.To całkowicie go skreśla.Nie dawaj szans,nie wierz w poprawę,rozstań się z nim.Jak będziesz się łamać-pomyśl że wtedy mogło zginąć Wasze dziecko.Ja po takim czymś nie potrafiłabym z nim żyć.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka