azatroskanaa
12.09.05, 11:54
Drogie Forumowiczki!
Pomocy!Bardzo dlugie ale wazne.....
Muszę się wyżalić, gdyż nie mogę o tym nikomu powiedzieć. Przeżywam dramat...
Jestem rozbita, nie wiem co robić... Wstyd to o czym napisze ale tak mi
wywraca żołądkiem i nie mogę zebrać myśli. Zdarzenie miało miejsce w
sobote.... Nadmienię jako wprowadzenie, że mój mąż należy do strasznych
zazdrośników, niewiernych, nieufnych. Jestesmy małżeństwem od 3 lat. Cztery
razy miałam z jego strony awantury i nasłuchałam się wyzwisk i obelg co do
mojej osoby, gdy wyjezdzalam na szkolenia. Nic zlego nie robilam ale on
zawsze widzial zdrade itp.... Często po alkoholu robił się agresywny
ale "tylko" na wyzwiskach i przykrych slowach sie konczylo......... Dodam, ze
nigdy nie dałam mu powodu do zazdrości. Trzy razy mu wybaczyłam. Raz nawet na
10 dni wyrzucialm go z domu ale od tamtego czasu minął dokładnie rok i
sytuacja ulegla poprawie.... Staralismy sie zyc dobrze......................a
teraz...:
W sobotę byłam z mężem i synkiem u teściów. Mąż wypił u nich kilka piw. Nie
sprawiał wrażenia pijanego. W drodze do domu zadzwoniła moja komórka,
kazałam odebrać mężowi. Zapewne była to pomyłka, gdyż męski głos
poinformował, że dostał z tego numeru sms i nie wie o co chodzi. Mąż
zdenerwował się faktem, że ja wysłałam do kogoś sms. Sama byłam zaskoczona
ale od razu zaprzeczałam, że to na pewno pomylka, bo ja takiego numeru nie
znam i do nikogo nie wysyłałam sms-ów. Nalegałam żeby mi podał telefon. I w
tym momencie jakby wstąił w niego diabeł. Dostał takiego szalu i napadu
złości (ja prowadziłam w tym czasie auto! bylo ciemno i wieczór) Wypominał,
zeby ten gosc odesłal rzekomego sms-a, że o co to chodzi. Moje zapewnienia
nie wystarczaly. Zaczął wykrzykiwać, że on nie będzie robiony w konia, że on
sobie nie da.ze nie będę oszukiwać. Po chwili zadzwonil pod ,ten numer,
rozmawial z facetem, tamten dyktowal mu inny numer, ale mój mąż nie
przyjmowal do wiuadomości, że to pomylka. Więc rozmowca zaczął sobie robić
jaja i mowil, że kochal sie ze nmną, że się z nim spotkałam i takie brednie.
W tym momencie mąż dostał furii! Rozłaczyl sie.Kazał mi zatrzymać samochód. W
mgneiniu oka wyjął mi kluczyki ze stacyjki, wysiadl i otworzyl moje drzwi,
ciągnął mnie całą siłą za rękę, wyzywał, od ci.... i kur....., ze on
poprowadzi auto a ja mam wysiadac i wracac na nogach, bop jestem wredna su...
i ie będęgo roibić w ciula (dziecko 17 miesiecy w szoku cicho siedzialo z
tylu!o dziwo ze nie plakalo)
Błagałm, prosiłam , żeby się uspokoil i wsiadal do auta.Przeciez nie moglam
wysiasc bo by wsiadl i odejechal (mial moja omorke, kluczyki, dziecko w
aucie) Gdybym zdążyla Synka wyciągnąć tpo bym mu dala niech jedzie
idiota..... Bylo to na drodze dwupasmowej, auta musialy nas omijac, włączyłam
awaryjne i całą siłą trzymałam się kierownicy. Krzyczalam, blagalam. W pewnej
chwili pojawila sie grupka 20-latkow ktorzy na moje krzyki i prosby
zareagowali. Podeszli do niego i zagrozili zeby mi dal spokoj. Zwrocili mu
uwage jak sie odnosi do kobiety (DO ZONY!!!!!!!!!!) - obcy ludzie! Dostal
deikatnie w twarz, przestarszyl sie i wsiadl do auta. Zaczelo sie, ze ja
obcych ludzi wolam o pomoc, ze co jak sobie mysle. Cala roztrzęsiona jadę
dalej.... Znowu zadzwonil do goscia bo sms-a nie dostawal....agresja sie
wzmorzyla, zaciągnął mi ręczny.... zatrzymalam sie na poboczu, znowuy jazda z
wyciąganiem mnie za rękę z auta. Z pobliskiego domu wyszla kobieta, speszyl
sie jje i kazal mi jechac dalej. Pędem zawróciłam i jedynym ratunkiem w tej
sytuacji byl powrót do teściów!Jechałam byle szybciej, byl w szoku, krzyczal
co robię i w tym momencie gdy mialam 80 km/h zaciągnął mi mocno ręczny. Auto
zaczęło wirować , lewo, prawo, ja krzyk ale manewrowałam kierownicą. JAKIMS
cudem i opatrznosci Bozej nie wpadlismy do rowu ani auta z przeciwnego pasa
nie jechaly (a byl ruch duzy!) wylądowalismy w przeciwny kierunku do
jazdy....... Szybko zjechalam na pobocze, komorka jemu upadla mu pod
siedzenie, więc byla walka kto ją pierwszy zdobędzie... Udało mi się!!!!!!
Szybko wyrwalam kluczyki, komorke i wyszlam na ulice. Zadzwonilam z krzykiem
i palczem do tesciow aby jechali na pomoc bo o maly wlos nie zabilismy sie! W
miedzyczasie zadzwonilam tez pod ten numer i odebrala kobieta z teksetm zebym
nie nachodzila jej meza, zebym nie wydzwaniala, bo ze szmata nie bedzie
gadac. Zebym sie odpier.... bo wie gdzie mieszkam itp.... BYLAM W SZOKU! Tom
chyba jacys nacpani, pijani ludzie blednei wybrali moj numer i zgotowali mi
TAKI LOS. PO 20 min. przyjechali tesciowie. Ja rozdygotana, w szoku wszyskto
powiedzialam. Juz dawalam mu 2 razy szanse, wiedzial o tym, ze jak jeszcze
raz mi nie zaufa i wytnie numer, to go nie chce znac. Zagrozilam ze mam dosc.
Rodzice plakali, stwierdzili ze nie wypil az tak duzo, ze czego on ode mnie
chce, ze jest gnojem i dupkiem...... tak go zwywyslal ojciec, ze go nie chce
znac, ze mu wstyd itp.... Sploszyl sie, uspokoil.Jak
ochlonelam ,przyjechalismy do domu. Zaczął przeprazszac, ze nie wie co mu sie
dzieje.... itp. ze on mnie kocha a ten telefon go wyprowadzil z rowniagai, co
ja bym sobie pomyslala na jego miejscu? Ja bym nie wpadla na pomysl, ze to
moze byc prawda........ Nie wyrzucilam go, to juz trzeci raz....teraz mam
siniaki na ręce, boli mnie ta ręka cała. Tu uz wkroczyla przemoc, tu juz
mogla sie stac krzywda i mnie i mojemu dziecku.Mógł nas zabic! Jego mama
dzwonila, prosi zebysmy sie dogadali, zemus byc dobrze....... On chodzi
pokorny jak baranek, przeprasza, aniol........ Ale wiem ,że jak ten stan
minie to to może się powtórzyć i nie skończyć tak dobrze.
To na prawde byl cud,ż uszlismy calo z tego zdarzenia !!!
Dziewczyny, co mam robić ? Jestem teraz w pracy. Niedzielę przezylam sama bo
on byl w pracy ale nie wiem jak rozwiązać ten problem. Może powinien iśc
do lekarza ? Co w niego wstąpilo ? Co mam robic. Mam taki bol brzucha z
nerwow, ze ledwo siedze. Rękę mam tak nadwyrężoną i posiniaczoną. Mma odbity
srebrny pasek od zegarka i punktowe siniaki od jego palcy, gdy sila mnie
chcial wyciagnac z auta.... Mam dosyć. Patrze na niego i nie wierze co za
bestia w nim siedzi. A na tydzien przed mialam koszmarne sny, ząb zepsuty - a
to przecież smierć......... Czy to bylo dla mnie ostateczne ostrzeżenie ? Co
to ma znaczyć, co robić.