Dodaj do ulubionych

samotność, chyba się załamię

30.10.05, 13:18
Witam,

W te święta dopadł mnie taki nastrój, cztery dni do nikogo gęby otworzyć nie
można. Najpierw to miałam plany, jak jeszcze te 3 dni spędzić, a w końcu
popłakałam się przy dziecku, to chyba bardzo niedobrze. Najbardziej mnie
dobija to, że mam dwie siostry, każda mieszka niedaleko, ale żadna mnie z
dzieckiem nie zaprosi choć na jeden dzień. Jedna to pracoholiczka, zadzwonię
do niej w końcu, powiem, że sama mam dużo pracy (tłumaczę) i czy mogłabym do
niej przyjechać, bo mi się nie ma kto dzieckiem zająć, to wiem, że zrozumie.
Gdybym zadzwoniła, że po prostu chciałabym wpaść, to nie wiem, czy nie
powiedziałaby, że może innym razem, a mnie by krew zalała z upokorzenia. Z
drugą stosunki mi się ochłodziły, kiedy urodziłam dziecko. Nie sądzę, żeby z
mojej winy, natomiast o jej zachowaniu możnaby napisać wiele. Nawet teraz, jak
niedawno byliśmy u niej, to wciąż słyszę te kazania o wychowywaniu dzieci, w
zasadzie nie wiadomo z jakiego powodu, bo bezpośrednio mój synek nie dał
żadnej okazji; konkluzje z ostanich kazań: na niektóre dzieci działa tylko
siła fizyczna, pomysły wychowawcze: siadamy do obiadu, wszyscy dostali tylko
dziecko nie, bo dla niego się studzi, bo chodzi o to, żebym ja zjadła w
spokoju (akurat mam spokój), a on ma siedzieć, przy stole, przy którym wszyscy
jedzą i patrzeć i grzecznie czekać. W sumie to co myślę, że ją drażni, to
fakt, że dziecku się za mało pokazuje, gdzie jest jego miejsce i za mało się
go tresuje. Więc nie lubię tam jeździć. Ale jak pomyślę, że nikt mnie nawet
nie zaprosił, nie pomyślał, to taki żal się we mnie wzbiera i przypominają mi
się wszystkie stare żale, to że mi się tak w życiu ułożyło, za to też
pośrednio je winię, zawsze mało wierzyłam w siebie i w sumie żyłam na
pograniczu depresji, tylko o tym nie wiedziałam, a nigdy nie usłyszałam od
nich nic fajnego na swój temat, bardzo by mnie to dowartościowało i naprawdę,
kiedy jeszcze przede mną było wiele możliwości, takie słowa zmieniłyby wiele.
Aha, na żadne groby nie jeździmy nigdzie razem. Zawsze tak było w naszej
rodzinie, kiedy jeszcze wszyscy byliśmy dziećmi. Mama pokłóciła się ze swoją
rodziną, tata raczej nie utrzymywał stosunków z bratową, która się opiekuje
grobem ojca taty i swojego męża, więc teraz taka wyprawa i to dosyć daleka z
małym dzieckiem nie miałaby sensu. Pojechałabym się spotkać z obcymi ludźmi.

Naprawdę nie wiem co mam robić. Moja mama pokłóciła się ze swoją rodziną i w
ogóle ich nie znaliśmy (tzn. moje rodzeństwo trochę ich znało, ja wcale).
Myślę, że miała powody, ale potem też pokłóciła się też i z nami (tj. swoimi
dziećmi) więc coś w tym jest, że z nikim nie potrafi, żyć w zgodzie.

Ja się boję powtórzyć jej błędy, ale nie chce mi się zmuszać do przebywania z
ludźmi, których średnio lubię i których towarzystwo mnie męczy (to ta siostra
ze szwagrem, co tak lubią dzieci wychowywać). Aha, i jeszcze powinnam być
supermiła dla dobra ogólnej atmosfery. I jeszcze mam poczucie, że jestem
beznadziejna, bo oni mnie tu po kątach rozstawiają z dzieciakiem, a ja nic nie
powiem.

Chciałabym kogoś poznać. Z bardzo wielu względów byłoby to wskazane, ale się
czuję taka beznadziejna, że aż płakać mi się chce. Przed ciążą to owszem
zgrabna byłam, chociaż całe życie walczę z łakomstwem i waga mi się wahała o
10 kg w tę i w tamtą stronę, ale mineło już kilka lat, a ja wciąż mam 17kg za
dużo. Okropnie mnie to zniechęca od ubrania się jakoś ładnie. Niby nie jestem
przeciw, ale zawsze mi na to czasu brakuje w niczym się sobie nie podobam.
Ponadto, też nic ostatnio nie czytałam, ani nie oglądałam ciekawego. Czytem
teraz po raz drugi do poduszki Davida Copperfileda Dickensa, ale to był hit
100 lat temu, kiedy jeszcze mojej babci na świecie nie było. I co, przecież
się tym faktem nie pochwalę. Bardzo lubię książki i filmy, ale od kilku lat,
tylko czytam strony z recenzjami w gazecie i myślę, a, to chciałabym
przeczytać/obejrzeć, a potem nawet zapominam co to było.

Po całym dniu pracy lubię sobie zajrzeć na forum, odpręża mnie to, i mam
świadomość, że nie mogę sobie pozwolić na robienie tego co lubię (forum), bo
trudno o tym rozmawiać na randce. Już prędzej o książkach lub filmach, jeżeli
już, zwłaszcza, że kiedyś lubiłam, ale też nigdy nie byłam na bieżąco z
nowościami.

Wiem, że powinnam schudnąć, skoro nie potrafię zaakceptować siebie taką, jaka
jestem, ale podejmowałam już tyle prób i wciąż nie udaje mi się, chociaż nie
tracę nadziei, mimo że czas upływający liczy się już w latach.

Pozdrawiam i napiszcie co o tym myślicie,
Obserwuj wątek
    • kalina_p Re: samotność, chyba się załamię 30.10.05, 13:38
      chyba powinnas przede wszystkim polubić siebie i nauczyc sie byc szczęśliwa
      sama ze sobą.
      A to zaprocentuje w kontaktach z innymi.
    • lila1974 Re: samotność, chyba się załamię 30.10.05, 13:42
      Pierwsze co mi przyszło do głowy, ze masz naprawdę marne poczucie własnej
      wartości, zapewne wpływ rodzinnego domu, w którym raczej przeszczęśliwa nie
      byłaś. Całe życie starasz się przypodobać innym licząc, ze dzięki temu
      zostaniesz zauważona, zaakceptowana i dowartościowana.
      Nie znam Cię i radzić raczej trudno, po tym pierwszym poście. Może spróbuj
      opisać kim jesteś i jak wyglądało Twoje życie. Móze dojdziemy wspólnie do
      jakiegoś "drugiego dna".
    • lineczkaa Re: samotność, chyba się załamię 30.10.05, 13:47
      Zmuś się jednak do pójścia do fryzjera, żeby chociaż podciąć włosy. Wypindrz
      sie, postaraj się jednak komuś dzieciaka sprzedać i z kolezankami na imprezkę.
      Jeżeli jednak męskie grono pozostanie obojętne na Twoje dźwięki, to pomyśl sobie
      że: Wyglądasz tak fantastycznie, jesteś tak inteligentna, że mężczyźni patrząc
      na Ciebie, myślą, że taka boska dziewczyna nie może być sama, więc po co będę
      startował.
      Pozdro
    • llidkao Re: samotność, chyba się załamię 30.10.05, 13:49
      Nie masz jakiejś znajomej z dzieckiem w podobnym wieku? Mnie zawsze dobrze
      robił kontakt z mamą dziecka podobnego wiekowo do mojego. Z taką kobitką można
      o wszystkim pogadać, bo najlepiej w danej chwili zrozumie. Można pogadać nieraz
      o wiele lepiej niż z własną siostrą. Może poszukaj takiego kontaktu na forach,
      albo przez GG. Jest właśnie takie forum, gdzie można się spiknąć z "podobną"
      mamą, nawet z tego samego miasta. Czy musi byc wyjazd? Może go zastąpi wspólny
      spacer?
    • cebebek1 Re: samotność, chyba się załamię 30.10.05, 14:15
      Dzięki za odpowiedzi,
      Lila, cóż mogę napisać więcej. Faktycznie, za szczęśliwa w domu nie byłam,
      zwłaszcza jak dorastałam. Byłam ostatnim, późnym dzieckiem moich rodziców i
      wtedy już mieszkałam z nimi sama. W domu była przygnębiająca atmosfera, bo
      panowała między nimi wrogość i chyba oboje mieli lekką depresję, chociaż nie
      zdawali sobie z tego sprawy. Ja w sumie też. W liceum zapatrzyłam się w taką
      grupę, w której nie za bardzo miałam szansę zaistnieć, ze względu na brak
      wspólnego języka, ale nie potrafiłam tego tak zanalizować. U tych ludzi szukałam
      takich cech, których moim zdaniem brakowało w moim domu rodzinnym (i chyba
      miałam rację, że ich brakowało, tylko zastanawiam się, dlaczego to ja tak bardzo
      przegrałam na tym poszukiwaniu), mianowicie wielu ciepłych uczuć i to nie tylko
      ze względu na niezgodę pomiędzy rodzicami. W końcu każdy sam może takie uczucia
      mieć, niezależnie od tego, czy kłóci się z partnerem, czy nie. Taki przykładzik:
      już dużo, dużo później jestem u rodziny i zastanawiam się głośno, jak zabrać
      się za wynajęcie mieszkania, bo w moim chcę zrobić remont generalny, a nie mogę
      tam zostać z dzieckiem, wówczas od jednej młodej panienki pada propozycja, abym
      oddała synka do żłobka tygodniowego (to jest serio), nikt z obecnych nie
      zareagował wcale, z moją siostrą włącznie, a we mnie się wszystko przewraca na
      myśl na jak łagodną reakcję się zdobyłam, chociaż zaszokowało mnie to. Nabawiłam
      się wielu kompleksów i w zasadzie z okresu studiów i później z pracy nie mam
      wcale przyjaciół. Było nawet kilka fajnych znajomości, ale nie dbałam o nie, a t
      eraz odgrzebywać to, to nie wiem, czy nie wzbudziłoby zdziwienia, w najlepszym
      razie można liczyć na luźne kontakty. Mam dwie przyjaciółki, ale mogę je
      odwiedzać od czasu do czasu. Nie wiem, dlaczego odniosłaś wrażenie, że chcę się
      komuś cały czas przypodobać.
      W stosunku do rodziny, która wciąż pozostaje jedynym towarzystwem dla mnie w
      takich chwilach jak ten weekend i jest jeszcze kilka takich momentów w roku,
      nazbierało mi się kilo urazów,ale myślę, że najlepiej nie poruszać tych tematów,
      bo zrobi się tylko awantura z krzykami, a wszystko to się bierze stąd, że nie
      potrafię od razu zareagować, jak ktoś się tak zachowuje, jak opisałam.

      Pozdrawiam
    • cebebek1 Re: samotność, chyba się załamię 30.10.05, 14:40
      Nie wszystkie odpowiedzi przeczytałam poprzednim razem. Do fryzjera chodzę w
      miarę regularnie, widać sam fryzjer to za mało. Rada pt. "wyglądam tak
      fantastycznie" jest super, pozostaje jeszcze tylko w to uwierzyć
    • edorka1 Re: samotność, chyba się załamię 30.10.05, 16:27
      Straszne to smutne, jakoś to rozumiem, bo i u mnie w domu łatwo nie było. Jakoś to z siebie zrzuciłam... Wydaje mi się, że jest tylko jedno wyjście - trzeba jakoś to wybaczyć - i innym i samej sobie. To niezrozumienie - bo jeśli nie zrozumieli do tej pory to pewnie nie zrozumieją, tę samotność której nie widzą - bo pewnie nie zobaczą, skoro dotąd nie zobaczyli. Nie rozdrabniaj tego w sobie, nie myśl zbyt dużo o tym co smutne. Zostaw, zapomnij, wybacz. To jedyna droga żeby nie zwariować - bo spiętrzanie w sobie żalu do świata prowadzi do depresji, a Ty masz dziecko. I jak rozumiem z kontekstu, wiesz czym jest depresja rodziców. Ale z drugiej strony nie zmuszaj się do sztucznych uśmiechów, bo nic gorszego niz brak szczerości względem samej siebie. Pomyśl - masz kogo kochać. Więc kochaj z całych sił. Pokaż dziecku świat od dobrej strony - strony mamy która dostrzega radość życia. I nie jesteś beznadziejna. Z tego postu widać, że jesteś mądra i wrażliwa, a to że ktoś czyta Dickensa do poduszki świadczy tylko o dobrym guście. Rozejrzyj się wokół siebie - wiesz ilu ludzi jest przeraźliwie samotnych, pozamykanych w kokonach własnego smutku? Nie daj się. Nie pozwól żeby to Cie zjadło. Popatrz w lustro i uśmiechnij się do siebie. Pomyśl - jesteś jeszcze młoda, weź głęboki oddech i zacznij dostrzegać jasne strony życia. Tego życia które przed Tobą!
      • lila1974 Re: samotność, chyba się załamię 30.10.05, 17:04
        Podpisuję się pod tym co napisała edorka1.
        Nie masz chyba innego wyjścia jak odcięcie grubą kreską przeszłości od
        teraźniejszości. Nic nie poradzisz, nie uzdrowisz tej rodziny. Spotkali się
        ludzie, którzy nie powinni byli się spotkać i zatruli życie własnym dzieciom.
        Twoje siostry też całkiem normalne nie są z tego co opisujesz. Jedna zachowuje
        się jakby chciała światu udowodnić swoim pracoholizmem, że jest coś warta, a
        drugą na razie poznaliśmy jako wyzuta z empati.
        Miałaś chore dzieciństwo i dlatego jest Ci źle na świecie.

        Jednak nie stoisz na przegranej pozycji. Świat będzie taki, jakim go sobie
        stworzysz. Nie mozesz liczyć na rodzinę - odpuść. Wiem, to strasznie boli, bo
        tego Ci brakuje ale głową muru nie przebijesz.
        Postaraj się uwierzyć, że jesteś wartościową osobą. Zresztą Twoje wypowiedzi
        świadczą o tym, że myślisz i czujesz, a o to przecież w życiu chodzi.

        Przydałoby się chyba więcej pogody ducha i choć pewnie o nią trudno w
        samotności, to spróbuj. Masz synka, jest zdrowy i zapewne fajniutki. Zbuduj na
        tej podstawie Wasz nowy świat.

        Otwórz się na ludzi, ale ich nie szukaj na siłę, bo to widać i ludzie się boją.

        Z pewnością jesteś przemęczona i ciężko o uśmiech. Może sąsiedzi? Może inna
        mama z osiedlowej piaskownicy? Może ktoś z pracy?
        Pogłówkuj.

        Na wizytę do psychologa też bym się dala namówić, myślę, że pomógłby Ci uwolnić
        się od duchów przeszłości.
      • cebebek1 Re: samotność, chyba się załamię 30.10.05, 23:17
        Dziękuję wszystkim. Już się czuję lepiej. Postaram się poznać kogoś. Może jakąś
        mamę z sąsiedztwa.

        Wszystkich serdecznie pozdrawiam,
    • miedzymorze Re: samotność, chyba się załamię 30.10.05, 22:55
      Myślę, że jak będziesz z góry zakładać, że nic Ci się nie uda i że nie warto próbowac, to na pewno nic się nie zmieni.
      Skoro towarzystwo siostry cię drażni - to sobie odpuść. Drugą siostrę chyba oceniasz trochę niesprawiedliwie- chyba nie jest z nią tak źle, skoro możesz na nią w jakiś sposób liczyć.
      Poza tym - masz towarzystwo swojego syna, który z tego co piszesz, nie jest już niemowlaczkiem i spokojnie można z nim pogadać. Może wybierzcie się na spacer, jesli pogoda znośna ?
      Twoje zainteresowania są dla Ciebie, a nie po to, żeby stanowić wdzięczny temat dyskusji. Jeśli dobrze się czujesz z Copperfieldem do poduszki to czytaj na zdrowie smile Poszukaj w necie jakiegoś forum/listy miłośników Copperfielda, byłoby dziwne gdybyś była jego jedyną miłośniczką.
      Tyle na razie, kup sobie jakąś fajną książkę do poduszki i nie daj się jesiennym smuteczkom.

      pozdr,
      mi

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka