dusia75
30.10.05, 22:06
Tracę najważniejszą osobę w moim życiu jest coraz gorzej a tak miało być
fajnie, drugie zaplanowane dziecko......Rok temu się zaczęło ja w 7 mies
ciąży - on traci pracę. To bardzo trudny dla mnie czas bo liczyć na niego mogę
coraz mniej zamyka się w sobie i ja chyba też. Gdy lekarz wysyła mnie do
szpitala abym poleżała porobiła wyniki i wyleczyła przeziębienie leczone
antybiotykiem nawet nie odwozi mnie do szpitala. Idę sama z dwoma torbami
rzeczy ( na tydzień ) i brzuchem pod nosem. Do szukania pracy mój mąż zabiera
się niemrawo a gdy znajduje to idzie od razu na tydzień na zwolnienie
lekarskie nie mówiąc mi dlaczego mając pracę nie idzie do niej. Jestem kłębek
nerwów. Pracuje tam 2 mies i rezygnuje bo nie wywiązują się do końca z umowy.
Rodzi się mój wymarzony synio jest śliczny, kochany i taki mój. Małżonek
podejmuje pracę dopiero jak synek ma 6 mies. Mam bardzo dużo zastrzeżeń co do
sposobu szukania pracy więcej czasu poświęca na STS-y i komp. Finanse stają
się dramatyczne, więc zwracam się z prośbą do mopsu po zasiłek - dostaję
jednorazowo 250 zł. Próbuje sama dorobić przygotowując pewną dokumentację
mając na to tylko kilka dni a on znika na cały dzień bo nie może zrezygnować z
cotygoniowego turnieju bilardowego, w związku z tym piszę tylko po nocach ale
opłacilo się. Teraz on pracuje od 5 rano do 17 lub 20 i tak codziennie.
Zostaje sama z dwójką dzieci, zakupami sprzątaniem, praniem itd bez jego
pomocy bo jak nawet ma wolną niedzielę to drepcze na turniej bilardowy.
Właśnie z takiego wrócił próbowałam z nim porozmawiać skończyło się głupio bo
zagrozilam że wyskoczę przez balkon ( nie daję rady psychicznie ) skończyło
się siniakami i guzami na mojej głowie ( córa 8 lat nie widziała tego ale była
w pokoju obok i wie co się stało - nie mogę jej spojrzeć w twarz ). Teraz
zastanawiam się co z nami się stało ? Czy jeszcze się kochamy ? Nie wiem czy
potrafiłabym bez niego żyć. Ale mam dosyć sprzątać po nich wszystkich tachać
zakupy na 4 piętro wraz z 7 mies bąblem i udawać że to mi pasuje. On nie widzi
swojej winy. A ja nie wiem jak mam postępować czuję się jak w więzieniu. 10
wspólnych lat i co dalej ?