danwik
15.11.05, 13:36
Nie wiem, czy mnie jeszcze pamiętacie. Wątki nt. zdrady męża, walki z nim,
rozwodu itp.....
Już było fajnie, powolutku wsio się układało. Znaczna poprawa w stosunkach z
Tomkiem, często zabiera/odwiedza dzieci, Daniel też się przełamał i chętniej
z nim rozmawia, z Krzysiem (moim przyjacielem) oki - wszystko na dobrej
drodze ....
ale przecież nie może być normalnie i spokojnie, prawda ??? 11.11 godz. 21,52
telefon ...Tomek...płacze, przeprasza,że dzwoni...miał wypadek. I co mam
zrobić? Odwrócić się tyłem, totalnie zignorować i położyć się spać...nie
potrafię. Wiem, że to On odszedł, że było tragicznie, że przeszłam
piekło ...ale mimo wszystko łączyło nas niespełna 20lat wspólnie spędzonych
lat...są dzieci ... więc angażuję sąsiadkę, która zostaje z dziećmi, wsiadam
w samochód i jadę do szpitala. Widok - tragiczny...uderzył twarzą w
szybę...to naprawdę cud, że żyje i nie ma wewn.obrażeń ...ale twarz ...36
szwów !!! Przeprasza, dziękuje,że jestem, prosi o wybaczenie choć
jednocześnie zaznacza, że wie, że za późno i że nic to nie zmieni...
I na nowo rozdrapywanie ran ...a było już tak dobrze...Oczywiście w domu
awantura z moją mamą, że źle robię, że nie mam honoru, że nie powinnam
jeździć do szpitala ...ale naprawdę nie potrafię inaczej, nie potrafię...taka
już jestem ...może za miękka ale ...z drugiej strony to przecież ojciec moich
dzieci i kiedyś go kochałam...
Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że dokładnie rok temu 11.11 o mniej
więcej tej samej godzinie...ja wylądowałam w tym samym szpitalu (choć jest
ich u nas kilka) i na tej samej izbie przyjęć ...z Jego
powodu ........................................
Agnieszka