Olka przytrafiła się jej w późnym wieku ( 38 lat),gdy dwoje starszych dzieci
było już dorosłych. Jej mąż ( 43 lata) odchodził właśnie na górniczą
emeryturkę, a jej macierzysty zakład pracy się sypał. Najpierw wykorzystała
macierzyński, potem będąc na wychowawczym odczuła braki w budżecie ( ot
kobieta, która lubiła luksus, ładne mieszkanie, stroje, fryzury kosmetyki)
bez tego Jola nie mogłaby żyć, stwierdziła, że nie będzie w Polsce pracować
za kilkaset zł/miesiąc, woli wyjechać za granicę i tam zarobić i tu przwieźć.
Pierwszy raz zdecydowała się na wyjazd gdy Ola miała 1,5 roku, tłumaczyłam,
prosiłam, używałam różnych środków perswazji, włącznie z inteligentną
upierdliwością, która w pięty włazi ale i chwyta za serce, no cóż ona
postawiła na swoim i wyjechała, na 7 długich miesięcy. Olą wówczas opiekowała
się Jolki starsza córka ( dla Oli wówczas drua mama) i Jolki mąż. Po 7
miesiącach Ola nie poznała matki uparcie twierdząc, że to jakaś ciocia nie
mama


Miałam wówczas nadzieję, że Jolka się opamięta, że zrozumie, że
serce do niej przemówi a "chęć posiadania" oddali się, ale nie strasznie się
myliłam, okazało się, że Jola za granicą czuje się jak królowa, mimo iż
pracuje jako czyjaś posługaczka, to czuje się dumna z siebie (jak mówiła) bo
wreszcie pracuje i dużo zarabia. No cóż znów więc wyjechała, tym razem
ściągając za sobą swoją starszą córkę, a potem jeszcze starszego dorosłego
syna.Wyobraźcie sobie więc jak Ola straciła po kolei większość swoich
najbliższych, została tylko z tatą. Jolka będąc tam przyjeżdżała jeszcze ze
dwa razy do Polski na bardzo krótko ( miesiąc-dwa).
Ostatnio jak była wyznała mi ( wówczas jeszcze uważałam ją za przyjaciółkę),
że się strasznie zakochała i nie widzi świata poza pewnym młodszym od siebie
bardo przystojnym mężczyzną. No cóż "Twój cyrk - Twoje małpy" nie wtrącałam
się, zdawałam sobie sprawę, że ona ma prawo ułożyć sobie życie po swojemu,
ale nie sądziłam, że odbędzie się to tak ogromnym kosztem OLi


Jolka wyjechała rok temu, po miesięcznym pobycie w domu, wiosną o jej
kochanku z którym Jolka zamieszkała dowiedział się mąż ( notabene, to jego
starsze dzieci doniosły na matkę, bo nie mogły znieść tej sytuacji), Darek
początkowo załamany, w chwili obecnej spowrotem dochodzi do siebie, zaczyna
optymistyczniej patrzyć w pryszłość i nie przejmuje się już Jolką jak na
początku.
Tym czasem Jolka jakdgyby nigdy nc przyjeżdża sobe na Święta do Polski.
Darkowi mięknie serce, a ja jestem wściekla na nią jak osa. Nie jest już moją
przyjaciółką po tym jak zostawiła Olę na tak długo, powiedziałam jej latem
kilka niemiłych słów przez telefon, oświadczyłam, że się wstydzę tego, że ona
kiedyś była moją przyjaciółką.
Nie mam pojęcia na jak długo tym razem przyjedzie, jaka będzie atmosfera w
domu Drka i Oli ( bo to oni teraz są naszymi przyjaciółmi).
Najgorzej się obawiam Jolkę spotkać ( mieszkamy w tym samym bloku),ja ze
swojej strony po tym co zrobiła nie chcę jej znać, nie chcę z nią rozmawiać i
nic mieć wspólnego.
Nie wiem co Wy o tym sądzicie, ale ja się trochę WYŻALIŁAM!!! I mi lżej.
Dięki wszystkim którzy przeczytali ten dłuuuugiiii wątek do konca
