Dodaj do ulubionych

Do tych, które jeżdżą za kierownicą...

14.12.05, 09:49
Podpowiedzcie mi jak się przełamać i wsiąść do samochodu sama, bez męża jako
pasażera, prawko mam od roku, jeżdżę sporadycznie, choć ostatnio częściej, bo
mąż ma nogę w gipsie, ale nie potrafię pokonać lęku aby bez pasażera gdzieś
się ruszyć.
Obserwuj wątek
    • czajkax2 Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 14.12.05, 09:53
      bardzo prosze o usunięcie reklamy z sygnaturki. pozdrawiam
    • karolcia801 Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 14.12.05, 10:03
      Ja miałam podobny problem-6lat temu pracowałam w pewnej firmie...Któregoś
      jesiennego dnia szef powiedział"masz jutro na 11 zawieżć papiery na przetarg"
      dał kluczyki, papiery..A ja już w stresie.Jeżdziłam samoch ale nigdy sama!!!!
      Gdy nastepnego dnia zliżała się godz10 cała się trzęsłam.Wsiadłam, zamknełam
      drzwi,włożyłam kluczyki..serce mi wali (dodam że musiałam sie przebić przez
      całe stolicowe śródmiescie-i dokładnie nie wiedziałam jak tam
      dojechać0autobusem ok ale samochodem??smile)odpaliłam samochód no i jakoś ruszyłam
      na ulicę.Bałam się wbić na Koszykowej na prawy pas smile więc jechałam prosto smilena
      rondzie na światłach pan wyszedł z samochodu przedemną i powiedział że mam
      włączyć światła! Boże dobrze że policji nie było!przez całe światła szukałam
      włącznika smile) Ruszyłam dalej....i wiecie co...tylko się nie
      smiejcie..pojechałam nie wtą stronę!Miałam jechac na Ursus a pojechałam..no
      hmmm...na Bródno.A 11 się zblizała.Stanełam, wysiadłam z samochodu,podeszłam do
      taksówkarza i poprosiłam o pokierowanie..Potem juz pojechałam sama.Zdążyłam ale
      tego dnia nie zapomne do końca życia.Jak to opowiadam wszyscy się ze mne
      smieją smile A najlepsze było to że dokumenty zostawiłam w pracy na biurku.Boże
      ale miałam farta...
      Po tamtym wydarzeniu jakos się przełamała i juz nie mam problemu wyjechac sama
      na miasto.Tamtego dnia tak mnie stres zjadł że straciłam całkowicie głowe.
      Ty spróbuj sama może pojechać w jakieś bliskie miejsce.A z czasem jeździj coraz
      dalej od domu...Jak przełamiesz pierwsze lody to potem juz strach minie.
      Pozdrawiam i trzymam kciuki.
      • polka3 Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 14.12.05, 10:13
        Zacznij od swojej ulicy,potem pojedź ulice dalej,następnym razem do
        najbliższego skrzyżowania,potem do najblizszego sklepu,apteki ,kiosku,potem do
        koleżanki 6 ulic dalej-po tygodniu wybierzesz się dalej ,a po 2 miesiącach
        prawie wszędzie,po roku pojedziesz sama w daleką podróż,a potem już nie
        będziesz soie wyobrażała życia bez samochodusmile
    • mama.tadka Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 14.12.05, 10:09
      Ja jeżdżę od paru miesięcy (tzn. prawo jazdy mam od 11 lat, ale mialam dluuuugą
      przerwę). I też wszędzie z mężem. Dopiero ostatnio pojawila się konieczność
      samodzielnej jazdy: mąż w szpitalu, trzeba go bylo odebrac, taksówka nie
      wchodzila w grę, bo za daleko. No i pojechalam, z dzieckiem na pokladzie.
      Potem znów tylko z mężem jeździlam. Ale wreszcie się przelamalam: pojechalam
      sama do pracy (90 km). O, jak bylo bosko! Nikt mi nie gadal, że za szybko
      sprzęglo puszczam, że czemu tego z przodu nie wyprzedzam, że to, że tamto.
      Jednym slowem: święty spokój, jadę jak chcę smile

      Czy to nie argument? Czy twój mąż nie udziela ci cudownych rad? Rad, których ma
      się już dosyć?

      Fakt, przed pierwszą samodzielną jazdą śnily mi się koszmary, rozbite auto,
      operacja na otwartym sercu... Od 4.00 rano nie moglam spać.

      Ale warto smile
    • renkag Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 14.12.05, 10:28
      Ja też zawsze jeździłam z mężem albo z koleżanką. Z mężem koszmar, bo ciągłe
      uwagi. A z koleżanką było wesoło. Ja kierowałam, a ona trzymałą mapę. Kiedyś w
      ramach nauki jazdy miałyśmy pojechać z Lekarskiej na Hożą na kawę (parę
      przecznic). Ale w Hożą był zakaz wjazdu od naszej strony, więc pojechałam dalej
      (nei miałam gdzie się zatrzymać). Więc jechałam tak jak było wygodnie i
      koleżanka nie nadążała sprawdzać na mapie. Wjechałyśmy na trasę łazienkowską,
      potem chciałam z niej zjechać a nie było łatwo (zawrócenie w moim przypadku nie
      wchodziło w grę). I w końcu znalazłyśmy sie za tablicą "koniec Warszawy" smile
      Dobrze, że udało nam się jakoś zawrócic, bo jak nic dojechałybyśmy do
      Terespola smile Oczywiście wróciłyśmy grzecznie do pracy i tam wypiłyśmy spokojnie
      tę kawę wink Sama do Warszawy (mieszkam 30 km od Warszawy) pojechałam 2 maja do
      pracy - były puste drogi, więc było łatwiej. Ale bardzo długo miałam gulę w
      brzuchu jak jeździłam po Warszawie, ale wiedziałam, że muszę, bo nie ma innego
      sposobu na nauczenie się. Potem znałam kilka tras, którymi umiałam jechać i
      absolutnie w żadne nowe miejsce. Dopiero potem kilka razy mąż "zawiózł się" do
      pracy i kazał mi wracać (obca trasa), więc musiałam. Ale tak naprawdę nauczyłam
      się jeździć po W-wie w tym roku jak zaczęłam codziennie dojężdzać do pracy na
      Kabaty 40 km. Najpierw jak miałam coś załatwić to jeździłam metrem, ale po
      kilku miesiącach codziennej wielokilometrowej jazdy poczułam się na tyle
      pewnie, że teraz już nie czuję stresu, gdziekolwiek mam pojechać w W-wie
      (stresuje się tylko jak muszę zaparkować). Ale myślę, że bałabym się jeszcze
      pojechać w długą trasę do innego miasta (zawsze jeździmy razem więc mąż
      kieruje). Zdecydowanie na początek polecam godziny, kiedy jest mało samochodów
      (np. późny wieczór).

      Pozdrawiam i życzę powodzenia,
      Renata
    • gorgolka moja rada 14.12.05, 10:49
      miałam podobnie i poradziłam sobie tak:
      pierwszym razem wyjechałam w godzinach wieczornych, gdy ruch był prawie zerowy.
      za drugim razem też, tylko wtedy objechałam sobie trasę którą miałam nastepnego
      dnia jechać sama
      z domu TEGO DNIA wyjechałam sporo wcześniej i jakoś poszło
      wyjeżdzaj z domu wcześniej, w razie czego masz zapas czasu na ewentualne
      wpadki, błądzenia (ja kiedyś pojechałam 2 skrzyżowania za daleko bo nie umiałam
      zmienić pasa, jechałam na środkowym, z prawej cieżarówka z lewej autobus, a nie
      umiałam sie wpychać)
      jeździj czesto na krótkich odcinkach najlepiej gdy ruch mały
      a jeśli zabłądzisz, lub nie skrecisz tam gdzie trzeba to nie wpadaj w panikę,
      jedź dalej spokojnie
      No i jeszcze rada jaką dał mi mąż: w ostatecznosci, jak sytuacja bedzie
      krytyczna i wpadniesz w panikę stań na poboczu lub gdzieś indziej (ale nie na
      środku, żeby nie blokować całkiem ruchu), włącz awaryjne i sie zastanów co teraz
      ODWAGI, trzymam kciuki
    • magdalenamk Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 14.12.05, 11:03
      Ja jeżdżę od 12 lat, czyli od 18 roku życia. Tak bardzo nienanwidziłam
      komunikacji miejskiej, że jak tylko dostałam prawo jazdy, to czekałam na mamę
      na parkingu i od razu zabrałam jej samochód.Wróciłam po 5 godzinach. Mama mało
      nie umarła. W tamtym wieku było łatwiej, bo człowiek był młodszy i nie myślał o
      ewentualnych konsekwencjach.
      Moja mama uczyła się jeździć w wieku 44 lat. Ja wtedy jeszcze nie miałam prawa
      jazdy ale jej towarzyszyłam. Zazczynałyśmy od wycieczek w soboty i niedziele,
      kiedy ruch był znacznie mniejszy niż w inne dni. Mama np. poznawała drogę do
      pracy. Ja dodatkowo obserwowałam co się dzieje na ulicy. Przez 2 kolejne
      weekendy jeździłyśmy pod jej pracę, szukając najłatwiejszych dróg. Potem mama
      wychodziła 2 godziny przed pracą, zeby tam dotrzeć. Potem poznawałyśmy drogi do
      sklepów, babci itd. Jeżdziłyśmy tymi, które mama znała. Oczywiscie pogoda
      musiała być ładna, w dzień itd.. potem samo poszło.
      • magdalenamk Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 14.12.05, 11:08
        dodam, ze męża sama uczyłam jeździć ( jeszcze przed ślubem), ale po tym jak
        kiedyś kazałam mu się zatrzymać na poboczu skapitulowałam. Maz zmiast zwolnić i
        wolno zjechać na pobocze, najpierw zjechał a potem próbował hamowac na trawie,
        to skapitulowałam i nerwy mi pusciły. Dalsze nauki kontynówoła mój Św pamięci
        tata i dopiero jak maż sobie kupił samochód i już nie miał wyjscia.
      • silvik Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 14.12.05, 11:25
        Hejka!
        Ja też jestem młodym kierowcą(jeszcze nie minął rok od kiedy udało mi się zdać
        ten"przyjemny" egzamin i debrać prawkosmile.
        Jaką mam radę,żebyś przełamała ten strach? W moim przypadku bardzo pomogły trzy
        rzeczy:
        1.Dobra znajomość trasy-nie musisz martwić się gdzie skręcić,przez to już jest
        mniejszy stres.
        2.Bardzo pomaga mi radio w samochodzie- słuchając muzyki jazda jest jeszcze
        przyjemniejsza.Tak jest w moim przypadku, nie wiem jak u Ciebie, może warto
        spróbować? Najprzyjemniejsza jazda jest z moim synkiem-ja prowadzę a on sobie
        śpiewa piosenki.
        3.Szukaj plusów prowadzenia auta samodzielnie-nikt nie zwraca Ci uwagi,że...
        Możesz np. jechać przed siebie, tą drogą,która Tobie odpowiada-jesteś kierowcą
        a nie tylko pasażerem,który zawsze musi się podporządkować.Mi to strasznie się
        podobasmile.
        Na koniec powiem Ci tylko jedno-cały czas żałuję,że tak późno zdecydowałam się
        na prawko...to daje tyle radościbig_grinDDDDD
        Powodzenia.
    • anna-pia Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 14.12.05, 11:17
      Wolę jeździć sama niz z pasażerami, stres mniejszy.
      Nie cierpię jechac z doswiadczonym kierowcą (usiłuje dokładnie mówić, gdzie mam
      skręcić).
      Najpierw dokładnie obejrzyj trasę na planie/mapie. Potem ją sobie wyobraź.
      Potem weź kluczyki i dokumenty, wsiądź, zapnij pasy, uruchom samochód, włącz
      światła i ruszaj. Pamiętaj o zmianie biegów.
      Jak czytam takie posty, to nie dziwię się durnym komentarzom facetów o babach
      za kierownicą.
      • mama.tadka Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 14.12.05, 11:24
        Dlaczego?
        • anna-pia Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 14.12.05, 22:35
          Rozumiem, że to do mnie.
          Ano dlatego, że jak się prawko zrobiło (zdało, a nie kupiło), to chce się
          jeździć. Po co pasażer? Co to, większe bezpieczeństwo zapewnia? Ile razy
          słyszę, jak koleżanki się chwalą, że mąż "pozwolił mi wracać od znajomych,
          tylko cały czas mówił, co i kiedy mam robić, i krzyczał, jak źle [coś tam
          robiła]", to mnie szlag trafia. Jak się nie umie i nie chce jeździć, to nie
          jeździć i już. A jak się chce, to niech mąż siedzi cicho i jak wierzący, modli
          się do św. Krzysztofa o szeroką drogę. Ja mojemu parę razy poradziłam, żeby się
          zajął dziećmi marudzącymi z tyłu, a nie moim stylem jazdy. Pomogło.
          Mam koleżankę, która nie ma prawka i nie chce robić, bo się boi jeździć. I nie
          jeździ, jest konsekwentna.
          I jeszcze to "jak ja pojade bez męża"? No przecież masz osobny mózg, kobieto! A
          w czasie jazdy mąż ci nic nie pomoże, co najwyżej wkurzy, jeśli dotąd tylko pn
          jeździł. Swoją drogą, dl amnie to chory układ, że tylko jedno z małżonków
          jeździ, jeśli oboje mają prawko.
          • mama.tadka Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 15.12.05, 08:22
            Oczywiscie, masz rację poniekąd. Tylko trochę może uogólniasz. Ja na przyklad
            kiedys przestalam jeździć, bo stuknęlam w autobus i jakiś uraz mi się zrobil.
            Po paru latach jednak zaczęlo mi to uwierać i znów się nauczylam jeździć.

            Kobiety są po prostu ostrożniejsze od facetów, bardziej samokrytyczne, stąd
            tyle tych obaw przed samodzielną jazdą. grunt to się przelamać smile
      • stepujaca_jaszczurka Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 14.12.05, 16:41
        anna-pia napisała:

        > Jak czytam takie posty, to nie dziwię się durnym komentarzom facetów o babach
        > za kierownicą.


        Masz rację moja droga! Tyle ,że ja zaryzykowalabym nawet stwierdzenie , iż
        jeśli ktoś ma takie podejście do kierowania samochodem jak założycielka wątku
        to nie rozumiem po kiego grzyba na siłę pcha się za kierownicę?!A nie lepiej
        darować sobie ten "sport"? Wszak nie wszyscy muszą być kierowcami,jedni się do
        tego nadają inni nie i trzeba się pogodzić z faktem.
        Typ kierowcy "chciałabym(chciałbym) i boję się" to koszmar! Bez znaczenia jest
        tu płeć deliwenta,bo miałam wątpliwą przyjemność spotkać zarówno panie jak i
        panów reprezentujących ten tok rozumowania.
    • go_sia13 Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 14.12.05, 17:10
      Ja dopiero niedawno wsiadłam do auta i najbardziej lubie jeździć sama lub z
      dziećmi.Z mężem u boku zawsze się stresuję,bo zdażają mi się ciągle problemy
      np.z ruszaniem.Boję się jazdy w nieznane miejsce i ostatnio nawet się zgubiłam-
      prawie płakałam i miałam ochotę zostawić samochód a do domu wracać pieszo!!!Ale
      jakoś się udałosmile
    • 18_lipcowa Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 14.12.05, 22:58
      zwyczajnie, ja nie mialam z tym problemu.W dzien odebrania prawka siadlam w
      boba i szalałam.
      • stepujaca_jaszczurka Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 15.12.05, 06:55
        18_lipcowa napisała:

        >W dzien odebrania prawka siadlam w
        > boba i szalałam.


        To akurat nie jest powód do dumy tylko silne zburzenie psychiczne kwalifikujące
        się do obserwacji na odziale zamkniętym.
      • gruba-buba Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 15.12.05, 09:56
        Brawura i odwaga to są całkowicie dwa skrajne określenia. A jak do brawury
        dodać całkowity brak świadomości własnych umiejętności to potem mamy
        takich "wytrawnych kierowców", chętnie krytykujących innych i wprowadzających
        zamieszanie na drogach czy kolizje.

        A z szacunkiem podchodzę do osób jadących ostrożnie, czyli często powoli, ale
        wolę to niż stanie na zakorkowanej ulicy kilka godzin i czekanie na ściągniecie
        aut tychże "wytrawnych" idiotów drogowych, co to poczuli się za kierownicą zbyt
        pewnie i przeliczyli się z umiejętnościami.

        Nie oszukujmy się, kurs prawa jazdy jest w stanie przygotować nas z czystej
        teorii i parkowania, ale nie z jazdy w terenie. Tu trzeba jeździć, jeździć,
        jeździć, jeździć..... i uważać na idiotów szalejących w bobach - to się nazywa
        zasada ograniczonego zaufania.

        Ja swoją samodzielną trasę (10 kilosków przez centrum dużego miasta) miałam
        obcykaną na pamięć ze wszelkimi znakami drogowymi, krzyżówkami, zakrętami,
        zwężeniami, robotami drogowymi, wieczorem odtwarzałam sobie całą trasę i
        robiłam wielki plan kiedy to jaki pas zmienić i jak się ustawiać, żeby jak
        zdążyć się powciskać. I chyba na tej pierwszej samodzielnej byłam najbardziej
        skupiona. Ale jak już dojechałam ten pierwszy raz do pracy sama to byłam tak
        zmęczona jakbym tonę węgla przerzuciła.

        A takim "bohaterkom z Pcimia Dolnego" to nie wierz, bo albo to szczyt
        zakłamania, albo szczyt nieświadomości braku własnych umiejętności udawać, że
        jest się alfą i omegą (w każdym temacie). POWODZENIA! Faceci też się cykają,
        tylko, że im tzw duma męska nie pozwala się przyznać.
        • stepujaca_jaszczurka Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 15.12.05, 10:38

          gruba-buba napisała:


          > z szacunkiem podchodzę do osób jadących ostrożnie, czyli często powoli


          Jeśli chodzi o mnie to raczej mogę do nich podejść z wyrozumiałością,bo każdy
          się kiedys uczył,ale są sytuacje i miejsca gdzie tacy kierowcy zbyt wolną jazdą
          często łamią prawo (!!!) o czym mówi się raczej rzadko.Zresztą ostrożnie nie
          zawsze musi oznaczać powoli. Najważniejszą sprawą za kółkiem jest MYŚLENIE I
          ZDOLNOŚĆ PRZEWIDYWANIA .
          Jeśli chodzi o zdobywanie doświadczenia to jedyną radą jest jak najwięcej
          jeżdzić(!).Jednakże osoby z takim podejściem jak założycielka wątku nie nadają
          się według mnie na kierowców - jesli ktoś przez rok jeżdzi i nadal sie boi
          wsiąść za kółko sam ?!
          Wyjaśniam też ,że jestem przeciwniczką wszelkiej brawury i lekkomyslności.Prawo
          jazdy mam i używam od ponad 15 lat,jeżdżę dużo .
        • 18_lipcowa Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 15.12.05, 13:49
          Stuknij sie w głowe.
          Szalałam znaczy że po prostu pojechałam bez strachu. I jak mozna szaleć
          maluchem powiesz mi?

          Po drugie prawko zdałam ,ale autem jeżdzilam dużo wczesniej wiec mialam wieksze
          doświadczenie niż ci co spędzili 20 przepisowych godzin w L.
          • gruba-buba Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 15.12.05, 16:25
            zadufany w s sobie szaleniec za kierownicą zrywnego malucha to zagrożenie dla
            ruchu ulicznego!!!!
            • ladyq Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 15.12.05, 16:52
              Z jednej strony myślę, że może masz rację, ale z drugiej zaś strony
              podbudowywują mnie i dodają wiary w siebie wypowiedzi dziewczyn, które również
              na początku się bały a teraz śmigają jak burzasmilesmile
              • ladyq To miało być do mamy.tadka:) 15.12.05, 16:54

                • mama.tadka Re: To miało być do mamy.tadka:) 16.12.05, 10:47
                  Ja się balam cholernie, a teraz sobie radzę smile Nie daj się glupiemu gadaniu,
                  tylko wskakuj za kierownicę.
          • stepujaca_jaszczurka Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 15.12.05, 17:07
            18_lipcowa napisała:

            > Stuknij sie w głowe.
            > Szalałam znaczy że po prostu pojechałam bez strachu. I jak mozna szaleć
            > maluchem powiesz mi?

            Ano podobno można ,zresztą sama tak napisałaś więc teraz nie mydl oczu.Zreszta
            kierowcy tych puszek to isny horror na drodze!



            >
            > Po drugie prawko zdałam ,ale autem jeżdzilam dużo wczesniej wiec mialam
            wieksze
            >
            > doświadczenie niż ci co spędzili 20 przepisowych godzin w L.


            A gdzieś ty córeńko jeżdziła "autkiem" bez prawa jazdy?! Chyba nie powiesz ,że
            po drogach publicznych?!Nie rozumiem więc o jakim doświadczeniu ty możesz mówić
            Słoneczko,bo albo łamałaś przpisy stwarzając świadome zagrożenie dla innych
            uczestników ruchu i to następny powód do obserwacji na odpowiednim
            oddziale,albo śmigałaś po leśnym dukcie i zachdzę w głowę jakie tam można
            zdobyć doświadczenie?!To znaczy chyba się domyślam big_grin
            • 18_lipcowa Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 15.12.05, 20:00
              na drogach publicznych
              bez prawka
              podaj mnie na policje
              • stepujaca_jaszczurka Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 16.12.05, 10:35
                18_lipcowa napisała:

                > na drogach publicznych
                > bez prawka
                > podaj mnie na policje


                Nie bardzo rozumiem jaki to miałoby mieć sens?! Policja nie zajmuje się
                leczeniem ludzi z zaburzeniami psychicznymi,więc jeśli już,Słoneczko, to
                mogłabym napuścić na Ciebie psychiatrę .
                • 18_lipcowa Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 16.12.05, 11:30

                  >
                  > Nie bardzo rozumiem jaki to miałoby mieć sens?! Policja nie zajmuje się
                  > leczeniem ludzi z zaburzeniami psychicznymi,więc jeśli już,Słoneczko, to
                  > mogłabym napuścić na Ciebie psychiatrę .


                  To podaj mnie do psychiatry.
                  • stepujaca_jaszczurka Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 16.12.05, 20:48
                    18_lipcowa napisała:

                    > To podaj mnie do psychiatry.

                    Oj moja droga! Ładnie to tak innymi się wysługiwać? Idż do specjalisty czym
                    prędzej,nie ma się czego wstydzić! Istnieje szansa,że Ci pomoże -nikła to
                    nikła ,ale zawsze!
      • silvik Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 15.12.05, 11:03
        18-lipcowa napisałasuspicious zwyczajnie, ja nie mialam z tym problemu.W dzien
        odebrania prawka siadlam w
        > boba i szalałam."
        Hi hi pamietam pierwszą swoją jazdę autkiem już prywatnym a nie z L do góry...
        oj stres był.Odebrałam prawko i jeszcze tego samego dnia- decyzja-trzeba
        jeżdzić,nie ma na co czekać.Na pierwszą jazdę wybrałam się z mężem i synkiem ,i
        starałam się jechać bocznymi uliczkami.
        A gdy już było po wszystkim to byłam bardzo zmęczona jakbym niewiadomo co
        zrobiłabig_grin
        Ale z każdą kolejną jazdą było już zdecydowanie lepiej;-D
        Pozdrawiam
    • mkosacka Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 15.12.05, 13:31
      No to ja chyba jestem w nietypowej sytuacji
      Otóż jestem jedynym kierowca w rodzinie
      Mąż się wozi na miejscu pasażerasmile
      Z jednej strony dobrze bo lubie prowadzić, ale z drugiej kurcze sama musze
      rodzinke wozić na wszystkie trasy te dalekobiżne tez (np 700 km w jedną stronę)
      A co do prowadzenia samemu
      Nic się nie bój zobaczysz jak jest fajnie jak sobie jedziesz nikt ci nie nadaje
      i jak możesz "powydzierać sie " (pośpiewać bo ja spiewam w aucie na cale
      gardłosmilei nikt mi wtedy nie gada że fałszuję
      Pozdrawiam i życzę miłych wrażeń
      Magda
      • anna-pia Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 18.12.05, 01:10
        Magdo, też tak mam smile
        I tez wole jechac sama
    • redmiss Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 15.12.05, 13:46
      wiesz co? jak Ty się tak boisz, to Ty lepiej nie wsiadaj za kierownicę. Nie ma
      nic gorszego niż niepewny kierowca na drodze. Zagrozenie dla siebie i innych!
      • mama.tadka Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 15.12.05, 14:44
        A ja myślalam, że najgorsi są ci, którzy niczego się nie boją smile A już
        szczególnie nie boją się pozbawić życia innych.

        Co za bzdury, że jak się boi, to ma nie jeździć? Poza tym skąd wiesz jak ona
        jeździ?
        • redmiss Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 15.12.05, 17:01
          mama.tadka napisała:

          > A ja myślalam, że najgorsi są ci, którzy niczego się nie boją smile A już
          > szczególnie nie boją się pozbawić życia innych.
          >
          > Co za bzdury, że jak się boi, to ma nie jeździć? Poza tym skąd wiesz jak ona
          > jeździ?

          nie wiem jak jeździ. wiem, ze za kierownicą się czuje niepewnie. jeżdzę duzo i
          często i wiem, że gorsze od pewniaków są właśnie takie
          niezdecydowane "kierowniczki", co to nie wiedzą: skręcić? nie skręcić? zwolnić?
          przyśpieszyć? wyprzedzić? kierunkowskaz w prawo, nagle zmiana decyzji jedzie w
          lewo. wolę zdecydowanie jechać za rozpędzonym, pewnym siebie maluchem, który
          wie co robi i jak!
          i nie chodzi mi o głupotę/nonszalancję, ale na drodze należy się czuć pewnie, o
          taką nie_bojaźń mi chodzi.
          • stepujaca_jaszczurka Redmiss 16.12.05, 10:41
            Pozwolisz ,moja droga,ze podpiszę sie pod tym co napisałaś?
            Zgadzam się z Tobą w 100%.
            • redmiss Re: Redmiss 16.12.05, 13:26
              pozwolę, moja droga.
              (ale cóż ja mogę w sumie? wink)
          • kasik751 Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 16.12.05, 11:42
            Nie da sie czuc na drodze pewnie, jesli sie czlowiek troche nie rozjezdzi, a
            poczatkowe obawy sa jak najbardziej normalne. To za kim wolicie jechac to Wasz
            problem, na ulice nie maja wstepu wylacznie mistrzowie 4 kolek.
            Jezdzenie z mezem bog wie ile czasu jest bez sensu, ale na pewno sens maja rady
            dziewczyn, zeby poprobowac samotnej jazdy w warunkach zminimalizowanych
            niebezpieczenstw czyli wieczorem albo po wlasnych osiedlu.
            Nie ma takiej mozliwosci, zeby wszyscy i zawsze w nowych sytuacjach czuli sie
            pewnie od samego poczatku. Sa ludzie pewni siebie, sa i mniej pewni siebie. A
            poza ta Wasza pewnosc grozi popadnieciem w rutyne, co jest rownie
            niebezpieczne, jak brak pewnosci.
            Jesli jezdzisz dobrze i widzisz na drodze kiepskiego kierowce, ktory jest
            niezdecydowany, bedziesz wiedziala co robic, zeby uniknac glupiej kolizji. Do
            tego m.in. sluzy doswiadczenie zeby je wykorzystac w sytuacjach trudniejszych.
            Rozumowanie, ze jak ktos ma obawy powinien od razu zrezygnowac w prowadzenia
            samochodu forever swiadcza o tym, ze do duszy z Was kierowcy, bo brak Wam
            wyobrazni.
            Pozdrawiam
            • redmiss Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 16.12.05, 13:23
              > Rozumowanie, ze jak ktos ma obawy powinien od razu zrezygnowac w prowadzenia
              > samochodu forever swiadcza o tym, ze do duszy z Was kierowcy, bo brak Wam
              > wyobrazni.


              nie bardzo rozumiem to zdanie... co ma piernik do wiatraka? co ma wyobraźnia za
              kierownicą do tego, że jestem zdania, że osoby, które nie mają drygu do
              kierowania, które nie czują sie pewnie za kierownicą powinny unikać prowadzenia?

              wyobraźni mam aż za dość, wlaśnie dlatego wiem, przypuszczam, wyobrażam sobie
              co czuje osoba niepewna na drodze, co moze zrobić. pozwoliło mi to uniknąć
              wielu stłuczek. ale że mnie się "udało" innym nie musi. i znam wiele przypadków
              stłuczek spowodowanych przez osoby "bez tego drygu". to niekoniecznie musi być
              osoba mloda, niedoświadczona, wszak staruszkowie też się "boją" tych "wariatów"
              na drodze i jadą "bardzo ostrożnie" i "nie wiedzą jak doszło do tej stluczki",
              przecież "byli tacy ostrożni".

              poza tym po co są testy psychoficzyczne dla kierowców zawodowych, skoro każdy
              może wsiąść za kierownicę i jeździć? widocznie trzeba mieć predyspozycje
              psychiczne do kierowania. blokady ciężko się pozbyć. nie mowię, że to
              niemożliwe, ale ciężko.
              zgadzam się z Tobą, że są: "Sa ludzie pewni siebie, sa i mniej pewni siebie",
              ale dla ci mniej pewni siebie powinni się zastanowić czy wsiadać. to tak jakby
              ucierać ciasto i być pewną, że i tak nie wyrosnie, bedzie zakalec i już.

              i jeszcze jedno. mam dekadę życia za kierownicą i wiem, ze w rutynę popaść nie
              można! bo nie zdarzy się nigdy taka sama droga, z takimi samymi warunkami i z
              tymi samymi kierowcami. tego mam świadomość i wiem, że rutyna mi nie grozi, a
              wsiadając za kierownicę nie wiem, czego mogę się spodziewać, ale wiem, ze sobie
              poradzę jakkolwiek by było.

              podsumowując i kończąc jednocześnie z mojej strony, jestem zdania, że
              kierowanie się ma albo nie "we krwi".

              wink


              aha, i jeszcze do autorki wątku! próbuj, próbuj, jeździj, jeździj, dojdź do
              momentu, ze powiesz: "mogę jechać, wiem co robię, nie boje się".
              wtedy przyznasz mi rację.
              pozdrawiam.
              • chicarica Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 16.12.05, 23:40
                Moim zdaniem tylko debil bez wyobraźni się nie boi - wypadków jest pełno, a ten
                kto się nie boi zaczyna np. jeździć za szybko, bo jest przekonany że komu jak
                komu ale jemu nic się nie stanie. Boi się każdy rozsądny człowiek, sęk w tym
                żeby ten strach opanować, przekuć na coś konstruktywnego, żeby nie paraliżował a
                pomagał się skoncentrować, przewidzieć niebezpieczne sytuacje, nauczyć się
                odpowiednich reakcji, znać konsekwencje niebezpiecznych zachowań i o nich
                pamiętać. Jeśli jednak strach paraliżuje to z takiej osoby dobrego kierowcy nie
                będzie.
          • chicarica Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 16.12.05, 23:34
            Tylko że tu mowa o dwóch różnych rzeczach.
            Jedna to kierowca niezdecydowany, niepewny i przez to robiący głupie rzeczy i
            utrudniający innym przewidzenie swoich działań. Takie coś faktycznie jest
            niebezpieczne.
            Druga to kierowca, który jest świadom że jego umiejętności jazdy są niewielkie,
            nie nazbyt pewny siebie, racjonalnie myślący i unikający sytuacji
            niebezpiecznych, starający się nie kozaczyć (bo zdaje sobie sprawę że jeszcze
            nie jest rajdowcem).
            Ja jeżdżę od półtora roku, ale codziennie. Zrobiłam jakieś 20 tys km i nadal nie
            czuję się kierowcą doświadczonym. Mam cichą nadzieję że zaliczam się do drugiej
            grupy, zachowań typowych dla pierwszej staram się świadomie unikać.
            Jeżdżenie samochodem to żadna sztuczka magiczka, to po prostu kwestia wprawy,
            czyli ilości zrobionych km. Jeśli człowiek ciągle jeździ z "instruktorem"
            (mężem, ojcem itp.) to niestety oducza się samodzielnego myślenia, podejmowania
            decyzji. Trzeba się przemóc i tyle.
    • gosia_grabosia mnie się jeździ najlepiej samej :) 16.12.05, 13:27
      nikt ci nie mówi jak masz jechać i co robić smile albo nie absorbuje cię rozmową w
      momencie jak np chcesz wykonać jakiś manewr.

      W sumie same zalety smile

      Przełam się i do dzieła!!!!
    • chicarica Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 16.12.05, 23:25
      Ja wolę jeździć sama niż z pasażerem. Po pierwsze nikt mi nie brzęczy nad uchem
      że za szybko, za wolno, tu skręć, tam nie skręcaj. Po drugie - jak się coś
      stanie, to nie mam na sumieniu pasażera wink
      Rację miał ktoś powyżej - nie ma nic gorszego, niż kiedy baba trzyma za
      kierownicę, a facet prowadzi samochód. Czasem widać takie coś na drodze, kobieta
      przerażenie na twarzy, robi dziwne rzeczy np. w ostatniej chwili decyduje się
      skręcić albo zmienić pas, a obok siedzi facet, macha łapami i za przeproszeniem
      trzaska paszczą. Staram się zawsze trzymać z daleka od takich samochodów, bo nie
      można przewidzieć jak się taka kierowniczka zachowa.
      Kobieto, weź się w garść i po prostu jedź sama, myśląc przy tym sama. Ja na
      początku opracowywałam sobie w myślach trasę: gdzie skręcić, gdzie zmienić pas,
      gdzie uważać, gdzie zaparkuję. To pomaga. Jeździj znanymi trasami, ale żeby nie
      przekształcić się w dorożkarskiego konia, postaraj się powiedzmy raz - dwa razy
      na tydzień pojechać jakąś całkowicie nową trasą.
      Szerokiej drogi! Dasz radę smile
      • mijaczek Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 17.12.05, 06:44
        Po pierwsze SPOKOJ [te to sie zawsze przydaje]
        Po drugie, pamietaj, ze nazwa KIEROWCA nie wziela sie z ksiezyca. Ty jestes
        KIEROWCA i ty KIERUJESZ pojazdem.
        Stres - jasne, ale trezba go opanowac. Jesli ci to ulatwi zadanie to mozesz
        mowic sama do siebie co bedziesz robic w czasie jazdy... na przyklad - ok, musze
        pojechac tu i tu, zatem teraz jade prosto, za chwile bede musiala zkrecic w
        prawo, wiec zmieniam pas, zeby zmienic pas musze upewnic sie we wszystkich
        lusterkach czy nie ma nikogo za mna....i tak dalej... moze glupio brzmi, ale
        pomaga...
        Co do pierwszych dni... uwazam za glupote przekonanie KOGOKOLWIEK, ze po 20, 40
        czy 60 godzinach jazdy potrafi on jezic i jest dobrym kierowca... haha... dobrym
        kierowca to sie jest po przejechaniu przynajmniej kilkunastu tysiecy km w
        przeroznych warunkach i wyczucie samochodow przeroznych....
        Lipiec, ciesze sie, ze mimo, iz zdarzalo mi sie jezdzic w okolicach Koszalina
        nigyd nie trafilam na ciebie...
        Stres jest normalnym czynnikiem w zyciu czlowieka. Osoba go pozbawiona jest
        nienormalna i stanowi zagrozenie dla innych...
        Ludzie, ktorzy mnie znaja i ja sama uwazam siebie za calkiem dobrego kierowce
        [wierzcie mi, ze jezdzac tysiace mil po Stanach wsrod ludzi, ktorzy ABSOLUTNIE
        nie maja pojecia o zasadach ruchu drogowego, czlowiek nabiera takiej wprawy, ze
        hej!], a mimo tego nigdy nie wsiadam do samochodu po to by "poszalec", bo wiem,
        ze nawet bedac pewnym siebie w 100% nigdy nie mozemy przewidziec jaki kretyn nam
        sie nawinie w czasie jazdy ani jak zachowa sie samochod, ktorym jade...
        Nie wspomne juz, ze kosiarka [jak moj malsz nazywa Maluchy] to balabym sie po
        podjezdzie jezdzic... to nie jest zaden samochod, tylko parodia....
        • 18_lipcowa Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 22.12.05, 12:33

          > Lipiec, ciesze sie, ze mimo, iz zdarzalo mi sie jezdzic w okolicach Koszalina
          > nigyd nie trafilam na ciebie...
          >

          Jeżdzę bardzo dobrze, ostroznie i powoli.
          Nie ma co sie bać.
    • kai_30 Re: Do tych, które jeżdżą za kierownicą... 17.12.05, 11:06
      Oj, ja tez, jak dziewczyny wyzej, zdecydowanie wole jezdzic sama! Chociaz moj
      chuop raczej sie nie doczepia, mamy dwa samochody i tak sie przyjelo, ze jesli
      jedziemy gdzies razem moim autem (czesciej, bo wieksze i lepsze) to ja prowadze,
      a jesli jego - to on. Chyba, ze to on zna trase, a ja nie, wtedy prowadzi. Albo
      jesli trasy nie znamy oboje. Jako pilot jest do bani, w przeciwienstwie do mnie,
      wiec instrukcji mi raczej nie udziela smile

      Nie ma innego wyjscia - trzeba sie przelamac i jezdzic. Pamietam, jak balam sie
      jazdy po przeprowadzce do Poznania (wtedy jezdzilam maluchem i mialam wrazenie,
      ze mnie wieksze auta zgniota). Sposob na nabranie wprawy byl w miare prosty -
      przez jakis czas wstawalam w weekendy w srodku nocy i jezdzilam po miescie. Po
      to, zeby "wyczaic", na ktory pas gdzie zjechac, przy ktorym skrecie trzeba
      koniecznie przyhamowac itd itp.

      Zgadzam sie ze zdaniem, ze jesli po przejechaniu ilustam kilometrow ktos nadal
      sie boi, to po prostu nie ma predyspozycji. Ja na przyklad zdecydowanie zle sie
      czuje jezdzac po ciemku na trasie (jestem krotkowidzem). Ale jezdze, bo nie mam
      wyjscia, z tym, ze wolniej i ostrozniej. Przecietnie w ciagu tygodnia
      przejezdzam ponad 300 km, i uwazam, ze jezdze dobrze.

      Wniosek w zasadzie jest jeden - nie da sie nabrac wprawy nie jezdzac
      samodzielnie. Wsiadaj w samochod przy kazdej okazji, jezdzij na poczatku noca i
      wtedy, kiedy ruch jest mniejszy, zeby poznac trase. Wsiadaj do auta nawet, jesli
      droga piechota zajelaby Ci tylko pare minut osiedlowymi alejkami. Naucz sie
      plynnie zmieniac pasy i nie czekaj do ostatniej chwili (nie ma nic gorszego, niz
      kierowca, ktory boi sie zmienic pas "bo tam jada" i w rezultacie zatrzymuje sie,
      blokujac ruch).

      A jeszcze mi sie przypomnialo - ze statystyk wynika, ze najgorszymi kierowcami
      nie sa wcale zupelne zoltodzioby, bo ci jezdza powoli i ostroznie, tylko ci,
      ktorzy maja za soba ok 10 tys kilometrow przejechanych. Bo to oni najczesciej
      zaczynaja szarzowac, a umiejetnosci im niestety brakuje.
    • ladyq OBECNA!!!! 18.12.05, 08:02
      Mimo iż jeszcze się nie przełamałam i nie ruszyłam sama, to czuję postępsmilesmile
      Mianowicie jazda zaczyna mi sprawiać frajdę, już nie popijam melisy na samą
      myśl, ę mam dzisiaj gdzieś pojechać, już nie wysiadam z samochodu z trzęsącymi
      się nogami. I wiecie co.....ja dopiero teraz się uczę. Co z tego, że chodziłam
      na jakiś tam kurs, 20 godzin jazdy w tym większość po placu, po to aby na
      egzaminie jaoś szczęśliwie ten plac zaliczyć, co z tego, że dokpiłam kilka
      dodatkowych godzin po mieście, skoro te godzinki zleciały niepostrzeżenie, a ja
      nadal nic, a nic lepiej. Po trzecim z kolei zdanym egzaminie odebrałam swoje
      pierwze w życiu prawko ( właśnie niedługo będzie rocznica), co z tego skoro
      panicznie bałam się jeździć, nawet wówczas z mężem przy boku. Do jazdy namawiał
      mnie mąż, a ja w ukryciu łykałam jakieś pigułki uspakajające, po krótkiej
      jeździe wysiadając z auta trzęsły mi się nogi....etc. Dopiero jeżdżąc od kilku
      tygodni czuję, że się uczę, czuję, że robię postępy, jeżdżę pewniej, ale nadal
      bardzo ostrożnie i przestaję się bać, wkrótce się przełamię i wyruszę
      samodzielnie, czuję to. Ale uwierzcie mi, że ja dopiero teraz się uczęsmilesmile
      • kai_30 Re: OBECNA!!!! 18.12.05, 10:33
        ladyq napisał:

        > Ale uwierzcie mi, że ja dopiero teraz się uczęsmilesmile

        Ja Ci wierze jak najbardziej smile Po odebraniu prawa jazdy w ogole, kompletnie nie
        umialam jezdzic, gowniara siedemnastoletnia bedac smile Ale jako ze mialam wlasny
        samochod, rzecz byla nieco niebezpieczna, i do akcji wkroczyl moj brat. Przez
        caly miesiac wakacji maltretowal mnie okrutnie, jezdzac ze mna po miescie, i
        wydajac polecenia typu: Teraz w lewo. Wrzucalam kierunkowskaz poslusznie, na co
        on darl sie: Nie widzisz, idiotko, ze zakaz jest??? Albo kazal mi parkowac
        miedzy dwoma samochodami, panikowalam, ze sie nie zmieszcze, on: zmiescisz sie,
        nie marudz tlyko wjezdzaj! Owszem, miescilam sie, tylko drzwi nie mozna bylo
        otworzyc smile Na co moj brat: no i co, debilko? Czego sama nie myslisz, tylko sie
        mnie sluchasz?

        Wprawy przez ten miesiac nabralam niesamowitej, a do tego nauczylam sie
        najwazniejszego: to kierowca odpowiada za prowadzenie pojazdu, niezaleznie od
        tego, co mu kaze zrobic osoba z boku. To kierowca musi pilnowac znakow i drogi.

        Namiary na brata moge dac, jakby co smile
        • anna-pia mądrego masz brata :) 18.12.05, 13:51

    • ladyq Zaliczyłam ten pierwszy raz:):) 22.12.05, 08:02
      Wrażenia..... no cóż wrażenia ogromne, trochę mi się nogi trzęsły jak wysiadłam
      z auta. Dziś musiałam męża z nogą w gipsie zawieźć do lekarza, noi jak już
      zawiozłam to musiałam sama wrócić, bo do ortopedy czeka się 2-3 godziny.
      Wracając, dgy byłam już niemal pod baszym blokiem ugrzęzłam w brei śniegowej,
      za nic w świecie nie mogłam ruszyć tym bardziej, że było pod górkę, początkowo
      bylam załamana i pomyślałam...co ja teraz zrobięsadsadsad Pomyślałam, wycofałam,
      objechałam kółeczko i znów spróowałam kolejnego podejścia.
      Teraz za 2-3 godzinki czeka mnie kolejny wyjazd po mężasmilesmile
      Najgorsze w dzisiejszej jeździe była marznąca mrzawka na szybach, zanim się
      szyba nie rozgrzała, było okropnie, jak jechał samochód z naprzeciwka to na
      szybie robił mi się jeden wielki kryształowy lampion/ widoczność drogi zerowasad:
      (
      • mama.tadka Re: Zaliczyłam ten pierwszy raz:):) 22.12.05, 08:18
        Gratuluję smile)) I nie daj się, będzie coraz lepiej.
        • ladyq mama.tadka:):):) 22.12.05, 08:55
          Zajrzałam do Twojej pierwszej wypowiedzi w tym wątku, napisałaś, że przed
          pierwszą taką jazdą od godziny 4 nie spałaś, ja dziś nie śpię od godziny 2.00
          • mama.tadka Re: mama.tadka:):):) 22.12.05, 11:46
            Tak, i w dodatku te koszmarne sny smile A w tym tygodniu przejechalam już 540 km w
            różnych warunkach atmosferycznych i nie dość, ze nadal żyję, to w dodatku już
            sie nie denerwuję przed jazdą smile)) Czyli wszsytko da się osiągnąć, trzeba tylko
            chcieć.
            Piękne jest życie zmotoryzowanych smile
    • ladyq Pokonałam lęk:):):) 05.01.06, 11:09
      Jeżdżę bez większego stresu, choć samotnie w aucie jechałam dopiero dwa razy,
      to jednak już nie trzęsą mi się nogi na samą myśl o jeździe, polubiłam siedzieć
      za kółkiem i wozić męża, jeźdżę coraz pewniej, lepiej i bezpieczniej, jednak
      sielanka nie trwa długo....sadsadsad
      Mężowi ściągnęli gips z nogi i teraz znów on mi pokazuje "kto tu rządzi", już
      nie mówi łagodnie podbudowywując mnie, abm się nie bała, teraz jak ja chcę
      jechać, to on mnie dołuje pytając czy jestem tego pewna, że chce jechać, bo
      według niego jest bardzo ślisko......sadsad i on by raczej zalecał mi abym nie
      jechała.
      Jak miał nogę w gipsie, to jak zapowiadało się na gołoledź!!!!, a on chciał
      wypić wódeczkę z teściem, to mówił mi, żebym nie panikowała, bo wcale nie jest
      tak źle....., a teraz byle śneżkiem mnie straszy... pozatym znów wrzeszczy na
      mnie o byle co w aucie.
      Ludzie trzymajcie mnie bo chyba mu tę drugą nogę połamię......smilesmilesmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka