Dodaj do ulubionych

Teoria mojego męża

20.12.05, 22:02
Od początku.
Mamy 11,5 miesiecznego synka. Mały ma niewydolność nerek i przetoki
moczowodowo-skórne, w związku z tym jest narażony na czeste infekcje układu
moczowego. Jakoś udaje nam sie przed nimi bronić.
Synek jest bardzo kochanym dzieckiem, często okazujemy jak bardzo go kochamy.
Z drugiej jednak strony uważam że powinniśmy pokazywać małemu co mu wolno a
co nie (oczywiście odpowiednio do jego wieku). Np. że nie dostanie do zabawy
gazety, która leży na stole. Wtedy Mały już tak sie wycwanił że jak cos chce
i nie dostaje to strasznie krzyczy albo płacze.
No i właśnie tutaj dochodzi teoria mojego męża, który nota bene spędza z
Małym dużo czasu. "Daj mu bo jak będzie płakał to dostanie infekcji". No i
oczywiście Małemu w ten sposób na wszystko sie pozwala albo nosi na rączkach.
Fakt, u chorych ludzi (dzieci też) nastawienie psychiczne do życia i świata
jest bardzo ważne ale bez przesady. W ten sposób rośnie nam terrorystra który
ustawił sobie nas jak chciał.
Dziewczyny a moze to ja nie mam racji?
Co o tym sądzicie?
Obserwuj wątek
    • 18_lipcowa Re: Teoria mojego męża 20.12.05, 22:06
      Masz racje. Rośnie Wam mały terrorysta.
    • julia246 Re: Teoria mojego męża 20.12.05, 22:10
      Masz 100% racji, nie daj się mężowi.
      Pozdrawiam.
    • iwoniaw Oczywiście, że masz rację 20.12.05, 22:11
      Dzieci w tym wieku próbują ile im wolno i "egzekwują" to potem z żelazną
      konsekwencją. Tłumaczenie miliony razy, że nie wolno czegoś, w końcu przynosi
      skutek, ale wymaga cierpliwości i czasu. Przekonaj męża (najlepiej za pomocą
      opinii lekarza), że dziecku naprawdę od płaczu nie pojawi się infekcja.
    • magdalenamk Re: Teoria mojego męża 20.12.05, 22:31
      Mam kolegę, cukrzyka. Przez wiele razem ze znajomymi tworzyliśmy zaprzyjaźniona
      grupę. On też do nas należał. Wspólne wyjazdy, wakacje, urlopy itd... W pewnym
      momencie okazało się, że nasze wspólne wakacje polegały na tym, ze jeździliśmy
      razem ale ciągle pilnowaliśmy kolegi, zeby zjadł, jak się czuje, żeby wziął
      lekarstwa, itd. Człowiek miał już ponad 20 kilka lat i zupełnie nie panował nad
      tą chorobą. Na wspólnych wypadach, podczas odwiedzin, przyjć itd...u kolegi
      ciągle pojawiały się ataki, po których zabierało go pogotowie do szpitala, a my
      za nim tam lądowaliśmy. Kosztowało nas to bardzo dużo nerwów i stresów.
      Wszyscy wyspecjalizowaliśmy się w zakresie ratownictwa i zapobiegania atakom u
      cukrzyka. Zastanawiało nas to, że masa ludzi żyje z tą chorobą, normalnie
      pracuje, funkcjonuje, ma rodziny, tylko on jeden nie moze sobie jakoś z tym
      poradzić. Po pewnym czasie okazało się, ze nasz kolega specjalanie wywołuje u
      siebie ataki, żeby zwrócić uwagę na siebie, zeby wszystko kreciło się wokół
      niego bo on jest chory, a my zdrowi musimy się nim zajmować.Brzmi to
      paranoidalnie ale jest jak najbardziej prawdziwe. Skończyło się to tym, że
      wszyscy powoli odizolowali się od niego. Smutne. To nie jego choroba była tutaj
      powodem ale jego stosunek do świata. Kolega nie potrafi sobie zupełnie ułożyć
      życia,mimo dobrego wykształcenia( ekonomicznego),znajomosci jezyków, do dzisiaj
      nie jest w stanie znaleść pracy ( w Warszawie). Największą przeszkodą tutaj
      jest jego traktowanie samego siebie jako osoby chorej i niepełnosprawnej.
      Myślę, że winę za to ponosili takze jego rodzice, dla których był on zawsze
      dzieckiem tym, któremu ze względu na chorobę należy na wiecej pozwalać, mniej
      od niego wymagać niż od reszty rodzeństwa, o którego nalezy przesadnie dbać (
      dobrze znam jego rodziców). Tata jego np: bał się znaleść parcę dalej od domu,
      zeby móc kontrolować co się z nim dzieje podczas dnia. Ja rozumiem, ze chore
      dziecko wymaga wiecej uwagi i należy o nie bardziej dbać, nie mniej nie można
      wychowaywać go w przekonaniu, ze w związku z jego chorobą życie go lepiej
      potraktuje, i będzie mu łatwiej niż innym. Rzecywistosc jest bardzo odmienna.
      Osoby niepełnosprawne od poczatku muszą zdawać sobie sprawę z tego, że będzie
      im znacznie trudniej niż pozostałym w życiu, w pracy itd.. łatwiej będzie im
      potem żyć jeśli od małego będą traktowani, oczywiscie w sytuacjach, w których
      można, przez rodziców na równi z innymi dziećmi.
      Mam nadzieję, ze Twój synek wyzdrowieje i to co napisałam nie będzie miało
      żadnego zastosowania w jego sytuacji.
    • kosheen4 Re: Teoria mojego męża 20.12.05, 22:42
      infekcji? od płaczu?
      toż to nie jest prawdziwa rozpacz tylko płacz taktyczny.
      a może mąż ma jakieś hobby? znaczki byłyby idealne. podsunąć młodemu klaser w
      łapy, dołożyć swoją szminkę i niech sadzi picassa różne, a na protest męża
      powiedz: daj mu bo jak będzie płakał to dostanie infekcji.
      tongue_out
      • dersej Re: Teoria mojego męża 20.12.05, 23:13
        To nie jest do konca tak jak pisze moja Żona. Owszem uwazam ze dziecko częsciej
        płaczące jest narazone bardziej na placz bo dziecko ciągle zadowolone zapomina
        o wszystkich zlych rzeczach a śmiech leczy doslownie wszystko. Ale to nie jest
        tak ze ja go tak traktuje bo ma niewydolnosc nerek, poprostu uwazam ze żadne
        dziecko niepowinno za duzo plakac a powinno cieszyc sie beztroskim dziecinstwem
        bo w doroslym zyciu nie jest jak w bajce. Nie mam zamiaru odpuszczac mu dlatego
        ze jest chory, bedzie traktowany tak samo jak inne dzieci. Nie pozwalam mu
        plakac ale nie jest tak ze na wszystko mu pozwalam, nie jest tak ze daje mu
        gazete bo on ją chce, wtedy go zabawiam daje zabawki albo cos w tym stylu ale
        staram sie zeby nie plakal, i to nie on osiąga cel tylo ja. Pozdrawiam
        serdecznie.
        • dersej Re: Teoria mojego męża 20.12.05, 23:15
          Jest oczywiscie narazone na infekcje a nie na placz, przepraszam za pomylke smile
        • dzoaann Re: Teoria mojego męża 20.12.05, 23:21
          Jaaaacie!
          Mąż wiął udział w dyskusji!
          Bardzo mnie to cieszy,myślę,że już nie potrzeba Wam rad innych ludzi.Zacznijcie
          ze sobą rozmawiać bez pośrednictwa internetu i wszystko będzie dobrze.Idzie
          wspólną drogą kompromisu i zrozumienia.Kochacie się i zależy Wam na dobru
          synka.Powodzenia i spokoju życzę
    • triss_merigold6 Re: Teoria mojego męża 20.12.05, 23:26
      Za bardzo nie kumam dlaczego nie można dać dziecku gazety do zabawy. Nie daję
      sobie wyrwać jak czytam, jak przeczytam to może się bawić (i tak znudzi się po
      minucie). Moje ma 13 miesięcy i bawi się różnymi rzeczami niekoniecznie do
      zabawy przeznaczonymi: szufelką, tłuczkiem, rolką papieru, odkurzaczem, pilotem
      bez baterii... w zasadzie wszystkim o ile - według mnie - przedmiotu nie da się
      popsuć.
      Chce coś? Proszę. Daję bez upierania się, że nie absolutnie nie i w ogóle nie w
      imię zasad. Nie mam dzikich ryków, wymuszania, jak coś zabieram to protest trwa
      chwilę i mały zajmuje się czymś innym.
    • palka_zapalka Re: Teoria mojego męża 20.12.05, 23:39
      Masz rację tak było z synkiem znajomych miał poważną chorobę nie wolno mu było
      sie denerować. Pozwalali mu na wszystko gdy był zakaz to on w płacz i trzeba
      było głaskać i odwracać kota ogonem. Choć to głaskanie było za jego
      przewinienia.
      Miał 3,5 roku kiedy przyszliśmy do nich ja w ciaży juz 8 miesiąc on strzelił
      mnie w brzuch piłką do tenisa, naszczeście szybko odskoczyam.
      Kiedt córka przyszł na świat byliśmy razem na spacerze moja w wózku on na
      rowerze.
      Zuzia spała , a on specjalnie wjeżdzał rowerem w wózek i trabił niemiłosiernie
      tym swoim klaksonem.
      Był dramat jego ich !!Teraz jest łobuzem jest zdrowy, ale mają kawał cięzkiej
      roboty do wykonania, a ma chłopczyk prawie 6 lat.
      Moze porada u psychologa jak postepowac z dzieckiem.
      • triss_merigold6 Re: Teoria mojego męża 20.12.05, 23:47
        Szczerze mówiąc to ja tu nie widzę żadnego problemu... niekoniecznie to przy
        czym rodzic się upiera w imię zasad (np. konsekwencji) jest w ogóle warte
        upierania się. I zachowań jakie opisałaś nie uważam za jakieś potworne. Rzucił
        piłką? Trudno, wątpię czy 3,5 latek kojarzy uderzenie ciężarnej z jakimś
        zagrożeniem. Trąbił przy spiącym noworodku? Chciał zwrócić na siebie uwagę.
    • e_madziq Re: Teoria mojego męża 21.12.05, 09:39
      Wczoraj wracam z pracy i widzę, ze synek bawi sie moim nowym Mikołajkiem
      (książka), mówie do meża zeby mu wział bo zniszczy, na co on, ze spróbuj mu
      zabrać to będzie straszny płacz. Zapytałam go wtedy, czy gdyby Mały bawił się
      nożem też byś pozwolił?? Proste - jezeli synek chwyta do zabawy po cos czego mu
      nie wolno po prostu odbieram i tłumaczę, najcześciej daje cos w zamian i
      próbuję odwrócic uwagę.
      Pozdrawiam, Magda
    • kleonike Re: Teoria mojego męża 21.12.05, 09:59
      Ja mam podobny problem z babcia mojego meza.Mieszka w tym samym domu na dole i
      kiedy maly do niej schodzi z upodobaniem daje mu do zabawy bezprzewodowa
      sluchawke.Wykreca automatyczne numery a maly jest zachwycony.Oczywiscie potem
      chce tego samego u nas na gorze,chce sie pobawic komorka a jak nie pozwalamy do
      wielki wrzask.No w sumie nic dziwnego-nie rozumie,dlaczego tam wolno a tu
      nie.Jak poprosilam babcie,zeby telefonu mu nie dawala to obrazila sie.I co tu
      zrobic?
      A wracaja c do watku to chyba nawet chore dziecko powinno znac granice co wolno
      a czego nie.W sumie-teoria naciagana i bardziej podciagnelabym to pod
      wygodnictwo(maz nie chce slyszec wrzasku)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka