Znowu łapię doła! Niby nic szczególnego się nie dzieje, a ja chodzę jak na
prochach. Może to z niewyspania (a nazbierało się tego od 6 miesięcy). Mąż w
porządku, dziecko zdrowe, a ja już na nic nie mam ochoty. Teraz Mały wreszcie
(!) usnął to się mogę chwilę odstresować przy komputerze (bo nawet nie mam
siły zrobić sobie śniadania). A najgorsze, że sama jestem na siebie zła za to
rozczulanie się nad sobą, bo do tej pory wszystko robiłam sama i ze wszystkim
sobie dawałam radę. Dobrze, że mnie nie widzicie, bo się taka brzydka
czuję

A do fryzjera nie ma jak, bo synek za stary żeby smacznie usnąć u
fryzjerki...
Wy też tak czasem macie?