muszka-mamulka
22.01.06, 19:18
Chciałam się Was poradzić, czy mam rację, czy jednak jest odwrotnie.
Chodzi o rodzinę mojego męża, a głównie o jego siostrę.
Rodzina mojego męża mówi że mnie lubi, zaprasza mnie do siebie, ale jak już
razem jesteśmy to rozmawiają tylko z moim mężem. Wszystko co mówią zaczyna
się: "Paweł, a jak tam twój samochód, a jak tam komputer, pożyczysz mi swojej
kamery, a co się stało z oknami w twoim domu" Drażni mnie to o tyle, że część
z tych rzeczy kupiłam ewidentnie za swoją kasę. Od początku małżeństwa
chciałam, żeby wszystko było wspólne. Ale teraz wkurza mnie to, że ktoś
traktuje mnie jak gołodupca (sorry).
Paweł kilkakrotnie zwracał im uwagę, ale to nic nie dało, a niestety jest z
nimi bardzo związany i napewno nie zerwie z tego powodu kontaktów (zresztą
wcale bym nie chciała).
Nawet dziś jego ojciec zadzwonił i chciał rozmawiać w sprawie pożyczki kasy,
ale oczywiście tylko z Pawłem.
To jedna rzecz.
A druga to taka, że jego siostra starsznie się u nas panoszy. Jak przychodzi
to nie puka do drzwi, tylko buch za klamkę jak do siebie, otwiera mi szafki,
zwraca dzieciom uwagę, o rzeczy których my się nie czepiamy. Do tego jak ma
przyjechać, to nigdy nie zapyta czy może, tylko mówi " wpadamy dziś do Was".
Wiem, że mogę jej coś powiedzieć, ale (może to śmieszne) nie umiem. To
chrzesna mojego syna i nie chciałabym, żeby ta uwaga jakoś popsuła nasze
relacje (przyjaźni nigdy nie będzie, ale chociaż jakotakie stosunki).
Albo przywozi kogoś z rodziny i oprowadza go po naszym domu.
Jeżeli to ma jakiś związek, to dom kupiliśmy za nasze wspólne pieniążki +
spory wkład od MOICH rodziców. A więc nie jest to spadek po ich babci czy coś
takiego.
Proszę powiedzcie, czy Was to też by drażniło, czy ja stałam się wyczulona na
rodzinę mojego męża.
Z góry bardzo Wam dziękuję
muszka