Dodaj do ulubionych

Moja praca - mój dół:(((

20.02.06, 08:26
jak ja nie trawię tej roboty... musiałam zmienić pracę po urodzeniu małego,
bo nie dalabym rady być z nim i w wiecznej delegacji.. i tak z fajnego,
prestiżowego stanowiska wpadłam do takiej pogierkowskiej firemki jako
specjalista bóg wie od czego (oficjalnie sprzedaż i marketing).. i tu się
horror zaczyna.. same baby, takie co to w pracy buty zmieniają z pepegów na
szpilki, pracują od..do.. i za pięć minut do końca roboty lakierują włosy,
malują usta i stuk, stuk, stuk, wychodzą biurwy z pracy do domciusad a
najgorsza jest ta atmosfera w pracy: one WSZYSTKO wiedzą najlepiej, bo
pracują w tym zakładzei 25 lat. A ja jestem młoda (33 lata) i głupia (co z
tego, że mam studia jedne, drugie i trzecie) i wogóle pracuję tu od rokusad((
Szlag mnie jasny trafia jak taka jedna z drugą tonem nie znoszącym sprzeciwu
KAŻE mi zrobić jedno lub drugie, lub się mądrkuje. A jeszcze dwa lata temu
zarządzałam ludźmi... i do dzisiaj dzwonią byli pracownicy z życzeniami na
świętasmile)
Powoli szukam pracy, ale niestety nie da się pogodzić 24 h poza domem i
tęsknoty za małymsad Tu mam luz i to mnie trzyma.. Ale ten styl pracy, te
chmury w powietrzu, to obsmarowywanie za plecami, jesuuuuuuuu....
Obserwuj wątek
    • agacz2905 Re: Moja praca - mój dół:((( 20.02.06, 08:41
      Częściowo wiem, o czym piszesz i nie zazdroszczęsmile. Ja pracuję w urzędzie
      wojewódzkim i jak to w większości urzędów bywa (nieważne, duży urząd czy mały)
      też panuje tu swoista atmosferka. Moje szczęście w nieszczęściu polega jednak
      na tym, że OBECNIE (czyt. od jakichś trzech lat/7 lat pracy w ogóle) pracuję
      głównie z ludźmi w moim wieku, a mam 32 lata. Minusy tego też są - np.
      wszystkie mamy małe dzieci i przy układach "pracowych" też nie jest to do końca
      takie super, a jedna młoda mamusia potrafi być wilkiem dla drugiej. Ja mam w
      sobie dużo dystansu do mojego miejsca pracy, do otoczenia (ale to dopiero
      terazsmile. Szczęściem - nikt mnie nawet nie próbuje pouczać, ale były czasy
      (kiedy pracowałam w towarzystwie starych bab przesiąkniętych atmosferką urzędu
      do szpiku kości) kiedy byłam pouczana non stop i to z reguły na tematy od
      zawodowych całkiem różne. Życzę Ci dystansu i jeszcze raz dystansu. Głowa do
      góry! Jak sama słusznie zauważyłaś, coś za cośsmile. Nie ma idealnych rozwiązań.
      Ja np. baaardzo doceniam to, że o 15.00 wychodzę z pracy do moich dzieci i we
      własnych 4 ścianach żyję już sprawami rodziny, nie pracy. Pozdrawiam
      Agnieszka
      P.S. Ja też (podobnie jak opisane przez Ciebie panie) zmieniam bytu w pracysmile).
      Nigdy jednak nie są to szpilki, bo mam na to zbyt chore nogismile)
      • be.em Re: Moja praca - mój dół:((( 20.02.06, 08:46
        eee..nie czepiam się butówsmile))) czepiam się przemadrzałych babsmile))
        • mamakasienki1 Re: Moja praca - mój dół:((( 20.02.06, 09:11
          Hej

          Wiem o czym mówisz, całe szczęście nie z własnego doświadczenia, a z opowiadań
          koleżanek ze studiów.
          Tak jak już poprzedniczka pisała życzę dużo dystansu i spokoju. Zawsze możesz im
          odpalić, że 25 lat temu były inne czasy, a teraz żyje się zupełnie inaczej lub
          dopasuj sobie cokolwiek co będzie pasowało.
          Lub tekst jak będę miała wnuki lub będę babcią to się zastanowię teraz jeszcze
          jestem młoda i dużo przede mną.
          Rób swoje i nie daj wejść sobie na głowę, a od wydawania poleceń są przełożeni a
          nie współpracownicy.
          Ale przede wszystkim spokój i dystans do tych pań.
    • ciociapolcia Re: Moja praca - mój dół:((( 20.02.06, 09:09
      Be.em, poniekad wspolczuje, ale i zazdroszcze troche. Atmosfera i
      wspolpracownicy moga obrzydzic nawet najfajniejsza prace...
      Teraz siedze z dzieciakiem w domu, jestem na wychowawczym z pracy, w ktorej moj
      szef wyobraza sobie, ze bede siedziec 24 dodziny na dobe, ze flaki sobie
      wypruje dla dobra firmy, bo mamy "projekt"...
      Takie madrolowanie sie pan z pokoju chyba bym wolala od sytuacji, kiedy kazdy
      kazdemu patrzy na rece, czeka az mu sie noga podwinie, zeby siup! wskoczyc na
      lepsze miejsce... Kiedy mamusie na macierzynskim odwalaja robote w domu i po 16
      tygodniach wracaja do roboty, zeby im stanowiska ktos nie zajal (a to sie teraz
      nazywa firma przyjazna matce).
      Rany, jak ja nie cierpie swojej roboty... Siedzenia w domu tez nie cierpie...
      Najchetniej wyslalabym sie w kosmos... SAMA!
      • be.em ciociapolcia 20.02.06, 09:16
        siedzenia w domu też nie cierpiałamsad( wrr.. w poprzedniej firmie też byl
        wyścig szczurów, ale jakoś raźniej było, bo po pracy szlo się na piwo wszyscy
        byli na ty. a tu? jak jednej powiesz, żeby się odpimpała - całe biuro się do
        ciebie nie odzywa, rany, gdzie ja jestem?!
        co do firm przyjaznych mamie- nie znam takichsad( w poprzedniej oddałam 7 lat
        ciężkiej harówki, weekendy, święta, wieczory - a po macierzyńskim nie mieli dla
        mnie nic ciekawegosad
        chyba se jednak kupię buty na zmianęsmile))
        • earl.grey Re: ciociapolcia 20.02.06, 09:31
          dziewczyny, nic wam pewnie nie pomogę, ale powiem, że bardzo, bardzo was
          rozumiem. Przeżywałam dokładnie to samo. Z dobrej firmy, dobrego stanowiska,
          dobrych pieniędzy - po urodzeniu dziecka do urzędu. Teraz siedzę w domu w ciąży
          (wiem, wiem, ale nie mogłam znieść tej roboty, a w ciąży było jeszcze gorzej) i
          z dzieckiem i też chciałabym do pracy, tylko litości - nie do tamtej! Innej
          możliwości z dwójką dzieci niedługo, oczywiście nie mam. Myślę o przejściu na
          swoje, jak się drugie urodzi i tym się pocieszam.
    • gruba-buba Re: Moja praca - mój dół:((( 20.02.06, 09:40
      Chyba najlepszym wyjściem jest dystans, tak jak mówiły dziewczyny.
      Baby sobie pogadają, a Ty zrób swoje, jeśli uważasz, że tak będzie lepiej. Ale
      bez dyskusji i przekonywania, szkoda nerwów. Sądząc po opisie masz do czynienia
      ze skostniałymi i niereformowalnymi babonami, nie znoszącymi słowa sprzeciwu.
      Nie zazdroszczę atmosferki. Niemniej zazdroszczę, że możesz napisać "tu mam luz
      i to mnie trzyma" i "pracują od..do..", to jest zaletą, gdy jest się mamą
      malucha.
      • be.em Re: Moja praca - mój dół:((( 20.02.06, 09:43
        mnie to od..do.. nie dotyczysmile)) ale jest lepiej niż w poprzedniej firmie,
        mniej jeżdzę po krajusmile
        w razie czego będę wpadać do was na kawę, żeby się odkostnić od moich babsmile
    • m_o_k_o Re: Moja praca - mój dół:((( 20.02.06, 10:05
      Mam podobną pracę, wkurzają mnie babeczki, które co godzinę poprawiają makijaż
      kosmetykami za 2 zł, które sa oczojebne. Wiedzą wszystko o wszystkim, ale jak
      mają problem to wołają mnie, bo np.nie potrafi sobie bebeczka zmienić ustaień
      strony do druku, czy też pogubiła się w wyliczeniach. Siedzą w tym od lat a mam
      wrażenie że ja po 3,5 latach pracy wiem wiecej.....
      Nie lubię swojej pracy, ale jedyne co mnie tam trzyma to stałe godz.pracy od 7-
      15.
      • be.em Re: Moja praca - mój dół:((( 20.02.06, 10:10
        m_o_k_o napisała:

        > Mam podobną pracę, wkurzają mnie babeczki, które co godzinę poprawiają
        makijaż
        > kosmetykami za 2 zł, które sa oczojebne.
        • 74l Re: Moja praca - mój dół:((( 20.02.06, 10:33
          R o z u m i ę d o k o n a l e !!!!!!
          I cóż mogę powiedzieć.... Ja zrezygnowałam z takiej pracy , kiedy urodziłam
          pierwsze dziecko. Tzn. na wychowawczym spędziłam 6 dłuuuuugich lat. I nie
          żałuję .A czy Wy musicie pracować , czy chcecie? Jeśli to drugie , to może
          warto rozważyć pozostanie z dzieckiem w domu. Przeszłam przez to i nie
          żałuję.Schowałam dyplom do szuflady i cudownie realizuję się w domu. Dla mnie
          bycie mamą to najważniejszy zawód świata. Ja osobiście nie mogłabym być dobrym
          pracownikiem ( nawet w takiej firmie jak moja (urząd)) i dobrą mamą.
          Oczywiście ,że czasami chcę do ludzi, chcę swobody. Patrzę wtedy na moich
          chłopców i stwierdzm ,że to oni są najważniejsi. I wierzę ,że to kiedyś
          zaprocentuje. Mam dopiero ....32 lata ,stara jeszcze nie jestem, zawsze "taką"
          pracę znajdę.
          Jeśli musisz lub chcesz pracować , przymykaj oczy na pewne sytuacje , ciesz się
          z tego co robisz.
          " Najgorsze jak się komuś coś wydaje" (podoba mi się!!!!!) , ja bym jeszcze
          dodała - i innych mierzy swoją miarką.
          Powodzenia!!!
          Jak Ci będzie smutno wpadnij na kawkę lub dobrą herbatkę.
          • be.em Re: Moja praca - mój dół:((( 20.02.06, 10:39
            o ranysmile) ale mi się fajnie na serduchu zrobiłosmile) dzięki wpadnę napewno! a
            pracować muszęsad ale szukam, szukam, szukam...
            • mami2 Re: Moja praca - mój dół:((( 20.02.06, 11:23
              Poczekasz be.em, aż Ci dziecko podrośnie i uciekniesz z urzędusmile Ja tak
              zrobiłam. Póki co nie załuję. A urzędowa praca jest idealna do odchowywania
              dzieci. Po trzeh latach miałam dość tych nędznych zarobków, braku perspektyw i
              psów które na mnie wieszali. Teraz też lekko nie jest, ale przynajmniej
              perspektywy dobre sąsmile i udało się wygrać konkurs za pierwszym razem. Zacisnąć
              zęby i pierś do przodu. Będzie dobrze, zobaczysz!
              • mami2 Re: Moja praca - mój dół:((( 20.02.06, 11:24
                Przepraszam za błąd, miało być "trzech" rzecz jasna smile ale sie spieszesmile
                --
    • crises Re: Moja praca - mój dół:((( 20.02.06, 12:13
      Niektórym to zawsze źle. Wyścig szczurów i praca po godzinach - źle,
      wychodzenie za pięć szesnasta - źle.
      • be.em Re: Moja praca - mój dół:((( 20.02.06, 12:16
        tu nie chodzi ani o wyścig, ani za pięc 16.00 -chodzi o drętwą atmosferę,
        poczucie niskiej wartości wobec 30 mądralińskich bab i wyobcowanie. czuję się
        jak outsider.
        • magalik Re: Moja praca - mój dół:((( 20.02.06, 12:50
          ale za to masz czas na forum podczas pracysmile
          • be.em Re: Moja praca - mój dół:((( 20.02.06, 12:59
            zdecydowanie w lutym taksmile)) od marca w Polskę ruszamsmile))
            • incognito14 Re: Moja praca - mój dół:((( 20.02.06, 22:06
              Zmieniam nicka - wolę żeby mnie nikt nie rozpoznał... Ja mam tak - jeszcze
              półtora roku temu - gwiazda swojej firmy - absolutny top - młoda, bardzo
              zdolna, przebojem w górę. Potem splot różnych (absolutnie nie związanych z
              fachowością czy zaangażowaniem w pracę) okoliczności (rycie, złe języki, ploty -
              bo za młoda, za ładna, za dobrze ubrana, za pyskata, za niezależna - bóg wie
              zresztą co jeszcze i skandal -firmowy romans i firmowy rozwód) sprawiły, że
              poszłm w odstawkę - finansowo - jest jak było a może nawet lepiej, tyle, że NIC
              już ode mnie nie zależy, nie podejmuję praktycznie żadnych decyzji, nie robię w
              zasadzie nic pożytecznego... Wyrzucić mnie nie mogą - za dużo wiem i właściwie
              nie ma podstaw - tyle, że z reprezentacyjnego gabinetu przenieśli mnie do
              zapomnianego przez boga i ludzi pokoiku, zamiast kilkunastoosobowego zespołu i
              poważnych zadań mam wirtualne obowiązki i DUUUUŻO wolnego czasu... No i
              dylemat - tu zarabiam w sumie ponad 10000 brutto (właśnie dostałam PIT-a to
              wiem), mam służbową komórkę bez limitu, samochód służbowy (tego też nie
              zabrali...), laptopa, i o 16.30 codziennie mogę wyjść - a tak naprawdę, to
              kiedy chcę - nie mam żadnych pilnych zadań, nikt mnie z niczego nie rozlicza,
              mogę dowolnie sie spóźniać i wychodzić wcześniej. Super nie? Tyle, że nie mam
              już siły - czuję się jak niepotrzebny mebel i że CODZIENNIE marnuję kilka
              godzin życia. Dylemat - szukać pracy pozwalającej się wyżyć i znów być KIMŚ,
              czy błogosławić ten układ i np. zajść w kolejną ciążę - planujemy jeszcze
              jedno dziecko - tyle, że później i dalej gnić jako "panna nikt"? Jak myślicie?
              • be.em Re: Moja praca - mój dół:((( 21.02.06, 07:39
                ja wyszlam za mąż za mojego podwładnegosmile)) wiem o czym pioszezs, bo nasz
                związek też podnosił różnym ciśnieniesmile ale w mojej byłej firmie wszyscy
                romansowali i na to przymykano oko, ale ślub?! skandalsmile)) ale nikt mnie
                niczego nie pozbawił po ślubie, tylko po macierzyńskimsad
                Szczerze? Chyba bym szukała innej pracy... Finanse - mocna rzecz, ale wypalisz
                się dziewczyno..a w pracy trzeba mieć i kasę i pasję.. ja nie mam teraz ani
                jednego ani drugiego dlatego szukam..
                • incognito14 Re: Moja praca - mój dół:((( 21.02.06, 08:50
                  Widzisz u mnie był romans, rozwód i ślub - w tej kolejności - były mąż
                  przychodził do pracy - były awantury w recepcji itd. - to nie pomogło... Potem,
                  po ślubie, który "zalegalizował" romans trochę się uspokoiło ale i tak to ja
                  poniosłam koszty... A niektórzy z ogromną satysfakcją obserwowali i komentowali
                  mój "upadek". Wiem, że powinnam szukać i chyba zacznę - w końcu ciąża niczego
                  nie rozwiąże, a potem może być jeszcze trudniej porzucić ten bezpieczny
                  grajdół. Piszę to wszystko żebyś nie czuła się sama - mnie też twoja historia
                  pomogła - zawsze raźniej jeśli wiesz, że nie jesteś sama. Powodzenia w
                  poszukiwaniach - ja też wezmę się za to na poważnie!
                  • be.em Re: Moja praca - mój dół:((( 21.02.06, 08:56
                    eee.. u mnie też najpierw był romanssmile)) z tym, że to mój M. się rozwiódł - ja
                    byłam wolnasmile i tez miałam komentarze za plecamismile wiem jedno - w każdej pracy
                    można trafić na jakieś g..., ale gdyby mnie lekceważono i cieszono się, że mi
                    gorzej zwiewałabym gdzie pieprz rośnie! Trzymaj się ciepło!
    • m_o_k_o Re: Moja praca - mój dół:((( 22.02.06, 17:49
      tak wiem, wiem jestem the best i skromna tyzsmile))))
      Jak się cieszę, ze jestem na L-4(syn mi się rozchorował) nie widzę tych bab....
      A co do kosmetyków to nie żartuje(każda ma na swoim biurku kosmetyczkę a w niej
      tanie kosmetyki, które trwałe nie są + dezodorant) uwielbiam jak one ciagle się
      malują, powala mnie to wtedy, zwłaszcza, że w ogóle nie krepują się "tego"
      robic przy pracownikach. Oni zawsze tak patrzą i patrzą.....
      Ogólnie mówiąc w mojej pracy jestem nikim bo jestem za mądra uncertain
      Dlatego lada dzień sie zwalniam big_grin
    • gabi351 Re: Moja praca - mój dół:((( 22.02.06, 20:02
      Masz dobrą spokojną pracę. Dobrze Ci płacą, o 16 idziesz do domu i jeszcze
      pobuszujesz w godzinach pracy w necie i jeszcze ci źle? Zrób kurs pedagogiczny
      i idź uczyć do gimnazjum - zobaczysz jaka adrenalina, a jakie zarobki!!!
      • m_o_k_o Re: Moja praca - mój dół:((( 22.02.06, 20:52
        Po kursie pedagogicznym to sobie mozesz.....
        papierkiem tyłek podetrzeć. Trzeba mieć kwalifikacje i wykształcenie a nie
        kurs. . . tak na marginesie.
        • elena70 Re: Moja praca - mój dół:((( 22.02.06, 22:07
          Dlaczego? Jak dziewczyna ma wyższe magisterskie np. ekonomiczne, to może po
          kursie pedagogicznym uczyć podstaw przedsiębiorczości w szkole
          ponadgimnazjalnej, albo przedmiotów zawodowych w technikum ekonomicznym.
          Pasjonujące. Wiem z doświadczenia wink)) Można się nauczyć różnych rzeczy od
          młodych ludzi, a jak wspaniale płacą! Po dwunastu latach pracy dostaniesz aż
          1200 zł. Bez samochodu służbowego i komórki niestety. Jeszcze ze swojego
          telefonu będziesz dzwonić do rodziców swoich uczniów, bo szkoły nie stać na
          rozmowy telefoniczne.
          • fra_mauro Re: Moja praca - moj wybor 22.02.06, 22:29
            Z wiekszosci powyzszych postow mozna wysnuc morał: wszedzie dobrze gdzie nas
            nie ma... Dziewczynom, ktorym zle z urzedzie od ...do..., pani z 10 tys brutto,
            laptopem i autkiem zycze wiekszego dystansu wobec wlasnego polozenia oraz
            skutecznych dzialan przy poszukiwaniu nowych wyzwan zawodowych. Na pewno sie
            uda, bo chciec to móc.smile
            • incognito14 Re: Moja praca - moj wybor 23.02.06, 09:31
              Witam ponownie,
              Wiem, że dla wielu może to być niezrozumiłe. Sama cały czas waham się co zrobić
              i wiem, że bezrobocie, że wilczy rynek itd. Tyle, że nikt, kto takiego upadku
              nie przeżył nie zrozumie, jak czuje się ktoś, kto po kilku latach na topie
              nagle znajduje się w takiej próżni. Ktoś, kto miał kalendarz wypełniony od 8.00
              do 21.00 nagle ma nadmiar wolnego czasu i zero zadań, zero odpowidzialności,
              zero znaczenia. W pracy utrzyali mnie tak naprawdę bo:
              1. Za dużo wiem i gdyby doprowadzili mnie do otateczności mogłabym tą wiedzą
              podzielić się np. z konkurencją...
              2. Mój mąż jest wysoko postawioną osobą w partnerskiej firmie - to pragmatyk,
              więc obecnie biznes jest dla niego najważniejszy ale gdyby mi zrobili duże kuku
              to kto wie...

              Naprawdę, przez lata była absolutnie niezależna i pewna swoich możliwości.
              Dostawałam swoję wynagrodzenie za swoją pracę. Teraz WIEM, że dostaje je za coś
              zupełnie innego... I nie wiem komu dziękować za premię - szefowi czy mężowi?!
              Nadmiar wolnego czasu w pracy - to ustawiczne czytanie prasy i net jest faajne
              przez miesiąc a potem - koszmar. Człowiek ma wrażenie, że intelektualnie staje
              się coraz mniejszy i mniejszy...
              No i spojrzenia tych, którzy do tej pory byli konkurencją czy podwładnymi. Nic
              tak nie cieszy jak nieszczęście bliźniego.
              Mąż zresztą też - z każdym miesiącem zmienia swoje nastawienie do mnie. Nie,
              nic nagłego - po prostu widzę jak powolutku traci do mnie szacunek jako do
              fachowca i partnera intelektualnego. W jego oczach z każdym dniem zmieniam się
              z gwiazdy i kogoś z czyim zdanie trzeba się liczyć w "żonkę".
              I mimo, że mam e 10tys, komórkę i auto i mimo, że pewnie w innej pracy tego nie
              dostanę widzę, że najwyższy czas to zmienić. No ale z "trzeciej strony" jak
              mawiał Tewije Mleczarz ciąża i macierzyński w tych cieplarnianych warunkach
              kusi...
      • be.em Re: Moja praca - mój dół:((( 23.02.06, 09:37
        nie pracuję do 16.00, moje baby pracują, są dni, ze buszuję po necie, są dni,
        że wyjeżdżam o 5.00 i wracam o 1.30 w nocy, a dziecko mi włazi na brzuch i tak
        śpi do rana - bo tęskni, wiem co to praca w szkole, trafilam gdzie trafiłam bo
        z czegoś żyć trzeba, ale nie zmierzam tu zsotać.
      • nati_28 Re: Moja praca - mój dół:((( 23.02.06, 09:54
        .....i jak dużo wolnego. Wakacje z dziećmi w domciu, ferie, swięta. Ja właśnie
        to robię. Nie ma zamiaru wracać już na ponad 40-godzinny etat. Wracać do domu
        na widzenie, czy też nocne przepustki z dziećmi
    • edorka1 Re: Moja praca - mój dół:((( 23.02.06, 09:36
      O masakra co ja tu czytam ...I pomyśleć że w tym samym kraju mieszkamy... jeśli czytam, że ktoś ma 10000 miesięcznie i ma jeszcze inne profity i nie siedzi w pracy 24 na dobę a wychodzi o 16.30 i mu źle to ja się dziwię. Nie temu, że źle ale temu że nie zauważa świata za oknem. A za oknem bezrobotna Polska młodych wykształconych, znajomy magazynier ma dwa fakultety, koleżanki pochowały dyplomy po szufladach i robią rzeczy, do których dyplom bynajmniej potrzebny nie jest. Przyjaciółka wykładająca ciekawy i trudny przedmiot na jednej z najbardziej renomowanych uczelni w tym kraju, mówi że ma ciężką nerwicę, kiedy odbiera tzw wynagrodzenie za pracę. Za pracę, która oprócz wykładów obejmuje wielogodzinne przygotowania i zjada kupę domowego czasu. O sąsiadce nauczycielce nie wspominam, bo przciez tylko nawiedzeni uczą dziś w gimnazjach za grosze tę rozbrykaną bandę, która niby ma być naszą przyszłością.
      Więc aż chce sie powiedzieć : więcej pokory babki.
      Ja rozumiem doskonale tę nudę biurową nie do zniesienia, te panie od do i te szepty za plecami. No koszmar. Ale nie rozumiem, że nie widzicie dobrych stron takiego stanu rzeczy. A one niezaprzeczalnie są...w końcu nie żyje się tylko po to, żeby pracować smile.
      • incognito14 Re: Moja praca - mój dół:((( 23.02.06, 09:48
        Piszę powyżej bardzo wyraźnie, że WIDZĘ plusy. Ba ja nawet próbuję tu gdzie
        jestem zrobić coś pożytecznego. Masz rację, nie samą pracą człowiek żyje, tyle,
        że ja przez kilka dobrych lat przyzwyczaiłam się do tego, że praca to mije
        prawdziwe życie. Może i byłam pracoholikiem i nagle - terapia szokowa. I
        jeszcze to co napisałam wpowyżej wszystko rozegrało się bez moich
        merytorycznych błędów, na oczach całego środowiska - dość zamkniętego w którym
        przyznaję byłam znana i popularna - naprawdę takie wypadnięcie z orbity
        kosztuje czasami mocny bół tyłka... A urażona ambicja i godność boli jak diabli.
        • be.em Re: Moja praca - mój dół:((( 23.02.06, 09:49
          boli jak cholera, masz rację. jedny slowem: czas na zmiany! czego Tobie i sobie
          życzęsmile
    • m_o_k_o Re: Moja praca - mój dół:((( 23.02.06, 11:18
      Czas na zmiany big_grin
      ostatnio odkryłam, ze nadaje się na "kurę domową" taki nowy etat tongue_out
      Zapragnęłam uczestniczyć w życiu mojego dziecka na dobre, a nie tylko w
      godzinach od 16-20 ;/ Mój syn ma 7 lat ( w grudniu będzie miał 8) pracuje od
      wielu lat, syn zaliczył przedskzole mając ok 3 lat, teraz szkoła. No a mi
      umkneły te chwile szybko sad wielu chwil nie pamiętam, wielu nie znam. Mój syn
      ostatnio ciągle mówi:"Mamo, chciałbym abys była prawdziwą mamą, taką,która ma
      zawsze czas, która mi zrobi ciepłe sniadanie codziennie, która ma czas na
      lepienie bałwana itp" - syn musi mi uświadamiać, ze mnie przy nim nie ma a on
      tego potrzebuje.
      Oczywiście, ze nie nalezy poświęcac wszystkiego dla dzieci, ze powinno się mieć
      coś swojego i że dzieci powinny rozumieć to, ze pracowac rodzicę powinni
      (ew.pracują bo chcą). Ale ja wolę pracowac w domu, zajmując się synem, rozwijać
      jego pasje, być po prostu być.
      A tak w ogóle to tak bardzo się cieszę, ze wkrótce przestanę zawodowo
      pracować ! no powiedzmy, ze za pieniądze przestane pracować. Mam tyle planów,
      że aż się obawiam, ze czasu mi nie starczy !

      Powodzenia dziwczyny i pamietajcie bądżcie odwazne!
      • be.em Re: Moja praca - mój dół:((( 23.02.06, 11:24
        zazdroszczę cisad ja zmienię swoje baby na kolejną firmę z bog wie czymsad
        • m_o_k_o Re: Moja praca - mój dół:((( 23.02.06, 11:26
          No ja sobie też zazdtoszcze tongue_out
          Tylko widzisz, my sobie mozemy an to pozwolić,mąż ma bardzo dobrze płątną
          prace, dlatego zdecydowaliśmy się na takie wyjście, bo gdyby nie było mnie
          stać, pewnie bym więdła dalej w tej pracy.
          • be.em Re: Moja praca - mój dół:((( 23.02.06, 11:27
            chyba zrobię mordobicie memu chłopu - coby mu lepiej płacilismile)) u nas niestety
            oboje ciągniemy po rowno - i ledwie starczasad
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka