jak ja nie trawię tej roboty... musiałam zmienić pracę po urodzeniu małego,
bo nie dalabym rady być z nim i w wiecznej delegacji.. i tak z fajnego,
prestiżowego stanowiska wpadłam do takiej pogierkowskiej firemki jako
specjalista bóg wie od czego (oficjalnie sprzedaż i marketing).. i tu się
horror zaczyna.. same baby, takie co to w pracy buty zmieniają z pepegów na
szpilki, pracują od..do.. i za pięć minut do końca roboty lakierują włosy,
malują usta i stuk, stuk, stuk, wychodzą biurwy z pracy do domciu

a
najgorsza jest ta atmosfera w pracy: one WSZYSTKO wiedzą najlepiej, bo
pracują w tym zakładzei 25 lat. A ja jestem młoda (33 lata) i głupia (co z
tego, że mam studia jedne, drugie i trzecie) i wogóle pracuję tu od roku

((
Szlag mnie jasny trafia jak taka jedna z drugą tonem nie znoszącym sprzeciwu
KAŻE mi zrobić jedno lub drugie, lub się mądrkuje. A jeszcze dwa lata temu
zarządzałam ludźmi... i do dzisiaj dzwonią byli pracownicy z życzeniami na
święta

)
Powoli szukam pracy, ale niestety nie da się pogodzić 24 h poza domem i
tęsknoty za małym

Tu mam luz i to mnie trzyma.. Ale ten styl pracy, te
chmury w powietrzu, to obsmarowywanie za plecami, jesuuuuuuuu....