blou1
11.04.06, 08:38
Niby nic się nie stało a coś wlazło we mnie i męczy. Wczoraj mąż zaczął
opowiadać jak to będzie piekł miesiwo na święta. Wcześniej pokazał dzieciom
pieska w internecie (bez porozumienia ze mną) z pytaniem jak się będzie wabił
i czy chcą takiego pieszczoszka, labrador. Czyli małe cielatko, w samochodzie
nam się nie zmieści. O co mi chodzi? Kurka czuję się czasem przytłamszona,
pierwsze święta miałam urządzać po swojemu, a tu już ktoś za mnie decyduje.
Głupia jestem wiem, jak się chłop garnie do roboty to wykorzystać to!!No ale
ja chciałam tak po swojemu, potem ta nieprzemyślana akcja z psem. Wrażliwiec
jestem i biorę za bardzo do siebie różne sytuacje, ale cóż. Z mężem pogadałam
powiedział że skoro :chcesz sama to sobie rób, a jeżeli chodzi o psa to
działał spontanicznie i nic nie jest przesądzone itp. ASERTYWNOŚĆ to to,
czego mi brak, zamierzam to zmienić. I mimo wszystko zagonić mojego do
roboty. Zaraz idę do sklepu po chałwę (o ile zostanie mi na nią bo mam całe
12zł na obiad 3 dorosłe osoby i 2 dzieci). A jak wasze nastroje?
Ps. Chyba okres mi się zbliża i hormonki zaczynaja szaleć.