Dodaj do ulubionych

Ale mam chandrę.

11.04.06, 08:38
Niby nic się nie stało a coś wlazło we mnie i męczy. Wczoraj mąż zaczął
opowiadać jak to będzie piekł miesiwo na święta. Wcześniej pokazał dzieciom
pieska w internecie (bez porozumienia ze mną) z pytaniem jak się będzie wabił
i czy chcą takiego pieszczoszka, labrador. Czyli małe cielatko, w samochodzie
nam się nie zmieści. O co mi chodzi? Kurka czuję się czasem przytłamszona,
pierwsze święta miałam urządzać po swojemu, a tu już ktoś za mnie decyduje.
Głupia jestem wiem, jak się chłop garnie do roboty to wykorzystać to!!No ale
ja chciałam tak po swojemu, potem ta nieprzemyślana akcja z psem. Wrażliwiec
jestem i biorę za bardzo do siebie różne sytuacje, ale cóż. Z mężem pogadałam
powiedział że skoro :chcesz sama to sobie rób, a jeżeli chodzi o psa to
działał spontanicznie i nic nie jest przesądzone itp. ASERTYWNOŚĆ to to,
czego mi brak, zamierzam to zmienić. I mimo wszystko zagonić mojego do
roboty. Zaraz idę do sklepu po chałwę (o ile zostanie mi na nią bo mam całe
12zł na obiad 3 dorosłe osoby i 2 dzieci). A jak wasze nastroje?
Ps. Chyba okres mi się zbliża i hormonki zaczynaja szaleć.
Obserwuj wątek
    • be.em Re: Ale mam chandrę. 11.04.06, 08:52
      ja jestem w trakciesmile wczoraj rano zrobiłam mężowi awanturę, ze chce przepisac
      na mnie pół działki budowlanejsmile debilizm skrajnysmile wieczorem, jak się
      dowiedziałam, że zgodnie z życzeniem nie przepisze, zrobiłam mu awanturę, że
      świnia i egoista, że jak to tak? sam będzie sobie właścielem? smile) A on nadal
      mnie kocha i dzisiaj kolejny raz zmienił ustalenia z notariuszemsmile)

      Nie mam nic na swoje usprawiedliwieniesmile
      • wenus2006 Re: Ale mam chandrę. 11.04.06, 09:30
        ja mam ostatnio przewlekłą chandrę(całkowicie uzasadnioną) z przebłyskami humoru
        i optymizmu, tak żeby reszta sie nie pokapowała, jak mi źle!!!chyba książkę
        napiszę o swoim życiu...
        • be.em Re: Ale mam chandrę. 11.04.06, 09:30
          albo rozpocznij wątek jak Kalinkaagatkawink)
    • madziaaaa Re: Ale mam chandrę. 11.04.06, 08:56
      a ja już po hurrra! można poszaleć. I nawet mi nie przeszkadza jak w pracy
      trzeba zostać dłużej, tak ją lubię. i moje dziecko już wyzdrowiało i idzie dziś
      z babcią na kontrolę.tylko mnie coś kaszelek męczy dnie i noce, pewnie się
      zaraziłam, ale to nic mama za to wymówkę, jeśli chodzi o porządki, a mąż pomaga
      jak nigdy( tzn jak zawsze w chorobie mojej).
      Buziaki
    • mac62 Re: Ale mam chandrę. 11.04.06, 08:58
      nos do góry -ja musiałam dzisiaj iść do pracy(o 7 było zimno jak cholera) z
      mantrą na ustach-"kocham to co robię-wytrzymaj jeszcze troszeczkę",niebawem
      pójdę na zwolnienie lekarskie bo mam w brzuchu maleńką"wisienkę"i tylko to mnie
      trzyma przy życiu. A co do przygotowań świątecznych -liczę na moje córcie,bo
      nawet w piątek muszę być w pracy.A propo zrobię na pewno ciasteczka imbirowe z
      migdałem.
      Chandra jest dobra - po niej zawsze świeci słońce!

      ---------------
      Kobieta jest do zadań specjalnych !!!!!
    • sylwia-wesola1 Re: Ale mam chandrę. 11.04.06, 09:31
      Hej blou1.
      Na początek przesyłam moc ciepłych i pozytywnych myśli. Dobrze wiem, jak bardzo
      bywają potrzebne w trudnych momentach. Ja dziś mam w sobie trochę optymizmu
      więcej, bo jestem chora i siedzę w domu a nie w pracy (i stąd ten optymizm smile )
      Tam zawsze mam chandrę, bardzo niskie poczucie własnej wartości i wogóle, ale to
      inna bajka.
      Skoro to pierwsze święta, które chciałaś przygotować, to nic dziwnego, że na
      decyzje męża zareagowałaś niezadowoleniem. Pewnie w głowie miałaś już jakieś
      własne plany i wolałabyś jedynie pomoc męża niż jego inicjatywę. U mnie, jeśli
      chodzi o święta, przygotowania, menu, dekoracje to też chcę mieć decydujące
      zdanie smile Owszem, mogę "rozpatrzeć " propozycje męża smile ale nie cierpię kiedy
      bez rozmowy ze mną mówi, że coś zrobi tak i koniec.
      A jak się jest wrażliwcem ( ja też), to zanim się zdąży pomyśleć rozsądnie, to
      już za późno. To co nie powinno nas dotknąć i tak już nas dotyka, i nawet po
      wytłumaczeniu trudno pozbyć się uczucia, które i tak juz wystąpiło. Ciężki los
      maja wrażliwce, za łatwo je zranić.
      Co do psa, to myślę sobie tak: niedobrze, że mąż nie porozmawiał z Tobą
      wcześniej. Zwierzak to nie maskotka, że jak się znudzi to można schować w
      piwnicy. Ale z Twojego postu wynika, że nie przeraża Cię sam fakt posiadania
      psa, tylko ta wielkość chyba. Przedyskutujcie to, bo przecież, nie chodzi tylko
      o zadowolenie ludzi ale i zwierzęcia. Kiedyś przestanie być małym
      szczeniaczkiem, Ja osobiście nie jestem zwolennikiem męczenia dużych psów np. w
      małych mieszkankach.
      Ale wiesz, w sumie to fajnie, że twój mąż tak spontanicznie podchodzi do kupna
      (wzięcia) psa. Mój najpierw obliczałby ile wyniesie go karma na miesiąc,
      szczepienia itp. rzeczy smile Sama nie wiem, jakim cudem namówiłam go na kotkę ( ja
      uwielbiam koty), ale teraz za nią przepada. Trochę pewnie dlatego, że nie trzeba
      jej wyprowadzać 3 razy dziennie smile))
      Trzymaj się, spróbuj powoli ćwiczyć asertywność, małymi kroczkami, w banalnych
      sytuacjach, a w końcu wejdzie Ci w krew smile
      A na obiad, coś na pewno wymyślisz, jeśli rodzinka nie jest zbyt wybredna. Ja
      mam dziś 15 zł na obiad (2 dorosłe i 2 dzieci)i muszę jeszcze kici suche kupić
      smile Ale jakoś to będzie. W planie ma kopytka albo naleśniki smile))
      Jeśli chałwa poprawia Ci nastrój, to mam nadzieję, że starczyło Ci chociaż na
      malutki kawałek smile
      Trzymam kciuki, żeby przygnębienie minęło szybko i żebyście spokojnie dogadali
      się ze wszystkim. I żeby zapanowała miła świąteczna atmosfera smile)

      Pozdrawiam
    • blou1 Re: Ale mam chandrę. 11.04.06, 10:07
      Hej dziewczyny niezawodne jesteście! Wrażliwieć z tendencją do przesady, to
      ja . A przecież inni mają dużo ciężej. Wróciłam ze sklepu, są cztery kotlety
      schabowe, coś małego słodkiego dla dzieci i pocieszacz dla mnie (ale synek
      musiał uszczuplić zawartość skarboki na poczet nastroju mamy). Kurka, tylko
      wyszliśmy za bramkę mała w te pędy w kałużę, no i mokra poszła. No i tak
      wlekliśmy się, ja z małą na rękach popychając syna jadącego na rowerku bo
      jeszcze wprawy nie ma. Oj koniec dobrego, trzeba obiadek upichcić, zabrać się
      za mycie łazienki i odkurzanie. A co psa to ja psiara ogólnie jestem, ale
      jeżeli już weźmiemy psa to nie za 650zł!. To raz, do tej pory pies w domu męża
      mieszkał w kojcu a u mnie w domu, naszym wspólnym, i o to będę walczyła, no i
      to jedzonko, naprawdę sporo kosztuje utrzymanie. Jeszce kwestia ogrodzenia,
      mamy sąsiadkę lekko zbzikowaną, ogrodzenie kiepskie, między żywopłotem pies sie
      przeciśnie. A boję się że ta kobieta może coś mu zrobić albo porostu uderzyć.
      Labradory są super dla dzieci, wiem, ale często wyjeżdżam do mamy i poprostu
      nie ma siły pies nie wciśnie się między foteliki dzieci. Mąż ostudził swoje
      zapędy ale czas pokarze.
      Trzymajcie się ciepło kobietki pędzę do garów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka