Dodaj do ulubionych

Moja mama...

20.04.06, 18:05
Mieszkamy razem z mężem w 2 pokojach, w jednym Moi rodzice, w drugim My.
Jesteśmy zaledwie 4 miesiące po ślubie, a mieszkanie u mnie zamienia się
powoli w koszmar, nie myslałam nigdy, że będzie aż tak źlesad((A chodzi
oczywiście o moją Mamę. Za niedługo spodziewam się bejbusia a Ona do
wszystkiego się wtrąca, wchodzi z butami w Nasze życie. Daje niepotrzebne
rady, których nieoczekuję odnośnie finansów, wychowania dziecka, oraz mojego
męża, którego mam wrażenie, że bardzo nie lubi (może dlatego że nie mówi do
Niej Mamo). Codziennie słyszę od swojej Mamy o tym jak mnie traktuje mój mąż,
że nic nie robi, woli spać, nie zajmuje się domem, najchętniej wolałaby aby
Mój maż sprzątał całe mieszkanie, pomagał Jej w gotowaniu, chodził spać o 22
i wogóle robił to wszystko na co Mama mam ochotę. Jakkolwiek zwracam Jej
uwagę, żeby się nie wtrącała to obraża się i mówi, że kiedyś sobie zrujnuję
życie i będę sprzątaczką, praczką i gotowaczką tak jak Ona. Już nie mogę tego
słuchać. Cały czas narzeka, że jest Jej źle, boli Ją głowa, codziennie!
Najchętniej to bym sobie wynajęła jakieś mieszkanko ale Nas nie stać (został
jeszcze rok studiów i kolosalnych opłat).Pocieszam się tym, że za rok
będziemy mogli sobie coś wynając i nareszcie żyć sami w spokoju.
Obserwuj wątek
    • monia145 Re: Moja mama... 20.04.06, 18:27
      Na początku naszego małżeństwa też mieszkaliśmy z moją matką. Też nie lubiła
      mojego męża( przez jakiś czas nie miał pracy, traktowała go jako darmozjada i
      lenia). Ja byłam w ciąży, kończyłam studia. Sytuacja zmieniła się po około
      roku, kiedy mały podrósł a my mogliśmy wyprowadzić się do nie urządzonego
      jeszcze mieszkania. Spaliśmy na materacach i gotowaliśmy na butli gazowej.
      Teraz niby jest lepiej, widzimy się dość rzadko, z mężem ma umiarkowanie dobre
      stosunki, poprawne, ale te zadry z przeszłości po9zostały.
      Zróbcie wszystko, ąby jak najszybciej się od Twojej matki wyprowadzić. Niech
      będzie skromnie ale na swoim
      • andaba Re: Moja mama... 20.04.06, 18:54
        A czemu mieszkacie z mamą? A jeżeli nie macie innego wyjścia, to może
        powinniście poczekać z decyzją o ślubie, a tym bardziej o dziecku? Dwa pokoje
        na dwie rodziny to trochę mało, trudno nie wchodzić sobie w drogę. A mamę ma
        prawo denerwować. jakby nie było, obcy facet w jej mieszkaniu...
        • monia145 Re: Moja mama... 20.04.06, 19:02
          To chyba mąż córki a nie obcy facet? I ze względu na szczęście tego małżeństwa
          obie strony powinny wypracować kompromis.
          • aureliana Re: Moja mama... 20.04.06, 19:27
            n dwoch pokojach z obcym facetem starsza kobieta... trudno m isobie wyobrazic
            jakas rewelacyjna atmosfere. jeszcze dzieck ow drodze. skoro mieszkasz z matka
            to mimo ze jestes mezata i z brzuchem dla matki wciaz jestes dzieckiem,
            uzaleznionym od niej.
            • ezdunek Re: Moja mama... 20.04.06, 19:46
              dwoje pasożytów bez perspektyw za to z dodatkowym obciążeniem w bliskiej
              przyszłości siedzi matce na głowie i jeszcze ma pretensje,że tamta ma jakieś
              uwagi i rady
              • shady27 Re: Moja mama... 20.04.06, 19:54
                matko kochana....jakich pasozytow???? jak tak mozna wogole mowic....to ze mieszkaja razem nie usprawiedliwia takiego zachowania....oni sa dorosli i nawet u matki nalezy im sie prywatnosc...ciekawe a mnie zawsze mowiono ze dom rodzinny to moj dom, wiec jestem na swoim a nie obcych ludzi...
              • monia145 Re: Moja mama... 20.04.06, 20:22
                Jestem przerażona Twoją argumentacją i słownictwem. W życiu każdego człowieka
                zdarzają się doły, ale to nie powód do gnojenia i obrzucenia błotem. Nie
                wszyscy mają z góry zaplanowane życie- studia, praca, mieszkanie, dziecko.
                Matka może być niezadowolona ale nie wyczytałam, że oni ze sobą rozmawiają o
                tej sytuacji, tylko te ciągłe pretensje i docinki.
                • monia145 To było do ezdunek! 20.04.06, 20:23
                  • shady27 Re: To było do ezdunek! 20.04.06, 20:30
                    uffff dobrze ze nie pomyslalam ze do mnie ... smile ale masz racje..tez zalamalo mnie slownictwo
              • lolinka2 Re: pasożyty... 21.04.06, 15:07
                Nie wiem jak wygląda to w przypadku tej pary, ale moja teściowa po ślubie
                ZABRONIŁA mojemu mężowi przeprowadzania się do wynajmowanego przeze mnie
                mieszkania i dla dobra rodziny zeby patologiczna nie była, mieszkałam z teściami
                1.5 roku, aż maż dorósł do samodzielnej decyzji. Utrzymywaliśmy się samodzielnie
                w 100% nadal oboje studiując (stypendium plus moja praca na 1.5 etatu) a i tak
                ja byłam zla i obca... nie sądźcie po pozorach...
    • shady27 Re: Moja mama... 20.04.06, 19:55
      wiem ze to glupie ale olej to co mowi mamusia...ja mialam to samo...az w koncu sie wynioslam, plakac sie chce jak sie czyta jak rodzice traktuja swoje dzieci.......postarajcie sie mimo wsyzstko cos znalezc byle z dala od wszechwiedzacej mamusi....
    • smerfetkaa1 Re: Moja mama... 20.04.06, 20:34
      Dziękuję wszystkim za odpowiedzi. Niektóre z Was podniosły mnie trochę na
      duchu. Pasożytami nie jesteśmy bo mimo tego iż oboje studiujemy zaocznie aby
      znaleźć później jakąś lepszą pracę (za studia płacimy bardzo dużo, co miesiąc,
      moglibysmy za to utrzymać mieszkanie, opłacać rachunki itp.) dajemy mamie
      trochę pieniędzy na rachunki, niewiele ale zawsze na coś się przydaje. Nie mamy
      perspektyw aby teraz kupić mieszkania lub tym bardziej wynająć. Chcielibyśmy
      jedynie na ten okres 1,5 roku aby ustabilizowały się stosunki z moją Matką, a
      męża teściową, ale do tego najpewniej nie dojdzie, bo cokolwiek by zrobił mąż
      lub czegokolwiek by nie zrobił zawsze będzie źle. Najgorsze jest to, że wtrąca
      się do Naszych finansów, mówi mi np. na co powinnam odłożyć, co kupić czego nie
      itp. Straszne!!! Na szczęście Ja będę zupełnie inną Matką, wiem to po
      doświadczeniu. Pozdr. i dziękuję za odpowiedzi.
      • shady27 Re: Moja mama... 20.04.06, 20:37
        Smerfi trzymaj sie....cierpliwosci...ja to przerabialam 20 lat....kosmar...ale kiedys sie to skonczy
        • dzoaann Re: Moja mama... 20.04.06, 21:16
          Ja miałam podobnie.Zaczęło się od tego,że moi rodzice sami zaproponowali nam
          mieszkanie u nich,żebyśmy mogli dokończyć studia,mimo wpadki.Sytuacja była taka
          sama jeśli idzie o stosunek mojej mamy do mego chłopa.Z perspektywy czasu
          widzę,że jej ingerencja bez mała zniszczyła moje małżeństwo.Ciężko się tak
          mieszka.Potem zmarł mój tata i mimo że stać nas było na wyprowadzkę to dalej tam
          mieszkaliśmy,by nie zostawiać jej samej.Też nie zdało to egzaminu.Moja mama to
          taki typ,którego nic nie zadowoli.Teraz mieszkamy daleko,finansowo ją
          wspieramy,a jej dalej żle...ale przynajmniej my teraz kisimy sie we włsnym sosie
          i swe problemy rozwiązujemy sami i mamy spokójsmile
          Moja rada_wyprowadż się jak najszybciejsmile
    • qunegunda Re: Moja mama... 21.04.06, 01:04
      wlasciwie dlaczego twoj facet wprowadzil sie do domu twojej mamy? moglby
      mieszkac tam, gdzie do tej pory, sama z dzieckiem stanowilabys mniejsze
      obciazenie dla swojej mamy. fakt, ze jestes w ciazy to zaden argunet za
      mieszkaniem razem, jesli nie ma do tego warunkow.
      swoja drogą gdzie sa jego rodzice? na studia podobno sami zarabiacie, twoja mama
      wam pomaga (tobie i obecmu dla niej facetowi), a co zrobili jego rodzice?

      poza wszystkim uwazam, ze wypominanie matce komentarzy n/t twoich/waszych
      finansow jest bezczelnościa w sytuacji gdy w tak duzym zakresie korzystasz z jej
      pomocy. prowadzicie wspolne gospodarstow domowe i jej swietym prawem jest
      "wtrącanie się". ty ze swoim chlopem powinnoscie mame po nogach calowac, ze
      przyjela was (zwlaszcza jego) pod swoj dach.
      • lenka30a do qunegunda 21.04.06, 09:09
        Musisz być bardzo dumna po napisaniu tak....durnego postu
        jakie Ty masz pokręcone myślenie:
        "facet" niech mieszka osobno, bo to obciążenie, a ona sama z dzieckiem zostanie
        z gderającą, wszystkowiedzącą mamusią,
        to na pewno przyczyni się do poprawy warunków ich życia i pozytywnie wpłynie na
        związek.

        ręce opadają naprawde
        • shady27 Re: do qunegunda 21.04.06, 09:12
          hehehe dokladnie....znam taka pare co osobno mieszka......dramat, to tyle co da sie na ten temat napisac....wogole uwazam ze twierdzenie ze to matki dom jest idiotyzmem, a ta dziewczyna to co??? obca ze to nie jest jej dom....gratulacje, pozniej sie dziwic ze sa rodzinne dramaty skoro tyle osob tak twierdzi...ehhh
          • qunegunda Re: do qunegunda 21.04.06, 18:49
            taaaa
            a matka to juz nie ma nic do powiedzenia we WLASNYM domu

            powinna wyrzucic darmozjadow na zbity pysk, jak chca byc dorosli to niech beda
      • smerfetkaa1 Re: Moja mama... 21.04.06, 10:54
        Jego rodzice nie żyją...
    • kachwi1 Re: Moja mama... 21.04.06, 09:44
      to trudna sytuacja - wiem, bo sama przez to przeszłam. ale prawda jest taka, że
      każda rodzina powinna mieszkać osobno - mówiąc rodzina mam na myśli ciebie,
      męża i dziecko. mieszkanie z rodzicami/teściami nie jest po prostu zdrową
      sytuacją. nawet najbardziej cierpliwi, tolerancyjni ludzie potrafią zamienić
      się we wrogów - inaczej się nie da. każda strona ma swoje racje - rodzice
      przecież są u siebie, dziecko odchowali, jest dorosłe, i powinno być
      odpowiedzialne za swoją sytuację życiową. wy - nie stać was na mieszkanie, twój
      mąż na sto procent nie czuje się komfortowo, żeby nie wiem jak mili byli twoi
      rodzice, to są dla niego obcy ludzie - spójrzmy prawdzie w oczy. i odwrotnie -
      może twoja mama lubi ciszę od 22 - ma do tego święte prawo, jest u siebie w
      domu, pracowała na to całe życie.
      niestety sytuacja w naszym państwie jest chora - przecież trudno wymagać od
      osoby, która ma dwadzieścia parę lat, żeby miała na koncie odłożone sto ileś
      tam tysięcy na własne mieszkanie. no bo skąd? ale jest jak jest i pewnie długo
      się to jeszcze nie zmieni.
      mieszkanie z rodzicami, chociażby w dwupiętrowym domu, a nie w dwupokojowym
      mieszkaniu, jeszcze nikomu nie wyszło na dobre - wszyscy moi znajomi, którzy
      byli w takiej sytuacji, wspominają, że to prawie zniszczyło ich związek. ja ze
      swojego doświadczenia potwierdzam. dlatego na waszym miejscu stanęłabym na
      głowie, żeby wynająć chociaż kawalerkę. jesteście obydwoje dorosłymi ludźmi, i
      siedzenie u mamy w kieszeni chyba nikomu nie jest na rękę. może jedno z was po
      prostu odłoży studia na rok i pójdzie do pracy (z tego, co zrozumiałam z
      twojego postu, żadne z was nie pracuje, ty i chyba twój mąż jesteście na
      studiach, tak?). trzeba wyznaczyć sobie priorytet - co jest dla was ważniejsze -
      rodzina, spokój, własny kąt, czy studia właśnie w tym momencie.
      • cocollino1 Re: Moja mama... 21.04.06, 11:54
        i to jest w/g mnie najrozsadniejsza odpowiedz w tym watkusmile))
        ujete wszystko kulturalnie i senownie, co najwzniejsze prawdziwiesmile)
      • siasiuszek Re: Moja mama... 21.04.06, 14:42
        Przecież napisała, że oboje pracują, ale niestety studia zaoczne kosztują
        bardzo dużo jak ja studiowałam to mi zjadały prawie całą wypłatę. I myślę, że
        odłożenie nauki nic nie da, bo w naszym kraju ukończenie nauki na Wyższej
        Uczelni nie daje gwarancji lepszej pracy i wyższych zarobków.
        • kachwi1 Re: Moja mama... 21.04.06, 14:51
          jakoś nie mogę się dalej doczytać, czy pracują, czy nie, czy oboje, nie wiem.
          ale jest czas na pracę, na naukę, na macierzyństwo, na zabawę, itd. jeśli
          studia kosztują za dużo, żeby siebie utrzymać, to chyba należy z nich (chociaż
          na jakiś czas) zrezygnować. jeśli ma się zaplecze finansowe i nie siedzi
          rodzicom na głowie, to proszę bardzo. trzeba po prostu wziąć za siebie
          odpowiedzialność.
        • shady27 Re: Moja mama... 21.04.06, 15:03
          otoz to......
    • 071979an Re: Moja mama... 21.04.06, 11:39
      U mnie jest podobnie.tyle tylkoże mieszkamy w domku.My na górze a mama na
      dole.Niby osobne kuchnie ,wejścia itd a i tak żle.Wchodzi z butami w nasze
      zycie nie pytając nikogo.Do nas tez wchodzi bez pukania i pytania.A przy
      ostatniej kłótni powiedziała że to jej dom i ze może mówic i robić co zechce.I
      tak już 3lata ,kasy włożyliśmy juz tez troche w to mieszkanie ico?wyprowadzamy
      się ,zamierzamy kupić mieszkanie tylko ona jeszcze o tym nie wie ale będzie
      jazda dopiero jak się dowie.Dodam jeszcze że jest 20 lat po rozwodzie ijest
      saaama.
      • ezdunek Re: Moja mama... 21.04.06, 13:13
        może przesadziłam używając słowa "pasożyty",ale to nie zmienia mojego
        nastawienia do autorki i jej męża.Ułożyli sobie życie nie myśląc o innych.Cztery
        osoby w dwupokojowym mieszkaniu?Nawet jeśli nigdy nie usłyszeli odpowiedzi
        odmownej na taką propozycję,to powinni byli zdawać sobie sprawę,że wiąże to się
        z wielkimi niewygodami,konfliktami i jest utrudnieniem dla jej rodziców,mimo
        drobnej kwoty dokładanej do budżetu.Akurat ja wychodzę z założenia,że jeśli ktoś
        jest dorosły to całkowicie a nie połowicznie i jeśli zakłada rodzinę to
        wtedy,kiedy jest w stanie ją utrzymać.
        • ezdunek Re: Moja mama... 21.04.06, 13:56
          dodam jeszcze,że to normalne że twoja matka oczekuje,że twój mąż będzie jej
          pomagał w domu.jest członkiem rodziny więc niech wykonuje rodzinne/domowe obowiązki
          • shady27 Re: Moja mama... 21.04.06, 14:09
            chwila a przed tem pisalas ze obcym chlopem....wiec albo czlonek rodziny albo obcy chlop
            • ezdunek Re: Moja mama... 21.04.06, 14:20
              shady27 napisała:

              > chwila a przed tem pisalas ze obcym chlopem....wiec albo czlonek rodziny albo o
              > bcy chlop

              przeczytaj sobie moje posty dokładnie,tego stwierdzenia tam nie ma
              • shady27 zwracam honor... 21.04.06, 14:50
                to Azdaba o obcym chlopie napisala....sorry jeszcze raz smile
        • shady27 Re: Moja mama... 21.04.06, 14:09
          gdyby tak wszyscy mysleli to by nie bylo rodzin...nigdy nie ma tak ze czlowieka stac na dziecko, malzenstwo itd....a co zrobic jak wszystko jest ok i nagle tracisz prace, srodki do zycia i musisz wrocic do rodzinnego domu z mezem i dzieckiem??? rozwodzisz sie??? nie,, prawda? wtedy tez powiesz ze jest sie niedoroslym??? litosci !!!
          • ezdunek Re: Moja mama... 21.04.06, 14:18
            podjęcie decyzji o założeniu rodziny kiedy nie można jej utrzymać to jest
            niedorosłość.Nieuwzględnianie w tych planach rodziców,u których (nie "z
            którymi,właśnie "u których") ma się mieszkać,również.

            A gdyby tak gdybać jak ty piszesz, to po cholerę cokolwiek robić skoro i tak się
            umrze?Ta sama logika.Autorka nie straciła nagle środków do życia;sama pisze że
            oboje z mężem są na płatnych studiach i nie stać ich na samodzielne
            życie.Najłatwiej wejść na głowę rodzicom i mieć pretensje że ciasno i że
            cokolwiek chcą
            • siasiuszek Re: Moja mama... 21.04.06, 14:46
              Nie przyszło ci do głowy, że dziecko to może była wpadka. I co wtedy powinna
              zrobić? Usunąć, bo nie ma warunków?
              • kachwi1 Re: Moja mama... 21.04.06, 14:55
                zrezygnować z tego, na co ich w tej chwili nie stać.
                • lolinka2 Re: Moja mama... 21.04.06, 15:15
                  i tu masz rację - ja się z prywatnej uczelnie (elitarnej) przeniosłam na
                  państwową w systemie dziennym, u dziekana wydeptałam ścieżkę a ze ścieżką
                  indywidualny tok studiów i szło żyć...
                  • qunegunda OT do Lolinki 22.04.06, 18:45
                    Mieszkasz w Polsce?
                    pytam, bo pierwsze slysze o elitarnej uczelni prywatnej i mzliwosci
                    przeniesienia sie z platynych studiow na dzienne.
            • shady27 Re: Moja mama... 21.04.06, 14:52
              w sumie troche racji masz....bo jak kogos nie stac to nie idzie na platne studia..w tej chwili najwazniejsza jest rodzina..trudno, studia mozna pozniej dokonczyc....hmmm skoro nie pracuja to kto im finansuje studia??? nie moja sprawa ale jestem ciekawa, bo gdyby zrezygnowali na jakis czas ze studiow to by mogli cos malego wynajac...tak mysle
    • marcik_k Re: Moja mama... 21.04.06, 13:24
      U mnie było tak samo tez mieszkaliśmy przez rok z moimi rodzicami w sumie nawet
      na tak małym terenie nie było najgorzej ale wiedziałam że mój mąż się czuje
      nieswojo i obco chociaż nie narzekał. Jest on jedynakiem mieszkał z rodzicami w
      dwa razy większym domu więc myślałąm że będzie nam wygodniej. Ale neistety się
      przeliczyłam. Niestety nie mamy żadnej prywatności można powiedzieć jak tylko
      mały wstanie powiedzmy o 7 to teść już jest u nas nawet się ubrać nie moge ani
      zjeść w spokoju. I tak przez cały dzień wchodzi wychodzi.Czy ci ludzie nie
      zrozumią że my jesteśmy osobną rodziną. Jesteśmy dorośli też chcemy np.
      posiedzieć sobie wieczorkiem w 3 a nie żeby ktoś nam marudził nad uszami.Oni
      jak chca byc sami czy chce im sie spac to ida do siebie i nikt tam im
      neichodzi. A najgorsze jest to że mąż jest cały dzień w pracy i jak mu mówie to
      on nie widzi problemu. Jakby porozmawiał z nimi i wyznaczył jakieś granice
      byłoby łatwiej. Jak się wkurze to ja z nimi pogadam tylko że nie wiem czy się
      jeszcze do siebie odezwiemy.Ja naprawdę nie wiem co mam robić teraz.Dlatego jak
      miałabym możliwości to bym naprawdę chciałą mieszkać osobno. Więc jeżeli tylko
      macie takie możliwości to tak będzie najlepiej. Bo z tego wynikną tylko
      problemy i konflikty między wami a twoimi rodzicami.
    • anet81 Re: Moja mama... 21.04.06, 14:14
      A czy Wy jesteście w porządku wobec mamy? Czy poczuwacie się o dbania o dom,
      sprzątania w nim, przygotowywania posiłków? Piszesz, ze dokładacie mamie drobne
      kwoty do rachunków, a czy jedzienie kupujecie osobno? Jeśli nie, czy czujecie
      się zobowiązani, zeby to wynagrodzić w inny sposób - swoją pracą w domu?
      Czy nie wygląda to tak, że przyprowadziłaś męża do domu, jak do hotelu i teraz
      Twojej mamie przybył nowy członek rodziny - do obsługiwania?
      Twoja mama może mieć słuszne pretensje, jeśli czuje się wykorzystywana. Moze
      Twój mąż czuje się nieswojo w Waszym wspólnym mieszkaniu - nie chce
      przeszkadzać i nkomu wchodzić w drogę, a Twoja mama odbiera to jako lenistwo?
      Może pora usiąść we czworo do stołu i porozmawiać. Ustalić zadania dla każdego
      domownika, za które będzie on odpowiedzialny. Np Ty mogłabyś przygotowywać
      obiady lub kolacje, Twój mąż odkurzać, sprzątać łazienkę czy wynosić śmieci,
      Twój ojciec jeszcze co innego i Twoja mama również. Niech nie będzie tak, ze za
      wszytsko odpowiedzialna jest Twoja mama i o wszelką pomoc musi prosić - a
      przecież Wy macie obowiązek dbać do dom tak samo jak ona - nie: pomagać jej, bo
      pomaganie oznacza, ze to jest jej obowiązek, a Wy jej tylko z dobrego serca coś
      tam zrobicie - nie! To ma być Wasz obowiązek z którego będziecie rozliczani.

      Mieszkanie razem jest bardzo trudne. Trzeba mieć duuuużo dobrej woli, zeby było
      dobrze. Trzeba zważać na innych i czasami redukować swoje potrzeby i wymagania
      dla dobra całej rodziny i dla spokoju w domu.
      Życzę wszystkiego dobrego
      Anet
      • ezdunek Re: Moja mama... 21.04.06, 14:19
        otóż to
      • shady27 Re: Moja mama... 21.04.06, 14:53
        ooo tu sie zgodze w calej rozciaglosci
    • kalina_p Re: Moja mama... 21.04.06, 14:46
      dlatego ja ise cieszę, że najpierw sie wynioslam z domu, a potem założyłam SWOJĄ
      rodzinę.
      Wiem, ze czasem nie ma mozliwości, wiec pozostaje Wam...przetrzymac.
      Albo: wynajac pokój u kogos, zupełnie serio proponuję, w Warszawie to koszt kolo
      300-400zł, pewnie w rodzinnym domu tez sie do opłat dorzucacie, wiec róznica
      duża nie bedzie, a spokój za to bezcenny...
    • smerfetkaa1 Re: Moja mama... 21.04.06, 15:32
      Ten kto nie mieszkał z rodzicami lub z teściami po ślubie, ten nie wie jak
      naprawdę jest. Owszem oboje pracujemy, z tym, że Ja mam niskie zarobki, mąż
      natomiast chodzi do pracy na zmiany (dodam, że jest to ciężka fizyczna praca) i
      np. jak ma na noc to później przychodzi i chce się wyspać, a mama uważa że
      wystarczy Mu 5,6 godz. spania a później powinien pójść ze mną na spacer (uważa
      że mąż powinien wszędzie ze mną chodzić, bo jestem w zaawansowanej ciąży i może
      mi się coś stać po drodze - głupota).
      Następna sprawa to taka, że jak zaczęliśmy studia to jeszcze nie byliśmy
      małżeństwem tylko nażeczeństwem, a dzidziuś to wpadka (ale kochana wpadka),
      więc wzięliśmy ślub i zamieszkaliśmy z moimi rodzicami (Jego rodzice nie żyją -
      umarli jak był mały). Moja Mama zaoferowała Nam pomoc, dodam, że mieliśmy
      zrezygnować ze studiów, wtedy byłoby nas stać na wynajęcia mieszkania.
      Powiedziała, abyśmy dokończyli studia bo nie warto byłoby rezygnować i stracić
      tyle pieniędzy jakie się włożyło w tą naukę. Nie odkładamy teraz żadnych
      oszczędności bo po prostu po opłaceniu studiów i trochę wręczonych składek
      Mamie pozostaje Nam tylko na bieżące wydatki, jak np. utrzymanie samochodu
      (starego) i na jedzenie dla Nas.
      • shady27 Re: Moja mama... 21.04.06, 15:33
        no to juz nie rozumiem Twojej mamy....najpierw mowi zebyscie studia konczyli a pozniej ma pretensje ze mieszkacie z nia....
        • kachwi1 Re: Moja mama... 21.04.06, 15:53
          ale to raczej nie mama ma pretensje, że mieszkają, tylko autorka postu ma
          pretensje do mamy, że się wtrąca.
          do autorki: z tego, co napisałaś, wnioskuję, że macie wybór: studia czy własne
          mieszkanie. to jest wasz wybór - i jeśli już wybraliście, to nie narzekaj. a
          jeśli jest aż tak źle (jak pisałam wcześniej - wiem, o czym mówisz, też przez
          to przeszłam), to wyjście jest chyba jasne jak słońce.
          przeszkadza ci obecna sytuacja - zmień to. możesz. pracujesz. nie jesteś w
          sytuacji bez wyjścia. a nie oszukujmy się - lepiej nie będzie. nikt nie będzie
          się czuł szczęśliwszy i będziecie działać sobie na nerwy coraz bardziej. szkoda
          dzieciaka.
        • ezdunek Re: Moja mama... 21.04.06, 15:58
          w takiej sytuacji cię rozumiem.Wybacz poprzednie określenia,ale na podstawie
          tego co pisałaś można było wysnuć różne wnioski.jedyne co mogę poradzić to
          większy udział w pracach domowych,nie chodzi tylko o pieniądze ale o wyręczanie
          mamy w gotowaniu,prasowaniu,zakupach itp.Wydaje mi się tylko dziwne,że nie
          wzięłaś urlopu dziekaŃskiego na ten semestr.Skoro jesteś w zaawansowanej
          ciąży,to w lutym już o dziecku wiedziałaś,a i udałoby wam się wtedy sporo
          zaoszczędzić.

          I zastanów się nad czymś małym ale własnym.Szczególnie w tym pierwszym
          okresie,kiedy się "docieracie" powinniście być tylko we dwoje.Obecność rodziców
          raczej wam przeszkodzi niż pomoże
    • masara25 Re: Moja mama... 21.04.06, 15:50
      Kurcze, szkoda tylko,że dzidzia się urodzi , a Wy nie będziecie w takiej
      atmosferze tak w pełni się tym cieszyć...Pomyślcie sobie,że kiedyś bedziecie
      się z tego ( być może) śmiać, i róbcie wszystko,że rwać z tego domu szybko. Po
      co macie przez to się kłócić itd. Lepiej żyć skromnie, ale SAMEMU.
      A to,że mieszkacie u Twojej mamy, nie daje jej absolutnie prawa wtrącać się
      między was i prawienia morałów. Głowa do górysmile
      • ezdunek Re: Moja mama... 21.04.06, 16:00
        mama ma prawo do uwag/sugestii/komentarzy.jeśli nikogo nie obraża,może się
        wypowiedzieć o decyzjach i życiu dzieci.Dorosła czy nie,brzuchata czy
        nie,pozostaje córką swojej matki
        • masara25 Re: Moja mama... 21.04.06, 16:10
          Bycie mamą nie oznacza prawa do psucia krwii i trucia...tym bardziej jak córka
          jest w ciązy.
          • kachwi1 Re: Moja mama... 21.04.06, 16:15
            ale pewnie mama robi to z troski i z dobrymi chęciami, a nie dlatego, żeby
            zepsuć córce krew. tylko trudno jej zrozumieć, że właśnie takie skutki mogą
            mieć jej dobre rady. i dlatego trzeba pomyśleć o własnym gniazdku rodzinnym.
    • kleonike Re: Moja mama... 21.04.06, 17:22
      Nie przejmuj sie wszystko sie ulozy.My tez po slubie mieszkalismy troche u
      moich rodzicow,metraz co prawda wiekszy ale w sumie o to samo chodzi.Wiem,ze
      dla Mamy tez poczatki byly trudne,najpierw mowila,ze nie wypobraz sobie zycia z
      obcym czlowiekiem pod jednym dachem,mimo ze go niezle znala.Maz ma otwarty
      charakter,lubi pomagac,pogadac wiec dosc szybko go bardzo polubila i teraz
      traktuje jak wlasne dziecko.Zobaczysz dotra sie ale twoj maz tez musi sie
      przylozyc,troche pomoc,zrobic cos zyczliwie ot,tak jakoas przyjemnosc,przyniesc
      czasem kwiaty dla tesciowej,moze ciastka,dac do zrozumienia,ze ja lubi,szanuje
      i zalezy na dobrych stosunkach.Moze przelamie sie i zacznie mowic "mamo"?I
      niech mama widzi,ze maz dba o ciebie i cie sznuje,to ja na pewno
      uspokoi."Dobre"rady puszczaj mimo uszu,nie komentuj,nie denerwuj sie,pomysl ze
      to dla dobra waszych stosunkow.Przypuszczam,ze u was wcale nie chodzi o
      pieniadze,mama po prostu martwi sie czy bedziesz szczesliwa i nie zaharujesz
      sie.Pogon wiec meza,nie od czsu do czsu sprzatnie mieszkanie,przynajmniej wasz
      pokoj,lazienke,korona mu z glowy nie spadnie a tesciowa bedzie zadowolona.I od
      poczatku zaangazuj go do pomocy przy dziecku.Glowa do gory!
      • siasiuszek Re: Moja mama... 21.04.06, 19:15
        Popieram powoli się dotrą trochę dobrej woli ze strony zięcia i wszystko będzie
        dobrze. A na uwagi swojej mamy przytakuj i rób swoje. Przetrzymajcie ten rok
        szkoda by było przerwać studia, bo później jak pojawi się dzidziuś możecie nie
        mieć siły żeby znowu zacząć. Ja również na 4 roku byłam w ciąży urodziłam
        wykarmiłam piersią obroniłam prace magisterską i wszystko się dobrze skończyło.
        Powodzenia rok minie jak z bicza strzelił i będziecie mogli spokojnie zacząć
        nowe życie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka