Dodaj do ulubionych

A gdyby tak wprost?...

15.06.06, 22:05
Podczytuję z racji nadprogramowego czasu - i taki mi się wniosek nasuwa - a
gdyby tak egzystować z najzwyklejszą otwartością?
Zamiast nosić w sobie tyle niepogodzenia, złości, ocen?

Po prostu, załatwiać sprawy do ręki, te, które się da, a zaryzykuję
stwierdzenie, ze da sie większość. Powiedzieć teściowej prosto i grzecznie, a
najzupełniej szczerze i otwarcie, co się chce, czego się nie chce,
ewentualnie z krótkim dlaczego albo i nie. I to zaraz, nie jak się nawarstwi.
Powiedzieć temu harcerzowi czy pani przy kasie - dziękuję, ale wolę sama to
popakować, albo i dodac instruktaż w dobrej intencji, niech się nauczą - że
wolę pakować mieso osobno, jajka i drób osobno, owoce warzywa osobno,
mrożonki w osobnej torbie, chleb i bułki razem z tym, co zapakowane
(pudełka). Nie rozsierdzą następnego klienta.
Bez złości po prostu odejść, jak nam ktoś smrodzi za plecami, poprosić o
niepalenie, wyjaśnić służbowe zaszłości - nie bierz tej pracy, ja ją już
zaczęłam i chciałabym się pod nią podpisać.
Nianię zapytać, ile by pani chciała dostać, a potem powiedzieć swoja cenę i
ew. negocjować.
Męża poprosić po ludzku, zajmij się dziećmi, chciałabym sie położyć bo padam.
Można i podróż komunikacją publiczną potraktować jako doświadczenie życiowesmile)
Głupią pyskatą sprzedawczynię zanalizować sobie w duchu psychologicznie
zamiast się emocjonalnie angażować.

Ja mam trening w rozmowach np. z pacjentami - wysłuchuję ich bluzgów, że
czekali, ze specjalista, że czemu usg głowy płatne, a ten antybiotyk co pani
mi przepisała to do dupy jest!! wysypkę po nim mam! A ostatnio to nie brałem
tego co pani przepisała.
Ja słucham do końca i nie przerywam, a potem normalnie pytam, bez ocen, bez
emocjonalnych uniesień. Rozumiem, że on, pacjent, jest w sytuacji stresowej,
coś na niego spadło, jest zależny, bo chory, a to ja go mam leczyć. Pytam
życzliwie i otwarcie. No nie brał pan, dlaczego. To się zastanówmy, co z tym
zrobić. Bo drogi, bo się pan źle czuł, bo się pan nie będzie truł? Wzięła
pani sama antybiotyk który był w domu, jaki, w jakiej dawce, czy ma datę
ważności, wiadomo, że to nie jest najlepszy pomysł, ale pomyślmy, co z tym
zrobić teraz - w tym przypadku źle się stało, a w tym spróbujmy cos na tym
zbudować. Rozumiem, że to wkurzające, spróbujmy się w tym znaleźć, ma pan
takie a takie wyjście. Rozmawiamy sobie i widzę, że mur pretensji, złości,
żalu znika, rozstajemy się w miłym poczuciu że wszystko jasne w każdym razie.
Ja stawiam warunki z mojego punktu widzenia i wiedzy, a pacjent wie, na co
się godzi lub nie.
Naprawdę tak można - w całym swoim życiu zawodowym starczy mi jednej ręki na
policzenie prypadków, żebym nie mogła się z kimś dogadać i w sumie nie
narzekam na pacjentów no może że ich jest tylu że padam.

Uważam, że mówienie wprost, z intencją rowiązania problemu, nie wywołania
draki, załatwia NIEMAL wszystko. Szerość uber allessmile

Pewnie, ze są sytuacje trudne pomimo to, ale szacuję że jest ich 10%.
Ludzie, prościej i otwarcie - zamiast ziać potem złością na forum - chociaż
to pikuś, gorzej, że te złe uczucia niszczą tylko NAS, kiedy je nosimy w
sobie.
A może ja już oportunistka jestem, ale naprawdę mało mnie rzeczy ruszawink
Obserwuj wątek
    • przedszkolak2 Re: A gdyby tak wprost?... 15.06.06, 22:29
      Pesteczko, Ty potrafisz, bo dojrzała emocjonalnie jesteś (jak niewiele osób, z
      którymi miałam do czynienia).
      Ja też mówię wprost, ale mnie to bardzo! dużo kosztuje.
    • babsee Re: Ale widzisz Pesteczka.. 15.06.06, 22:44
      problem jest taki,ze ludzie to chyba nie lubią jak im sie wprost coś mówi.Chyba
      ze ja jestem dyplomata do bani.Ale zauważylam ze jak mówie wprost to reakcja
      jest przedziwna-rozdziawienie gęby i zdziwienie.I nieważne,czy pani na placu
      zabaw "pani dziecko jest niegrzeczne,prosze mu zwrócic uwage" czy też pani
      fryzjerce :ostrzyglas mnie do bani,zróbmy coś z tym,poprawmy"
      Ludzie prawdy nie lubią.Lubią wierzyc ze robią dobrze.Tylko ze ja nie znosze
      kretyńskiego,kłamliwego umizygiwania sie.I wole jak mi szef powie "spieprzylas,
      popraw"Niż nic nie powie tylko będzie łypał złym okiem.
      • lila1974 babsee 15.06.06, 23:14
        Widzisz, bo tu chodzi również o dobór słów, intonacji i mimiki twarzy, gdy sie
        człowiek do człowieka zwraca oraz o intencje.
        W wypowiedzi pesteczki zapewne nie o to chodzi, by walić wszystkim wszystko
        prosto w oczy i bez żadnych ceregieli, tylko o to, że można ludziom coś
        zakomunikować zanim nabijemy sobie glowę negatywnymi emocjami i wyskoczymy do
        nich z pretensjami.
        Z własnego podwórka - zakładam, że ludzie mają prawo popełniać błędy, że każdy
        jest inny i inne ma spojrzenie na świat, że nie koniecznie muszą nimi kierować
        niskie pobutki i to mi wystarczy, by mieć z nimi dobre relacje, a jeśli spotkam
        się z czymś niemilym ze strony bliźniego, to zanim zareaguję złością zwyczajnie
        się zastanowię, czy warto.
    • babsee Re: A gdyby tak wprost?... 15.06.06, 22:45
      Natomiast zdecydowanie walczę w domu.zawsze mówie mężowi "mów chłopie co jest
      grane,bo ja nie wróżka i sie nie domyśle"Tak jest lepiej,łatwiej i szybko jest
      przyjemniej smile
    • aski68 Re: A gdyby tak wprost?... 15.06.06, 22:53
      Mądrego człowieka to i miło poczytać smile
      Mądrość pesteczko to Twoje drugie imię smile
      Obiema łapkami się pod Twoim tekstem podpisuję, rozmowa WIELE załatwia,
      rozjaśnia i wyjaśnia. Nie męczymy się w więzieniu swoich myśli, wyobrażeń i lęków smile
      Pozdrawiam serdecznie smile
      • agaa_p Re: A gdyby tak wprost?... 15.06.06, 23:32
        czasem to nam się po prostu nie chce postarać. Zachowanie, które opisałaś wymga od nas więcej wysiłku niż pominięcie, zlekceważenie, zbluzganie. łatwiej jest coś przemilczeć, albo burknąć za czyimiś plecami. Nie wiemy, jak ktoś zareaguje na nasze słowa, myślimy, że to i tak bez sensu.
        no i przede wszystkim nasze zachowanie w pracy...na tym polu można więcej znieść niż na gruncie prywatnym, inaczej się pewne zachowania tłumaczy.Podobnie jak w przypadku, który opisałaś.
    • monia145 Re: A gdyby tak wprost?... 15.06.06, 23:40
      ... to zapewne, stosujac twoją strategię, Pesteczko, mniej byłoby
      sfrustrowanych, agresywnych, rozżalonych ludzi na świeciesmile. Prawda jest taka,
      ze brakuje ludziom asertywności, odwagi w mówieniu tego, co nam przeszkadza i
      na co sie nie zgadzamy, umiejetności w komunikacji inetrpersonalnej. Nie
      podejmujemy ryzyka wygłoszenia własnego zdania i później gryziemy się, tłumiąc
      i żując w sobie te wszystkie urazy, które inni nam serwują. Brakuje tez czasami
      przejrzystości i szczerości w komunikacji- a pzrecież druga osoba nie jest
      jasnowidzem i nie musi " domyslać " sie o co nam chodzi.
      Z Twojego postu wynika, że jesteś odważną osobą i nawet jesli komuś nie podoba
      sie Twoja szczerość, jej efekty sa na pewno zdrowesmile)))))))( dosłownie i w
      przenośni)
    • anek.anek idealistka:)) 15.06.06, 23:55
      niestety w relacjach z bliskimi to nie takie prostesad chciałabym móc mówić
      zawsze to co czuję i myślę, wyrażać prosto swoje żale i prośby. Niestety nie z
      każdym mogę sobie na to pozwolić. Chociaż z drugiej strony już sobie wiele osób
      "wychowałam" w ten sposób. Znajomi wiedzą, że jeśli coś mi się nie podoba to
      mówię to szczerze, ale BEZ URAZY i zbędnych żalów. Bez złośliwości. To też jest
      ważne. Ten sposó kompletnie jednak nie udaje się kilkoma osobami: z nimi muszę
      lawirować jak się da, udawać, że jest ok kiedy zupełnie nie jest. Pesteczko, to
      wszystko możliwe pod warunkiem, że WSZYSCY będą potrafili rozmawiać szczerze,
      bez cienia złośliwości, bez wypamiętywania, i tak samo, że wszyscy nauczymy się
      przyjmować takie asertywno-egoistyczne postawy innych.
      • y_y Re: idealistka:)) 16.06.06, 00:18
        ano idealistka smile rozmowy szczere i prowadzące do rozwiazania konfliktu są
        niestety możliwe w sytuacji, gdy obie strony są zaangażowane i w miarę jednakowo
        im zależy na osiagnięciu porozumienia. natomiast zdarzają sie przypadki
        niereformowalne, ktore przytakną głową, obiecają poprawę i jakby nigdy nic
        zaczną robić po staremu.

        ale dojrzewam powoli do myśli, aby na pytanie siostry męża "kiedy kolejne
        dziecko" zamiast jak do tej pory odpowiadać przepraszajacym uśmiechem - rzucić
        tekst "nie będzie kolejnego dziecka, mam już dwoje, tym drugim jest mój mąż a
        twój brat, nie jest dla mnie partnerem, jest dzieckiem, któremu trzeba ciągle
        wybaczać potknięcia i zapomnienia, którego lenistwo trzeba akceptować w imię
        spokoju i nieczepiania się" . i jeszcze wiecej, dalej i głębiej w temat. no.
        • pesteczka5 Re: idealistka:)) 16.06.06, 06:30
          Wielka prawda, ze w kontaktach z bliskimi jest trudniej.
          Im bliższy i bardziej emocjonalny kontakt, tym się robi wszystko bardziej
          skomplikowane (dla mnie chociażby)... ale z tesciową to się juz wg moich
          kryteriów dasmile

          Co do asertwności, ja się spinam wewnętrznie na dźwięk tego słowa, ono niesie w
          sobie dobre i niekoniecznie dobre treści.
          Plac zabaw: ja bym nie powiedziała, że pani dziecko jest niegrzeczne, proszę
          zainterweniować. Powiedziałabym: widzę, że chyba naszym dzieciom trzeba pomóc
          to załatwić - z uśmiechem tym bardziej kretyńsko słodkim, im bardziej najeżona
          zdaje się mama. Jeśli to osoba nierokująca, biorę swoje dziecię ze strefy
          konfliktu i już.

          Tak jest Lilu, o to chodziłosmile

          A jeszcze, z obawą tu zajrzałam, bo moja naiwność to sie chyba do leczenia
          nadajewink Ale jestem za stara na grube zmiany i zostanę przy swoim. Mnie chyba
          praca tak "otorbiła".
          Poza tym, ja nie oczekuję że ktoś obieca poprawę i się pokaja. Ludzie nie lubią
          się kajać. Nie lubią też, jak się im wali oceny prosto w oczy. Lepiej
          hipnotyzować wzrokiem i stwarzać sytuację, kiedy ktoś się poczuje uprzejmy, co
          mu imputuję a on bierze jak swojesmile

          O bliskich kontaktach się tu nie będę wywnętrzać, albowiem jestem typem
          emocjonalnym, a emocji mam dośc, przychomikowałam z tych zewnętrznych;P
          • niutaki Re: pesteczka:))))))))) 16.06.06, 09:24
            babka na poziomie z Ciebie, naprawdęsmile z przyjemnością czytam Twoje wypowiedzismile
          • redmiss Re: idealistka:)) 16.06.06, 09:43
            pesteczka5 napisała:
            (...)

            Nie lubią też, jak się im wali oceny prosto w oczy. Lepiej
            > hipnotyzować wzrokiem i stwarzać sytuację, kiedy ktoś się poczuje uprzejmy,
            co
            > mu imputuję a on bierze jak swojesmile

            to ja juz nic nie rozumiem! jak to się ma do tematu Twojego wątku?
            walić prosto w twarz, czy "hipnotyzować", mówić co sie myśli? czy szukać
            wyszukanych słów, żeby nie powiedzieć prawdy? widzę tu parę sprzecznosci, a
            dziewczyny Ci hołdy składają wink
            chyba podobnie jak w życiu, coś tutaj pokoloryzowałaś smile

            • lola211 Re: idealistka:)) 16.06.06, 10:13
              A ja sprzecznosci nie widze.Chodzi o to, ze prawde mozna powiedziec na tysiac
              sposobow- grzecznie i mniej grzecznie, madrze i walac miedzy oczy- kwestia
              wyczucia, taktu, kultury albo ich braku.
              Po prostu- sztuka dyplomacji sie klania.
    • kokko4 Re: A gdyby tak wprost?... 16.06.06, 09:32
      Pesteczko- mądra kobietka z Ciebiesmileja odkąd tę zasadę wcieliłam w życie mam o
      wiele mniej stresu, główkowania- a co by było gdyby.
      Pozdrawiam Cię serdecznie
    • triss_merigold6 Re: A gdyby tak wprost?... 16.06.06, 09:33
      Pesteczko, bardzo ładnie to ujęłaś ale zastosowanie w praktyce wymaga dobrych
      chęci wszystkich stron i umiejętności przyjęcia odmowy czy cudzego zdania.
      Przede wszystkim klarowne komunikaty: potrafię powiedzieć fryzjerce/pani w
      sklepie/kelnerowi jasno i grzecznie o co mi chodzi i to działa. Z nianią nie
      mam konfliktów, nie obruszam się jeśli coś mi sugeruje albo doradza, bo mam do
      niej zaufanie i widzę dobrą wolę.
      Natomiast np. teściowej wielokrotnie i wprost mówiłam o jednej jedynej rzeczy
      na jakiej poszanowaniu mi zależało. Nie pojęła kobieta więc uciełam z nią
      kontakty.
    • rycerzowa Re: A gdyby tak wprost?... 16.06.06, 10:34
      W prosty sposób rozwiązuje się proste sprawy i większość z nas to potrafi.
      Tak jak piszesz, potrafimy przecież powiedzieć fryzjerce i innemu
      rzemieślnikowi, o co nam chodzi, i "podziekować" harcerzykowi przy kasie.
      Ale zawsze tak prosto to się nie da.

      Po pierwsze, my nie zawsze musimy mieć rację.
      Po drugie, jeśli nawet powiemy szczerze, czego chcemy, to wcale nie znaczy,że to
      uzyskamy. Bo niby dlaczego ma być tak, jak my chcemy. Inni też "chcą".
      Po trzecie, ciągłe szczere gadanie,że się czegoś chce, robiłoby z nas istoty
      niesamowicie upierdliwe. Wiele rzeczy lepiej przemilczeć, zrezygnować.
      Po czwarte, nasza szczerość może kogoś niepotrzebnie zranić.
      Po piąte, pewnych rzeczy nie uzyska się na żadanie, bo sęk w tym, aby działy się
      "same", z natury (czyjś szacunek, podziw, uczucie, pamięć, itp).
      Po szóste, jasne formułowanie własnych pragnień ma jeszcze tę wadę,że się
      "odkrywamy", pokazujemy, na czym nam zależy, co nas boli, jak można nas zranić.

      Gdyby istniał jakiś algorytm - czyli wzór postępowania - na życie, to
      rzeczywiście byłoby łatwiej.
      Tymczasem nie ma lekko.
      • pesteczka5 Rycerzowo:) 16.06.06, 15:57
        rycerzowa napisała:

        > W prosty sposób rozwiązuje się proste sprawy i większość z nas to potrafi.
        > Tak jak piszesz, potrafimy przecież powiedzieć fryzjerce i innemu
        > rzemieślnikowi, o co nam chodzi, i "podziekować" harcerzykowi przy kasie.

        Nie, właśnie nie... to co napisałam, tyczyło się osób, których się tyczyłosmile
        Nie tych, które umieją.

        > Ale zawsze tak prosto to się nie da.

        Oczywiście. Nie twierdzę tak.

        >
        > Po pierwsze, my nie zawsze musimy mieć rację.

        Nikt tak nie twierdzi. Ale niekonfliktowe formułowanie tego, co mamy do
        powiedzenia, i nastawienie otwarte - ułatwia porozumienie. Nie upieram się przy
        modelu asertywności zakładający serwowanie własnej nieomylności i waleniu
        prawdy prosto w oczy jaka by nie była.

        > Po drugie, jeśli nawet powiemy szczerze, czego chcemy, to wcale nie znaczy,że
        to
        > uzyskamy. Bo niby dlaczego ma być tak, jak my chcemy. Inni też "chcą".


        I tu się zgadzam. Powtórzę, że nie prezentuję postawy mówię i wymagam. Miałam
        na myśli postawę jestem otwarta, lubię wyjasnienia i mam dobrą wolęsmile Licząc na
        to, że druga strona to zobaczy i odłoży obuch, i będzie możliwe uzgodnienie
        stanowiska. I będę się trzymac tego, że to działa. Poza tym, ludzie nie muszą
        się zgadzać, żeby pokojowo egzystować. Czasem wystarczy, że się zaakceptują. A
        akceptować łatwiej, jak sie ma do czynienia z kimś, kto nie prezentuje
        strategii zaczepnej, obrazy w milczeniu. Wciąż przychodzi mi do głowy przykład
        mojej teściowej, trudnej i obrażalskiej, która potrafi szntażować swoim
        niezadowoleniem, a w kontaktach z nami, mimo wielu różnic zdań, niesamowicie
        się otworzyła, ani raz nie doszło do konfliktu i jakoś wszyscy zadowoleni. A w
        całej tej rodzinie funkcjonowały metody nie mówienia wprost, tylko szeptania po
        kątach i wiecznych kwasów...

        > Po trzecie, ciągłe szczere gadanie,że się czegoś chce, robiłoby z nas istoty
        > niesamowicie upierdliwe. Wiele rzeczy lepiej przemilczeć, zrezygnować.


        I tu zgadzam się w całej rozciągłości. I praktykuję, co chyba napisałam jak
        sądzęsmile


        > Po czwarte, nasza szczerość może kogoś niepotrzebnie zranić.

        I to napisałam. Może nieco obok, bo o asertwności. Ona też może ranić. Nie
        pcham się ze szczerością wszędzie pro publico bono. Nie walę nikomu w oczy, że
        źle wygląda, że źle postępuje z dzieckiem. I nie postuluję tego. Nie uważam, że
        jestem zbawiaczem świata i każdy koniecznie musi znać moje zdanie. Uważam
        jednak, że stwarzanie klimatu szczerości (w rozumieniu otwartości) i jasna
        komunikacja niweluje w zarodku wiele potencjalnych konfliktów. Przy czym
        niekoniecznie musi być to szczerośc do bólu. Starając się wygenerować w
        ludziach uprzejmość (bo o tym pisałam, to moze zakrawać na manipulacjęsmile nie
        staram się wygenerować w nich przejęcia mojego zdania, lecz zepchnąć sprawę na
        pokojowe tory, bo wtedy jest szansa znalezienia rozwiązania.

        > Po piąte, pewnych rzeczy nie uzyska się na żadanie, bo sęk w tym, aby działy
        si
        > ę
        > "same", z natury (czyjś szacunek, podziw, uczucie, pamięć, itp).

        Szacunek, podziw, pamięć, a także wdzięczność, są to wspaniałe rzeczy do
        dawania. I do samoistnego powstawaniasmile Natomiast beznadziejnie się sprawdzają
        w żądaniu i wymaganiu. Do żądania, ani nawet oczekiwania kiepsko się nadają, i
        powiem więcej, uważam, że oczekiwanie, a już tym bardziej żądanie którejś z
        nich jest niebezpiecznewink Szacunek się wzbudza albo nie, uczucia niczym nie
        wyciągniesz, jak go nie ma. Robiąc cos dla kogoś lepiej z góry założyć, że nie
        oczekuje się wdzięcznośći i jużsmile OCzekiwanie wdzięczności czy tam pamięci może
        zrodzić tylko ferment.
        Natomiast, są to wspaniałe uczucia do wzbudzania i pielęgnowania w sobie. Wtedy
        są budujące, rozwijające. Staram się to przekazywać dzieciom, że dobrze jest
        czuć wdzięcznośc nie dlatego, że ktoś jej oczekuje, ale dlatego, że jest to
        uczucie, od którego wszystkim przybywa - i czującemu wdzięczność i temu,
        którego wobecsmile Czując wdzięczność do kogoś, podziw, szacunek, mamy ochotę
        podać dalej, żyjemy w bardziej przyjaznym świecie, a wzbudzając w sobie dobre
        uczucia człowiek sie sam lepszy staje. Oczekując natomiast, niekoniecznie.

        > Po szóste, jasne formułowanie własnych pragnień ma jeszcze tę wadę,że się
        > "odkrywamy", pokazujemy, na czym nam zależy, co nas boli, jak można nas
        zranić.

        Mówisz o sprawach powszednich, czy o uczuciach? Bo ja o powszednichsmile Jak pani
        w naszym sklepie NIGDY już nie ma kefiru, jak jest upał i po pracy chcę kupić
        4 na chłodnik, zamiast się złościć i bluzgać w domu, że mogłaby kobieta pójść z
        postępem i poczuć koniunkturę, z uśmiechem mówię JEJ, że przy tej fali upałów
        jutro kupiłabym 8 i pewnie nie tylko jasmile

        Ja nie wychwalam postawy, oto ja, moje uczucia, moje bóle, moje oczekiwania, i
        zaraz was tu przekonam. Ja tylko wolę być osobą (praca), której się mówi, że
        się np. nie zrealizowało zaleceń, bo to i to, bo to umożliwia porozumienie.
        Trwanie w niedomówieniach i szeptanie po kątach go nie ułatwia.


        > Gdyby istniał jakiś algorytm - czyli wzór postępowania - na życie, to
        > rzeczywiście byłoby łatwiej.

        Pewnie.

        > Tymczasem nie ma lekko.

        Nie twierdzę. I w sferze, którą wyłaczyłam, bo jest bardziej skomplikowana, nie
        uważam, że zawsze i do bólu góra słów i szczerości wszystko ułatwia.

        Rycerzowosmile z wielką uwagą czytam Twoje posty. Nie wydaje mi się (z grubsza),
        abym miała z Tobą o czym polemizowaćsmile albowiem w większości sie zgadzam-
        rozumiem-daje mi do myślenia.
        Pozdrawiam!
        • ja-estera Pesteczko 18.06.06, 00:37
          Przeczytalam z uwaga to co napisalas Ty i pozostale osoby i chetnie
          porozmawialabym jeszcze wlasnie o tym komunikowaniu sie z rodzina. Mnie
          niestety zupelnie to nie wychodzi. Wezmy na przyklad najswiezsza sytuacje,
          zwiazana z narodzinami mojego dziecka. Urodzilo sie ponad rok temu, a miomo to
          moja Mama doprowadza mnie do bialej goraczki, dajac mi rady, o ktore nie
          prosze, a nawet wrecz usilujac wymuszac na mnie pewne okreslone zachowania.
          Typowa jest np. sytuacja, kiedy to w obecnosci pozostalej czesci rodziny (moje
          starsze siostry z mezami i dziecmi oraz moj Ojciec) Mama zwraca sie do mnie: "
          Powinnas zalozyc dziecku czapke". Odpowiadam, ze nie uwazam tego za konieczne,
          gdyz w mojej ocenie jest cieplo a wiatr nie jest silny. Mama nalega, ja
          odmawiam i powtarzam argument, rozbudowujac go odpowiednio. Mama: "musisz
          zalozyc czapke". Odpowiadam, iz nie zaloze. Mama: "naloz czapke" (tonem
          rozkazujacym). Odpowiadam :"nie". Mama usiluje nalozyc mojemu dziecku czapke.
          Jak dla mnie sytuacja zupelnie absurdalna.
          Uslyszalam pozniej od mojej 17-letniej siostrzenicy, ktora byla swiadkiem
          zdarzenia, ze byla zaskoczona sposobem jaki Babcia sie do mnie odnosila.
          Nie pomaga spokojne tlumaczenie, ze jestem dorosla, ze to jest moje dziecko i
          mam prawo samodzielnie decydowac o tym jak bedzie ubierane, zywione,
          wychowywane. Z uwaga wyslucham tego, co Mama ma mi do powiedzenia, ale uwazam,
          ze nie moze ona ingerowac a tym bardziej narzucac mi swoje decyzje. To wszystko
          mowilam wiele razy, raz spokojnie i grzecznie, innym razem ze zloscia i
          agresywnie. Nic do nie nie dociera. Ona uwaza, ze wie lepiej.
          Sytuacji jest wiele i mialam juz tego tak serdecznie dosc, ze zdecydowalam, ze
          nastepnym razem pojade do Polski odwiedzic rodzine dopiero na Swieta (mieszkam
          z mezem zagranica).
          Boli mnie, ze nie umiem sie dogadac z wlasna rodzina, ale nie mam pojecia jak
          te sytuacje naprawic. Jednoczesnie nie chce, zeby moje dziecko nie znalo
          rodziny w Polsce, poniewaz ja nie jestem w stanie przebywac w rodzinnym gronie
          dluzej niz 2 dni, bo pozniej zostaje wyprowadzona z rownowagi, porycze sie z
          wscieklosci i zaczynam zachowywac sie nieuprzejmie.
          • anna-pia Re: Pesteczko 19.06.06, 00:35
            dogadam się z każdym, pod warunkiem, że nie jest to moja teściowa
            kobieta ta nie rozumie, że alergik (rok i 8 mies.) nie może jeść NIC, co
            pochodzi od krowy (dla niej mleko, śmietana, jogurt, cielęcina to nie jest
            białko krowie), truskawek ("babcia by ci dała, ale mama zabrania"), że może byc
            uczulony n aróżne inne rzeczy (choćby czereśnie), tylko urządza scenę, że
            "cokolwiek ja zrobię, jest na nie"
            niestety, kończy się na tym, że udajemy, że się nie widzimy
            przykre, ale nie odpuszczę - nie po to pilnuję wszystkiego, co młody je, żeby
            potem ktość nakarmił go czymś, co spowoduje, że dziecko drapie się do krwi

            nie zakładam, że ja mam rację - oczywiście, pewnie za rok czy dwa młody nawpycha
            sie truskawek i co najwyżej brzuch go rozboli, ale t.e.r.a.z. mu nie wolno
            - do teściowej nie trafia argument o tym, że dany produkt uczula, że soku z
            L-karnityną nie powinno się dawać dziecku (zwłaszcza szczupłemu, hehe) itd.

            to jest jedyny przypadek, kiedy nie rozmawiam, tylko stawiam żądania
    • aleksandrynka Re: A gdyby tak wprost?... 19.06.06, 02:02
      Ja mam trening w rozmowach np. z pacjentami - wysłuchuję ich bluzgów, że
      > czekali, ze specjalista, że czemu usg głowy płatne, a ten antybiotyk co pani
      > mi przepisała to do dupy jest!! wysypkę po nim mam! A ostatnio to nie brałem
      > tego co pani przepisała.
      > Ja słucham do końca i nie przerywam, a potem normalnie pytam, bez ocen, bez
      > emocjonalnych uniesień. Rozumiem, że on, pacjent, jest w sytuacji stresowej,
      > coś na niego spadło, jest zależny, bo chory, a to ja go mam leczyć. Pytam
      > życzliwie i otwarcie. No nie brał pan, dlaczego. To się zastanówmy, co z tym
      > zrobić. Bo drogi, bo się pan źle czuł, bo się pan nie będzie truł? Wzięła
      > pani sama antybiotyk który był w domu, jaki, w jakiej dawce, czy ma datę
      > ważności, wiadomo, że to nie jest najlepszy pomysł, ale pomyślmy, co z tym
      > zrobić teraz - w tym przypadku źle się stało, a w tym spróbujmy cos na tym
      > zbudować. Rozumiem, że to wkurzające, spróbujmy się w tym znaleźć, ma pan
      > takie a takie wyjście. Rozmawiamy sobie i widzę, że mur pretensji, złości,
      > żalu znika, rozstajemy się w miłym poczuciu że wszystko jasne w każdym razie.
      > Ja stawiam warunki z mojego punktu widzenia i wiedzy, a pacjent wie, na co
      > się godzi lub nie.
      > Naprawdę tak można - w całym swoim życiu zawodowym starczy mi jednej ręki na
      > policzenie prypadków, żebym nie mogła się z kimś dogadać i w sumie nie
      > narzekam na pacjentów no może że ich jest tylu że padam.

      Ależ tutaj nie chodzi o to, że Ty mówisz wprost, ty WYSŁUCHUJESZ, a to coś
      innego. Wprost to byś mogła powiedzieć (i nieraz bez słuszności pewnie): a
      niechże mi pan d..y nie zawraca, napaprałeś i masz pretensje (o samodzielnie
      wziętym antybiotyku). I to by było wprost, o swoich uczuciach na dany temat. A
      Ty nie, ty chcesz pomóc wyjść z sytuacji, zrozumieć, znaleźć źródło i sposób
      eliminacji problemu i jesteś OTWARTA na to, co ludzie chcą przekazać. No i
      brawo, chętnie przyjdę do Twojego gabinetu (chociaż wolę nie chorować smile)
      To o czym piszesz tylko częściowo zazębia się ze szczerością, bo tą trzeba też
      czasem umiejętnie manipulować, nieprawdaż? wink
      O ile z harcerzem przy kasie łatwo, o tyle z teśćiową niekoniecznie. Bo to nie
      tylko te niewyrażone wcześniej prośby się nawarstwiają, ale całokształt
      funkcjonowania tej rodziny, w której wcześniej nie dało się czegoś powiedzieć -
      ano właśnie, z jakichś powodów nie było to możliwe, albo wynikało to z braku
      pewności siebie, albo z postawy męża czy samej teściowej, albo ze
      wcześniejszych doświadczeń ze starszymi osobami bądź ze znaczącymi osobami we
      własnym życiu... Można tak wymieniać w nieskończoność. Mnóstwo jest powodów,
      dla których ludziom trudno jest w różnych sytuacjach wyrazić to, co czują bądź
      czego siebie (nie)życzą. Tak na prawdę trzeba chyba pracować nad sobą i starać
      się sobie uświadomić: o co w tej sytuacji chodzi, co mi to robi, że ten harcerz
      źle pakuje, co się stanie, jak go poproszę o... Albo inaczej - dlaczego nie
      potrafię tak po prostu powiedzieć do męża, że chciałabym, żeby... Co za tym
      stoi...
      Psychologowie się z tego utrzymują wink)))
    • edytkus Re: A gdyby tak wprost?... 19.06.06, 05:35
      Ja tesciowej raz powiedzialam co mysle o niej, jej radach, nachodzeniu, inspekcjach itp.itd. Jej reakcja:
      najpierw otworzyla szeroko oczy jakby nie wiedziala o co chodzi, a po chwili spokojnie odparla "ja jestem
      dobra babcia i sie nie obraze" surprised A ja chcialam zeby sie wlasnie obrazila i juz zostawila nas w spokoju sad
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka