Podczytuję z racji nadprogramowego czasu - i taki mi się wniosek nasuwa - a
gdyby tak egzystować z najzwyklejszą otwartością?
Zamiast nosić w sobie tyle niepogodzenia, złości, ocen?
Po prostu, załatwiać sprawy do ręki, te, które się da, a zaryzykuję
stwierdzenie, ze da sie większość. Powiedzieć teściowej prosto i grzecznie, a
najzupełniej szczerze i otwarcie, co się chce, czego się nie chce,
ewentualnie z krótkim dlaczego albo i nie. I to zaraz, nie jak się nawarstwi.
Powiedzieć temu harcerzowi czy pani przy kasie - dziękuję, ale wolę sama to
popakować, albo i dodac instruktaż w dobrej intencji, niech się nauczą - że
wolę pakować mieso osobno, jajka i drób osobno, owoce warzywa osobno,
mrożonki w osobnej torbie, chleb i bułki razem z tym, co zapakowane
(pudełka). Nie rozsierdzą następnego klienta.
Bez złości po prostu odejść, jak nam ktoś smrodzi za plecami, poprosić o
niepalenie, wyjaśnić służbowe zaszłości - nie bierz tej pracy, ja ją już
zaczęłam i chciałabym się pod nią podpisać.
Nianię zapytać, ile by pani chciała dostać, a potem powiedzieć swoja cenę i
ew. negocjować.
Męża poprosić po ludzku, zajmij się dziećmi, chciałabym sie położyć bo padam.
Można i podróż komunikacją publiczną potraktować jako doświadczenie życiowe

)
Głupią pyskatą sprzedawczynię zanalizować sobie w duchu psychologicznie
zamiast się emocjonalnie angażować.
Ja mam trening w rozmowach np. z pacjentami - wysłuchuję ich bluzgów, że
czekali, ze specjalista, że czemu usg głowy płatne, a ten antybiotyk co pani
mi przepisała to do dupy jest!! wysypkę po nim mam! A ostatnio to nie brałem
tego co pani przepisała.
Ja słucham do końca i nie przerywam, a potem normalnie pytam, bez ocen, bez
emocjonalnych uniesień. Rozumiem, że on, pacjent, jest w sytuacji stresowej,
coś na niego spadło, jest zależny, bo chory, a to ja go mam leczyć. Pytam
życzliwie i otwarcie. No nie brał pan, dlaczego. To się zastanówmy, co z tym
zrobić. Bo drogi, bo się pan źle czuł, bo się pan nie będzie truł? Wzięła
pani sama antybiotyk który był w domu, jaki, w jakiej dawce, czy ma datę
ważności, wiadomo, że to nie jest najlepszy pomysł, ale pomyślmy, co z tym
zrobić teraz - w tym przypadku źle się stało, a w tym spróbujmy cos na tym
zbudować. Rozumiem, że to wkurzające, spróbujmy się w tym znaleźć, ma pan
takie a takie wyjście. Rozmawiamy sobie i widzę, że mur pretensji, złości,
żalu znika, rozstajemy się w miłym poczuciu że wszystko jasne w każdym razie.
Ja stawiam warunki z mojego punktu widzenia i wiedzy, a pacjent wie, na co
się godzi lub nie.
Naprawdę tak można - w całym swoim życiu zawodowym starczy mi jednej ręki na
policzenie prypadków, żebym nie mogła się z kimś dogadać i w sumie nie
narzekam na pacjentów no może że ich jest tylu że padam.
Uważam, że mówienie wprost, z intencją rowiązania problemu, nie wywołania
draki, załatwia NIEMAL wszystko. Szerość uber alles
Pewnie, ze są sytuacje trudne pomimo to, ale szacuję że jest ich 10%.
Ludzie, prościej i otwarcie - zamiast ziać potem złością na forum - chociaż
to pikuś, gorzej, że te złe uczucia niszczą tylko NAS, kiedy je nosimy w
sobie.
A może ja już oportunistka jestem, ale naprawdę mało mnie rzeczy rusza