magdalenkaaa78
27.08.06, 19:10
Jak wiecie ( albo nie ) moje dziecko ma autyzm. Z autyzmem jest o tyle "źle"
że nie jest wypisany na twarzy. I tak moje dziecko jest śliczne, wręcz
anielskie z wielkimi oczami, małym noskiem, blond włosami i szczupłym
ciałkiem. W tym ciałku czai się mały diabełek - z obsesja na punkcie
autobusów, niezwykle uparty, często wpadający w histerię. Czasem ma tak, że
zadną siłą nie można go odciągnąć od jakiejs zabawy. czasem ulegam, czasem,
gdy nie mam czasu, nie zważam na wrzaski, na kopanie, na kladzenie się na
podłogę. Gdy nie pomaga tłumaczenie (a wiem, ze rozumie, co się do niego
mowi ) gdy nie pomagają prośby, biorę go na rece lub pod pachę ( bo kopie
moja żaba, oj kopie dotkliwie ) i niosę gdzie muszę. Tak było i dziś. bylismy
na placu zabaw, Kuba zjeżdzał na zjezdzalnii. Po 20 minutach stwierdzilam -
dość. I nic nie pomagało, nie chciał isć do domu i koniec. Wziełam go za rękę
i poszłam do domu. On się trochę opierał, ale szedł. Wrzeszczał przy tym
staszliwie. Jedna jest metoda - nie reagować. Totez idę, porwadzę go ( a w
zasadzie ciągnę ) a on wyje. Idziemy przez park, staram się nie zwracać uwagi
na wszechwiedzace spojrzenia ludzi. Przechodzimy obok ławki, gdzie siedzą 3
kobiety w wieku mniej więcej 25 - 27 lat, a więc wydawaloby się rozumne...
Nagle jedna z nich pokazuje na mnie i mowi do mnie: trzeba było go zabić
zaraz po urodzeniu. Nie mialam ani czasu ani chęci na rozmowę z owoą"panią"
chociaż niecenzuralne słowa przemieliłam w ustach. Rzuciłam tylko: ktoś panią
prosi o komentarz?
Wychowuję swoje dziecko jak umiem. nie biję go, rzadko krzyczę. Nie mam też
przyjemności tłumaczyć się kazdej napotkanej osobie, że moje dziecko jest
bardzo chore, chociaż tego nie widać i że w związku ze swoja chorobą może
zachowywać się dziwnie. Nie mogę też trzymać go zamknietego w domu! ja nie
wiem, kto takim wszechwiedzacym mądralom dał prawo na komentowanie, wtracanie
się...