jopiec
05.09.06, 09:54
Już ochłonęłam,ale wczoraj długo nie mogłam zasnąć..
Mój mąż ma pracownika.Ten ma żonę,która jest w ciąży i małe dziecko.Wczoraj
przyjechali po swój samochód,który stał pod naszym domem(polonez),pożyczonym
maluchem. I tu zaczyna się akcja..Oboje wysiadają.Kobieta pakuje dziecko do
fotelika z tyłu,wsiada za kierownicę poloneza i odjeżdża z piskiem opon.Jej
mąż za nią maluchem.
No i co?Nic nadzwyczajnego..Tylko,że ona NIE MA PRAWA JAZDY!!!(Kiedyś ten
pracownik opowiadał,że jeździ nie mając prawka,mało tego-śmiał się,o
zgrozo!,że kompletnie nie zna przepisów!)
Całe zdarzenie obserwowałam przez okno,smażąc naleśniki,patelnia mi wypadła z
ręki..Złapałam za telefon i zadzwoniłam na policję..
O tą idiotkę się nie martwię,ale żal mi tych dzieci..Tylko tym się kierowałam.
Mężowi się nie przyznałam.Opowiedziałam o sytuacji mamie(policjantka nota
bene),a ona na mnie nawrzeszczała,że nadgorliwa jestem,po co się wtrącam,to
jest ich sprawa..
A Wy co powiecie?
Oczywiście,pytam z ciekawości,bo swojego stanowiska nie zmienię i jeśli
sytuacja się powtórzy-zadzwonię znowu..Taka akuratna jestem,że nie umiem
pewnych rzeczy zdzierżyć,no nie mogę i już!!!