Aż mnie telepie z obrzydzenia.
W piątek wjechałam wózkiem w psie gó.. na chodniku. Patrzyłam na tuptającą
Myszkę, a nie na chodnik, no i wjechałam kółkiem, tym co jechało po środku
chodnika
W niedzielę jedyny moment, kiedy zeszłam z chodnika (już patrzyłam gdzie idę)
to trwanik pod kościołem, po którym tuptała Myszka a ja za nią. Buty do
szorowania, moje
Wczoraj wieczorem córka w coś wlazła, przed blokiem. Bilans: jej butki do
szorowania (a kupilismy zamszowe, no bo przecież taka mała Myszka nie bedzie
spacerować po kałużach - prania butów z gówna nie przewidzieliśmy, zamsz
stracił na urodzie), moje dżinsy do prania, bo nie wiedząc o gó..anych
butkach wzięłam ją na ręce.
No i dzisiaj kulminacja.
Wyszłam do łazienki włączyć pralkę, Myszka oglądała Teletubisie. Wychodząc
usłyszałam dźwięk odruchu wymiotnego. Moja córka miała ręce całe w kupie,
zdjęła spodnie i sprawdzała co ma pod pieluchą. No i musiała łapę do buzi
wsadzić, bo skąd ten odruch wymiotny?
Wyszorowałam paskudę, wrzuciłam jej ciuchy i swoją koszulkę do pralki (1
porcja proszku w plecy) i teraz mam nadzieję, że to już koniec gó..anych
przygód.
A, jeszcze. Obiło mi się kiedyś o uszy o niebezpiecznych bakteriach kałowych,
może wiecie gdzie szukac czegoś na ten temat?