shammy1 22.10.06, 20:37 No, tak...ale to już wiemy. Myślałam, że psychoterapeuci nie tylko analizują, ale też wskazują jakieś drogi "rozwiązania" problemu. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
owocowyraj Re: Coraz dalej od siebie 23.10.06, 15:53 Pomyślałam o tym samym. Komentarz przedstawiał to, co każdy z nas mógłby powiedzieć w takich czy innych słowach. Zainteresował mnie ten temat, to dosyć częsta sytuacja. Liczyłam, że znajdę tu jakieś rozwiązania lub chociaż wskazówki jak sobie radzić z tą sytuacją, jak pomóc związkowi, który jest zagrożony. Odpowiedz Link Zgłoś
bruti1 Re: Coraz dalej od siebie 23.10.06, 18:06 Ja uciekłam w niezależność .Niezależność finansowa daje poczucie wartości. Zawsze w życiu sobie poradzę bo umiem ciężko pracować . Odpowiedz Link Zgłoś
bruti1 Re: Coraz dalej od siebie 23.10.06, 17:57 Niewiele do powiedzenia , bardzo pdobna sytuacja. Zbyt się różnimy. Odpowiedz Link Zgłoś
bruti1 Re: Coraz dalej od siebie 23.10.06, 18:02 Nie wiem , udawać , że jest ok, to rozwiązanie tylko na chwilę . Odpowiedz Link Zgłoś
oxygen100 Re: Coraz dalej od siebie 23.10.06, 18:29 jusci znajduja!! Kiedys wybralam sie do takiej specjalistki od siedmiu bolesci. Bo bylam na zyciowym zakrecie i mialam dwa wyjscia albo odgryzc sobei glowe i ja zjesc albo zastrzelic meza) Innej opcji nie bylo. Myslalam ze terapeutka pomoze. Nie pomogla. Przychodzilam i klapalam dziobem a na koniec ona kazala mi wypisac po jedej stronie plusy naszego zwiazku po drugiej minusy. zatoczylam bledne kolo i znalazlam si ew punkci ewyjscia. Stwierdzilam ze chyba mnie po.. i nie mam co robic z kasa. W kilka tygodni znalazlam szanse na wyjazd na kontrakt za ocean wiec spakowalam si ei wyjechalam. Po powrocie wszystko sie zmienilo i ulozylo. Ale chyba oboje tego chcielismy. Wniosek?? Jesli ktos nie chce sobie sam pomoc to zadna specjalistka tu niewiele wskora Odpowiedz Link Zgłoś
wolnomysliciel1 Re: Coraz dalej od siebie 26.10.07, 09:34 Dlaczego jesteś przeciwko polskiemu dziedzictwu literatury ? Odpowiedz Link Zgłoś
marticca Coraz dalej od siebie 24.10.06, 10:21 no jasne... przeczytałam artykuł no i co z tego? , ale gdzie jakiś morał? ...., analiza nam nie potrzebna. Odpowiedz Link Zgłoś
magda8867 Coraz dalej od siebie 25.10.06, 21:11 Ja tak ostatnio wymyśliłam,że najlepiej jakby była możliwość życia na próbę, ale już z dzieckiem. całkiem inaczej jest we dwoje, a wszystko się zmienia gdy przychodzi na świat dziecko. Kończy się wtedy wygodnictwo, trezba zabrać się za robotę. We dwójkę nie ma tyle problemów, wszystko jest prostsze, można się wyspać i robić z czasem co sie chce. Przy dziecku życie nabiera innego wymiaru i dlatego czasem okazuje się, że w tym wymiarze trudno jest się dogadać dwóm bliskim sobie ludziom Odpowiedz Link Zgłoś
kroopka1 Coraz dalej od siebie 26.10.06, 13:48 popieram przedmówcę!!!!!!! po co pisać, skoro człowiek i tak pozostaje bezradny!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
myszak145 Coraz dalej od siebie 28.10.06, 14:24 tez czekałam na porady jak z takiej syt wybrnąc i nic. Mysle jednak, ze podstawa jest nie zapominac o tym, ze to współmałzonka wybrało sie by spędzic z nim całe zycie i to on/ona jest najwazniejszy/a. I nalezy o tym rozmawiac i zapewniac małzonka o tym. Wiem, ze kiedy pojawia sie Dzieciątko, to wybucha taka miłość do Niego, ze ma sie pokusy meza odstawic troche na bok (mimo ze miłosc do nego nie maleje!). Dlatego świezo upieczona matka musi sama sobie co chwile powtarzac, ze to z ukochanym mezem dzieli całe zycie, a Malenstwo jest ich wspólnym Skarbem. I Matki nie bójcie sie zostawic Taty z Malenstwem, nie kontrolujcie ich, nie patrzcie czy robia wszystko po waszemu i czy robia to "dobrze". Poprostu zostawcie ich (jezeli oczywiście czuja sie gotowi), oni sobie doskonale poradza, w niejednym zajeciu nad Maluszkiem nawet moga lepiej Pamietacie jak wy sie bałyscie poraz pierwszy wziac Malenstwo na rece? a jednak swietnie sobie teraz radzicie. Pisze to jako matka i kobieta ale ze wsoppólengo z mezem doswiadczenia Głowa do góry! A! psychoanalityk zwróciła jednak mocno uwage, ze wyobrazenia kob i męż róznia sie. to my musimy znalezc sami wyjscie jak sie dogadac, majac własnie na wzgledzie, ze dogadanie sie nie oznacza, ze współmałzonek przejmie nasz p-t widzenia. nie musimy meza rozumiec(choc starac sie), tylko go kochac i zaufac, ze chce dobra dla nas:zony dziecka, całej naszej rodziny Odpowiedz Link Zgłoś
iwi.k2 Re: Coraz dalej od siebie 06.07.07, 09:21 Mysle jednak, ze podstawa jest nie zapominac o tym, ze to współmałzonka wybrało > > sie by spędzic z nim całe zycie i to on/ona jest najwazniejszy/a. Dla mnie ważniejsze są dzieci, dla mojego męża również. Nigdy nie będę kochała go tak jak naszych dzieci, mimo że są to dwa różne rodzaje miłości. I. Odpowiedz Link Zgłoś
demand Re: Coraz dalej od siebie 30.10.06, 08:46 Myślę sobie, że warto by było w takiej sytuacji porobic pare prób - kompromisów potestowac je, zeby nie bylo tylko teoretyzowania, sprobowac aktywnie w prowadzac zmainy w zycie, stopniowo. Np. ona powinna choc raz zoastwic dziecko z kims (kolezanka itp) i wyjsc z nim gdzies, on powinien choc raz zamienic sie rolami i zajac sie dzieckiem a jej zostawic rachunki, samochod etc. Niech poprobuja sie w tych rolach i wtedy ze soba pogadaja szczerze .... ja mam taka propozycje, co myslicie? Odpowiedz Link Zgłoś
lakie Re: Coraz dalej od siebie 30.10.06, 10:39 to jeszcze trzeba dobrej woli drugiej strony. Jesli facet mówi ze nie bedzie się zajmował dzieckiem bo nie potrafi i nie chce, poza tym nie widzi takiej potrzeby to co wtedy?? Mój mąż po prostu stwierdził że dziecko to nie był dobry pomysł i koniec dyskusji, po 3 miesiacach od pojawienia się malej zwinął się i już. Kasia Odpowiedz Link Zgłoś
moniskap Re: Coraz dalej od siebie 30.10.06, 19:58 nasze mazenstwo bardzo podobnie wyglada jak autorow artykuu liczylam na jakas rade a tu nic i nadal zasstanawiam sie czy sie rostac zanim nie jest za pozno czy probowac dalej Odpowiedz Link Zgłoś
agula_m Re: Coraz dalej od siebie 29.04.07, 05:28 Nie ma tego zlego... Wlasnie dzis nastapil przelom w moim zyciu nie doszukalam sie w artykule recepty na zgodne pozycie,filozofie zycia kazdy z nas zna,ale wasze odpowiedzi i mysli zmienily wiecej wlasnie w tej chwili niz sam artykul. U Nas sytuacja taka sama, klotnie, zmeczenie, niezgoda i rozdarty maluch. Nie ja pierwsza i ostatnia, wierze,ze mam sile przez to przejsc i na koncu owej drogi sie usmiechac. Mysle,ze glownie zmieni tu moje nastawienie do calej sytuacji ( co jest najwazniejsze), bo ja szyja rodziny, ktora kreci glowa rodziny mam za zadanie pokierowac tak wszytskim,zeby wilk byl syty... Dochodze do wniosku,ze malezenstwa trwajace od ponad 20 lat, kiedys przeszly to samo...i trwaja, niektorzy szczesliwi, inni mniej, zarzucajac radami mlode malzenstwa,ktore zreszta nie chca sluchac, bo "wszystko wiedza".stwierdzone jest,ze najgorsze jest pierwsze 5 lat, a pozniej to albo on niech slucha albo... zartuje, ale daja 5 lat na dotarcie sie. czasem za mord. kazdy sie zmienia, nieraz sie uslyszy,ze "nie taka bylas",ale wlasnie wazna jest rozmowa na bierzaco by wyjasniac te sprawy, chociaz wydaje sie,ze zmeczone nie mamy juz na to sily i ochoty, spychajac to " na jutro". Tak czesto robilam i robie. Zmienia sie to od teraz wlasnie.Moze brzmie jak szalona,ale to nic,jesli chodzi o moja rodzine. Mobilizuje sie, zmienia sie codziennosc na inna codziennosc. Wiem,ze moge i potrafie Kiedys o nowosciach napisze Biedronka79@hotmail.com Odpowiedz Link Zgłoś
katty177 Coraz dalej od siebie 05.07.07, 17:27 Czasami dziecko zamiast zbliżać i umacniać małżeństwo zaczyna je dzielić...wiem z własnego doświadczenia,zaraz po ślubie zaczęło sie psuć więc pomyslałam że dziecko nas zbliży i połączy..WIELKI BŁĄD..jest gorzej niż było..mąż wogóle przestał się interesować mną i córką.ostatnio nawet nie wraca z pracy do domu..a kiedy zadzwonię odpowiada jesli wogóle odbierzez komórkę, że co mnie to wogóle obchodzi.Moje małżeństwo wisi na włosku..niemieszkamy już razem..jest żal, smutek, rozgoryczenie..a byliśmy tylko 3 lata po ślubie córka ma 2 latka.. rozmawiaj z mężem non stop, ciagle, gadaj, gadaj gadaj..nie pozól żeby twoje małżenstwo upało tak jak moje.. pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
domi2244 Coraz dalej od siebie 13.10.07, 21:03 ja mam podobnie ja siedzie z dzieckiem a mąż sobie wychodzi wieczorami twierdząc że cały tydzień charuje jak wół ale nie może zrozumiec że siedzienie z dzieckiem jest bardziej męczące niż inna praca.ja mam synka ma 10 miesięcy zaczyna pomału chodzic i mi naprawde samej jest ciężko posprzątac ugorowac tez bym chciała iśc do pracy i to bardzo. Właśnie o to coraz bardzej sie kłócimy napszykład dzisiaj wyszedł na mecz do kumpla a ja musze siedziec. Ja coraz bardziej zastanawiam się na zakonczeniu tego małłżeństwa mimo że jesteśmy rok po ślubie.pozdrawiam. Ide dalej sie dołowac.PA Odpowiedz Link Zgłoś
purpurowa_komnata Re: Coraz dalej od siebie 14.10.07, 21:22 Kobieto-jeśli uważasz,że to potrzebne-idź do pracy. Na protesty męża,że masz zostać w domu, bo nikt obcy nie ma prawa zajmować się dzieckiem proponuję propozycję albo opiekunka- albo zostaje sam z dzieckiem...Oczywiście musisz niestety rozważyć tą propozycję pod względem finansowym... Odpowiedz Link Zgłoś
wkate Coraz dalej od siebie 14.10.07, 21:01 Nie wiem co trzeba zrobić w tej sytuacji. Wiem co zrobić żeby maż pomagał, ale nie wiem co zrobić by zawróćić ze ścieżki oddalania sie od siebie. Jesli chcecie rady co zrobić żeby mąż pomagał - odpowiem, trzeba go angażować we wszystko jeszcze zanim dziecko się urodzi, a potem zaraz po jego urodzeniu. Wówczas będzie równie zaangażowany i zakochany w dziecku jak wy. Przez pierwsze pół roku naszą córeczkę kąpał tylko mąż. Teraz gdy jest starsza głównie on ją karmi i jest w tym lepszy ode mnie. Ale wspólna opieka nad dzieckiem nie zapobiegła pogłębianiu się kryzysu w naszym małżeństwie, który zaczął się długo przed pojawieniem dziecka. Czasami myślę, że gdy obie strony okopią się tak mocno na swoich pozycjach i nie potrafią być już w stosunku do siebie w porządku, chyba nic już nie można zrobić. Dziecko może podziałać jak katalizator ale wcale nie musi. Kryzysy rzadko wynikają z powodu pojawienia się dziecka ale często wówczas się nasilają, a zmęczenie opieką nad dzieckiem powoduje, że nie ma się chęci ani siły na naprawianie sytuacji. Odpowiedz Link Zgłoś
echtom Re: Coraz dalej od siebie 26.10.07, 10:10 W tym przypadku paradoksalnie wychodzi na to, że mąż chce spędzać czas z żoną, a ona nie chce, więc wychodzi z domu sam. Myślę, że mogłaby czasem odpuścić i wynająć opiekunkę. Odpowiedz Link Zgłoś
samosia801 Coraz dalej od siebie 13.02.08, 19:27 jestem z mężem od 7-lat .mamy dwie córeczki 6 i 3 latkę.mój problem polega na tym że mój mąż wogóle nie docenia tego że jestem z dziećmi w domu, twierdzi że nic nie robie .obie córeczki chodzą do przedszkola do godz. 12:30 ,potem je odbieram.ja chetnie bym poszła do pracy ,ale mieszkam daleko od centrum wogóle to gdzie znajdę prace w takich godzinach z wolnymi sobotani i niedzielami to przecież nie realne .mam dość słuchania jego pretensji że nic nie robię przecież wychowuje nasze córeczki. Odpowiedz Link Zgłoś
sara2073 Re:RE RE 13.10.08, 20:42 Tak wychowywanie dzieci to wielkie poswiecenie sie.Meza z opisu masz nieladnego delikatnie mowiac,A moze ty mu sie juz znudzilas itp. Czy rozmawialas z mezem na ten temat.Dlaczego tak sadzisz ze nie ma takiej pracy.Nie ma rzeczy nie mozliwych pod warunkiem ze tego chcesz.To mie tylko twoje dzieci ale tez twojego meza czy zrobil cos w tym kierunku-Wychowywanie dzieci.On pracuje i mysli ze jest bogiem a dzis mamy rownouprawnienie-mowi ci to cos.Wez sie kobieto w garsc i przestan sie nad soba uzalac.Postaw faceta w fakcie dokonanym .Jak? znajdz sobie prace a dla odmiany niech on popracuje w domu tzw. ugotoje obiad,posprzata,posiedzi z dziecmi itd.Niekarc go za to ze nie zrobil cos po twojemu bo i tak nie zrobi i bedzie robil po zlosci tobie.Wrecz odwrotnie pochwal go za to jak zrobil i daj mu do zrozumienia ze dzieci to poswiecenie i mozna wszystko a jednoczesnie chwalic i kochac zone za to ze tak bardzo sie poswieca dla calej rodziny. Powodzenia Odpowiedz Link Zgłoś