Dodaj do ulubionych

po porodzie

IP: *.* 08.05.01, 10:23
Kochane dziewczyny, napiszcie, proszę jak to jest zaraz po porodzie
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: po porodzie IP: *.* 08.05.01, 11:23
      Ja po porodzie leżałam 2 godziny na pordówce sama, czasem przyłaziłą położna sprawdzić co ze mną, potem wylądowałam na oddziałe i było super (po za szwami).Życzę szybkiego i bezbolesnego porodu i szybkiego potem powrotu do domu noi oczywiście zdrowego dzidziusia
    • Gość: guest Re: po porodzie IP: *.* 08.05.01, 12:28
      Po porodzie także zostałam na porodówce ok. 2 godziny, tylko że synka miałam cały czas przy sobie, był również mój mąż. Co chwilę przychodziła położna. Próbowała małego przystawić do piersi, bo ja nie miałam w ogóle pojęcia jak to się robi.
    • Gość: guest Re: po porodzie IP: *.* 08.05.01, 13:51
      Co sie dzieje z mamą, pytasz ? no, dobra, ale bedzie z drastycznymi szczegółami - żartuję, ale lepiej nie czytac tego przy jedzeniu :) Najpierw czeka się około pół godziny na łożysko. Moje jakos nie chcialo współpracować i połozna delikatnie pociągałą za pępowine żeby sprawdzić, czy już się odlepiło. Najgłupsze uczucie na swiecie, jak ktoś ciagnie za sznurek, ktorego koniec jest w twoim brzuchu :) W koncu wyszło, w lekkim skurczu partym. Takie małe chlup. Mój mąż widzial to katem oka i twierdzi, że przezył prawdziwy szok - pierwszą jego reakcją była myśl "Wątroba wypadła". Potem dostalam zastrzyk - znieczulenie miejscowe przed szyciem. Nigdy nikt mi żadnych szwów nie zakladał, wiec wyobrażałam sobie, że to jest szybkie i łatwe, ale do dziś mam niejasne wrażenie, że pan doktor cyzelował koniczynki i inne kwiatki, zamiast zszyć to po prostu :)Sporo krwi sie wylewa w czasie okurczania się macicy, więc na sali porodowej po prostu położne wkladają kobietom między nogi złozone płótno i co kilka- kilkanascie minut je zmieniają. Im dalej, tym mniej krwi, ale jeszcze przez ładnych kilka dni ilość przekracza obfitą miesiączkę. Drugie głupie uczucie jest jak na przyklad kaszlniesz albo zaśmiejesz się - bo wtedy krew tryska strumyczkiem pod ciśnieniem. Mnie się poszczęsciło, bo Mis urodził się o 10.45 i jak skonczyły sie zabiegi z łozyskiem i szyciem, od razu dostalam obiad - szpitalny, wiec nie za obfity, ale w sam raz dla mnie. Nawet nie widziałam, że bylam strasznie glodna, dopoki połozna nie postawiła przed mną talerza. Na sali porodowej się leży, nic od czlowieka nie wymagają. Ale na oddziale już po kilku godzinach trzeba wstać i zrobić siusiu. Naprawdę, bardzo milo jest odzyskac duuuży pęcherz i moc korzystać z toalety co kilka godzin, a nie biegac co kwadrans.Jak znieczulenie przestaje dzialąć, to zaczyna boleć pupa i boli tak 7-10 dni. Ja odcierpiałam maximum z podanego okresu, ale skoro mój pan doktor twierdził, że 7 też sie zdarza, to mozliwe, że coś w tym jest.Przepraszam za obrzydliwe szczegóły, ale pisałaś, że chcesz być przygotowana na najgorsze. To nie jest takie straszne, tylko że nic o tym nigdzie nie piszą. Wszystko, co czytałam, kończy się ogólnikowo - czekanie na urodzenie łozyska i ewentualne szycie. Połóg taktuje się w książkach i prasie po macoszemu, ale wcale się nie dziwię, bo nawet mój opis brzmi obrzydliwie, chociaż starałam się byc delikatna. Cóż, ale w nagrodę ma się dzidziusia :) Życzę Ci, żeby Twój urodził się szybko i lekko i był zdrowy i śliczny. Mika
      • Gość: guest Re: po porodzie IP: *.* 10.06.01, 23:47
        Przypadkiem znalazłam strone z opisem połogu - nie wiem, czy sie przyda, bo przejrzałam ją pobieżnie - podaję adres :http://www.poradnik.rodzinny.pl/prr/prr7.html
    • Gość: guest Re: po porodzie IP: *.* 11.06.01, 20:30
      Moje łożysko nie chciało łaskawie opuścić mojego brzucha i lekarka po prostu z całej siły wycisnęła je rękami (prawdziwe imadła). Wrzasnęłam z bólu, choć przez cały poród nawet mi nie przyszło do głowy wrzeszczeć. Na szczęście potem już było miło i spokojnie, dostałam potężne znieczulenie do szycia, po którym nic nie czułam oprócz radości z córeczki, młode położne umyły mnie przyjemnie ciepłą wodą, a potem pojechałam do sali obok, gdzie był mąż z maleńką. Chwilę leżałam i odpoczywałam, przyjmowałam gratulacje przez telefon komórkowy, a zaraz potem pojechałam z małą na oddział położniczy. Ale kiedy przynieśli mi śniadanie niczego nawet nie tknęłam, mimo że nie jadłam kilkanaście godzin i w czasie porodu męczył mnie głód. Teraz straciłam apetyt z emocji, tylko piłam. Niedługo zaproponowali mi wstanie do łazienki, wstałam, zakręciło mi się w głowie i zemdlałam. Pierwszy raz w życiu. Praktykantka mnie podniosła. Okazało się, że mam ciśnienie 80/50. W końcówce ciąży miałam nadciśnienie i w czasie porodu dostawałam jeszcze leki na obniżenie ciśnienia. No i tak mi spadło. Czynności fizjologiczne w toalecie wbrew obawom nie były bolesne. Nieruszana ranka nie dokuczała zbytnio dopóki się np. źle nie usiadło, zbyt gwałtownie wstało lub otarło. Wtedy to szarpało okropnie. Jak się zaczynało goić to z kolei swędziało, brr... Aha, mniej więcej w trzeciej dobie przy nawale mlecznym ból obrzmiałych piersi może się dać we znaki bardziej niż cokolwiek innego. Na szczęście kiedy laktacja się unormowała nie miałam już żadnych kłopotów z piersiami, żadnych poranionych brodawek itp.
    • Gość: guest Re: po porodzie IP: *.* 15.06.01, 10:13
      Nie zapomnę momentu kiedy mój maluszek opuścił mój brzuszek to było jedno z najcudowniejszych uczuć w życiu. Wreszcie przestało boleć.(parcie trwało 3 godz) Nawet nie zauważyłam, że dzidziusiowi musieli podać tlen bo nie oddychał. Mój mąż był przerażony. Potem położna kazała mi jeszcze poprzeć i urodziło sie łożysko - wielki kawał mięcha. Położna przyniosła miskę i z całym impetem nacisnęłam mi na brzuch aż jęknęłam ale za to trysnęła krew i potem już leciało sobie ciurkiem. Wreszcie pokazali mi synka i następnie wszyscy sobie poszli : mąż aby zadzwonić do rodziny a lekarki aby zważyć dzidziusia, została tylko Pani doktor. Szycie nic nie bolało dostałam dobre znieczulenie, Potem umyto mnie i wreszcie przyszedł mąż z moim skarbem i siedzieliśmy razem we trójkę przez 2 godz. Było cudownie. Przynieśli mi nawet kolację ale nie umiałam jeść z emocji. Po 2 godz mąż pomógł mi wstać i pójść na salę aby odpoczywać. Nie pozwolili mi natomiast już wstać i wziąść prysznica tego samego dnia(urodziłam wieczorem) bo bali się, że zemdleję. Natomiast cały czas pytali się czy zrobiłam siku. ( strasznie piekło) Szwy nawet mi nie dokuczały ale nie można było usiąść na pupie.Ale miałam dzidziusia cały czas przy sobie i nie umiałam oderwać od niego wzroku.Życzę Ci szybkiego porodu i zdrowego dzieciątka.Pozdrawiam Aga
    • Gość: guest Re: po porodzie IP: *.* 15.06.01, 13:54
      Małgosiu, o nic się nie martw. Dobrze, ze chcesz być na wszystko przygotowana, bo dzięki temu mniej będziesz się bać. Pamiętaj, ze wszystkie "te straszne opowieści" pozbawione kontekstu emocjonalnego rzeczywiście moga przerażać. Mój poród wspominam wspaniale. O bólu nie będę Ci pisać, sama wiesz, ze jest nieodłączny. Ale to do się wytrzymać, co więcej, im lepiej będziesz współpracować, tym będzie Ci łatwiej.U nas po porodzie lekarz szył mnie przez 50 minut (nic nie czułam, tylko żal mi było, że ten czas odliczą z naszych ustawowych 2 godzin sam na sam z Kają (ma teraz 20 mies.)i mężem). W nogach stała praktykantka, podawała mu różne szydełka i igły, co jakiś czas chlustała z wielkiej brązowj butli środkiem odkażającym (nic znowu nie czułam). Mała była najpierw u męża na rękach, który krążył z nią po pokoju jak w amoku, potykając się co chwila o aparaturę szpitalną, piejąc w zachwycie przez łzy. Ja byłam jakby w transie, duzo nie pamiętam z tamtego okresu, poza wzruszeniem, wielką kluchą w gardle, i tym, że jak przyszedł obiad, to go wcięłam, choć zupa była marchewkowa, jak w przedszkolu.Potem mała się pięknie przytuliła do mojej piersi, zaczęła ciamkać i posapywac. Nam kazali sie rozstać - bardzo mnie to bolało. Przełożyli mnie na łożko-wózek i chcieli wieść, ja zaoponowałam, bo dobrze się czułam i chciałam iść na własnych nogach, ale odmówili, twierdząc, że takie są przepisy i muszę jechać, choć z porodówki na salę z noworodkami było 5 kroków. (Co noc, kiedy leżałam z Kają przy piersi słyszałam krzyki z porodówki, aż nam się dzieci budziły!)Pod prysznic wybrałam się tego samego dnia co urodziłam, mieli przyjść moi rodzice i teściowie, nie chciałam wyglądać jak kocmołuch. Wtedy naprawdę odczułam, że mam juz dziecko "po tej drugiej stronie". Nie mogłam jej zabrać przecież do łazienki, a chodzić trzeba było, chociażby po to, żeby zmienić podkład (przy okazji, kup sobie jednorazowe majtki). Karmiłam ją więc 1,5 godziny, czekałam aż zaśnie, odkładałam do łóżeczka, leciałam z ręcznikiem pod przysznic (tzn. człapałam tam), ledwo co się oblałam wodą, a juz przyczłapywała sasiadka z łóżka obok i wołała "Ania, ta twoja Kaja to też chyba piosenkarką będzie, tak wrzeszczy!"No i sprint spowrotem, do sali itd.Pod przysznicem, przy myciu się wydawało mi się, że ten lekarz to zszył mnie szpagatem, albo sznurkiem, szwy były takie wyrażne. Załamałam sie, że tak już zostanie. Na szczęście to tylko iluzja, w domu sprawdziłam z lusterkiem, po kilku dniach prawie nie było śladu, tylko czerwona kreseczka na 3 cm.Przez pierwszą dobę po porodzie salowe przynosiły nam jedzenie do łóżka, potem trzeba było wstawać (trudno, z dzieckim przy piersi i bolącą pupą). Robiłysmy więc dyżury i przy każdym posiłku inna z nas roznosiła obiad trzem pozostałym.Ale to wszystko mały pryszcz. Nie mogłam doczekać sie powrotu do domu, więc kiedy podejrzewali u Kai żółtaczkę ryczałam jak bóbr, ze będę musiała zostac, i że włożą ją do inkubatora pod lampy. Na szczęście po badaniach puścili mnie do domu w normalnym terminie.Potem było już cały czas z górki (choc powoli sytuacja sie normowała). Każdy dzień przynosił zmiany i w moim samopoczuciu i w zachowaniu i rozwoju Kajci. Teraz, kiedy ma ona prawie dwa latka, tamte wspomnienia wydają mi się już bardzo odległe, cały czas lubię jednak o tym rozmawiać, przypominać sobie nasze emocje - były wyjatkowe. Oprócz niepokoju, ciesz się tym co jeszcze przed Tobą, to naprawdę niezapomniane chwile, których potem brakuje. Kaja jest całym naszym światem - gdyby nie ona nie wiedziałabym, że życie ma dopiero sens kiedy jest dziecko. My daliśmy jej życie, ona nam też (zupełnie inne).PS. Kiedy rodzisz?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka