IP: *.* 15.06.01, 11:53
czy sa tu moze jakies samotne mamy lub samotne mamy w ciazy. ja jestem i to nie dlatego, ze maz stale pracuje, tylko sytuacja rodzinna sie zwichrowala. chetnie pogadam.joanna
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: samotni IP: *.* 15.06.01, 13:46
      Joasiu! Ja też należę do "klubu" samotnych matek. Sam wychowuję córkę Karolinkę. Obecnie ma 3 latka. Trzymam się jakoś dzięki pomocy mamy i babci. Pozdrawiam Cię. Aneta
    • Gość: guest Re: samotni IP: *.* 18.06.01, 12:04
      Ja również wg prawa jestem samotną matką. Joasiu uśmiechnij się :) pozdrawiam Was. Ela
      • Gość: guest Re: samotni IP: *.* 18.06.01, 13:13
        jakoś ostatni strasznie trudno mi się uśmiechać i ciągle powracam do dawnych dobrych łatwiejszych czasów. ale dzięki za maila. Ty jesteś wg prawa samotną matką a ja i wg prawa i ogólnie też i mam wyrzuty sumienia, że mój syn wychowuje się bez ojca, że mogłam temu zapobiec itd itd. i jakoś tak mi ciężko ostatnio. ale mam nadzieję, że będzie lepiej. joannaEllla napisała/ł:> Ja również wg prawa jestem samotną matką. Joasiu uśmiechnij się :) pozdrawiam Was. Ela
    • Gość: guest Re: samotni IP: *.* 19.06.01, 10:03
      Witaj! Znam ten ból. Mój synek ma już 9 lat a dopiero teraz znalazłam kogoś z kim z radością będę dzielić swoje życie. Moja historia to w przenośni:piekło i sztuczna noga (jak mawiała moja babcia).Nie załamuj się, pamiętaj, że dzieciak to suuper sprawa i może dać Ci mnóstwo radości i miłości. Jest dla kogo żyć! Układaj sobie życie i cokolwiek będzie się działo niczego nie żałuj!Powodzenia!
      • Gość: guest Re: samotni IP: *.* 20.06.01, 07:49
        Pozdrawiam wszystkie "samemamy". O początku ciąży byłam sama, teraz mój synek ma 21 miesięcy i jak narazie nie żałowałam swojej decyzji, co nie znaczy, że uważam że dziecko może nie mieć ojca, ale akurat biologiczny nie nadawał się do tej roli (jak się zresztą teraz okazuje). Najważniejszą dla mnie sprawą było udowodnienie mu, że jest ojcem a następnie pozbawienie go całkowicie władzy rodzicielskiej. Co całkowicie mi się udało. Dodatkowo szybko o tym nie zapomni, gdyż oczywiście musi płacić alimenty.Jeśli są jakieś samotne mamy, które nie podjęły jeszcze decyzji jak się zabrać do prawnych ustaleń to chętnie służę pomocą.Pozdrawiam
        • Gość: guest Re: samotni IP: *.* 20.06.01, 09:10
          tez jestem sama, chociaz strasznie to wszystko pokrecone. ale jakos nie moge sobie z tym dac rady. a moze roztkliwiam sie nad soba. prawne sprawy mam juz za soba, teraz zostaly mi tylko psychiczne i obawa, ze sobie nie poradze. w krotce znowu bede mama z tatusiem na dochodne, bo na razie inaczej nie da rady (to nie byla madra decyzja, ale stalo sie i sie nie odstanie) a ja jestem w dolku i przeraza mnie to wszystko. ale posty Takie jak twoj podnoszą mnie na duchu. pozdrowienia dla malenstwa i dla Ciebie. joanna
          • Gość: guest Re: samotni IP: *.* 20.06.01, 09:51
            Najważniejsze w radzeniu sabie z samotnym macierzyństwem (i nie tylko) to myśleć pozytywnie. Dla mnie było to szczególnie trudne gdyż z natury jestem pesymistką, dodatkowo nie mogłam liczyć na wsparcie rodziców, matka próbowała mnie zdołować i ciągle wypominała mi moją "głupią decyzję o samotnym wychowywaniu dziecka". Na szczęście zawsze byłam twarda i nikt nigdy mnie nie złamie (chyba,że własne dziecko).Dlatego mogę Ci tylko radzić: bądź twarda i myśl przede wszystkim o dzieciach i sobie, a cała reszta z czasem się ułoży.Aha, jeszcze jedno: z jednym czy dwójką dzieci jakoś sobie sama poradzisz, ale z trójką będzie znacznie ciężej. Więc uważaj.Pozdrawiam
        • Gość: guest Re: samotni_do Gosi. IP: *.* 20.06.01, 20:08
          Moja droga jak smutne jest Twoje postepowanie. Jestes typowa zawiedziona dziewczyna, ktora kieruje sie wylacznie nienawiscia i korzysta z niedoskonalosci systemu zeby uprzykszyc zycie innym (ojcu Twego dziecka) ! A na dodatek da sie wyczuc ze sprawia Ci to przyjemnosc. Dziecko to wspolna decyzja obojga rodzicow i jezeli jedno z nich nie jest do tego dojrzale to lepiej poczekac. Ty podjelas decyzje sama a teraz masz pretensje do calego swiata i prowadzisz wojne. Zal mi ojca Twojego dziecka, ale jeszcze bardziej szkoda mi Twego malucha, ktory bedzie rosl w atmosferze nienawisci i zalu kotlujacych sie w jego poturbowanej psychice. Myslisz ze bedziesz szczesliwa widzac to kazdego dnia ? Dla Ciebie najwazniejsza jest zemsta ale nie liczysz sie wogle z dobrem Twego dziecka. Ojciec mimo ze dzisiaj jest tylko niedojrzalym szczeniakiem zostanie zawsze ojcem i nic tego nie zmieni. A na drugi raz staraj sie zabespieczyc przed niechciana ciaza...
          • Gość: guest Re: samotni_do Gosi. IP: *.* 21.06.01, 09:12
            MartoMylisz się w swoim komentarzu, nie czuję nienawiści do ojca mojego dziecka. Po prostu swoim postępowaniem chcę mu pokazać, że za swoje czyny musi ponosić odpowiedzialność (ktoś powinien go wkońcu tego nauczyć, ma już 29 lat). Co do psychiki mojego dziecka, to nie ma obaw, że jest wychowywany w atmosferze nienawiści. Jest to o tyle łatwe, że jego tatuś wogóle nie urzymujez nami kontaktu (jest zajęty swoją młodą żoną), więc nie ma problemu. Wątpię czy kiedykolwiek się to zmieni, czego zresztą nie chcę. Natomiast gdy nadejdzie czas, że mały zacznie pytać o ojca będę się starała powiedzieć mu prawdę odpowiednie do jego wieku.I jeszcze jedno, może najważniejsze (oczywiście wg mnie):LEPSZY ŻADEN OJCIEC NIŻ BYLE JAKI
    • Gość: guest Re: samotni IP: *.* 20.06.01, 10:11
      Ja, tak jak Katia mam 9-letniego syna i tak jak Gosia byłam sama od początku ciąży. Może dlatego, że nigdy nie byłam "mamą nie samą" jakoś nie miałam z tym zbyt wiele problemów. Brakowało mi czasem kogoś, ale chodziło raczej o moje emocje, niż chęć dzielenia się z kimś trudami macierzyństwa. A teraz mam cichutką nadzieję, że może oficjalnie przestanę być sama... Wszystko się na pewno ułoży, Joanno, pozdrawiam gorąco.
      • Gość: guest Re: samotni IP: *.* 20.06.01, 13:13
        Niedługo zostanę samą mamą z dwoma synkami.Mąż właśnie wnosi sprawę do sądu.Ma inną-koleżankę z pracy.Ma więc dla niej mnóstwo czasu;ona nie ma dzieci,a co za tym idzie-żadnych problemów,nie marudzi,jest zawsze uśmiechnięta,zadowolona,gotowa służyć mu pomocą.Jeżeli nawet narzeka,że on za mało się nią zajmuje,to słyszy obietnice,że już niedługo...A potem już będzie tylko lepiej.Jestem rozgoryczona,czuję się oszukana i wykorzystana.Ta sytuacja trwa od około 2 miesięcy,jeszcze się z tym nie pogodziłam.Ile to potrwa,może mi któraś z Was powie?Pozdrawiam Aga
        • Gość: guest Re: samotni IP: *.* 20.06.01, 23:53
          Aga,serdecznie Cię pozdrawiam i życzę wytrwałości w tym trudnym czasie. Moi rodzice rozwiedli się, gdy miałam 17 lat. Sprawa rozwodowa ciągnęła się przez parę miesięcy. Rozwodu chciał ojciec. Odrzucił 18 lat przeżytych z Mamą oraz troje swoich dzieci dla kobiety z dzieckiem (i "przeszłością"). Mogę tylko sobie wyobrazić , co przeszła Mama podczas rozpraw.Oddała gościowi najlepsze swoje lata, sama chowała trójkę maluchów, by mąż mógł robić karierę w wojsku. Odmawiała sobie wielu rzeczy "dla dobra sprawy",mając nadzieję, że w przyszłości "odbije" sobie te lata poświęceń. Niestety, gdy dzieciaki dorastały i powoli zaczęły się usamodzielniać, tatko dał dyla. Teraz śmietankę spija jego obecna żona.Moja Mama jakoś się pozbierała, znalazła twórcze hobby, skończyła studia licencjackie(w tym roku!!!!!!). Jest z siebie dumna, bo uwierzyła w swoje możliwości i w to ,że sama świetnie sobie poradzi. Życzę Ci tego samego ... Wiem, że sobie dasz radę.
          • Gość: guest Re: samotni IP: *.* 21.06.01, 16:05
            Dorka,dzięki za słowa wsparcia.Moja sytuacja jest podobna,tyle że staż krótszy.Przez 6 lat małżeństwa dorabialiśmy się,stale oszczędzaliśmy,nie było żadnych wspólnych wyjazdów,ani poważniejszych zakupów,mąż pracował po kilkanaście godzin na dobę,a potem odreagowywał w pubach.Cel został osiągnięty-w lutym odebraliśmy mieszkanie,niestety nie zdążyliśmy go już urządzić.W marcu mąż związał się z koleżanką.Teraz chce mnie pozbawić prawa do mieszkania,chce się tam urządzić.Mamy 2 synów:4-latka i 6-miesięcznego.Oni się dla niego nie liczą;mówi,że najważniejsze jest,żeby on był szczęśliwy.Myślę o nim bardzo źle,a jednocześnie boję się,jak dam sobie sama radę.Czy to w ogóle jest możliwe?Nie mam tu żadnej rodziny,dla niego przeprowadziłam się 500 km.Na teściów nie mogę liczyć,bo wiadomo,że staną po stronie synka(ja byłam tak podła,że w końcu nie wytrzymał).Na razie nie mam jeszcze poczucia winy,ale jestem na najlepszej drodze...Siedzę,płaczę,denerwuję się na dzieci...Wiem,że dla nich ta sytuacja jest okrutna,ale nie potrafię im pomóc,nie umiem mówić dobrze o tatusiu.Pomóżcie mi się pozbierać.Pozdrawiam Aga
            • Gość: guest Re: samotni IP: *.* 21.06.01, 17:46
              To smutne, że dorosły (?) facet zostawia żonę i dwójkę małych dzieci, żeby "ułożyć" sobie życie na nowo. Zastanawia mnie tylko jedno: czy tamta kobieta będzie mogła żyć ze świadomością, że gdzieś tam jest ta pierwsza rodzina... Ale z tym mieszkaniem to już przegiął. A może lepiej, że nie będzie go z Wami, może Ty też ułożysz sobie życie i to lepiej? Sama nie wiem, mam mieszane uczucia. Ja na szczęście mam męża, ale czy na zawsze, nie wiem. Na początku nie byłam pewna, czy nasze małżeństwo dojdzie do skutku- spodziewałam się dziecka, a wg moich teściów zamiast małżeństwa mogłam mieć alimenty, albo zamiast dziecka wakacje za granicą... Przemilczałam, chociaż to cholernie boli do dziś. Trzymaj się, grunt to dobrze wychować dzieci- bez nienawiści do ojca. Może jak dorosną same zrozumieją? Wiem, że dobrze jest radzić, ale to Ty musisz zdecydować co masz dalej robić!!!A może mieszkasz w Warszawie, mogłybyśmy się spotkać i pogadać- grunt to wyrzucić to z siebie!!!!!!!!!!!!Jeśli nie, to pisz na priva.Pozdrawiam.BasiaPS. Przecież masz dla kogo żyć, więc głowa do góry, maluchy potrzebują Twojej miłości. Zwłaszcza teraz.
              • Gość: warpstone Re: samotni IP: *.* 28.06.01, 14:15
                Hej!Ja miałam to samo z teściową, matką teściowej, mężem teściowej oraz teściem - chcieli mnie spłacić i wykopać w kosmos. Bo byłam stara (kilka lat starsza od ich ukochanego synka i wnuczka), a mój facet na studiach. Żeby mi było fajniej, moi rodzice chcieli wykopać w kosmos mojego faceta (bo był innej wiary i miał długie włosy...). Byliśmy zależni finansowo, a nawet prawnie od rodziców. A ja dowiedziałam się, że jestem prawie w trzecim miesiącu ciąży przy okazji zagrażającego poronienia, i wszyscy mieli do nas pretensje, że brałam leki podtrzymujące!!!Rzopętała się wojna o dominację. Teściwa: nie ma być ślubu kościelnego, cywilny ewentualnie tak. Mój ojciec: ma być tylko katolicki, albo żaden. Teść: nie będzie żadnego, skoro mój ojcec chce katolicki. Wiecie, ostatnio znajoma z Niemiec pisała mi, jak to była na weselu po łączonym, ewangelicko-katolickim ślubie. Aż mnie ścisnęło z zazdrości - tak, zazdrości. Takie i u nas się zdarzają - ale nie, nasze rodzinki nie miały na takie straszne ustępstwa ochoty! Każdy szarpał w swoją stronę, a ja powoli traciłam równowagę psychiczną.Mój facet walczył o mnie, chociaż i tak to ja musiałam oddać wszystko (to ja uciekłam, dosłownie, z domu - nie miałam kontaktu z rodzicami przez pół roku), a on ciągle i ciągle był w doskonałych stosunkach ze swoją rodziną. Gdy przez jakiś czas mieszkaliśmy w jego rodzinnym mieście, on odwiedzał swoją drogą babcię (która go zresztą wychowywała całe życie), a ja czekałam na niego - na klatce schodowej. Może nie mógł inaczej, ale pozostał we mnie taki... osad żalu, gdzieś na dnie.A rodzince (i jednej, i drugiej) nigdy nie zapomnę ich starań. Gdy teraz tak zachwycają się naszą córeczką, mam czasem złośliwą ochotę zapytać, czy pamiętają, jak ją chcieli wylać do zlewu...
            • Gość: guest Re: samotni IP: *.* 22.06.01, 06:55
              Aga, no brak mi słow na bezczelność Twojego męża, co za typ.Co za egoista, to najdelikatniejsze ze słow które cisnie mi sie na usta, inne są zbyt niecenzuralne.Najważniejsze zebyś nie dała sie pozbawić prawa do mieszkania, na www.bajbus.pl są świetni radcy prawni, już kilkakrotnie korzystałam z ich pomocy. Zacznij walczyć o byt, swój i swoich małych mężczyzn, na dużego raczej nie ma co liczyc (co za cham!!!)Trzymam za Ciebie kciuki.Pokaż mu ze tak łatwo być szczęsliwym kosztem szczęscia innych.Powodzenia
            • Gość: AnetaDr Re: samotni IP: *.* 22.06.01, 07:51
              Aga, jestem z Tobą. Jestem w podobnej sytuacji. Tatuś mojej Karolinki zostawił nas parę miesięcy przed ślubem. Stwierdził, że się pomylił. Mnie nie kocha, choć kocha dziecko. On uważa, że jest w porządku, zostawił nie NAS, tylko MNIE, a Karolinka nadal jest jego córką i z nią ma zamiar utrzymywać kontakt. Jak tylko się od nas wyprowadził natychmiast znalazł sobie nową "miłość" i on czuje się w porządku. A ja natomiast czuję się przegrana, że nie umiałam mojemu dziecku zapewnic normalnego omu i normalnej rodziny. Od momentu, kiedy nas zostawił minął już rok, a ja nadal nie mogę sie pozbierać, a przecież powinnam, choćby ze względu na dziecko. Rozumiem Twoją sytuację, ale muszisz być silna dla dzieci. Rzeczywiscie, jak radzi kalina, skontaktuj się z prawnikiem, który pomoze Ci wyegzekwować prawa Twoje i dzieci. Trzymaj się. Powodzenia. Aneta
            • Gość: guest Re: samotni IP: *.* 22.06.01, 09:05
              Aga Czytając twój list tylko utwierdzam się w przekonaniu ,że dobrze zrobiłam nie wychodząc za mąż na siłę, to co teraz przeżywasz jest na pewno tysiąc razy gorsze niż gdybyś została sama od początku. Ale mam nadzieję, że sobie poradzisz, w zasadzie nie masz innnego wyjścia, musisz myśleć o dzieciaczkach. Może niedługo poznasz kogoś kto okaże się prawdziwym mężczyzną,a nie takim gnojkiem jak twój mąż. Ale z doświadczenia radzę nie spiesz sie z tym. Na wszystko przyjdzie czas. Idź do prawnika i nie pozwól się wywinąć Twojemu byłemu. Pamiętaj nie jesteś sama.Pozdrawiam
            • Gość: guest Re: samotni IP: *.* 23.06.01, 14:44
              Dziewczyny,strasznie dziękuję za listy i słowa wsparcia.Na pewno skorzystam z pomocy prawników (Kalina,dzięki!).Odezwę się na priv,ale nie teraz.Ten "przeżywający miłość swego życia" palant wyniósł z domu komputer,więc teraz siedzę z niemowlakiem w internet cafe.Oprócz tego zabrał mi komórkę(przed chwilą kupiłam sobie nową,do której się nie przyznam)i wyprowadził dobry aparat foto.Nic cenniejszego nie mamy.To pocieszające,bo chyba telewizora nie ruszy...Chociaż kto wie...Aha,zabrał też klucze od nowego mieszkania,w którym zamierza się urządzać.Na pytanie syna,kiedy się przeprowadzimy odpowiedział,że niestety nigdy,bo tatuś będzie mieszkał sam. A my zostaliśmy w jego kawalerce sprzed ślubu,na 20 m. powierzchni!Usłyszałam jeszcze,że on nie odda mi i dzieciom "kilku lat krwawicy",czyli 53 metrowego mieszkania.Tyle na razie,bo wściekłość mnie ogarnia...Pozdrawiam Aga
            • Gość: guest Re: samotni IP: *.* 25.06.01, 14:25
              Dodac jeszcze mozna, ze sad moze rozstrzygnac o sposobie korzystania z mieszkania - tego nowego - w ten sposob, ze przyzna go tylko Tobie i dzieciom, a jego przekwateruje do kawalerki - to na plaszczeyznie stosunkow praktycznych. Co do majatkowych - mozna podzielic majatek po rozwodzie, jesli oboje bedziecie miec prawo do korzystania z nowego mieszkania. Wtedy dostaje jedno i splace drugie lub sprzedaje sie i dzieli kasa. Ale to juz szczegoly, prawnika rzeczywiscie dobrze miec. Ja skonczylam prawo, wiec pewna pomoca moge sluzyc w kwestii rad oczywiscie a nie reprezentacji przed sadem. Mozesz mu dokuczyc na milion sposobow jesli chcesz, ale sie zastanow, bo moze on bedzie chcial wrocic, jak sie okaze, ze nie ma gdzie mieszkac z ukochana, albo ze ona nie chce w kawalrece, albo ze milosc ochlodnie bez nowego i pieknego mieszkania...Zlosliwa jestem, ale chyba takie jest zycie, badz dzielna, jakbys potrzebowala jakichs informacji - pisz, ewentualnie skad jestes, bo adwokata z Krakowa moglabym polecicKasia
        • Gość: guest Re: samotni IP: *.* 25.06.01, 11:24
          Wszystko co nabyte podczas malzenstwa jest wspolne. i nie ma wyjatku. Chyba ze na procesie maz udowodni ze to tylko z jego pieniedzy ale musza to byc pieniadze przedmalzenskie, nawet jesli nie pracowalas. Ten Twoj byly po prostu chyba mysi ze sie zalamiesz i nic nie bedziesz robic, a na pewno nie ma prawa. Polowa mieszkania Ci sie nalezy albo polowa jego wrtosci, przy czym jego kawalerka jesli jest przedslubna bedzie nalezala tylko do niego. A naleza sie alimenty nie tylko dzieciom, ale i Tobie jesli nie pracujesz, albo malo zarabiasz. Oczywiscie uda C8i sie wyegzekwowac to jesli zarobki ma legalne. I to bez problemu, bo wchodzi na jego pobory komornik. To raczej on jest w kiepskiej sytuacji, chyba ze pojdziecie na ugode. Musisz walczyc o swoje bo Ci se to nalezy. Nie jestem prawnikiem ale moja kolezanka byla w takiej sytuacji wiec to mniej wiecej tak wyglada. Trzymaj sie, bo to Ty jestes gora. No i masz dla kogo zyc.
          • Gość: guest Re: samotni IP: *.* 25.06.01, 12:00
            Wszystko co nabedzie sie po slubie jest wspolne, ale jesli dostalas cos w trakcie malzenstwa od kogos z zastrzezeniem, ze to dla Ciebie, albo tez dostalas jakas nagrode pieniezna - wtedy to jest tylko Twoje i nie podlega podzialowi majatku slubnego (czyli mazenskiej wspolwlasnosci lacznej). Bo to, co zaczynacie kupowac i odkladac po slubie jest wspolne. I nalezy ten majatek podzielic miedzy malzonkow.Jesli zas rozwiedziecie sie i sad uzna, ze rozklad pozycia nastapil z winy meza (sad zawsze z urzedu orzeka o winie, chyba, ze oboje poprosicie, zeby tego nie robil) - wowczas, jezeli Twoja sytuacja materialna ulegnie pogorszeniu w wyniku rozwodu - naleza Ci sie alimenty od malzonka nie tylko na dzieci, ale rowniez i dla Ciebie. Jesli idzie o mieszkanie - sad w wyroku rozwodowym moze orzec o sposobie podzialu mieszkania (komu ile pokoi sie nalezy i ktore), ewentualnie mozecie sie jakos dogadac.. Ale z tego, co pamietam, raczej o kazda decyjzje sadu warto wnosic (czyli skladac np. ustnie na rozprawie odpowiedni wniosek). Aaaaa... Z doswiadczenia moich rozwodzacych sie kolezanek sugeruje, zebys, o ile to mozliwe - wziela adwokata. Wprawdzie to jest pewien wydatek, ale nie raz sie stalo, ze malzonek poscil zone w przyslowiowa "trabe", bo on byl reprezentowany przez adwokata, a ona nie... I w rezultacie sad orzekal o tym, zeby dzieci pozostawaly pod opieka ojca, albo orzeczenie alimentacyjne bylo bardzo krzywdzace.Aaaa... I taka mala zlosliwosc... Jesli malzonek cos nabroil - i rozwod ma byc przeprowadzony z jego winy -mozesz sie na taki rozwod nie zgodzic, argumentujac, ze go kochasz i mu przebaczasz. I sad Was nie rozwiedzie, chyba, ze wejdzie w gre dobro dzieci maloletnich (tych, ktore nie sa z waszego zwiazku).Jakby jakies pytanie - pytaj.. Ja poszperam po kodeksach i komentarzach i sprobuje odpowiedziec na nurtujace Cie watpliwosci.Pozdrawiam.YennaM
            • Gość: guest Re: samotni IP: *.* 03.07.01, 15:18
              Cześć,to ja.Urwałam się na chwilę z domu,żeby poczytać,co nowego.Moja obecna sytuacja wygląda tak,że mąż ze mną nie rozmawia,ze wszystkim każe się zwracać do swojego tatusia,z dziećmi się nie widuje,nie dzwoni.Byłam u prawnika i na razie zbieram potrzebne dokumenty.Chcę wystąpić o alimenty.Na razie tyle,pozdrawiam i dziękuję Aga.
    • Gość: guest Re: samotni IP: *.* 03.07.01, 19:51
      Droga Joanno! Nie jestem samotna, ale mąż pracuje na zmiany i czasami nie ma do kogo ust otworzyć przez długie godziny (synek jest zbyt mały na konwersacje - 3 mies.) Jeśli masz ochotę napisać (lub ktokolowiek inny) - będzie mi b. miło. Pozdrawiam.
      • Gość: guest Re: samotni IP: *.* 09.07.01, 14:25
        dzieki, bardzo chetnie, chociaz juz ci zazdroszcze, ze prowadzisz normalne zycie. tez tak mialam, tylko jakos mi wypadlo z rak. i teraz jestem w depresji. beznadzieja totalna, zwlaszcza, ze ostatnio widze tylko normalnych dokola i nikogo wiecej i zaluje, zaluje, zaluje, mimo, ze to bez sensu bo czasu nie cofne. staram sie jakos trzymac i czasem jest dobrze a czasem nie.joannaLucyna napisała/ł:> Droga Joanno! Nie jestem samotna, ale mąż pracuje na zmiany i czasami nie ma do kogo ust otworzyć przez długie godziny (synek jest zbyt mały na konwersacje - 3 mies.) Jeśli masz ochotę napisać (lub ktokolowiek inny) - będzie mi b. miło. Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka