Gość: MGK
IP: *.*
04.07.01, 14:31
Zastanawiałam się czy mam napisać. Bo przy innych problemach z tesciowymi mój wydaje się wręcz wymyslony. Ale spróbuje wyjaśnić w czym rzecz. Otóż moja teściowa jest kobietą zadbaną, nowoczesną, na wysokim stanowisku, bardzo aktywną na wielu płaszczyznach. Muszę jej ponadto przyznać, że wspaniale wychowała swojego syna – mojego męża, który jest naprawde cudownym człowiekiem i partnerem. Jesteśmy prawie dwa lata po ślubie, mieszkamy razem 2,5, no a ze sobą jesteśmy 7 lat. Mieszkamy we własnym mieszkaniu.Musze przyznać, że przez ostatnie lata układy z teściową były bardzo dobre. Chyba zaczęło się wszystko psuć w zeszłym roku, zresztą cały ubiegły rok (od lipca 2000 do teraz). Wtedy to mój mąż będąc na piątym roku studiów dostał dobra pracę... na totalnym zadupiu, w górach, na wsi. Ponieważ akurat skończyly się moje możliwosci zarobkowania na umowę zlecenie, byliśmy nieco przyparci do muru finansowo i zdecydowaliśmy się wyjechać. Wtedy rozpoczął się koszmarek. Mąż wracał późno, a ja siedziałam sama w małej, ciemnej klitce, którą wynajmowaliśmy na tej wsi. Z rozrywek mogłam pójść nad rzekę. Właściwie niemal od początku codziennie ryczałam, że chcę do domu. Po dwóch miesiącach udało mi się dostać pracę. Natychmiast zmieniliśmy wynajmowane mieszkanie i mieszkalismy na nieco mniejszym zadupiu, w nieco mniej ciemnym mieszkaniu, za to bardziej obskurnym. Co tydzień w piątek jeździliśmy do domu, aby pomieszkać w tym naszym mieszkanku, które przeciez nie tak dawno urządzaliśmy. Wiekszosc naszych zarobków szła oczywiście na ten wynajem. Wtedy to zaczęłam czuć czasem niechęc do teściowej. Dlaczego? Bo dla niej wszystko zawsze jest ok.! Jest Ci źle? Przecież nie masz powodu! W dzisiejszych czasach trudno o pracę, cieszcie się więc, że ją macie, reszta nie ma znaczenia. Jeśli ona wytrzymała ponad rok pracując daleko od domu, to widać można?Czy ktoś już widzi jaki mam problem? Mam problem z superwoman, idealną kobietą, która całym swoim zachowaniem sprawia wrażenie jakby właśnie odkryła emancypację, mozliwości zarobkowe kobiet i nie mogła się nadziwić, że nie chcę uczestniczyć w wyścigu szczurów, robić karierę, tylko normalnie żyć. Co istotne: nie angażując się aktywnie w politykę. Tak się pechowo składa, że od paru miesięcy jestem bez pracy (moja firma upadła) i nie szukam jej (jej zdaniem) dość energicznie. Dodatkowy pech, to moja wymarzona praca jest mało popłatna i na dodatek nie udało mi się jej samodzielnie zdobyć (mój potencjalny szef chciał mnie przyjąć do pracy, ale nie przyznano mu etatu dla mnie). No i teraz jestem jeszcze zdana na jej łaskę czy mi pomoże ją dostać gdzie indziej. Chyba cały czas ma nadzieję, że mi się odwidzi i zapragnę kariery businesswoman. Kiedyś – być może. Ale na razie chcę mieć normalny dom, w końcu móc zdecydować się na dziecko...Aha- mieszkamy już znowu u siebie, mąż zmienił pracę. Nasze poglądy są zblizone – on (zwłaszcza, że ma możliwość) ma być główną osobą utrzymującą rodzinę. Ja mam mieć pracę, która w przyszłości umożliwi mi poświęcenie większej ilości czasu dziecku niż przeciętnie. Właśnie doszłam do tego, że moja teściowa była kiedyś nauczycielką, więc chyba miała czas dla swojego dziecka . Ale-jak mówi- wtedy były inne czasy.A tak z innej beczki, to te parę miesięcy bez pracy wcale mi dobrze nie zrobiły. I jak czasem myślę, że mój szef z czasów umowy- zlecenia uważał mnie za bodaj swojego najlepszego pracownika i osobę którą może wszędzie wysłać i ona wszystko załatwi... to czasem się zastanawiam czy ja wtedy i ja teraz to ta sama osoba. Jak przekłuty balonik, z którego wszystko uciekło. Więc chyba mam jednak problem ze sobą, a nie z teściową...Ma ktoś jakiś pomysł na wyście z tego marazmu?