Dodaj do ulubionych

co za niefart

IP: *.* 25.07.01, 13:24
Ahoj kochaneMuszę koniecznie napisać, co mi sie dzisiaj przydarzyło. Otóż do wyznaczonego terminu porodu mam 2 tygodnie, ale nie moge się już doczekać dzidziusia, a z USG też wynika, że jest już całkiem spory i wlasciwie mógłby przyjść na świat w każdej chwili. No i dzisiaj w nocy zaczęło się... Jak tylko położylismy się spać (gdzieś tak ok. godz. 23ej) poczułam, że rozpoczynają się skurcze. Najpierw rzadkie, potem coraz czętsze i bardziej regularne. Przed godziną 4 pojawiały się już co 10 minut. Ale fajnie! Obudziłam męża, też był strasznie happy. Postanowiliśmy poczekać, aż skurcze będą częstsze, a tymczasem mąż poszedł się ubrać i ogolić, zrobił sobie kanapki, przygotował rzeczy do szpitala.Ja wzięłam prysznic i dopakowałam resztę rzeczy. Po czym, strasznie z siebie dumni, zasiedliśmy wygodnie z zegarkiem w ręku, co by dalej mierzyć skurcze. I co się okazało? USTAŁY!!! Po prostu! Fałszywy alarm...Poczekalismy jeszcze z godzinę i z powrotem poszliśmy spać. Jestem niepocieszona. Prosze, napiszcie, czy wydarzyło Wam się może coś podobnego. A jeśli tak, po jakim czasie nastąpił "prawdziwy" poród.PozdrawiamAnia - niedoszła, a już prawie - mama
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: co za niefart IP: *.* 25.07.01, 13:39
      Mnie się przytrafiło - tydzień przed terminem - skurcze od 5 rano co 10 min. Decyzja męża - jedziemy do szpitala. Ubrana, spakowana - przeszło...Mąż pojechał do pracy - zabawa od nowa. O 14 pojawił się w domu - ubrana, spakowana - skurcze przeszły...Ale siłą zawiózł mnie do szpitala na zapis, badanie - "rozwarcie na dwa cm". Przed 22 małe było na świecie...:sweat:.Pozdrawiam Cię, powodzenia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka