Wiecie, mielismy ciekawą rozmowę z moim ślubnym. Otóż stwierdził on, że kocha się kogoś za to, kim jest, że ma takie a nie inne cechy charakteru, światopogląd itp. Trochę się poczułam podbudowana, że sprostałam wymaganiom pana i władcy

, ale zaczęliśmy się zastanawiać - czy miłość to ten pierwotny, czysty instynkt, czy jednak bierze się z poznania psychiki drugiej osoby? Rozumiecie, ile w tym wszystkim chemii a ile "wyrachowania"? Jak myślicie, czy kocha się "za coś"?