Gość: guest IP: *.* 11.08.01, 02:47 Chyba bym odeszla , nie potrafilabym kochac meza , przytulac sie do niego po tym wybryku , czy to normalne czy poprostu slabe ? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: guest Re: nie wiem co bym zrobila jak dowiedzialabym sie o zdradzie IP: *.* 11.08.01, 07:22 moj maz mnie nigdy nie zdradzil ani ja jego ale moj wczesniejszy partner zdradzil mnie po 2 miesiacach znajomosci i przyznal sie od razu, na poczatku bylam twarda ale czas leczy rany i udalo nam sie o tym zapomniec, ale maz to co innego trudno byloby wybaczyc zdrade ale niszczyc malzenstwo przez jeden glupi wybryk? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: nie wiem co bym zrobila jak dowiedzialabym sie o zdradzie IP: *.* 11.08.01, 09:33 Kilka lat temu (jak byłam bardzo młodą osobą ta sprawa też miała dla mnie jedno rozwiązanie,zdradził trzeba się rozstać!!Ciach trach,albo rybki albo akwarium!!!Teraz patrzę na ten temat nieco inaczej,a że na szczęście to rozważania czysto teoretyczne (z tego co mi wiadomo )można się powymądrzać.Moja znajoma została zdradzona przez męża jakieś 3 lata temu,w domu dwa małe dzieciaczki,facetowi urwał się film na jakiejś imprezie i już(żadne to usprawiedliwienie zresztą).A została o tym poinformowana przez "życzliwą" uczestniczkę całego zajścia (obłęd po prostu).W pierwszym odruchu mąż wyleciał z domu,a rzucana żalem i wściekłością koleżanka chciała rozwodu(dość energiczna z niej osóbka Jakiś czas póżniej przyszła refleksja że dzieci i dom...Są razem ,przyczynił się do tego fakt, że ten akurat facet bardzo żałował całego zajścia.Moja koleżanka twierdzi ,że można zapomnieć,wybaczyć raczej ciężko ale można z tym żyć i to szczęśliwie.Pozdrowionka ,Gosia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Ani słabe, ani nienormalne IP: *.* 11.08.01, 11:05 choć oczywiście kto inny może mieć odmienne podejście. To kwestia hormonów i dotyczy uczuć uwarunkowanych genetycznie. Wydaje się, że kobiecie łatwiej jest wybaczyć zdradę ( to ona w przeszłości była zależna od męża praktycznie w 100% ) Po prostu kiedyś nie można sobie było pozwolić na rozwód - gdzyż kończyło się to raczej nieciekawie dla matki i dzieci. Z tej perspektywy o wiele trudniej jest wybaczyć mężczyźnie - z punktu widzenia genów jest to śmiertelne zagrożenie. Naturalne więc będzie, że mężczyzna nie wybaczy tak łatwo. Oczywiście teraz sytuacja jest inna. Mamy środki antykoncepcyjne, łatwo można ustalić ojcostwo. Naszym zachowaniem i myśleniem dalej jednak w znacznej mierze kierują te naturalne i silne emocje. Zwróć uwagę na wypowiedzi koleżanek. Podejście do zdrady zmienia się, gdy są dzieci - to całkowicie naturalne. Twoja postawa także nie może być traktowana jak coś słabego. To zbyt silne emocje aby wyrażać jakieś zdecydowane poglądy, że to jest słuszne, a to nie.Pozdrawiam i życzę abyś nie miała takich dylematów.Swoją drogą. Mój znajomy, jeden z uczciwszych ludzi jakich znam także zdradził swoją żonę (była wtedy w ciąży). Do dziś jej o tym nie powiedział, choć się zarzekał, że to uczyni. Wydaje mi się, że to nie jest właściwe. Ja bym powiedział PRZED, a nie PO. To że bym powiedział jest dla mnie bezdyskusyjne. Acha, moja żona teoretycznie nie ma nic przeciwko moim skokom w bok... na razie nie sprawdzałem jaka jest praktyka KristoVelMefisto Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Nie wiem co bym zrobila jak ............. IP: *.* 11.08.01, 12:16 KvM napisała/ł:> Acha, moja żona teoretycznie nie ma nic przeciwko moim skokom w bok... na razie nie sprawdzałem jaka jest praktyka > KristoVelMefistoSzczeze mowiac KvM zaskoczyles mnie swoja wypowiedzia a szczegolnie przyznanie sie do prawdy . Podejrzewam , ze jest wiecej mezczyzn , ktorzy pomimo dzieci i ladnej zonki , skacza po bokach szukaja czegos innego . Wspolczuje twojej zonie a jednoczesnie podziwiam ja , ze ona nie ma nic przeciwko twoim skokom" jak sam ladnie to ujales . Pisze to bo jestem kobieta , ktora by sie strasznie zawiodla na mezu jak bym zdradzil moze ta zdrada nie miala by podloza emocjonalnego tylko tkz, "skok w bok " ale dla mnie nie ma znaczenia jaka zdrada , zdrada jest zdrada . Jesli maz jest zainteresowany sexem z inna dziewczyna to dlaczego to robi? dlaczego sex go znudzil czy zonka zbrzydla ? adrenalina? o co w tym wszystkim chodzi ! I jeszcze raz zaznacze , ze ja bym nie potrafila zyc z mezem po zdradzie jak bym mogla sie z nim kochac?? przytulac sie do niego z podswiadomoscia , ze on to samo robil z inna kobieta ? KvM moze napiszesz jak to jest ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Oj kasiu... IP: *.* 11.08.01, 17:39 Nie rozumiem dlaczego współczujesz mojej żonie? Przecież jej nic nie boli. Daje mi wolną wolę i gdybym z niej skorzystał, to wedle jej słów nie byłby to dla niej żaden problem. Współczuć raczej możesz tym żonom, które by takie coś bardzo bolało. A jak to jest to Ci nie powiem, bo przecież napisałem wyraźnie, że to wszystko póki co to teoria. Nie rozumiem też czym Cię zaskoczyłem, że taką wybrałem sobie żonę, czy tym że nie korzystam z "wolności"?A facet, który nie myśli o innych kobietach nawet mając żonę i dzieci to raczej nie mężczyzna pod względem pożądania (jeśli mówi że jest inaczej to zwykle kłamie). Zapewniam Cię, że tylko nikły ułamek procenta męskiej populacji jest w stanie NIE myśleć o innych kobietach. Taka jest męska psychika, bez tego ludzie jako gatunek dawno by wyginęli. Oczywiście całkiem czym innym jest poddawanie się żądzy. Większość ludzi jest w stanie trzymać na wodzy takie emocje. Ja przetestowałem na swojej żonie (gdy jeszcze nie byliśmy małżeństwem ani nawet parą), że jestem w stanie trzymać swoje emocje na wodzy mimo bardzo silnej pokusy. Jeśli więc doszłoby do tego, że zdradziłbym swoją żonę ( o ile zdrada za przyzwoleniem jest zdradą ) nie powiedziałbym na pewno, że to była chwila słabości czy czegoś równie żenującego.Z anielskim pozdrowieniem Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Ani słabe, ani nienormalne IP: *.* 11.08.01, 12:26 Hmmm...czytam i czytam... I tak miedzy Bogiem a prawda nie wiem do czego ta dyskusja ma prowadzic, ale skoro juz zaczelam to i napisze swoje zdanie na ten temat.Moja mam twierdzi ze mam serce wielkosci Europy, Artek, ze jeszcze wieksze... Jest w nim tyle miejsca, ze chyba... ale tylko chyba, zmiescila by sie tam milosc wybaczajaca facetowi, ktorego kocham.Staralabym sie w to dzieci nie mieszac. To w sumie tylko moja i jego sprawa. Na razie nie musialam sprawdzac czy umiem wybaczac takie rzeczy, ale skoro bylemu wybaczylam, to kto wie.Jestem pewna jednej rzeczy, ze gdybym miala wybaczyc, to trwalo by to dlugo... Jestem dosc wybuchowa, mocno wszystko przezywam. Musialabym odczekac swoje, dojsc di porzadku z emocjami, wtedy moglabym sie zastanowic jak mocno zabolalo to co o zrobil.Wybaczenie bylemu zajelo mi ponad dwa lata. teraz potrafie z nim rozmawiac, ustalac jakies szcegoly odnosnie wychowania dzieci. Czasami nawet zastanawiam sie jak to by bylo, gdybysmy znow byli razem (ale nie chce tego, tylko sie zastanawiam).Mysle, ze gdyby facet zalowal, ze gdyby to bylo tylko jednorazowe poddanie sie hormonom, to chyba wolalabym nie wiedziec... Po co ma mnie ranic, skoro zdarzylo sie raz i nie zawazylo na jego uczuciach do mnie?Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: nie wiem co bym zrobila jak dowiedzialabym sie o zdradzie IP: *.* 11.08.01, 12:37 Napisze jeszcze cos przez co przeszlam przed malzenstwem , bylam z facetem 5 lat nie mielismy dzieci ale kochalismy sie . Wystarczyl jego jeden wyjzad (firmowy) gdzie dosc chucznie go obchodzono w jedym z najlepszych hoteli Warszwskich i co? zdradzil .... fakt , ze sie przyznal do tego nic nie zmienil podjelam decyzje jeszcze w ten sam dzien jak sie dowiedzialam i nie zaluje .Dlaczego to zrobil , ano on sam nie wie?! Z tego co sie tlumaczyl to zaduzo wypil i ...... ach Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: nie wiem co bym zrobila jak dowiedzialabym sie o zdradzie IP: *.* 11.08.01, 13:59 Ja nie jestem twarda i jak by doszło do sytuacji, że dowiaduję się o zdradzie, nie ważne od niego czy osoby postronnej - do widzenia i już. Małżeństwo i związek do czegoś zobowiązuje i należy się tego trzymać, jak się komuś nie podoba - zagrać w otwarte karty - ty tu, aj tam i rób co chcesz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: nie wiem co mąż by zrobil jak dowiedziaaby sie o zdradzie IP: *.* 11.08.01, 16:59 A ja zdradziłam. Męża po kilku latach małżeństwa, po urodzeniu dziecka.Po co? Nie wiem, albo udaję przed sobą ze nie wiem. Mam fantastyczne wspomnienia, mimo ze seks był dużo słabszy niż z moim mężem. Kocham mężą, moje wyskoki nie wpłynęły na nasze uczucie.To ja rozdaałam karty, i ja na starosć nie bedę sobie pluła w brodę, zę nie spróbowałam. I ze złoscią patrzyła na meża, ze to przez niego.Było warto.KVM - po co bys powiedział? Po to tylko zeby nie mieć wyrzutów sumienia? Zdradzaj, ale ciężar tego co zrobiłeś dzwigaj sam, a nie uprzedzaj: Teraz droga żoneczko cię skrzywdzę.P.S. Nie piszę pod własnym imieniem - z wiadomych powodów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Droga XY IP: *.* 11.08.01, 17:48 "Z" pominę z wrodzonej złośliwości . Widzisz ja pewnie nigdy tego nie zrobię, a jeśli już to z kobietą którą moja żona zaakceptuje. Dla mnie to sprawa podstawowej uczciwości małżeńskiej. Po prostu aby wymagać od kogoś tego samego sam nie mogę być gorszy. My ze sobą gramy w otwarte karty. Nie ma przy mnie Dorki w tej chwili i nie wiem czy mogę napisać o jednej rzeczy na forum, ale możesz mi wierzyć, że między innymi dlatego, że nasz związek oparty jest na bezgranicznej uczciwości wiele spraw staje się prostszymi. Dla mnie większym ciosem byłoby chyba oszustwo niż sama zdrada. Takie mam już zasady, że najbliższej rodziny (żona i dzieci) nie okłamuję. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Droga XY IP: *.* 13.08.01, 07:10 No widzisz Kristo. A ja doszłam do wniosku, że wolałabym nie dowiedzieć się o zdradzie męża. Jeśli zdecydowałby się na zdradę (zakładam że wcześniej choć przez chwilę zastanowiłby się co robi)wolałabym, żeby zorganizował to tak żebym nigdy nie dowiedziała się ani od niego ani od nikogo innego. Po co swoją bezgraniczną szczerością ma zniszczyć moje życie, wiarę w siebie. Oczywiście dotyczy to wyłącznie sytuacji kiedy ten skok w bok z założenia nie oznaczałby nic poważnego. W przeciwnej sytuacji wolę wiedzieć od razu.Tak czy inaczej mam nadzieję że nam się to nie przydarzy.Niemniej jednak mam na uwadze właściwości męskiej psychiki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Droga XY IP: *.* 13.08.01, 13:26 Magda. Nic dodac nic ujac. Ja rowniez wolalabym nie wiedziec. Czlowiek jest tylko czlowiekiem i czasem popelnia bledy i pozniej musi z tym zyc. Lepiej jezeli zyje z tym sam. Dlaczego w imie tzw "szczerosci" ma cierpiec jeszcze ta druga polowka?Kinga Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Droga XY IP: *.* 13.08.01, 21:27 Tyle, że zawsze może się znaleźć ktoś "życzliwy"...Jak byś się wówczas poczuła - nie dość, że zdradził to jeszcze oszukiwał przez długi czas, jakby nic się nie wydarzyło?Ja jednak wolę, jeśli dojdzie do zdrady, wiedzieć o tym i wybaczyć, choć niekoniecznie zapomnieć. Ale KvM już napisał jak on chciałby widzieć kwestię jego skoków w bok... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Droga XY IP: *.* 13.08.01, 22:28 Drogi (?) KvM!Czym sobie zaslużyłam na tak osobisty zwrot? Co tam w podświadomości piszczy??? Czy my sie znamy?Do rzeczy. Nie uważam za zasadne informowanie bliskej mi osoby o zdradzie, po to po prostu by jej nie krzywdzić. Nie uwazam za zasadne rownież zdradzania, ale nie zawsze trzymamy sie zasad prawda? A jesli zdrada sie wyda? Cóż, kto się bawi zapałkami, ten roznieca ogień. Nie informowałabym dla zasady, bo to zrani na pewno, a wyda się być może.Czytając twoje posty o zdradzie ma się wrażenie że chodzi o seks grupowy. Żonka akceptuje, panienka musie byc ładna, itd. Żeby miec pewność ze się mylę, przebrnęłam przez twoje inne wypowiedzi i ufff, wymiękłam pod naporem dydaktyzmu. Gratuluję pogladów, wiedzy, erudycji. Mam tylko takie wrażenie, że opisujesz smak potrawy bazujac jedynie na przeczytanych przepisach, a nie próbując jak smakuje naprawdę. A przepis to nie wszytko. Może za 10 lat wyjdzie z tego smaczny bigosik, bo teraz jest tylko strasznie kwaśnia kapusta...Życze Ci, zebyś schowany za swoimi teoriami nie stracił umiejętności dostrzegania realnego zycia. Kończe temat, nie lubię pisać anonimów.Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Oj znamy się, znamy IP: *.* 13.08.01, 22:47 Cha! No cóż każdy czyni jak uważa, że będzie dla niego najlepiej. Ja może faktycznie za wiele piszę, za dużo się mądrzę, ale taką juz mam ułomna naturę. Wiesz z tymi smakami, to może i masz rację. Sęk w tym, że ja jestem szczęśliwy. Mam piekną i mądrą żonkę, takąż też córeczkę... a myślę, że nawet bez tych cudownych osób potrafiłbym być szczęśliwy. Fakt, że może co nieco życia przede mną, jednak obserwując tyle smutku dookoła mam chyba prawo do podzielenia się własna receptą na szczęście, prawda? Nawet jeśli mam świadomość, że to i tak nikomu się nie przyda, bo każdy jest inny i szczęście musi znaleźć w sobie sam, to i tak czuję się w obowiązku co nico ponauczać . Widzisz różnica między nami jest taka, że ja się mogę rozpisywać o swoich czasem może nawet głupich poglądach i czynach, bo się ich nie wstydzę - pod każdym podpisuję się imieniem i nazwiskiem (wystarczy do mnie wysłać majla, aby się tych danych dowiedzieć - nicka "KvM" używam ze względa na tradycję).Niestety życie z takimi jak moje poglądami nie jest usłane różami. Szczególnie w kraju takim jak Polska. Jako, że kompletnie nie odpowiadają mi postawy prezentowane przez większą część społeczeństwa postanowiłem zmienić kraj zamieszkania.PozdrawiaKristoVelMefistoStrażnik Moralności Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Oj znamy się, znamy IP: *.* 13.08.01, 23:01 Ja rowniez nie wstydze sie podpisywac pod swoimi listami choc wstydze sie pewnych postepkow w moim zyciu. Mnie rowniez nie jest latwo zyc z pogladami, ktore "niose w swiat" choc miejse zamieszkania nie ma z tym nic wspolnego. Wbrew pozorom Polska czy nie ludzie niewiele sie od siebie roznia. Mnie nie udalo sie ukryc zdrady (ktorej bardzo zaluje) i bardzo nad tym boleje. Coz mi dalo, ze maz o niej wie? Ogromny smutek w jego oczach i straszny bol (nie wiem czy mnie mozesz zrozumiesz, taki bol ktory rozrywa go od srodka). Byc moze jest to kara za to co zrobilam ale ilekroc to widze mam ochote umrzec. Tylko, ze ja cierpie bo zrobilam cos co nie powinno miec miejsca ale on... Za co? Za to, ze mnie kocha? W imie czego? W imie przyjazni? Wybacz ale cie nie rozumiem.PozdrawiamKingaPS Straznikiem moralnosci to ty raczej nie jestes. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Pewnie, że nie jestem IP: *.* 13.08.01, 23:44 strażnikiem moralności Ten mój nick na tym forum jest co najmniej groteskowy, więc go jeszcze co nieco ubarwiam. Może kogoś to rozśmieszy?Wiem, że nie łatwo jest zrozumieć dlaczego prawda jest najważniejsza w rodzinie (obok miłości). Zanim Ci odpowiem co ja o tym myślę chciałbym jednak wiedzić co myślał Twój mąż o tym, że mu powiedziałaś. Powiedział Ci, że lepiej abyś mu nie mówiła?Co do ludzi w Polsce, to wybacz mi, ale mam odmienne zdanie. 50 lat socjalizmu odcisneło swoje piętno na Polakach. Jesteśmy narodem złodzieji, oszustów i ludzi z miękkimi karkami. Brak nam siły i walki. Wiem mimtologia jest inna - to my niby obaliliśmy komunizm. Śmiać mi się chce i płakać zarazem jak to słyszę. Komunizm jest w umysłach Polaków, jest w nich kompletny brak zasad i zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Co gorsza brak instynktu samozachowawczego i postaw prospołecznych. Wedle moich ocen u nas jest mniej więcej tylu uczciwych ludzi, co na zachodzie nieuczciwych. Ja znam może 2-3 osoby względnie uczciwe (sam się do nich w swoim zadufaniu zaliczam). Ta względna uczciwość polega na tym, że jak kradną, to przynajmniej mają świadomość, że to jest kradzież - rzecz naganna moralnie i co oczywiście ważne nie robią tego często i jeśli już to tylko w zakresie dóbr niematerialnych.No cóż smutne to jest, ale niestety nie znam nikogo, kto byłby bezwzględnie uczciwy (nie licząc jakichś drobnych przypadkowych, wpadek). Co gorsza społeczeństwo Polskie nie wyobraża sobie życia i świata innego niż socjalistyczny. Nie dla mnie to jest kraj, nie dla mnie...PozdrawiamKristoVelMefistoPijak i Kombinator Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Pewnie, że nie jestem IP: *.* 14.08.01, 04:07 Nie wiem co moj maz by wolal straszna prawde czy slodka niewiedze. W jeszcze jednym sie z toba jednak niezgadzam. Oprocz milosci najwazniejsza jest uczciwosc (lub czystosc jak kto woli) a nie prawda w twoim stylu.Kinga Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Nie rozumiem! IP: *.* 14.08.01, 06:27 Kompletnie nie rozumiem Twojej postawy i poglądów. Mam wrażenie, że zakładasz, zse każda zdradzona żona/mąż musi cierpieć z tego powodu. Nie rozumiem jakim prawem narzucasz swój styl myślenia/czucia innym ludziom! Jeśli moja żona pozwala mi napewne rzeczy i jeszcze dobrze się bawi, to nie rozumiem co w mojej postawie jest nieuczciwego. Fakt, że do niczego wielkiego, ani nawey małego nigdy nie doszło. Dlatego właśnie, że nie wiem jak na prawdę zachowa się Dorka informuję ją o każdym etapie znajomosci z innymi kobietami, jeśli uzna, że jej się to nie podoba, to zasygnalizuje mi to, a ja zaprzestanę "flirtów" Uważam, że takie zachowanie jest uczciwe i słuszne, gdyż nikt na tym nie cierpi. Wiesz znajomość z obcą kobietą to nie musi w końcu zaraz być miłość, czy seks - to może być przyjaźń, czy zwykła znajomość.Dlatego pytałem Cię czy Twój mąż by wolał abyś mu powiedziała, że uważam to za niezwykle istotne. Zadałaś pytanie po co mówić, po co narażać na cierpienie tą drugą osobę ? Ja też się kiedyś nacierpiałem w wyniku zdrady partnera (nie małżonki), ale właśnie jedyną rzeczą, która pozwoliła mi wybaczyć była uczciwość - o tej zdradzie nigdy bym się nie dowiedział, gdyby nie szczere wyznanie. JA, podkreślam JA bardziej cenię sobie zaufanie i szczerość aż do bólu niż chwilę słabości. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Droga XY IP: *.* 14.08.01, 10:09 Hmm, tak sobie czytam i czytam i co widze? Ano wlasnie. Sama kiedys zdradzilam swojego bylego, w zasadzie nie raz tylko kilka razy. Zdradzilam dlatego, ze go nie kochalam. Zdradzilam bo mi na nim nie zalezalo. On zdradzil mnie, bo nie nie szanowal. I wszystko za obopolna zgoda. Teraz jestem szczesliwa prawie-mezatka (slub 18 sierpnia) i w zyciu by mi do glowy nie przyszlo, zeby kogos zdradzic. Wiem, ze ludzie z natury sa poligamiczni, chociaz bardzo by chcielinimi nie byc. Niestety...tak nas stworzyla natura. I bez roznicy jaka plec reprezentujemy. A do Kristo: nie obraz sie, ale uwazam, ze macie z Dorka troche chory uklad, skoro piszesz, ze jesli zdradzisz, to tylko z kobieta, ktora zaakceptuje zona. Dla mnie osobiscie to nienormalne, co nie oznacza, ze tego nie akceptuje. Ciekawi mnie, czy zdjecia dla potomkow tez zrobisz, zeby pozniej sie poszczycic, ze to wlasnie jest ta pani, z ktora zdradzilem mamusie. Pani ta podoba sie mamusi wiec niech spodoba sie rowniez tobie-moje drogie dziecko. No chyba, ze jestes zwolennikiem wielozenstwa. Wtedy to juz zupelnie inna historia.Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: nie wiem co bym zrobila jak dowiedzialabym sie o zdradzie IP: *.* 12.08.01, 17:44 Hmmm... moze naraze sie niektorym piszac to ale wydaje mi sie ze niektore kobiety lubia sie katowac dziwnymi myslami typu " co by bylo gdyby..."zawsze przy tym zastrzegajac ze ja to bym nigdy...ale... zadajmy sobie pytanie panie: Co bym zrobila gdybym to ja zdradzila meza? I podpisuje sie pod postem xyz ze umiala stanac przed tym co zrobila w prawdzie i przyznac sie przed tym, chocby tylko przed sama soba.Pozdrawiam te co mysla o zdradzeniu przez meza i te co same zdradzily... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: nie wiem co bym zrobila jak dowiedzialabym sie o zdradzie IP: *.* 13.08.01, 07:38 Był taki okres, że jak xyz myslalam raczej o zdradzeniu, niz o byciu zdradzana. Do zdrady nie doszlo w koncu, ale zagadnienie zostalo przemaglowane w mojej glowie na wiele sposobow. Wnioski mam takie, ze ja zdradzic nie umiem. Powstrzymywala mnie caly czas mysl, ze a noz moze bedzie lepiej...Nie mam tez na zdrade ohoty w ostatecznym rozrachunku dlatego, ze jestem samotnikiem. Nasze ulubione sposoby spedzania czasu, to osobno- nie lubimy trzymac sie za rece, nie calujemy w miejscach publicznych. Z tym moim mamy juz rutyne w pozytywnym tego slowa znaczeniu- znamy wlasne mysli, mamy zwyczaje ktore nam sprawiaja radosc. Ja wiem, ze on kocha mudy, on wie, ze najwiekszy dla mnie prezent, to dwa dni samotnosci. Teraz zdrada meza. Po pierwsze mam nadzieje ze nie uraczy mnnie nigdy historia o jednonocnej przygodzie. Jesli nie ma to zadnego znaczenia, to po co mowi? Ale mysle, ze kazdy ma prawo do bledow i jedna szanse jestem w stanie zaoferowac- kategorycznosc nie jest moja mocna strona. Szansa oczywiscie dotyczy nas obojga, bo wiem, ze nogdy nie zapomne. Czy wybacze. Jesli bede kochac tak jak kocham to tak. Wybacze i zdrade i kilka innych rzeczy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Zdradziłam i ... IP: *.* 13.08.01, 11:51 Hm, cięzko mi o tym pisać, ale .... lepiej nie zdradzajcie bo - nie ma usprawiedliwienia jest tylko wstyd i upokorzenie ...Można znienawidzieć samego siebie. zawsze bedzie bolało..... zawsze bedzie ciężko życ - mozna o tym nie myślec ale to i tak czasem wraca. Mój mąż jest najwspanialszym człowiekiem na świecie - nie znam nikogo takiego jak on - powiedziałam mu i wybaczył mi. jest mi z nim cudownie, ale zawsze kiedy sie zamyśli albo ma zły humor zastanawiam się czy to aby nie przeze mnie. nikt ze znajomych o tym nie wie - stanowimy szczęśliwą rodzinę... i wiem, że tak juz zostanie - jestem mu wdzieczna, że mnie nie odepchnął. Dziewczyny nie mówcie tak pochopnie o tym, że nie wybaczyłybyście - to zależy od , od tylu rzeczy.....A, że po może być pięknie ... Niedługo znowu zostaniemy rodzicami. tak bardzo go kocham - może dopiero po tym wszystkim zrozumiałam jak bardzoPozdrawiamI mam nadzieje, że nikogo z Was nie spotka taka sytuacja. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Zdradziłam i ... IP: *.* 20.08.01, 09:44 wiem co czujesz.. ja zrobilam to samopowiedzialam mezowi o wszystkim,ale w nim to "siedzi" caly czas..probowalam sie tlumaczyc, ze mnie nie zauwazal, ze zyl we wlasnym swiecie,ze mialam do tego prawo...,ale prawda jest taka, ze swoja slaboscia przekreslilam 5 lat milosci, zaufania..tak sie zlozylo, ze kiedy probowalismy na nowo byc ze soba zaszlam w ciaze... pierwszy raz od 4 miesiecy sie kochalismy i dziecko.. on nie chcial w to uwierzyc, oskarzyl mnie, ze juz wczesniej wiedzialam, ze jestem w ciazy, ze chce go wrobic..pierwsze 3 miesiace byly pieklem..w obecnej chwili.. wszystko wraca do normy..maz postawil mi warunek, ze po urodzeniu dziecka chce badan genetycznych..jest mi bardzo smutno..ale to wszystko moja wina...zastanawiam sie nad jednym co bedzie czulo dziecko kiedy za kilka lat dowie sie o tym Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Zdradziłam i ... IP: *.* 20.08.01, 10:47 Moze nie powinnam Ci dawac rad, bo nie byłam w takiej sytuacji, ale wedlug mnie milosc polega na wybaczeniu. Jestes pewna ze on Ci wybaczył? Bo wygląda ze ma do Ciebie duzo zalu. Na takiej bazie chyba nie odbudujecie waszego związku, bo przeciez to ze go zdradzilas (czyli sie nie ukladało) to tak jak piszesz chociaz trochę tez jego wina. A myśle ze dziecko ne powinno sie nigdy dowiedziec, bo po co - to jets sprawa pomiędzy dwojgiem doroslych ludzi. Trzymaj się i przemyśl czy naprawdę te badania genetyczne oczyszczą atmosferę, czy kiedykolwiek Ci wybaczy? Bo zyc z takim brzemieniem bedzie Ci cięzko. No i to że będzie tylko z Tobą pod warunkiem że dziecko jest jego? A gdzie tu jets miejsce dla Ciebie?Może nie powinnam Cie poburzac bo pewnie i tak bardzo Ci cięzko. Ja wlasnie podjelam decyzje o rozstaniu mimo ze jestem w ciazy i na jego utrzymaniu, oznajmilam mu to, nie wiem jeszcze jak to sie skonczy, ale chcialabym zeby męzczyzna byl ze mna dla MNIE a nie tylko dla dziecka, bo najpierw powinien kochac MNIE, bo przeciez dzieci kiedys z domu odchodzą a z mężczyzna jest sie całe życie.trzymaj sie pa! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Zdradziłam i ... IP: *.* 20.08.01, 11:36 Buba dziekuje,dziekuje za to, ze napisalas.Moj maz uwaza,ze badanie genetyczne bedzie "dowodem wiernosci"...dzisiaj mam kolejne cotygodniowe spotkanie u psychologa, ktory mowi podobnie jak Ty...On ma bardzo duzo zalu,on, jego mama,cala jego rodzina.W obecnej chwili i tak mieszkamy oddzielnie..ja u swoich rodzicow on u swoich widzimy sie co 2 dni(plus weekendy)dlaczego nie codziennie? bo odleglosc miedzy anmi wynosi 26km w jedna strone (cena paliwa).Wiesz,ze najgorsze jest to, ze jak zrobilam test to myslalam, ze odplyne ze szczescia.Bylam swiecie przekonana, ze dziecko nas polaczy.Poprosilam Go,zebysmy razem poszli do lekarza.Bylam tak naiwana, ze wiezylam, ze idzie ze mna bo tez sie cieszy...a juz pod gabinetem okazalo sie,ze poszedl bo chcial sie dowiedziec,ktory to tydzien i sprawdzic czy Mu sie zgadza.w czasie tej wizyty 3 razy pytal sie "Ale ktory to tydzien?" lekarz patrzyl sie na niego bardzo dziwnie,az mi bylo glupio..Juz sama nie wiem moze za bardzo walcze o ta milosc.Wiem, ze juz do konca bede na przegranej pozycji.Buba tzymaj sie cieplutko,mam nadzieje, ze Twoje sprawy sie uloza..musza sie ulozyc)Pa! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Zdradziłam i ... IP: *.* 20.08.01, 11:52 Żaba!To chyba okropne czuć się tak jak Ty teraz... Zapłaciłaś za szczerość wysoką cenę, i teraz pewnie zastanawiasz się, czy warto było.Tak to jednak jest, że w życiu popełniamy czasami głupstwa nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Nie sądzę, żeby badania genetyczne coś zmieniły w Waszym związku,... zrobi to czas Codzienne małe sprawy /pocałunek, czułe słowo, przytulenie/ być może utwierdzą męża w tym, że jest dla Ciebie ważną osobą. A na razie ciesz sie dzieckiem To bardzo ważne, żeby te chwile przeżywać w spokoju... Powodzenia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Zdradziłam i ... IP: *.* 20.08.01, 13:05 Dobrze ze chodzisz do psychologa, to bardzo ważne że masz się przed kim wygadać bez tego że ktoś będzie Cię oceniał i Twoje postepowanie. Naprawde nie daj sie zdołować. I miej w nosie jego mamą czy cała rodzinę. Przecież to jest sprawa tylko i wyłącznie między Tobą a nim.Ja jestem po prostu idealistką. Mąż musi byc człowiekiem na którego powinnam liczyć w każdej chwili mojego zycia, przecież może każdemu z nas przytrafic się nieszczęście, albo każdy ma prawo do błędu - jesteśmy przecież tylko ludźmi, zwłaszcza ze przecież żałujesz .... Jesli uwazasz ze warto to walcz o te miłość, ale jeśli i po badanich genetycznych on nadal będzie miał żal o przeszłość to chyba nie warto... (A badania DNA daja tylko około 90% pewności. Czy to jemu wystarczy?)Ja mojego męża nie przekreslam (zresztą ciągle go kocham)ale postawiłam pewne warunki, on musi wiedzieć czy chce ze MNĄ być, tak naprawdę.... I bardzo ciężko mi było podjąć tę decyzję ale teraz czuję że tak właśnie byc powinno.Wydaje mi się że jakoś się ułoży, najwazniejsze żeby wiedziec czego się chce i oczekuje od tej drugiej osoby, która ma być z nami do końca... No i nie podejmuj żadnej decyzji pochopnie, przecież moze jak zamieszkacie razem, będzie dziecko to wszystko się zmieni, ale z drugiej strony nie czekaj za długo. Zresztą pewnie będziesz wiedziała co robić, musisz być silna... trzymam za Ciebie kciuki, Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Zdradziłam i ... IP: *.* 21.08.01, 08:39 Sorry , że się wtrącę, ale co do tego ma jego mama, rodzina itd?????Podejżewam, że to rodzinka mąci twojemu mężowi w głowie. Nie ma możliwości odcięcia się od rozdzinki? Przeanalizuj tę sprawę, może Twój mąz sam z siebie taki zawzięty nie jest? Jeśli jest - to może lepiej się nie oszukiwać - po co Ci przez resztę życia wypominki? A jeśli to robota mamuśki -wiejcie jak najdalej! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Zdradziłam i ... IP: *.* 21.08.01, 13:10 Dziekuje Wam wszystkim za to,ze napisalyscie..1. nie moge powiedziec jedznoznacznie:"on mnie nie kocha" wiem, ze jest inaczej..tylko ten zal,ktory w Nim siedzi maci wszystko,maci Jego radosc z narodzin dziecka i to baaaardzo boli;2.rodzina- tak jak pisalam wczesniej mieszkamy teraz oddzielnie-on+rodzice i ja tak samo..jego mama,kiedy dowiedziala sie o ciazy powiedziala,ze malo ja to obchodzi i moze w przyszlosci to dziecko zaakceptuje,ale nigdy nie pokocha..no coz jej wybor.W jej oczach jestem "latawica" i dla niej temat skonczony.Nie chce Go cisnac o wspolne mieszkanie bo wiem, ze on sam musi dojrzec do tej decyzji, jest bardzo smutno, kiedy np. pierwszy raz w nocy moj skarbek zaczal bulgotoc i nie mialam sie z kim tym podzielic, przeciez nie bede budzic moich rodzicow.On sam przyznaje sie do tego, ze jest bardzo zwiazany z mama i jesli codziennie widzi jej nabzdyczona mine..to juz sam nie wie co ma robic;3.wiecie czego sie najgorzej boje,ze jak dziecko podrosnie dowie sie o badaniach genetycznych..i zostanie zranione.Place ogromna cene,czuje sie strasznie winna i wiem, ze teraz ponosze kare za to co zrobilam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Zdradziłam i ... IP: *.* 21.08.01, 13:20 Sama nie wiem co Ci radzić, ale skoro on sam widzi wpływ mamy, to rozważcie wszelkie ,nawet najbardziej nieprawdopodobne warianty aby nie mieszkał z nią. Przecież to chore - żonaty facet śpi u mamusi!Niech nawet nie mieszka z Tobą, wynajmie pokój, zatrzyma się u kolegi itp. byle został poza wpływami rodzinki. To jego życie, jego żona i jego dziecko. Uchwyć się tej jego świadomości. Na pewno niewspółmiernie prostszą sytuację miałam ja, ale też dobre chęci mojej mamy bardzo żle wpłynęły na relacje pomiędzy mną i mężem. A wszystko tylko z tego powodu , że babcia zostawała z wmukiem, teraz mały chodzi do żłobka, mój mąż jakoś automatycznie zmądrzał i wyszlachetniał a ja zrobiłam się mniej krytyczna. Zdaję sobie sprawę z tego , że kilkugodzinne sączenie pretensji w ucho dziecka "dla jego dobra" może zniweczyć każdy związek.A może daj mu do poczytania ten wątek? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Zdradziłam i ... IP: *.* 21.08.01, 13:05 Droga Żabo, podziwiam Twoja odwage i ..... glupote szczerosci. Moja mama zawsze mowila, zebym nauczyla sie milczec bo jestem za szczera w stosunku do facetow. I chyba w koncu sie udalo. Doskonale Cie rozumiem bo tak samo sie mecze ale za nic nie powiem.Wychodze z zalozenia ze jak spartolilam sobie zycie to niech ja juz sie mecze a moj maz i dziecko nie. Chociaz to nie do konca prawda bo wyrzuty sumienia psuja kazda radosc ale gdybym powiedziala to bylby koniec poniewaz moj maz (pominawszy inne wzgledy typu strata zaufania, bol itd.) jest idealem i tego tez oczekuje od innych (w swoim mniemaniu rzecz jasna) i nie uznaje ludzkich bledow w dodatku tak strasznych. A tak naprawde to damskie zdrady prowokowane sa przez mezow. A potem sie zastanawiaja: dlaczego? Przeciez jestem kochajacym, wspanialym mezem, przychodze do domu, przynosze wyplate, nie pije (czesto) itd. Ale czy pomysli: nie przyjaznie sie z moja zona, nie sypiam z nia 2,3 m-ce bo mnie zdenerwowala, nie rozmawiam z nia, kocham telewizor, komputer itp., ja wychodze w celach towarzyskich kiedy chce, ona jak jej pozwole.Mozna tak jeszcze dlugo. A podobno jestesmy wyzwolone. Oczywiscie w koncu okazuje sie ze jednak ten maz jest najlepszy i bardzo sie go kocha, ale to wtedy kiedy poczuje sie co mozna stracic. Nawet czasami mam wrazenie, ze taka zdrada cementuje. Ale jeszcze nalezy zauwazyc z jaka latwoscia faceci wszystko przekreslaja. Ja wybaczylabym mojemu mezowi zdrade (wiadomo dlaczego) chociaz napewno by mnie bolala, ale sa wazniejsze rzeczy niz pojscie z kims do lozka (mam na mysli jednorazowa rzecz), chodzi mi glownie o to co sie razem stworzylo. No oczywiscie uczucie tez jest wazne ale z czasem niestety jest go coraz mniej (nie mowie ze u wszystkich). Natomiast on mi napewno nie wybaczy a jego glowne motto nawet w rozmowach kolezenskich na ten temat to "won z domu". I tak wlasnie zyje sobie zadreczajac sie juz 3 lata. Ze strasznym oporem to pisze ale sytuacje z dzieckiem mam gorsza (co prawda wtajemniczona osoba twierdzi, ze przesadzam i specjalnie sie zadreczam bo zdarzenie mialo miejsce ze srodkiem antykoncepcyjnym typu prezerwatywa ale nie jest to wszystko proste). Lekarz ginekolog przeprowadzil ze mna rozmowe i polecil psychologa ale chyba nie dam rady pojsc. Zycze Ci powodzenia i nie daj sie, erare humanum est czyli bladzic jest rzecza ludzka i kazdy te bledy popelnia. Wazne jest to zeby sie uczyc na bledach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Zdradziłam i ... IP: *.* 21.08.01, 13:28 Wiem,ze moja szczerosc byla bledem..ale wiesz dlaczego Mu to powiedzialam bo juz mialam dosc Jego nie rozmawiania ze mna,nie kochania sie,zycia obok,tego okropnego rozczarowania,nie tak wyobrazalam sobie malzenstwo,myslalam,ze jal wreszcie zamieszkamy ze soba to bedzie jak w bajce..dlatego..moze chcialam Go zranic,chcialam zeby sie otrzasnal z tego letargu, ze moze mnie stracic.. kiedy On tkwil w tym marazmie pojawil sie ktos z przeszlosci i nagle okazalo sie ze mozna ze mna rozmawiac,ze jestem interesujaca kobieta.itd itd..i stalo sie..kiedy rozmawialismy o tym co sie stalo po 4 miesiacach powiedzial mi, ze on mial wtedy stany depresyjne..to dlaczego na Boga mi o tym nie powiedzial??Z drugiej strony czy to normalne, zeby mlody malzonek mial depresje prawie zaraz po slubie i zeby to trwalo prawie 10 miesiecy? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Zdradziłam i ... IP: *.* 22.08.01, 10:01 Moze jeszcze raz sie odezwę. Mysle ze powinniscie sprobowac byc razem, bez zadnej rodziny dookola tylko Wy i dziecko i zobaczyc jak wtedy sie Wam bedzie ukladalo, bo moze rzeczywiscie wszystko bedzie dobrze. Wiesz kazdy ma kiedys depresję, najwazniejsze zeyby on zrozumial ze tak samo jak on ma prawo do depresji tak samo Ty masz prawo poczuc sie odrzucona z tego powodu. Moj mąz ma wlasnie taką depresję, chociaz juz trzy lata jestesmy po slubie, to teraz mu sie cos widzi ze moze do siebie nie pasujemy... (ten ma dopiero refleks...)Moze glupio to zabrzmi ale lepiej zeby zle bylo na poczatku niz tak nagle po paru latach... To tez bardzo boli, zwlaszca jak sie jest w ciazy... Ale jak juz sobie wszystko wybaczycie to obiecajcie sobie nie wracac nigdy do tego tematu, w koncu sprawa zamknieta teraz liczy sie cos nowego.I koniecznie zrobcie cos zeby byc razem!trzymaj się buba Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Zdradziłam i ... IP: *.* 20.08.01, 14:12 Część żaba ! U mnie na poczatku, też było ciężko. Czułam się jak smieć.....a i mąż nie wyprowadzał mnie z tego twierdzenia.Teraz jest o niebo lepiej - wiem, że Go zawsze tamto bedzie bolało i zawsze gdzieś będzie do mnie czuł żal - ma do tego prawo. U mnie najgorsze jest to, że ja sama nie potrafie sobie tego wybaczyć - ja nie miałam powodu ...............!!!!!!!!!!Pierwsza impreza bez męża, pierwszy alkohol i .......No coz stało się.Nie wiem jak to się skończy u Ciebie - mam nadzieje, że jak najlepiej.Ja musiałam walczyc z depresją - nerwicą. Jeszcze to gdzies we mnie siedzie , ale musze to zwalczy,c dla dobra dzidzi która mam w brzuszku. Choć często nękaja mnie jakies myśli typu a kiedy spotka mnie za to kara? Panicznie boje sie zostawać sama w domu bo boje sie, że coś mi sie stanie .... itp.Wierzę, że bedzie lepiejChciałabym Cie uściskać (może kiedys ktoś uściska mnie i powie, że takie rzeczy się zdarzaja nie jesteś idealna zyj i kochaj - skoro on pozwala Ci sie kochac i kocha Ciebie) JAK W TO UWIERZYĆ ???? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Zdradziłam i ... IP: *.* 21.08.01, 08:22 A może ten facet naprawdę kocha??? A to jego zachowanie......JA przeżyłam odwrotną sytuację. To on zdradził - nie zdążył powiedzieć. Coś mnie tknęło i zrobiłam mu "bezpodstawną awanturę" (wiem że to złe i wielce ryzykowne) - ale jakże trafną. Było wiele rozmów, płaczu, złości, tłumaczeń. Powiedział, że żałuje tego. Postanowiliśmy spróbować jeszcze raz. Od tego czasu minęło dwa lata ale ja nie mogę zapomieć. Kocham go bardzo, chcę być z nim ale... Teraz jest już lepiej, żyjemy normalnie tylko czasami te - wiem - niepotrzebne przycinki, zaczepki, czasami kłótnie z byle powodu i o nic. On naprawdę się stara, ale ja nie mogę poradzić sobie sama ze sobą.Można kogoś dażyć uczuciem, a zachowanie niekoniecznie to musi odzwierciedlać. Ja to doskonale wiem.On nigdy nie powiedział złego słowa na "NIĄ". To głupie, czego ja oczekuję...?? Taki ma charakter. Ale jak to boli.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Zdradziłam i ... IP: *.* 21.08.01, 14:03 Cześć!Ja też zdradziłam męża! Ale ja w pzreciwieństwie do Ciebie nie powieziałam mu nic do tej pory!Uznałam, że tak będzie lepiej, bo tamto zdarzenie było tak mało znaczące, że nie ma sensu tego roztrząsać.Ale nie wiem, czy tak jest lepiej - też mam ciągłe wyrzuty sumienia i noszę w sobie ogromne poczucie winy...Teras sama nie wiem, jak mogłam to zrobic - przecież kocham mojego męża i znam go na tyle, że wiem, że on nigdy by mi tego nie zrobił...Myślę, że takich rzeczy nie da się zapomnieć, chociarz bardzo się chce..Kika. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Zdradziłam i ... IP: *.* 22.08.01, 09:41 cześć.Ja też nie powiedziałabym, choćbym się skręcała z wyrzutów sumienia. Nie warto, bez sensu psuć jednym głupim wyznaniem coś co sie budowało lata. Ale! zastanowiła mnie jedna rzecz w wypowiedzi kiki, zacytuję:kika napisała/ł:ogromne poczucie winy...Teras sama nie wiem, jak mogłam to zrobic - przecież kocham mojego męża i znam go na tyle, że wiem, że on nigdy by mi tego nie zrobił...Myślę, że takich rzeczy nie da się zapomnieć, chociarz bardzo się chce..kikahmm, dziwne, powiem szczerze, ze ja nie jestem pewna, czy mój mężulo nie zrobiłby tego.Skąd można mieć taką gwarancję? Tak samo nie mogłabym sie zaprzeć nogami i rękami i powiedzieć, że NIGDY nie zdradziłabym męża. Kika jak pisze bardzo kocha męża, a jednak zdradziła, widać miłośc nie jest dostateczną ochroną przed zdradą. Pomimo, że być może jej mąż tak samo jak ona uważa, że ona NIGDY by mu tego nie zrobiła.Zdrada nie demoralizuje mojej moralności - mam ją chyba względną, choć są zasady, których nie naruszę.Nie chcę oceniać, ale mam dwa wnioski:1. fakt, nie powiedziałabym o zdradzie2. ale, sama zdradzając, pomimo wielkiej miłości do męża, chyba nie odważyłabym sie na stwierdzenie,że on NIGDY tego nie zrobipozdrawiamignis Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Zdradziłam i ... IP: *.* 23.08.01, 10:19 Dziewczyny - Żaba, Buda, Ingis, Moje imie i inne, dzieki ze jestescie, jest to balsam na moja zbolala dusze. Dotychczas myslalam, to tylko ja tak postapilam a wszyscy inni sa bez skazy i idealni a ja nie powinnam zyc i codziennie zastanawialam sie jak popelnic samobojstwo.Teraz juz mi przeszlo ale co przezylam to same wiecie. To ta nasza glupa psychika, facet jak to zrobi to watpie czy dluzej niz dzien pamieta, a rozgrzeszy sie na pewno bardzo szybko, zgadzam sie ze nie mozna miec pewnosci co nasi mezowie trzymaja w tajemnicy, a poza tym "nigdy nie mow nigdy". A my latami sie dreczymy, ale ze nie mozemy same to jeszcze wszystkich innych tez. Chcialabym Was wysciskac i pocieszyc ze damy rade. W koncu wszyscy popelniaja bledy i to pewnie gorsze. Ale najgorsze sa rzeczy nieodwracalne smierc, kalectwo, wszystko inne da sie przezyc i chociaz w czesci naprawic. Nie jest to latwe tak pisac bo sama kazdy dzien zaczynam od ustawiania sie psychicznego i nie zawsze mi sie to udaje ale jak dobrze wiedziec ze nie jestem sama!!! Tak doskonale wiem co czujecie! Ja caly czas chce byc kims innym ale sie nie da. Zabo, twoje powody rozumiem dobrze, sama bym o maly wlos zrobila to samo w desperacji, ale cos mnie powstrzymalo. Moze to ze moglam to powiedziec komus innemu, kto nie ocenial ani nie krytykowal ale wysluchal.Zrozumialam ze wiekszosc z Was jest w ciazy. Na pocieszenie napisze, ze po urodzeniu dziecka zmienia sie podejscie do wielu spraw, a zwlaszcza system wartości i troche sie spokojnieje, wycisza. Tak gdzie po 2 latach zaczyna sie dostrzegac zycie od nowa, ale zdecydowanie inaczej. Akceptacja faceta nie jest niezbedna do zycia. Tym bardziej ze on nie zawsze sprawdza sie w nowej roli - glowy rodziny, a kobieta ma tyle obowiazkow, ze przestaje zwracac uwage na rozne rzeczy wydawaloby sie tragiczne wczesniej. Zycze Wam zebyscie rozwiazaly swoje problemy pozytywnie, najwazniejsze byc razem i miec zdrowe dzieci, reszta da sie wytrzymac.Pa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Zdradziłam i ... IP: *.* 23.08.01, 13:50 Fakt, nie moge być tego pewna, że On mnie nie zdradzi..źle to ujęłam: powinnam powiedzieć, że on CHYBA nigdy by mi tego nie zrobił.Kika. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: nie wiem co bym zrobila jak dowiedzialabym sie o zdradzie IP: *.* 13.08.01, 19:06 KVM - trochę dziwnie brzmi w Twoim poście pojęcie uczciwości małżeńskiej. Może raczej napisz "uczciwości małżeńskiej". Ja by się tak nie spieszyła z informowaniem męża (żony) o tym, że mam zamiar zdradzić albo już zdradziłam. Twoja żona jak już wspomniałeś, jeszcze nie została przez Ciebie zdradzona, więc z całą pewnością nie wie czy zabolałaby ją taka informacja i jak bardzo. A jej deklaracje, że nie ma nic przeciwko, są zapewno czysto teoretyczne (przecież jeszcze Jej nie zdradziłeś). Człowiek zna siebie samego na tyle na ile się sprawdzi. I nie zarzekaj się, że na pewno uprzedzisz żonę zanim ją zdradzisz (a może jeszcze przyprowadzisz potencjalną kandydatkę na kolację, coby żona mogła ją zaakceptować - napisałeś, że zdrada tylko z kobietą, którą zaakceptuje żona) być może w tym momencie odwaga Cię opuści. Nigdy nic nie wiadomo.Pzdr Kasia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest pewnie, że nigdy nic nie wiadomo IP: *.* 13.08.01, 21:52 Ale właśnie najchętniej przyprowadziłbym kandydatkę na kolację. Co zresztą kiedyś uczyniłem - serio. Mojej żonie zresztą całkiem się spodobała. Sęk w tym że się spłoszyła . Eeee uwierz mi, że łatwiej mi zaprosić dziewczynę na kolację z moją żoną niż okłamywać najlepszego od lat przyjaciela. Taką już mam konstrukcję psychiczną - nic na to nie poradzę. Byłem nawet kiedyś na "randce" z dziewczyną poznaną w internecie, a moja żonka o wszystkim wiedziała i ze śmiechem prasowała mi koszulę - to też nie żart - tak było na serio. Dorka ma do mnie zaufanie i już. Zresztą właśnie dlatego, że nie wiem jaka byłaby jej reakcja na zdradę w rzeczywistości, staram się zawsze grać w otwarte karty i pozwalać jej na pełną kontrolę nad sytuacją. Jeśli Dorka w którymś etapie mojej/naszej znajomości powie, że jej się to nie podoba, to mam nadzieję z pełnym zrozumieniem posłucham jej życzenia. Podkreślam, że jestem w stanie bardzo mocno kontrolować swoje emocje ( w sensie kontroli nad własnymi czynami pod wpływem emocji - sprawdziłem to wielokrotnie, także w extremalnych sytuacjach ). Nie ma więc raczej ryzyka, że nagle stracę "głowę" i zrobię coś czego bym potem żałował.Widzisz wbrew pozorom takie podejście do tych spraw sprawia, że zdrada staje się praktycznie niemożliwa. Po prostu kobiet które zaakaceptują kolację z żoną mając świadomość, że muszą zostać zaakceptowane za wiele na świecie nie ma. Inna sprawa, że ja też mam wysokie wymagania, zarówno co do intelektu jak i wyglądu. Szanse więc spadają do zera... ( Ta jedna, która przyszła na kolację (zresztą parę razy nas odwiedzała), to była Miss Pomorza i całkiem rozsądne dziewczę. PozdrawiaKristoVelMefisto"Moralnie podejrzany" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: pewnie, że nigdy nic nie wiadomo IP: *.* 14.08.01, 01:18 Mefisto Miales nie macic, tylko przytulic sie do zonki Nie bylo mnie chyba dwa dni, ale terminy gonia, a doba ma tylko 24 godziny...No coz... Mamy 2 w nocy, oczka mi sie kleja... w skrzynce 258 nie przeczytanych maili (rano bedzie kolo 600). A ja czytam zalegle posty.Mefisto, Twoje podejscie do zycia przeraza mnie, ale skoro Dorka je akceptuje, to nie bede sie wcinac . Natomiast chyba po czesci przychylam sie do wiekszosci glosow, czego oczy nie widza, tego sercu nie zal, a w tym przypadku czego uszy nie slysza...W przerwie miedzy moim bylym, a Arturem mialam kilka przygod z facetami. W jedne angazowalam sie bardziej, w drugie mniej. Mozna powiedziec, ze jestem kobieta z duzymi potrzebami i nie ukrywam, ze seks stanowi dla mnie zrodlo olbrzymiej przyjemnosci i radosci, ale...No wlasnie tu pojawia sie, przynajmniej w moim przypadku DUZE ale. Otoz, z facetem, z ktorym nie jestem zwiazana emocjonalnie, seks nie daje tyle przyjemnosci i satysfakcji co z ukochanym... Totez zdrada w moim wydaniu, jest raczej masochizmem. Nie bede sie tu rozrzewniac nad tym dlaczego, bo chyba jest to oczywiste...Natomiast co do wybaczania komus zdrady... Im bardziej poznaje mojego mezczyzne, im bardziej go kocham (nie wiedzialam, ze moge tak kochac !!!) tym bardziej utrwala sie we mnie przekonanie, ze mimo bolu wybaczylabym mu, wszystko jedno od kogo bym sie dowiedziala.Moze jestem idealistka, ale ja wierze, ze to jest ten jedyny facet, z ktorym chce spedzic zycie, a zdrada... moze jest sygnalem, ze w tej naszej idylli cos jest nie tak?Moze ja tez mace... ale siedze przy kompie od 19 godzin, wiec licze na Wasza wyrozumialosc Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: pewnie, że nigdy nic nie wiadomo IP: *.* 14.08.01, 06:33 Ha no cóż. Każdy ma prawo żyć według własnych zasad. Moim zdaniem najważniejsze jest aby nie ranić się wzajemnie. Ty wolisz żyć w niewiedzy - Twoje prawo. Ja mam inne podejście.KristoVelMefistoP.S. Ja wstałem o 7:00 a Ty? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest A wiesz co , Kristo... IP: *.* 14.08.01, 08:08 ... tak mi się nasunęła pewna obserwacja (tylko nie pomyśl że atakuję Ciebie i Dorkę - nie taki mam zamiar ). Otóż zauważyłam, że w Waszym związku Ty jestes stroną aktywną, która inicjuje pewne zdarzenia (przyprowadzanie miss, spotkania z wirtualną znajomą itp) a Dorka przedstawiana jest jako osoba pasywna, której wyznaczyłeś funkcję oceniania, doradzania , akceptowania , wybaczania itp. Dorka czy Tobie zdarza się czasem wprawić Kristo w osłupienie jakimś wyczynem? Pozdrawiam cieplutko - Aktywna Magda Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: A wiesz co , Kristo...- P.S. IP: *.* 14.08.01, 10:28 Jeszcze jedno. Ciekawa jestem jak byś zareagował gdyby to Dorka przyprowadziła na kolację modela męskiego z informacją, że po kolacji zamierza cię z nim zdradzić? O ile oczywiście uznasz go za godnego i odpowiedniego kandydata.Jakoś mi się wydaje że nie spodobałby ci się. Nie pomysł żony - nie, nie . Raczej kandydat. hihihiiiiPozdrówka. M. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: A wiesz co , Kristo...- P.S. IP: *.* 14.08.01, 12:07 Wcale bym nie zareagował, bo Dorka by tego nie zrobiła. Pisałem już, że Ona pozwala mi na więcej niż ja jej. Ja jestem starym zazdrośnikiem i na żadne flirty jej nie pozwalam. Ustaliliśmy takie zasady jaki nam pasują i już. To nie było tak, że ja np. coś wymusiłem, a Dorka siedzi cicho i płacze w kątku. Oboje wiemy co druga strona myśli o ww. temacie i się tego trzymamy. Jeśli Dorka zmieni zdanie, to bez szemrania się dostosuję. Mam wrażenie, że nie możecie zrozumieć, że żadne z nas nie czuje się skrzywdzone, oszukane itp. Taki układ póki co nam pasuje, a raczej jest on bardziej teoretyczny. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest do Kristo IP: *.* 14.08.01, 21:53 > KristoVelMefisto> > P.S. Ja wstałem o 7:00 a Ty? Ja sie polozylam o 6:30...K Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: pewnie, że nigdy nic nie wiadomo (do KvM) IP: *.* 14.08.01, 09:35 KvM!Ciekawy z Ciebie czlowiek. Podoba mi sie wiekszosc z tego o czym piszesz i jak piszesz.Czytajac Twoje listy mam wrazenie, ze rzeczywiscie masz mocna osobowosc i umiesz kontrolowac swoje emocje. Czy jednak nie przeceniasz siebie? Czy nie jestes zbyt pewny siebie, pewny znajomosci swoich zachowań (tak odczytuje Twoje listy)? Wiesz pewnie, ze na tym mozna sie kiedys "przejechac"? Czy swiadomie wystawiasz sie na ryzykowne proby czy tez taki juz jestes zabawny facet i taka masz zone?Czy moge spytac czym sie zajmujesz na co dzien? (uwazaj, bo moze juz sa tacy, ktorzy szukaja na Ciebie haka, tak jak na poczciwa Bogusie).pozdrawiamPaweł vel ojciec (nie koniecznie chrzestny ) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: pewnie, że nigdy nic nie wiadomo (do KvM) IP: *.* 14.08.01, 12:01 Miło słyszeć głos męski w tym rozkosznym kobiecym gronie Wiesz mi nie przeszkadza, że ktos sobie na mnie szuka haka - to nie mój problem. Już teraz gdyby ktoś się uparł, to znalazłby kilka pozornych sprzeczności (pozory wynikają z uproszczeń). Pracuję m. innymi w branży informatycznej (usługi) - stąd często zaglądam na forum. Sporo w domu - prowadzę swoją firmę.Oczywiście mam świadomość, że nigdy na 100% człowiek nie może być pewny swych czynów pod wpływem silnych emocji. Mi to przychodzi o tyle łatwo (wypowiadanie takich tez), że przetestowałem się kilkakrotnie (bynajmniej nie chciałbym tego po raz kolejny przejść, ale tak się życie potoczyło). Wiesz nawet nie nazwałbym tego jakąś siłą. Moje dzieciństwo i wychowanie wymusiło w pewien sposób na mnie takie zachowanie. I tak wszystko na co potrafię się zdobyć to kompletny brak działania - zamknięcie się w pewien sposób. Wiem, że to wystarczy by nie zdradzić. Być może się mylę - mam nadzieję, że trochę życia przede mną.Niestety zauważam delikatną erozję swych zasad i poglądów - kompletnie poza żoną nie mam punktu zaczepienia (z nielicznymi może wyjątkami). Dlatego postanowiłem się stąd wynieść nie potrafię żyć w kraju, gdzie społeczeństwo ma całkiem inne niż ja pojęcie moralności (piszę o ogóle, a nie o wyjątkach). Z tymi próbami to też nie jest do końca tak. Największe próby miały związek właśnie z moją przyszłą (wtedy) żoną (a więc o tyle były cięższe, że nie miałem nic poza własną psychiką do stracenia). Potem to już życie niosło historie. Spodobała mi się jakaś dziewczyna (raczej intelektualnie niż z wyglądu, choć raczej staram się łączyć te cechy )więc nie uciekałem, bo jestem żonaty. Nigdy tego faktu nie ukrywałem i zawsze moja żona wiedziała ode mnie o wszystkim na bieżąco. To nie tak, że jadę w miasto szukać panienki. Po prostu jeśli kogoś ciekawego spotykam, to nie uciekam i już. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: pewnie, że nigdy nic nie wiadomo (do KvM) IP: *.* 16.08.01, 11:18 Czesc KvM!Dzieki za list.Wybacz,ale odpisze chyba na priw, bo nie chce by byla to korespondencja tylko miedzy nami, a tego moze dotyczyc temtyka mnie interesujaca...i jeszcze nie wiem kiedy odpisze, bo juz i tak zbyt duzo siedze na forum (to juz prawie uzaleznienie).Bywaj zdrowPaweł Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: pewnie, że nigdy nic nie wiadomo IP: *.* 14.08.01, 12:05 KVMCzy w ramach swojej bezbrzeżnej uczciwiści powiedziałeś owej piękniej miss: Tylko weź moja słodka panno na kolację wyniki badań WR, bo żonka bedzie się chciała z nimi zapoznać, zanim wyrazi zgodę na nasze współżycie? Czy nie byłeś tak bezgranicznie uczciwy, bo to nie Twoja żona? Z która wcześniej omówiłeś dozwolone pozycje?Rozumiem, że Twój urok osobisty tak powala, iż panna była w stanie przełknąć rozmowę kwalifikacyjną? Mimo że w końcu postanowiłeś się z nią "tylko zaprzyjaźnić".Z Twoich postów przebija bardzo podmiotowe traktowanie ludzi. I nie wiem czemu czytajac je wyobrażam sobie Ciebie wypisz wymaluj jak posła Niesiołowskiego. On też jest bardzo przystojny Idą za tokiem Twojego rozumowania dochodzi się do absurdów Ale mimo to gratuluję umiejętności obrony swoich racji z prawdziwą klasą. Pozdrawiam serdecznie! Mela Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Oj Melu IP: *.* 14.08.01, 12:20 widzisz to całkiem nie tak. Nie da się w paru słowach opisać tak złożonych relacji, a nawet faktów. Zawsze wyjdą jakieś uproszczenia. Po pierwsze to nie tak, że owa miss została zaproszona w celach konsumcyjnych Poznałem fajną i ciekawą osóbkę, a że to była miss i modelka to się dowiedziałem b. późno. Dużo rozmawialiśmy ze sobą więc postanowiłem poznać ją z moją żoną i tyle. Była u nas parę razy, ale ostatecznie nie miała z jakichś względów ochoty pogłębiać z nami znajomości, więc w sposób naturalny znajomość rozpłynęła się w nicość i już. Aby oceniać tą sytuację myślę, że powinnaś znać więcej faktów. Ja wychodzę z założenia, że jeśli nikomu niedzieje się krzywda to wszystko jest ok. Tak było w tej sytuacji.Nie było rozmów kwalifikacyjnych ani żadnych podobnych rzeczy, które wymyśliłaś. A ja jestem gruby niski i brzydki jak noc cmentarna więc proszę mi tu Niesiołowskim nie imputować. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Oj Melu IP: *.* 19.08.01, 01:10 maly, gruby i plugawy(?)... to moze chociaz na entomologii sie znasz? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Jeszcze tytułem wyjaśnienia IP: *.* 14.08.01, 12:26 Nie mam nic przecwiko wielożeństwu. Podstawowy warunek, to wzajemna akceptacja żon, co spiętrza trudności wykładniczo wraz z ich ilością .Generalnie kieruję się zasadą - nie czyń drugiemu co może go boleć. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Jeszcze tytułem wyjaśnienia IP: *.* 14.08.01, 13:00 To na co one leca skoro jestes niski i gruby i straszny jak noc( nie ujmujac niczego nocy bo ta jest wyjatkowo piekna- nie wiem skad to porownanie). A moze na te dziwnie madre teksty ktore tu czytamy? To chyba raczej nie kobiety... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest F jak Fynn IP: *.* 14.08.01, 15:05 No właśnie na tak zwaną yntelygencję one lecą Moje teksty nie sądzę aby były specjalnie mądre - piszę to co czuję, to co się sprawdza w praktyce i to co w jakiejś mierze mam wdrukowane w psychikę, a uznałem za wartościowe. Kobiet nie uważam za głupsze ( bo z głupią bym się nie ożenił), z wieloma kobietami można sensownie pogadać (to forum choćby o tym świadczy). Kobiety na pewno mają inny punkt widzenia - wcale nie gorszy - dla kobiet właściwy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Jeszcze tytułem wyjaśnienia IP: *.* 14.08.01, 13:21 Wybacz Kristo za kolejne imputowanie gębą polityka, ale mi twoje wywody i rozumowanie przypomina nieco tok myślenia pana Korwina Mikke ( hi hi)Mam na myśli to, że on każdą umysłową woltę umie uzasadnić, (choćby była niedorzeczna w praktyce) dla samej przyjemności żonglowania logicznymi argumentami. Mam nadzieję, że cię to rozbawi a nie urazi ( to porównanie) Ja z przyjemnością czytałam to co napisałeś ze względu na liniowy tok myślenia. Oczywiście umiem sobie wyobrazić sytuację idealną, teoretyczny model zachowania w przypadku zdrady a nawet dla przekory ( tak ja ty , prawda?) znajdować dla niej logiczne uzasadnienie i reguły postępowania, ale...Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana niż matematyka, niestety. Żal co z trzewi nam wyskakuje, zazdrość o wielkich oczyskach, poczucie mniejszej wartości co nas zniża do poziomu żaby... Tu się kłania instynkt zachowania rodziny. Inne argumenty tu mają swoje racje ( z punktu widzenia biologii tym razem...) Pozdrawiam serdecznie.Megi Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Jeszcze tytułem wyjaśnienia IP: *.* 14.08.01, 13:45 Ja już wiem na czym polega ten wasz układ (Mefisto i Dorcia) twoja żonka się na wszystko zgadza bo wie że żadna babka na ciebie nie poleci a na taką pierwszą lepszą ty nie polecisz i problem wogóle nie powstanie hi hi hi sory mam nadzieję że się nie pogniewacie ale za dwa dni wyjeżdżamy na wakacje a moja mała ma na głowie moje płetwy i mam wakacyjny humortylko jedno poważne zdanie - jak to w Polsce nie ma komuny a skąd tylu komuchów w rządzie i to komusze myślenie większości polaków i jeszcze ten obleśny prezydentdozobaczenia za 2 tygodnie i pozdrowionka dla wszystkich pracujących Pa Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest A na koniec do wszystkich IP: *.* 14.08.01, 14:32 No właśnie trafiłąś w sedno Dorka nie ma się czego obawiać . A co do komuchów i komuny, to mam dokładnie takie zdanie jak Ty. Pełno tego wszędzie, a co gorsza społeczeństwo też socjalizmem mamy przesiąknięte i kompletnie zdemoralizowane . Nie ma w Polsce tak na prawdę ani wolnego rynku ani tym bardziej kapitalizmu. Tylko w nielicznych dziedzinach można się zaczątków wolnego rynku doszukiwać. A przy okazji zgodnie z tytułem postu. Ludzie!Mnie nie sposób obrazić - to niemożliwe jeśli nie będę miał ochoty! Tak więc możecie sobie folgować na mojej osobie w dobrej i złej wierze - byle z sensem i na temat (lub choćby z humorem) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: A na koniec do wszystkich IP: *.* 14.08.01, 14:37 I to mi sie u ciebie KvM podoba. Umiesz dyskutowac. I masz w tym niezla klase.Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Jeszcze tytułem wyjaśnienia IP: *.* 14.08.01, 14:39 Idolem moim JKM nie jest, choć od zawsze głosuję na program zbliżony do tego, który ma UPR (czyli w praktyce na UPR właśnie, bo nikt inny nie ma moim zdaniem nic sensownego do zaoferowania). Wiem, że ten program w Polsce to utopia, zresztą społeczeństwo stanowczo go odrzuca.Teraz co do argumentów i żonglerki słowami. Wiesz, ja generalnie piszę na podstawie własnego doświadczenia i przeżyć. Możesz mi wierzyć, że wiem co to za ból i katusze. Po raz kolejny kłania się niezrozumienie tego co piszę. Dorka mi na to co robię POZWALA i NIE cierpi z tego powodu, a raczej ma zdrowy dystans i potrafi nawet coś miłego dla siebie z tego wyciągnąć. Nie zdarzyło się w naszym małżeństwie aby Dorka okazała mi kiedykolwiek zazdrość, czy zaniepokojenie moim zachowaniem (w sensie zdrady cały czas).Albo ten instynkt który opisujesz Dorce nie jest dany, albo radzi sobie z nim niezauważalnie dla siebie samej.Acha. Ja nigdy nie mam poczucia niższej wartości - taki już ma ułomny charakter. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Jeszcze tytułem wyjaśnienia IP: *.* 14.08.01, 16:57 Moje malzenstwo przypomina zwiazek Mefisto i mozecie mi wierzyc, ze jestesmy (ja i moj maz) bardzo szczesliwi.Z natury jestem kims bardzo zazdrosnym o meza, co on akceptuje. Jest bardzo przystojnym facetem ale nie ma zwyczaju nawiazywac kontaktow damsko-meskich. Zalicza sie do ludzi raczej zamknietych w sobie. A wiec nie ma nic przeciwko temu ze nie zycze sobie by widywal sie z kobietami w kazdym mozliwym sesie i znaczeniu tego slowa. Ja za to mam zupelnie inny charakter. Uwielbiam byc adorowana i w towarzystwie inteligentnych i pieknych mezczyzn. Dotyczy to mojego zycia profesjonalnego jak i towarzyskiego. Nawet zatrudniajac kogos bede sugerowala sie wlasnymi upodobaniami. Jak mozecie sobie wyobrazic pracuje ze wspanialymi facetami. Moj maz uwaza za naturalne, ze moge z kims interesujacym(xy) isc do restauracji, na impreze, wernisaz itp. Najwieksze znaczenie ma tu zaufanie i szczerosc, jak i zgodnosc charakterow w stosunku do naszych zapotrzebowan. Uwazamy to za naturalne.Dorka tez, po jej wypowiedziach nie mozna stwierdzic, ze to ktos zakompleksiony i poddajacy sie dyktujacemu prawa Mefisto. Raczej widzimy osobe pewna siebie i z niemalym temperamentem. Tak wiec trzeba czasami miec odwage sie przyznac, ze kwiatki, ktore nie rosna w naszym ogrodkusa tez piekne... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest No dzięki IP: *.* 14.08.01, 17:14 widzę, że w końcu ktoś rozumie co mam na myśli pisząc te wszystkie posty. Dorka to faktycznie twarda sztuka Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: nasze niewinne zdradki IP: *.* 14.08.01, 17:53 KochaniI tak kiedyś przyjdzie ta chwila, kiedy będziemy musieli odpowiedzieć za wszystkie nasze wybryki, małe zdradki, półzdrady itd., itp. Tylko oby nie było za późno. Obawiam się, że nawet najbardziej szczwana, inteligentna, zapierająca dech obrona naszych "moralnych" uczynków na niewiele może się zdać. Ja tam wolę trzymać się zasady - a mowa nasza ma być nie - nie, tak-tak, i nic nadto tak przykazał nam nasz..... no właśnie Kto? Wiele osób już dawno zapomniało o Kimś KTO MA NA IMIĘ JEZUS - i ja często należę do takich osób, niestety. W każdym razie, wolę sobie nie wymyślać jakichś pokrętnych teorii, pod których płaszczykiem można ukryć swoje pierwotne instynkta i słabości.Pzdr. Kasia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest A kto widział Jezusa? IP: *.* 14.08.01, 17:58 I jakie kryteria będą na sądzie? Ludzkie, czy Boskie?KristoVelMefistoP.S. Bynajmniej nie nabijam się - pytam poważnie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: A kto widział Jezusa? IP: *.* 14.08.01, 18:20 O Mefisto jestes wspanialy.Ty tu robisz niezle nadgodziny na tym forum !!!Co do Jezusa to ma zielone oczka, czerwony kubraczek i podobny do krasnoludka.Ty tez mozesz go sobie namalowac, a nawet powiesic w pobliskim kosciolku, coby pokazac innym o kogo idzie w poscie KasiC.Moze to nie na miejscu co powiem ale z takich postow jak KasiC to mozna sie niezle posmiac.Droga Kasiu, kiedy to Jezus powiedzial, ze grzechem sa nasze pierwotne instynkty i slabosci ?!Nie wydaje mi sie by Jezus podzielal Twoje zdanie na temat zdrady. I jakim prawem znieksztalcasz slowa Jezusa ?!Myslisz, ze Twoja religia Ci na to zezwala i mozesz wypisywac bzdury.A poza tym nie sadze bysmy mieli na tym forum prowadzic debaty religijne. Chyba pomylilas adres. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: A kto widział Jezusa? IP: *.* 14.08.01, 18:58 Marto Nie cytowałam słów Jezusa więc ich nie przekręciłam. Teraz cytat "Niech wasza mowa będzie:Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest od Złego pochodzi." - Mateusz 5, werset 37. Sens ten sam. Jeśli masz ochotę to sprawdź. Jest tam też trochę o cudzołóstwie (nie w wersecie 37., ale w Ewangelii św. Mateusza) wtedy będziesz mogła zweryfikować to co Ci się wydaje, z tym co jest napisane. Nie chcę nikogo nawracać, moralizować, ani mówić co dobre a co złe. Po prostu przyszła mi pewna refleksja do głowy, to ją napisałam. Przepraszam, jeżeli Cię w czymkolwiek uraziłam. I swoją drogą kto tu użył słowa religia? Religia i wiara to dwie różne sprawy. I dlaczego z góry zakładasz, że jestem katoliczką - skąd to wiesz (ta Twoja uwaga o kościółku). Aha - jeszcze jedna refleksja. Co jest takiego w imieniu Jezus, że wzbudza emocje jak widać niezbyt pozytywne. Zastanawiałaś się kiedyś nad tym zjawiskiem? (nie Ty pierwsza i nie ostatnia tak reagujesz). Nie oczekuję odpowiedzi na ten post Droga Marto (jakie piękne biblijne imię), ponieważ nie chcę wzniecać debaty religijnej.W każdym razie pozdrawiam Cię serdecznie i nie myśl o mnie źle.Kasia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: A kto widział Jezusa? IP: *.* 14.08.01, 19:24 Ty tez nie mysl o mnie zle, zawsze mnie ponosi fantazja i nerwy kiedy slysze «moraly religijne». Uwazam, ze ludzie sa rozni, (katolicy, zydzi, buddysci...i cala reszta innych wyznan, sekt i kreacji duchowych) i dlatego nie nalezy opierac sie na np. bibli pod wzgledem oceny innych. Maja prawo pisac na tym forum przerozni ludzie, i nie dla wszystkich Jezus bedzie nosil takie samo imie jak dla Ciebie. To tak jak bym Ci powiedziala, ze koran mowi ze mozna miec 4 zony i Bog bedzie z toba. A wiec gdzie tu sens takich rozmow ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Wracajac do tematu... IP: *.* 15.08.01, 05:37 Hej!Pozdziwiam tych co na to pozwalaja - tudziez KvM (i innych) ze z tego przyzwolenia nie korzystaja. Ale rowniez jestem tym zaskoczona.Ja, mimo iz nie mam powodow do zazdrosci, czuje klucie nawet gdy Jas opowiada ze jakas nowa kobiete przyjeli w jego firmie i zawsze musze wiedziec "a jak wyglada?". A jednak naprawde mu ufam - tylko mam taka zazdrosna nature. Za to sama tez bym nigdy Jasia nie zdradzila - uwazam ze biorac z kims slub deklarujemy, ze chcemy aby byl to ten "jedyny" partner.A teraz nawiazujac do Koranu. (odpowiedz na post Marty) Wiele razy bedac w Polsce slyszalam opinie ze Koran zezwala na 4 zony. Wiec odpowiem. Koran NIE pozwala KAZDEMU na 4 zony. W Koranie jest napisane, ze jezeli kobieta nie moze wypelniac podstawowych obowiazkow malzenskich to wtedy mezczyznie wolno wziasc druga zone. Juz widze pytanie "A co jest podstawowym obowiazkiem malzenskim?". Wedlug Islamu kobieta powinna dac mezowi potomka.. rowniez sex jest uwazany za powinnosc malzenska. Dlatego tez, wedlug Koranu, jesli mezczyzna moze pokazac, ze kobieta (z powodu choroby) nie jest w stanie mu tego zapewnic to moze wziasc sobie druga zone.Oczywiscie obie musza byc wtedy jednakowo traktowane. (Jesli jednej kupi samochod - to drugiej tez musi - nie zaleznie od tego czy jest jej potrzebny czy nie).Aha - nie jestem Muzlumanka - moj tata byl Muzlumaninem (a mama Chrzescijanka). Wiem, ze to nie bylo na temat, ale chcialam sprostowac co naprawde jest w Koranie.Zgadzam sie natomiast z tym, ze prawda jest taka, ze bardzo bogaci Arabowie - ktorych stac na wiecej niz jedna zone - maja ich wiecej nie zaleznie od tego co jest napisane w Koranie. Ale tak to juz jest - zasady religii czy tez jakie kolwiek inne mowia jedno - a ludzie tlumacza to sobie tak jak im wygodnie.Ale sie rozpisalam. Juz Was nie mecze.SuzannPS. (Do KvM) Mam nadzieje ze nie napisalam tu nic, co pozwoli Ci przypomniec mi, ze rodzice zostawili mojego biednego brata z babcia gdy byl malutki . Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Wracajac do tematu...(do Suzann) IP: *.* 15.08.01, 14:25 Droga Suzann !Nie pisalam o koranie, zeby pochwalic sie jego znajomoscia, to bylo tylko i wylacznie dla porownania, ze nie nalezy sie podpierac swoja religia, wyznaniem itp. przy ocenie innych bo to nie ten adress. A wiec nie rozumiem dlaczego piszesz mi o prawach koranu ?! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Wracajac do tematu...(do Suzann) IP: *.* 15.08.01, 14:30 Mam jeszcze male pytanie...Czy to znaczy, ze zeby nie slub moglabys zdradzic osobe ktora kochasz ??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: Wracajac do tematu...(do Suzann) IP: *.* 18.08.01, 06:27 O tym rzeczywiscie nie napisalam. Ja nigdy bym nie zdradzila osoby ktora kocham. Pominelam to jednak, bo jak pisalam, moj tata byl muzlumaninem i zostalam wychowana wedlug jego zasad - a wiec moj maz byl pierwszym mezczyzna z jakim poszlam do lozka. (Moze nie bylam na tyle posluszna rodzicom aby czekac do slubu, ale bylo to gdy juz wiedzialam ze sie pobierzemy). Wiec wczesniej nie mialam mozliwosc nikogo zdradzic . Natomiast ogolnie jestem stala w uczuciach i przed slubem umawialam sie w danym okresie czasowym z jedna osoba.A o Koranie pisalam tak przy okazji. Nie chcialam Cie urazic.Pozdrawiam Suzann Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: nasze niewinne zdradki IP: *.* 14.08.01, 21:31 Hej, KasiuC! Trzymam z Tobą, także w kwestii wiary. Mnie najzwyczajniej żal jest ludzi, ktorym obce jest poczucie godności, tej wrodzonej, naturalnej, własnej i cudzej. Natomiast kwestia zdrady według mnie wiąże się nierozerwalnie z nieposzanowaniem godności osoby, z którą się jest. Ja uważam,że należy mi się szacunek mojego męża i na odwrót. Pozdrawiam. Kasia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Kasiu IP: *.* 14.08.01, 22:52 Szanuję Twoje zdanie. Mam jednak wrażenie, że nie potrafisz wyjść poza pewien wpojony Ci schemat myślenia. Tyle się tu rozpisywaliśmy o sytuacji odmiennej, w której być nie może o braku szacunku do partnera, a Ty piszesz o nieposzanowaniu godności. Być może piszesz o sobie i o swojej godności. Ja mimo, ze na żadne zdrady nie wyrażam zgody, uważam, że to z godnością i poszanowaniem nie ma nic wspólnego. Tak naprawdę godność człowieka leży w jego własnej psychice i nikt nie jest w stanie jej zdeptać. Gdyby moja godność zależała od osób trzecich, to byłoby ze mną bardzo źle. W moich oczach to osoba która zdradza niszczy swoją godność i szacunek do siebie samej (jeśli potrafi w ten sposób myśleć) nigdy jednak nie może to wpłynąć na poczucie godności partnera.PozdrawiaKristoVelMefistoIntrygant i Prestydygitator Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: nie wiem co bym zrobila jak dowiedzialabym sie o zdradzie IP: *.* 19.08.01, 07:32 No KvM dobry z Ciebie showmen!Po pierwsze dlaczego nie budujesz "Nowej Polski"tylko zwiałeś za granicę?Po drugie nie przyszło Ci do głowy, że żona akceptuje Twoje wyskoki bo:po pierwsze - ma kogoś innego komu może zaufać i dla kogo jest tą jedną jedyną, po drugie - nie zależy jej tak na tobie jak Ci się to wydaje?Fajnie jest poromansować, ale trzeba znać pewne granice.My z mężem też często wychodzimy osobno, opowiadamy sobie o nowopoznanych osobach ale nigdy z tego nic nie wynika.Sama uważam, że biorąc ślub (cywilny)zobowiązałam się do monogamii i staram się tego trzymać.Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: nie wiem co bym zrobila jak dowiedzialabym sie o zdradzie IP: *.* 20.08.01, 05:54 To Kristo i Dorka nie mieszkaja w Polsce?A gdzie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: nie wiem co bym zrobila jak dowiedzialabym sie o zdradzie IP: *.* 21.08.01, 14:23 Ależ mieszkamy w Polsce.Cóż niektórzy pobieżnie czytają posty i snują potem przedziwne historie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: nie wiem co bym zrobila jak dowiedzialabym sie o zdradzie IP: *.* 22.08.01, 05:04 A w jakim miescie? Mozna do Was na priva pisac?, bo na tym forum za duzo klotni - zamiast rad i opowiastek o dzieciach - ostatnio ludzie pisza o tym kto kogo lubi/nie lubi i dlaczego...W kazdym razie jesli mozna na priva to moj email suzann.nitecka@bea.co.aePozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: nie wiem co bym zrobila jak dowiedzialabym sie o zdradzie IP: *.* 22.08.01, 09:08 Pewnie, że można na priva - odpowiadamy każdemu. KvM@wp.pl, a mieszkamy w Szczecinie, choć rzeczywiście planujemy na zawsze się z Polski wynieść. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: nie wiem co bym zrobila jak dowiedzialabym sie o zdradzie IP: *.* 19.08.01, 10:24 Ech, dziewczyny, tak najeżdżacie na biednego KvM - że nie dość, ze ma zamiar zdradzać żonę, to jeszcze bezczelnie oczekuje jej akceptacji A może by tak spojrzeć dalej ? Moim zdaniem, kobieta o zdrowym rozsądku (a Dorka na taką wygląda) nie przybije pieczątki z napisem "zgoda" pod takim podaniem. Na moje oko układ Dorka-KvM wygląda na szczery aż do bólu, ale zdrowy. Podejrzewam, że oboje mieli niezły ubaw przy czytaniu tych wszystkich wniosków.Pozdrawiam was oboje, Dorkę i KvM - Mika Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: nie wiem co bym zrobila jak dowiedzialabym sie o zdradzie IP: *.* 21.08.01, 14:44 Dzięki, Mika.Nie wypowiadałam się w kwestii ewentualnej zdrady KvM, gdyż wychodziłam z założenia, że nikogo to nie zainteresuje.KvM czasem w zbytnim uproszczeniu przedstawia pewne sprawy, a potem wynikają z tego nieporozumienia i święte oburzenie wiernych żon.Nie wiem, co bym czuła, gdyby Kristo powiedział mi o zdradzie. Nie dlatego, że nie byłam nigdy w takiej sytuacji (bo byłam, ale z kimś innym).Pewnie w pierwszej chwili górę wzięłyby emocje, a może nie ?Nie wiem. Czułabym się oszukana, czy szukałabym przyczyny w sobie?Dlatego postawiłam sprawę tak: możesz zrobić, jak będziesz chciał, lecz musisz się liczyć z konsekwencjami. Musisz być świadom, że kogoś możesz skrzywdzić. W wypowiedziach KvM pewnie komicznie wygląda kwestia zawiadomienia żony o chęci zdrady - dla mnie będzie to sygnał, że coś nie tak jest w małżeństwie. Chyba lepszy jest taki sposób sygnalizowania niż całkowity brak kontaktu, kiedy mąż/żona nie mówią, że jest źle, lub nie chcą słyszeć takich "ostrzeżeń"?Pozdrawiam Mika.Dorka Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: nie wiem co bym zrobila jak dowiedzialabym sie o zdradzie IP: *.* 24.08.01, 07:59 A ja zdradziłam, nie powiedziałam i teraz mój mąż wychowuje nie swoje dziecko. A wiem o tym tylko ja i nigdy nikt inny się nie dowie. Biologiczny ojciec dziecka jest najlepszym przyjacielem (?) mojego męża i bywa u nas prawie co dziennie.A ja na to wszystko patrzę i jest to moje piekło na ziemi.Gdy już mi się wydaje, że dłużej nie wytrzymam i palnę sobie w łeb, to spoglądam na malucha i widzę jego ufne oczy wpatrzone w mojego męża - uwielbiają się. Sama sobie zgotowałam ten los. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: nie wiem co bym zrobila jak dowiedzialabym sie o zdradzie IP: *.* 24.08.01, 09:29 Podziwiam Cię,ze dajesz z tym sobie radę psychicznie. Ja bym nie potrafiła- wszystko bym wypaplała i skończyłoby się tragedią. Miejmy nadzieję, że mąż i dziecko nigdy się o tym nie dowiedzą. A jak zachowuje się przyjaciel Twojego męża w stosunku do twojego (i swojego) dziecka? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: nie wiem co bym zrobila jak dowiedzialabym sie o zdradzie IP: *.* 24.08.01, 10:07 Nie masz za co podziwiać, ja nie mam po prostu innego wyjścia. Przyjaciel też nie wie, jakoś na to nie wpadł. Na szczęście mała jest podobna do mnie, i krew też ma moją.Był to jednorazowy wyskok - męża nie ma, on o tym nie wie, przychodzi, no to zostań, winko, ja się zwierzam z problemu z mężem, on pociesza - banał, jak z harlekina. Potem wyrzuty sumienia, dylemat - co teraz ? I podejrzenia - czy to możliwe, że jestem w ciąży? Po tylu miesiącach prób bez efektu ? Jesteśmy z mężem 5 lat po ślubie i przez jakiś czas staraliśmy się o dziecko - ale nic z tego. Byliśmy już umówieni na badania. Kiedy powiedziałam mężowi o ciąży - oszalał ze szczęścia. Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby facet tak się cieszył. Powiedział, że bał się, że może jest z nim coś nie w porządku i nie będzie mógł dać mi dziecka. I że nasze małżeństwo się rozpadnie, bo przecież ja tak bardzo chcę mieć dzieci. Wtedy postanowiłam, że nigdy się nie dowie.Teraz mąż się dziwi, że nie chcę mieć więcej dzieci, a przecież marzyłam o dużej rodzinie ... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: nie wiem co bym zrobila jak dowiedzialabym sie o zdradzie IP: *.* 24.08.01, 17:47 Wiesz, tak szczerze mowiac to moze dzieki bogu, ze tak sie stalo.Wez pod uwage glownie strone pozytywna tego zajscia i badz w pelni szczesliwa.Na Twoim miejscu,to bym zapomniala o tej tajemnicy(wmowilabym sobie ze to nie prawda). Jestescie szczesliwa rodzina i to sie najbardziej liczy. Prawda jest w Twoim wypadku trudno wybaczalna(moze wracz niewybaczalna), wiec lepiej o niej na zawsze zapomniec... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: guest Re: nie wiem co bym zrobila jak dowiedzialabym sie o zdradzie IP: *.* 27.08.01, 10:27 zgadzam się z Martą i życzę Waszej rodzince dużo szczęścia i miłości Odpowiedz Link Zgłoś