Dodaj do ulubionych

Jestem wściekła

IP: *.* 14.01.02, 18:44
Właśnie miałam wizytę sąsiada z dołu, oczywiście skarżył się, ze u niego wszystko słychać, dziecko ciągle biega. Nie mogliśmy mu wytłumaczyć, że nie jesteśmy w stanie nakazać niespełna 2-letniemu maluchowi siedzenia cicho (a Michał właśnie nauczyłsię podskakiwać - dostawia nogę do nogi i tak uwielbia przemierzać pokój. wiem, że to może byc uciążliwe, ale chyba każdy kto miał dziecko potrafi to zrozumieć. Stwierdził, że są przecież inne metody i zabawy i to my wychowujemy dziecko, więc powinniśmy o tym pomyśleć. z tego co mówił wynikało, że zachowujemy się tak, jakby przez pokój non stop przebiegał tabun dzikich koni. Jego zdaniem całymi dniami tylko tupanie i przewalanie się po podłodze (średni 2 godz. mały śpi, spacer, chwila bajki w telewizji, oglądanie książek, a o 19. 30 jest już kąpany póżniej spędza czas na łóżku aż do zaśnięcia - to chyba sporo z tego dnia odpada?). Stwierdzić, że az trudno uwierzyć, że dziecko może mieć tyle siły i energii (więc może to my urządzamy dzikie zabayw), a michał taki jest - ma niespożyte pokłady energii, w Eldorado zawsze się dziwią, że dopiero w kwietniu skończy dwa lata. Sąsiedzi nas trochę pocieszyli (a jednocześnie zmartwili) - do poprzednich lokatorów też przychodzili (pocieszyli, bo to chyba znaczy, że z nim jest problem, a nie z nami, zmartwili - bo to znaczy, że sytuacja będzie się powtarzać.Musiałam to wszystko komus powiedzieć.
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: Jestem wściekła IP: *.* 14.01.02, 19:04
      Izo,nie wiem czy Cie pociesze,ale moim zdaniem Polacy i tak sa wyrozumiali. Takie mialam przynajmniej zdanie dotychczas. Tutaj,choc Anglicy lubia dzieci,to mowy nie ma by nad kims mieszkac majac maluszka a nawet sasiedzi obok potrafia sie poskarzyc,ze im za glosno.Wiem jak sie czujesz bo doswiadczylam tego za czasow gdy mieszkalismy w mieszkaniu dla rodzin studenckich(badz co badz nad para z dziecmi).Na szczescie tylko krotko bo inaczej bym sie wykonczyla sama swiadomoscia,ze ktos moze akurat krecic nosem.Niestety nie dzieje sie dobrze jesli ludzie zaczynaja zapominac co to znaczy zycie z dzieckiem.Moim zdaniem jedyne wyjscie w Waszej sytuacji to sie nie przejmowac.Inaczej sie wykonczysz a i dla dziecka to pieklo.Przeciez takie skakanie i inne zachowania sa jak najbardziej naturalne.Kazdy rozsadny czlowiek Ci przyzna,ze proba ich poskromienia to czyste szalenstwo nie mowiac juz o stresie.Rozumiem gdy ktos sie imprezuje ale dziecko to naturalna czesc zycia i kazdy kto decyduje sie mieszkac w blokach zdaje sobie sprawe,ze ktos nad nim moze miec rodzine i maluszka.Niestety teoria a praktyka......
    • Gość: guest Re: Jestem wściekła IP: *.* 14.01.02, 19:43
      A ja się nie mogę doczekać kiedy moje dziecko zacznie skakać i biegać i tupać. Mam takich sąsiadów piętro niżej, że nie przeprowadzę się z tego mieszkania dopóki chociaż trójka moich dzieci nie bedzie bosymi nóżkami ćwiczyć kankana. Nie przejmuj się są naprawdę różni ludzie.Nastka2001
    • Gość: guest Re: Jestem wściekła IP: *.* 14.01.02, 20:33
      To ja odpowiem z pozycji takiej sąsiadki "z dołu" - nad nami jest 3 chłopców - 3 latka oraz 8 i 9 latek. Od godziny 6 rano do 22 ciągle słychać tupot małych nóżek, walenie zabawkami o podłogę, dziecięce krzyki i płacz. Jest to uciążliwe dla mnie zwłaszcza teraz, kiedy jestem na macierzyńskim bardzo dużo w domu oraz kiedy w mrozy dzieciaki z góry mało bawią się na dworze. Nic nie mówię sąsiadom, ale najgorsze nie są hałasy dzieci (jak sama stwierdzasz, trudno małe dziecko powstrzymać przed głośnym zwiedzaniem świata), ale to, jak rodzice na nie krzyczą (łącznie z k...wami) :( . Jest też drugi aspekt sprawy - znajomy architekt stwierdził, że nasz blok jest źle zbudowany i nie ma izolacji akustycznej, bo to nie powinno być tak słychać każdego słowa i krzyku dziecka :(. Planowałam, że w ramach odwetu będę Luisię przystawiała w pobliżu rur od kaloryferów (przy pionach "najlepiej" wszystko słychać z góry), ale "niestety" ;) Luisia na razie nie jest mocno płaczliwym dzieckiem, więc nie mogę wziąć odwetu na sąsiadach!:hello:Kasia R mama Luizy
    • Gość: guest Re: Jestem wściekła IP: *.* 14.01.02, 22:32
      Izka! Nie będę Ci pisać banałów w rodzaju: nie przejmuj się (chociaż właśnie tak myślę).Pomyślałam sobie, że może mieszkają tam inni sąsiedzi z dziećmi. Nie jest tak, że słychać tylko tych z góry. U moich rodziców czasem słychać taki tupot i mogłabym przysiąc, że słyszę go od sufitu, gdyby nie to, że sąsiedzi są bezdzietni i już niemłodzi. Dzieciaki za to mieszkają piętro niżej. Teraz nade mną nikt nie mieszka, a też słyszę hałasy, bieganie i krzyki. Myszy na strychu, kawki na dachu? ;)I jeszcze te nieszczęsne kanały... Znajomy fachowiec uświadomił mi, że bloki są tak budowane, że słychać dokładnie co trzy piętra - na trzecim słychać parter, na czwartym pierwsze piętro itd. W moim przypadku to się potwierdziło - sąsiedzi rodziców potrafią zacytować ich kuchenne rozmowy. Brrrrrr....A do mojej koleżanki ciągle przychodzą jej sąsiedzi z góry i wzdychają, że chyba będą się musieli wyprowadzić. No więc ona napisała na dole na drzwiach ogłoszenie: Kupię mieszkanie w tym bloku. I liczy, że będzie mieć dwupoziomowe... :)A na koniec - nie przejmuj się. Są ludzie, którzy gdyby nie byli upierdliwi, umarliby z nudów.
    • Gość: Agnieszka,mamaAniZosiJulki Re: Jestem wściekła IP: *.* 14.01.02, 23:25
      Iza, sąsiedzi bywaja różni, ale może zastanówcie się nad wygłuszeniem choć części podłogi - dywan, wykładzina itp. Mieszkałam kiedyś w starej kamienicy i pamiętam, że bardzo nas męczyło bieganie jamnika u sasiadów nad nami. Nasi sasiedzi z dołu skarżyli się dla odmiany na łomot, jaki Ania robiła przy pomocy klocków "duplo" wyrzucanych ze skrzynki na podłogę. Zaczęłam rozkladać jej do tej zabawy kawał wykładziny dywanowej i pomogło. Nie wiem, czy wygłuszyłam skutecznie, ale wykazałam dobrą wolę i to poprawilo stosunki sasiedzkie (przynajmniej dopóki ich nie zalaliśmy).Oczywiście, są ludzie i ludziska... na niektórych dobra wola nie skutkuje, ale można spróbować.:hello: Agnieszka
    • Gość: klaudianka Re: Jestem wściekła IP: *.* 15.01.02, 00:00
      Jeżeli mieszka się w bloku, to normalną rzeczą jest, że wszystko słychać. Raz moje dziecko hałasuje, a innym razem sąsiad wierci dziurę w ścianie wiertarką i moja przytula się do mnie, bo strasznie tego się boi. Nikt nikomu nie zwraca uwagi. Być może trafiliśmy na normalnych mieszkańców.Kiedyś w zatłoczonym autobusie kobieta rozpychała się i narzekała na ścisk. Jeden z pasażerów odpowiedział, że jak komuś nie odpowiada, to niech jeździ taksówką. Chyba to samo można odnieść do bloku.Jak się komuś nie podoba to niech zamieszka we własnym domu.Mnie nie stać na dom, więc mieszkam w bloku i do nikogo nie mam pretensji, że gdzieś szaleją dzieci. A co, rodzice mają je przywiązać do krzesła i zakneblować?
      • Gość: guest Re: Jestem wściekła IP: *.* 15.01.02, 01:44
        Pewnie Cię nie pocieszę ale miewam podobne sytuacje. Ostatnio w święta zadzwonił sąsiad z dołu i darł się do słuchawki tak niemiłosiernie, że słyszałam wszystko pomimo, że telefon odebrał mój mąż. Gdyby trafiło na mnie pewnie odpowiedziałabym bardziej ostro ale mój pokojowo nastawiony mężulek nie zdążył mu nawet wejść w słowo. A gdybyś słyszała to słownictwo-same bluźnierstwa. Tutaj święta, pokój ludziom dobrej woli itd., a w słuchawce "przemiły" sąsiad. A nasz synek nic takiego nie robił po prostu głośno się śmiał. Na początku próbowaliśmy go uciszać, a później pomyślałam sobie dokładnie to, co napisała Klaudianka: Jak się komuś nie podoba niech się wyprowadzi do własnego domu. My też znosimy wiercenie, stukanie, tudzież inne atrakcje "remontujących się" sąsiadów. A dziecka nie przywiążę tylko po to, by jaśnie pan sąsiad miał święty spokój. Nie przejmuj się Izo, ja już przestałam. Pozdrawiam.
        • Gość: guest Re: Jestem wściekła IP: *.* 15.01.02, 09:31
          Dziękuję za odpowiedzi i odpowiadam na wszystkie posty - po pierwsze na podłodze jest wykładzina, po drugie naszych wrzasków niesłychać, pozostali sąsiedzi nigdy się nie skarżyli. Wiedzą, żeMichał potrafi dać w kość, ale uważają, że to kwestia wieku i to mu minie. Poza tym dzisiaj rozmawiałam z sąsiadką , która mieszka obok - stwierdziła, że ci ludzie są dziwni i nie ma co brać ich pod uwagę. Do poprzednich lokatorów tego mieszkania też przychodzili i skarżyli się. Mieszkało tu małżeństwo z dwiema dziewczynkami - 6 i 8 lat - o których znajomi sąsiedzi twierdzą, że były grzeczne i zawsze zazdrościli matce, że nie ma z nimi problemów. Ta kobieta z dołu nie odpowiadała, kiedy sąsiadka mówiła jej "dzień dobry", więc tamta po jakimś czasie dała sobie spokój. Nade mną ostatnio sąsiad coś robi, często kiedy mały śpi (słychać wiertarkę i stukanie młotkiem). Nie przyszło mi do głowy, żeby zwracać mu uwagę - wiem z własnego doświadczenia, że czasami trzeba coś zrobić (nawet jeśli jest to 8 rano czy wieczorem). Rozumiem, że pewne rzeczy mogą być uciążliwe, ale tak jak większość z Was pisała, mieszkając w bloku trzeba się ztym liczyć. My też znosimy ciągłe szczekanie psów na klatce - wielu ludzi tutaj posiada czworonogi, które częst słychać takrze na balkonach, a blok ma kształt podkowy z balkonami wychodzącymi do wewnątrz.Już mi przeszło. Będę zwracała większą uwagę na to, co robimy, ale jak już któraś napisała nie przywiążę dziecka do nogi od stołu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka