berecik7
24.11.06, 14:07
W dzisiejszej "Rzeczpospolitej" napisali:
"A miało być tak, jak jest na całym Śląsku. Mariusz na kopalni, ona w domu
przy dzieciach. Jest inaczej. Kiedy tylko pięcioletnia Daria idzie do
przedszkola, ona rusza do pracy w sklepie. Z renty po górniku nie da się
wyżyć."
Słuchajcie, mnie jest cholernie przykro, że stało to, co się stało w kopalni.
Ale chyba nie tylko żona górnika nie wyżyje z renty po mężu. Czy to naprawdę
taka tragedia, że matka pięcioletniego dziecka musi iść do pracy? Ja wróciłam
do pracy jak moje dziecko miało 9 miesięcy. Nie liczę na to, że państwo da mi
mieszkanie i kasę w razie smierci męża (przecież żonom nie-górników też może
przydazyć się tragedia).
Co sądzicie???
Dale w artykule jest o tym, że nasze państwo miga się od pomocy wdowom. Na
pewno tak jest, ale czy to znaczy, że wdowa po górniku, młoda kobieta z
odchowanymi dziećmi (nie mówię o osobach starszych, bez szans, albo matkach z
kilkorgiem dzieci) musi być przez całe życie utrzymywana przez państwo???