Dodaj do ulubionych

"Choroba"mojego małżonka...:-)

IP: *.* 17.04.02, 12:26
Ponieważ obiecałam mojemu mężowi, że będzie bohaterem dzisiejszego forum to muszę tej obietnicy dotrzymać! :)Wczoraj mój mąż sam, bez żadnych próśb z mojej strony, bez biadolenia, sam, zupełnie sam, sięgnął po żelazko i wyprasował swoje spodnie!!! Nie mogłam wprost uwierzyć w to co zobaczyłam po wejściu do pokoju( dodam, że mój mąż z żelazkiem w dłoni to do tej pory był obraz tylko w mojej wyobraźni!)! Zastanawiam się teraz czy aby się nie rozchorował...,może ktoś zna tą chorobę, proszę o pomoc! :lol:Podzielcie się swoimi wrażeniami na temat "chorób" waszych mężów.Pozdrowionka :hello: Selina
Obserwuj wątek
    • Gość: feratu Re: "Choroba"mojego małżonka...:-) IP: *.* 17.04.02, 12:40
      Selinko... To jest dopiero wspaniała „choroba” :-) Mój też tak zachorował hahaha :-) Było to jakieś 2, 3 tygodnie temu. Sobota, około 12:30, wychodzę z psem. „Mówię idę się wybiegać, a Ty posiedź sobie przy komputerze, no to pa! Aha, później zrobię obiad, ok.? OK.! Będę za godzinę.” Słonko świeci, heh czad.. Wracam i prawie padłam z wrażenia!!! Chata wysprzątana, odkurzone, podłoga umyta... Ziemniaki się gotują, kotlety smażą, a mój mąż trzyma w ręku mikser i robi ciasto! Oj, to był szok, prawie się z tej jego „choroby ” przewróciłam hehehe :-) Oj, należycie mu podziękowałam ;-) Po prostu szok.. Kocham te jego „stany chorobowe” :-)A tak na serio, to myślę, że mężczyźni tak samo jak my kobietki maja te zrywy, kiedy mają prawdziwą ochotę coś zrobić :-) Mój mężuś ma dzisiaj Urodzinki, a ja od rana mam taką poważną „chorobę”, że coś czuję, że jak on dzisiaj wróci z pracy to będę gwiazdką z nieba :-) Hihihih. Pozdrawiam Wszystkie żony chwilowo „chorych” mężów :-) Buziaki :-)
      • Gość: 888 Re: "Choroba"mojego małżonka...:-) IP: *.* 17.04.02, 12:45
        :)
    • Gość: iwonaw Re: "Choroba"mojego małżonka...:-) IP: *.* 17.04.02, 13:00
      Dlaczego mój mąż nie chce tak zachorować. BuuuuuuuuuIwona
    • Gość: ewkka Re: "Choroba"mojego małżonka...:-) IP: *.* 17.04.02, 14:07
      Iwonko, nie przejmuj się, mój też jest "zdrowy" jak rydz. ewa
    • Gość: Pysia Re: "Choroba"mojego małżonka...:-) IP: *.* 17.04.02, 14:36
      Kapitalny temat :-)Mój małżonek od jakiegoś miesiąca "choruje" na robienie naleśników, odkąd przyznałam, że wychodzą mu lepsze niż mnie :-) i tak, regularnie raz w tygodniu mnie nimi uszczęśliwia :-)
      • Gość: MoBe Re: "Choroba"mojego małżonka...:-) IP: *.* 17.04.02, 15:59
        Moj mnie uszczęsliwia sałatkami, bo tez mu kiedyś powiedziałam ze robi lepsze
    • Gość: Gosia1 Re: "Choroba"mojego małżonka...:-) IP: *.* 17.04.02, 17:15
      Kilka tygodni temu sam z własnej i nieprzymuszonej woli, zupełnie bez moich przypominań, że już najwyższy czas, zaczął szykować synka do snu - tzn zrobił Mu kolację, pościelił łózko i napuścił wody do wanny!!!!! A w miniony weekend przyniósł mi do łóżka śniadanie!!!!!!!! :bounce: Chyba jest jakies światełko w tunelu........ Ale powiem Wam w sekrecie, że i tak Go kocham. Ma mnóstwo wad, jest leniem śmierdzącym :lol: :lol: :lol:, ale przecież ja też mam mnóstwo wad, i wiem, że ze mną też czasem ciężko wytrzymać. Dlatego - już to pisałam, ale powtórzę - postanowiłam zupełnie nie zwracać uwagi na takie głupotki, jak brak pomocy w domu, wykłócanie się o drobiazgi, czy inne duperele. I wiecie co? Zauważyłam, że odkąd ja przestałam marudzić o to wszystko, mój mąż sam zaczął mi pomagać. :hap:Pozdrawiam Gosia :hello:
      • Gość: Isia Re: "Choroba"mojego małżonka...:-) IP: *.* 17.04.02, 22:21
        Oj, Gosiu, masz rację, że czasem trzeba tym naszym mężusiom pomóc. Może oni mają taką przekorę w genach? I ja, kiedy odpuściłam, mam lżejsze życie. On się za to chwali, że ma wyjątkowo wyrozumiałą babkę. :) Zasada jest taka: uśmiechać się i robić swoje. No bo niestety mój to też niezły leń i wyjątkowo odporny na rzeczone choroby. Ale jak w chwili desperacji zastrajkowałam, to znalazł sposób uruchomienia pralki (szkoda, że oprócz swoich koszul zapomniał włożyć choćby chusteczki do nosa, ale jak mówiłam - nie czepiam się) i od tamtej pory zawsze prasuje swoje koszule. Gotowaniem się jeszcze nie splamił, ale za to codziennie rano mam kawkę do łóżka (zupełnie jak w reklamie), a mała swoją butlę. Słodki facet! Oby nie wyzdrowiał!Potwierdzam, że najskuteczniejszy wirus tej rzadkiej choroby nazywa się "pochwała" (bywają też "przytul-mnie", "buzi-buzi", "jesteś-najlepszy") :)Pozdrowienia Isia
        • Gość: rudka Re: "Choroba"mojego małżonka...:-) IP: *.* 17.04.02, 23:40
          U mojego męża "choroba" objawiła sie ostatnio myciem okien (z własnej nieprzymuszonej woli). Ale generalnie ma "w drugą stronę" (tzn, ciągłe kłopoty z uciekającymi skarpetkami, pożar kuchni przy próbie podgrzania kotleta, trudności ze zlokalizowaniem szafy z ubraniami, itp.).Jednak nauczyłam się już tak jak Gosia niedostrzegać takich drobiazgów. Są ważniejsze rzeczy na tym świecie. Ja też staram sie nie truć mu na temat choćby tych skarpetek, wolę pogadać o czym innym. Jeśli mi na czymś zależy naprawdę, to i tak mam swoje sposoby, by to osiągnąć. A miło jest słyszeć, że jestem najwspanialsza na świecie, bo żony kolegów ciągle zrzędzą. :D
          • Gość: iwa7 Re: "Choroba"mojego małżonka...:-) IP: *.* 18.04.02, 09:14
            Kiedy tak czytam wasze wypowiedzi uważam ,że macie rację.Ja mimo wczorajszej ostrej kłótni wiem ,że nie jest źle.Mój małżonek też czasami sprząta .Najczęściej jak zostaje sam w domu ,gdy ja wychodzę z małym na spacer.Gotować nie cierpi ,uda mu się czasami podać mi rano śniadanie.Trzeba go czasami zrozumieć to też człowiek hihi
            • Gość: darek Re: "Choroba"mojego małżonka...:-) IP: *.* 18.04.02, 09:21
              ha, ha ja też sprzątam tylko jak żony nie ma w domu, czasami to specjalnie ją wywożę, gdzieś gdzie chce i odbieram po porządkach, niektórzy nie lubią jak się im patrzy na ręce, albo komentuje wykonywane czynności. Jak gotuję to zamykam się w kuchni z w/w względów. Na szczęście prania i prasowania nie komentuje (czasami tylko poprosi abym jej coś uprasował (koszule mi wychodzą lepiej) (mamy układ, że pierze ten kto dopadł do pralki, prasuje każdy swoje, dziecięce rzeczy kto ma czas.
              • Gość: 888 Re: "Choroba"mojego małżonka...:-) IP: *.* 18.04.02, 09:39
                Super!!! :)Dam to mężowi do poczytania!!!
    • Gość: Lusia Re: "Choroba"mojego małżonka...:-) IP: *.* 18.04.02, 07:42
      :hello: Czytając ten post przypomniało mi się jak pewien hydraulik, który majsterkował w naszej toalecie przyszedł do kuchni i zastał mojego męża zmywającego stertę naczyń a mnie siedzącą z kubkiem kawy w ręku. Zaczął swoje wywody na temat roli kobiety i dał mi do zrozumienia, że to ja jestem chora.:gun: Tak więc widzicie moje panie nie tylko mężowie chorują. Chciałam jeszcze tylko powiedzieć, że mąż robi prawie wszystko a już naczynia to chleb powszedni dla niego. On to lubi a ja mu tej przyjemności nie będę odbierać. Pozdrawiam i aby nigdy nie zdrowieli z takich chorób.:bic:
    • Gość: nikita Re: "Choroba"mojego małżonka...:-) IP: *.* 18.04.02, 09:37
      Ha, ha!Mój mąż choruje, odkąd urodziła się Kajka. Rano, przed wyjściem do pracy bez żadnej zachęty przewija ją, a mnie przynosi kawkę do łóżka, po przyjściu z pracy bardzo często zdarza mu się powyciągać naczynia ze zmywarki, i przygotować coś do jedzenia, po czym idzie bawić się z małą. Raz nawet uprasował sobie spodnie! Pierwszy raz od 6 lat! Niestety od pralki trzyma się z daleka, ale stwierdziłam, że to akurat mogę mu wybaczyć :) . Generalne porządki robimy wspólnie i to on zwykle jest siłą napędową!
      • Gość: Isia Re: "Choroba"mojego małżonka...:-) IP: *.* 18.04.02, 10:00
        No tak, ale powiem Wam, że choroba mojego męża, choć bardzo krótkotrwała, trochę Był czas, że wierzył w cuda - brudne rzeczy w niewytłumaczalny sposób znakają, by potem świeże, pachnące i poukładane również cudem pojawić się na półce (oj, wieeeelka w tym zasługa jego mamy). Więc starałam się podkreślać, że zrobienie prania, rozwieszenie go i doprowadzenie do używalności wymaga ode mnie czasu i wysiłku. A kiedy już spróbował, stwierdził, że to pestka, bo wystarczy wrzucić do pralki i samo się pierze. Mój autorytet padł.Ale po tym, jak zobaczylam rozwieszone przez niego skarpetki, przypominające zwiędłe liście na umierającej roślince, to jednak wolę, żeby więcej nie chorował.Oj, czymś w końcu muszę mu zaimponować ;)
        • Gość: pysia22 Re: "Choroba"mojego małżonka...:-) IP: *.* 18.04.02, 12:37
          Mój choruje na dzieci. Zawsze się z nimi bawi, szaleja po mieszkaniu, chodzą do cyrku - tyle tylko, że moje potworki zamiast mu sie odwzajemnić, to ciągle mówią: mami, mimi, mamusiu. wredne bahorki. A ja to wogóle jestem sama takim mężem, bo jestem leniwy drab. NIC nie robię. Robi: - niania: sprząta, pierze, prasuje, gotuje dla dzieci; - mąż: gotuje na przemian ze mną, opiekuje sie dziećm.Ja - nic. czasami ugotuję, od świeta uprasuję, popiorę. Bywa, że czasami coś sprzątne i tyle. Właściwie jet to zadna robota. Tym niemniej - poniewaz robie wszystko piekielnie szybko - wygląda, że nie robię nic. Ale mogę się pocieszyć, że jestem ekspertemod sprzątania w tym sensie, że: ciuchy to tylko ja, bo wiem gdzie, a poza tym tylo ja wiem, gdzie i jak ukladac.A moj mąż jest święty, że wytrzymuje ze mną.Pysia
    • Gość: tygrys Re: "Choroba"mojego małżonka...:-) IP: *.* 18.04.02, 13:55
      Mój czasami choruje ale bardzo szybko wraca do zdrowia :). Chociaż muszę przyznać, że często dopada go w sobotę albo niedzielę robienie śniadania. Chyba go połechtały moje pochwały, że robi najlepsze kanapki :), które z resztą na prawdę mi bardzo smakują. Sprzątanie też go czasami dopadnie, ale w najmniej odpowiednim momencie :(Generalnie to raczej wirusy niż choroby przewlekłe :) :) :)
    • Gość: pumba Re: "Choroba"mojego małżonka...:-) IP: *.* 18.04.02, 20:43
      Ech, moj maz rzaaadko tak "choruje".... :))))
    • Gość: janeczka Re: "Choroba"mojego małżonka...:-) IP: *.* 19.04.02, 20:43
      UUUUUUUUUUUUU! Jestem pod wrażeniem...Też chciałbym mojego tak zobaczyć.Ale wiecie co? W moim domu rodzinnym, to właśnie tata, wujkowie zajmowali i zajmują się prasowaniem, a czyszczenie butów, to sprawa jedynie facetow-oczywiście butów żony i dzieci-nie tylko swoich.
    • Gość: tatus Re: "Choroba"mojego małżonka...:-) IP: *.* 22.04.02, 00:28
      Oj mamuśki, mamuśki :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka