Dodaj do ulubionych

Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka

25.11.06, 00:00
Nie widziałysmy się chyba 4 lata. Tak wyszło. Siedziałysmy 4 godziny. Mówi mi
na koniec, Edi ja Cie podziwiam za Twa cierpliwośc do dziecka, nie mas
zpomocy, ciągle sama z mała itd. pamiętam jak studiowałyśmy, robiłaś studia,
studium pracowałas , byłaś ambitna, gospodarna, laska która chciała zyć. teraz
siedzisz w domu jak Ty tak wytrzymujsze. wiecie co załapałam doła. bo fakt
kiedyś nie siedziałam wcale w domu. robiłąm 1000 rzeczy naraz. teraz siedze w
domu, wychowuje dziecko dbam o jej zdrowie bo wiecznie siedzimy w szpitalach i
tak myśle czy ja jestem już nie wartościowym czowiekiem bo nic innego nie
robie a chciałabym??
Obserwuj wątek
    • marta76 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 00:03
      ja złapałam doła po emocjonalnym zaangażowaniu się w wątek,że nie pracuję tylko
      siedzę w domu.Po tekstach,że jeżeli ktos siedzi w domu to jest pasożytem,leniem
      i na łasce męża.
      • edycia274 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 00:05
        mi też tak mówia, a ja dałabym wszystko by iśc do pracy, skonczyć studia sad
      • yenna_m Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 00:11
        marta, a po co czytujesz takie glupoty? smile

        kazdy ma inn pomysl na zycie i niektorym dzewczynom trudno zrozumiec, ze dla
        jednych malzenstwo to ciagla rywalizacja: kto dalej zajdzie, wiecej zarobi i
        kto mocniej sie bedzie asekurowac w raie gdyby drugie chcialo to pierwsze
        zrobic w trąbę. A zonk, bo malzenstwo to granie w jednej druzynie.

        Dziewczyny, tez myslalam, ze jestem beznadziejna, bo siedze w domu.

        I zonk - poszlam niby w pazdzierniku do pracy po 2 latach wychowawczego i
        prawde mowiac nie widze sensu tego mojego pracowania. Poza tym jakos przestalo
        mnie bawic to "kto dalej, wiecej, mocniej"...

        Naprawde uwierzylyscie, ze nie pracujac przestaje sie byc fantastycznym
        czlowiekiem?

        Nie, nie przestaje sie. Ma sie za to wiecej czasu na dom, dzieci, obowiazki
        i... przyjemnosci wink Siedzac w domu mozna robic cala mase fantastycznych rzeczy
        i rozwijac sie. Mi 2 lata wychowaczego b. dobrze zrobilo.
        • marta76 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 00:15
          Yenna ja to wszystko wiem,ale jakoś tak nieswojo mi jest do tej pory.Poczułam
          sie jednak jak debil.Wróciłam do pracy po 4 latach i zrezygnowałam.Nie chce mi
          sie juz ciagnąc od nowa tego samego tematu.W każdym razie wkurzona jestem,że tak
          mnie zabolały słowa na forum,choc nie były skierowane bezpośrednio do mnie.
          • yenna_m Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 00:17
            marta, wiesz, ostatnio przeszlam sama siebie

            wymyslilam se, ze jednak mze zrezygnuje z roboty prawnika, pojde se na kurs
            jakis i zostane manikurzystka. I serio se to wymyslilam wink

            Praca prawnika mnie meczy smile
            Nie, nie jestem debilem.
            Nie jestem takim debilem, zeby sie scigac w debilnym wyscigu szczurow i umrzec
            na zawal w wieku 40 lat.
            • demarta Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 00:35
              jesssu, jakbym siebie słyszała, ja ostatnio na kurs fryzjerstwa chciałam pójść!
              co prawda prawnikiem nie jestem, skończyłam jedynie filologię obcą + język
              biznesu.....
            • izabela_741 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 26.11.06, 00:47
              Ja w chwilach "zalamki" postanawiam zostac kosmetyczka. Naprawde, chetnie bym
              sie tego nauczyla. smile
            • cocollino1 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 29.11.06, 12:01
              Nie jestem takim debilem, zeby sie scigac w debilnym wyscigu szczurow i umrzec
              > na zawal w wieku 40 lat.

              Ale z czegos zyc trzeba tak?
              Czyli maz moze pasc na zawal w wieku 40 lat pracujac sam na rodzine?
        • kawka74 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 11:22
          yenna
          nie podpuszczaj
          to, że ktoś się zabezpiecza finansowo na wypadek różnych wydarzeń losowych, nie
          znaczy, że jego małżeństwo jest ciągłą rywalizacją, IMO świadczy wyłącznie o
          przezorności
          nie pracując można się fantastycznie rozwijać, można również fantastycznie się
          zwijać
          wszystko zależy od cech danego osobnika, czego oczekuje, czego chce, co mu
          sprawia satysfakcję
          • yenna_m Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 13:31
            kawka, ja nie podpuszczam

            przejrzyj posty na forum i zobacz, ile malzenstw ze soba rywalizuje

            te swiadomosc nabylam po jakis 11 latach malzenstwa, czyli po 12 latach
            nieustannej rywalizacji (bo tak sie nieszczesliwie sklada, ze z mezem z jednej
            branzy jestesmy)

            nie sadse, zebym byla jedyna i jako jedyna nieswiadomie scigala sie nawet w
            domu - kto dalej, wiecej, mocniej
            • kawka74 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 13:41
              część małżeństw na pewno traktuje związek jak zawody, tu się zgodzę
              chwała Bogu - nie wszystkie, nawet jeśli oboje pracują
              do małżeństwa podchodze zdroworozsądkowo - tzn. bardzo kocham mojego męża, nie
              mam zamiaru się z nim rozstawać, o ile mnie nie wkurzy wink, ale muszę wziąć
              poprawkę na to, że tylko krowa nie zmienia poglądów; nie oznacza to, że staję
              przeciwko mojemu mężowi i prowadzę jakąś niezdrową grę
              ja tylko dbam o swoje interesy
    • mysia-mysia Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 00:06
      zdarza się czasem, ja kiedyś musiałam siedzieć z chorym (psychicznie) tatą, też
      wcześniej miałam plany i ambicje a sprowadzało się moje życie do wysłuchiwania
      różnych dziwnych rzeczy, czasem obraźliwych i pilnowania żeby tata nie zrobił
      czegoś głupiego
      mam nadzieję że Niki będzie zdrowa niedługo i wreszcie będziesz mogła pożyć po
      swojemu
      • demarta Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 00:36
        mysia, wiem co chcesz powiedzieć. mój tata całe życie chorował na schizofrenię.
        mało sympatyczne przeżycie...
        • mysia-mysia Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 12:47
          mój na psychozę maniakalno-depresyjną, niby lżejsza choroba, ale u niego ma
          jakiś ciężki przebieg
          • tysia77 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 13:40
            Możesz napisać coś więcej o tej chorobie?Jak się objawiała na początku?Moja
            koleżanka ma depresję maniakalną.
            • mysia-mysia Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 26.11.06, 00:53
              www.afektywne.webpark.pl/afektywne.html#Choroba%20dwubiegunowa
              tutaj możesz sobie przeczytać
              • tysia77 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 26.11.06, 16:51
                Dziękuję bardzosmile
    • mamatb Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 00:10
      hej, nie dołuj się smile W życiu już tak jest że wszystko się zmienia (i
      dobrze!!!). Ja też czasami marudzę że już nie mogę tak sobie beztrosko połazić
      bez celu ale nigdy przenigdy nie zrezygnowałabym z mojego maleństwa, teraz
      dopiero wiem co to radość - a wystarczy że Mały tylko się do mnie
      uśmiechnie!!!! Ważne żeby z siebie nie rezygnować, zrób czasami coś tylko dla
      siebie, idź z partnerem do kina, teatru, na imprezę a z dzieckiem raz na jakiś
      czas może niech zostanie ktoś z rodziny? A koleżanka, zobaczysz, zmieni zdanie
      jak sama zostanie matką smile Punkt widzenia zawsze zależy od punktu siedzenia smile
      • edycia274 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 00:12
        wiesz ona mi nie mowiła teg w złym sensie. podziwiała mnie, że ja kiedyś taka
        obrotowa nie siedząca w domu teraz poświecona dziecku. wychodzimy jak się da, ja
        nie ma prawie rodziny i mój też wieć z dzieckiem nie ma kto być. smile)
        • yenna_m Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 00:18
          a ona ma rodzine?
        • edycia274 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 00:21
          Ma.
          • yenna_m Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 00:23
            moze musiala sie dowartosciowac Twoim kosztem (z jakiegos, znanego sobie
            powodu)?
            albo ma braki w obyciu

            nie wiem, co gorsze big_grin
            • edycia274 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 00:25
              nie wiem, ona nie ma dzieci, pozno wyszla za maz, tzn nie wiem czy pózno hhe.
              była tylko zaskoczona, że ja kiedyś obrotowa dziewczyna tak siedze w domu smile)
              a ja się zdołowałam sad
              • yenna_m Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 00:27
                nie ma dzieci, to nie wie, czym to pachnie
                bedzie miala, to tez bedzie uziemiona na jakis czas i zobaczy, czym matkowanie
                pachnie

                a wtedy Ty przyjdziesz i tez jej nie poznasz, prawda? wink
                • edycia274 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 00:35
                  pewnie tak. ale chodzi mi o to czy ja jestem gorsza od dziewczyn pracujących,
                  studiujących, chodzących na siłownie basen itd. o to mi chodzi. bo ja na razie
                  jestem cała poświecona dziecku. miałam się bronic po 3 latach przerwy w
                  listopadzie ale przez choroby dziecka nie wyszło i nie wiem czy wyjdzie.
                  • yenna_m Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 13:59
                    nie jestes gorsza

                    na pewno

                    zycie nie konczy sie na tych, powiedzmy 5 latach, bezwarunkowo poswiecnych
                    dziecku

                    po 5 latach okazuje sie, ze dziecko jest bardziej samodzielne, byc moze mniej
                    choruje i przychodzi czas, by powoli zaczac realizowac wlasne pasje

                    nie ma nic zlego w byciu matką
                    nie ma nic zlego w byciu przy dziecku jesli tego dziecko i matka potrzebują,
                    zwlaszcza, jesli (jak u Ciebie, nie wiem, cy dobrze zrozumialam) dziecko
                    choruje i naprawde w razie choroby potrzebuje matki przy sobie a nie niani czy
                    innej obcej osoby, np czlonka personelu szpitalnego (pomijam sytuacje, gdy
                    matka nie moze sobie pozwolic ze wzgledow finansowych czy innych waznych jej
                    zdaniem wzgledow na rezygnacje z pracy)

                    edycia, bylam przy dzieciach ponad 5 lat (z 2-letnią przerwą na powrót do
                    pracy - decyzje powrotu na tamte 2 lata uwazam dzis za błędną, zupelnie inaczej
                    bym sie dzisiaj zachowala). NAPRAWDE widze wyniki bycia z dziecmi w domu.
                    Dzieci byly socjalizowane - ale tez znam swoje dzieci i mialam wplyw na proces
                    socjalizacji i moglam na bieżąco korygowac ich zachowanie na placu zabaw na
                    przyklad. ZAnam ich wszystkich kolegow, Kojarae rodzicow i mniej wiecej znam
                    prob lemy rodzinne tych dzieciakow, co pozwala mi tez w sposob obiektywny
                    podejsc do problemow pojawiajacych sie miedzy dziecmi.

                    Obce wyplywy zaczynają mi się dopiero teraz. Ponieważ tak pozno - mam nadzieje,
                    ze ten negatywny szlif przedszkolny wink nie wryje się tak trwale w psychikę
                    moich i pewne zachowania będą ciągle mogły być korygowane. Moje dzieci są
                    fajne, w zasadzie grzeczne, w zasadzie komunikatywne (moj starszak - ma rogi,
                    żeby nie było - jest jedynym dzieckiem, które w swojej grupie nie dostało
                    jeszcze smutnej buźki za niegrzeczne zachowanie)

                    I wiesz, przez parę lat bycia z dziecmi moglam sobie obserowować na placu zabaw
                    zachowanie starszych dzieci, które były wychowywane przez matkę do tej pory
                    będącej mamą domową i zachowanie dzieci "biegających z kluczem na szyi".

                    W zasadzie - bez porównania.

                    Trud włożony w pracę z dziecmi, o ile podchodzi sie do tego powaznie i mądrze -
                    zwraca sie w postaci swietnych dzieciakow, majacych swietne relacje z
                    otoczeniem, nie sprawiajacych zbytnich problemow wychowawczych, powaznie
                    podchodzacych do sprawy nauki i dobrze sie uczących (oczywiscie na miare swoich
                    mozliwosci). A jesli te klopoty sie pojawia, to zna sie na tyle dziecko i jego
                    otoczenie, ze chyba latwiej znalezc rozwiazanie tych klopotow.

                    Warto byc w domu z dzieckiem. Widze wiele korzysci - i dla matki i dla dziecka.
                    Oczywiscie pod warunkiem, ze matce takie bycie przewodnikiem dla dziecka
                    sprawia przyjemnosc.
                    Jesli matka jest przemeczona, zdolowana i sfrustrowana byciem z dzieckiem w
                    domu - bycie z dzieciem jest bez sensu.

                    Edycia - nikt ci nie da prostej recepty na szczescie.
                    Jestesmy inni i kazdy z nas musi sobie znalezc cos swojego, cos co go
                    uszczesliwi.
                    Jedna bedzie szczesliwa spelniajac sie w pracy. A matkowanie dopelni tylko to
                    szczescie, bedzie czyms w rodzaju wysmienitej przyprawy do swietnie ugotowanego
                    dania. Dla innej - tym swietnym daniem będzie samo zycie rodzinne - bycie zoną,
                    matką. Tylko ze czasami ta swiadomosc nie przychodzi, a jesli przychodzi, to w
                    sytuacjach ekstremalnych, gdy (np w wyniku powaznej choroby) zaczynamy sie
                    zastanawiac, czy tak wlasnie chcielismy spedzic nasze zycie i czy aby jego nie
                    zmarnowalismy.

                    Ciągle twierdze, ze jesli idzie po mozliwosci samorealizacji (jako kobieta,
                    zona, matka, pracownik) feministki, mowiac :nie jestes gorsza od faceta, masz
                    prawo zyc jak on ->potem : "masz zyc jak facet" zrobily nam krzywde.

                    Bo w sumie wyksztalconej kobiecie nie wypada poswiecic sie dzieciom i domowi.
                    bo raz (uwaga, podaje stereotypy): marnotrastwo potencjalu intelektualnego, a
                    dwa: jak ten maz moze ją taką chciec, skoro w pracy tyle aktywnych kobiet.

                    Zadne marnotrawstwo.
                    Dziecko skorzysta z potencjalu intelektualnego a nie dla kazdego faceta aktywna
                    zawodowo kobieta bedzie atrakcyjna jako partnerka zyciowa.

                    Kazdy ma inne oczekiwania, preferuje inny model, co innego go uszczesliwia.

                    Ino my, tak nie bardzo wink tolerancyjni, chcac uszczesliwiac innych na sile,
                    wciskamy im najlepszy (naszym zdaniem) patent na zycie, zapominajac, ze dla
                    tych osob, taki pomysl na zycie to zadna ambrozja.

                    Trza zyc po swojemu smile
                    I tyle.
                    • edycia274 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 15:15
                      Bardzo ładnie napisane. I chyba mnie troche uspokoiło. Fak, troche inne plany
                      miałam po urodzeniu Niki ale jej choroby, które zaczeły się od urodzenia i są do
                      dziś trzymają mnie w domu. Fakt do pracy iść nie moge bo żaden pracodawca nie
                      będzie mi dawał non stop wolnego bo dziecko znów w Klinice. Tylko tak poprostu
                      siadłam i mysle czy jestem waśnie gorsza od tych co coś robia a nie tylko z
                      dzieckiem siedzą. Może poprostu wtedy tak mysle jak już mam doła heh to zdarza
                      się. Kiedy marze by ktoś mi pomógł przy młodej a nie wiecznie sama, nawet do
                      sklepu nie moge spokojnie wyjść. To pewnie tylko dlatego mam takie myśli. No ale
                      mam nadzieje, że w końcu się obronie ( dziekan mi pozwoli), potem może mgr
                      zrobię. Chciałabym coś robic a nie tylko w domu siedzieć smile)
                      No ale chyba uświadomłyście mi, że wcale nie ejstem gorsza.
                    • tysia77 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 18:19
                      Twoja wypowiedź yenna najlepiej wyraża to co i ja myślęsmile
                    • wozniakanna Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 19:49
                      Zgadzam sie z yenna. Tez mam niektore kolezanki w tym stylu co zawsze sie
                      dziwia ze ja robie czy mam inaczej na wlasne zyczenie lub po prostu tak
                      wychodzi bo wedlug nich powinnam kariere rozkrecac po studiach a nie z coreczka
                      w domu na wychowawczym siedziec. Bo one tak robia tzn albo nie maja rodziny
                      albo dzieci i faktycznie w ich sytuacji kariera jest dla nich najwazniejsza.
                      Zawsze mnie dolowaly i po ich wyjsciu myslalam jakie to moje zycie jest nudne/
                      nieciekawe i jak ja je w zasadzie marnuje no i tyle lat nauki marnuje zamiast
                      rozpychac sie lokciami i pchac po szczeblach. W koncu olalam bo jesli wyglada
                      inaczej niz ich to nie znaczy ze jest do niczego. Ma wartosc -dla mnie- i dla
                      nikogo innego nie musi bo to moje zycie i moge z nim zrobic co chce i jesli
                      chce kilka lat poswiecic dziecku ktore mnie bardzo teraz potrzebuje to robie
                      to. I olewam innych niech kazdy zyje jak mu serce dyktuje a studia skonczyc
                      zawsze sie da a te chwile z malym i w Twoim wypadku chorym /bardzo przykro mi/
                      dzieciakiem mijaja i za kilka lat przezyc sie ich nie da bo dziecko bedzie miec
                      swoj swiat. Kolezanka mogla nie miec nic zlego na mysli i szczeze cie podziwiac
                      ale moim zdaniem rownie prawdopodobna jest wersja pt np sama nie moze miec
                      dzieci i przyjechala sie dowartosciowac czyims kosztem tzn pogadac jak to
                      kiepsko jest je miec bo sie w domu siedzi i pieluchy zmienia zamiast tak jak
                      ona przebojowo isc przez zycie /ale to moje zdanie/pozdrawiam, glowa do gory
                    • kawka74 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 22:25
                      generalnie zgadzam się, brzmi rozsądnie - za wyjątkiem tych, excuses le mot,
                      bzdur o feministkach
                      • yenna_m Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 26.11.06, 00:00
                        kawka, dlaczego uwazasz, ze s to bzdury?

                        zerknij do dyskusji na tym forum na temat niepracowania przez kobiety

                        feministki, wywalczajac dla kobit tzw rownouprawnienie zrobily cos wiecej -
                        wywalczyly je dla nas pomimo naszych biologicznych funkcji i uczynily nas
                        niewolnikami tego rownouprawnienia.

                        jasne- edukacja - ok, zgadzam sie
                        wybory - ok, zgadzam sie

                        ale tylko kobieta ma taką biologię, ktora jest nastawiona na tak bezpośredni,
                        ograniczny kontakt z dzieckiem

                        nie musze to jasnej Anielki wink robic kariery
                        ale jesli jej nie robie jako kobieta, jestem postrzegana co najmniej jako osoba
                        ekscentryczna (gdy mam predyspozycje ku temu) - bo jak to tak, nie wspinac sie
                        wyzej i nie zawalczyc o wieksza kase?

                        poza tym dla wiekszosci spoleczenstwa (tego uczy sie w szkolach diewczynki)
                        najwartosciowsza jest kobieta spelniona, ale spelniona zawodowo, bo przeciez
                        spelniona jako matka i zona byc nie moze, bo co to za zycie. A tu taki zonk, bo
                        ktos uwaza, ze go uszczesliwia to bycie matką i zoną.

                        W tym znaczeniu (czyli w sensie obdarowania nas kolejnym stereotypem)
                        feministki zrobily nam krzywde.
                        Poza tym to przemiotowe nierobienie przez kobiete kariery i poswiecenie sie
                        wychowywaniu dziecka przynajmniej na czas, gdy ono tej opieki matczynej
                        rzeczywiscie potrzebuje, jest naprawde przyczyną powstania wielkich frustracji
                        u wielu kobiet. Bo przeciez opiekujac sie dzieckiem, nie robia niczego
                        specjalnego, niczego wartosciowego. Bo najwartosciowsza jest tzw kariera.
                        Wierutna bzdura, ale do tego trzeba samemu dojsc. I dochodzenie do tej madrosci
                        zwykle bardzo boli wink
                        (mnie bolalo, co nie zmienia faktu, ze swiadomosc dostrzegania teraz tych
                        wszystkich zonkow eraz bawi mnie raczej niz zlosci) wink
                        • kawka74 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 26.11.06, 09:50
                          > feministki, wywalczajac dla kobit tzw rownouprawnienie zrobily cos wiecej -
                          > wywalczyly je dla nas pomimo naszych biologicznych funkcji i uczynily nas
                          > niewolnikami tego rownouprawnienia.

                          Nieprawda. Feminizm dał nam wybór. Bez tego musiałabyś siedzieć w domu z
                          dziećmi - czy bez nich, bo nie miałabyś innej możliwości. Bez feministek
                          byłabyś niewolnicą tak czy siak, w wielu innych aspektach, i mogłabyś się
                          rozwijać jedynie w smyraniu fortepianu po klawiszach, co by panu i władcy
                          umilić popołudnie. Oczywiście jeśli pan i władca zarobiłby na fortepian.

                          > ale tylko kobieta ma taką biologię, ktora jest nastawiona na tak bezpośredni,
                          > ograniczny kontakt z dzieckiem
                          Kopiesz dołek pod tymi wszystkimi kobietami, które żądają udziału ojców w
                          wychowywaniu dziecka i opiece nad nim. Biologiczna funkcja kobiety to ciąża,
                          rodzenie i karmienie. Resztę spokojnie może zrobić również ojciec, przecież ma
                          ręce i rozum. A potem na forum pojawia się mnóstwo jękliwych postów "on mi nie
                          pomaga" - nie pomaga, bo przecież tylko kobieta ma taką biologię, że jest
                          nastawiona na bezpośredni, organiczny kontakt z dzieckiem.

                          > nie musze to jasnej Anielki wink robic kariery
                          Nie musisz, oczywiście. Natomiast gdyby nie feministki, kariery robić byś nie
                          mogła wcale, chyba, że jako gwiazda lunaparu. wink

                          > ale jesli jej nie robie jako kobieta, jestem postrzegana co najmniej jako
                          osoba > ekscentryczna (gdy mam predyspozycje ku temu) - bo jak to tak, nie
                          wspinac sie
                          > wyzej i nie zawalczyc o wieksza kase?
                          A dlaczego nie? Lubię mieć własne pieniądze, zarobione swoją własną pracą, i
                          żądam za nią godziwego wynagrodzenia. A mogę mieć takie kaprysy właśnie dzięki
                          paniom, które wyrzuciły swoje staniki do kosza na śmieci smile

                          > Poza tym to przemiotowe nierobienie przez kobiete kariery i poswiecenie sie
                          > wychowywaniu dziecka przynajmniej na czas, gdy ono tej opieki matczynej
                          > rzeczywiscie potrzebuje, jest naprawde przyczyną powstania wielkich
                          frustracji
                          > u wielu kobiet. Bo przeciez opiekujac sie dzieckiem, nie robia niczego
                          > specjalnego, niczego wartosciowego. Bo najwartosciowsza jest tzw kariera.

                          Jest mnóstwo rozwiązań pośrednich. Praca to nie zawsze kariera. Czasem to po
                          prostu praca, która cieszy i daje satysfakcję.
                          • yenna_m Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 26.11.06, 13:52
                            kawka74 napisała:

                            > > feministki, wywalczajac dla kobit tzw rownouprawnienie zrobily cos wiecej
                            > -
                            > > wywalczyly je dla nas pomimo naszych biologicznych funkcji i uczynily nas
                            >
                            > > niewolnikami tego rownouprawnienia.
                            >
                            > Nieprawda. Feminizm dał nam wybór. Bez tego musiałabyś siedzieć w domu z
                            > dziećmi - czy bez nich, bo nie miałabyś innej możliwości. Bez feministek
                            > byłabyś niewolnicą tak czy siak, w wielu innych aspektach, i mogłabyś się
                            > rozwijać jedynie w smyraniu fortepianu po klawiszach, co by panu i władcy
                            > umilić popołudnie. Oczywiście jeśli pan i władca zarobiłby na fortepian.

                            myslisz, ze teraz czasy az tak sie zmienily, ze kobieta nie tyra w domu na
                            przyjemosc dla pana i wladcy (porzadeczki, pyszne obiadki, oczywiscie po
                            powrocie z pracy)? Zareczam, ze spory odsetek kobiet NIE CZUJE ROZNYCY.
                            Natomiast pozbawilo sie nas wielu mozliwosci - bo jednak kobieta, ktora nie
                            wraca do pracy jest traktowana jako pasozyt, a jesli nie pasozyt, to jest to...
                            deliatnie mowiac, zachowanie ekscentryczne.

                            >
                            > > ale tylko kobieta ma taką biologię, ktora jest nastawiona na tak bezpośre
                            > dni,
                            > > ograniczny kontakt z dzieckiem
                            > Kopiesz dołek pod tymi wszystkimi kobietami, które żądają udziału ojców w
                            > wychowywaniu dziecka i opiece nad nim. Biologiczna funkcja kobiety to ciąża,
                            > rodzenie i karmienie. Resztę spokojnie może zrobić również ojciec, przecież
                            ma
                            > ręce i rozum. A potem na forum pojawia się mnóstwo jękliwych postów "on mi
                            nie
                            > pomaga" - nie pomaga, bo przecież tylko kobieta ma taką biologię, że jest
                            > nastawiona na bezpośredni, organiczny kontakt z dzieckiem.
                            >

                            no owszem, ale okres ciąży i karmienia trwa, prawda? i tego nie przeskoczysz.
                            Tymczasem trendy jest wracac do pracy zaraz po macierzyskim, gdy dziecko jest
                            malenkie, ssie piers, zwykle nie umie ssac butelki i nie umie najesc sie zupką.
                            Wiec mamy skumulowane obowiazki: praca, dziecko, dom - suuuper. Bardzo dziekuje
                            feministkom za zawalczenie o mozliwosc moej zawodowej samorealizacji. Naprawde
                            wdzieczna jestem okropnie wink

                            > > nie musze to jasnej Anielki wink robic kariery
                            > Nie musisz, oczywiście. Natomiast gdyby nie feministki, kariery robić byś nie
                            > mogła wcale, chyba, że jako gwiazda lunaparu. wink

                            ale na co mi kariera? sa naprawde wazniejsze rzeczy, niz kariera. ta mądrosc
                            przyszla rok temu, gdy zylam na bombie zegarowej zastanawiajac sie, czy guz,
                            ktory mam w krtani jest zlosliwy czy nie bardzo wink Trochu pozno przyszla, ale
                            lepiej pozno niz wcale.

                            >
                            > > ale jesli jej nie robie jako kobieta, jestem postrzegana co najmniej jako
                            >
                            > osoba > ekscentryczna (gdy mam predyspozycje ku temu) - bo jak to tak, nie
                            > wspinac sie
                            > > wyzej i nie zawalczyc o wieksza kase?
                            > A dlaczego nie? Lubię mieć własne pieniądze, zarobione swoją własną pracą, i
                            > żądam za nią godziwego wynagrodzenia. A mogę mieć takie kaprysy właśnie
                            dzięki
                            > paniom, które wyrzuciły swoje staniki do kosza na śmieci smile
                            >
                            > > Poza tym to przemiotowe nierobienie przez kobiete kariery i poswiecenie s
                            > ie
                            > > wychowywaniu dziecka przynajmniej na czas, gdy ono tej opieki matczynej
                            > > rzeczywiscie potrzebuje, jest naprawde przyczyną powstania wielkich
                            > frustracji
                            > > u wielu kobiet. Bo przeciez opiekujac sie dzieckiem, nie robia niczego
                            > > specjalnego, niczego wartosciowego. Bo najwartosciowsza jest tzw kariera.
                            >
                            > Jest mnóstwo rozwiązań pośrednich. Praca to nie zawsze kariera. Czasem to po
                            > prostu praca, która cieszy i daje satysfakcję.

                            no wlasnie, kawka - jest mnowsto rozwiazan posrednich. Tylko jesli moj sposob
                            na szczescie nie sprowadz sie do rozwiazan posrednich podejmowanych wbrew
                            sobie? Jesli po prostu NIE CHCE PRACOWAC? To jestem na cenzurowanym.

                            Czasem praca cieszy, czasem nie cieszy. Zalezy jaka praca, w jakiej dzialce,
                            jakiego zaangazowania wymaga.
                            Zgodzisz sie ze mna, ze prawnikiem nie mozna byc sobie z doskoku i nie mozna
                            sie doksztalcac polowicznie (to znaczy, troszke sie doksztalce, bo kariery
                            robic nie bede, nie bede po tym niewielkim doczytanku miec takich zaleglosci
                            strasznych, tylko mniej straszne wink ). To samo w zawodzie lekarza. Sa zawody,
                            gdzie praca jest bardziej absorbujaca. I albo robisz kariere, doksztalcasz sie
                            intensywnie, albo po prostu NIE NADAJESZ SIE do pracy. I w tej dzialce nie ma
                            rozwiazan posrednich. To, za przeproszeniem (bez obrazy) nie zakladanie
                            tipsow wink

                            Nie kazdy, pomimo zawodu, ktorego specyfika tkwi w wyscigu szczurow, chce sie
                            scigac.
                            Czasem chce sie zwyczajnie zyc spokojnie.
                            Popielic kwiatki w ogrodku.
                            Wychowac dzieci na wartosciowych obywateli.
                            Rozwijac pasje, hobby.

                            Czy ten sposob na zycie jest naprawde gorszy?

                            Smiem twierdzic, ze jednak, po wcieleniu "zdobyczy" feminizmu - owszem, jest
                            gorszy.
                            Bo musze byc babochlopem - tyrac ciezko jak chlop, a jednoczesnie byc matką,
                            żoną, kochanką. Obawiam sie, ze faceci maja lepiej, ale ich nie dotknely az tak
                            mocno zdobycze wink feminizmu wink
                            Chyba za duzo sie od nas, kobiet, oczekuje, prawda?
                            • kawka74 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 26.11.06, 14:15
                              > myslisz, ze teraz czasy az tak sie zmienily, ze kobieta nie tyra w domu na
                              > przyjemosc dla pana i wladcy (porzadeczki, pyszne obiadki, oczywiscie po
                              > powrocie z pracy)?
                              Czasem tyra, czasem nie. Ma wybór, może pokazać środkowy palec, a jeśli nie
                              czuje różnicy, to właśnie dlatego, że wciąż pozwala sobą manipulować. I tu nie
                              ma żadnej winy feministek, wręcz przeciwnie.

                              > Natomiast pozbawilo sie nas wielu mozliwosci - bo jednak kobieta, ktora nie
                              > wraca do pracy jest traktowana jako pasozyt, a jesli nie pasozyt, to jest
                              to...
                              Traktowana przez kogo? Przez koleżanki, które widzi raz do roku? Czy przez
                              męża, z którym - podobno w większości przypadków - uzgadnia taki a nie inny
                              model życia? Przez użytkowniczki forum? Przecież sama radzisz się nimi nie
                              przejmować.
                              Obawiam się, że więcej kobiet cierpi z tego powodu, że milej są widziane w
                              kuchni i pokoju dziecinnym, niż w pracy. Baby do garów, ot co.

                              > no owszem, ale okres ciąży i karmienia trwa, prawda? i tego nie przeskoczysz.
                              > Tymczasem trendy jest wracac do pracy zaraz po macierzyskim, gdy dziecko jest
                              > malenkie, ssie piers, zwykle nie umie ssac butelki i nie umie najesc sie
                              zupką.
                              > Wiec mamy skumulowane obowiazki: praca, dziecko, dom - suuuper. Bardzo
                              dziekuje
                              > > feministkom za zawalczenie o mozliwosc moej zawodowej samorealizacji.
                              Naprawde
                              > wdzieczna jestem okropnie wink
                              A wiesz, dlaczego skumulowane?
                              Już napisałam wyżej, że biologiczne funkcje kobiety 'ograniczają się' do
                              rodzenia i karmienia. Całą resztę czynności wykonać może również ojciec,
                              prawda? (Chyba, że urwało mu ręce, ale to skrajny przypadek.) Jeśli wykonujesz
                              je sama, to z całą pewnością nie feminizm jest temu winien. Przecież można
                              otworzyć buzię i powiedzieć mężowi "zrób to, zrób tamto". Chyba, że mąż jest
                              wychowany w duchu patriarchatu, to tak - palcem nie kiwnie.

                              > ale na co mi kariera? sa naprawde wazniejsze rzeczy, niz kariera. ta mądrosc
                              > przyszla rok temu, gdy zylam na bombie zegarowej zastanawiajac sie, czy guz,
                              > ktory mam w krtani jest zlosliwy czy nie bardzo wink Trochu pozno przyszla, ale
                              > lepiej pozno niz wcale.

                              Tak, oczywiście, są ważniejsze rzeczy. Mnie chodziło o to, że masz wybór -
                              możesz robić karierę, ale nie musisz. Nie masz ani przymusu pięcia się w górę,
                              ani przymusu pozostania w domu z dziećmi (albo bez). Masz wybór.

                              > Smiem twierdzic, ze jednak, po wcieleniu "zdobyczy" feminizmu - owszem, jest
                              > gorszy.
                              > Bo musze byc babochlopem - tyrac ciezko jak chlop, a jednoczesnie byc matką,
                              > żoną, kochanką.
                              A kto powiedział, że musisz? Chyba nie feministki. wink

                              Obawiam sie, ze faceci maja lepiej, ale ich nie dotknely az tak
                              >
                              > mocno zdobycze wink feminizmu wink
                              > Chyba za duzo sie od nas, kobiet, oczekuje, prawda?
                              Oczekiwać sobie można - pytanie, czy zechcesz te oczekiwania spełnić. smile

                              Yenna - nie dostrzegasz jednej podstawowej zdobyczy feminizmu - tego, że możesz
                              sobie teraz dywagować, co jest lepsze, bo jednego i drugiego doświadczyłaś na
                              własnej skórze.
                              • yenna_m Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 26.11.06, 14:33
                                kawka, dostrzegam zdobycze feminizmu, ale nie wszystkie mi sie podobaja

                                poza tym fakt, cos zla jestem na chlopa dzis i pewnie przenosze na feministki
                                te cala frustracje wink

                                PS: Co do obowiqazkow domowych to sie nie zgodze - przy przyjeciu zalozenia, ze
                                facet pracuje od 8 do 20 - fizycznie nie ma kto w domu posprzatac po
                                poludniu smile Gotowosc faceta do swiadczenia pomocy niewiele tu zmienia wink
                                • kawka74 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 26.11.06, 14:36
                                  mój mąż pracuje nawet do 21:15, ja sama czasem kończę niewiele wcześniej
                                  sprzątanie zostawiamy sobie na wspólny dzień wolny, od tygodniowego kurzu nic
                                  nam nie będzie
                                  czasem, jeśli któremuś z nas się chce, sprząta samo
                                  da się smile
                                  • yenna_m Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 26.11.06, 14:41
                                    no widzisz, a ja od kurzu sie dusze smile
                                    czyli priorytety sprzataniowe kazdy ma inne smile
                                    i z tym odmiennosci wynika indywiduany podzial prac w domu smile
                                    • kawka74 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 26.11.06, 14:51
                                      czyli jednak jest jakiś podział? smile
                                      • yenna_m Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 26.11.06, 15:10
                                        zawsze jest jakis podzial, prawda?

                                        chocby podzial na zasadzie (sformulowanej chyba przez Laskowika): my im węgiel,
                                        oni nam banana wink
                                        • malila Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 26.11.06, 16:08
                                          No ale ten podział to chyba bardziej wynikał z potrzeb grupowych, czy raczej z
                                          potrzeb pewnych grup, niż z potrzeb indywidualnych?smile)
                        • malila Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 26.11.06, 13:28
                          yenna_m napisała:
                          > nie musze to jasnej Anielki wink robic kariery
                          > ale jesli jej nie robie jako kobieta, jestem postrzegana co najmniej jako
                          osoba
                          >
                          > ekscentryczna (gdy mam predyspozycje ku temu) - bo jak to tak, nie wspinac
                          sie
                          > wyzej i nie zawalczyc o wieksza kase?
                          >
                          > poza tym dla wiekszosci spoleczenstwa (tego uczy sie w szkolach diewczynki)
                          > najwartosciowsza jest kobieta spelniona, ale spelniona zawodowo, bo przeciez
                          > spelniona jako matka i zona byc nie moze, bo co to za zycie.
                          > W tym znaczeniu (czyli w sensie obdarowania nas kolejnym stereotypem)
                          > feministki zrobily nam krzywde.

                          Nie, nie, nie. Absolutnie się z Tobą zgodzić nie mogę. Postrzeganie pracy
                          niezarobkowej, nie związanej z domem i dziećmi jako mniej wartościowej,
                          związanej z mniejszym szacunkiem i mniej satysfakcjonującej niż praca zarobkowa
                          nie ma nic wspólnego z feminizmem. Wręcz przeciwnie - jest pochodną relacji
                          patriarchalnych. To mój dziadek mojej babci mógł wmawiać, że jej praca w domu
                          to żadna praca, bo ani ona odpowiedzialna, ani ciężka, ani tak trudna
                          jak "prawdziwa" praca. I babcia w to wierzyła dopóki sama nie poszła do pracy.
                          Feminizm nie tylko że nie umniejsza pracy domowej, ale wręcz dokonuje prób jej
                          rehabilitacji. Nie w stylu posła Piłki, który wiąże kobiety z kuchnią i dziećmi
                          w znaczeniu dosłownym, wmawia im, czy raczej nam, wrodzone predyspozycje do
                          machania ścierką i chochelką, wymiksowując w ten sposób mężczyzn z konieczności
                          podejmowania się i wypełniania jakichkolwiek obowiązków domowych. Ale
                          uzmysławiając ludziom, czym naprawdę jest taka praca, z jakimi umiejętnościami
                          i korzyściami się wiąże, i jakie są jej efekty.

                          Wiązanie większego prestiżu z karierą zawodową i deprecjacja zajęć domowych
                          wywodzi się z męskiego świata, który dom traktował wyłącznie jako miejsce
                          odpoczynku dla wojownika i przywódcy stada, a nie jako miejsce pracy. Ponieważ
                          mężczyzna z definicji był ważniejszy, ważniejsze więc było też to, czym
                          zajmował się mężczyzna. Ten sposób wyceniania pracy dotyczy zresztą nie
                          tylko "darmowych" prac domowych, ale też wszystkich zawodów sfeminizowanych.
                          Feminizm nie dąży wcale do wymuszania na kobietach rezygnacji z takiego sposobu
                          życia, jaki im odpowiada. Nie traktuje tez kariery zawodowej jako tej lepszej
                          od domowej. Chce natomiast przywrócić należną wartość pracy kobiecej -
                          jakakolwiek by ona nie była.
                          • yenna_m Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 26.11.06, 13:57
                            a mi sie cos wydaje, ze w feminizmie, jak w kazdej filozifii są nurty i
                            nurciki wink
                    • izabela_741 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 26.11.06, 01:07
                      Generalnie zgadzam sie z Twoja wypowiedzia. Generalnie, bo wg. mnie feministki
                      nie kaza mi "masz zyc jak facet".

                      > Bo w sumie wyksztalconej kobiecie nie wypada poswiecic sie dzieciom i domowi.
                      > bo raz (uwaga, podaje stereotypy): marnotrastwo potencjalu intelektualnego, a
                      > dwa: jak ten maz moze ją taką chciec, skoro w pracy tyle aktywnych kobiet.

                      To inaczej wyglada z mojego punktu widzenia, moze dlatego, ze w pracy niemal
                      same chlopy a w zyciu poza pracowym wielu mizoginistow i innych panciow z
                      patryjarchalnym nastawieniem. Dla nich, cos takiego jak wyksztalcona kobieta
                      nie istnieje. Kobiety tylko dobrze sie ucza. WYksztalcenia nie zdobywaja, tylko
                      dyplomy w jakichs tam malo wartosciowych kobiecych zawodach. Bo generalnie sa
                      glupsze od mezczyzn. I to wlasnie ten typ myslenia i chec udowodnienia, ze
                      wcale tak nie jest: ze potrafie wiecej i zajde dalej w sensie zawodowym MNIE
                      popychal (popycha) w wyscigu...
                      Co zas do marnowania potencjalu poprzez zostanie w domu: zgadzam sie w calej
                      rozciaglosci. Gdy oglosilam przejscie na wychowawczy kilka osob popukalo sie po
                      glowie i od razu mi wspolczuly cofniecia sie w rozwoju. Normalnie slysze jak mi
                      urzadzenie tika - jak mu tam?- odmierzajac czas wstecz big_grinDDDDDDDDD
                      A ja nareszcie zapisalam sie na kursy, o ktorych marzylam od lat. I nie
                      poganiam dziecka jak idzie do przedszkola i jak z niego wraca. I dla chcacych
                      mnie zlinczowac w tym miejscu: dziecko chodzi do prywatnego przedszkola na 6
                      godz dziennie, bo jest mu to NIEZBEDNE do rozwoju.

                      Co do atrakcyjnosci: to kwestia osobowa i praca ma niewiele do tego. Oczywiscie
                      poprzednio musialam chodzic w garniturach a teraz moge na sportowo. Nie
                      eliminuje to jednak u mnie potrzeby wygladania schludnie i fajnie.
                      A i maz jest zachwycony jak codziennie wcina cos cieplego na kolacje a zona
                      jest spokojna i wypoczeta i z przyjemnoscia odsluchuje jego potyczki firmowe. smile
    • ik_ecc Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 00:25
      Na pewno kiedy pojawia sie dziecko cos sie traci - ale tez i cos sie nowego
      zdobywa. Trzeba umiec zauwazyc pozytywy. Albo wywazyc sobie zycie tak, zeby sie
      mialo poczucie balansu. Ja od czasu do czasu dostaje krotsze czy dluzsze
      kontrakty (do robienia glownie z domu), mam wtedy nianie na 3-4 godziny
      dziennie i wszyscy sa zadowoleni. Nie mam poczucia ze jestem "kura domowa", nie
      mam poczucia ze oddaje dziecko komus innemu na wychowanie (tego bym nie
      zniosla). Ale jesli przyszloby do wyboru: dziecko a praca na pelny etat, na
      pewno wygraloby dziecko. I na pewno nie czulabym sie mniej wartosciowa.
    • oxygen100 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 09:37
      kochana czy Ty juz umierasz?smile)
      no wlasnie!! dzieci maja to do siebie ze rosna i staja sie coraz bardziej
      samodzielne. Masz przed soba cale zycie i jeszcze 1569653 razy zmienisz swoj
      tryb zycia. Olac kolezanke i rob to co Ci daje szczescie. najlatwiej jest
      oceniac ludzi i mierzyc swoja miarka
      • edycia274 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 09:51
        umierać chyba jeszcze nie wink) czekam aż mi 30 stuknie smile)
        a id edziś chyba potańczyć wink)
        • monia145 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 09:55
          Ja też dzisiaj sie bawię- na spotkaniu absolwentów liceumsmile
    • ania320 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 10:10
      Nie robisz tysiąca rzeczy na raz,ale za to kilka najlepiej
      jak potrafisz.Wiesz jak to jest z tym łapaniem kilku srok za
      ogon.
    • karolcia86 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 10:16
      To nie ma nic wspólnego z wartością człowieka. Ale rzeczywiście ciężko jest
      siedzieć z dzieckiem, które choruje. I naprawdę trzeba mieć moim zdaniem dużo
      pokory w sobie zeby to przeżywać z uśmiechem. Ja też mam często doła jak siedzę
      w domu kolejny weekend i nie mogę wyjść chociaż do kina.
      Pociesz się ze dzieci w koncu rosna i sa w miare samodzielne i potem zaczniesz
      miec wiecej czasu dla siebie i znow bedziesz robila 1001 rzeczy na raz (dojdzie
      jeszcze nadzorowanie córcismile)
    • kawka74 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 11:14
      bez przesady z tymi dołami
      po prostu zdziwiła się, bo pamiętała Cię zupełnie inną, a Twoje życie
      kontrastowo się zmieniło, pewnie i miałaś inne plany, ale trzeba było je
      zmodyfikować i tyle
      Twoja wartość nie ma tu nic do rzeczy, nie ma co się w to zagłębiać i analizować
      • sebaga Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 11:40
        Edyciu, a czy Ty nie czujesz się wartościowym człowiekiem?? Czy czujesz się
        gorsza od innych??? To jest najważniejsze.

        Ps. podziwiam osoby takie jak Ty, mimo, że masz sporo probemów, wydajesz się
        optymistycznie podchodzić do świata (chyba że się mylę smile A co do koleżanki,
        myslę, że nie miała na myśli tego co Ty wywnioskowałaś.

        pozdrawiam
        aga
    • luciii ta Twoja koleżanka to inteligencją nie grzeszy 25.11.06, 11:30
      to co? jesteś jakaś gorsza? zepsułaś się? na złom się nadajesz?


      nie!
      masz dziecko dla którego się poświecasz
      oddajesz mu miłość i cenny czas [dla Was obu cenny i wartościowy]

      a koleżankę masz niespełna rozumu, żeby w taki sposób fandzolić

      dzieci rosną i zdążysz się spełnić pewnie nie raz w innej roli niż matka
      natomiast śmiem twierdzić, że Twojej znajomej już rozumu nie przybędzie tongue_out


      głowa do góry!
      • edycia274 Re: ta Twoja koleżanka to inteligencją nie grzesz 25.11.06, 11:57
        Czuje sie wartościowa bo mimio wszytsko coś w życiu osiągnełam. Fakt na razie
        obrona stoi w miejscu ale najważniejsze w tym momencie jest dla mnie zdrowie
        dziecka. Ale poprostu tak dziwnie się poczułam tak jakbym dostała czymś w głowe.
        No tak siedząca ciągle z dzieckiem nic innego w sumie nie robiąca to tak jakoś
        mnie zdołowało. Ale może poprostu żle odebrałam to co powiedziała. Myśle, ze nie
        miałą nic złego na myśli.
        • tysia77 Re: ta Twoja koleżanka to inteligencją nie grzesz 25.11.06, 12:38
          Nie przejmuj sięsmileMoja koleżanka też zawsze coś w tym stylu mi mówiła,a
          ostatnio powiedziała,że zazdrości mi synkasadCzęsto tak mówią koleżanki,które
          tak naprawdę chciały by być na Twoim miejscu.Ja przez to,że wychowuję mojego
          synka nie czuję się mniej wartościowa.Nie chciałabym teraz pracować poza domem
          i zostawiać go z kimś innym...Dzieci urosną i tak jak ktoś wcześniej napisał
          mamy całe życie przed sobąsmile
          • tysia77 Re: ta Twoja koleżanka to inteligencją nie grzesz 25.11.06, 12:40
            A studia jak tylko będziesz chciała skończysz,jak się Twoja sytucja unormuje.
            Ostatnio kol.spotkała jakąś swoją straszą znajomą i ta powiedziała jej,że gdyby
            mogła cofnąć czas postawiłaby na rodzinę.Teraz jest po 40,robi karierę,ale jest
            sama.
        • mysia-mysia Re: ta Twoja koleżanka to inteligencją nie grzesz 25.11.06, 12:45
          moim zdaniem też nie miała nic złego na myśli - ja bym się nie obraziła jakby
          ktoś wtedy mi powiedział że podziwia mnie za cierpliwość do taty, ja bym się
          poczuła zrozumiana i doceniona, chociaż tak naprawdę to każdy przecież
          zachowałby się tak samo na moim miejscu, ale miło byłoby coś takiego usłyszeć
        • babka71 Re: ta Twoja koleżanka to inteligencją nie grzesz 25.11.06, 14:00
          Ciesz się tym , że kolezanka Cię odwiedziła...
          do mnie nikt nie zadzwonił od 5 lat..także nie masz tak źle...
          • edycia274 Babko 25.11.06, 15:29
            Ja od kad mam dziecko to te co dzieci nie mają mnie olały. No ta się po 4 latach
            odezwałą
            • headonshoulders Re: Babko 25.11.06, 16:40
              Edyciu, sam fakt ze sie zastanawiasz nad soba swiadczy iz jestes osoba nie pozbawiona
              samokrytycyzmu i ambicji,,,i ze drzemie w tobie dawna edyta, tylko ze w tej chwili nie masz mozliwosci
              sie realizowac.

              Zycie nie konczy sie juz teraz. Twoja corka z czasem przestanie chorowac i bedzie wymagala coraz
              mniej opieki. Robisz to, co w tej chwili jest konieczne. Nie czynisz tym sobie ani nikomu innemu zadnej
              krzywdy wiec nie miej zadnych wyrzutow. A co do kolezanki, mysle ze ona po prostu byla zaskoczona
              i powiedziala to raczej z podziwem niz ze zlosliwosci - ja cie bardzo podziwiam.

              duzo zdrowka dla malej zycze


              ---------
              Good Girls Go To Heaven
              Bad Girls Go To London !
            • wredna_ja Edycia... 26.11.06, 19:32
              ...czym Ty sie przejmujesz,babo? ;-D
              Mnie kolezanka z czasow szkolnych walnela przy przypadkowym spotkaniu "Ty
              siedzisz w domu??? Zawsze taka imprezowa,towarzyska,a teraz siedzisz w domu z
              dzieckiem??? I nie pracujesz???????....wiesz nie sluzy Ci
              to...przytylas,nie?"....nie,nie zrobilo mi sie przykro...naprawde nie ;-P
              Powiedzialam jej "Jak widzisz niektorzy ludzie sie zmieniaja....i tyja nawet"
              ;-DD Mnie naprawde sie smiac chcialo ;-P
              A!-zaznaczam,ze nawet po przytyciu i na utrzymaniu meza wygladam lepiej od niej
              wink))
          • pani.dobrodziejka nie martw sie babko 25.11.06, 18:55
            podaj mi swoj telefon to do ciebie zadzwonie bo ja nie jestem pamietliwa jak
            sie czasem odzywasz, mysle ze masz dobre serce mimo wszystko
          • demarta Re: ta Twoja koleżanka to inteligencją nie grzesz 25.11.06, 22:27
            babka daj muner, to czasami do ciebie zadzwonię, a co mi tam wink)))
    • anakardia Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 21:58
      edycia274 napisała:
      wiecie co załapałam doła. bo fakt
      > kiedyś nie siedziałam wcale w domu. robiłąm 1000 rzeczy naraz. teraz siedze w
      > domu, wychowuje dziecko dbam o jej zdrowie bo wiecznie siedzimy w szpitalach i
      > tak myśle czy ja jestem już nie wartościowym czowiekiem bo nic innego nie
      > robie a chciałabym??

      Edycia, nie łam się, wszystko kwestia podejścia. Doła załapałaś bo koleżanka
      Cię zdołowała. Sama chyba byś nie poczuła się niewartosciowym człowiekiem.
      Zresztą co to znaczy?
      Patrz na siebie przez swój pryzmat.
      Mozesz oczywiście przemyśleć sprawę, i jeśli sama poczujesz potrzebę zmian, to
      do dzieła smile
    • mamapiotra Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 25.11.06, 22:22
      A według mnie to kwestia priorytetów. Gdy rodzi się dziecko wymagające opieki, to jak tu iść do pracy? Co jest ważniejsze w takim przypadku? Dla jednych kariera, dla innych człowiek. Dla ciebie pewnie ważniejsze od kariery jest twoje dziecko, jego zdrowie i dobre samopoczucie. I nie ma sie o co obwiniać.

      Kto powiedział, ze robienie 1000 rzeczy na raz jest sensowne i do czegoś prowadzi? Może kiedyś znajdywałaś w tym satysfakcję, ale np. u mnie taka postawa wynikała z tego, że nie wiedziałam czego chcę. Teraz mam synka i nie muszę być ciągle w ruchu. Ważniejszy jest dla mnie jeden uśmiech mojego synka, dobrze spędzony dzień i smaczny obiadek dla niego niż wyścig szczurów, nowa kiecka, fajna impreza i inne tam takie.
    • kocurrrr Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 26.11.06, 10:19
      Dzięki za ten post.Mam podobne myśli od kilku miesiecy, a wczoraj byłam na
      konferencji, gdzie spotkałam moje koleżaneczki.Dla ścisłości, moje dziecko ma 4
      m-ce, a one mnie pytaja czy wracam do pracy, bo sa dyżury do obstawienia
      (jestem lekarzem). Pomijając apekt kodeksu pracy, zapytałam kiedy one wróciły
      (maja kilkuletnie dzieci)-okazało sie ,że po 1,5 roku średnio.
      Druga rzecz: chciały zobaczyć zdjęcia małej. Dziecię mam dorodne i śliczne (ma
      to po tatusiuwink)) ), zebyście widziały ich zawiedzione miny,kiedy zobaczyły
      moje cudo i ten komentarz " no tak, trafiło ci się..."(ja jestem raczej małego
      kalibru i niemłoda).To była część rozrywkowa.
      Na poważnie: na własnej skórze przekonałam się, że dziecko zmienia wrażliwość
      kobiety na świat, macieżyństwo i ciąże dały mi czas,żeby sie zatrzymać i
      popatrzec na siebie i swoje życie(=pracę) z dystansem idziś wiem, że gdybym
      miała wczesniej dzieckopapadoksalnie byłoby mi łatwiej. A tak miałam duzo
      czasu,żeby się miotać, zamiast wybrać sobie najlepszy dla mnie kierunek.Życie
      bez równowagi miedzy pracą i domem nie daje satysfakcji i na dłuższa mete jest
      niezdrowe.Jestem z dzieckiem, poniewaz wiem i czuję,że tak jest dobrze, a wróce
      do zawodu,kiedy będę pewna,że obie jesteśmy na to gotowe. mój oddział sie beze
      mnie nie zawalił,ale jednoczesnie nie zrobili nic, co by ułatwiło im prace w
      warunkach braków kadrowych, co dawno proponowałam. Dziś wiem, że tak im pasuje.
      a ja wiem, że "jest czas siania i czas zbierania". Nie pozwól, aby ten czas,
      ktory teraz masz dla dziecka ktoś Ci zatruł watpliwościami. Gdy wrócisz do
      studiów i pracy będziesz bogatszym wewnętrznie człowiekiem.
      • mysia-mysia Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 26.11.06, 12:01
        > Druga rzecz: chciały zobaczyć zdjęcia małej. Dziecię mam dorodne i śliczne (ma
        > to po tatusiuwink)) ), zebyście widziały ich zawiedzione miny,kiedy zobaczyły
        > moje cudo i ten komentarz " no tak, trafiło ci się..."(ja jestem raczej małego
        > kalibru i niemłoda).

        Przepraszam, ale nie rozumiem
        • kocurrrr Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 29.11.06, 11:56
          Przypomnij sobie modlitwe Polaka z "Dnia Świra" Koterskiego.
    • leeloo2002 Re: Dzisiaj mnie odwiedziła koleżanka 29.11.06, 12:26
      wiesz co, nastepnym razem to nie wpuszczaj tej kolezanki do domu, bo moim
      zdaniem jest co najmniej nietaktowna. Powiedziala niby "ja cie podziwiam", ale
      przeciez przekaz byl zupelnie inny.

      W życiu sa pewne priorytety i trzeba to zrozumiec. zareczam Ci, ze nie czulabys
      sie lepiej gdybys pracowala, a twoje dziecko lezaloby np w szpitalu pod opieka
      kogos innego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka