Cholera, nie wiem od czego mam zacząć. Chyba najlepiej od początku. Mam problem który zaczyna mnie przerastać, a dotyczy on naszej rodzinki. Moja druga /brzydsza

/ połowa przesiaduje całymi dniami w pracy. Od rana do wieczora. /na wstępie dodam że Jego praca wymaga niestety dyspozycyjności - jeśli odmówi wykonania zlecenia - zrobi to za niego ktoś inny/ Wiem że usiłuje zarobić na nas, że jego praca pozwala na to żebym mogła być z synkiem w domu. Ale jakim kosztem? Wszystko jest na mojej głowie - standardowo - pranie, gotowanie, sprzątanie, zakupy, a dodatkowo /gdybym się w międzyczasie zdążyła zanudzić/ praca na zlecenie... no i przede wszystkim nasze słoneczko Patryś

Wkurza mnie to że od ponad 3 lat nigdzie razem nie byliśmy

/Przepraszam, byliśmy przez parę dni w Zakopanem.../ zapomniałam już jak wygląda wyjście do kina, teatru, lub zwykły /niezwykły?/ rodzinny niedzielny spacer. Nie widzieliśmy się z chrzestnymi Patrysia od roku

Zazdroszczę rodzinkom które spotykam na wspólnych spacerach... Zaznaczę tu że nie mam z kim zostawić synka /niby mieszkam z teściową, ale ona ostatnio bardzo źle się czuje/ pomijając fakt że nawet gdyby mogła zostać z małym - po prostu nie mogę wyjść z mężem bo go NIE MA !!! Pomagały mi wyjścia do znajomych, ale to przecież nie to samo. Doszło do tego, że nawet znajomi zaczęli podejrzewać że Robert unika spotkań z nimi, bo...??? nie chce???

nie lubi towarzystwa???

nie przepada za odpoczynkiem???

Zrobiło mi się bardzo przykro z tego powodu... ale nie jestem w stanie przekonywać ludzi do czegoś, w co oni sami nie są w stanie uwierzyć

Rozmawiałam z Nim o tym nie raz /w wolnych chwilach pomiędzy jednym a drugim wyjazdem/, wiem że nie jest mu wcale z tym dobrze, że wolałby iść z nami na spacer niż zasuwać całymi dniami ale taki jest niestety dzisiejszy świat. Pierwsze urodziny synka były przesunięte w czasie, drugie były robione w tzw. "biegu" a w dalszym ciągu nie wiadomo czy tegoroczne będą spędzone w komplecie

Dlaczego tak jest? Czy można coś zmienić? Jak? Czy jest wśród Was drogie emamy choć jedna osoba która ma podobny problem? Jak sobie z tym radzicie? Ech, to wszystko jest do ...