Dodaj do ulubionych

Przytłaczająca frustracja

IP: *.* 27.05.02, 15:15
Kolejny raz weszłam na forum emama i przytłacza mnie tytułowa frustracja i obezwaładniające zniechęcenie. Nie pociesza mnie fakt, że nie ja jedna taka biedna i że nie tylko mój mąz jest takim cholernym idiotą. Nie potrafię się pogodzić z faktem, że ubliża mi przy każdej okazji, wyzywając od kurew, oszczędzę już sobie w jakiej pozycji miałyby te kurwy być użytkowane, popycha i szarpie, kopie i grozi. Nie krępuje się, robi to przy dziecku (lat 5,5). Post factum tłumaczy mi, że zalewa go frustracja, względnie zniechęcenie. Do mnie, do świata i tak dalej. Biedny jest. Mój mąż ma konkretne zarzuty, co do mnie. Nie dbam o dziecko (to znaczy ziębię je, czyli lekko ubieram. On wraz ze swoją matką, a moją teściową jest głęboko przekonany, że dziecko trzeba przegrzewać i zmieniać co chwila przepocone ubranie. Żadne komentarze lekarzy nie pomagają). Nie leczę dziecka (kiedy Jaś był mały rehabilitowałam go z zalecenie neurologa przez rok metodą Vojty i widać mój mąż przywykł do tego, że dziecko wozi się po lekarzach i teraz ciągle wyszukuje u niego choroby. Mój synek chodzi do przedszkola i nie powiem, łapie wszystkie możliwe anginy, na zmianę z zapaleniem ucha. Mój mąż, kiedy nasz syn upadnie, zaczyna krzyczeć i natychmiast szuka ran, obtarć etc. Kiedy Jaś zakaszle, żąda, żebym natychmiast szła do pediatry etc. Dodam, że mój mąż ma astmę, kamicę nerkową, zwyrodnienie kręgosłupa, alergię na pyłki i co tam jeszcze chcieć. Poza tym: Nie prowadzę higienicznego domu, nie wierzę w bakterie, nie myję dostatecznie często rąk, niczego nie wyparzam, ni dezynfekuję. Wszystkie te rzeczy przyprawiają mojego męża o straszliwą frustrację i bardzo cierpi, jako że nie sprawdzam się jako kobieta, matka ani żona. O męża nie dbam, nie chcę go wysłuchiwać, nie znoszę prasować.Dziecko marnuję. Zajmuję się wyłącznie swoją karierą zawodową! To ostatnie zdanie oznacza, że pracuję, pracuję w wyuczonym i ukochanym rzadkim zawodzie (w ramach etatu i chodzę na zwolnienia!), udzielam korepetycji i tak naprawdę to ja utrzymuję nasz dom finansowo. W domu również tylko ja robię cokolwiek, ponieważ mój mąż robiłby to bardzo dokładnie i sterylnie, a ja jak wiadomo nie wierzę w bakterie, więc niech sobie robię, co robię, byle jak - a on do mojej domowej partaniny ręki nie przyłoży.Dziewczyny, ja rozpaczliwie poszukuję przyjaciół. Szczerze mówiąc ja lubię być sama, wolny wieczór albo delegacja, niekoniecznie zagraniczna to dla mnie święto (dziecko jest w tedy u którejś babci, bo mój mąż z trudem radzi sobie z samoobsługą, a co dopiero mówić o Jaśku). Ale chciałabym czasem napisać komuś o swojej frustracji i nawzajem. Krystyna
Obserwuj wątek
    • Gość: Vialle Re: Przytłaczająca frustracja IP: *.* 27.05.02, 16:59
      Krysiu, napisz do mnie na priva, jesli masz ochote. Czy jestes pewna, ze Twoj zwiazek jest ok? Bo dla mnie to co napisalas brzmi dosc koszmarnie i nie bardzo wiem w imie czego sensowna i silna dziewczyna na jaka wygladasz w ogole tkwi w czyms takim - narazajac swoje dziecko!A faktem jest ze na naszym forum jakos ostatni strasznie duzo postow w tonie frustracyjno-przygnebionym, tez mi sie to dzisiaj rzucilo w oczy, ale to przejsciowe. Zwykle klimaty sa znacznie pozytywniejsze!
    • Gość: gocha11 Re: Przytłaczająca frustracja IP: *.* 27.05.02, 17:23
      hej,kiedyś w ramach zajęć "doskonalenie umiejętności współżycia z ludźmi" (miałam takie coś na studiach) zrobiono mi test z którego wyszło, że wykazuję tendencje do kopania leżącego i raczej nie powinnam pocieszać strapionych. na dodatek w kolejnej z prac zrobiono pracownikom inny zestaw testów (taki amerykański na przydatność pracownika do czegokolwiek) i w podpunkcie "social"wyszłam poza skalę od strony ujemnej - znaczy ekstremalnie nietowarzyska (aż miałam pogawędkę z kadrówą). ale ja nie wierzę w testy. na dodatek mój facet jest bardziej noż ok, więc w tym temacie nie dołączę do chórku.więc jeśli się jeszcze nie wystraszyłaś to pisz na priv.gPS. dzisiaj mi się dzidziuś zwalił z łóżka na glebę i moja frustracja jest gorzej niż przytłaczająca. z obserwacji wynika, że maluch już o tym dawno zapomniał, ale serce matki wlazło do gardła i nie chce opaść. jutro chyba wylądujemy u neurologa.....
      • Gość: mamula Re: Przytłaczająca frustracja IP: *.* 27.05.02, 21:27
        A czy czasem Twoj mąz nie ma nerwicy natrectw??Jego lęki wygladaja na obsesyjne.
    • Gość: Saskia Re: Przytłaczająca frustracja IP: *.* 27.05.02, 21:29
      Krystyno,nikt nie ma prawa Cię tak traktować! Zwłaszcza mąż! Co to za wytłumaczenie "frustracja" - jest dorosły, więc powinien umieć radzić sobie ze swoimi emocjami. NIe umie - to niech się nauczy, a Ty nie pozwalaj się poniżać. Może skontaktuj się z jakąś fundacja zajmującą się przemocą, bo to przecież jest przemoc - groźby, obelgi, bicie.Strasznie mi przykro, naprawdę. Jeśli masz ochotę pisz na priva.Pozdrawiam CięAnia
    • Gość: Siunia Re: Przytłaczająca frustracja - ciut z innej strony IP: *.* 28.05.02, 00:02
      1. Jeżeli masz ochotę, napisz na priv - chetnie porozmawiam z Toba o Tobie i o sobie ... ;), odzieciach i mężach..itp.2. Frustracja męża - nie chcę go usprawiedliwaić, bo na to co robi usprawiedliwienia brak. Przemoc w rodzinie to straszna sprawa i odbija sie na całej rodzinie, sczególnie na dzieciach, które na to patrza. Jednak myśle sobie, że jego zachowanie faktycznie wynika z frustracji. Jednak powodem nie jest to, co on twierdzi.Z tego co napisałas, jest on schorowany. Ledwo zajmuje się samoobsługą.Nie podoba mu sie sposób prowadzenia domu przez ciebie, wychowania dzieci itp. Jego Matce też. Jest nadopiekuńczy w stosunku do dziecka i ma zapedy hipohondryczne wobec niego.Myślę, że frustracji nabawiła Go Mamusia. On jako (kiedyś) chłopak/ (dziś) facet schorowany, cierpiący itd, itp. miał ciągle opiekunke pod ręka, takiego Anioła Str óża w postaci swojej Matki. To ona ciagle się nad nim widocznie użalała, zamartwiała .... Fakt, napewno robiła to z wielkiej miłości. Bo która z nas nie ma fioła na punkcie swojego dziecka? No, która? :)I zostało mu to do dziś. Dodatkowo, napewno wie, widzi i zdaje sibie sprawę z tego, że to Ty utrzymujesz dom. A nie On, facet, głowa rodziny, na którym powinien ciążyc ten obowiązek ( bo tak to już się zwyczajowo przyjęło)Myśle, że Jego zachowanie to podświadoma (bo niekoniecznie celowa) rakcja na taki obraz rzeczywistości. Boli Go fakt, że to nie On zajmuje miejsce w rodzinie, jakie powinien. Podejrzewam, że czuje się gorszy. A swoim zachowaniem stara sie udowodnic, przede wszystkim sobie, że wcale nie jestes taka dobra we wszystkim co robisz. On w swoich oczach, stara się zmniejszyć Twoja pozycję i wartość.W sumie nie napisałam nic mądrego. Ale myśle, że jak pozna sie problem i jego przyczyny, to łatwiej go zlikwidowac, nie tylko same skutki.Myślę, że jest tylko jedno rozwiązanie. Ale gotowej recepty Ci nie napiszę, bo jej poprostu nie znam :(Jednak wszystko zależy od Ciebie. Niestety, ale my kobiety musimy byc te mądrzejsze i prowadzic taka polityke, by miec czuwanie nad wszystkim, panowac nad sytuacją, jednak w taki sposób aby mężczyną wydawało sie, że wszystko to ich zasługa ;) A co tam, nie zbieraja laury. My za to będziemy miało to, czego oczekujemy :) Facetami trzeba troszkę sterować. Trudne to, ale mozliwe.Może masz taki charakter pracy, że mogłabyś Go zaangażować przy jakiś pracach. Może zbierz materiały do korepetycji, coś tam pozaznaczaj w książkach a On niech Ci to np. przepisze na komputerze jz jako gotowy, super wspaniały konspekt nauczania, bez którego Ty nie możesz się obejść ;)Jest to taki sobie głupiutki przykład, ale myśle, że wiesz o co mi chodzi. Spróbuj podnieść jego wartość, choćby tylko w jego mniemaniu. Niech poczuje, że jest ważny i potrzebny, bo bez niego ani rusz ;)Myślę, że coś wykombinujesz i wszystko się zmieni. Oczywiście łatwe to nie będzie. I napewno byś się nasłuchała jeszcze troszkę złośliwości, jaka to jestes niezaradna itp. Ale po jakims nawet czasie napewno psychicznie poczułby sie lepiej. Z czasem napewno by się poprawiło.Fakt, żę uważa, że jest o niebo lepszym ojcem niż Ty matka wynika z tego, że przykład nadopiekuńczości zapewne odziedziczył po swojej Matce. Taki miał wzór. W jego przekonaniu jest to własciwe. Po drugie ez fakt, że jest schorowany świadczy o tym, że naprawdę martwi się o wasze dziecko. A że przesadnie... no cóz.... Ale On to z miłości - słowo.Miłość to potęga. Daje nowe życie, ale i zabija...... (nie tylko dosłownie, aleźń i szacunek....) - SiuniaPs. nie znam Was a post jest dość ogólny (co jest zrozumiałe)więc konkretnego planu działania nawet nie jestem w stanie wymyslec. Jednak czasem sobie pomyśl, jak Ci będzie bardzo źle, że jest ktoś w Gdańsku, kto myśli o Tobie ciepło i serdecznie.....
    • Gość: mika Re: Przytłaczająca frustracja IP: *.* 28.05.02, 06:46
      Jest szansa, że wcześnie padnie, ale skoro to ty utrzymujesz dom to zrób mu wcześniej pa pa.
    • Gość: pysia22 Re: Przytłaczająca frustracja -Litości IP: *.* 28.05.02, 08:10
      Krysiu!!!Zachowanie Twojego męża jest obrzydliwe. Co to znaczy, że Cię kopie, szarpie i wyzywa. Nic go nie tłumaczy. Żadna fustracja, choroba, nieszczęście. Jeżeli dorosły człowiek nie umie zapanować nad swoim zachowanie to na pewno przydałaby mu się solidna kuracja. Pytanie tylko, czy Ty musisz i chcesz w niej uczestniczyć. W końcu to Twoje życie i tylko Ty możesz zadecydowac, co dla Ciebie najlepsze. Nie boisz się tylko, że z czasem jego problemny będą sie nawarstwiać i może dojść do nieszczęścia? A co z Twoim maluszkiem. Czy ta agresja nie przejdzie na niego - a w końcu jaki wzorzec będzie miało dziecko - lekko - przepraszam za wyrażenie - rąbniętego ojca, który nikogo nie szanuje? I juz na koniec - SIUNIU!!!Uwielbiam Cię już od dawna za Twoje zdroworozsądkowe podejście do świata. (I za mobilizacje mnie w 13 he he)ale mnie lekko przeraziłąś. Bo co - niby Krysia ma się teraz wygimnastykować, byc słodka i pomagać draniowi,m który ją poniża??? Może jestem lekko rąbnięta, ale wydaje mi się, że czasy, kiedy facet jest głową rodziny, utrzymuje dom itd. minęły. Skoro prawda jest taka, że dziewczyna więcej zarabia, niech on przejmie obowiązki domowe. I niech przestanie wypierać się swoimi durnymi argumentami. Przepraszam, ale poniosło mnie. Dlaczego zawsze od nas oczekuje się, że będziemy wszystko trzymać w kupie, dbać i stawać na głowie, żeby facet myślał, że to jego zasługa. Po co i dlaczego. Krysia jest wspaniałym samodzielnym człowekiem. MOże jej lepiej będzie jak po prostu odejdzie od faceta i spokojnie ułoży sobie wszystko. Może z czasem natrafi na kogoś, kto stanie się dla niej prawdziwym partnerem. A nie ciężarem i katorgą. Naprawdę szkoda naszego życia i wysiłków na użeranie się z hm... potworem.Krysieńko- i tak w końcu piszesz, że jesteś najszczęśliwsza sama, bez męża - to może niech ten stan się przedłuży. Przecież nie oznacza to zerwanie kontaktów dziecka z ojcem - to zależy tylko od Was, ale Twoje życie jest tu najważniejsze. Przepraszam za chaotyczny list, ale nieco mną wsztrząsło.Krysieńko - trzymaj się i naprawdę nie zważaj na jego tłumaczenia. To dorosły człowiek i powinien uświadomić sobie, że ma jakieś problemy. Skoro tego nie robi - to może mu się nie chce, może tak mu wygodnie. (A mała szybka recepta - jeśli nie odpowiada mu to, co robisz - przestań robić. Gotuj dla siebie i synka, pierz i prasuj tak samo. Do jego brzucha i ciała nie przykładaj ręki. Może sam się ruszy do roboty. Tylko, czy Cię wtedy nie skatuje???)POzdrawiam Pysia
    • Gość: Italia Re: Przytłaczająca frustracja IP: *.* 28.05.02, 13:22
      Nie chcę być brutalna, ale inaczej trudno mi sie odnieść do tego co Piszesz. Moim zdaniem twój mąż jest chory nie tylko fizycznie ale i psychicznie. Przebywając z nim narażasz na urazy psychiczne nie tylko siebie, ale i Twoje dziecko. Ja nie rozumiem jak tak możesz. To ty odpowiadasz za życie swoje i swojego dziecka i to co robisz (mam na myśli bycie z osobą, która cię poniża, obraża i bije) przeraża mnie. Przepraszam za ten ton, ale rozumiem, że jesteś osobą niezależną finansowo i zakładam, ze rozumiesz jak zachowanie Twojego męża moze wpłynąć na rozwój Jasia.Pozdrawiam,Anika
    • Gość: sammy Re: Przytłaczająca frustracja IP: *.* 28.05.02, 14:01
      Nie wiem dlaczego z nim jesteś, ale ja na twoim miejscu albo spakowałabym mu rzeczy albo kazała się leczyć. Przecież to zgroza Mój były mąż raz postanowił na mnie podnieść rękę. Nie uderzył, bo nie zdążył. Po prostu sypnęłam mu w oczy pieprzem. Brutalne, ale bardzo skuteczne. Nigdy więcej nie próbował. Kiedy zaczął tłuc naczynia, bo mu się coś nie spodobało, otworzyłam szafkę z talerzami i jednym ruchem wyrzuciłam z niej wszystko co mi się nawinęło pod rękę. Kiedyś radośnie postanowił skrytykować obiad i zaczął się awanturować, garnek z zupą znalazł się w przedpokoju. I w ten sposób skończyło się naskakiwanie na mnie. Powiedziałam mu, że rozmawiać mogę ale awantur i ubliżania mi nie ścierpię. Nie dotarło. Wyprowadziłam się zabierając ze sobą dziecko. A teraz jestem z zupełnie innym facetem, naprawdę szczęśliwa (chociaż czasami się kłócimy, a jakże). Ale pieprz sypię tylko do zupy.pozdrawiamsammy
    • Gość: Gosia1 Re: Przytłaczająca frustracja IP: *.* 29.05.02, 09:53
      Krysiu, tak jak u Sammy mój były mąż też tylko raz - jeden jedyny - próbował podnieść na mnie rękę. Wtedy stanęłam i powiedziałam - uderz, ale zrobisz to ostatni raz, bo ja wbiję ci nóż w brzuch........ Przestraszył się, coś widać było w mojej postawie, że uwierzył. Jak również raz zrobił awanturę z powodu "niesmacznego" obiadu (był wtedy mocno podpity). Nie smakuje ci draniu? Za okno, a talerz do zlewu. Nie dostał do żarcia nic przez cały dzień. Poskutkowało. Tyle, że ja również zadałam sobie pytanie, jak długo powinnam wytrzymywać awantury, w imię jakiego celu. Bo że dla dobra dziecka? Nie. Dla dobra dziecka trzeba żyć w spokoju, ciszy i harmonii. Właściwie ułatwił mi podjęcie decyzji, bo zostawił mnie w szóstym miesiącu ciąży. Potem, jak Ania miała 1,5 roku usiłował wrócić, ale po kilku dniach zorientowałam się, że nic się nie zmienił. I odeszłam. Szybka decyzja, której nie żałuję!!! Po co tak długo wytrzymywać w koszmarze? Co udowadniać? Gołym okiem widać, jak jest źle. Bardzo lubię i szanuję Siunię, ale nie zgadzam się z Jej opinią. Uważam, że żadna z żon nie jest psychologiem, psychoterapeutą, aby wyciągać faceta z dołka czy frustracji. Nie twierdzę, że należy Go zostawiać samego od razu. Można, a nwet trzeba próbować ratować małżeństwo. Ale nie kosztem wszystkiego, nie kosztem SIEBIE!!!! Zwłaszcza, że facet wcale nie wykazuje chęci zmiany, wcale nie widzi, że to z nim jest coś nie tak. I tu nie pomoże nawet anielska cierpliwość, ani cackanie się z nim jak z noworodkiem. To dorosły facet do diabła!!! Albo weźmie się w garść, albo niech spada na drzewo........ Moja rada jest prosta - spróbuj mu pomóc. Jeśli zauważy, że coś się z nim dzieje, jeśli zgodzi się na pomoc fachowca, to będzie dobrze. Ale jeśli stwierdzi, albo co gorsza znowu Cię pobije za samo sugerowanie "takich niedorzeczności" - no to chyba już wiesz co robić......UCIEKAĆ!!!!! Nie potrzeba Ci do szczęścia takiego wyrośniętego bachora z problemami wychowawczymi. Dasz sobie radę sama!!! A potem? Może tak jak ja i Sammy znajdziesz kogoś, o kim będziesz mogła spokojnie napisać, że jest cudownym mężem i ojcem dla synka i.... :-) Trzymaj się kochana! No i oczywiście jak chcesz pisz do mnie. :-)Pozdrawiam Gosia, też po przejściach

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka