pisałam juz kiedys o tym...wiec mozna poszperac i znaleźć , by nie posądzic
mnie o wymyslanie na poczekaniu..
ale chciałam napisac swój przypadek z marketu i ataku "histeri" mojego
niespełna chyba dwuletniego dziecka...
tez stałam przy kasie ...sama...bo mimo posiadania meza i dziadków, pomocy
raczej nie mam ...a moze nie potrzebuje..a własciwie nie chce..

połowa zakupów na ladzie ..połowa w koszu i nagle...atak...
nie wiedziałam czy przytulac młodego czy zakupy wyciągac...czy moze jedno i
drugie...kolejka długa , i zniecierpliwienie w oczach ludzi widze...
płakac mi sie chciało...i wtedy ....młoda kobieta która stała do kasy obok,
podeszła do mnie i powiedziała....niech sie pani nie denerwuje, ja pani pomoge
tez mam takiego malucha...po czym wyciagneła całą reszte moich zakupów....
byłam jej bardzo wdzieczna..i strasznie zazenowana...
pomogła mi nawet te zakupy do siatek włozyc...a sporo ich było....
i mysle , że taka reakcja jest bardziej na miejscu , i chyba jest o wiele
trudniej podjac takie działanie , niz wyzwać kogos od bahorów...
od tamtej pory zwykle jesli moge to pomagam...bo wiem jak mnie było miło...