Opisze Wam zdarzenie z wczorajszego dnia.Zakupy w jednym z szczecińskich super marketów. Mam określoną kwote (200 zł) i listę w pamięci potrzebnych rzeczy. Staram się ścisle jej trzymać, chociaz od czasu do czasu w koszyku ląduje coś ponad(?)planowego ale w granicach rozsądku (ciasteczka, dwa jogurty wiecej, szczoteczki do zębów). Na stoisku mięsnym kupuje kiełbase z promocji cena za kilogram 5.99 zł. Dochodzimy do kasy, Krzys zabawia już zmęczone dzieci ja wypakowuje produkty na taśmę. Pan zaczyna kasować. W połowie zerkam na wyswietlacz kwoty i stwierdzam ze jest tam juz ponad 170zł. Z przerażeniem patrze na rzeczy które sa jescze nie skasowane goraczkowo odzieljąc te najbardziej potrzebne od tych z których będe musiała zrezygnować ( i tak zostaje arbuz, szczoteczki, 2 czekolady, 2 litry mleka, 3 puszki pasztetów i coś tam jescze). Moje zdenerwowanie sięga zenitu. Jak mogłam się az tak przeliczyć. Sparwdzałam ceny, kalkulowałam i wychodziło niewiele bo 10 zł więcej niz planowałam. A tu połowa dopiero na taśmie a do zapłacenia juz prawie 200 zł. Prosze pana w kasie o odołozenie pozostałych rzeczy bo nie mam tyle pieniędzy. Pan oczywiście puszcza jakiś komentarz w moim kierunku, który oddaje na pożarcie osobom stojącym w kolejce za mną - z równie ironicznymi uśmieszkami na twarzy co pan w kasie . Pakujemy zakupy do koszyka i odjeżdżamy, ja idę i czuje jak narasta we mnie frustracja. Łzy płyna mi po pliczkach. Co jest?? Złośc na wszytsko pojawia się szybko. Tak się przeliczyłam, nic takiego nie kupiłam, sporo tego w koszyku bo dużo drobnych rzeczy ale jak to możliwe? Moja rozrzutność?? Ide i becze. Krzys pyta co sie stało - odp. że porozmawiamy w domu. Wciskam mu 2 zł na karuzele dla Gabi. Odchodzą. Biore paragon do ręki i czytam. Jedna kwota przykówa mój wzrok natychmiast. 89Zł. Patrze na nazwe towaru. Ser kozi cena za kg 91 zł. Krew napływa mi do mózgu. Jaki ser kozi?? Szukam takowego w reklamówkach. Nie ma. I oto na torebce z kiełbasą z promocji jak byk naklejona metka - ser kozi cena 89 zł. O zgrozo!! A więc to tak?! Tu moja rozrzutność??!! Czekam na Krzyśka, nerwowo chodząc z punktu A do punktu B. Idzie. Wymachuje mu zaabeczana reklamówką z kiełbasą przed nosem i opowiadam w skrócie powód moich łez i wsciekłości i wrażenia że coś nie tak a potem sensacyjnego odkrycia. Zostawiam mu dzieci, zakupy i ide walczyć o swoje. Krzysiek mnie dogania i stwierdza że sam pójdzie bo jestem zdenerwowana. Poszedł. Ale ja nie daje za wygraną, pchając dwa wózki ( w jednym zakupy, w drugim Zuzka w siedzonku) i uczepioną za sukienkę Gabi lęce za nim. W skrócie jak było przy konfrontacjach w pracownikami sklepu. Przyjechałą panienka na wrotkach. Nie chcieliśmy z nią rozmawiać, nalegamy na spotkanie z kierownikiem sklepu. Przyszedł. Kierownik działu jakiegoś tam. Śmieszny człowieczek, który twierdzi że nie mam problemu. Do punktu obsługi klienta i tam zwróca różnicę. Na te słowa dostaję szału. Nic się nie stało?? - pytam. Jak to nic. A moje nerwy, stres, wszystkie zakupy jakie zostały w kasie bo się przeliczyłam?? Czas jaki tracimy w tym durnym sklepie od 30 minut aby ktos raczył z nami porozmawiać. Pada pytanie: więc czego Pani chce? Rekompensaty za moje straty. Śmieje mi się w twarz. Krzysiek się pieni. Żąda spotkania z kimś poważniejszym. Idzie nastepny kierownik tym razem ze stoiska miesnego. Patrzymy na niego, na siebie i stwierdzamy ze z nim rozmawiac nie bedziemy. Jego wygląd nie robi na nas dobrego wrażenia. Zachowanie zresztą tez rozmawiając z nami rozmawia równiez przez telefon wydając polecenia że szynki ma byc 10 a 5 kg. Szok. Oburzony "kierownik dziełu mięsnego" inf. nas że to zwykła pomyłka, błąd wprowazdenia kodu do komp. Pytam tak od początku promocji?? Czerwieni się i odchodzi, wzywa przez telefon kogos "wyższego". Z oddali zbliża sie do nas grupka panów w białych koszulach, pod krawatem, pewnym i szybkim krokiem. Mówie do Krzyśka zaczep ich. Idzie. Pan X słucha go z zaintereswoaniem, pozwala skończyc i wtrącic mi swoje pięć groszy. Pan zabiera kiełbasę. Idzie do punktu obsługi klienta. Za chwilę wraca przynosząc pieniądze (całą kwotę) i wreczając nam kiełbasę gratis. Za chwilkę podchodzi do niego pani z ogromnym tortem. Pan X torta przekazuje mi z przeprosinami. Całuje w rękę. Prosi o wybaczenie (hi, hi). Powoli wznosze się ponad moje marne 164 cm. Szeptam Krzyśkowi na ucho: Zobacz ten tort kosztuje 50 zł, wole aby mi te zakupy z kasy przyniósł i zapłacił za nie. Krzysiek łapie mnie za rękę. Chodź! Idę. Paragon i cene zostawiam sobie na pamiątke. Zastanawia mnie tylko jedno. W ilu domach wczoraj na stole wylądowała kiełbasa z promocji za 89zł za kg?? Gdybym miała wczoraj przy sobie 1000 zł nie zwrócłabym chyba na to uwagi. Bo ilościowo towaru miałąm dużo, tylko jakościowo był on tańszy. Mogłabym przytoczyć tu tysiące przykłądów kiedy to zostałam w taki czy inny sposób "przekręcona" przez owe tanie i duże markety (zwłaszca na promocjach!!). Na szczęście zawsze sprawdzam paragon i to jeszcze na terenie sklepu, z reguły zawsze jest coś nie tak.Tak więc uważajcie!!

Kupując ser zółty gouda możecie zapłacić za telewizor

Uff...Skonczyłam.Pozdrawiam bajbus