Boże, co ja wczoraj przeżyłam.Muszę to napisać, żebyscie wiedziały, co w naszym kraju się dzieje.Wczoraj moja roczną Oliwię zastałam w łóżeczku całą wymazaną kremem. Poczatkowo chciałam pobiec po kamere bo wyglądała cudownie

ale olśniło mnie za chwilę, że to nie zwykły krem tylko sudocrem, który ma tam tlenek cynku , alkohol,jakieś środki odkarzające. Na wszelki wypadek postanowiłam zadźwonic do mojej przychodni. Pani pediatra kazała natychmiast wywołać wymioty a jeśli nie uda mi się to jechać do szpitala. Po takiej wiadomości nie mogłam małej trafić palcami do gardła z tych nerwów. Nie udało jej się nic zwrócić(nie wiadomo czy w ogóle coś zjadła) więc dźwonię na taxi. Ale mieszkam w jakimś przedziwnie pop...nym miasteczku. Nie złapałam żadnej taksówki. Teściowa miała mój samochód bo dojeżdża codziennie (15 km)pilnować małej, mąż w pracy(45 km) i jak na złość żadnego sąsiada z samochodem (godzina 14). Zadźwoniłam do męża a ten po teściową. W tym czasie dxwoniłam po znajomych ale nie mam ich tu wielu bo mieszkam tu niespełna 3 lata. Dźwonie na pogotowie-Karetka w terenie. Przyjechała teściowa (rekord, w 20 minut) i pojechałysmy do szpitala a tam..........NIE PRZYJĘLI MNIE.............BO NIE MA PEDIATRY .Lekarz pediatra z oddziału niemowlaków nie chciał zejść "bo izba przyjęć to nie jego działka". Kazali mi jechać do mojej przychodni. Nie kłóćiłam sie bo nie chciałam marnować czasu. W przychodni NIE BYŁO LEKARZA bo miał wizytę domową. Możecie sobie wyobrazić sobie co czułam??? Pytam panią co mam robić bo nie będę bezczynnie czekała. Ona na to że jak dziecko bedzie miało płukanie żołądka to nie ma po co czekać bo one i tak nie pomogą. No to ja z pytaniem gdzie mam jechać? Do szpitala dziecięcego 15 km dalej. ALE BEZ SKIEROWANIA BEDZIE TRUDNO. A SKIEROWANIE DAĆ MOŻE LEKARZ, KTÓREGO NIE MA!!!!!!!!!!!!. k....K....Pojechałam pożyczyć fotelik (bo nasz miał mąż)a w tym czasie wróciła lekarka. Zbadała małą, skonsultowała się z apteką czy sudocrem jest toksyczny itp. Już po strachu. Nic malutkiej się nie stało. To nie było trujące. Ale jak wróciłam do domu to zwymiotowałam. K...a mać. Co za kraj?Gdzie ja żyję? Płace podatki... (tu stara znana wszystkim śpiewka)i co z tego mam? Jakby liczyły się minuty..........Nie miałabym samochodu..........itd. Mogłabym stracić dziecko bo... No właśnie. Pojechałam później to z mężem wyjaśnic do szpitala. Okazało sie, że panie nie są niczemu winne. Od roku w naszym szpitalu nie ma pogotowia. Zlikwidowali go. Nie ma ostrego dyżuru. Nie ma też odzdiału dziecięcego a co za tym idzie nie moga pomóc dziecku bo nie maja przyrządów i czegoś tam...Ale dlaczego lekarz w przychodni tego nie wiedział? No i dlaczego , mimo wszystko, lekarz do mnie nie zszedł. Taki zawód zobowiązuje, takie miejsce również. Dowiedziałam sie przynajmniej czegoś ważnego. Muszę w takich wypadkach jechać od razu do szpitala dzieciecego. tylko dlaczego dowiaduje sie tego w ten sposób?Pie...ę te wszystkie reformy.Boże, jaką ja niemoc wczoraj czułam.Nienawidzę tego kraju, tej paranoi.Żadnego poczucia bezpieczństwa.Przepraszam, że tak długo. Musiałam to wylać....