Gość: mema
IP: *.*
24.10.02, 12:47
Witajcie Mamy !!Mam problem, nie wiem ze sobą, z dziećmi, czy z własnymi rodzicami. nie wiem od czego zacząć. Może od tego, że moi rodzice nie są zadowoleni ze sposobu wychowania moich dzieci. Począwszy od tego, że córka nie chodzi do przedszkola, a skończywszy na karach, jakie stosuję wobec nich. Dodam, że właściwie sprawa dotyczy tylko mojej 4,5 letnie córki, bo wnuka praktycznie nie zauważają. Potafią przyjść, wziąźć Agatkę i wyjść, nie przywitawszy się z Adasiem (1rok i 8 miesięcy) Jej kupują zabawki za 200 zł, jemu nic. Adasia nigdy nie wzięli nawet na spacer wokół domu. Po wielu uwagach i kłótniach, ten problem się ciut zmniejszył, ale nadal w jasrawy sposób faworyzują wnuczkę. Doprowadzili do tego, że Agatka najpierw zagląda do siatek (co jej przynieśli), a dopiero potem się wita. Próbowała te oczekiwania przenieść na inne osoby i długo musiałam jej tłumaczyć, że tak nie powinno być....Mam przed oczami pewien fakt, postaram sięgo opisać w miarę obiektywnie. Dziadkowie mają zabrać Agatkę na tzw. Wypad na miasto, toważyszyć ma 10 letnia córka kuzynki. Agatka bardzo podekscytowana, wszędzie jej pełno. Brata nie zauważa w toważystwie dziatków, przechodząc obok, potrąca go jakby był rzeczą, zabiera mu zabawki, nie dopuszcza do Emilki (oewj córki kuzynki). Wychodzą , wracają i Agatka jeszcze gorzej zachowuje się w stosunku do brata. Zabrała mu smoczka i rzuciła daleko, aby sobie poszedł. Zwracałam uwagę wielkrotnie, ale bez skutku. W końcu proszę, aby poszła do drugiego pokoju, bo moje nerwy nie byłyby w stanie znieść jej fanaberii. Ryk - zarzynanego wołu i ucieczka. Biorę za rękę i wyprowadzam mówiąc, że jak sie uspokoi może wrócić. Zamykam drzwi. Ryk jeszcze głośniejszy. Świadkami tego wszystkiego są dziadkowie, którzy głośno komentują moje zachowanie i podważają autorytet w oczach dzieci. Moja mama płacze ,że maltretuję dziecko i idzie za nią do pokoju. Siedząi ryczą razem. Ojciec mówi mi , że mam Agatkę zamknąć w klatce. Nie wytrzymałam i powiedziałam mamie, że nie zyczę sobie aby wychowywali moje dzieci. Poszli sobie, czemu nie można sie dziwić. Dodam, że jestem jedynaczką i że moja mama nie pracuje. Całymi dniami siedzi w domu i nic nie robi (praktycznie siedzi sama, bo tata ma pracę terenową) właściwie można powiedzieć, że wychwywała mnie sama od 3 roku życia. Czy naprawdę zareagowałam niewłaściwie? Czy faktycznie przesadziłam? Agatka tylko w ich towarzystwie jest taka w stosunku do brata, a mi to sie nie podoba! Kiedy dłuższy czas się nie widują (dziadki i Agatka) jest najwspanialszą siostrą pod słońcem. Czy przesadzam?CZy karajac nawet zbyt srogo muszę bć oceniana przez swoich rodziców? Oni mnie nie wychowywali przez pierwsze 3 lata mojego życia (robiła to babcia, która mieszkała 200 km od nich) . Teraz mają żal, że powiedziałam, że ja nie zostawiłabym swoich dzieci. I wypominają to przy każdej okazji, łącznie z wszystkimi winami z okresu buntu i dojrzewania. Mam tego dość, bo dziś zaistniała podobna sytuacja. Mama była świadkiem jak nie reagowałam peanami na "przepraszam" córki i powiedziałam, że nie pójdzie na rytmikę..., co dla dziecka, które nie chodzi do przedszkola jest ogromną atrakcją. Moja mama na dobrą sprawę nawet nie wiedziała dlaczego ukarałam Agatkę. Powiedziała jeszcze, że nie chce słuchać jak jej córka cierpi....Przyznaję, że zbyt pochopnie to powiedziałam, i że nie zasłużyłA NA TO, a moja mama zaczęła płakać, i powiedziała, że mszczę się na swojej córce i rzuciła słuchawką (bo było to w trakcie rozmowy telefonicznej). Wcześniej porosiłam ją by ten jedyny raz zawizła Agatkę, bo Adaś chory, a mąż nie może się zwolnić z pracy. Więc Agatka nie miałaby z kim pójść...Obarczała jeszcz winą moje małżeństwo za to, że się zmieniłam, ze jestem "zimna". Przyznaję ,że uciekłam w małżeństwo przed nimi mając niespełna 20 lat. Ale trafiłam na dobrego czlowieka i złączyła nas miłość. (to było 9 lat temu). I była to pierwsza rzeczjaka zrobilam samodzielnie. SAMA. To była moja decyzja. Jak do tej pory najlepsza ze wszystkich.Musiałam to z siebie wyrzucić, bo boję się ,że powtórzę błędy mojej mamy. Boję się, ze pewnego dnia moja córka,tak jak ja ucieknie ode mnie..........A kocham moje dzieci najbardziej na śwwiecie. One są sensem mojego życia i bez nich nie mam po co żyć. Czy faktycznie jestem złą matką? Czy powinnam iść do psychiary, bo u psychologa byłam już i bez skutku. Pomóżcie proszę!Słyszę jak moja córczka mowi mi kilka razy dziennie, że mnie kocha, że jestem najwspanialszą mamą na świecie i za każdym razem zadaje sobie pytanie, czym na to zasłużyłam.... Mema