Karolinko,Absolutnie Cię rozumiem. U mnie jest troszkę inny przypadek; mnie moja teściowa drażni. Wyprowadza mnie z równowagi jej paplanina, wciąż te same, powtarzające się informacje, życiowa wiedza, którą czerpie z brazylijskich nowel. Jednak najgorszy jest jej maniakalny hipochondryzm

Nie ma dnia żeby nie umierała i choroby na którą by nie zapadła. Bez przerwy mówi o swoich prawdziwych i wyimaginowanych niedomaganiach (cierpi równocześnie na 20 różnych przypadłości)Czasem jestem zła sama na siebie, że nie mam dla niej więcej cierpliwości i że jej unikam. Potrafię z nią wytrzymać do dwóch dni ale na więcej mnie nie stać... Nie mam potrzeby dzwonienia, ani spotykania. Jednak nie mówię o tym mężowi i potulnie towarzyszę mu we wspólnych rodzinnych spotkaniach (te na szczęście są rzadko), ponieważ on również jeździ - o wiele częściej do moich rodziców.Może problem polega na tym, że wciąż porównuję ją z moją mamą. Mama jest dla mnie ideałem kobiety; ma niesamowitą klasę, wiedzę i charyzmę. Jest dla mnie przykładem spełnionej osoby, chodzącego optymizmu i autorytetem.Teściowa nie... absolutnie nie...Wciąż staram się nad sobą pracować, wyrabiać empatię. Ona mnie tak bardzo drażni... nawet tym, że tak mocno by chciała bym była jej ukochaną córeczką...Pozdrawiam, K.