Dodaj do ulubionych

za mąż należy wychodzić po 30-tce:))

17.01.07, 09:04
jak czytam niektóre posty i problemy małżeńskie to mimo, że smutne są czasem,
nie do końca wzruszają mnie do łezsmile Czasem mam wrażenie, że biorą się z
niedojrzałości emocjonalnej do bycia we dwoje, "dzieciowate" są takie,
robienie z igły widly i melodramat z komedią w tlesmile
Obserwując moich znajomych, w większości po rozwodach i rozstaniach sama mi
się taka myśl nasuwa, że Ci którzy związali się zbyt wczesnie (bo dziecko, bo
coś tam) nie potrafią się odnaleźć (rzecz jasna, że nie wszyscy). Wśród
innych znajomych w tym siebie, gdzie decyzja o małżeństwie zapadła mocno
późno, gdzie wyselekcjonowałam ślubnego z rzeszy przeciętniaków, gdzie mi sie
nie spieszyło, stwierdzam, że jest inaczejsmile Nie docieramy się poprzez
rozrzucane skarpetkiwink Mamy w stosunku do siebie wiekszy dystans, tolerancję
i akceptowanie siebie po prostusmile Problemy, które nas naprawdę nękają
poważne, to choroba, jakiś dołek finansowy, coś w pracy i takie tamsmile W
innych sparwach potrafimy się po ludzku dogadaćsmile I to nie tak, że trafiłam
na ideałwink)) Po prostu w pewnym wieku odbywa się wszytsko inaczejsmile

Takie tam przemyślenia poranne cięzarnej kobiety zamiast porannych mdłościwink
Miłego dnia wszytskim!
Obserwuj wątek
    • demarta Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 09:08
      co żem uczyniła i sama się za to podziwiam. amen.
    • agnieszkamodras Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 09:11
      Też tak uważam, może nawet po 40... Niestety rodzina nam nie daruje i hajtamy
      się w tym roku mając 28 (ja) i 25 (un) lat. Z moich znajmowych co się pobrali
      wcześnie już się pierwsi porozwodzili. Poza tym jak mawia moja przyjaciółka "Po
      ślubie zmienia się jedno - zaczyna nad Tobą wisieć widmo rozwodu".
      • agnieszkas72 Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 09:21
        Za mąż należy wychodzić,gdy spotka się właściwą osobę...smile.W różnym wieku
        spotyka się prawdziwą miłość i różni są ludzie.Ja miałam 24,mąż 21,gdy się
        pobieraliśmy-bez dziecka w drodze.Jestesmy razem ponad 10 lat,kochamy się,nie
        kłócimy o bzdury.Nie przewidujemy rozwodusmile.
        • demarta Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 09:22
          wyjątek potwierdza regułę wink))))
          • agnieszkas72 Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 09:30
            Możewink.Ale wsród moich znajomych i męża ostatnie lata studiów(pedagogika i
            politechnika) to były masowe śluby.Z tego rozpadły się zaledwie dwa
            małżeństwa.Pozostałe trzymają się mocno i stabilnie.
            • demarta Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 09:43
              no, pod łózkiem im nie siedzisz wink)
              wiesz ile tu na forum dziewczyn, które w poniedziałek są najszczęśliwszymi
              królewnami na świecie, a w piątek pakuję siebie i dziecko i jadą do mamusi, a w
              drodze tekst pozwu obmyślają?
              • malila Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 09:48
                No ale tym, co się związali węzłem małżeńskim po 30-tce też nikt chyba pod
                kołderkę nie zagląda?wink Więc skąd założenie, że lepiej "po" niż "przed".
                • demarta Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 09:55
                  malila napisała:

                  > Więc skąd założenie, że lepiej "po" niż "przed".

                  przede wszystkim nie jest to zasada sprawdzająca się zawsze i wszędzie.
                  "po" lepiej niż "przed", bo odbiór świata inny, człowiek bardziej
                  uspołeczniony, tolerancyjny się robi, a i doświadczeń interpersonalnych na
                  garbie ma więcej niż 20-latek....
                  w moim konkretnym przypadku trzeba było przerobić parę męskich elementów, żeby
                  te niepociumane mózgoczaszki przejrzeć na wskroś, męska to zupełnie inna
                  inkszość niż nasza, babska. a jak już na wylot to okaleczone, męskie widzenie
                  świata poznałam, to już za mąż mogłam wychodzić.
                  a nauka powyższego na żywym organizmie, czyli na świeżym małżeństwie ryzykowna
                  jest poprostu.... aczkolwiek nie niemożliwa wink))))

                  • malila Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 11:11
                    Ha, to widzisz, ja wyszłam za mąż, kiedy doszłam do wniosku, że to męskie
                    widzenie wcale nie musi być okaleczonesmile)
                    Po trzydziestce człowiek wcale nie musi stać się bardziej tolerancyjny i
                    uspołeczniony. Mam nawet wrażenie, że socjologowie i psychologowie coraz
                    częściej biją na alarm, że im człowiek starszy, tym mniej skłonny do
                    kompromisów. Zresztą to ostatnie wcale nie wyklucza większej tolerancji ogólnej
                    tzn. takiej dla świata zewnętrznego, pozaintymnego. Im człowiek starszy, tym
                    bardziej też staje się odważny, niezależny, samowystarczalny, tym większy mam
                    dystans do siebie i innych. Łatwiej mu z powodu byle spięcia wystawić
                    partnerowi walizki za drzwi. A jak wiadomo bez konfrontacji żadne małżeństwo
                    się nie obejdziesmile
                    • bri Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 16:21
                      Z tą skłonnością do kompromisów to jest tak, że rośnie do ok. 40-tki a potem
                      spada, moim zdaniem wink
        • blekitnykoralik Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 09:50
          identycznie jak u nas agnieszkas smile Tylko u nas tyci krótszy staż - 8 lat.
          Pozdrawiam!
        • aska2000 Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 12:03
          agnieszkas72 napisała:

          > Za mąż należy wychodzić,gdy spotka się właściwą osobę...smile.W różnym wieku
          > spotyka się prawdziwą miłość i różni są ludzie.


          O to- to!!!!
          Nic dodać, nic ująć!
          Tylko...co jeśli się spotka tę właściwą osobę ZBYT późno??

          ...
          • bri Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 16:21
            Zbyt późno na co?
            • aska2000 Do Bri... 21.01.07, 08:29
              • aska2000 Re: Do Bri... 21.01.07, 08:30
                Znowu ten 'enter', shit!



                Na CO zbyt późno??
                Żebym to ja sama wiedziała!

                Pewnie się dowiem- kiedyś...
    • demonii Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 09:16
      Wiesz Cięzarna Kobieto...masz wiele racji smile) Miłego dnia i Tobie smile)
    • edorka1 zależy od stopnia rozwoju hahaha 17.01.07, 09:30
      bo ja wyszłam mając lat 21 czyli 16 lat temu i mamy sie dobrze,pierwsze dziecko przyszło na świat 10 lat po ślubie, wiedzieliśmy razem sporo swiata...Męża mam niesamowitego i jestem ciągle zakochana...Nie selekcjonowałam, nie przebierałam. Spotkałam pewnego dnia studenta który miał piekne oczy i który postawił mój świat na głowie, i którego - co szybko zrozumiałam nie moge przegapić i minąć, szukając wiatru w polu.

      Dystans, tolerancja i te sławne skarpetki nie są jedymi sprawami w małżeństwie. Najważniejsze są szacunek, lojalność i zaufanie - filary miłosci jak dla mnie.górnolotne, ale jednak. I owa wyśmiewana wierność. Najtrudniejsza. Najważniejsza.
      • be_em Re: zależy od stopnia rozwoju hahaha 17.01.07, 09:33
        edorka Ty mądra jesteś babka i nie dziwię się wcale, że odrazu trafiłaś na TEGO
        i pojęłaś co WAŻNE i że nadal TRWACIEsmile
        • edorka1 Re: zależy od stopnia rozwoju hahaha 17.01.07, 09:41
          Miałam po prostu sporo szczęścia a moj rozumek podpowiedział mi wtedy, że należy do ołtarza iść i nie kalkulować zbytnio. A bylismy oboje jak to się mówi goli i weseli...
    • morgen_stern Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 09:49
      Coś w tym jest... Jak sobie pomyślę, jaka głupawa byłam mając lat dwadzieścia
      parę, a i dziś nie jestem najmądrzejsza wink
      Cienko widzę małżeństwo zawarte przeze mnie w tamtym okresie. Byłam jeszcze
      bardzo niedojrzała.
    • blekitnykoralik Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 09:57
      im jestem starsza, tym bardziej wyrachowana smile. Wyciągnęłabym wnioski ze
      związków znajomych, poczytała fora i chyba po 30-tce zostałabym singlem... E,
      dobrze, że to zrobiłam, kiedy za dużo nie myślałamwink
    • oxygen100 Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 10:05
      tja... to widmo rozwodu wisi nade mna coraz nizej. I obawiam sie ze jest
      nieuniknione. Pobralismy sie po 8 latach znajomosci majac 25 nie powiem ze z
      jakiejs wielkiej milosci, ale z milosci sprawdzonej choc neco przechodzonej.
      Niedlugo obchodzilibysmy 10 rocznice slubu. Dzieci nie mamy (moj maz ostatnio
      hucznie mi oznajmil ze mieci ich juz nei zamierza bo jest na to za stary) czyli
      teoretycznie mimo papierka z USC jestesmy wolni niczym ptacy. A gowno tam!! Nie
      draznia mnie skarpetki czy inne tam, ale brak porozumienia sprawil ze mimo
      zaawansowango wieku cos sie dziwnego stalo i wsytsko sie zesralo. I nie mozna
      powiedziec ze na boku byl jakis gach czy inna pani bo nie bylo. Moze nie
      powinnam byla nigdy wychodzic za niego?? a tak?? jakos tak trudno pozbyc sie
      wzajemnych uprzedzen i zaszlosci choc tak naprawd nic wielkiego sie nei stalo.
      Moze to niedojrzalosc a moze zmeczenie materialu tak po prostu? ch.g.w.
      • sebaga Oxy 17.01.07, 10:57
        To Ty masz 35 lat!! A ja Ci ze 28 dawałam. smile

        Może się Wam jednak ułoży.. Życzę wszystkiego dobrego..
      • aska2000 Oxy!! 17.01.07, 12:15
        Zmartwiałam....detale (typu wiek itp;P) się nie zgadzają, ale poza tym....w
        głowie mi siedzisz??
        Jeszcze jedno sie nie zgadza, najważniejsze (dla mnie) - ja MAM dziecko........

        Napisz coś jeszcze, moze na priv ?
        Czekam...
        • oxygen100 Re: Oxy!! 17.01.07, 12:44
          no jak? poznalismy sie w LO mialam 17 lat + 8 =25 teraz mam 35 i 10 lat
          malzenstwa.
          • aska2000 Re: Oxy!! 17.01.07, 12:46
            Ehhh, nie mówię,że się Tobie liczby nie zgadzają ;P
            Napisałam,że to co TY napisałaś (masło maślane, heh)- równie dobrze mogłabym JA
            napisać - tyle,że dłużej jestem mężatką od Ciebie....
            No!
            • oxygen100 Re: Oxy!! 17.01.07, 12:56
              ok. zalapalam (ciezko mi ostatnio wychodzi lączenie się z wlasnym mózgiem) no
              bo to sa dylematy. Mysle ze gdybysmy mieli dzieci to bylby dopiero hardcore. A
              tak?? tak sie bedziemy bujać ze niby "kocham cie i zyc bez ciebie nie moge a
              jednoczesnie wkurzasz mnie i wole byc sama" az w koncu kostucha zapuka i
              zaprosi na wieczną balangę i umre z przeswiadczeniem ze zmarnowalam bez sensu
              cale zycie. Ale na razie jeszcze nie wiem jak TO ugryzc z przodu czy z tylu. W
              zasadzie chyba masa krytyczna zostala przekroczona i poszlo reakcja
              łancuchowa. Maly podprogowy bodziec urochomi zapalnik i prosze... moze dobrze
              mi tak bo jestem stara i powinnam byc mądrzejsza
              • aska2000 Re: Oxy!! 17.01.07, 13:01
                Czytasz mi w myślach, czytasz, a może po prostu- mamy podobnie???
                Niestety??
                Tyle,że ja mam właśnie TEN hardcore, słodki bardzo- trzeba mi właśnie po niego
                do przedszkola....
                A...no i właściwa osoba, spotkana nie w porę też BYŁA, a może?????
                i ...jest?????
                I TO jest dopiero COŚ!

                Ale licytacja wyszła,co?

                Niech to ........diabli, czy co tam , wsio rawno ;P P
                3maj się koleżanko 'w niedoli'- a właściwie po kiego """
                Sama już nie wiem, qde!
                • oxygen100 Re: Oxy!! 17.01.07, 16:32
                  hardcore w sensie ze bylaby jeszcze jedna karta przetargowa. A tak albo chcemy
                  byc ze soba dla SIEBIE albo nie. Krotka pilka tylko cholernie wrednawinkZobaczmy
                  co ma byc bedzie. Duza juz jestem i nie zrobie sobie krzywdy w sensie ze nei
                  usiade golym tylkiem w pokrzywach bo na razie ich nie masmile
      • babsee Re: Oxy 17.01.07, 12:31
        Juz wszytsko rozumiem.Twoj nastroj podły także.Wspolczuje ciężaru podjecia
        decyzji.Zycze siły.
      • czajkax2 Oxy 17.01.07, 12:44
        smutne to co piszesz. teraz wiecej rozumiem twoje ostatnie półsłowka i
        przygnębienie. Ciężką decyzję masz przed sobą. Mam nadzieje ze ta decyzja(jak
        by nie byla) wyzwoli cię i sprawi ze ujrzysz świat w cieplejszych barwach.

        Moze to tylko kryzys spowodowany CHWILOWYM zmęczeniem materiału? Zyczę
        trafnych decyzji.
        • oxygen100 Re: Oxy 17.01.07, 12:48
          dziekismile nie potne sie (chyba)tongue_out
    • semida Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 10:55
      A ja wyszłam za mąż 1 dzień po tym jak skończyłam 20tongue_out Jesteśmy ółtora roku po
      ślubie i jakoś jeszcze nie myślimy o rozwodzietongue_out
      • sebaga Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 10:59
        Wyszłąm za mąż, bo mąż chciał smile jak mieliśmy po 27, po 7 latach związku.
        Równie dobrze mogliśmy się pobrać te 7 lat wcześniej. Byłoby tak samo. To chyba
        zależy od człowieka głownie no i od dojrzałości.Chociaż ja z wiekiem nie czuję,
        że jestem jakoś bardziej dojrzała , może bardziej zgorzkniała..
      • sssacz Semida! 17.01.07, 11:37
        Ty jesteś rocznik '85? Bo ja taksmile.
        Z ciekawości pytamsmile
        My jesteśmy z mężem rok i 2 miesiące po ślubiesmile.
        • semida Re: Semida! 17.01.07, 11:40
          Ano 85smilePo ślubie rok i 7 miesięcy bez jednego dniabig_grin
    • anetina Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 11:24
      ja mam co prawda dopiero w przysżłym roku 30-stkę
    • agacz2905 Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 12:31
      Co do zasady (że za mąż lepiej po 30, znaczy później)to się zgadzam, choć
      oczywiście wiadomo, że samo zamążpójście po 30 nie jest gwarantem sukcesu
      rodzinnego. Ja obecnie mam już latek 33, za mąż wychodziłam w wieku lat 25
      i...z dzisiejszej perspektywy widzę dopiero, jak bardzo byłam wówczas głupia i
      niedojrzała (żeby nie powiedzieć: zaburzona, hihi). Mimo tego moje małżeństwo
      uwazam za udane, ponieważ jego filarem jest w naszym przypadku mój mąż,
      człowiek, który mocno wiedział, czego chciał w momencie ślubu czy nawet przed
      ślubem. Był i jest osobą dojrzałą, poukładaną, spokojną. Tylko dlatego udało
      się nam przetrwać kilka trudnych momentów w naszym życiu i myślę, że przetrwamy
      jeszcze niejedno. Ponieważ w dniu ślubu maż miał już ukończone 38 lat - m.in.
      dlatego miał wszystko przemyślane, poukładane, przewartościowane. I to jest na
      pewno ogromna częsć sukcesu naszego związku. Może trochę ironizuję pisząc, że
      ja dopiero teraz zaczynam dojrzewać do wielu rzeczy, a mąż dojrzały był już od
      dawna. Ale jest to jakaś prawda o nas, może i przykra, bo mamy już dziecismile.
      Ale radzimy sobie i ogólnie jest "na plus".
      Agnieszka
      • renia1807 Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 13:06
        Za mąż wychodzi się z miłości!!!i nie ważne ile ma się lat!
        Można mieć całą masę adoratorów wokół siebie , ideałów a wybiera się tą osobę
        która się kocha.
        Takie przerzucanie facetów w szukaniu ideału to nic dobrego, zazwyczaj kończy
        się staropanieństwem i potem ewentualnym małzeństwem z rozsądku.
        Tak się czasem zastanawiam czy w takim małżeństwie z rozsądku małżonkowie
        uprawiaja seks, czy śpią w oddzielnych pokojach?
        • agacz2905 Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 21:48
          Jako osoba, która wyszła za mąż wyłącznie z rozsądku spieszę donieść, że ów
          rozsądek nie przeszkadza mi w uprawianiu seksu z osobistym mężemsmile Z tego co
          wiem, mojemu mężowi równieżsmile. Spanie w oddzielnych pokojach nie wyklucza też
          seksu jako takiego - przynajmniej my nie robimy TEGO przez sensmile
    • mamamonika Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 12:48
      28 też może być smile
      W każdym razie też myślę, że pora na stały związek jest wtedy, kiedy człowiek
      już sobie poszalał wink, udowodnił swoją wartość na rynku miłosnym (nie musi się
      dowartościowywać po ślubie), okopał się zawodowo, ma w miarę ustabilizowaną
      osobowość. U każdego to przychodzi w innym wieku, ale rzeczywiście tak kole
      trzydziestki.
      Wcześniej - człowiek jest rozchwiany, nieustabilizowany, wrażliwy na odpały
      różnej materii...
      Czyli święta prawda
    • babsee Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 13:08
      Za mąż nalezy wychodzic kiedy pora na to.
      A kiedy pora?
      kiedy sie kocha ale nie tylko lędźwiami, chucią, zmyslami i calutką soba z
      zamknietymy z milosci oczami.
      Pora jest wtedy, kiedy juz wiemy dokladnie,ze nasz ukochany nie jest jednek
      idealem i takze puszcza bąki oraz ma nieżwierzy oddech gdy wieczorem zbyt duzo
      piwka wypije.Kiedy wiemy jak u niego wygląda zly nastroj a kiedy jest wku..ony
      akiedy jeszcze ma ochote posiedziec w milczeniu.
      I kiedy wiem,ze on nas kocha.I ze ma do nas szacunek.
      I ze ceni w nas nie tylko to ze jestesmy niezle w łózku ale jestesmy bosskie
      same w sobie...i zalugujemy na szczescie.
      Mysle ze taka swiadomosc rodzi sie jednek zdecydowanie powyzej 25 roku życia
      ale sa tez babeczki ktore to wiedza juz mając lat 18.
    • koott1 Rozważnie czy romantycznie????? 17.01.07, 15:16
      Przychylam sie jednak to tezy, ze nie wiek a dojrzalosc i swiadomosc stanowic
      moze o sukcesie wyboru faceta(choc czas pokaze, ktora teoria w praktyce sie
      sprawdza smile.
      Uwazam, ze zloty srodek bywa bardzo dobra strategia a zatem: emocje(czyli
      chemiasmile + racjonalne przeslanki(czyli swiadomosc, ze kogo sie wydajemy za
      maz). Bez pierwszego milosc umiera a bez drugiego mozna sie pozabijac....
    • m.fiorella Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 15:39
      ja tez uwazam ze jak czlowiek jest troche straszy,troche wiecej tego zycia
      poznał to mocniejszy zwiazek stworzy, tak mi sie wydaje
      ja wyszłam za mąz w wieku 29 lat, wczesniej jakos do malzenstwa nie bylo mi po
      drodze, ale tez nie poznałam wczesniej swojego meza
    • ominika Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 15:48
      Śmiesza mnie te generalizujące teorie. Wyszłam za mąż mając 22 lata i kazdemu
      zycze takiego związku. W tym roku 10-ta rocznica. Jak jeden dzień wink
    • mathiola Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 15:53
      może nie tyle po 30-tce, ile po zakończonym procesie rozwoju emocjonalnego.
      Niektórym zdarza się to już po 20-tce, a innym - niestety po 70-tce albo i
      nigdy.
      A już na pewno należy wychodzić za mąż po głębokim namyśle.
    • bri Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 16:19
      Może nie koniecznie po, ale koło trzydziestki tak. Jak najbardziej się z tym
      zgadzam.
      • liberkka Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 16:41
        A ja wyszlam za maz jak mialam 22, maz 23, w tym roku mija 5 rocznica naszego
        slubu, jestesmy razem 11 lat. Jest dobrze, powiem nawet, ze bardzo wiec moj
        przypadek nie potwierdza tezy, ze lepiej po 30smilePOzdrawiam.
    • aluc Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 17:59
      w ogóle nie należy wychodzić za mąż, a zwłaszcza z miłości
      ewentualnie należy z rozsądku
      a najzdrowiej, jak już nikomu nie będzie to potrzebne do szczęścia, spełnienia
      i rozliczeń podatkowych - co osobiście zamierzam uczynić za jakieś trzydzieści
      lat wink
      czyli w zasadzie po trzydziestce he he he
      • kattkak Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 18:39
        na pewno trzeba dojrzeć do małżeństwa, rozgraniczyć zakochanie od miłości
        dojrzalej.
        Może nie koniecznie po 30-tce, ale po ukończeniu 25 roku życia, kiedy juz z
        reguły już pierwsze nieudane próby związków i wiemy czego chieć od życia
    • mamciakam Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 18:36
      to ja powiem tak:
      za mąż wyszłam mając lat....18 i 3 miesiące bez 5 dni
      w ciązy nie byłam zareczylismy sie w moje 17 ste urodziny po niespełna pół roku
      "chodzenia"ze sobą...minęło nam w 2006r 13 lat małżeństwa i(odpukac w
      niemalowane)gdybym miała podjąć jeszcze raz te samą decyzje to podjełabym
      ja.nie jestesmy ideałami ale kochamy sie i dogadujemy mamy czworo dzieci
      pierworodny jest Aniołkiem i mam nadzieje ze sie za nas modli.
      wiec potwierdzam wypowiedz kloezanek forumowych ze nie wazne ile ma sie lat
      tylko na ile jest sie dojrzałym do podjecia takiej decyzji
      pozdrawiam i zycze szczescia Wam no i nam oczywiscie tez
      • aguskin Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 17.01.07, 21:40
        tez raczej jestem przykładem że nie wiek ale dojrzałość
        miałam 21 lat, jestesmy i jesteśmy,
        znam niedojrzałych 40 to latków i zestarzałych 20 to latków,
        kwestia miłości i gotowości
        dla każdego coś innego
        nie każdy jest zdolny do wielkich uczuć i już! dlatego nie każda miłość
        może przetrwać,
        z miłością to jak z progiem bólu dla każdego inaczej odczuwalna,
        każdy się rozwija i czasem po 10 latach jesteśmy inną osobą, a jeśli on sie
        rozwinie w inną stroną to nie nadajemy już na tym samym poziomie i jak sie
        porozumieć????

        pozdrawiam te co im się udało
        życze szczęścia tym które muszą szukać dalej
    • ankus2 Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 18.01.07, 09:16
      Wyszłam za mąż mając 23 lata i chwała tamtym czasom! Gdybym już wtedy
      analizowała te wszystkie za i przeciw ...pewnie zostałabym singlem...z
      wygodnictwa! A tak po 3 letnim związku "chodzenia ze sobą" , powiedzieliśmy
      sakramentalne tak i teraz mając 30 lat na karku mamy okazję analizować jak
      nasza miłość dojrzewała i dojrzewa nadal.Wynik jest zaskakujący na nasza
      korzyśćwink Nie wyobrażam sobie jednego! Rodzić dzieci po 30 -tce, albo po 40 -
      tce. Chyba nie miałabym już na to siły psychicznej. A tak...dwójeczka prawie
      odchowana. Plany i marzenia o własnym domu powoli się realizują. Jest cudnie!

      Duzo zdrówka dla mamusi i dzidziusiasmile
    • melka_x Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 18.01.07, 09:43
      Za mąż należy wychodzić z rozsądku, a wiek jest drugorzędny.
      • zojkaojka Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 18.01.07, 10:58
        A u mnie w domu babcia i mama zawsze mówiły: "dziecko męża to się szuka do 3
        roku studiów, potem to odpady zostająsmile))))))))))))Ze ślubem to ewentualnie do
        końca studiów można się wstrzymać. A kawaler po 30 jest już skrzywiony, i do
        życia w rodzinie raczej nie przydatnysmile)))))))" Sama wyszłam za mąż mając 21
        lat więc nie sprawdziłam prawdziwości części radwink, ale widzę rzeczywiście dużo
        dziewczyn po studiach które nie mogą ułożyć sobie życia. Właściwie jak się
        zastanowię to wszystkie znane mi pary (trwałe- nie na miesiąc,pół roku)
        zawiązały się w okresie studiów. I to właśnie na studiach był "szeroki wybór",
        można się było zastanawiać i pogrymasićwink , a wiele dziewczyn po 30 to jak się
        jakiś zainteresuje już o ślubie myślą. Oczywiście to tylko moje obserwacje na
        wąskim gronie ludzi. A myślę też że jest jeszcze ten aspekt że młodzi ludzie
        nie są do końca ukrztałtowani no i są bardziej elastyczni więc łatwiej im
        się "dotrzeć".
        • edorka1 oj jednak coś w tym jest... 18.01.07, 11:32
          bo łatwiej iść na kompromis mając lat dwadzieścia parę niż 10 lat poźniej. Mniej przyzwyczajeń, więcej ideałów, mniej pragmatyzmu więcej marzeń. Mówię to niejako z własnego doświadczenia. Kto wie czy wychodząc za mąz 10 lat pozniej zrobiłabym tak wiele szalonych rzeczy...pewnie nie - bo szybciej musiałabym myślec o dzieciach i stabilizacji jako-takiej. A tak mieliśmy czas na lata nieskończenie zakręcone i wiatr w żaglach - do portu pod nazwą stabilizacja dobiliśmy kiedy miałam już trzydziestkę a maż wicęcej o 4 lata, ze swiadomością że teraz właśnie tego nam trzeba.
          A w tych latach podróżnych najpiekniejsze było nasze bycie razem - i to ze dziś łączy nas także tamten czas - piękny i szalony, choć także trudny i pracowity. Ale nasz wspólny.
      • lila1974 melko_x popieram :) 18.01.07, 11:53
        Oczywiście nie mówimy li i jedynie o rozsądku.
        Miłość jest jak najbardziej wskazana, ale taka właśnie rozsądna, prawda? smile
        • ledzeppelin3 Re: melko_x popieram :) 18.01.07, 12:12
          Wszystko zależy.
          Niektórzy w młodości (po dwudziestce znaczy siętongue_out) są mocno psychicznie
          nieukształtowani, tzn. nie do końca wiedzą, czego w życiu chcą, przyzwyczajenia
          wyniesione z domu nie są na tyle silne, aby determinować ich życie. Wtedy mówi
          się, ze są bardziej zdolni do kompromisów- wydaje mi się, że nie są to
          prawdziwe kompromisy, czyli tak naprawdę postępowanie w dużym stopniu wbrew
          sobie (bo do tego sprowadza się kompromis). Oni po prostu razem dorastają.
          Niektóre pary świetnie się w tym układzie odnajdują. Inni podczas tego procesu
          stwierdzają, ze jest im całkiem nie po drodze, że chcą czegoś innego od życia.
          Natomiast w okolicach 30-stki większość ludzi przechodzi różnego rodzaju
          zawirowania emocjonalne i egzystencjalne, prowadzące najczęściej do lepszego
          samookreślenia się, a także większej otwartości -lub większego zamknięcia-na
          innych. Dlatego zawierając związek w starszym wieku na dwoje babka wróżyła
          (zresztą jak i w młodszym, jak i w każdym innym wiekutongue_out)- albo ludzie już
          zrezygnowali z głupawych przepychanek w stylu "a właśnie że postawię na swoim i
          nazwę dziecko Hiacyntem, mimo że partner się absolutnie nie zgadza" i są
          bardziej skłonni do wypracowania sobie wspólnych z partnerem reguł i zasad
          rządzących ich światem, albo są nastawieni typu : a bo ja soie już wszytsko
          poukładałem i nie jestem zainteresowany/a zmianami w imię wspólnego życia.
          Czyli albo jest walka, albo wspólne budowanie. Niektórzy zresztą dojrzewają(nie
          do końca dobre słowo- może lepiej sa gotowi na) do wspólnego życia mając lat
          25, inni 40, nie ma reguły. Mi też z jakichś rok zajęło zauważenie, ze ukochana
          córeczka tatusia niekoniecznie zawsze ma rację i nie wszystkie jej zachcianki
          muszą natychmiast zostać spełnionetongue_out
      • aska2000 Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 18.01.07, 12:32
        melka_x napisała:

        > Za mąż należy wychodzić z rozsądku, a wiek jest drugorzędny.

        Z drugą częścią w pełni się zgodzę, ale z pierwszą ?!?!?!?!
        Wybacz, ale będzie osobiście - TY tak zrobiłaś ? I jesteś SZCZĘŚLIWA???????

        .......

        Nie wierzę
        Serio
        • lila1974 aska2000 18.01.07, 12:40
          Nie idzie tu JEDYNIE o rozsądek, ale o rozsądną miłość.
          • aska2000 Re: aska2000 18.01.07, 12:50
            Hmmmm, Ty jasno TO określiłaś, ale pewna jesteś,że Melka miała to samo na
            myśli..?

            Bo: rozsądna miłość- świetna rzecz, za to sam rozsądek, nawet przyprawiony
            sympatią, ba, nawet przyjaźnią, wzajemną atrakcyjnością ale BEZ prawdziwego
            uczucia MZ nie ma szans!
            Chyba,że zagłuszymy w sobie skutecznie to 'pragnienie miłości'...
            I umrzemy nieszczęśliwi.....

            Jak to J.L.Borges powiedział?
            "Popełniłem w życiu najcięższy grzech, jaki człowiek może popełnić - nie byłem
            szczęśliwy..."

            No właśnie....
          • edorka1 Lila 18.01.07, 12:50
            a czy jest rozsądna milość damsko-męska??? Ona moze być dojrzała ale rozsądna??? czucie i wiara a szkiełko i oko to dwie rózne rzeczy... Rozsadna powinna byc miłosc rodzicielska. Ale jakos nigdy nie byłam rozsądna w miłości do męża. pokochałam i kocham całkowicie bezmyślnie.Kocham i już.
            • lila1974 Edorko 18.01.07, 12:57
              Kochałam kiedyś kogoś szalenie, a jednak potrafiłam zrezygnować z tej osoby,
              gdy dostrzegłam, że jednak są różnice między nami, które skąplikują nam życie.

              Dlatego piszę o rozsądku.

              Dla mnie pożałowania godna jest milość, która bagatelizuje ewidentne
              przeslanki, że będzie źle, albo jeszcze gorzej.
              • edorka1 ale w takim wypadku 18.01.07, 13:15
                to nie była rozsądna miłosc...to rozsądek wziął górę nad uczuciem. Jak dla mnie jest rożnica. Nie zbym uważała, że należy iśc w zaparte, wychodzić za maż a potem płakać że pije i bije. Ale sądzę, że te rzeczy pwinno widzieć się wcześniej - niejako ZANIM - i to właśnie jest sprawa dojrzałosci. Bo w samej miłości z zasady niejako wiele miejsaca na rozsądek chyba nie ma - i to jest byc może najpiękniejsze, że można dać ponieśc sie fali - natomiast w dojrzałym uczuciu mieści się wiele rzeczy - ale chyba jednak nie mieści sie chłodna kalkulacja jaką dla mnie jest tzw "rozsądek". Rozgraniczyć należy jeszcze miłość i zadurzenie...
                Ja zresztą pisząc to myślę o swoim podejsciu do tematu - a tych sprawch wiele zależy człowieka i jego patrzenia na życie.
                • lila1974 Re: ale w takim wypadku 18.01.07, 13:22
                  Tak, rozsądek wziął górę nad uczucim.

                  I ten sam rozsądem podpowiedział w innym przypadku, że uczucia zostały
                  ulokowane prawidłowo.

                  Pisząc o rozsądku właśnie to mam na myśli, by potrafić spojrzeć przytomnie na
                  partnera i okoliczności, a nie wrzeszczeć - "ale ja go kocham", gdy cały świat
                  widzi, że obiekt uczuć mocno niedomaga.
                  • edorka1 Zgoda 18.01.07, 13:27
                    ale to nie jest rosądna miłość tylko wlaśnie owa dojrzałość...może to zresztą kwestia nazewnictwa. Rozsądkek kojarzy mi sie bardziej z zimną kalkulacją, a dojrzałosc z odpowiedzialnoscią za własne decyzje a co za tym idzie za własne życie.
                    • lila1974 Re: Zgoda 18.01.07, 13:31
                      Jak zwal tak zwal - dla Ciebie dojrzalość, dla mnie rozsądek ... grunt, żeby
                      się na oślep nie rzucac smile
        • melka_x wyjaśnienie 18.01.07, 14:36
          > Z drugą częścią w pełni się zgodzę, ale z pierwszą ?!?!?!?!
          > Wybacz, ale będzie osobiście - TY tak zrobiłaś ? I jesteś SZCZĘŚLIWA???????

          Ja tak zrobiłam. Czy jestem szczęśliwa w małżeństwie? Bardzo.
          Powiem więcej, pierwszy raz wyszłam za mąż z wielkiej miłości, tak mi wtenczas
          zdawało, rozwódką byłam po 2 latach.

          Rozumiem, że Twoje wzburzenie wynika z przekonania, że rozsądek i uczucia muszą
          się wykluczać. Straszliwa spuścizna po romantyźmie, która winna jest niejednemu
          rozwodowi.

          A co oznacza rozsądek? Ano to, że zdajesz sobie sprawę, że na samym uczuciu
          daleko nie zajedziesz. Nie wystarczą emocje, szczególnie, że pierwsze mają
          skłonność do blaknięcia z czasem i gdy nie ma nic poza tym okazuje się, że
          ludzi nic już nie łączy. A co ma zostać, gdy okaże się, że mąż/żona ma skrajnie
          inne poglądy w kwestii wierności (nie deklarowane, ale rzeczywisty stosunek do
          wierności), antykoncepcji, liczby planowanych dzieci, ich wychowania, religii,
          stosunku do pracy, pieniędzy, spędzania czasu wolnego, dalszej rodziny, roli
          dziadków i teściów, alkoholu, preferowanego miejsca zamieszkania itd itd itd.
          Są sytuacje w której nie ma miejsca na kompromis (np. czy mieć dzieci?) i gdzie
          ustępstwo jednej ze stron uczyni tę stronę nieszczęśliwą.

          Zresztą nawet odchodząc od kwestii dotykających partnerów osobiście, czy
          wyobrażasz sobie szczęśliwe, długotrwałe, stabilne małżeństwo aktywnego,
          wielbiącego Przewodniczącego działacza dajmy na to Samoobrony i posłanki PD?
          Romans może się zdarzyć, związek i przyjaźn nie.
          • aska2000 Re: wyjaśnienie 18.01.07, 14:59
            Melko....
            Rozsądek i uczucia WCALE nie muszą stać w sprzeczności - to naturalnie moja jak
            najbardziej subiektywna ocena, ale poparta doświadczeniem (własnym, a jakżewink.

            Co do tego czy 'romantyczna spuścizna', jak to ujęłaś, jest przyczyną rozwodów -
            ciężko mi oceniać, mogę jedynie coś powiedzieć o tym jak wygląda małżeństwo 'z
            rozsądku' (stety albo nie - z jednej strony ten rozsądek wink...
            Po ładnych kilku latach...

            Spodziewam się,że gdybym miała za sobą małżeństwo zawarte z wielkiej miłości,
            które zakończyło by się rozwodem, może i myślałabym podobnie do Ciebie.
            Może i tak.

            Ale moje doświadczenia są inne, a zatem i opinia inna.
            Pozdrawiam!

            ..na marginesie- Driadea, zdaje się, ma doskonały cytatna tę okoliczność
            także...

            • ledzeppelin3 Re: wyjaśnienie 18.01.07, 17:47
              Pewnie każdy ma swoją własną definicję miłości, ale pozwolę sobie zasugerować,
              ze pierwszy raz wyszłaś Melko za mąż pod wpływem chemii związanej z
              zakochaniem, a nie miłością. Miłość- wydaje mi się, ze w miarę poznawania
              drugiego człowieka albo przechodzimy ze stanu zakochania w miłość i całkowita
              (no, może prawie) akceptację, albo, nie godząc się z pewnymi oczywistymi
              różnicami w światopoglądzie naszym i partnera, stan zakochania zmienia się w
              niechęć/obojętność etc ale na pewno nie miłość. Natomiast akceptacja wiąże się
              oczywiście z naszym podobieństwem do partnera, tzw porozumieniu dusz,
              przyjaźni.. To jest grunt pod miłość. To my wybieramy, czy gdy stan zakochania
              nieco przyblaknie, możemy partnera pokochać z całym dobrodziejstwem inwentarza,
              czy nie.
              • melka_x Re: wyjaśnienie 18.01.07, 18:50
                Dobrze sugerujesz.
                Ale też zdarzyło mi się później -zdajsie sądząc po poście podobnie jak Lili -
                zrezygnować ze związku, w którym było coś znacznie ważniejszego i silniejszego
                niż chemia, moim zdaniem miłość. Nie wdając się w szczegóły, wiedziałam, że
                samo uczucie nie wystarczy, że ten związek uczyni mnie mimo miłości i przyjaźni
                nieszczęśliwą. Różnice odnośnie tego jak chcemy żyć nie sprawiły, że uczucie
                przeszło w niechęć jak piszesz, ale ich uświadomienie było równoznaczne z
                przekonaniem, że to się nie uda.

                A wychodząc po raz drugi za mąż uczucie też było. Ale była też przyjaźń i
                poparte doświadczeniami przekonanie, że mamy podobny system wartości i podobnie
                wyobrażamy sobie rodzinę. I to nazywam rozsądkiem. Wiele osób kompletnie nie
                zastanawia się nad tym, wychodząc z założenia, że przecież kochany i kochający
                partner na pewno będzie chciał tyle samo dzieci, czy ma te same poglądy na rolę
                kobiety w rodzinie i poza nią (i cała masa innych). A później okazuje się, że
                gucio, i że nawet tam gdzie dochodzi się z miłości do kompromisów, to o ile
                jest ich dużo i są one dla obu czy którejś ze stron bardzo bolesnymi
                ustępstwami to w pewnym momencie miłość przestaje wystarczać. I związek się
                sypie.

                A tak przy okazji. Ponoć w krajach gdzie większość małżeństw się aranżuje,
                odsetek osób szczęśliwych w małżeństwie jest wyższy niż na Zachodzie. Dlatego,
                że nie wiedzą co tracą? To byłoby zbyt proste. Inaczej pojmują miłość, chemia
                jest nieistotna, zreszta w wielu tych krajach chemię się wypracowuje z dobrym
                seksem, istotny jest to wszystko co z latami przychodzi, wspólne dzieci,
                szacunek, przyjaźń, wsparcie. Dla nas to niewyobrażalne, ale jednak często
                sprawdza się. I kto wie, czy nie lepiej niż model w którym za koniec małżeństwa
                wystarczy to, że ktoś przestał kochać (czy tak sądzi). Na Zachodzie miłość jest
                czymś poza kontrolą, jak u Tristiana i Izoldy (sławetna metafora z czarami i
                wypiciem napoju po którym przyszła miłość, ot tak, nagle, za sprawą magii i
                niezależnie od woli samych zainteresowanych, a nawet wbrew ich woli). W innych
                kręgach kulturowych miłość zależy od nas samych, jest w nas i za sprawą naszej
                woli, nie można kogoś pokochać wbrew własnej woli. Nie można więc przestać
                kochać czy pokochać kogoś innego ot tak, zobaczyłem kogoś nowego i zakochałem
                się, a tej/tego już nie kocham.
                • malila Re: wyjaśnienie 19.01.07, 12:11
                  Przyznam, że mnie w ogóle jest trudno zrozumieć ideę miłości od pierwszego
                  wejrzenia, czy też miłości pomimo wszystko. Pomijam, rzecz jasna, stany
                  zauroczenia, które miały miejsce w czasach szkolnych. Moje miłości rodziły się
                  i rosły w miarę poznawania mężczyzny i dostrzegania w nim pożądanych cech.
                  Gasły natychmiast, gdy pojawiało się zachowanie zdecydowanie niepożądane. Albo
                  gdy mnie facet zostawiłwink Podobnie dojrzewała miłość do mojego męża (rosła
                  zresztą równocześnie z przyjaźnią) - żeby osiągnąć poziom pozwalający mieć
                  pewność, że to właśnie ten, wtedy, gdy poznałam jego zalety i wady (których
                  zresztą nie ma - jak on sam twierdziwink) i uznałam, że zalety mój mąż posiada
                  wszystkie istotne, a wady są pomijalne i nie uprzykrzą mi życia.
                  Zdecydowanie nie rozumiem miłości czysto chemicznej.
                  • aska2000 Re: wyjaśnienie 19.01.07, 14:50
                    malila napisała:

                    > Przyznam, że mnie w ogóle jest trudno zrozumieć ideę miłości od pierwszego
                    > wejrzenia, czy też miłości pomimo wszystko.

                    Tak - mam tak samo, śmiało mogę powiedzieć.
                    Ba- ja się chyba (?) NIGDY nie zakochałam od owego pierwszego wejrzenia - mam
                    pewność 100% w jednym przypadku,że KOCHAŁAM (i pewno kochać będę do końca -
                    swojego)
                    Ale pioruna w pierwszej chwili nie było (u mnie przynajmniej, heh)
                    Może ja jakoś organicznie niezdolna jestem ? ;P

                    Za to pojecie 'miłości pomimo wszystko' rozumiem DOSKONALE.
                    (Nie)stety.


                    >Pomijam, rzecz jasna, stany
                    > zauroczenia, które miały miejsce w czasach szkolnych.

                    Właśnie- zauroczenia to teamat osobny - chociaż, wbrew pozorom (i
                    mozliwościom ;P), też nie było ich wiele. Szybko mi przechodziło.

                    > Moje miłości rodziły się
                    > i rosły w miarę poznawania mężczyzny i dostrzegania w nim pożądanych cech.
                    > Gasły natychmiast, gdy pojawiało się zachowanie zdecydowanie niepożądane.
                    Albo
                    > gdy mnie facet zostawiłwink Podobnie dojrzewała miłość do mojego męża (rosła
                    > zresztą równocześnie z przyjaźnią) - żeby osiągnąć poziom pozwalający mieć
                    > pewność, że to właśnie ten, wtedy, gdy poznałam jego zalety i wady (których
                    > zresztą nie ma - jak on sam twierdziwink) i uznałam, że zalety mój mąż posiada
                    > wszystkie istotne, a wady są pomijalne i nie uprzykrzą mi życia.
                    > Zdecydowanie nie rozumiem miłości czysto chemicznej.

                    Zgadzam się niemal z każdym słowem...
                    Niemal.
    • agusiaczek8 Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 18.01.07, 13:03
      zgadzam sie z toba!!!!!!!!!ja wyszlam za maz w wieku 21lat i nie moge
      narzekac,jestem szczesliwa jest nam razem dobrze,kochamy sie(nadalsmile)ale musze
      przyznac ze poczatki byly TRUDNE i mysle ze wynikalo to z niedojzalosci
      emocjonalnej.teraz od kilku lat jest fajnie nie klocimy sie o byle co itd. sama
      nie wiem czy doroslismy do malzenstwa czy sie dotarlismy ale wydaje mi sie ze
      raczej to pierwsze.pozdrawiamsmile
      • agusiaczek8 Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 18.01.07, 13:05
        zapomnialam powiedziec ze jestem po trzydziestce i 11 lat po slubie no i
        faktycznie troche inaczej patrze na zycie niz 11lat temu
    • anik801 Re: za mąż należy wychodzić po 30-tce:)) 18.01.07, 14:49
      Wyszłam za mąż w wieku lat 20. Z pełną swiadomością, bez tzw.przymusu
      spowodowanego ciążą.Pobraliśmy się z miłości i z pragnienia bycia razem do
      końca życia.Nie miewałam problemów typu "z igły widły".Jesteśmy małżenstwem już
      7 rok,mamy 3latnią córkę.Dobrze nam razem i nie żałuję,że za mąż wyszłam młodo.
      Gdy oznajmiliśmy,że się pobieramy wszyscy stukali się w czoło.Padały ciągłe
      pytania po co nam to,skoro nie jestem w ciąży?Ludzie często komentują coś co
      nie powinno ich obchodzić!Rozrzucone skarpetki jakoś nie są dla mnie powodem do
      awantury.Wystarczy po prostu zwrócić uwagę i już.Przeszliśmy razem wiele
      trudnych sytuacji i one pokazały,że możemy liczyć na siebie,że potrafimy sobie
      z nimi poradzić.
    • aluc słówko o zdolności do kompromisu 18.01.07, 14:55
      IMHO człek młody nie tyle ma większe skłonności do kompromisu, ile jest
      bardziej plastyczny i wiele rzeczy da się z niego ulepić na podobieństwo własne
      partnera
      człek ...ehem ehem... wiekowy wink jest zdecydowanie mniej plastyczny, natomiast
      ma zdecydowanie większą zdolość do kompromisu, rozumianego jako wypracowanie
      wspólnego stanowiska przy zachowaniu własnych poglądów
      po prostu do kompromisu trza przede wszystkim samookreślenia

      jestem admiratorką wiązania się w wieku dojrzałym, mienia dzieci w wieku
      dojrzałym i w ogóle podejmowania istotnych decyzji życiowych w wieku dojrzałym

      nie wierzę przy tym w dojrzałe dwudziestolatki i prawdę mówiąc dotychczas
      takiego egzemplarza nie spotkałam, bez względu na płeć
      • anik801 aluc! 18.01.07, 15:10
        No a widzisz-my jako 20latki założyliśmy rodzinę.I jakoś wszystko przemyślane
        było i samodzielni byłiśmi i dziecko zaplanowane.Nikt w nikogo niczym nie
        rzucał.To zależy od ludzi.Moja siostra skończy w czerwcu 20lat-zachowanie
        16latki,zero odpowiedzialności,głupota totalna,aż czasem szkoda słuchać jej
        odzywek.Gdyby taka dziewczyna miała teraz założyć rodzinę to współczuję!Siostra
        mego męża lat 22 też ma w głowie jak to się mówi pstro!Ale znam naprawdę
        ludzi,którzy rodzinę założyli jeszcze wcześniej niż my i są fajnymi parami już
        od wielu lat.Wszystko ma swoje plusy i minusy.Moja znajoma zawarła związek
        małżeński w tzw.wieku dojrzałym.No niestety,ale nie potrafią się dogadać.Każde
        z nich miało już swoje przyzwyczajenia i nawyki i inne oczekiwania od życia i
        małżeństwa.Czasem wiek nie ma nic do rzeczy.
      • malila Re: słówko o zdolności do kompromisu 18.01.07, 15:36
        Kompromis, o jakim piszesz, w zasadzie w ogóle nie zależy od wieku. Ludzie
        niezależnie od wieku dzielą się na otwartych i skupionych na sobie. Człowiek
        nieskłonny do kompromisów w młodości może być plastyczny i urabialny, albo i
        nie - to zależy od tego, jak ważna jest dla niego cudza akceptacja. Wraz z
        wiekiem znaczenie tej akceptacji zwykle maleje, w związku z czym zanika powód,
        dla którego warto było dać się urabiać. Ale skłonność do kompromisu jest mniej
        więcej na tym samym poziomie - bliskim zera.
        W osobie skłonnej do kompromisów wraz z wiekiem zmienia się świadomość tego, co
        jest dla niej ważne. Różnica między starszą i młodszą będzie więc polegała na
        tym, że czasem z tego, co wcześniej warte było obrony, teraz można zrezygnować.
        A to, z czego w cześniej się rezygnowało, teraz warte jest wszystkiego.
        • aluc Re: słówko o zdolności do kompromisu 18.01.07, 15:53
          malila, zgadzam się, że uogólniam
          ale szło mi bardziej o to, że owa plastyczność bywa nagminnie brana za zdolność
          do kompromisu, a jej brak - za bezkompromisowość i nieprzystosowalność
          a to dwie różne rzeczy - z czym chyba się obydwie zgadzamy smile

          ludzie dojrzale się wiążący w wieku nienastoletnim zazwyczaj nie tworzą jednego
          państwa, a unię dwóch niezależnych państw - a to jest dla mnie zdrowsze,
          przyjemniejsze i tu zamierzam się rozmnażać smile

          dojrzałość polega chyba także na tym, że akceptuje się konsekwencje własnych
          wyborów, choćby były niekorzystne, oraz niemożność cofnięcia czasu, upatrywanie
          wartości w tym, co się nie zdarzyło, bo się z czegoś zrezygnowało, chyba
          objawem dojrzałości nie jest
          • malila Re: słówko o zdolności do kompromisu 19.01.07, 11:43
            aluc napisała:
            > ale szło mi bardziej o to, że owa plastyczność bywa nagminnie brana za
            zdolność
            >
            > do kompromisu, a jej brak - za bezkompromisowość i nieprzystosowalność

            A szczególnie przez osoby, którym nie udaje się uplastycznić partnerasmile)

            > dojrzałość polega chyba także na tym, że akceptuje się konsekwencje własnych
            > wyborów, choćby były niekorzystne, oraz niemożność cofnięcia czasu,
            upatrywanie
            >
            > wartości w tym, co się nie zdarzyło, bo się z czegoś zrezygnowało, chyba
            > objawem dojrzałości nie jest

            Czy masz na myśli wszelkie konsekwencje wszelkich wyborów, czy ogólne
            konsekwencje podjęcia decyzji o małżeństwie, czy jakieś konkretne konsekwencje?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka