Dodaj do ulubionych

moja przychodnia

19.01.07, 23:32
Moja przychodnia z tygodnia na tydzień co raz bardziej mnie saskakuje. A
słowo daję, myślałam, że niewiele mnie jeszcze w związku ze służbą zdrowia
zadziwi/zirytuje/podminuje...

Przykład 1) dziecko chore, dzwonię: na którą mogę przyjść? Odpowiedź: dzisiaj
wszystkie miejsca już zajęte (są zapisy i lista wyczerpana), chyba, że lekarz
zgodzi się przyjąć dziecko między innymi pacjentami. OK, przychodzę, lekarz i
tak zawsze zgadza się przyjąć dziecko, no bo co innego ma zrobić?
W poczekalni oczywiście zwykle sajgon: - Pani na którą? Ja na tą, ja na
tamtą, ja na żadną (czytaj: czekam na Państwa wspaniałomyślność). Czasami
jest tak, że trzeba mieć farta i a) wejść do gabinetu jak akurat nikogo nie
ma w poczekalni - to sytuacja komfortowa; b) nie przyznawać się wchodzącym,
że jest się spoza kolejki. Jest jeszcze wariant c) ktoś mówi - proszę, niech
Pani wejdzie przede mną.
PYTANIE: Po co robić zapisy??? Dorosły sobie poradzi, ale dzieckiem nie
bardzo da się czekać do następnego dnia, kiedy to są wolne miejsca... A
choroby się zwykle nie planuje, mam dziś zapisać zdrowe dziecko bo być może
jutro mi zachoruje i będzie problem z bezstresowym dostępem do lekarza? Czy
nie lepiej, żeby lekarze przyjmowali spontanicznie, albo też jeden na zapisy
a drugi w ramach dyżuru? Niestety, nie zarządzam przychodnią...
Zagadka pozostaje nierozwiązana.

Przykład 2) Chcę umówić się z ginekologiem. Jest 12.01, mam problem. W
rejestracji słyszę - Ooo, na ten miesiąc nie ma już miejsca a grafiku na luty
jeszcze nie ma... Grrrr! Mój "problem" jakoś się sam rozwiązał, ale uknułam
zemstę - zrobię strajk włoski i jak już będzie ten grafik na luty wpiszę się
od razu na 4 wizyty, po jednej na tydzień. I tak co miesiąc. Jak akurat
pojawi się potrzeba zdrowotna to termin będzie jak znalazł... Tyle mściwy
plan, teraz realia - stoję dziś w rejestracji po jakiś tam stępelek, obok
babka umawia się do ginekologa. Rejestratorka mówi - Oooo, ma Pani szczęście,
został tylko jeden termin, ostatni! 26-go lutego o 14,30. Hmmm... Dziś
dziewiętnasty stycznia, właśnie został zaklepany ostatni termin na luty, o
grafik na marzec nie pytam bo i tak wiem, że go jeszcze nie ma. Mściwy plan
mojego strajku włoskiego umarł śmiercią naturalną...
I jeszcze kilka takich kwiatków z mojej przychodni by się znalazło.
Teraz pytanie: jak jest u Was? Też drzycie biorąc do ręki słuchawkę lub
przkraczając drzwi przychodni? Bo ja zwykle mam małego sresa, cała się spinam
i bojowo nastawiam w razie, gdybym musiała zawalczyć o pediatrę... Oczywiście
zwykle dobijam do gabinetu, ale ta nutka niepewności co mnie czeka jest mocno
irytująca...
I jeszcze dzisiaj - idę z marszu do internisty dyżurnego, bo do tego na
zapisy oczywiście nie ma miejsc. Wygląda to tak: czekam godzinę wraz z innymi
pacjentami, co to odważyli się nagle zachorować, a tymczasem próg gabinetu
lekarza, do którego "nie ma miejsc" przez tą godzinę przekraczają dwie osoby.
Generalnie lekarz dyżurny z obłędem w oczach wypełnia recepty, podczas gdy
jego kolega z gabinetu obok przypuszczalnie składa papierowe samolociki bądź
relaksuje się przy lekturze porannej gazety...
No i co ja biedna mogę? Na menedżera się tam nie zatrudnię raczej, a czy
jakieś pismo ze spostrzeżeniami własnymi jest sens wysyłać?
Jeśli ktoś dobrnął do końca tego wywodu - gratuluję. Niech pożyczy mi zapasu
cierpliwości, przyda się smile
Obserwuj wątek
    • mamaivcia Re: moja przychodnia 19.01.07, 23:42
      no właśnie żeby tego wszystkiego nie doświadczać chodzę prywatnie sad
      dlatego chciałabym bardzo, żeby w naszym kraju była dobrowolność płacenia
      składki na chorobowe, bo te pieniądze by mi w zupełności wystarczyły na
      opłacenie prywatnej lecznicy
      • fergie1975 Re: moja przychodnia 19.01.07, 23:52
        na pierwszy i drugi post
        dokladnie tak - 2x
        ręcami i nogiema
        • zuzanna56 Re: moja przychodnia 19.01.07, 23:57
          U nas są tylko zapisy na godziny do dzieci zdrowych np. na bilans albo na
          szczepienie. Jeśli dziecko jest chore to mogę przyjśc do 20.00 i zwykle
          przychodzę ok. 19.00 nawet jeśli idę po receptę bo wtedy juz nie ma tłumów. Do
          dorosłych podobnie jak napisałaś. Do ginekologa chodze raz na 6 miesięcy
          prywatnie, umawiam się na godzinę.
    • zzz12 Re: moja przychodnia 20.01.07, 00:21
      Ciesz sie, bo otrzymujesz niewspolmiernie duzo za te 5zl, ktore NFZ za ciebie
      placi poradni.
      Wyjedz do innych krajow europejskich, i nagle okaze sie, ze:
      1. Jesli dzis nie ma wolnego terminu u lekarza, to go nie ma. Trudno, sorry.
      Musisz czekac do najblizszego terminu (od 1-kilku dni u lekarza 1. kontaktu do
      kilku-kilkunastu (!) miesiecy u specjalisty). A co w trakcie zrobisz? Trudno,
      twoj problem. Jesli nie mozesz czekac, bo stan zdrowia nie pozwala, idziesz na
      izbe przyjec w szpitalu i pokornie czekasz na krzeselku nawet 12 godzin. Lekarz
      zejdzie, jak bedzie mogl. Koniec.
      2. lekarz ma prawo do przerwy na kawe, na lunch. ma prawo do szkolen i kursow w
      godzinach pracy, ma prawo do czasu administyracyjnego, zeby w spokoju, a nie z
      obledem w oku, przejrzec naplywajace papiery, wypisac recepty i skierowania. I
      zaden pacjent, chocby byl nie wiadomo, jak chory, mu nie ma prawa w tym
      przeszkodzic. Chyba, ze w stanie bezposredniego zagrozenia zycia. Podpowiedz:
      przeziebienie u dziecka nie jest stanem zagrozenia zycia.Uplawy czy grzybica
      pochwy tez nie.
      3. Nie masz szans na spotkanie z lekarzem, jesli przyjdziesz nieumowiona, z
      zaszkoczenia, ot tak, bo przechodzilas obok. Musisz zatelefonowac, osoba
      odbierajaca telefon zbierze wstepny wywiad, i jesli sie okaze, ze jest to cos
      banalnego, typu przeziebienie, kaszel, katar zleci ci paracetamol i wysle na
      drzewo. Z takimi bzdetami do lekarza po prostu cie nie dopuszcza.
      Ciesz sie z tego, co masz, po w Polsce dostep do lekarzy, zwlaszcza do
      specjalistow jest wyjatkowo latwy i tani, co jest ewenementem na skale co
      najmniej europejska. jesli nie wierzysz-popytaj kolezanek, jak to wyglada w UK
      czy Skandynawii.
      • fergie1975 Re: moja przychodnia 20.01.07, 19:43
        a kogo obchodzi te 5 zł z NFZ, ja płacę co miesiac ZUS i jest to o wiele wiecej.
        po drugie:
        nie wiem skad sie urwalas, ale to co opisalas to jest sytuacja zywcem z Polski.
        wiec z czego mamy sie cieszyc, bo nie zrozumialam.
        (ale ja dzisaiaj tak mam tzn. jakas nie kumata jestem)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka