Dodaj do ulubionych

Przedmiotowe traktowanie dziecka

27.03.07, 14:35
Nie wiem, czy to dobry tytuł wątku, ale żaden inny nie przyszedł mi do głowy.
Chciałam poruszyć temat, na który jeszcze kilka lat temu nie zwracałam
zupełnej uwagi, dopóki nie zaczęłam o tym rozmawiać z siostrą (która już ma
dzieci).
Czy nie macie wrażenia, ze kiedyś zupełnie inaczej podchodzono do dzieci, ich
uczuć i poczucia godności? Teraz pewnie też często tak bywa.. I nie chodzi mi
o bicie czy klapsy, ale o publiczne wyśmiewanie WŁASNYCH dzieci, traktowanie
ich jak zabawek. Przykłady przychodzące mi do głowy:

- Łaskotanie np. w stópki dzieci w wózkach - pamiętam, jak siostra zwróciła
mi uwagę, gdy to zrobiłam jej synkowi, gdy miała jakieś półtorej roku. W
pierwszym odruchu się zdziwiłam, ale zaraz przyznałam jej rację. Podobno to
nagminne, wszyscy wyciągaja łapy i łaskoczą ("bo ma takie śliczne stópki!"),
dziecko się krzywi, no bo kto to lubi tak naprawdę?

- naśmiewanie się z dziecka przy gościach - koszmar dzieciństwa! Znajomy
opowiadał mi taki hardkor: jego matka głośno przeczytała gościom, oczywiście
dla zabawy, jego list miłosny, który napisał chyba w wieku 10, 12 lat do
koleżanki.. Usłyszał to i wybiegł z domu, do dziś pamięta wstyd i rozpacz.

- no i moja trauma: mama wprowadziła w domu taki głupi zwyczaj (kiedyś
wydawał mi się zabawny) straszenia wszystkich i wszystkiego, łącznie ze
śpiącym kotem, który potem ni z tego, ni z owego wyskakiwał na równe łapy z
obłędem w oczach, dostał autentycznej nerwicy. Podchodziło się po cichu i
wołało "Hu!!" za plecami. Efekt tych "zabaw" jest taki, że słynę ogólnie ze
znerwicowanego usposobienia - przy spotkaniu się z kimś na rogu korytarza
podskakuję 2 metry w górę z krzykiem, podobnie przy każdym gwałtowniejszym
hamowaniu w samochodzie. Ktoś wejdzie do pokoju, a ja się wzdrygam i
podskakuję. To chyba nie jest normalne wink

To takie ogólne podejście do dziecka jak do zabawki, z którego można się
ponabijać, upokorzyć, "bo to przecież tylko dziecko, zapomni"..
Pamiętacie coś takiego z dzieciństwa?
Obserwuj wątek
    • mrowkojad2 Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 27.03.07, 14:47
      Ja pamiętam na przykład, jak moja mama przeczytała mój pamiętnik, miałam wtedy
      jakieś 15-16 lat, taki głupi wiek. Wyczytała tam o jakimś piwie i chłopakach
      pierwszych. Najgorsze było to, że ona kompletnie nie kumała, że nie miała prawa
      czytać moich osobistych wynurzeń. Poza tym szantażowała mie ,że powie o tym
      ojcu, chociaż ojciec przy niej to anioł. Nigdy potem się jej nie zwierzałam i
      do tej pory tego nie robię.
      • alfama_1 Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 27.03.07, 14:58
        Pamiętam jak moja siostra przeczytała mój pamiętnik, zrobiłam dziką awanturę
        przy całej rodzinie i komu najbardziej się dostało? Oczywiście mi, nikt nie był
        w stanie zrozumieć o co wrzeszczę a siostra dostała status pokrzywdzonej.
    • agnieszkas72 Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 27.03.07, 14:48
      Nic takiego w moim domu nie miało miejsca.Przedmiotowe traktowanie dzieci jest
      sprawą osobowości rodziców a nie czasów.Mam 35 lat ,wychowałam sie w latach
      70tych.Mam jeszcze poradniki, jakimi posiłkowała się moja mama-poza sprawami
      pielęgnacyjnymi i żywieniowymi(dotyczącymi niemowląt) nie widzę różnic w
      dzisiejszych i ówczesnych zalecanych sposobach wychowywania dzieci.Dziś też są
      ludzie ,którzy traktują podle nawet własną rodzinę.
      • alfama_1 Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 27.03.07, 14:54
        Przedmiotowe traktowanie dzieci jest
        > sprawą osobowości rodziców a nie czasów.
        Mam 35 lat

        Ja też smile Czasy się zmieniają, teraz bardziej zwraca się uwagę na podmiotowośc
        dziecka i jego potrzeby emocjonalne niż w latach 70-tych, wtedy ważniejsze było
        żeby dobrze nakarmić i ciepło ubrać (koniecznie przysłowiowa czapeczka). Jeśli
        spotykam dziś ludzi ośmieszających dzieci to częściej są to panie w wieku
        babciowym niż młodzi rodzice, bardziej już świadomi.
    • nisar Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 27.03.07, 14:51
      Zgadzam się. W czasach mojego dzieciństwa (mam 37 lat) rzadko którzy dorośli
      widzieli w dziecku człowieka, a nie jakieś takie niewiadomoco, któremu można
      wszystko powiedzieć, w każdy sposób wyśmiać, z którego zdaniem również na jego
      własny temat nikt się nie liczył. Stąd podejrzewam tak wiele osób z mojego
      pokolenia z niskim poczuciem własnej wartości, bo nie budowanym przez rodziców.
      Szkoda.
      • agnieszkas72 Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 27.03.07, 15:03
        Miałam widocznie wyjątkowych rodziców.zawsze traktowali mnie jak człowieka.
    • hallodolly Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 27.03.07, 15:03
      Pamietam, jak pojechałam z ojcem nad rzekę, miałam wtedy jakieś 12-13 lat, byłam
      chuda jak patyk. Siedziałam w koszulce, bo nie miałam stroju kąpielowego a mój
      ojciec powiedział przy swoich kolegach, że mam zdjąć tą koszulkę, bo "nie mam
      jeszcze żadnych wyrostków a jak już je bedę miała to się kupi maść, się
      posmaruje i znikną."Wyrostki to miał być biust. Pamiętam to upokorzenie do dziś.
    • brak.polskich.liter Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 27.03.07, 15:06
      Pod tym akurat wzgledem moi rodzice byli bardzo w porzadku, tzn. traktowali z
      szacunkiem, nie upupiali, nie opowiadali bzdur celem zabawiania gosci. Pamietam
      kilka dziwnych akcji w wykonaniu dalszej rodziny, z tym, ze interwencja mojej
      mamy przypominala przejazd rozpedzonego czolgu - rzadko kto mial na to ochote,
      totez zabawa doroslych moim kosztem zdarzala sie niezwykle rzadko. Zreszta,
      kiedy podroslam, odbilam sobie kilka takich akcji z nawiazka, wiec poczucia
      krzywdy mam zero.
      Natomiast z obserwacji terenowych moge wymienic:
      - opowiesci o swietym Mikolaju serwowane kilkulatkom,
      - bocian przynoszacy dzieci ew. dzieci w kapuscie,
      - teksty w stylu "nie madrzyj sie", "nie badz taka stara malutka", "myslisz, ze
      pozjadales wszystkie rozumy?" w sytuacji, kiedy dziecko ma czelnosc nie zgadzac
      sie z rodzicem/wujkiem/innym doroslym,
      - debilne straszenie baba Jaga/czarna wolga/dziadem/oddaniem do domu dziecka,
      - zabawa w "powiedz mamie, ze jest glupia", "idz i powiedz tamtej cioci, ze jej
      nogi smierdza" - kilka razy bylam swiadkiem czegos takiego. Nie jestem fanka
      przemocy, ale w takich sytuacjach ciezkie pobicie autora owych cudnych tekstow
      powinno byc IMO usprawiedliwione.
      • alfama_1 Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 27.03.07, 15:33
        > - bocian przynoszacy dzieci ew. dzieci w kapuscie

        No właśnie, drobne lub grubsze kłamstwa. Takie spontaniczne, później już we
        krwi. Wkurzają mnie do imentu. Nawet patrząc z praktycznej strony, łatwiej
        przecież powiedzieć prawdę niż kluczyć w bredniach typu "jak nie zjesz zupki to
        twój samolot będzie smutny" a potem się tłumaczyć tworząc kolejne wygibasy aby
        zakończyć stwierdzeniem "wiem, że tak jest bo jestem starszym/twoim
        rodzicem/babcią".
      • yenna_m Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 28.03.07, 13:11
        Natomiast z obserwacji terenowych moge wymienic:
        > - opowiesci o swietym Mikolaju serwowane kilkulatkom,

        wiesz co? a mi sie wydaje, ze z tym Mikolajem to przesadzasz.
        Nawet oslawiona wink Superniania kiedys w jakims programie stwierdzila, zeby
        dzieci nie pozbawiac wiary w Mikolaja - dlatego, ze to tez jest jakas miara
        szczesliwego dziecinstwa

        ja wierzylam bardzo dlugo - uwazam, ze ta wiara wlasnie jest jednym z
        piekniejszych wspomnien z dziecinstwa - widac wszystko zalezy od konkretnego
        dziecka - jego wrazliwosci, tendencji do tworzenia sobie wlasnych, dzieciecych
        zaczarowanych swiatow

        wiesz, ja wrecz uwazam, ze takie brutalne uswiadmienie dziecku, ze Mikolaja nie
        ma, jest czyms nieludzkim. Oczywiscie nie musisz sie z tym zgodzic.
    • joasia1234 Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 27.03.07, 15:25
      Pamiętam głupkowate zdanie powtarzane przez niektórych: dzieci i ryby głosu nie
      mają. Wydaje mi się, że przedmiotowe traktowanie jest związane z wiekiem. Teraz
      czasy się zmieniają, mam nadzieję.
    • dirgone Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 27.03.07, 15:46
      Dla mnie najgorszym wspomnieniem było karmienie na siłę.
      Byłam niejadkiem, ale pochodzącym z niejadkowej rodziny. Rodzice, dziadkowie,
      wszyscy to rozumieli. Byłam strasznie wybredna, mnóstwo rzeczy mi nie smakowało
      (tak zostało do dzisiaj).
      Do dziś nie mogę zapomnieć, jak na stołówce szkolnej w drugiej klasie pani
      Krysia (mimo wielokrotnych próśb mamy, żeby tego nie robiła) wpychała mi na siłę
      do ust ryż z cukrem i ze śmietaną. Było to dla mnie coś najbardziej obrzydliwego
      na świecie. Dostawałam histerii, jak widziałam to danie,a pani Krysia zawsze
      siedziała tylko przy mnie. Setka dzieci mijała mój stolik i patrzyła się, jak
      próbuję uniknąć spotkania z tym ohydztwem. Po tym jak po którymś razie
      zwymiotowałam i mama porzuciła prośby i zrobiła awanturę, już nikt mnie nigdy na
      siłę nie karmił.

      Drugą traumą było spanie w przedszkolu. Nigdy nie mogłam zasnąć (zasnęłam raz w
      pięciolatkach i raz w zerówce, pamiętam to do dziś), ale kładłam się grzecznie z
      innymi dziećmi i gapiłam się w sufit. Jako że zawsze bardzo dużo piłam, to
      wiecznie chciało mi się siku, podczas takiego leżenia (po obiedzie) najbardziej.
      A wtedy pani Hania nie chciała mnie puścić, bo mówiła, że chcę tylko pochodzić.
      Puszczała wszystkich innych, a mnie nie (za karę, że nie śpię - widziała, że mam
      otwarte oczy). Czasami mało się nie zsikałam na leżak, była to straszna tortura.
      I mamy prośby też nic nie dawały.
    • moninia2000 Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 27.03.07, 17:42
      Zgadzam sie, ze czesto rodzice traktuja tak dziecko, ale nie widze zwiazku z
      czasami..nistety.
      Ja przezylam wiele upokorzen, jedno z wielu (sprawa mamuski), gdy przy gosciach
      i chlopaku, w ktorym sie kochalam (bylam straasznie kochliwa) wygadala, ze
      obgryzamy z siorka w wannie paznokcie u stop!
      Myslalam, ze zabije. PAre razy probowalysmy, raczej w celu sprawdzenia wlasnej
      sprawnosci fizycznej i akrobatycznej niz w innych celach, a mogla juz o
      szamponie pitym na litry w nakretkach niby drinki..wredna!
      No i dziadkowie np.otwierali wszystkie moje listy, mialam szok, jak bylam z
      nimi na wakacjach i napisalam rodzicom jak mi z nimi zle, a oni przed wyslaniem
      ten moj list otworzyli i nawet sie nie pokusili o odpowiednie zatuszowanie
      dzialan na polu bitwy, a potem do konca wakacji mialam przesrane.
      Taaa, dorosli czesto nie zdaja sobie po prostu sprawy ile dla nas, dzieci cos
      znaczy. Ja wciaz sie czue dzieckiem, mam je w sobie i byc moze dlatego cudownie
      dogaduje sie z dziecmi.
      Moni
      • syriana Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 27.03.07, 18:06
        ano

        zaliczyłam chyba te wszystkie standardowe chwyty, które opisałyście - jako wkład
        własny wniosę rozkoszny dowcip mojej mamy, która podczas wspólnego oglądania
        jakiegoś filmu historycznego, w którym miało miejsce ścięcie głowy, z całą
        powagą poinformowała mnie, że głowę aktorowi ścinają naprawdę

        miałam wtedy jakieś 6 lat i do dzisiaj oglądając filmy, łapię się na myśli
        "ocho, to była jego ostatnia rola"...

        zauważyłam, że im starsza jestem, tym więcej takich kwiatów mi się przypomina i
        coraz mniej widzę w sobie odwagi do zostania matką
    • sol_bianca Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 27.03.07, 17:59
      moi rodzice byli pod tym wzgledem bardzo OK, i moze dlatego tak mnie wkurzaly
      zawsze przypadki, jak to nazywasz, przedmiotowego traktowania - przez obcych ludzi
      pierwsze z brzegu przyklady:
      - nagminnie (zmowili sie czy co?) zadawane mi przez obcych pytanie: kogo
      bardziej kochasz, mamusie czy tatusia? jako niezwykle powazna kilkulatka wink
      probowalam "ciociom" i "wujkom" tlumaczyc, ze takie pytanie nie ma sensu, ale
      owocowalo to dzikim wybuchem smiechu (takie male, a sie madrzy). wiec zaczelam
      odpowiadac losow: "mamusie" albo "tatusia", zeby sie odczepili. co tez owocowalo
      wybuchem smiechu. jacys glupi ci dorosli wink
      - zwracanie sie do mamy/taty tak, jakby mnie przy tym nie bylo, szczegolnie u
      lekarza ("czy ona...") co jest jeszcze zrozumiale, bo dziecko nie potrafi dobrze
      sformulowac jak sie czuje albo opowiedziec o swoich nawykach zywieniowych smile
      itp., ale w kontaktach bardziej prywatnych wkurzajace.
      - straszenie, oszukiwanie itp. - nienawidzilam tego potwornie, jako dziecko
      niczego sie nie balam wiec traktowalam straszenie jako objaw, ze uwaza sie mnie
      za idiotke. podobnie jak opowiadanie niestworzonych historii (czasami dawalam
      sie nabrac, co oczywiscie wszystkich bardzo bawilo, poza mna). znienawidzilam
      sasiada, ktory wmowil mi, ze ma w szafce male kotki, a jak zajrzalam, zlapal
      mnie za nos. mocno. bolalo. ale gorsze bylo poczucie, ze wyszlam na naiwna.
      • verdana Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 27.03.07, 18:24
        No, to ja miałam cholerne szczęście.
        Wychowywana byłam w latach 60-tych i 70-tych. Listy przychodziły
        zapieczetowane, pamietnik moglam porzucic otwarty na środku pokoju, a nikt nie
        zajrzał, nikt nie mowil o mnie w mojej obecnosci jak o obcej , a jak raz babcia
        skrytykowala moje nogi, to matka wdeptała ja w ziemię.
    • gosika78 Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 27.03.07, 18:29
      U mnie w domu tego nie było.
      Ale zawsze za dzieciaka mocno mnie zawstydzały i deprymowały natrętne pytania wujaszków o "narzeczonych" z przedszkola (podwórka)i podśmiechujki na tym tle...
    • dirgone Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 27.03.07, 18:39
      Przypomniało mi się.
      Miałam 7 lat i byłam u babci, z którą poszłam do sąsiadki. I w mojej obecności
      zaczęły krytykować moje nogi : "patrz, ona ma takie grube łydki, jak jej matka.
      I za krótkie, jak dorośnie nie będzie miała olśniewającej figury, no szkoda
      szkoda że te geny po matce odziedziczyła". I mówiły o mnie tak, jakby mnie tam
      nie było. Eh.
    • marghe_72 Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 27.03.07, 22:36
      czasy nie mają tu nic do rzeczy
      mentalność ma

      Mnie drazni traktowanie dzieci jak przygłupów - "mały jest, nie rozumie","mały
      jest, nie zapamięta" .. i straszenie .
    • peresia Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 27.03.07, 23:12
      U mnie rodzice byli ok, ale matka mojego męża...
      Ustawiczne zawstydzanie przy gosciach i porównywanie z innymi - "lepszymi"
      dziecmi.
      Siostrze mojemu M zrobiła awanturę, bo...ta osmieliła się zdać maturę (!!!),
      gdyż według mentalności teściowej kobiecie wykształcenie nie jest do niczego
      potrzebne.
      No i niestety uzębienie mojego M i jego rodzeństwa w katastrofalnym stanie, M
      opowiadał, że do dentysty matka zaprowadzała ich wtedy, gdy ząb już bolal i nie
      dało się go uratować. Za to o swoje zęby dbała, i dba do dnia dzisiejszego.
      Wrrrr....

      Całe szczęście - mam wrazenie że mój M jest chyba adoptowany...żadnego
      podobieństwa. Dzięki Ci Boże...
    • anna-pia Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 28.03.07, 00:21
      pamiętam, jak pisywałam bajki - zaczęłam mając 6 czy 7 lat, potem zapisywałam
      kolejne zeszyty; jak miałam ze 12 lat, moja matka dorwała sie do takiego zeszytu
      i przeczytała strone moim siostrom
      pękały ze smiechu (dzisiaj też pewnie bym pękała), ale od tego czasu nie
      napisałam sama z siebie ani słowa
      a moja matka czasem się dziwi "bo ty kiedyś pisałas bajki, piszesz pamiętnik?"
      "nie" "a czemu?" no zesz qrwa, komu jak komu, ale jej na takie pytanie nie odpowiem
      żałuję, ale nie mogę się przemóc, żeby pisać, chociaz potrafię na poczekaniu
      wmyślic córeczce bajkę, mam poczucie, ze matka zabrała mi jakis talent... choćby
      malutki
      coreczce kupię sama pamiętnik, z kłódeczką koniecznie smile

      a, i pamiętam, jak dostałam od ojca lanie przy koleżance - miałam 8 lat, a ona
      oczywiście rozpowiedziała to dookoła

      czemu dorośli upokarzają dzieci publicznie?

      i czemu starzy rodzice upokarzaja dorosłe dzieci? opowieści mojej matki i mojej
      tesciowej o tym co ja/mój mąz robilismy jako dzieci, kwalifikują się IMO jako
      dręczenie - a przerwij takiej tokowanie, to ma pretensje...
      • brak.polskich.liter Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 28.03.07, 00:46
        anna-pia napisała:

        > czemu dorośli upokarzają dzieci publicznie?

        Bo dla niektorych doroslych to wielka frajda. Doroslego nie upokorza, bo
        wiekszosc doroslych upokorzyc sie nie da, poza tym wszelkie proby moga skonczyc
        sie niefajnie dla dreczyciela. Nie mowiac juz o tym, ze zakomplesiony tchorz
        bedzie startowal tylko i wylacznie do slabszego. A dziecko jest slabsze, nad
        dzieckiem ma sie wladze, na wiele rzeczy mozna sobie bezkarnie pozwolic. Nie
        wiem, jak zryta psyche trzeba miec, zeby upokarzac dziecko (wsio rowno, wlasne
        czy cudze) publicznie, ale podejrzewam, ze bardzo.

        > i czemu starzy rodzice upokarzaja dorosłe dzieci? opowieści mojej matki i mojej
        > tesciowej o tym co ja/mój mąz robilismy jako dzieci, kwalifikują się IMO jako
        > dręczenie - a przerwij takiej tokowanie, to ma pretensje...

        Chrzanic pretensje. Nie tylko ostro przerwalabym tokowanie, ale walnelabym cos
        takiego, po czym jedna i druga baba dosc dlugo dochodzilyby do rownowagi. Jako
        dziecko niespecjalnie masz wplyw na to, co sie mamuni/babci werbalnie ulewa w
        Twojej obecnosci, jako dorosla - i owszem.
        • anna-pia Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 28.03.07, 12:13
          brak.polskich.liter napisała:

          > anna-pia napisała:
          >
          > > i czemu starzy rodzice upokarzaja dorosłe dzieci? opowieści mojej matki i
          > mojej
          > > tesciowej o tym co ja/mój mąz robilismy jako dzieci, kwalifikują się IMO
          > jako
          > > dręczenie - a przerwij takiej tokowanie, to ma pretensje...
          >
          > Chrzanic pretensje. Nie tylko ostro przerwalabym tokowanie, ale walnelabym cos
          > takiego, po czym jedna i druga baba dosc dlugo dochodzilyby do rownowagi. Jako
          > dziecko niespecjalnie masz wplyw na to, co sie mamuni/babci werbalnie ulewa w
          > Twojej obecnosci, jako dorosla - i owszem.

          Przerywam ostro smile Tyle że przykro mi jest, jak za jakis czas ta sama historia
          jest wywlekana po raz enty. Chyba zacznę im wywlekac ich osobiste historyjki,
          niech nie myślą, że dziecko nie zapamiętuje albo dorosly nie wyłowi waznych
          informacji ze steku komunałów. Zemszczę się czyli smile
    • figrut Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 28.03.07, 01:16
      Pamiętniki, listy, kieszenie - to była świętość w moim domu rodzinnym. To samo
      dotyczyło szafek z osobistymi drobiazgami domownika - wara od takiej szafki -
      takie święte zasady. List mógł leżeć rozpakowany na stole w kuchni i nikt nie
      miał prawa do niego zajrzeć, jeśli właściciel na to nie pozwolił. Taką samą
      zasadę stosuję w moim domu. Mój niemąż zawsze się wścieka, że przed wrzuceniem
      jego spodni do pralki proszę go o przejrzenie, czy czegoś nie ma w kieszeniach.
      Jedno mnie jednak strasznie wkurzało i wkurza do tej pory u mojej Mamy
      "tresowana małpka" w postaci jej dzieci [czyli mnie i moich braci] oraz mojej
      córki [jej najstarszej wnuczki]. Moja córa bardzo dobrze się uczy i osiąga
      bardzo wysokie wyniki na olimpiadach. Nie ma takiego spotkania towarzyskiego
      [wesele, urodziny itp.], żeby moja Mama nie zaczęła się tym chwalić przy
      wszystkich gościach, a wręcz narzuca się każdemu kto się jej nawinie - to
      jeszcze nie byłoby takie straszne, ale ona na "dowód rzeczowy" przywołuje moją
      córkę i prosi ją o potwierdzenie jej słów i przynoszenie dyplomów. Moja córa
      jest tym strasznie zażenowana, czerwieni się ze wstydu i zawsze z pretensją w
      głosie mówi "babcia, nie jestem osmym cudem świata, są lepsi ode mnie" a moja
      Mama na to "nie wiem, czy u ciebie w klasie jest ktoś inteligentniejszy od
      ciebie" po czym moja córa nie ma już najmniejszej ochoty na bycie na tej
      imprezie. Podobnie było ze mną. Z zawodu jestem marynarzem i od kiedy poszłam do
      tej szkoły, robiłam na takich spotkaniach za "małpkę tresowaną", bo moja Mama
      każdemu musiała się pochwalić tą "rewelacją" przywołując mnie oczywiście do
      siebie aby pokazać często bardzo dalekiej nawet rodzinie owo cudo, bo to takie
      nietypowe... Kilkejna rzecz która zawsze mnie bolała. Miałam okres i coś tam
      trzeba było ciężkiego przenieść, a moja Mama na cały regulator przy facetach np.
      wnoszących cięższe meble do domu potrafiła wypalić "ty tego nie dzwigaj, bo masz
      okres i jeszcze krwotoku dostaniesz, wrrrr...
      • bi_scotti Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 28.03.07, 02:59
        Rodzice byli w sumie OK, szanowali moja prywatnosc, nie czytali listow itd.
        Wkurzalo mnie, ze gdy wyjezdzalam na oboz w lecie po powrocie zastawalam
        posprzatany pokoj. Dzis to rozumiem - na obozie bylam miesiac albo i dluzej, w
        miedzyczasie rodzice mieli gosci z nocowaniem, ci goscie spali w moim pokoju -
        zrobienie porzadku bylo czyms naturalnym. Wtedy wydawalo mi sie to narzucaniem
        Ich standardow mnie - coz za glupia gowniara jednak bylam wink)) Wkurzalo mnie
        sarkastyczne i bardzo zlosliwe poczucie humoru moich rodzicow - przez dlugi
        czas uwazalam, ze uderza tylko we mnie dopoki nie "uslyszalam" jak nasmiewaja
        sie z siebie wzajemnie i ile w Ich komentarzach jest autoironii ale do
        tego "uslyszenia" tez musialam jednak dorosnac. W ogole z wiekiem dochodze do
        wniosku, ze wiele rzeczy, slow i dzialan, ktore jako nastolatce wydawaly mi
        sie "wymierzone przeciwko mnie" mialo sens i uczynilo mnie madrzejszym, lepszym
        czlowiekiem. Rowniez to, ze w niektorych sytuacjach mialam "sluchac i
        wykonac", "pocalowac babcie w reke bez robienia min" itd. Pewne nauki i nawyki
        wciaz sie przydaja smile
        • bunny.tsukino Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 28.03.07, 07:32
          Też jakichś większych zgrzytów nie pamiętam.
          Jedyne, co mnie drażniło, to traktowanie mnie i siostry "razem". Mam siostrę o
          rok starszą i zawsze traktowano nas razem. Mówione o nas "dziewczyny"(tzn
          dziewczyny były, przyjdźcie tutaj), ubierano podobnie, musiałam się z nią bawić,
          choć wolałam inne koleżanki na podwórku i niestety dzielić pokój. A ja tak
          bardzo chciałam być postrzegana bez siostry, przez pryzmat mojego 'ja'. Wspólny
          pokój i bajka o niewielkiej różnicy wieku to bujda.
    • denea Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 28.03.07, 08:52
      Pamiętam kilka takich sytuacji. Nama przy połowie kolonii (była jako
      pielęgniarka) ryknęła w sklepie "Chodź, kupimy ci stanik", miałam 12 lat.
      Siostra kazała mi zamknąć oczy i otworzyć buzię obiecując że da mi coś dobrego
      i wlała mi do ust przyprawę do zup.
      Powiedziałam dzieciom w przedszkolu że na Niemców się mówi Szwaby. Któreś
      dziecko zapytało pani a ta pinda zamiast powiedzieć, że jest takie słowo ale
      jest brzydkie i nie powinno się go używać, powiedziała że to nieprawda. Wyszło
      na to że kłamię i dzieci mi dokuczały. To było najboleśniejsze upokorzenie
      dzieciństwa, jakie pamiętam.
      Z drugiej strony teraz jak sama mam dziecko zastanawiam się czy w taki głupi
      sposób nie wyrządzę mu kiedyś krzywdy. Sytuacje które pamiętam nie wynikały z
      okrucieństwa, raczej z braku zastanowienia, głupoty. Dorosłym nigdy by do głowy
      nie przyszło że takie coś może zawstydzić, zaboleć.
      • corneliss Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 28.03.07, 13:00
        mnie matka bez przerwy porownywala do innych dzieci - corek sasiedek, swoich
        znajomych - mam przez to okropne poczucie nizszosci, kompleksy i ciagle
        poczucie braku akceptacji, nie umialam walczyc o siebie bo jako dziecko
        myslalam ze widac tak jest... sad
        kiedy sie przeciw czemus buntowalam i mowilam ze sto mnie denerwuje i boli mnie
        brzuch z tego powodu, matka twierdzila ze dzieci nie maja nerwow - nerwice
        mialam juz pod koniec podstawowki
        tych zdarzen jest mnostwo, chcialabym o nich zapomniec, moja matka rowniez
        obwiescila przy gosciach ze dostalam pierwszy okres - jak ja sie wtedy czulam,
        mialam 12 lat i na reszte wieczoeru zamknelam sie w pokoju... upokorzenie okrpne

        jednakze mialam duzo swobosy , jezdzilam na kolonie (nigdy rodzice do mnie nie
        przyjechali, jak do innych dzieci) i na obozy, ale kiedy tylko wyszedl jakis
        zgrzyt i proba narzucania wlasnych przekonan pisalam listy do nich, ale do
        szuflady glownie - taki rodzaj oczyszczenia - kieys wywalilam te listy do kosza
        podarte w strzepy - moi rodzice je z tego kosza wyjeli i poskladali i sobie
        poczytali, dostalam okropne lanie..., moja matka dosc dlugo podnosila na mnie
        reke - w jej przypadku mysle ze wynikalo to z problemow domowych, rozbita
        rodzina, ojciec alkoholik ktory w dodatku wyprowadzil sie na drudi koniec
        kraju - pewnie musialo byc jej ciezko - ale dlaczego wszystkie negatywne emocje
        lokowala we mnie?

        zastanawia mnie dlaczego rodzice w swoim postepowaniu potrafia byc tak
        okrutni... zero zrozumienia, ze dzieci tez maja uczucia, tamte proby rugowania
        uczuc i odczuc wplynely na moje dorosle zycie - miedzy mna a matka nie ma
        zadnej emocjonalnej wiezi, swoja indoktrynacje nadal stosuje wobec mnie,
        probowala rowniez wobez meza, ale szybko zamknal jej usta
        boli bardzo boli
    • hexella Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 28.03.07, 13:29
      Ja strasznie nie lubiłam tych wszystkich "chodż, chodź powiedz wierszyk,
      zaśpiewaj piosenkę, zatańcz..." itd., tego robienia ze mnie gwoździa programu
      podczas wizyt gości.

      Odnoszę wrażenie, że sporo się zmnieniło w ostatnich latach, dużo jest
      publikacji na temat psychologii dzieci, coraz częściej traktuje się dzieciaki
      jak ludzi, nie jak zabawki.

      A z tym gilaniem po stopach, to muszę to przemyśleć...wink))
      • elf1977 Re: Przedmiotowe traktowanie dziecka 28.03.07, 13:39
        Wg mnie to nie jest kwestia publikacji psychologicznych i czasów. Są rodzice,
        ktorzy traktują dzieci przedmiotowo, a są tacy, ktorzy tego nie robią. Ja byłam
        wychowana w szacunku do innych, mnie też szanowano. Dziś, pracując w szkole
        widuję bardzo wielu rodziców, którzy mimo wyższego wykształcenia i pewnie
        niejednej przeczytanej książki dotyczącej wychowywania dzieci - swoje latorośle
        traktują źle. Nie słuchają, często biją, a jak nie, wywierają presję
        psychiczna, zmuszają so zajęć, których maluch nie lubi itd. Nie mówię już o
        całkowitej kontroli.
        Tak, że czasy czasami, ale dla wielu dorosłych dziecko to taki półczłowiek,
        którym można się zabawić.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka