Nie wiem, czy to dobry tytuł wątku, ale żaden inny nie przyszedł mi do głowy.
Chciałam poruszyć temat, na który jeszcze kilka lat temu nie zwracałam
zupełnej uwagi, dopóki nie zaczęłam o tym rozmawiać z siostrą (która już ma
dzieci).
Czy nie macie wrażenia, ze kiedyś zupełnie inaczej podchodzono do dzieci, ich
uczuć i poczucia godności? Teraz pewnie też często tak bywa.. I nie chodzi mi
o bicie czy klapsy, ale o publiczne wyśmiewanie WŁASNYCH dzieci, traktowanie
ich jak zabawek. Przykłady przychodzące mi do głowy:
- Łaskotanie np. w stópki dzieci w wózkach - pamiętam, jak siostra zwróciła
mi uwagę, gdy to zrobiłam jej synkowi, gdy miała jakieś półtorej roku. W
pierwszym odruchu się zdziwiłam, ale zaraz przyznałam jej rację. Podobno to
nagminne, wszyscy wyciągaja łapy i łaskoczą ("bo ma takie śliczne stópki!"),
dziecko się krzywi, no bo kto to lubi tak naprawdę?
- naśmiewanie się z dziecka przy gościach - koszmar dzieciństwa! Znajomy
opowiadał mi taki hardkor: jego matka głośno przeczytała gościom, oczywiście
dla zabawy, jego list miłosny, który napisał chyba w wieku 10, 12 lat do
koleżanki.. Usłyszał to i wybiegł z domu, do dziś pamięta wstyd i rozpacz.
- no i moja trauma: mama wprowadziła w domu taki głupi zwyczaj (kiedyś
wydawał mi się zabawny) straszenia wszystkich i wszystkiego, łącznie ze
śpiącym kotem, który potem ni z tego, ni z owego wyskakiwał na równe łapy z
obłędem w oczach, dostał autentycznej nerwicy. Podchodziło się po cichu i
wołało "Hu!!" za plecami. Efekt tych "zabaw" jest taki, że słynę ogólnie ze
znerwicowanego usposobienia - przy spotkaniu się z kimś na rogu korytarza
podskakuję 2 metry w górę z krzykiem, podobnie przy każdym gwałtowniejszym
hamowaniu w samochodzie. Ktoś wejdzie do pokoju, a ja się wzdrygam i
podskakuję. To chyba nie jest normalne
To takie ogólne podejście do dziecka jak do zabawki, z którego można się
ponabijać, upokorzyć, "bo to przecież tylko dziecko, zapomni"..
Pamiętacie coś takiego z dzieciństwa?